czwartek, 2 kwietnia 2020

beGLOSSY Spring Garden

   Spring Garden to marcowe, już wiosenne pudełko od beGlossy. Tym razem zestaw oparty o kosmetyki pielęgnacyjne, do ciała, włosów i cery. Jeśli chciałybyście zamówić taki box dla siebie to warto wspomnieć, że używając kodu >POMAGAM< 10% wartości zamówienia trafi na zakup maseczek, kombinezonów ochronnych dla ratowników, lekarzy i pielęgniarek.


COSNATURE Balsam z olejkiem z dzikiej róży | Lekki balsam do ciała od Cosnature. Szybko się wchłania, nawilża i ma przyjemny lekki zapach, choć wcale nie jest to typowo różany aromat. Pomału już odstawiamy wszystkie ciężkie, bogate smarowidła :).

TOŁPA Krem przeciw pierwszym zmarszczkom | Pełnowymiarowy krem od Tołpa o przeciwzmarszczkowym działaniu. Na plus fakt, że posiada filtr SPF. Na pewno go sprawdzę, bo czytałam tyle dobrego o kosmetykach Tołpy, a jakoś nigdy nie zaznajomiłam się z tą marką bardziej.

HELLOBODY Coco Treat maska | Z całego pudełka chyba najbardziej zainteresowała mnie maska w płachcie od HelloBody. Wcześniej nie miałam styczności z marką, więc od razu ją wypróbowałam i efekty jak najbardziej pozytywne. Mocne nawilżenie, ale również brak uczucia lepkości, które często występuje po użyciu masek w płatach - dla mnie to mocny plus, bo nie cierpię klejącej warstwy. Bardzo fajny jest też zapach maseczki, przypomina mi trochę wodę kokosową!

GOT2BE Suchy szampon w piance | Nowość rynkowa: suchy szampon w formie pianki. Czegoś takiego jeszcze nie było (a może tylko ja się z takim rozwiązaniem nie spotkałam). Na pewno pójdzie do przetestowania, tym bardziej że producent obiecuje brak widocznych śladów na włosach co jest zmorą w przypadku większości suchych szamponów.

BIOLIQ Serum punktowe z korektorem | Punktowe serum na niedoskonałości od Biolique - to taki awaryjny kosmetyk. Ciekawe jak się sprawdzi i czy pobije moją ulubioną papkę z Jadwigi.



czwartek, 12 marca 2020

LALIQUE Perles de Lalique

   Perły od Lalique to zapach wręcz kultowy w świecie perfum, choć nie znajdziemy go raczej w najbliższej perfumerii sieciowej. Niezwykle oryginalny, niespotykany, zupełnie różny od tego co dominuje teraz na półkach w perfumeriach. Perles mignęły mi kilka lat temu, gdzieś w internecie oczywiście, ale błędnie założyłam, że biały flakon pewnie równa się z rześkim, może cytrusowym zapachem w typie Light Blue. Perły to zupełnie inna bajka, a przy tym bardzo wielowymiarowa, więc jeśli lubicie takie niebanalne propozycje to być może ta woda zrobi na Was wrażenie. Na mnie zrobiła i to bardzo duże, nigdy wcześniej nie miałam styczności z podobnymi perfumami. Zdecydowanie niebanalny zapach z różą, pieprzem i paczulą (chociaż za tą ostatnią nigdy nie przepadałam, a tu proszę - w "perłowym" wydaniu przypadła mi do gustu).


      Perles de Lalique to głównie połączenie róży, pieprzu, paczuli, irysa. Zapach jest bardzo chłodny w odbiorze, dystansujący, ale z charakterem. Wiele osób porównuje go (szczególnie w otwarciu) z zapachem kamfory i ja całkowicie się z tym zgadzam, bo również mocno czuję kamforę! Dla wielu będzie to minus, bo kamfora może budzić negatywne skojarzenia, ale ja na szczęście takich nie mam i ta nuta bardzo mi się podoba. Mocno czuję pieprz, mniej różę czego żałuję, bo kocham różę w perfumach i przy moim pierwszym teście Pereł wyczuwałam ją intensywniej. Jest w tym zapachu także coś drzewnego i pudrowego, to taka pieprzno-pudrowa kompozycja. Paczula jest w nieoczywistym wydaniu i jak wspomniałam podoba mi się choć generalnie unikam tego składnika. Jednym słowem to totalnie oryginalny zapach. Chłodny, trochę dostojny i jednocześnie wydaje się być uniseksem (ale absolutnie nie wypada męsko, kolońsko). Na mnie Perły działają jakoś wyciszająco i relaksująco. Zupełnie mnie nie męczą i nie wyobrażam sobie dostać od nich bólu głowy.
 
   Perły to taki zapach - kameleon. Zmienny w zależności od "nosiciela", ale nietypowo wypada także również trwałość perfum. Zawsze mam wrażenie, że to zapach, który dosłownie pojawia się i znika. Mijają godziny od aplikacji, nie czuję go zupełnie a tu nagle znów jest! Z żadnym innym zapachem nie miałam czegoś podobnego, ale to całkiem ciekawe zjawisko :). Perles to także zapach niejednoznaczny, potrafi pachnieć różnie na różnych osobach. Ponoć znaczenie ma również rok wydania. Zdarzyło mi się sprawdzić różne egzemplarze i w niektórych czułam mocniej różę, w innych mniej. Sama kiedy ich używam też mam wrażenie, że nie zawsze pachną tak samo! A flakon - piękny, prosty, ale wykonany z matowego "zmrożonego" szkła.



   Z jednej strony bardzo polecam, bo dla mnie to kolejne świetne odkrycie w świecie zapachów, ale z drugiej strony odradzałabym zakup w ciemno, bo to bardzo specyficzne perfumy i zdecydowanie warto byłoby sprawdzić je przed zakupem. Muszę jeszcze dodać, że mimo faktu, że to tak nietypowa kompozycja to jest to zapach, który można kupić w bardzo dobrej cenie, bo około stu złotych. Lalique to marka, która ostatnio robi na mnie duże wrażenie <3. Mój flakon zakupiony tradycyjnie na sprawdzonym notino.pl, a znajdziecie go dokładnie pod tym linkiem -> Perles de Lalique. Aktualnie w promocji!

środa, 11 marca 2020

YANKEE CANDLE: Ulubione woski do kominka

   Woski od Yankee Candle używam od paru lat i choć przewinęły się u mnie także woski zapachowe innych marek, często równie dobre, to zawsze wracam jakoś do YC. Pewnie przez duży wybór ciekawych zapachów, ale też ze względu na dobrą dostępność. Czasem trafiam na nie w drogeriach, a czasem dorzucam do internetowych zakupów. Woski YC sprawdzają się u mnie bardzo fajnie, intensywnie pachną (wystarczy mały kawałeczek) dzięki czemu są wydajne. Nie sprawdziły mi się z kolei samplery - te które miałam pachniały jakoś słabo i nie wróciłam już do nich więcej. Nie kupuję też świec, bo lubię często zmieniać zapachy, więc woski są dla mnie najlepsze.



Większość wosków YC, które miałam wspominam dobrze, choć oczywiście było też kilka wtop - zapachów, które totalnie mi nie podeszły. Z tych, które używałam przypadły mi do gustu takie zapachy:

SOFT BLANKET | Otulający, ciepły zapach z nutą wanilii. Przyjemny, komfortowy i nie męczący. Uwielbiam wanilię pod każdą postacią, więc wiedziałam, że Soft Blanket będzie mi odpowiadał. Odbieram go jako waniliowo-piżmowy, słodki zapach.

WEDDING DAY | Jak pachnie Wedding Day? Jak mieszanka białych kwiatów, które moim zdaniem bardzo kojarzą się ze ślubem. Białe kwiaty zawsze dają elegancki, wytworny efekt, ale niektórych mogą zmęczyć. Ja lubię białokwiatowe zapachy więc Wedding Day też przypadł mi do gustu, zwłaszcza że jest doprawiony słodyczą.

BLACK CHERRY | Wspaniały zapach czereśni! Są to takie słodkie czereśnie, w których wyczuwam odrobinę migdałów (często tak bywa w przypadku aromatów wiśniowych i czereśniowych). Bardzo mi się podoba. Black Cherry od Yankee Candle to zdecydowanie jeden z tych wosków, które mogłabym zaliczyć do ścisłej czołówki ulubieńców.

ANGEL'S WINGS | Coś dla fanów słodkości - Angel's Wings to wanilia podana na słodko, puchata, cukrowa z małą domieszką kwiatów. Ja takie słodkie zapachy bardzo lubię.

PINK SANDS | Bardzo lubiany wosk od Yankee Candle i nic dziwnego, bo Pink Sands to przyjemny zapach, trochę słodki, trochę pudrowy i jednocześnie owocowy. Na każdą porę roku.

HONEY BLOSSOM | To wosk, który pachnie perfumowo, jest miodowo-kwiatowy, z dodatkiem piżma. Kolejny udany zapach od YC, a do tego intensywny, więc wystarczy mały kawałeczek do kominka.


Bardzo miło wspominam też zimowy CINNAMON STICK czy SNOW IN LOVE. Świetny również był wosk HOME SWEET HOME <3. Mam jeszcze wiele wosków na liście do spróbowania, np. Baby Powder, Fluffy Towels czy Honey Lavender Gelato. Woski najczęściej kupuję przez internet dorzucając je jako dodatek do innych zakupów - większość moich wosków kupowałam na notino.pl (jak zawsze polecam). Czasem kupuję też jak już wspomniałam w stacjonarnych drogeriach, ale wybór jest sporo mniejszy.


Z kolei są też takie zapachy wosków, które mi nie podchodzą - ciężkie, duszące i z "męską" nutą. Najczęściej pachną trochę jak woda kolońska lub perfumy męskie lub po prostu takie nuty wymieszane są z pozostałymi składnikami zapachu. Dlatego od wszystkich kompozycji YC, które mogą w ten sposób pachnieć trzymam się raczej z daleka. Przykładem takiego wosku był dla mnie Witche's Brew z halloweenowej edycji. Nie mogę go zmęczyć, pachnie dla mnie ciężko i na dodatek ten zapach opiera się na paczuli, za którą nie przepadam ;). A Wy jakie woski YC lubicie najbardziej?


środa, 5 lutego 2020

Replay STONE

   W kategorii perfum jest zawsze jeden składnik do którego wracam odkąd pamiętam - wanilia. Miewam różne fascynacje czy to różnymi kategoriami zapachów czy co raz to innymi nutami, ale nigdy nie nudzą mnie zapachy waniliowe. Po prostu uwielbiam wanilię w różnych wydaniach i takie "waniliowce" bardzo dobrze mi się noszą. To dla mnie taka zapachowa strefa komfortu, a wanilia sama w sobie kojarzy się bezpiecznie, otulająco i nierzadko jadalnie. Na fali poszukiwań jakiegoś nowego zapachu opartego na wanilii trafiłam na wiele pozytywnych opinii o perfumach Replay Stone (z 2015 roku). Powiem szczerze, że sama z siebie pewnie nigdy nie zwróciłabym uwagi na zapachy tej marki, flakon też raczej niekoniecznie przykułby moją uwagę. Od razu dodam, że byłoby szkoda, bo Stone to fajny zapach w świetnej cenie. Można go upolować poniżej 50zł.


   Stone to dla mnie zapach waniliowo-migdałowego kremu do ciała. Jest w nim szczypta goryczy, ale to zapach przede wszystkim słodki, ciepły i otulający. Nie jest to przesadnie jadalna kompozycja, przypomina mi raczej właśnie wspomniany waniliowy kosmetyk niż waniliowe ciastko. Choć Stone jest słodki to też nie są to całe pokłady cukru. Bardzo przyjemne perfumy, szczególnie dla fanów wanilii i migdałów. Odkąd je mam często je noszę, bo są idealne na chłodniejsze dni i bardzo uniwersalne. Mam wrażenie, że pasują do wszystkiego i na co dzień. Nie jest to może mocno złożona, ewoluująca kompozycja, Stone pachną raczej jednostajnie, ale za to jak przyjemnie :).


   Polecam zwłaszcza, że to zapach w bardzo korzystnej cenie, który wcale nie pachnie tanio. Ten śmieszny flakonik w kształcie przekrzywionego kamienia, co ciekawe nie posiada korka, ale zawleczkę. Mój "kamyk" zamawiałam oczywiście na moim sprawdzonym notino.pl, a link do tych perfum macie tutaj --> Replay Stone. Jeśli znacie ten zapach dajcie koniecznie znać co o nim myślicie, bo choć bardzo przypadł mi do gustu to słyszałam, że ma tylu zwolenników co przeciwników ;).





wtorek, 21 stycznia 2020

👑 KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY 2019 👑

   Za nami rok 2019, a więc dobry moment żeby wreszcie podsumować ulubione kosmetyki ubiegłego roku :). Na pierwszy ogień idzie kolorówka! W minionym roku nie testowałam aż tylu kosmetyków kolorowych co wcześniej, mocno ograniczyłam się z zakupami, a skupiłam się na używaniu tych produktów, które już mam i które naprawdę lubię (a mam w końcu mnóstwo świetnych kosmetyków). Oczywiście wpadło mi w ręce trochę nowości, ale najczęściej sięgałam jednak po moich stałych ulubieńców.


CERA: PODKŁADY / PUDRY

   Choć testowałam różne podkłady to numerem jeden jest dla mnie Lumene Matte. Uwielbiam ten podkład za efekt jaki daje na skórze! Wygląda lekko, naturalnie przy jednoczesnym niezłym kryciu. Do tego jest trwały, nie 'ciastkuje' się na skórze, nie obciąża i nie zapycha cery. Dla mnie największym plusem tego produktu jest taki umiarkowany efekt glow, naturalny połysk, który ciężko uzyskać przy skórze skłonnej do przetłuszczania aby po prostu nie wyglądać nieświeżo. Na pewno będę nadal testować różne inne podkłady, ale myślę że Lumene Matte póki co zawsze będzie w zanadrzu. U mnie jeszcze w starej wersji.

   Jeśli chodzi o pozostałe kosmetyki do wykończenia makijażu twarzy to używałam naprawdę różnych produktów. Dość wierna byłam sypkiemu pudrowi Wibo Photo Ready (fajna trwałość i ładny efekt jeśli nie przesadzimy z ilością). Najchętniej sięgałam również po rozświetlacz Ice Cold od Jeffree Stara, który ma piękny odcień i bardzo fajnie można nim budować efekt do naprawdę intensywnego. Z kolei w kategorii róży czy brązerów nie umiem wskazać ulubieńców - używałam przeróżnych kosmetyków.


OCZY: CIENIE / PALETY

   Cienie pojedyncze poszły u mnie trochę w odstawkę, ale nie palety :). Na szczycie listy umieściłabym Naturally Matt Affect - piękną, bazową paletę pełną matowych, uniwersalnych cieni. Niesamowita jest ich pigmentacja, praca z nimi to przyjemność. Dla mnie to taka bazowa paleta do kufra wizażysty, chociaż w codziennym makijażu sprawdza się równie świetnie. Podium niżej wylądowałyby ex aequo inne palety jak choćby Huda Beauty Rose Gold Remastered (piękne kolory, szczególnie cienie foliowe), Nabla Soul Blooming (świetna paleta), Too Faced Chocolate Gold (moja ulubiona błyszcząca paleta do kufra) czy paletki Juvia's Place.

   Poza paletami absolutnie genialne są Turbo Pigmenty z Glam Shopu, coś dla srok! Uwielbiam je za wielowymiarowy błysk. Często sięgałam także po moje ukochane pigmenty i cienie sypkie, szczególnie te z MAC, Inglot i Tammy Tanuka.


USTA: POMADKI / BŁYSZCZYKI

   W kategorii "usta" jak zwykle ciężko było mi się zdecydować. Mam sporo pomadek i większość z nich lubię! Najchętniej chyba jednak wybieram serię The Lipstick od Bourjois. To pomadki w postaci klasycznego sztyftu o wspaniałej, masełkowej formule, które zastygają na ustach i są bardzo trwałe, a przy tym lekkie i niezwykle komfortowe w noszeniu. O dziwo bardzo polubiłam także pomadkę z serii Souffle de Velvet, również z Bourjois. Ta linia ma dawać półtransparentny efekt na ustach i choć byłam jej ciekawa to nie spodziewałam się fajerwerków, a tymczasem została jedną z moich ulubionych.

   Bardzo polubiłam także Les Chocolats z L'Oreal za świetną trwałość i budyniowy zapach. Na co dzień chętnie używałam także matowych pomadek z Avonu, ale tych w sztyfcie, bo za płynnymi nie przepadam. Do gustu przypadła mi także pomadka K Lips z Lovely, która pozytywnie zaskoczyła mnie trwałością i błyszczyki tej samej marki z serii H2O.


PERFUMY

   Rok 2019 był dla mnie zdecydowanie rokiem perfum! Mocno wkręciłam się w świat zapachów, czytałam wiele na temat perfum, testowałam mnóstwo zapachów i muszę przyznać, że udało mi się poznać naprawdę sporo kompozycji. Przybyło mi kilka flakonów, mnóstwo próbek i oczywiście cała lista zapachów do poznania. Testowałam przeróżne perfumy, od marketowej tanioszki, poprzez popularne perfumy mainstreamowe, a kończąc na oryginalnych kompozycjach niszowych. W tej dziedzinie zdecydowanie poszerzyłam swoje horyzonty i stety lub niestety zaczęło mi się podobać wiele innych grup zapachowych niż do tej pory.

   Jednak do ścisłych ulubieńców perfumowych na pewno zaliczyłabym Shalimar od Guerlain oraz L'Instant Guerlain i Insolence. Guerlain chyba zawsze pozostanie moją ukochaną marką perfumeryjną. W czołówce byłyby również Casmir od Chopard, Gucci Bloom, LouLou Cacharel, Decadence Marc Jacobs, L de Lolita Lempicka. Nadal trwa także mój romans z marką Tesori d'Oriente - to totalna tanioszka w kategorii perfum, ale mają niektóre zapachy nietypowe, generalnie mój gust!


sobota, 28 grudnia 2019

⋅ Cacharel NOA ⋅

   Noa to perfumy, które kojarzyłam już w dzieciństwie, bo choć nie znałam ich zapachu to ten charakterystyczny flakon z zatopioną perłą często widywałam w różnych czasopismach. Noa od Cacharel pojawiły się w sprzedaży 1998 roku, więc by się zgadzało - były wtedy chętnie reklamowane w prasie. Przez wiele lat nie zwracałam na nie uwagi, nie wiedziałam jak pachną, ale na fali mojej fascynacji perfumami z nutą piżma wreszcie zwróciłam na nie uwagę i to było to!

   Szukałam perfum codziennych, bardzo łagodnych, delikatnych, spokojnych i przede wszystkim piżmowych. Noa właśnie takie są, to zapach subtelny, kremowy, kobiecy, czysty. Dla mnie to zapachowa kwintesencja łagodności! Pachną jak wypielęgnowana czysta skóra, trochę jak krem lub mydełko, ale nie kojarzą się absolutnie z proszkiem do prania. Flakon świetnie oddaje zawartość :).


   W Noa można poczuć nutkę kawy, ale pojawia się ona tylko w pierwszej fazie zapachu, chwilę po spryskaniu skóry perfumami i niestety szybko znika. Potem zostaje wspomniany kremowy, mydlany, "biały" zapach czystości. Noa to zapach dyskretny, trzymający się blisko skóry. Myślę, że nikogo nie będzie raził, nadaje się na co dzień, do pracy i chyba na każdą porę roku. Zdecydowanie nie jest to zapach na wieczór, nie ma w nim nic tajemniczego czy seksownego i dobrze, bo nie o to w tym zapachu chodziło. Żałuję jedynie, że nie jest trwalszy, po kilku godzinach już słabo go czuję, a szkoda bo jest naprawdę ładny.

   Jeśli lubujecie się w takich "czystościowych" perfumach, skin scentach nie zwracających na siebie nadmiernej uwagi, zapachach mydła, kremu czy balsamu - to zdecydowanie ten kierunek i warto przetestować sobie jak pachnie Noa :). To perfumy w stylu takich zapachów jak Shiro Masaki, Nivea czy biała Pani Walewska.



   Bardzo polubiłam ten zapach, jest idealny kiedy mam ochotę na delikatne perfumy będące jedynie dyskretnym "tłem". Myślę, że sprawdzą się jeszcze lepiej latem, bo wtedy najczęściej sięgam po perfumy kojarzące się z czystą skórą po kąpieli. Noa ma jeszcze jeden duży plus - flakon 30ml można upolować w cenie, która nie nadszarpnie bardzo budżetu (około 100zł a w promocjach czasem i mniej). Jak większość moich perfum i te zamówiłam na notino.pl - Noa Cacharel. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że Cacharel tworzy naprawdę ciekawe kompozycje!