sobota, 13 lutego 2016

♥ KROK PO KROKU: Walentynkowy manicure! ♥

Hej! Jutro walentynki, więc ostatnia chwila na tematyczny manicure :). Można oczywiście zdecydować się na prosty, klasyczny manicure z czerwienią, ale ja jak zwykle miałam ochotę na jakiś trochę kiczowaty wzorek z przymrużeniem oka. I właśnie taki manicure przygotowałam dziś w wersji krok po kroku - nie jest trudny, ale wymaga odrobinę wprawy :).






środa, 10 lutego 2016

MAKIJAŻ + nowości L'OREAL

Hej! Dziś makijaż i trochę nowości, tym razem od L'Oreal :). Do makijażu zbieram się już od tygodnia, ale pogoda w Krakowie jest ostatnio tak beznadziejna, że złapanie dobrego dziennego światła do zdjęć graniczy z cudem! Dlatego dziś niestety tylko próba na samym oku ;).

Jest też trochę o nowościach, które L'Oreal nie dawno wprowadził do oferty. Coś do włosów, do pielęgnacji skóry twarzy i odrobina kolorówki. Ja szczególnie lubię kosmetyki L'Oreal do włosów, takim ulubieńcem od dawna jest niesamowicie wydajny Eliksir odżywczy - olejek do włosów, który bardzo fajnie je zmiękcza i nabłyszcza. 


Z L'Oreal Elseve pojawiła się cała seria do włosów Magiczna Moc Olejków, z czego chyba najciekawszym produktem jest olejek w kremie. Zapowiada się fajnie, dodaje gładkości i połysku włosom. Poza nim mamy jeszcze szampon, odżywkę, maskę i olejkowy eliksir. Myślałam, że to właśnie eliksir zostanie moim ulubieńcem ze względu, że Eliksir Odżywczy tak super się sprawdzał, ale nie udało mu się go pobić ;). Ten nowy ma w składzie alkohol, a wspomniana wersja go nie miała i dlatego bardziej pasowała moim włosom :).


Casting Creme Gloss zna pewnie większość z nas, te farby są bardzo popularne i lubiane. Ja też je lubię i stosowałam nie jeden raz, bo mają bardzo ładne kolory i w moim odczuciu nie niszczą włosów (to farby półtrwałe). Teraz pojawiły się cztery dodatkowe, czekoladowe odcienie :). Ja skusiłam się na Czekoladowy Mus, jest też Czekoladowe Espresso, Czekoladowa Polewa i Czekoladowy Cukierek. Efektów Wam niestety nie pokażę, bo użyłam farby ponad miesiąc temu, a na moim włosach było już sporo różnych odcieni, więc efekt nie oddawałby faktycznego koloru jaki można uzyskać farbą (kolor wyjściowy był też właściwie trochę ciemniejszy). Casting wyrównał kolor i nieco go z początku przyciemnił. Teraz eksperymentuję z henną, ale jeśli nie uzyskam dobrych efektów to pewnie wrócę jeszcze do Castinga ;).


Dwa nowe kosmetyki z serii Olejkowy Rytuał: krem-maska i olejek do twarzy. Szczególnie spodobał mi się właśnie olejek, za wcześnie żeby mówić o szczegółach, ale efekty były fajne a sam olejek bardzo przyjemny w stosowaniu. Do wypróbowania mam też tusz Volume Million Lashes Feline, który ostatnio któraś z Was polecała w komentarzu :). Liliowe cienie do oczu są raczej delikatne i sprawdzą się do dziennych makijaży.








I makijaż z wykorzystaniem niezastąpionych cieni Makeup Geek i brązowych, trochę nietypowych sztucznych rzęs, które wmieszały się w rzęsy pomalowane czarnym tuszem ;).


wtorek, 9 lutego 2016

KONKURS - ZAGADKA :) | Wygraj lutowe beGlossy!

Jeśli subskrybujecie beGlossy lub śledzicie na fb, to pewnie zauważyłyście zapowiedź, że w lutowym pudełku będzie można znaleźć kosmetyk od Organique. Na razie nie wiadomo co to dokładnie będzie... ale jeśli macie ochotę na lutowe beGlossy spróbujcie zgadnąć jaki dokładnie będzie to kosmetyk!

Na poniższym zdjęciu widzicie dwa produkty. Wraz z tajemniczym kosmetykiem z lutowej edycji, stworzą "rytuał piękna" - wskazówką jest, że tajemniczy produkt możemy zaliczyć do kategorii NAWILŻANIE.


Pierwsza osoba, która udzieli poprawnej odpowiedzi otrzyma najnowsze lutowe beGlossy :). Należy wskazać konkretny kosmetyk od Organique (i podać adres e-mail). Ja sama też nie mam pojęcia co to może być :). Zapraszam Was do zgadywania!


* * *

Ostatnio robię małą przerwę od hybryd i maluję paznokcie zwyczajnymi lakierami. Teraz nosiłam odcień Graphite od Sensique, bardzo ponury kolor w typie taupe :). Dla mnie lepszy na jesień niż na zimę. 

Nowe lakiery Sensique dobrze się zapowiadają, Graphite też mnie nie zawiódł - bezproblemowa aplikacja, dwie warstwy i dobra trwałość. Jeśli szukacie takiego koloru to można się skusić. Mi akurat sam odcień tak średnio podszedł, raz na jakiś czas mogę taki nosić, ale nie jest to mój typ :).




poniedziałek, 8 lutego 2016

Podstawowe przepisy na DOMOWE PEELINGI :)

Hej! Dziś znów o naturalnej pielęgnacji - domowych peelingach, które można zrobić na bazie popularnych składników, które znajdziemy w kuchni. Tym razem zupełnie proste i podstawowe przepisy, dla większości pewne dobrze znane, ale czasami zapomniane połączenia. Warto je znać, bo na bazie tych peelingów można skomponować własne i bardziej urozmaicone domowe peelingi.

Takie własnoręcznie wykonane peelingi mają wiele plusów: zazwyczaj są dużo skuteczniejsze od tych drogeryjnych, a dodatkowo dużo tańsze. Peelingi są z reguły mało wydajne, dość często je wykonuję, więc zużywam je raz dwa i ciągłe kupowanie peelingów średnio mi się opłaca. Zazwyczaj używam na zmianę tych kupnych z domowymi (ale domowe częściej!). Jak zwykle warto przypomnieć o wykonaniu próby uczuleniowej przed zastosowaniem składników, których wcześniej nie stosowaliśmy na skórę. Osoby o skórze naczynkowej powinny być ostrożne lub nawet całkiem zrezygnować z peelingów mechanicznych.


UJĘDRNIAJĄCY PEELING KAWOWY o działaniu antycellulitowym

-kawa mielona
-trochę wody (opcjonalnie oliwa z oliwek)
-dodatkowo cynamon
-dodatkowo olejek eteryczny np. grejpfrutowy lub cynamonowy

Moim ulubionym peelingiem do ciała jest oczywiście kawowy. Przygotowujemy go z kawy mielonej, najlepiej zalanej wrzątkiem lub zagotowanej przez chwilę. Można również zrobić go po prostu ze zmielonej kawy i chłodnej wody lub oliwy (ale mocniejsze działanie antycellulitowe uzyskamy dzięki naparowi z kawy). Aby wzmocnić efekty można dodać cynamonu (działa rozgrzewająco) i olejków eterycznych (grejpfrutowego lub cynamonowego - obydwa mają działanie antycellulitowe). Peeling niesamowicie wygładza skórę, działa jak żaden inny! Nie udało mi się jeszcze znaleźć niczego podobnego o tak mocnym działaniu. Świetnie ujędrnia skórę, a dla lepszych efektów można peelingu nie zmywać, ale owinąć się folią spożywczą na około 40-60 minut. Wady: peeling bardzo brudzi wannę/łazienkę i nie nadaje się dla osób o naczynkowej skórze (rozgrzewający efekt i mocne tarcie). Jeśli używamy olejku eterycznego dajemy dosłownie 1-2 krople, uważamy bo mogą uczulać.


PEELING CUKROWY do całego ciała

-cukier
-dowolny olej bądź oliwa z oliwek

Najbardziej podstawowy przepis na peeling, który możemy wykorzystać w każdej chwili. Jest to też taki bezpieczny peeling, jeśli wykonamy go we wannie lub pod prysznicem, drobinki cukru będą się rozpuszczać (nie będą zbyt ostre). Możemy użyć własnej mieszanki olejków, dodawać olejki eteryczne (w małych ilościach!), dodawać suszone płatki kwiatów lub zioła. Zamiast oleju można zastosować jako bazę balsam do ciała albo żel pod prysznic. Jest to moim zdaniem gorsza opcja, ale lepiej się zmywa, więc przydaje się w sytuacjach gdzie chcemy wykonać peeling na szybko i równie szybko go zmyć.


DELIKATNY PEELING OWSIANY do twarzy

-płatki owsiane
-odrobina ciepłego mleka lub wody / hydrolatu / naparu ziołowego
-dodatkowo naturalne glinki

Peeling z płatków owsianych jest delikatny i nie powinien podrażniać skóry. Przygotowujemy go z całych bądź mielonych płatków owsianych (ja wolę zmielone), zalanych ciepłym mlekiem lub wodą. Peeling można urozmaicić przez dodanie łyżeczki glinki (np. białej dla cery normalnej albo zielonej dla tłustej i zanieczyszczonej). Płatki owsiane łagodzą podrażnienia ale działają też lekko antybakteryjnie. Tak przygotowaną papką pocieramy skórę.


PEELING - MIKRODERMABRAZJA z SODY OCZYSZCZONEJ

-soda oczyszczona
-woda / jogurt / miąższ miękkiego owocu

Ultra drobny peeling na bazie sody jest bardzo skuteczny ale też łagodny (drobinki są naprawdę malutkie). Naprawdę konieczna jest próba na małym fragmencie skóry, bo soda niektórych mocno podrażnia! Peeling najmocniej działa jeśli wymieszamy sodę z odrobiną wody lub wody utlenionej - papka musi być gęsta. Ja wolę jednak łagodniejszą wersję gdzie zamiast wody dodaję trochę jogurtu albo kremy do twarzy.


PEELING KAWOWO-MIODOWY do twarzy

-kawa mielona
-miód

Kawa wydaje się bardzo ostra i nieodpowiednia do twarzy, ale jeśli fusy z zagotowanej kawy wymieszamy z gęstym miodem, taki peeling stanie się łagodniejszy ale nadal bardzo skuteczny. Mimo wszystko jest to mocny peeling, nie dla wszystkich (naczynkowe, wrażliwe skóry nie powinny go stosować), ale dla "gruboskórnych" może okazać się ideałem! Nie zastępujcie miodu wodą ani oliwką, bo drobinki będą wtedy zbyt ostre dla delikatnej skóry na twarzy.


SOLNY PEELING NA BAZIE MIODU

-sól
-miód lub oliwa / olejek

Solny peeling możemy wykonać w dwóch wersjach. Z miodem będzie dobry dla twarzy (miód "amortyzuje", nie będzie taki mocny), a w wersji z oliwą, olejkiem, balsamem czy żelem pod prysznic świetnie nada się na całe ciało. To skuteczny, niedrogi peeling, który daje cudowne efekty, skóra jest niesamowicie gładka. Nie należy używać na uszkodzoną skórę (to sól!).


Wszystkie przepisy na domowe peelingi można modyfikować dodając np. odpowiednio dobrane naturalne glinki, hydrolaty, cynamon (rozgrzewający), kurkumę (antybakteryjna), olejki eteryczne, napary z ziół (rumianek, kozieradka, skrzyp, żywokost itp).


niedziela, 7 lutego 2016

2 x HIT: Balsamy EOS i tusz MASTERPIECE MAX

Hej! Dziś o dwóch ulubieńcach - kosmetykach, które wyróżniają się na tle innych, oczywiście w pozytywny sposób. Pierwsze z nich to balsamy do ust EOS, kultowe jajeczka, które doczekały się już przeróżnych podobnych "kuzynów" wśród innych marek. Nietypowa forma w kształcie kuli po prostu fajnie wygląda, ale też jest bardzo praktyczna.

Drugim kosmetykiem jest mój absolutnie ulubiony tusz, którego nie pobił jeszcze żaden inny! Masterpiece Max od Max Factor jest moim tuszowym ideałem, do którego zbliżył się Lash Sensational z MNY i Scandaleyes Xtreme Rimmel, ale Masterpiece Max ciągle i zdecydowanie wygrywa :).


Balsamy do ust EOS spodobały mi się od pierwszego użycia - forma kulki jest bardzo wygodna i nawet sprawdza się lepiej niż klasyczny sztyft w pomadce. Poza fajnym wyglądem, balsamy mają bardzo dobre działanie, porządnie natłuszczają usta pozostawiając na nich cienką, ale nie denerwującą warstwę.


Do wyboru jest sporo wariantów zapachowych, ja używam truskawkowego i miętowego. Obydwa lubię, ale moim hitem jest jednak mięta, która pachnie 100% naturalnie (orzeźwiająco ale lekko słodko) i daje delikatny efekt chłodzenia. Balsamy mają fajne naturalne składy będące mieszanką różnych olejków i maseł, a do tego są nieco słodkie w smaku (ze składu wnioskuję, że to zasługa dodatku stewii). Kolorowe jajeczka Eos kupicie np. w sieci Douglas.


Drugi hit to tusz Masterpiece Max od Max Factor. Najlepszy tusz jaki miałam, dla moich rzęs jest po prostu idealny. Przede wszystkim potrafi nieźle je optycznie zagęścić! Wiele tuszy albo skleja albo rozdziela ale nie pogrubia rzęs, a Masterpiece Max jest pod tym względem doskonały. Potrafi podkreślić nawet najmenijszą rzęsę, fajnie je rozdzielić, ale też widocznie pogrubić.

Szczoteczka też przypadła mi do gustu - silikonowa i dosyć wąska. Dla mnie jest taka w sam raz i można bezproblemowo dotrzeć do małych rzęs blisko kącików oczu.



Masterpiece Max jest także trwały i nie osypuje się w ciągu dnia. Uwielbiam ten efekt wydłużenia, pogrubienia i rozdzielenia! Będę do niego z pewnością wracać :). Znajdziecie go bez problemu w większość drogerii, ale zwracajcie uwagę na nazwę i opakowanie, bo Max Factor ma jeszcze kilka bardzo podobnych tuszy w ofercie (a opakowania niewiele się różnią).


Znacie balsamy Eos albo tusz Masterpiece Max? Dajcie znać jaki tusz do rzęs jest waszym numerem jeden :).

piątek, 5 lutego 2016

DENKO: Henna ELD, THE BODY SHOP, skarpetki złuszczające SHEFOOT

Hej! Dla odmiany denko czyli przegląd zużytych kosmetyków ostatniego czasu. Niektóre z nich do samego końca używało się bardzo przyjemnie, ale tradycyjnie niektóre z nich to buble!

W zużytych kosmetykach znalazła się henna Eld, złuszczające skarpetki SheFoot, waniliowe mydełko do rąk od Yves Rocher, masło TBS, a także peeling, odżywka do włosów i kilka maseczek do twarzy ;).


HENNA ELD | Ostatnio eksperymentuję z henną - sprawdzam czy naturalna koloryzacja da mi na tyle dobre efekty, że nie będę musiała sięgać po farby chemiczne (póki oczywiście będę nosiła kolor zbliżony do naturalnego). Zależy mi żeby nie niszczyć już włosów, które sporo przeszły w ostatnich latach ;). Kiedyś używałam henny Khadi, teraz sprawdzam najtańszą Eld (saszetki po około 4zł). Farbowałam dwuetapowo (czysta henna i czyste indygo), ale efekt był raczej delikatny. Ostatnio mieszałam czystą hennę z oberżyną (indygo z domieszką barwnika), taki miks ocieplił i nieco przyciemnił mój kolor. Henna najmocniej siada mi na odrostach, ale liczę że z każdym kolejnym farbowaniem efekt będzie trwalszy i mocniejszy. Po dwóch podejściach nie mogę jeszcze zdecydować czy się sprawdza.

PANTENE Odżywka Intensywna Regeneracja | Odżywki Pantene często obciążają mi włosy, ta też trochę je właśnie lubiła przeciążać. Za to mocno je wygładzała, więc stosowałam ją tylko kiedy moje włosy były naprawdę przesuszone. Dla mnie średniak, nie dobra dla włosów skłonnych do obciążania.

THE BODY SHOP Masło Smoky Poppy | Masło do ciała z kolekcji limitowanej z 2015 roku, trochę u mnie przeleżało zanim je zużyłam, choć było naprawdę fajne. Lubię masła TBS, są bardzo gęste, dobrze nawilżają i wiele zapachów mi podchodzi. Linia Smoky Poppy wyjątkowo trafiła w mój gust, uwielbiałam ten zapach :).

LIRENE Kokosowy peeling do ciała | Kilka razy wspominałam o tym peelingu - naprawdę fajny i bardzo przyjemnie pachnący kosmetyk. Dobrze ścierał, świetnie wygładzał skórę i miał fajną, gęstą formułę. Polecam :)!


YVES ROCHER Waniliowe mydło do rąk | Mydło ze świątecznej kolekcji, pachnie podobnie do serii waniliowej z Plaisirs Nature. Uwielbiam wanilię, a ta jest ciepła, słodka, wyjątkowo ładna - bardzo przyjemnie się go używało! Warto kupić :).

COLGATE Max White One Luminous | Pasta do zębów o działaniu wybielającym, ale wiadomo że po zwyczajnych pastach, a nie specjalistycznych produktach nie ma co spodziewać się spektakularnych efektów. Kupiłam do codziennego używania, ale moim zdaniem delikatny efekt wybielenia jest (lekki!). Dla mnie fajna pasta, lubiłam ją i możliwe, że kiedyś znów kupię (ale na razie mam na oku bardziej naturalne pasty).

SHEFOOT Złuszczająca maska do stóp (złuszczające skarpetki) | To trzecie złuszczające skarpetki, które wypróbowałam i jak na razie najgorsze. Z poprzednimi było tak: zero pieczenia podczas noszenia skarpetek, po kilku dniach proces złuszczania, w którym dosłownie całe stopy zrzucały starą skórę ;). Te z SheFoot mnie niemiło zaskoczyły... pod koniec czasu trzymania skarpet na stopach, skóra zaczęła mnie piec, ale że i tak była to już przepisowa końcówka poszłam zmyć złuszczający płyn. Skóra strasznie mnie paliła pod wodą, wręcz nie do wytrzymania i jeszcze przez kilka dni piekły mnie całe stopy, a najgorsze że skóra praktycznie wcale się nie złuszczyła. Nie polecam, żadnych efektów poza ubocznymi ;).


SHEFOOT Maska regenerująco-odprężająca do stóp | Maska okazała się dość dobra, jak gęsty, bogaty krem do stóp. Całkiem nieźle nawilżyła przesuszoną skórę. Generalnie na plus, mimo że złuszczające skarpetki okazały się katastrofą, maseczka regenerująca wypadła całkiem w porządku.

LIRENE Microdermabrasion | Peeling drobnoziarnisty w saszetce bardzo przypominał mi taki domowy, przygotowany na bazie sody oczyszczonej :). Fajny, delikatny ale skuteczny. Warto wypróbować jeśli mocniejsze peelingi nie są dla Was, a szukacie czegoś co dobrze wygładzi skórę.

BARWA Maseczka siarkowa | Hmm co do tej maseczki mam mieszane uczucia. Pachnie świeżo, dość przyjemnie i lekko oczyszcza skórę (plus delikatnie matuje), ale mocno szczypie. Efekty były umiarkowane, więc nie wrócę do niej, znam lepsze ;).


Dajcie znać czy miałyście coś z tych kosmetyków i czy podobają się Wam takie posty w stylu denko :). Pozdrowienia!