piątek, 9 grudnia 2016

NOWOŚĆ: Lakiery hybrydowe INFINILAC

Przychodzę dziś z testem nowych lakierów hybrydowych - Infinilac. Manicure hybrydowy stał się tak popularny, że pojawia się coraz to więcej nowych marek specjalizujących się w hybrydach, co zresztą wcale mnie nie dziwi. Lakiery Infinilac dopiero wkraczają na rynek, więc póki co opinii na ich temat raczej brak, więc tym bardziej chciałam właśnie o nich napisać. Jak na razie wypróbowałam jeden lakier i top-bazę 2w1. Kolorów w ofercie jest dopiero 16, ale ma pojawić się ich z czasem dużo duuużo więcej. 

Lakiery kosztują nieco ponad 22zł, co jest ceną nieco niższą niż w przypadku większości popularnych hybryd (przy podobnej pojemności 7ml). Na razie można je kupić tylko na allegro - link do aukcji. Wypróbowałam wściekły, totalnie neonowy, żarówiasty róż Neon Pink nr 13. Pierwsze wrażenia pozytywne!


Takie neonowe kolory bardzo ciężko uchwycić na zdjęciach, zazwyczaj wychodzą przekłamane i dużo bardziej zgaszone. W przypadku Neon Pink było podobnie, bo u mnie wyszedł dużo cieplejszy, wręcz pomarańczowy. W rzeczywistości to ciepły neonowy róż, ale wciąż wyraźnie róż. Jego neonowa super moc też gdzieś się trochę na zdjęciach zatraciła. Zaręczam, że na żywo kolor to prawdziwa petarda, totalnie 'zakreślaczowy' odcień.

PLUSY: Po wypróbowaniu jednego odcienia ciężko wyrobić sobie zdanie na temat całej marki, więc potraktujcie moją opinię bardziej jako pierwsze wrażenia. Zdecydowanie na plus świetny odcień lakieru, dobra formuła (nie zbyt rzadka ani też nie nazbyt gęsta) i piękny połysk na paznokciach. Aplikacja bezproblemowa, hybryda nie miała tendencji do "uciekania" z wolnego brzegu czy marszczenia się w trakcie utwardzania. Dużą zaletą jest oczywiście stosunek ceny do pojemności!

MINUSY: Tak naprawdę lakier sprawdził się dobrze i nie miał większych wad. Trwałość była porównywalna do innych hybryd, oceniłabym ją jako przeciętną / w normie jak na lakier hybrydowy. Jedyne co zauważyłam to trochę trudniejsze ściąganie, ale tu też nie chciałabym wydawać ostatecznej opinii, bo na lakierze dorobiłam potem wzorek i ostatecznie na paznokciach miałam naprawdę wiele warstw lakieru (i tak naprawdę to mogło zaważyć na odmaczaniu się hybrydy).

 

Odczucia ogółem na plus! Fajnie było mieć na paznokciach tak neonowy odcień, który jednocześnie wyglądał idealnie (nie wiem czy pamiętacie jak klasyczne neonowe lakiery lubiły smużyć i generalnie ciężko się rozprowadzać).

czwartek, 8 grudnia 2016

HIT: VICHY Ideal Soleil | Matujący filtr do twarzy SPF50

Jeśli stosujecie kremy z kwasami lub po prostu zależy Wam żeby na co dzień chronić skórę przed słońcem to na pewno znacie problem doboru idealnego kremu z filtrem pod makijaż. Jeszcze kilka lat temu znalezienie wysokiego filtra, który by nie bielił ani nie był bardzo tłusty i ciężki graniczyło z cudem! Na szczęście teraz wybór wśród lekkich produktów jest już znacznie większy, choć nadal wyszukanie ideału może nie być proste. Dziś o moim ulubieńcu wśród filtrów czyli matującym kremie Ideal Soleil od Vichy.


Vichy Ideal Soleil SPF 50 to zdecydowanie najlepszy filtr do twarzy z tych, które miałam. Jest to filtr matujący, fotostabilny, polecany do skóry tłustej i mieszanej. Przyznaję, że kiedy kupiłam go pierwszy raz w życiu kilka lat temu, byłam nieco zawiedziona. Miał być matujący, a wydał mi się po prostu lekki i nietłusty. Jednak bardzo doceniłam go z czasem, bo większość wysokich filtrów jest niestety dość ciężka, nieodpowiednia pod makijaż. Vichy nadaje się pod podkłady idealnie, nie skraca ich trwałości (na czym najbardziej mi zależało!) i szybko zastyga na skórze. Fakt, że w moim odczuciu nie ma działania typowo matującego na długie godziny, ale warto też pamiętać, że to w końcu filtr a nie baza matująca pod makijaż. Żeby to wyjaśnić jak najdokładniej - Vichy zastyga do matowego wykończenia, ale nie wzmacnia matującego działania podkładu. Dla mnie to całkowicie wystarczające, lepszego kremu z filtrem jeszcze nie znalazłam!



Myślę, że szczególnie powinny się nim zainteresować posiadaczki przetłuszczającej się cery. Moja mieszana skóra bardzo źle reaguje na nadmiar produktów, czasem zwykły krem pod podkład to już zbyt wiele. Znalezienie odpowiedniego filtra nie było proste, ale udało się i jak na razie nie mam potrzeby eksperymentowania z innymi produktami. Jak dla mnie Vichy to filtr na piątkę z plusem :).

środa, 7 grudnia 2016

❄ POMYSŁY na kosmetyczne prezenty świąteczne ❄

Hej! Sezon na poszukiwanie świątecznych prezentów trwa w najlepsze, więc postanowiłam dorzucić kilka moich luźnych propozycji na kosmetyczne prezenty. Najfajniejsze zawsze są te najbardziej indywidualne, spersonalizowane podarunki, dlatego w przypadku najbliższych osób, które dobrze znamy nie warto kierować się takimi gotowcami - lepiej nie kupować nic uniwersalnego, ale coś typowo zgodnie z gustem, zachciankami czy potrzebami tej osoby. Takie prezenty cieszą oczywiście najbardziej, ale sprawa bywa utrudniona w przypadku osób, których nie znamy aż tak dobrze. Dlatego podrzucam Wam kilka moich pomysłów na kosmetyki, które sama znam i lubię.


Jeśli miałabym kupić niedrogi prezent kosmetyczny totalnie w ciemno, nie znając za bardzo gustu danej osoby to celowałabym w gotowy zestaw. Mnóstwo marek ma teraz takie zestawy w dobrych cenach, nawet dziś widziałam całą masę przeróżnych zestawów w Hebe. Jeśli chodzi o mój gust to ja mogę polecić Wam zestawy Dove, bo bardzo lubię ich kremooowąąąą pielęgnację (nawilżające formuły i cudowne zapachy). Za zestaw wychodzi około 25-30zł. Nie wiem czy w gotowych zestawach znajduje się też seria z olejkiem arganowym - jeśli tak to polecam, bo pachnie super, a olejek myjący to mój ostatni ulubieniec.


Dla młodszych dziewczyn bądź osób, które lubią owocowe zapachy (i macie tego farta, że o tym wiecie) fajne mogą być zestawy z Farmony Tutti Frutti. Co roku widzę je w drogeriach w naprawdę niskich cenach, bo taki potrójny zestaw kosztuje nawet tylko 20zł. Ja jestem wielką fanką serii Tutti Frutti, która moim zdaniem pachnie totalnie apetycznie (karmel&cynamon mmmm!).


Jeśli chcecie uderzać w kolorówkę to byłabym bardzo ostrożna - łatwo kupić coś nietrafionego. Dla osoby, która lubi kolorowe kosmetyki, interesuje się makijażem, ale jest raczej początkująca i nie ma stosów kosmetyków wybrałabym pewnie jakąś neutralną paletę cieni lub zestaw pędzli. Osobiście uwielbiam paletki czekoladki od Makeup Revolution, a "biała czekolada" jest w moim odczuciu najbardziej uniwersalna i dobra do dziennych makijaży. Myślę, że mogłaby być fajnym i niedrogim prezentem (ok 40zł). Z innych marek brałabym pod uwagę już droższą Zoevę lub Sleeka. Zestaw pędzelków to już większy wydatek, ale dla osoby stawiającej pierwsze kroki w makijażu byłby na pewno przydatnym prezentem. Tutaj polecam najbardziej Zoevę, chociaż np. pędzelki Hakuro też są w porządku.


Maniaczce makijażu nie odważyłabym się kupić kosmetycznego prezentu jeśli dobrze nie znałabym jej gustu ;). Dlatego w takim przypadku może lepiej postawić na niekosmetyczny prezent. Sama jednak ucieszyłabym się bardzo z zestawu miniaturek płynnych pomadek Liquid Suede z Nyxa (coś dla fanek nietypowych kolorów ust!) albo z jakiejś fajnej, bardziej oryginalnej palety cieni (jak przykładowo połyskująca Moondust z Urban Decay).


Jeśli z kolei chcecie celować w kosmetyczną gamę, ale nie przekonuje Wam wybór ani kolorówki ani pielęgnacji w ciemno to można pomyśleć o czymś bardziej w stylu kosmetycznego gadżetu. Tu na myśl przyszły mi kamienie peelingujące (od Pierre de Plasir) - to coś zupełnie nowego, więc raczej mała obawa o dubel. Ostatnio właśnie takie kamienie testuję i przyznam, że to ciekawy, nietypowy sposób na peeling! Fajnym gadżetem może być także naturalna gąbka do kąpieli, albo w droższej kategorii szczoteczka soniczna do twarzy.

Jednym z najlepszych pomysłów na "urodowy" prezent jest moim zdaniem książka! Nie będzie obawy, że kosmetyk po prostu nie przypadnie komuś do gustu czy jeszcze gorzej - wywoła alergię. Książka powinna być w sam raz! Moje typu to moja ulubiona "Makijaż - sztuka przemiany", którą uwielbiam, "Makijaż bez tajemnic", która jest fajnym makijażowym podręcznikiem lub nowa pozycja "50 mitów o urodzie". Tą ostatnią szczególnie polecam jeśli nie chcecie czegoś typowo makijażowego, ale bardziej luźno i przyjemnie o urodzie.

Z kategorii niekosmetycznych, ale wciąż kobiecych prezentów mogłabym wymienić mnóstwo propozycji jak fajny kubek, kalendarz czy dobra herbata, ale dwa pomysły, które mam sprawdzone i przyszły mi od razu do głowy to słuchawki lub rękawiczki do smartfona. Designerskie słuchawki bezprzewodowe mogą być strzałem w dziesiątkę jeśli ktoś słucha sporo muzyki np. w drodze. Mam od niedawna słuchawki Sudio (link) i są super, a przy tym wyglądają świetnie (moje są akurat kobaltowe <3), ale to już droższy wydatek (na hasło KOSME-TIKI15 - 15% zniżki). Drugi pomysł czyli rękawiczki do smartfona to jeden z tych gadżetów, który uważam za zakup życia (w końcu mogę korzystać z telefonu na mrozie). Te na zdjęciu z aliexpress, ale widuję takie rękawiczki w różnych sklepach bez większych problemów.


wtorek, 6 grudnia 2016

SHINYBOX & Pewex | Dobra Partia!

Pod koniec ubiegłego miesiąca przyleciała do mnie listopadowa edycja Shinybox "Dobra Partia", po raz kolejny stworzona we współpracy z Pewex.pl. Pudełko zapowiadało się fajnie i zdaje się, że zostało bardzo dobrze odebrane, patrząc na zebrane opinie i fakt, że zostało już wyprzedane. Mi też przypadło do gustu, zwłaszcza że miałam farta i trafiłam na tzw. szczęśliwe pudełko :).


CONSTANCE CARROLL Puder prasowany | Na Constance Carroll nie umiem nie patrzeć z rozrzewnieniem ;). Marka, z której kupowałam swoje pierwsze kolorowe kosmetyki i o której zapomniałam na całe lata idealnie pasuje do 'pewexowego' pudełka. To chyba właśnie puder prasowany był tym jednym z pierwszych kosmetyków od CC jakie miałam. Ciekawe jakie będę mieć o nim zdanie po tylu latach przerwy. To pełnowymiarowy produkt.

DELAWELL Słodkie masło do ciała | Mmmm boskie pomarańczowe masło do ciała okazało się strzałem w dziesiątkę! Pachnie super apetycznie (i wpisuje się w zimowy klimat), a do tego ma fajną gęstą formułę i ładnie nawilża. Masło jest pełnowymiarowe.

STENDERS  Żurawinowy żel pod prysznic | Miniatura żelu od Stenders w wersji żurawinowej. Serię znam, pachnie fajnie, bardzo naturalnie i nie przesadnie słodko jak większość owocowych kosmetyków. 

MOLLON PRO Lakier do paznokci | Kolejnym pełnowymiarowym kosmetykiem jest lakier do paznokci od Mollon. Te lakiery są w porządku, ale niektórzy będą pewnie psioczyć na kolor - nie w każdym pudełku taki sam, ale widziałam że pomarańczowy chyba dość często się pojawiał. Ja nie narzekam, pomarańczowy to może nie mój kolor, ale czasem i na niego mam ochotę.

ELFA PHARM Mydło do twarzy i ciała | Jako fanka wszelkiego rodzaju mydeł w kostkach oczywiście ucieszyłam się na widok biszofitowego mydła z minerałami Vis Plantis. Jest to nowość w ofercie marki.

DELIA Błyszczyk do ust | Mamy jeszcze coś z kolorówki, a mianowicie błyszczyk Glamour Liquid Color marki Delia. Nie miałam chyba jeszcze błyszczyków z Delii (albo nie pamiętam), ale trafił mi się całkiem fajny, jasny kolor. Nie jest to może szczyt moich zachwytów (wolałabym pomadkę), jednak na pewno go sprawdzę.

QBOX Herbata smakowa | Dodatkiem była herbata sypana, też myślę trafiony prezent w tym herbacianym zimowym czasie. Ja miałam wersję z czarną herbatą "Idealny Poranek" Earl Grey - to jedna z moich ulubionych herbat, ale ciężko mi trafić na dobrą jakość. Przyznaję, że Earl Grey od QBOX był naprawdę w porządku, a ciężko mnie w tym temacie zadowolić!

BEAUTY BLENDER Blotterazzi | W wybranych "szczęśliwych" pudełkach można było trafić na Blotterazzi - matującą gąbeczkę od Beauty Blender. Szkoda, że nie pojawiła się w każdym pudełku, bo to taki ciekawy produkt. Jeszcze nie udało mi się jej sprawdzić, ale w  najbliższych dniach mam w planie ją wypróbować.



Upominkiem od Pewex była przypinka w różnych rodzajach. Muszę przyznać, że podoba mi się ten box, a w szczególności obecność Blotterazzi. Fajnie, że pojawił się także upominek w postaci herbatki, a kosmetyki pielęgnacyjne swoimi zapachami dobrze wpisują się w aktualną porę roku. A Wy jesteście zadowolone?


poniedziałek, 5 grudnia 2016

MAKEUP GEEK Duochrome Eyeshadows | Najlepsze cienie duochrome SWATCHE 💖

Hej! W czołówce moich ulubionych cieni do powiek znajdą się zawsze boskie cienie Makeup Geek, a w szczególności niesamowita kolekcja cieni duochrome,. Cienie MUG zachwycają wysoką pigmentacją i bardzo fajną formułą (jakby odrobinę kremową?). Moim zdaniem pobijają Inglota, Makeup Revolution czy Zoevę!

Co to są cienie duochrome? To wielowymiarowe, opalizujące cienie "kameleony", które zazwyczaj mają bazę w innym odcieniu, ale mienią się na jeszcze inny kolor. Nie chodzi o to, że mają różnokolorowe drobinki, tylko o to, że będą wyglądać zupełnie różnie w zależności od kąta patrzenia. Oczywiście są pewnego rodzaju unikatem w kategorii cieni do oczu, są raczej rzadko spotykane.


W serii mamy 12 cieni po 6$ każdy (znajdziecie je na Makeup Geek). Cienie duochrome baaardzo zyskują na czarnej bazie, to właśnie na niej potrafią pokazać całą swoją wielowymiarowość. Zerknijcie zresztą trochę niżej na makijaż w lewym górnym rogu - użyłam w nim samych jasnych odcieni, ale właśnie kładąc je na czarną bazę co wyciągnęło z nich cały kolor.



VOLTAGE | Ten cień ma transparentną bazę i bardzo mocny złoty połysk. Błyszczy niezwykle intensywnie i super się sprawdza do rozświetlenia elementów makijażu.


I'M PEACHLESS | To również transparentny odcień z pięknym brzoskwiniowym błyskiem. Można go wykorzystać naprawdę na milion sposobów. Bardzo go lubię <3.


MAI TAI | Bardziej kryjący cień o ciekawym, różowym (ale ciepłym) połysku. Fajnie się łączy z różowymi, miedzianymi i czerwonymi cieniami.


PHANTOM | W opakowaniu wygląda trochę jak jakiś nieokreślony szaro-biały odcień, ale na skórze pokazuje chłodny różowy połysk.


ROCKSTAR | Ten cień z całej kolekcji lubię najmniej, jest jakiś taki nieokreślony szaro-beżowy z bardzo subtelnym różowawym połyskiem.


BLACKLIGHT | Jeden z najlepszych, różowawa baza i fioletowo-błękitny połysk, obłędny!


KARMA | Przedziwny cień, trochę rdzawy, ale mieni się intensywnie na złoto-zielono. Bardzo nietypowy i zarazem jeden z moich ulubionych.


RITZY | Ritzy to coś w typie starego złota, wygląda trochę jak stara moneta. Baza jest ciepła, rudo-brązowa, ale pod światło wychodzą zielone tony.


TYPHOON | Jest jednym z mniej duochromowych cieni z kolekcji, ale i tak jest piękny. Bazą jest chłodniejsza zieleń, a połysk jest bardziej ciepły.


HAVOC | Uwielbiam takie odcienie! Coś w typie MAC Club , ale to nie odpowiednik. Baza bardzo ciepła, brązowa z czerwonymi tonami i zielony połysk (jak u muchy!).


SECRET GARDEN | Nieco słabiej napigmentowany i bardziej suchy od reszty. Secret Garden ma ciemną zgaszoną bazę i połysk w kolorze szmaragdowej zieleni. Solo może nie porywa, ale na czarnej bazie wygląda cudownie.


STEAMPUNK | Na swatchu wygląda niepozornie, niestety ciężko uchwycić urodę tego cienia... ale na żywo to brązowo-miedziany połysk z chłodną, zgaszoną bazą. Naprawdę wyjątkowy odcień, nie znam niczego podobnego ;).


Jeśli lubicie cienie - kameleony to bardzoooo Wam je polecam. Są jedyne w swoim rodzaju, a przy tym bardzo dobre jakościowo. Dla mnie cienie na szóstkę :).

sobota, 3 grudnia 2016

KULTOWY EFFACLAR DUO +

Jako posiadaczka cery mieszanej, skłonnej do przetłuszczania w strefie T i niedoskonałości, ciągle poszukuję takiego kremu, który będzie oczyszczał, delikatnie złuszczał, nawilżał i zapobiegał niedoskonałościom. Fajnie by było, gdyby również ograniczał przetłuszczanie się skóry (które potrafi być naprawdę denerwujące!). Dobranie idealnej pielęgnacji nie jest oczywiście łatwe, ale myślę, że krem, o którym będzie mowa ma szansę sprostać tym wymaganiom. To Effaclar Duo + La Roche-Posay - krem o działaniu antybakteryjnym, oczyszczającym i rozjaśniającym przebarwienia. Z dodatkiem złuszczających kwasów. Na tę chwilę już chyba kultowy produkt, bardzo popularny i cieszący się świetnymi opiniami. Po dobrych efektach z Effaclarem K, spróbowałam też wersji Duo +.


Effaclar Duo + to lekki krem oczyszczający o szybko wchłaniającej się, nieco matującej formule. Jego konsystencja przypomina trochę żel, trochę krem. Stężenie kwasu nie jest wysokie, producent poleca nawet stosowanie kremu na dzień, ja jednak zostawiam go sobie na noc. Effaclar Duo + jest dedykowany skórze trądzikowej, ma zwalczać niedoskonałości i likwidować przebarwienia. Moja cera na chwilę obecną nie jest bardzo problematyczna, ale lekkie i systematyczne złuszczanie zawsze świetnie jej służyło.


Kremu nie stosuję jeszcze długo, jednak nawet po krótkim czasie używania zauważyłam poprawę w wyglądzie cery i przede wszystkim ograniczenie przetłuszczania się, co jest dla mnie dużym sukcesem (posiadaczki cery tłustej i mieszanej na pewno wiedzą o co mi chodzi!). Duo + zbiera bardzo pozytywne opinie, ja kiedyś chwaliłam sobie Effaclar K - myślę, że Duo + ma szansę go przebić. Przede wszystkim podoba mi się, że przy regularnym stosowaniu stan cery się wyraźnie poprawia, niedoskonałości jest mniej, a koloryt skóry jest ujednolicony. Skóra w dotyku jest cieńsza, gładsza, bardziej delikatna i nie wymaga już stosowania peelingu. Poprawił się również wygląd porów. Jak wspomniałam krem może być stosowany nawet w ciągu dnia, więc nie ma przymusu używania filtrów, ja jednak wolę dmuchać na zimne i sięgam po filtr. Jeśli jednak chciałybyście używać go na co dzień to myślę, że nie ma przeszkód, bo jest na tyle lekki, że na pewno nada się pod makijaż.

Na chwilę obecną jest to mój zdecydowany ulubieniec w kategorii pielęgnacji skóry twarzy i nic na razie nie zapowiada zmiany :). Cieszę się, że go odkryłam, bo już dawno nic tak dobrze nie wpłynęło na moją cerę! Znacie ten kultowy krem?