poniedziałek, 17 września 2018

NOWOŚCI MAKEUP REVOLUTION | Paleta KISU & paletki IMOGENATION

   Makeup Revolution w ostatnim czasie wprowadziło do swojej oferty kolejne kuszące nowości (chyba nie ma drugiej marki, która tak szaleje z nowościami!). Mowa o paletkach stworzonych w drodze współpracy z kolejnymi osobami ze świata beauty - palecie cieni Kisu oraz dwóch paletkach Imogenation, do oczu i do twarzy. Wszystkie trzy palety od razu bardzo mi się spodobały, nie tylko dzięki wyjątkowo ładnym opakowaniom, ale przede wszystkich przez fajne zestawienia kolorów (i dobrą jakość!). Przede wszystkim nie ma nudy i powtarzalności, kolory są w gruncie rzeczy bezpieczne, ale w jednej i drugiej palecie pojawiły się również żywsze kolory, które fajnie je urozmaicają.


   Paletka Kisu ma urocze różowe opakowanie, które zamknięto dodatkowo w kartonikowym pudełku w marmurkowy wzór (kusi już przed otwarciem palety). Tworzywo, z którego wykonano paletę jest matowe, przez co wygląda ładnie, ale będzie się też na pewno bardziej brudzić. Paleta w polskich drogeriach internetowych kosztuje w granicach 50zł.

   W palecie Kisu umieszczono 16 cieni do oczu i dwa rozświetlacze (jeden waniliowy, drugi w kolorze jasnozłotym). Fajnie, że dołożono rozświetlacze, bo one zawsze się przydają, czy to na kości policzkowe czy do wykończenia makijażu oka. W paletce dominuje ciepła kolorystyka, miks cieni matowych i błyszczących. Nie zabrakło bazowego matu w beżowym kolorze i kilku beżowo-brązowych cieni do wymodelowania powieki. Poza nimi mamy błyszczące brązy, miedź, złoto i kilka niestandardowych odcieni: rose gold, ciemny turkus czy musztardę.



   Druga paleta Imogenation to również w przewadze ciepłe odcienie z dodatkiem niestandardowych kolorów (również 16 cieni) plus cztery większe pudry, które mogą być używane jako cienie transferowe lub po prostu pudry do konturowania. Muszę dodać, że obydwie palety Imogenation mają genialne, holograficzne opakowania, które mienią się na tęczowo W paletce Imogenation również nie zabrakło podstawowego matowego waniliowego cienia i czarnego matu. Są w niej cienie zarówno matowe jak i błyszczące: jasne, rozświetlające odcienie, brązy, miedź, bordo, ale również jasny pomarańcz, czerwień czy błękit. Moim zdaniem bardzo udane zestawienie kolorów!


   Poniżej możecie zobaczyć swatche obydwu palet: po lewej stronie paletka Kisu, po prawej Imogenation. Obydwie paletki mają fajną pigmentację i formułę cieni, na poziomie powiedzmy lepszych palet z Revolution (np. czekoladowych). Dla mnie to wystarczający poziom pigmentacji, nie najlepszy jaki można spotkać, ale taki na piątkę.


   Poza paletami cieni jest jeszcze jedna paleta pudrów do konturowania, również z serii Imogenation - Highlight to the Moon. Paletka mieści dziewięć pudrów, sześć matowych i trzy rozświetlające. Z matów mamy dwa jasne kolory: jeden jaśniutki beż dobry pod oczy albo do rozjaśniania wybranych części twarzy, drugi jasno-żółty, bananowy. Jeden z odcieni to taki pośredni, ciepły kolor, fajny do ocieplania cery, na policzki. Kolejno mamy trzy brązery, jasne i ciemniejsze, w ładnej, raczej chłodnej tonacji. Rozświetlacze są naprawdę różne: jeden intensywny, chłodny o nieco kremowej formule, drugi podobny (podzielony na dwa różne odcienie) ale w ciepłej tonacji i trzeci już bardziej suchy, wypiekany, w kolorze jasnego złota. Moim zdaniem to fajna paletka, bardzo uniwersalna, idealna do zabrania na wyjazd. Od razu się z nią polubiłam :).



   Moim zdaniem to jedne z bardziej udanych palet Revolution, a przerobiłam ich naprawdę mnóstwo :). Zresztą mam wrażenie, że marka z roku na rok poprawia jakość swoich kosmetyków, a palety cieni które ukazały się w przeciągu ostatniego roku są nieporównywalnie lepsze od pierwszych cieni jakie marka wprowadziła do sprzedaży. Jeśli kolorystyka do Was przemawia to polecam :).


środa, 12 września 2018

SHINYBOX Hippieness

   Tradycyjnie po Glossy, przyszła pora na Shinybox. Tym razem jeszcze sierpniowe, letnie pudełko Hippieness o mocno zróżnicowanej zawartości. W zależności od wariantu boxa można było trafić na różne produkty (tych opcjonalnych kosmetyków było w tej edycji właśnie dosyć sporo). Ponadto w pudełku można było znaleźć bilet na wrześniową edycję targów Beauty Days! Moim zdaniem to świetny pomysł z tym zaproszeniem, bo sama na Beauty Days się wybieram :).





O'HERBAL Balsam do ciała | W pudełku można było znaleźć jeden z kosmetyków od O'Herbal albo Vis Plantis. Ja trafiłam akurat idealnie - balsam do ciała o moim ulubionym zapachy lawendy. Pachnie pięknie (o ile oczywiście lubi się lawendę). Szybko się wchłania i ładnie nawilża.

UNANI Mleczko do ciała z drobinkami | Kolejnym z produktów wymiennych było jedwabiste mleczko do ciała Unani. Zamiast niego mogliśmy natrafić również na maseczkę Dermaglin albo kokosowy balsam do ciała Dairy Fun. W tym przypadku akurat wolałabym ten ostatni, bo jestem wielką fanką kokosowego zapachu w kosmetykach ;).

FOODS BY ANN Zupa krem | Całkiem ciekawym dodatkiem do pudełka była zupa krem Foods by Ann. Zamiast zupy instant były dostępne także puddingi i smoothie bowl. Moja zupka była ze sproszkowanych batatów i buraków (lubię jedne i drugie), ale powiem szczerze, że nie bardzo mi smakowała.

EKAMEDICA Olej arganowy | Czysty olej arganowy to taki uniwersalny produkt - w końcu można zużyć go nie tylko na skórę, ale też na włosy czy nawet paznokcie (albo jako dodatek do masek czy kremów). Argan akurat nie jest moim ulubionym olejem, ale naturalne produkty zawsze chętnie widzę w boxach.

NOVEX Maska z keratyną | Po raz kolejny w Shiny pojawiła się maska do włosów od Novex, tym razem w wersji z keratyną Brazilian Keratin. Inne warianty masek z tej marki sprawdzały się u mnie całkiem okej, chociaż też bez wielkiego szału.

BIOTANIQUE Maseczka | W tej edycji Shiny znalazło się kilka maseczek, między innymi maska Biotanique. Jest to saszetka składająca się z dwóch części, łagodzącej i oczyszczającej.

SHEFOOT Spa dla stóp | Z Shefoot maska + peeling czyli domowe spa dla stóp w formie saszetki.

DERMAGLIN  Maska z glinką | I jako ostatnia maseczka z zieloną glinką kambryjską z Dermaglinu. Lubię maseczki tej firmy, znam je od wielu lat i chętnie do nich wracam :).


wtorek, 4 września 2018

beGLOSSY Flamingo Beach 🌴

   Ostatnia edycja beGlossy Flamingo Beach to letnie, wakacyjne pudełko, bo w końcu jeszcze mamy lato :). W tym wydaniu przeważyły pełnowymiarowe produkty i chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać, że kosmetyków jest może mniej to na pewno warto wziąć pod uwagę, że w zawartości znalazły się praktycznie same pełne produkty. Mamy również coś z nowości rynkowych, co zawsze bardzo mnie ciekawi!


NIVEA Suchy szampon Fresh Revive | Nowością rynkową jest suchy szampon Nivea, który pojawił się w pełnowymiarowej wersji. Podobno zaletą Fresh Revive jest fakt, że nie pozostawia resztek produktu na włosach i jeśli tak faktycznie będzie to na pewno się polubimy (przy ciemnych włosach z suchymi szamponami trzeba bądź co bądź uważać). Moja wersja jest właśnie typowo dla włosów ciemnych co bardzo mnie cieszy.

URIAGE Krem Bariere SPF50+ | Miniaturka od Uriage - krem z filtrem SPF50. O ile te miniaturki czasem zużywam, a czasem o nich zapominam, to tę na pewno wypróbuję. Każdy kto kiedyś używał wysokich filtrów na co dzień pod makijaż, wie jak ważna jest formuła tego kosmetyku. Dlatego z chęcią sprawdzę filtr z innej aptecznej marki.

AUBE Koncentrat odżywczy na dzień | Od Aube otrzymaliśmy pełnowymiarowy koncentrat kolagenowy. Przypuszczam, że to będzie coś w rodzaju serum nawilżającego, a więc powinien nadać się do stosowania solo albo z kremami. Dla nowego serum zawsze na tak!

MIYO Melon Kiss Tinted Lip Balm | Z kolorówki pojawiła się lekka pomadka Miyo - jest prawie zupełnie transparentna, nadaje ustom tylko lekką poświatę koloru. Jeszcze nie wiem czy się polubimy, pachnie niby fajnie (owocowo, melonowo), ale takie mocne aromaty w pomadkach lubią mnie na dłuższą metę męczyć, więc zobaczymy.

_ELEMENT Krem do rąk i paznokci | Super, że pojawiło się coś od marki _Element, bo od dawna chciałam coś od nich wypróbować. Jest to akurat krem do rąk z filtratem śluzu ślimaka (wolałabym pielęgnację do twarzy, ale krem też się przyda).

CLINIQUE Moisture Surge 72-Hour Auto-Replenishing Hydrator | Dodatkowo próbka nowości od Clinique. To nowy krem-żel o bogatej formule i mocno nawilżającym działaniu. 


niedziela, 2 września 2018

ESTEE LAUDER ▪️ DOUBLE WEAR

   Double Wear Stay-in-Place to jeden z najbardziej popularnych, wręcz kultowych podkładów. Doskonały do makijaży wieczorowych albo ślubnych i bardzo lubiany przez wizażystów. Od jakiegoś czasu pracuję na tym podkładzie, wypróbowałam go nie tylko na sobie, ale na przeróżnych cerach, więc już porządnie go poznałam i przyznam szczerze, że polubiłam jeszcze bardziej. Double Wear cieszy się przeważnie świetnymi opiniami, ale zdarza się, że bywa również znienawidzony (a o tym skąd się to bierze w dalszej części wpisu!).

   Jest to podkład zdecydowanie z gatunku cięższych, kryjących, nie do stosowania na co dzień. Stopień krycia jest bardzo dobry, ale musicie wiedzieć, że Double Wear to nie jest taka typowo kryjąca pasta jak kamuflaż i przy problematycznej cerze będzie wymagał użycia korektora. Jednocześnie, nałożony cienką warstwą, potrafi wyglądać świeżo, naturalnie i nie dawać matowego ciężkiego wykończenia - wszystko zależy od sposobu aplikacji i innych produktów, które używamy. Przede wszystkim jest to jeden z najtrwalszych podkładów z jakimi można się spotkać. Moim zdaniem jest pod tym względem naprawdę rewelacyjny! Na mojej mieszanej cerze wytrzymuje bez szwanku cały dzień i radzi sobie nawet w upały, dlatego jest świetny na wszelkiego rodzaju większe okazje.


   Double Wear uwielbiam także za piękne wykończenie na skórze przy jednoczesnej świetnej trwałości. Nakładam go beauty blenderem (trzeba działać szybko, bo to podkład który zastyga po chwili na skórze) i powiem Wam, że wbrew często krążącym opiniom, Double Wear daje ładny efekt naturalnie lekko błyszczącej cery. Jeśli zależy nam na totalnym macie i trwałości nie do zdarcia to polecam zastosować pod niego bazę silikonową, a na podkład solidną warstwę mocno matującego pudru (jak Anti-Shine Kryolan albo ryżowy Paese). Jeśli z kolei wolicie bardziej naturalny efekt to pod podkład nakładamy nawilżającą bazę (np. Strobe Cream MAC) i tylko lekko omiatamy twarz pudrem. Zależnie od opcji będzie wyglądał inaczej - mocno i matowo lub bardziej naturalnie i nawilżająco. Mimo wszystko jest to podkład dobry raczej dla cery mieszanej, normalnej, bo suche lubią się z innymi formułami. Zdecydowanie również dla cer młodszych, bo na dojrzałych może niestety podkreślać zmarszczki.

   W kuferku noszę dwa odcienie, które mieszam, obydwa z ciepłej żółtej gamy oznaczonej literką W-warm. Jaśniejszy z nich to bardzo popularny odcień 1w1 Bone - jaśniutki odcień, waniliowy, wyraźnie żółta tonacja. Jest to idealny odcień dla mojej karnacji na zimę i dobrze sprawdza się na większości jasnych cer. Nie jest jednak ekstremalnie jasny, więc przy bardzooo bladych osobach, które lubią mieć podkład dopasowany idealnie albo nawet jaśniejszy, Bone będzie za ciemny. 3w1 Tawny to z kolei już znacznie ciemniejszy odcień, dobry dla ciemniejszej opalonej skóry. Ma piękny odcień, który genialnie współgra z opalenizną u Polek - nigdy nie wygląda zbyt szaro czy zbyt pomarańczowo, moim zdaniem jest w sam raz. Te dwa odcienie idealnie spisują się do mieszania i praktycznie nie potrzebuję już w kufrze żadnego dodatkowego odcienia.


   Jak wspomniałam nie wszyscy zachwycają się tym kultowym podkładem, dlaczego tak się dzieje? Bardzo często spotykam się z osobami, które używają go na co dzień (nawet przy typowo suchej cerze!!!) i są niezadowolone. Moim zdaniem to zdecydowanie zbyt ciężki kaliber to codziennego użytku, który niepotrzebnie będzie obciążał cerę, zapychał, wzmagał błędne koło przetłuszczania-przesuszania się skóry. Jest to naprawdę świetny produkt, ale nie do codziennego użytku (oczywiście jeśli Wam pasuje na co dzień to okej, ale wiem że u wielu osób nie sprawdza się stosowany aż tak często). Czy poza tym Double Wear ma jakieś wady? Niełatwo się nim pracuje, bo podkład szybko zastyga - trzeba mieć wyczucie. Czasem potrafi dziwnie podkreślić pory na nosie, nie mam pojęcia czemu raz na czas coś takiego mu się zdarza. Mimo wszystko to mój ulubiony podkład do makijaży okolicznościowych :).


   Nie jest to taki kosmetyk, bo jego cena regularna to 189zł za buteleczkę 30ml. Jeśli jednak kupujecie go z myślą o używaniu raz na czas to starczy Wam na bardzo długo. Ja zawsze porównuję ceny i staram się znaleźć najlepszą opcję, dlatego moje podkłady zamawiałam przez internet gdzie można kupić je zdecydowanie taniej (ale uważajcie na podróbki). Ja swój Double Wear kupowałam na www.iperfumy.pl (tutaj jest bezpośredni link do Double Wear), gdzie jest znacznie tańszy, a czasem można się załapać na jeszcze większe promocje. Odcień oczywiście najlepiej wcześniej sprawdzić w drogerii :).

wtorek, 28 sierpnia 2018

Kultowy olejek NUXE HUILE PRODIGIEUSE 🌞 edycja lato 2018

   Jeśli miałabym wskazać tylko jeden wielofunkcyjny ulubiony kosmetyk pielęgnacyjny to bez wątpienia byłby to kultowy suchy olejek od Nuxe. O tym olejku wspominałam już nie raz na blogu, bo odkąd lata temu pierwszy raz wpadł mi w ręce, tak już został w mojej kosmetyczce na stałe. W kategorii olejków to mój zdecydowany numer jeden. Uwielbiam go za działanie, nietłustą i bardzo lekką formułę, ale także za piękny zapach. Jeśli Wy też jesteście wielbicielkami tego słynnego olejku to z pewnością wpadnie Wam w oko tegoroczna letnia edycja olejku, który został przystrojony w złote "ubranko" :).


   W letniej edycji butelka ma aż 100 ml - w sam raz dla fanek olejku Nuxe :). Jeśli jeszcze nie poznaliście tego słynnego olejku to oczywiście polecam i zachęcam! Często miniaturową wersję olejku można dostać w zestawach z innym kosmetykiem. Olejek może Wam się spodobać nawet jeśli nie lubicie typowych olejów w pielęgnacji. Nie bez przyczyny nazywany jest "suchym" olejkiem. Jego formuła jest niezwykle lekka i właśnie nietłusta. Praktycznie od razu się wchłania już nie pozostawiając tłustej warstwy. Można go stosować nawet na dzień.

   Olejek ma różnorodne zastosowania. Ja używam go najczęściej po prostu na całe ciało, a czasem na noc na twarz. Można również wcierać go w końcówki włosów, bądź olejować nim całe włosy przed myciem. Fajnie sprawdza się jako dodatek do kremu albo serum - dodatkowo wzbogaca produkt, co przydaje się szczególnie w momentach kiedy skóra jest bardziej przesuszona. Olejek ma w 98% naturalny skład, którego podstawę stanowią oczywiście różne naturalne olejki (olejek Tsubaki, migdałowy, arganowy i inne).


   Olejek Nuxe wyróżnia się także zapachem. Chyba większość osób uwielbia jego zapach, choć spotkałam się z opiniami, że na dłuższą metę może być męczący. U mnie jednak nic takiego nie miało miejsca, zawsze zachwycam się jego kompozycją zapachową <3 (w końcu mam nawet perfumy o zapachu tego olejku). Podobno to mieszanka róży, kwiatu pomarańczy, gardenii, wanilii i kokosa. Dla mnie to zapach bardzo charakterystyczny i nie pomyliłabym go z żadnym innym. Kojarzy mi się z latem, wakacjami i piaskiem. Ma w sobie coś co przywołuje mi na myśl skojarzenie z olejkiem do opalania i rozgrzaną skórą.

   Olejek dostaniecie oczywiście w aptekach, podobnie jak wszystkie produkty od Nuxe (także przez internet). Butelka 100ml kosztuje od 80zł wzwyż. Moim zdaniem warto :).

niedziela, 19 sierpnia 2018

🌴 SHINYBOX Summer Vibes 🌴

   Kolejnym beauty boxem, który przeczekał mój urlop i został mi do pokazania jest ostatnia edycja Shinybox "Summer Vibes". Pudełko w iście wakacyjnym, letnim klimacie! Ja zdecydowanie jestem za pudełkami, które mocno nawiązują do aktualnej pory roku - nie są w moim odczuciu tak przypadkowe jak to nie raz ma miejsce. Ostatnie edycje Shiny nie zrobiły na mnie dużego wrażenia, choć też nie były złe... ale "Summer Vibes" ma tym razem ode mnie dużego plusa. Moim zdaniem wyjątkowo fajna edycja, ciekawe marki, letni klimat, różne rodzaje produktów. Zdecydowanie trafiło w mój gust.


HELLO NATURE Masło do ciała | Pełnowymiarowy produkt i nowa marka, która jeszcze nie przewijała się przez beauty boxy - na plus! Od Hello Nature można było trafić na jeden z sześciu różnych kosmetyków. U mnie to masło do ciała z olejkiem konopnym, ale były także maski do włosów, odżywki i olejki.

FA Antyperspirant Fiji Dream | Jeśli widzieliście poprzedni wpis to na pewno zauważycie, że dezodorant od Fa zdublował się, ale nie mam o to pretensji, bo ekipy dwóch różnych beauty boxów raczej nie widzą co szykują nawzajem ;). O tych dezodorantach pisałam szerzej właśnie w poprzednim poście, był to dosłownie ten sam (swoją drogą fajny) wariant zapachowy.

RAISIN Naklejki wodne na paznokcie | Pudełko zdecydowanie zaplusowało mi dodatkiem w postaci naklejek wodnych do paznokci. Dla mnie to nic nowego, ale nie wszyscy znają te naklejki i myślę, że dzięki Shiny wreszcie będą mogli wypróbować wodne naklejki. Ja najchętniej w każdym pudełku mogłabym znajdywać coś z kategorii "paznokciowej" ;).

BIOTANIQUE Multi Biomask | Maska w saszetce od Biotanique. Marki nie znam, więc na pewno wypróbuję, zresztą maseczki są zawsze przeze mnie mile widziane. Tutaj fajne jest akurat to, że w jednej saszetce mamy dwie różne maski: liftingującą i oczyszczającą.

COLLIBRE Swiss Collagen Drink | Dodatkiem do zawartości jest drink kolagenowy Collibre. Przyznam, że lubię testować tego typu produkty, zawsze też cieszą mnie zdrowe batoniki ;). Próbowałam już kilku drinków kolagenowych, ale nie zawsze były dobre. Collibre na pewno wygrywa smakiem - owocowy, przyjemny i bez dziwnego posmaku.

TRIA Krem ujędrniający | Kolejna nowa dla mnie marka to Tria - szczerze mówiąc, pierwszy raz o niej słyszę. Tutaj również pojawił się jeden z dwóch wymiennych kosmetyków: krem ujędrniający lub regenerująco-nawilżający. Jest to pełnowymiarowe opakowanie.

STARA MYDLARNIA Argan krem do rąk i paznokci | Pełnowymiarowy jest także krem do rąk od Starej Mydlarni. To krem oparty na oleju arganowym, maśle shea i proteinach jedwabiu. U mnie jednak poczeka do jesieni, bo latem nie używam w ogóle żadnych kremów do rąk.

BISHO JO Krem wodny | Bardzo ciekawym kosmetykiem w tym pudełku jest "krem wodny" od Bisho Jo. Właśnie ten krem zaintrygował mnie najmocniej, oczywiście ze względu na hasło "wodny" w nazwie. Wypróbowałam go na razie tak zupełnie wstępnie i faktycznie różni się od klasycznych kremów. W momencie rozsmarowywania na skórze zamienia się w super lekką, właśnie taką wodną formułę. Ciężko ocenić czy będzie sobie przez to dobrze radził z nawilżaniem. Na lato jednak wydaje się być bardzo dobry.



W pudełku wylądowały również tradycyjnie dodatki jak voucher do Dr Barbara - na plan dietetyczny (pojawiał się już kiedyś i kompletnie mnie nie kusił do skorzystania). Pomijając ten voucher, który bądź co bądź może komuś się przyda, cała zawartość moim zdaniem naprawdę bardzo fajna. Wiem, że teraz mnóstwo osób narzeka na beauty boxy i faktycznie często zauważalna jest tendencja spadkowa, ale akurat tę edycję uważam za udaną. Mało znane marki (Hello Natura, Biotanique, Bisho Jo, Tria), ciekawe produkty (krem wodny), dodatki (drink kolagenowy), coś do paznokci (naklejki) - to wszystko na duży plus. W porównaniu do ostatnich edycji, w tej pojawiło się zdecydowanie więcej fajnych, nieoklepanych produktów. Oby tak dalej!