wtorek, 24 maja 2016

MAKIJAŻ z czekoladową paletką | Makeup Revolution SALTED CARAMEL

Hej! Czekoladowe palety Makeup Revolution to ostatnio najczęściej używane przeze mnie cienie, dlatego jak tylko zobaczyłam kolejną wersję Salted Caramel, wiedziałam że jej nie odpuszczę :). Paletki zachwycają nie tylko apetycznym i zwracającym uwagę opakowaniem, ale przede wszystkim świetną jakością. Używam ich nawet częściej niż paletki Zoevy, a cenowo Makeup Revolution wypada dużo bardziej atrakcyjnie! Cienie są bardzo dobrze napigmentowane, mają aksamitną formułę i dobrą trwałość. A do tego są po prostu fajnie skomponowane - zarówno pod względem kolorystycznym jak i wykończenia samych cieni (zwykle to miks odcieni matowych, błyszczących i drobinkowych).

Wszystkie czekoladki kręcą się wokół odcieni bardziej naturalnych, najczęściej odcieni brązu. Salted Caramel jest bardzo ciepłym zestawem kolorystycznym i właśnie dlatego od razu wpadła mi w oko. Do kupienia głównie przez internet - moja jest z Kosmetykomanii (znajdziecie ją tutaj). 



Paletką Salted Caramel można wykonać zarówno klasyczny dzienny makijaż w matach, smokey eyes jak i różne kombinacje z wykorzystaniem połyskujących brązów. Ciekawym dodatkiem w paletce jest cień granatowy, którego możemy używać jako akcentu (w sam raz dla brązowych tęczówek!).

Ja połączyłam dwa rodzaje brązów z ciepłą rudością i wspomnianym błyszczącym granatem, który wylądował na dolnej powiece. Dołożyłam też złotą kreskę, która fajnie wygląda na ciemniejszym tle.



W paletce standardowo znalazły się też dwa jasne cienie, które są trochę większe od pozostałych - to świetne rozwiązanie, bo jasne, beżowe cienie zawsze kończą się w paletkach w pierwszej kolejności! W Salted Caramel mamy do wyboru waniliowy mat lub perłę. Wszystkich cieni jest w sumie 16.



DELICIOUS | Matowy cień w kremowym kolorze. Dobry pod łuk brwiowy i wewnętrzne kąciki oczu.
TEMPT | Matowa, mocno napigmentowna czerń.
HEAVENLY | Matowy, brudny róż. Bardzo delikatny kolor, dobry do modelowania powieki.
DRIZZLE | Matowy, ciepły, średni brąz.
ENJOY | Ciemniejszy i bardziej chłodny brąz z dodatkiem mikro drobinek.
CHOC | Średni, dość ciepły brąz z drobinkami.
CAKE | Niesamowity cień, który pozostawia jedynie drobinki (bez kryjącego koloru). Mieni się na różowo-brzoskwiniowo i jest po prostu przepiękny! Przypomina mi jedno wykończenie w cieniach Bobbi Brown. Makeup Revolution powinno wprowadzić serię takich cieni pojedynczych, w różnych kolorach!
PERFECT | Jaśniejszy matowy brąz w typie taupe. Doskonały na załamanie powieki.
CRUNCH | Piękny, połyskujący granat.
SWEET | Matowy odcień rudości, uwielbiam nim blendować!
FUDGE | Ciepły połyskujący brąz o złotawym połysku.
SALTED | Jasny, błyszczący brąz o neutralnej tonacji.
CANDY | Matowy brąz, podobny do Perfect.
CARAMEL | Świetny odcień ciemniejszego złota.
SPOON | Brzoskwiniowo-złoty odcień, ślicznie się mieni.
YUM!| Waniliowy cień o perłowym połysku.


Uwielbiam paletki-czekoladki i Salted Caramel również mnie nie rozczarowała! Cienie są naprawdę świetnej jakości, na bazie są nie do zdarcia i nie osypują się podczas nakładania. Bardzo Wam je polecam, bo zestawy cieni są świetne :). Jak na paletę 16 cieni, cena jest moim zdaniem niska - około 40zł.


niedziela, 22 maja 2016

🌿 YVES ROCHER | Nowości Plaisirs Nature 🌿

Hej :)! Niedawno w Yves Rocher pojawiło się sporo nowości, a moja ulubiona linia Plaisirs Nature została zupełnie odmieniona! Zmienił się design opakowań (obecny jest duuużo ładniejszy), pojawiły się zupełnie nowe produkty, ale też nowe linie zapachowe. Całe szczęście w Plaisirs Nature nadal pozostaje seria o zapachu wanilii burbońskiej, którą po prostu uwielbiam. Do tej pory jeszcze nie udało mi się trafić na zapach tak naturalnej, lekko dymnej wanilii bez syntetycznych nut. Jeśli tak jak ja ubóstwiacie waniliowe zapachy to polecam Wam przyjrzeć się jej z bliska. Zresztą w moim odczuciu wszystkie kosmetyki z Plaisirs Nature pachną bardzo naturalnie i prosto.

Przejdźmy jednak do nowości! Nowe warianty zapachowe są dużo ciekawsze od tych, które były w ofercie do tej pory. Pojawiła się Jeżyna & lawenda, Mango & kolendra, Malina & mięta, Kwiat pomarańczy & lawenda & petit grain, Mandarynka & cytryna & cedr, Migdał & kwiat pomarańczy. Podział jest też trochę inny - w każdym wariancie zapachowym trochę inne kosmetyki.


ŻEL POD PRYSZNIC Migdał & Kwiat pomarańczy | Żel o świetnym, typowo wiosennym zapachu, dla mnie strzał w dziesiątkę! Czuję przede wszystkim kwiat pomarańczy, którego zapach bardzo lubię. Żele z Yves Rocher są dobre jakościowo, gęste i naprawdę wydajne. Polecam :). | 11,90zł | klik do sklepu online 🏬

ŻEL POD PRYSZNIC Kokos | Poza waniliową serią uwielbiam też kokosową! Obydwie nuty zapachowe należą do mojej ścisłej czołówki, jestem fanką takich słodkich zapachów. Tak jak w przypadku swojego poprzednika, żel dobrze się pieni, nie wysusza skóry i jest bardzo wydajny. Te żele zbierają dobre opinie i wcale mnie to nie dziwi, bo uważam je za jedne z najlepszych żeli pod prysznic. Kokosowy pachnie obłędnie! | 16,90zł | klik do sklepu online 🏬


BALSAM DO CIAŁA Kwiat pomarańczy & lawenda & petit grain | Właśnie ta kompozycja zapachowa z nowości zachwyciła mnie najbardziej. Nie każdy lubi lawendę - ja lubię, ale nie sądziłam, że można jej nadać zupełnie innego charakteru. Ten balsam pachnie jak niektóre kwitnące drzewa na wiosnę, bardzo nietypowo i niezwykle naturalnie jak na kosmetyk. Na moje szczęście z tej linii pojawiła się także woda toaletowa, którą mam w planie kupić. Nie każdy na pewno tak oszaleje na punkcie tego zapachu jak ja, ale jeśli preferujecie bardzo roślinne, proste kompozycje to sprawdźcie go obowiązkowo. Balsam jest moim faworytem spośród nowości. Poza cudownym zapachem muszę go pochwalić za bardzo dobry poziom nawilżania i gęstą, maślaną konsystencję. | 41,90zł | klik do sklepu online 🏬

PEELING CUKROWY Mandarynka & cytryna & cedr | Po zachwytach nad balsamem sądziłam, że równie fajny okaże się peeling, ale niestety już nie przypadł mi tak do gustu. Na zapach nie mogę narzekać, bo jest bardzo orzeźwiający (choć nie może się równać z poprzednikiem), ale właściwości mi nie odpowiadają. Drobinek ścierających jest zbyt mało i peeling jak dla mnie jest po prostu zbyt słaby, zbyt delikatny, nawet stosowany na suchą skórę. Jest też mocno tłusty i gęsty co pewnie potraktowałabym jako plus gdyby ścierał lepiej. | 41.90zł | klik do sklepu online 🏬


Tym razem totalnie zachwyciła mnie kompozycja zapachowa Kwiat pomarańczy & lawenda & petit grain :). Malinę z miętą wąchałam w sklepie stacjonarnym i też wydawała mi się bardzo przyjemna, choć to już nie taki ideał jak ten miks z lawendą ;). Jeśli macie swoich ulubieńców z serii Plaisirs Nature to dajcie mi znać na co jeszcze warto zwrócić uwagę.

czwartek, 19 maja 2016

TEST: Turban termalny Hair Spa

Ostatnio wypróbowałam dość ciekawy wynalazek jakim jest turban termalny do stosowania na włosy. Jak wszystkim wiadomo, wyższa temperatura sprzyja lepszemu działaniu masek i odżywek do włosów. Pewnie zdarzyło Wam się korzystać z sauny fryzjerskiej, a może tak jak ja owijałyście głowę folią spożywczą i chustą (co niektórzy wolą czapkę!) żeby pogłębić działanie maski.

Turban termalny to dobra opcja na zrobienie sobie właśnie takiego zabiegu w rodzaju sauny dla włosów w domu. Dla mnie to wreszcie coś bardziej profesjonalnego niż moja wspomniana folia spożywcza i dużo bardziej wygodnego od podgrzewania włosów suszarką!


Jak to działa? Turban jest wykonany z materiału i posiada trzy kieszonki zapinane na rzepy. W opakowaniu znajdziemy też żelowe wkłady, które trzeba przed użyciem podgrzać w gorącej wodzie przez około 10 minut. O wkłady nie musicie się obawiać - posiadają odpowiednie certyfikaty bezpieczeństwa, więc nie trzeba się bać np. o to że zawartość się wyleje. Wkłady trzeba umieścić w kieszonkach i turban można już założyć na głowę. Oczywiście wcześniej zakładamy foliowy czepek.
Według producenta taki turban utrzymuje ciepło przez 40 minut i faktycznie zwykle trzymam go około godziny na głowie. 

Czy to działa? Oczywiście działa :). Wkłady dobrze utrzymują ciepło (sam zabieg jest dla mnie bardzo przyjemny) i szybko można odczuć, że nasze ulubione maski działają jeszcze mocniej. 

Do czego sprawdza się najlepiej? Do masek i odżywek to wiadomo, ale też do henny! Jeśli hennujecie włosy to wiecie, że henna działa lepiej i szybciej w trochę wyższej temperaturze. Podnosząc temperaturę całe hennowanie można trochę skrócić. Turban podobno intensyfikuje również działanie olejów na włosach, ale tej wersji jeszcze nie sprawdzałam, bo olejuję zazwyczaj na noc.

Ile kosztuje? Gdzie można kupić? Turban można kupić na stronie Hair Spa w cenie 79,99zł. Jest wielokrotnego użytku i obstawiam, że ma dłuuugą żywotność, więc wystarczy na mnóstwo zabiegów.

Minusy? Dla mnie tak naprawdę jedynym minusem turbanu jest to, że jest trochę ciężki, ale w końcu wypełniamy go wkładami grzejącymi, więc nie może ważyć tyle to zwykły czepek ;). Nie jest to jednak większy problem, bo po prostu kiedy używam turbanu siadam przed komputerem albo wchodzę do łóżka.


Ja z początku używania podgrzewałam wkłady w trochę zbyt chłodnej wodzie. Nie wolno wkładać ich do wrzątku, a że nie posiadam termometra, podgrzewałam wodę "na oko" - widocznie zbyt słabo i miałam wrażenie, że turban wcale nie utrzymuje dobrze temperatury. Jednak już za kolejnymi podejściami ogrzewałam wkłady w bardzo gorącej wodzie i było już jak należy.

Myślę, że jest to fajna opcja jeśli chcecie jeszcze bardziej poprawić pielęgnację waszych włosów, a podobnie jak ja nie lubicie chodzić do fryzjera ;). Ja zdecydowanie wszystkie zabiegi pielęgnacyjne wolę wykonywać sama w domu.


Używałyście kiedyś turbanu termalnego? Podgrzewacie w ogóle włosy podczas stosowanie masek :)?

środa, 18 maja 2016

POMADKA MIESIĄCA | Bourjois Rouge Edition Velvet PINK PONG

Ten miesiąc należał do intensywnie różowej, matowej pomadki w płynie od Bourjois! Na odcień Pink Pong skusiłam się niedawno, ale w miałam go w planach od dłuższego czasu. Zakup okazał się strzałem w dziesiątkę - uwielbiam pomadki w kolorze fuksji :).

Seria Rouge Edition Velvet to moim zdaniem jedna z najlepszych w kategorii płynnych matowych pomadek jakie możemy dostać. Nawet jeśli większość matowych szminek nie do końca odpowiada Wam pod względem właściwości, to te pomadki i tak warto sprawdzić! Są bardzo trwałe, ale też niezwykle komfortowe w noszeniu. 


Pomadki Rouge Edition Velvet mają płynną konsystencję przypominającą nieco mus, bardzo przyjemną i aksamitną. Nie zastygają w twardą skorupkę, ale cały czas są delikatnie lepkie. Noszą się doskonale! Nie wysuszają ust tak bardzo jak wiele matowych produktów. Są mocno napigmentowane, a efekt jaki dają to prawie totalny mat (do takiego całkowicie matowego matu brakuje im z 5%). Nie zastygają też od razu, dopiero po kilku minutach kolor jest utrwalony, a wykończenie wyraźnie matowe.

Po intensywnym użytkowaniu odcienia Beau Brun dokupiłam śliczny różowy Pink Pong. Jest to bardzo intensywny odcień, moim zdaniem świetny na co dzień i na każdą porę roku ;). Wystarczy mu towarzystwo czarnej kreski na oku.



Zauważyłam, że na wielu swatchach znalezionych w internecie Pink Pong wygląda bardziej fioletowo. Oczywiście jest to kwestia światła podczas robienia zdjęć, ale w rzeczywistości ten kolor nie ma domieszki fioletu, choć to chłodny odcień (a szkoda, bo coś bardziej fioletowego też z chęcią bym przygarnęła). Wydaje mi się, że na moich zdjęciach kolor wyszedł dość dobrze oddany.

Warto jeszcze wspomnieć, że seria posiada dosyć dobre aplikatory gąbeczkowe i ma lekko wyczuwalny zapach.



Pink Pong to ostatnio mój ulubiony odcień, ale tak naprawdę polecam Wam po prostu całą serię Rouge Edition Velvet - śliczne kolory, matowy efekt i rewelacyjna jakość :). Jeśli odstrasza Was cena (około 55zł) to warto czekać na zniżki bądź polować na te pomadki w internecie.

Dajcie znać które kolory z matowych pomadek Bourjois lubicie najbardziej :)!

wtorek, 17 maja 2016

MANICURE: Nowy EFEKT SYRENKI Pastel Pink

"Efekt syrenki" robi furorę już od ponad roku i wcale mnie to nie dziwi, bo sama bardzo szybko stałam się jego wielką fanką ;). Ten mieniący się pyłek do paznokci wygląda po prostu niepowtarzalnie, ale ja jestem zdecydowanie za syrenką od Indigo. Oglądałam też podobne pyłki innych marek, ale nie były aż tak drobne, przez co nie dawały efektu mieniącej się tafli tylko przypominały raczej bardzo drobny brokat.

Ostatnio Indigo wprowadziło nowy wariant efektu syrenki - Pastel Pink. Jako, że uwielbiam kolor różowy, szybko go kupiłam i wypróbowałam na paznokciach. Efekt końcowy - wielkie wow! Pastel Pink mieni się właściwie podobnie do podstawowej wersji syrenki, ale dzięki różowemu zabarwieniu wychodzi inaczej na jasnych odcieniach lakierów. 


Ja wypróbowałam nową syrenkę na lakierze hybrydowym Biscuit od Semilac (bardzo jasny odcień). Syrenka nadała hybrydzie różowego koloru w chłodnym tonie, ale połysk jest ciepły brzoskwiniowo-złoty i dzięki takiej kombinacji efekt jest świetny.

Pyłek najlepiej sprawdza się na hybrydach, chociaż można go też nakładać na tradycyjny lakiery (ale moim zdaniem nie wypada już tak ładnie). Nakładamy go na utwardzoną warstwę koloru, wcieramy dokładnie i nakładamy top coat, po czym utwardzamy.



Byłam ciekawa jak Pastel Pink sprawdzi się na mocno różowym lakierze hybrydowym, ale na takiej bazie efekt nie był już tak dobry - wyglądał po prostu jak zwykła syrenka. Pyłek kupiłam za 10zł w Drogerii Kosmyk w Krakowie na ulicy Długiej. Ostatnio pojawiła się też kolejna nowość, którą też oczywiście musiałam zakupić - Metal Manix czyli efekt chromu (również w formie pyłku).

niedziela, 15 maja 2016

NOWOŚCI: Ulubiony Kallos, Avon, balsamy Eos i zakupy z Rossmanna :)

Hej! Ostatnio przybyło mi trochę nowości, więc pora podzielić się pierwszymi wrażeniami :). Część to zakupy z promocji w Rossmannie, gdzie skorzystałam z obniżki na kosmetyki do makijażu twarzy i ust (produkty do oczu sobie darowałam). Są też nowości, które pojawiły się ostatnio w Drogeriach Natura i znajdzie się też coś do włosów.

W tym miesiącu robiłam nieduże zamówienie w Avonie, do którego jeszcze do niedawna zupełnie mnie nie ciągnęło, ale okazuje się, że Avon na ma w ofercie bardzo fajne pomadki. Tym razem kupiłam dwie z serii matowej - moim zdaniem świetne!


Nie miałam większych planów zakupowych podczas promocji w Rossmannie, ale wyszło jak wyszło - coś dodatkowego musiało mi wpaść w oko ;). Szukałam jakiegoś lekkiego podkładu dobrego na lato i zdecydowałam się na popularny Wake Me Up od Rimmel, w odcieniu True Ivory (który wcale nie jest jakimś specjalnie jasnym kolorem). Lubię ten podkład, jest lekko rozświetlający i nawilżający, a przy tym ma całkiem dobre krycie. Sprawdza się przede wszystkim na skórze suchej i normalnej.

Kupiłam także bardzo polecany rozświetlacz Diamond Illuminator z Wibo. Faktycznie jest świetny, a na promocji kosztował grosze. Minimalnie lepszy jest jednak rozświetlacz z My Secret, więc jeśli szukacie czegoś o efekcie tafli, w ładnym waniliowym odcieniu to jednak polecałabym Wam bardziej ten My Secret. Skusiły mnie też dwa róże, jeden z nich też Wy mi polecałyście - opalizujący róż Lovely. To brzoskwiniowy odcień mocno opalizujący na złoto (taki w typie 'golden rose'), bardzo podobny do różu Sleek w odcieniu Rose Gold. Poniżej jeszcze róż InstaGlow od Miss Sporty, który wpadł mi w oko ze względu na ładny, przygaszony odcień Radiant Mocha. Fajny i mocno napigmentowany róż.

Pomadki to moja ulubiona kategoria, więc takie duże promocje zawsze mnie na coś skuszą. Tym razem kupiłam masełko Revlon Colorburst w odcieniu Pink Lemonade. Do tej pory używałam Cotton Candy, też taki jasny odcień tyle, że z lekkim połyskiem - obydwa są super. Niżej dwie pomadki Miss Sporty z serii My BFF Lipstick, były naprawdę tanie, więc wzięłam dwa odcienie: My Pretty Rose i My Sweet Mocha. Pomadki są lekko transparentne, satynowe i nie takie kremowe w konsystencji jak większość nieco półprzezroczystych pomadek, ale zaskakują trwałością. Wzięłam też na spróbowanie nowość od Wibo - Juicy Color Lipstick, czyli połączenie pomadki i balsamu. Niestety nie udało mi się trafić na różowy odcień, który mi się spodobał, więc wzięłam brzoskwiniowy, który ostatecznie też jest ładny. Głównym celem zakupowym była matowa pomadka w płynie Bourjois Rouge Edition Velvet w odcieniu fuksji Pink Pong. Odkąd ją kupiłam używam non stop :). Niestety nie udało mi się załapać na matową pomadkę w płynie od Wibo.


Moim ulubionym balsamem do ust Eos jest wersja miętowa, ale niedawno wypróbowałam też Blueberry Acai i Summer Fruit. Uwielbiam kosmetyki pachnące jagodami, więc było pewne, że Blueberry trafi w mój gust ;). Summer Fruit to mieszanka egzotycznych owoców, ona także pachnie świetnie! Wszystkie mają oczywiście lekko słodki smak. Bardzo polubiłam balsamy Eos, choć początkowo myślałam, że taka forma kuleczki nie jest wcale najwygodniejsza.


Z Avonu zamówiłam dwie wspomniane pomadki i mgiełkę zapachową. Pomadki są z serii matowej, która jest moim zdaniem rewelacyjna, więc jeśli lubicie matowe wykończenie to koniecznie ją sprawdźcie! Pomadki są wyraźnie matowe, a nie satynowe i mają bardzo kremową, aksamitną formułę. W ogóle nie są tępe, wysuszające! Jedne z najlepszych matowych pomadek jakie testowałam, serio :). Wzięłam piękny Ravishing Rose (malinowy róż podchodzący pod czerwień) i Marvelous Mocha (w kolorze ciepłego brązu). Z kolei do mgiełek mam trochę sentyment, bo dawno temu bardzo je lubiłam. Wybrałam mgiełkę Red Rose & Peach, bardzo przyjemna, choć zapach jest krótkotrwały, wiadomo.


Zawsze mam jakiegoś Kallosa pod ręką, wypróbowałam już różne wersje. Od niedawna używam maski Hair Pro-tox, która na moich włosach okazała się najlepsza! Działa troszkę inaczej niż większość Kallosów, ten nie wygładza aż tak bardzo, ale sprawia że moje włosy są po nim bardziej "mięsiste" i puszyste, ale też gładkie, nawilżone i miękkie (ale też nie zbyt śliskie i przeciążone). Zawiera keratynę, kolagen, kwas hialuronowy, ale też oliwę z oliwek, olej kokosowy i silikony. U mnie sprawdził się chyba najlepiej, więc myślę, że tego Kallosa naprawdę warto wypróbować, choć dla każdego odpowiednie będzie co innego. Pro-tox ma też fajny zapach, coś jak krem Nivea.


W Drogeriach Natura pojawiły się kolejne wiosenne nowości od Sensique. Mamy tutaj dwie potrójne paletki do konturowania. W zestawie Desert Rose znalazł się rozświetlacz w kremowym odcieniu, delikatny brzoskwiniowy róż i matowy brązer. Drugi wariant Desert Dream jest nieco inny - w nim każda część jest matowa z mini dodatkiem mikro drobinek (ale są praktycznie zupełnie niewidoczne). Mi zdecydowanie bardziej podeszła trójka z brzoskwiniowym różem!

Pojawiła się też seria nowych kolorów lakierów do paznokci. Wszystkie pastelowe i cukierkowe. Te lakiery są tanie i całkiem dobre.


Jeszcze jedną nowością u mnie jest seria kosmetyków pielęgnacyjnych Kozie Mleko z Vellie, od której się po prostu uzależniłam przez świetny, mega kremowy zapach! Akurat ja takie nuty zapachowe uwielbiam i chyba nie trafiłam jeszcze na kosmetyki, które pachniałyby aż tak kremowo właśnie. W tej linii jest żel pod prysznic, kremowe mleczko, odżywczy krem do ciała, krem do rąk i masło. Cała seria fajnie nawilża i jest bardzo łagodna dla skóry. Małym minusem jest konsystencja żelu (nieco ciągnąca się) i fakt, że balsamy nie wchłaniają się totalnie błyskawicznie, ale generalnie nie przeszkadza mi to bardzo, bo kosmetyki fajnie działają no i świetnie pachną. Najbardziej polubiłam masło do ciała :).


Jeśli któreś z nowości Was zaciekawiły i chciałybyście zobaczyć je z bliska dajcie znać w komentarzach :). Znacie któreś z tych kosmetyków?