wtorek, 22 kwietnia 2014

Tutorial: Makijaż dla brązowych oczu

Dzisiejszy makijaż będzie ładnie podbijał brązowe oczy :). Wyobrażam sobie, że najlepiej pasowałby do ciemniejszej karnacji, ciemnych włosów i właśnie brązowych tęczówek. Na górnej powiece znalazł się śliwkowy fiolet, na dolnej błękit – czyli dwa kolory, które wyjątkowo lubią się z brązem i mocno podbijają ten kolor oczu.

Główną rolę w tym makijażu zagrał jeden z wypiekanych cieni Kobo, o których ostatnio pisałam – śliwkowy Aubergine. Chciałam zaprezentować go w akcji i przy okazji pokazać, że nakładany na mokro daje radę!

brazowe

brazow9

Poza cieniami w kolorach: brązowym, śliwkowym, niebieskim, jasno złotym lub innym rozświetlającym, potrzebny będzie oczywiście tusz do rzęs, czarny eyeliner i ciemna kredka na linię wodną (czarna, brązowa albo fioletowa, granatowa czy zielona). Ponadto trzeba przygotować też kawałeczek taśmy klejącej. Ja używam samoprzylepnych cen, bo po prostu mam je pod ręką.

brazow2

  1. Zaczynam od wymodelowania części od załamania powieki ruchomej aż do brwi. Przy załamaniu nakładam ciemny brąz, czym wyżej tym jaśniejszy odcień (wystarczą dwa/trzy cienie). Do tego makijażu użyłam matowych brązów.
  2. Przyklejam kawałek taśmy jak na zdjęciu i zamalowuję całą powiekę ruchomą śliwkowym cieniem (zwilżając pędzelek). Wyciągam go nieco w stronę skroni.
  3. Zewnętrzny kącik przyciemniam jeszcze ciemniejszym śliwkowym cieniem i odklejam taśmę.
  4. Dolną powiekę podkreślam matowym błękitem. Na wewnętrzny kącik oka nakładam trochę jasno-złotego cienia.
  5. W środek ruchomej powieki wklepuję odrobinę opalizującego pyłku z drobinkami – mój składa się z samych drobinek w niebieskim kolorze. Linię wodną maluję fioletową kreską.
  6. Dodaję czarną kreskę żelowym eyelinerem i tuszuję rzęsy.

brazowys

Użyte kosmetyki:

  • TWARZ: podkład Lirene Ideale Glam&Matt 01, puder Lily Lolo Flawless Matte, korektor Kobo Modeling Illuminator 101, rozświetlacz Lily Lolo Stardust, podrasowany bronzer Catrice
  • BRWI: My Secret Matt eye shadow 507, kredka Astor 2in1 w kolorze 091 Glam Brown, cielista kredka My Secret Satin Touch Kohl Nude
  • OCZY: Kobo Luminous Baked Color (kolory Aubergine Sunny), Sleek Bad Girl & Curacao, cień Make Up Studio 421, żelowy eyeliner Maybelline Master Drama, kredka Maybelline Master Drama Chromatics w kolorze Purple Light, pyłek TKB Aqua Sparks, maskara Maybelline Volum’Express the Falsies Feather-Look, paleta 28 neutralnych cieni ebay
  • USTA: MAC Wonder Woman – MARQUISE’D

brazowych

niedziela, 20 kwietnia 2014

To się opłaca: Lakierowy Box Paese

Dziś chciałabym napisać o świetnej promocji, o której pewnie część z Was już dobrze wie ale mimo wszystko szkoda by było o tym nie wspomnieć, w końcu nie każdy mógł słyszeć! Marka Paese miała już kiedyś podobną ofertę – pudełeczka z losowymi kosmetykami w bardzo przystępnej cenie. Pisałam o tym na blogu, bo sama wtedy skorzystałam i byłam zadowolona. Na początku kwietnia Paese wprowadziło nową promocję, tym razem są to Lakierowe Boxy. W skład takiego pudełka wchodzi 5 lakierów i 2 preparaty do paznokci. Koszt to 39zł. Po przeliczeniu okazuje się, że taki box opłaca się i to bardzo! Cena regularna jednego lakieru Paese to 15,90zł (lakiery mają fajne ale uważam, że są trochę drogie), a odżywki 17,90zł. Wychodzi na to, że 5 lakierów i 2 odżywki kosztowałyby nas około 115zł a kupując je w lakierowym boxie zapłacimy tylko 39zł, różnica w cenie ogromna. Na dodatek za wysyłkę nie płacimy już nic więcej.

Zamawiając Lakierowy Box przez internet dostajemy pudełko niespodziankę, zarówno lakiery jak i odżywki dobierane są losowo. Oczywiście niektórym może się to podobać, ale z drugiej strony tutaj mogłoby zacząć się narzekanie “co z tego, że tanio skoro kolory mogą wrzucić okropne”. Niby tak, ale jeśli Lakierowego Boxa kupimy na stoisku Paese możemy sami go skomponować! Szczerze mówiąc uważam, że to genialna opcja :). Wiadomo, że nie każdy ma dostęp do ich stoisk, ale jeśli tylko macie taką możliwość to myślę, że warto.

DSCN7513

Gdyby nie fakt, że mam dostęp do stoiska marki to szczerze mówiąc nie zdecydowałabym się na zakup losowego pudełka. Oczywiście to i tak się opłaca, ale mam sporo lakierów i nie chciałabym kupować w ciemno kolejnych, bo mogłyby mi się zdublować. Dlatego swojego boxa skomponowałam na stoisku (konkretnie tym w Galerii Krakowskiej), a wybrałam takie lakiery:

DSCN7509

  • 193 dyniowy, kremowy pomarańcz
  •  335 bagienna, żelkowa zieleń
  • 327 piaskowy w kolorze zgaszonego różu
  • 151 zielony, duochromowy kameleon
  • 317 bardzo ciemny, czarno-bordowy shimmer

I dwa preparaty:

DSCN7508

Przyspieszacz wzrostu paznokci i profesjonalny wysuszacz. Już w tym momencie odradzam Wam ten “wysuszacz”, jest okropny, nie działa i ma fatalny aplikator, jego akurat brać nie warto.

DSCN7510

Moim zdaniem to świetna oferta. Mam kilka lakierów Paese i bardzo je lubię, więc miałam ochotę na inne kolory, ale ceny zawsze mnie zniechęcały. Lakierowy Box to była dla mnie idealna okazja żeby wypróbować upatrzone odcienie! Szczerze mówiąc miałam ochotę od razu wziąć dwa boxy, ale nie chciałam już kupować kolejnych lakierów jak wariatka :D.

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej albo po prostu od razu zamówić to odsyłam na stronę Paese http://sklep.paese.pl/s/20-paese-box, poniżej wklejam też grafikę promocyjną którą wzięłam z facebooka marki.

boxPlakatA4lakier_22

sobota, 19 kwietnia 2014

Fioletowy Lemax

W przerwie od pasteli i intensywnych kolorów chwyciłam za fioletowego, zupełnie niewiosennego Lemaxa. Bardzo lubię lakiery w takich ciemnych odcieniach, chyba nigdy mi się nie znudzą!

Niestety na buteleczce nie ma żadnego oznaczenia koloru.. smutny, bezimienny lakier :(. Jest to bardzo ciemny, chłodny odcień fioletu, który czasem potrafi wyglądać nawet jak czerń jeśli światło jest słabe i sztuczne. Ma kremowe wykończenie i ładny połysk. Nałożyłam dwie warstwy, tyle mi wystarczyło do pełnego krycia. Całkiem fajny lakier a do tego tani (Lemax to bardzo tania marka). Z dostępnością akurat bywa różnie, ja widuję te lakiery najczęściej w małych, osiedlowych sklepikach/drogeriach czy na bazarkach. Możliwe, że są też na allegro.

DSCN7278

DSCN7272

DSCN7270

DSCN7275

DSCN7280

piątek, 18 kwietnia 2014

Wypiekane cienie KOBO

Poza świetnymi cieniami pojedynczymi i równie dobrymi pigmentami Kobo ma także w swojej ofercie cienie wypiekane Luminous Baked Colour. Zawsze ciekawiła mnie ta seria, może dlatego, że właśnie bardzo lubię cienie w formie wkładów Kobo i spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego. Kiedy jednak już je wypróbowałam mam trochę mieszane uczucia.

DSCN7281

Cienie dostępne są w stonowanych odcieniach, takich do stosowania na co dzień. Typowych czystych kolorów w tej serii nie ma, ale za to niektóre odcienie wydają się naprawdę ciekawe, trafione. Opakowania mają zwyczajne, samego cienia jest bardzo dużo a wydajność mają dobrą dlatego nie umiem sobie jakoś wyobrazić, że dokopuję się do dna :D.

DSCN7296

Jak już wspomniałam na początku, mam co do nich mieszane uczucia. Nie uważam je za złe, ale nie zachwyciły mnie. W cieniach do oczu stawiam przede wszystkim na mocną pigmentację, a te niestety są lekkie, półprzezroczyste i bardzo suche. To czy przypadną komuś do gustu zależy tak naprawdę od naszych indywidualnych upodobań, bo ja wolę cienie mocno napigmentowane (jak pojedyncze Kobo, Inglot albo Sleek) a ktoś inny woli takie z lekką pigmentacją, bo łatwo ich używać nawet jeśli nie ma się wprawy w rozcieraniu czy w ogóle w makijażu.

Z drugiej strony są to cienie wypiekane, a jak wiadomo ten rodzaj cieni szczególnie lubi aplikację na mokro. Każdy cień można dodatkowo podbić nakładając go zwilżonym pędzelkiem, jednak wypiekańce zmieniają się szczególnie mocno nałożone na mokro – z delikatnych potrafią zrobić się bardzo intensywne. Tak jest właśnie w przypadku tej serii, nakładane na mokro mają nie tylko zdecydowanie intensywniejsze kolory, ale też połysk. Nie każdy lubi tę metodę, ja też nie zawsze mam na nią ochotę – poza tym inne cienie wypiekane, z którymi miałam styczność potrafiły dać mocniejszy kolor i na sucho :). Teraz już chyba rozumiecie skąd moje niezdecydowanie.. na mokro są piękne, a na sucho mizerne.. Zerknijcie zresztą na zdjęcia! Po lewej suche, po prawej mokre - spora różnica, prawda?

DSCN7360

DSCN7359

DSCN7358

Z 10 nowych kolorów mam 6, najbardziej polubiłam odcień Copper! Jeśli chcielibyście się skusić to polecam obejrzeć w pierwszej kolejności właśnie ten cień :). Poniżej zdjęcie jak wygląda na oku, ale muszę jeszcze dodać, że świetnie prezentuje się na policzkach jako róż!

x999

I krótka prezentacja wszystkich moich kolorów:

DSCN7283

Sunny – rozświetlające, jasne złoto. Lekki, delikatny cień, dobry do rozświetlania wewnętrznych kącików w ciepłych makijażach, albo do rozświetlającego makijażu na całą powiekę.

DSCN7285

Copper – wspomniany już Copper, mój ulubieniec, który z miedzią nie ma nic wspólnego. To jasny, ciepły róż, nieco przybrudzony. Mocno błyszczący. Fajny na całą powiekę i jak już wspomniałam na policzki. Ja uwielbiam takie odcienie, więc akurat nim jestem zachwycona.

DSCN7287

Pink – który także nie jest wcale “pink”. To ciepła, połyskująca brzoskwinia.

DSCN7289 

Khaki – błyszcząca, mocno złota oliwka. Jest super, ale tylko na mokro. Na sucho zupełnie mnie nie przekonuje.

DSCN7291

Violet – grafit podbity fioletem. Użyty na sucho mógłby sprawdzić się do przydymionego makijażu w lżejszym wydaniu, ale lubi robić nieładne prześwity. Na mokro jest zdecydowanie bardziej błyszcząco-wieczorowy ;).

DSCN7293

Aubergine – też jest bardzo ładny, na mokro wypada dużooooo lepiej! To ciepła śliwka / bakłażan (choć bakłażany są zdecydowanie ciemniejsze). Nie jest tak błyszczący jak pozostałe odcienie, choć oczywiście lekki połysk ma.

DSCN7299

I pora na podsumowanie. Jeśli lubicie lekką pigmentację, cienie do szybkiego makijażu dziennego to warto się nimi zainteresować. Jeśli z kolei lubicie zabawę kolorami, mocne cienie, intensywne kolory to będziecie nimi zawiedzone chyba, że lubicie nakładać cienie na mokro – wtedy można dać im szansę. Ale jeśli czujecie, że nie będzie Wam się chciało bawić w aplikację na mokro to lepiej je sobie odpuścić, zwłaszcza że kosztują 19,99zł co nie jest wcale bardzo niską ceną. Ja osobiście wolę tańsze wkłady z Inglota czy choćby właśnie wkłady Kobo.

Gdyby ktoś nie wiedział to kolorówka Kobo jest tylko w Drogeriach Natura. Fajne, niefajne ?

czwartek, 17 kwietnia 2014

Tutorial: Zielony dym

Dzisiejszy makijaż ma szansę spodobać się tym, którzy lubią zieleń na oczach :). Na pewno świetnie wyglądałby na rudowłosych, zieleń fajnie kontrastuje z rudymi i czerwonymi włosami! Makijaż z gatunku tych mocnych, przydymionych, czy na dzień czy na wieczór to już zależy od indywidualnych upodobań, ale jak dla mnie to raczej propozycja na wieczór. Dla eksperymentu użyłam mocnej pomadki, ale w wersji trochę ugrzecznionej wystarczyłoby zamienić ją na jakiś beż. Mam nadzieję, że dzisiejsza zielona propozycja przypadnie Wam do gustu, ale dajcie też znać czy może zmienilibyście coś w makijażu :).

zielon3

zielon7

Do wykonania takiego makijażu będzie nam potrzebna czarna baza – można użyć cienia w kremie albo zwykłej czarnej kredki do oczu. Konieczny będzie też oczywiście ciemno-zielony połyskujący cień, czarna kredka, tusz do rzęs. Przyda się (ale ostatecznie można pominąć) matowy cień w kolorze jasnego brązu i nieco jaśniejszy odcień zieleni.

zielony

  1. Całą ruchomą powiekę pokrywam czarną bazą. Obrysowuję nią całe oko.
  2. Na bazę nakładam zielony cień.
  3. Rozcieram cień dookoła oka.
  4. Powyżej załamania nakładam jasno-brązowy cień. Rozcieram lekko.
  5. Czarną kredką obrysowuję całe oko, także linię wodną oka. Na wewnętrzny kącik nakładam odrobinę opalizującego, jasno-zielonego pigmentu.
  6. Na koniec mocno tuszuję rzęsy.

zielt

Użyte kosmetyki:

  • TWARZ: Paese mineralny podkład matujący nr 2, podkręcony bronzer Catrice
  • BRWI: kredka Essence Eyebrow Designer 02, cień My Secret Matt Eyeshadow 507, cielista kredka My Secret Satin Touch Kohl Nude
  • OCZY: czarny cień w kremie Maybelline Color Tattoo Timeless Black, zielony cień Inglot 418, czarna kredka My Secret Satin Touch Kohl, pigment Inglot AMC 45, paletka 28 neutralnych brązów z ebay
  • USTA: Sleek Lipstick Palette Showgirl (Vegas)

środa, 16 kwietnia 2014

beGLOSSY kwiecień 2014

Glossybox przeszedł pewną metamorfozę, teraz nazywa się beGLOSSY i ma nowe logo, wiedzieliście :)? Dzisiaj właśnie odebrałam kwietniowe pudełko, już w nowej odsłonie. Logo nie różni się zbytnio na pierwszy rzut oka, to nadal korona w kółeczku tyle, że w trochę innym kształcie. Nowa nazwa bardziej mi się podoba, to dobrze że wyrzucili słówko “box”, bo wszystkie inne pudełka mają je w nazwie. Zawartość tym razem też trafiła w mój gust!

DSCN7260

W tym miesiącu pojawiły się cztery warianty pudełka. W moim beGLOSSY znalazłam:

DSCN7258

DSCN7256

  • Lekka odżywka w spray’u Aussie – trafiona! Bardzo lubię Aussie, lubię produkty do włosów a takie odżywki w sprayu szczególnie. Nie znoszę rozczesywać włosów, a kiedy są splątane to już tracę nerwy więc takie odżywki używam chętnie ;). To pełnowymiarowy produkt (24,99zł).
  • Płyn micelarny Dottore Cosmeceutici – również przypadł mi do gustu. Zresztą zawsze chętnie widzę w Glossy płyny micelarne, podobnie jak peelingi. Ten jest z nieznanej mi marki co także mnie cieszy. Miniatura (pełny produkt kosztuje 90zł).
  • It’s Skin Prestige Creme D’escargot BB – miniatura bb kremu to coś co właśnie chciałabym wypróbować na wiosnę :) (pełny wymiar w cenie 122zł).
  • IsaDora pomadka w odcieniu Summer Red – i kolejny produkt z kolorówki, w dodatku szminka w pięknym, krwistoczerwonym kolorze. Znów strzał w dziesiątkę jak o mnie chodzi, zarówno marka (mam jedną pomadkę IsaDora, którą bardzo lubię więc z chęcią wypróbuję kolejną) jak i kolor! W innych pudełkach mógł się trafić odcień Red Rush. To miniatura (cena regularna 54zł).
  • Automatyczna kredka FM Group – i jeszcze raz kolorówka, idealnie! Czarna kredka jest totalnie uniwersalna i przyda się chyba każdemu kto tylko się maluje, mi także :D. To pełny produkt, cena 17,65zł.

DSCN7257

Dodatkowo dwa prezenty, próbka zapachu See by Chloe i Compeed sztyft przeciw pęcherzom.

DSCN7261

Nowością jest także dołączony do pudełka magazyn beGLOSSY. Wiadomo, że cuda to żadne nie są, po prostu cienka gazetka i sporo reklam ale jak dla mnie i tak na plus. Fajnie, że postanowili dołączyć do pudełka – może to też dlatego tak mnie ucieszył, że widzę pierwszy raz od dawna babską gazetę, strasznie dawno żadnej nie kupiłam ;).

Poza nim reklamowa książeczka od La Roche-Posay. Miałam ją kiedyś, dostałam w jakiejś aptece. Wewnątrz są próbki kremów.

DSCN7262

Moim zdaniem pudełko udane, w mój gust trafiło! Cieszy mnie kolorówka. Wspólne dla każdego pudełka były: odżywka Aussie, pomadka IsaDora, miniatura BB kremu, Compeed i próbka See by Chloe. W pozostałych wariantach mogły znaleźć się: micel Dottore Cosmeceutici (jak u mnie), kredka FM Group (też u mnie), woda termalna La Roche-Posay i olej kokosowy Organique. Mimo, że zarówno z kredki jak i płynu micelarnego jestem zadowolona to chyba wolałabym olej kokosowy Organique :).

  • www.beglossy.pl
  • cena takiego pudełka to 49zł (koszty wysyłki są już wliczone w cenę)