piątek, 18 sierpnia 2017

TEST: Hybrydy EVONAILS | Recenzja + swatche!

Pora na test kolejnej marki lakierów hybrydowych - Evonails. Jak na pewno zauważyłyście, nowe firmy oferujące hybrydy pojawiają się teraz jak grzyby po deszczu ;). O Evonails wcześniej jakoś nie słyszałam, a trzeba przyznać że sama strona internetowa, zdjęcia i odcienie lakierów wyglądają naprawdę zachęcająco. Wypróbowałam pięć kolorów oraz bazę i top coat, a więc najwyższy czas na recenzję i oczywiście zdjęcia na paznokciach :).

Hybrydy Evonails mają po 10ml, są więc trochę większe niż popularny Semilac czy NeoNail. Cenowo za to wypadają podobnie (po 29,99zł) - nasuwa się prosty wniosek, że Evonails opłacają się bardziej. Jak to jednak jest z ich jakością? Moim zdaniem są w porządku - to dobre, kryjące hybrydy, które trzymają się na paznokciach porównywalnie to hybryd z innych marek. Nie sprawiły mi ani razu problemów przy aplikacji, nie marszczą się pod lampą, nie obkurczają, mają odpowiednią formułę. To kolejna marka, która pozytywnie mnie zaskoczyła!


Wypróbowałam pięć kolorów oraz bazę i top coat. Idąc od góry do dołu możecie zobaczyć swatche:

Speedwell - mój ulubiony, nieco rozbielony fiolet w ciepłym odcieniu (bez drobinek)

Crazy Aurora - to jeden z kolekcji kameleonów, piękny duochromowy odcień mieniący się od zieleni do fioletu. Lakier jest transparentny, a więc najlepiej wygląda na ciemnej bazie. U mnie na ciemniejszym fiolecie.

Austrian Clematis - chłodny, przygaszony błękit, taki "dżinsowy" odcień (bez drobinek)

Cut the jeans! - bardzo jasny pastelowy błękit o chłodnej tonacji

Fuzzy Deutzia - kremowy, waniliowy odcień



Na zdjęciach możecie zobaczyć kolory na paznokciach: powyżej od lewej Crazy Aurora na niebieskiej bazie, po środku Speedwell w towarzystwie pyłków i ombre, a po prawej Cut the Jeans w duecie z Fuzzy Deutzia.


Hybrydy Evonails zrobiły na mnie pozytywne wrażenie, fajnie się na nich pracuje, nie rozlewają się, nie mają żadnych "śmieci" które czasem pojawiają się w chińskich (i nie tylko!) hybrydach, odmaczają się w acetonie (może nie jakoś strasznie ekspresowo, ale można je normalnie usunąć). U mnie się sprawdziły, na pewno pozostaną w użytku.

Poniżej moje próby z techniką point to point na kolorach Evonails. Kropkowe zdobienia ostatnio strasznie mnie wciągnęły!



Jestem ciekawa czy miałyście styczność z hybrydami tej marki, jeśli tak to dajcie koniecznie znać co o nich sądzicie :).

czwartek, 17 sierpnia 2017

NOWOŚCI: Perfumy w kremie, NYX, Delia, Anabelle Minerals

Hej! Wracam do Was po moim wakacyjnym wyjeździe z postanowieniem nadrobienia blogowych zaległości ;). W tym miesiącu prawie wcale mnie tu nie było, ale sierpień się jeszcze nie skończył, więc zdążę jeszcze napisać co nieco o letnich ulubieńcach kosmetycznych, a w przyszłym tygodniu zapraszam Was na mały konkurs.

Dziś trochę o nowościach i zakupach, które być może Was zainteresują :). Tym razem pojawiają się nie tylko kosmetyki pielęgnacyjne i kolorówkowe, ale też coś z zapachów i kategorii 'paznokciowej'.


Na początek coś z zapachów, ale nie z klasycznych perfum. W lipcu natknęłam się na fajne promocje w pasażu Helfy, na zapachy. W Helfach dostaniemy głównie perfumy arabskie, orientalne, przede wszystkich w postaci kremu lub olejku. Pachną czasem bardzo intensywnie, ale trzymają się bliżej skóry i nie zostawiają takiej chmury zapachu jak w przypadku wód toaletowych/perfumowanych. Perfum w kremie jeszcze nie miałam, dlatego postanowiłam wypróbować te z Song Of India - zapach Amber. To ciepły, typowo orientalny, kadzidlany zapach, który dosłownie kojarzy mi się z zapalonym kadzidełkiem. Zdecydowanie lepszy na zimę niż na lato, ale używałam go w niewielkich ilościach nawet teraz. Perfumy zapakowane są w maleńkie, mosiężne pudełeczko, w sam raz do torebki.

Kolejnym zapachowym zakupem była mgiełka od Avon w nowym, jaśminowym wariancie. Bardzo możliwe, że dobrze znacie te mgiełki, bo to popularny produkt w ofercie Avonu. Moim zdaniem w zależności od wariantu są lepsze i gorsze zapachy, generalnie to takie średniaki, które nie utrzymują się na skórze zbyt długo. Mimo to czasem lubię takie super lekkie mgiełki, np. do używania w domu czy w drodze. Jaśminowa pachnie całkiem fajnie.

W tym małym czarnym pojemniczku kryje się nowość do paznokci marki Mollon - ultra drobny pyłek w pięknym odcieniu Rose Gold. Już nie mogę się doczekać aby go użyć! Pójdzie w ruch kiedy tylko ściągnę moje aktualne hybrydy :).

I jeszcze jedna nowość: pędzelki marki Donegal z serii Jungle. Mają fajne cieniowane trzonki, więc pięknie się prezentują, ale najbardziej interesuje nas oczywiście jakość. Pierwsze wrażenie pozytywne - pędzle mają bardzo miękkie, miłe włosie. Myślę, że marka musiała znacząco poprawić jakość swoich pędzli, pamiętam ich pędzle sprzed kilku lat, które nie były nawet w połowie tak milutkie!



Małe zakupy w sklepie Nyx, poczynione podczas wyjazdu, bo Kraków jeszcze nie doczekał się stacjonarnego Nyxa nad czym ubolewam :/. Z kolei w sklepie online wysyłka jest wyjątkowo droga, a sama obsługa sklepu zrobiła też na mnie niemiłe wrażenie, więc mam nadzieję, że wreszcie Nyx zawita i do Krakowa, bo kosmetyki mają naprawdę świetne.

Moim głównym celem był rozświetlacz z serii Duo Chromatic w niebieskim odcieniu. Dość ekscentryczny, ale naprawdę fajnie wygląda na kościach policzkowych! Oprócz tego kredka na linię wodną w liliowym kolorze z serii Faux Whites Eye Brightener i cień w kremie Lid Lingerie.


Kolejnym ciekawym produktem, który do mnie trafił jest mus-fluid BB Sun Balance od Farmony. Jest ciekawy o tyle, że z jednej strony ma działać pielęgnująco, a z drugiej upiększająco (wyrównując i nieco "opalając" skórę). Po spryskaniu zamienia się w lekki mus, który należałoby porządnie rozsmarować. Dla mnie to coś w rodzaju rajstop w sprayu, ale w ulepszonej wersji. Rajstopy w sprayu zawsze były dla mnie jakieś niekomfortowe, a ten mus wygląda moim zdaniem znacznie naturalniej (bo jest półkryjący) i co ważne zastyga na skórze. Bardzo ładnie wyrównuje koloryt! Wersja do jasnej karnacji jest dla mnie teraz trochę za jasna, ale jeśli nie jesteście opalone to powinna być w sam raz.

Po prawej stronie nowości z Joanny - peelingi myjące w przeróżnych wariantach zapachowych. Kiedyś byłam fanką tych peelingów, potem zapomniałam o nich na kilka lat aż do teraz, kiedy dostałam je w paczce od Joanny. W serii jest też czarna wersja z aktywnym węglem. Peelingi nie są może mocnymi zdzierakami, bo nie są też bardzo gęste, ale nie odbieram tego na minus - dla mnie to zawsze było coś pomiędzy peelingiem, a żelem pod prysznic. Warto też dodać, że Joanna to marka cruelty free.


Przeróżne nowości pielęgnacyjne przyszły do mnie w paczce od Meet Beauty Conference. Między innymi kosmetyki z czarnej, węglowej serii od Bielendy, kilka ciekawych produktów Eveline, krem do rąk Vianek, co nieco od Cosnature (maska do włosów z awokado już wypróbowana!), a także perełkowa baza z Bielendy i cienie mineralne od Anabelle Minerals. Dziękuję! Cosnature to ekologiczna marka nie testująca na zwierzętach (podobnie jak Vianek i Anabelle Minerals), wszystkie jej produkty są odpowiednie dla wegan. Maska z awokado towarzyszyła mi na wakacjach i sprawdziła się bardzo dobrze, lekko dociążając może przesuszone końcówki ;).


Na uwagę zasługuje też letnia seria Lirene Mineral Collection. Nawilżające formuły zawsze przydają się po lecie, bo skóra niestety lubi się mocno przesuszać od wody, piasku czy wiatru. W linii oprócz balsamów mamy też mgiełkę olejkową - ja jestem wielką fanką tego typu produktów. To dwufazowa mgiełka, bardzo lekka, ale porządnie nawilżająca. Przy okazji dobre rozwiązanie dla leniwych, którzy nie zawsze mają ochotę na smarowanie się balsamem ;). Zapach lekki i przyjemny, nie męczący.


Na koniec jeszcze nowa seria do stóp Delia - Good Foot. W całości już przeze mnie przetestowana - najbardziej polubiłam chyba zabieg ze skarpetami regenerującymi (w opakowaniu maska do stóp plus foliowe skarpetki) i kąpiel perełkowa, która zawiera aż 45% mocznika, co faktycznie daje efekty.

Obok kilka nowości od Perfecty i Yoskine: nowa seria Magnetic i dwa bardzo interesujące produkty - Pore Minimizer + Detox węglowy glinkowy peeling plus maska oraz olejkowy termo peelig Rozświetlenie + Energia. Tego drugiego jestem szczególnie ciekawa i mam w planach jeszcze dziś go wypróbować.



czwartek, 3 sierpnia 2017

beGLOSSY HAPPY COLORS

Hej! Najwyższa pora na recenzję lipcowego beGlossy - Happy Colors! W tej letniej, wakacyjnej edycji pojawiły się wyjątkowe produkty, których do tej pory w boxach jeszcze nigdy nie było. Wrażenia po otwarciu jak najbardziej pozytywne, zwłaszcza że znalazło się coś dla "hybrydomaniaczek" ;).


NEONAIL Lakier hybrydowy z kolekcji Delicious | Hitem tego pudełka jest moim zdaniem lakier hybrydowy NeoNail. Oczywiście niektórym nie będzie to odpowiadać (nie każdy w końcu robi hybrydy w domu), ale jakby nie patrzeć oceniam za swojego punktu widzenia i dla mnie jest to strzał w dziesiątkę. To odcień z kolekcji sygnowanej przez Joannę Krupę, w moim pudełku znalazłam kolor Berrylicious, śliczny pastelowy fiolet. Wielki, wielki plus!

URIAGE Jedwabisty balsam do ciała | Do lipcowego boxa trafił też balsam Uriage, co również odbieram zdecydowanie na tak, bo marka nie raz już zaskoczyła mnie pozytywnie. Warto będzie go sprawdzić.

SYLVECO Krem pod oczy | Pelnowymiarowym kosmetykiem jest łagodzący krem pod oczy z lubianej marki Sylveco. Wybór tej marki wydaje mi się słuszny, wiele osób chwali sobie produkty Sylveco, więc to dobry traf. Sama też na pewno go przetestuję.

NIDIESQUE Krem barierowy Original | Totalnie dziwnym, zaskakującym dla mnie produktem jest krem barierowy Nidiesque, który ma za zadanie chronić skórę przed alergią na nikiel. Początkowo wydał mi się zupełnie zbędny (sama nie mam alergii), ale poczytałam komentarze na jego temat i dla niektórych okazuje się być wybawieniem. Osoby, które nie mogą sobie normalnie pozwolić na noszenie dowolnej biżuterii mogą mieć okazję żeby założyć co im się podoba. Dlatego podsumowując: ciekawy, dla niektórych pewnie strzał w dziesiątkę, choć akurat dla mnie zbędny.

GLISS KUR Ekspresowa odżywka Fiber Therapy | W Glossy znalazła się także odżywka w sprayu od Gliss Kur - moje ukochane odżywki! Jestem im wierna od dawna, więc na widok fioletowej wersji bardzo się ucieszyłam, bo tej jeszcze nie miałam. Jednak poczeka na swoją kolej, bo aktualnie mam w użyciu jej złotą wersję (bardzo fajną swoją drogą).

EFEKTIMA Mineral Spa | Na koniec saszetka peeling - maska - krem 3w1 z Efektimy. Taki wyjazdowy akcent ;).


Podsumowując: moim zdaniem pudełko całkiem fajne, a największą gwiazdą jest oczywiście lakier hybrydowy od NeoNail. Od razu przyszło mi do głowy, że genialnym pomysłem byłby "hybrydowy box", w którym można byłoby znaleźć hybrydy, pyłki, syrenki i ozdoby do paznokci... marzenie * . *.

Pudełko zamówicie oczywiście na stronie beGlossy (link poniżej). Aktualnie nowością jest też poszerzony asortyment sklepu beGlossy, bo wjechało aż 5000 nowych kosmetyków, także warto sprawdzić ^ ^.



środa, 26 lipca 2017

ShinyBox lipiec 2017 | POOL PARTY

Hej! Przed nami kolejna, lipcowa edycja ShinyBoxa "Pool Party". Zawartość skomponowana z myślą o wakacyjnych wyjazdach i dobra wiadomość dla fanek kolorówki: w tym boxie znalazły się aż cztery kosmetyki do makijażu! Jest też nowości - i tych rynkowych i tych nowych tylko dla mnie. Jeśli jesteście ciekawe co lipcowy Shiny kryje w środku to zapraszam Was na wpis.


KUESHI Żel aloesowy 99% | Produktem ujawnionym z tego pudełka był żel aloesowy Kueshi. Bardzo lubiłam tonik tej marki, więc liczę że i ten żel będzie fajny, tym bardziej że aloesowe żele ogólnie dobrze się u mnie sprawdzają. Dobrze pomyślane na okres letni - żel sprawdzi się na wyjazdach, będzie w sam raz na różnego rodzaju podrażnienia skóry.

SYOSS Szampon z serii Salonplex | Z Syossem tak średnio się lubimy, ale nowa seria będąca chyba namiastką olaplexu, nawet mnie zaciekawiła. Trzeba będzie ją sprawdzić.

CATRICE Żelowy lakier Iconails | Z Catrice lakier ze stosunkowo nowej linii Iconails. Jest to seria o przedłużonej trwałość. W moim pudełku piękna, klasyczna czerwień.

JOKO Baza pod makijaż | Silikonowa baza Joko Smooth Your Face. Na pewno do wypróbowania. Nie jestem jakąś wielką fanką silikonowych baz, ale czasem zdarza mi się ich używać, więc Joko od czasu do czasu będzie się przewijać w moim makijażu.

CLEANHANDS Antybakteryjny żel do rąk | Kolejny dobry traf na wakacje! Żele antybakteryjne na wyjazdach są naprawdę niezastąpione, a ten dodatkowo całkiem fajnie pachnie!

VIPERA Kosmetyk do makijażu | Vipera ma w ofercie system magnetyczny Hamster, dzięki czemu pojedyncze produkty możemy łączyć w wieżyczki. Osobiście wolę formę paletek, ale jakby nie patrzeć jest to ciekawa opcja. W moim Shiny trafiłam na błyszczyk - bardzo drobinkowy, więc nie dla każdego, a czy dla mnie... jeszcze nie wiem ;).

EFEKTIMA Peeling + maska do stóp | Kolejnym produktem jest saszetka z peelingiem i maską do stóp od Efektimy. Mam wrażenie, że już chyba kiedyś ten zestaw się pojawił, ale nie jestem pewna czy w tym boxie.

VIRTUAL Cień do powiek | Prawie całkiem zapomniałam o marce Virtual! Shiny mi o niej przypomniał za sprawą pojedynczego cienia o satynowej formule i bezpiecznym, jasnym kolorze.


W tej edycji pudełka mogły wyraźnie różnić się między sobą, bo część z kosmetyków pojawiła się wymiennie. Zamiast lakieru do paznokci Catrice mógł się trafić tusz tej samej marki Glam&Doll (tu akurat wolę lakier, bo mam ten tusz i jest średni). Podobnie w przypadku produktów z serii magnetycznej Vipera - kosmetyki były różne. Zamiast cienia Virtual mógł to być cień Joko albo mini paletka Virtual.



Kto się skusił na lipcowego ShinyBoxa? Podoba Wam się zawartość? Ja najbardziej cieszę się z żelu aloesowego, ale fajnie że jest też baza pod makijaż czy choćby lakier Catrice. Trochę zabrakło mi takiego produktu "wow", który robiłby całe pudełko, ale sądzę, że zawartość w tym miesiącu jest całkiem okej.

czwartek, 20 lipca 2017

SMOKEY w dramatycznej odsłonie

Makijaż na dziś to eksperymentalne smoky eyes w dramatycznym wydaniu :). Smokey może przybierać oczywiście różne formy, ale takiego bardzo mocnego, "brudnego" (i nakrapianego!) jeszcze nie robiłam. Efekt dodatkowo podkręcony dzięki ogromnym sztucznym rzęsom wykonanym z piór.

W tym makijażu bazowałam na kosmetykach Makeup Revolution - mam ich sporo i są fajne, więc często ich używam. Za to rzęsy to chiński wynalazek z Born Pretty (rzęsy znajdziecie pod tym linkiem). Jeśli jesteście wizażystkami i malujcie do sesji zdjęciowych to oczywiście polecam, bo rzęsy są niedrogie, a robią mega efekt! Niełatwo je co prawda przykleić, ale przy takich dramatycznych modelach to całkiem uzasadnione.









Ostatnie zdjęcie po prawej mogłoby być (anty)reklamą dla węgla leczniczego :D. W jakim bądź razie polecam - lekko wybiela zęby ;)!


poniedziałek, 17 lipca 2017

NOWOŚCI OD MAKEUP REVOLUTION | Unboxing paczki ambasadorskiej ♡

Hej! W ostatnim czasie dotarła do mnie kolejna paczka ambasadorska wypełniona po brzegi nowościami od Makeup Revulotion. Tym razem pomyślałam, że fajnie będzie pokazać Wam od razu wszystko, bo jest sporo takich totalnych nowinek, które dopiero będą wchodziły do sprzedaży. Między innymi to paletki Amplified, na które sporo osób czeka, ale też ciekawostka w formie silikonowych pędzelków ;).


Na pierwszy ogień dwie nowe palety: Epic Day Palette i Epic Night Palette. Pierwsza oczywiście bardzo spokojna, neutralna z czterema matowymi beżami i czterema błyszczącymi brązami. Dodatkowe większe cztery 'okienka' mogą być zarówno cieniami jak i rozświetlaczami (mają różne wykończenia). Paletka Night jest bardziej zdecydowana, z mocniejszymi, bardziej wieczorowymi cieniami. Pigmentacja w przypadku obu palet jest dobra, aczkolwiek nie powalająca. Bardzo podoba mi się drobinkowy granat w nocnej palecie!

Obok puder bananowy Luxury Powder Banana, który ciekawił mnie od dawna. Jestem posiadaczką takiego żółtego pudru marki Glazel, który jest jednak dość mocno żółty i muszę go mieszać z pudrem transparentnym. Ciekawa jestem jak wypadnie puder od MUR. Na pierwszy rzut oka widać, że wzorowany był na sławnym pudrze Ben Nye, którego nie miałam okazji (jeszcze!) spróbować.


Duuuża paleta w formie książki Pro HD Eyes & Contour Palette od razu przypadła mi do gustu <3! Po pierwsze fajne wydaje się być w niej to, że cienie są maleńkie, a w przypadku takich dużych palet wiele kolorów po prostu leży i się marnuje. Cienie to głównie neutralne kolory, brązy, beże, raczej w ciepłej tonacji. Maty przemieszane z błyszczącymi cieniami, więc nie ma nudy. Jest też trochę intensywnych kolorów, błękitów czy zieleni, ale pojawiają się one w formie akcentu. Bardzo podoba mi się, że pojawiło się sporo odcieni ciemnych, zgaszonych jak granaty, śliwki, fiolety - w takich większych paletach często przeważają same wściekłe odcienie, a takich ciemnych i przygaszonych kolorów bardzo brakuje. Poza cieniami mamy też rozświetlacze, pudry i brązery. Cienie mają bardzo dobrą aksamitną formułę i są naprawdę ładnie napigmentowane, duuużo lepiej niż popularne paletki "paseczki" MUR (np. te z serii Iconic), wypadają też lepiej niż paletki Day & Night ze zdjęcia wyżej. Wiadomo, że to tylko pierwsze wrażenia, paletę oczywiście muszę sprawdzić w różnych makijażach, ale wydaje się naprawdę fajna, aż chce się jej użyć!


Przejdźmy do wspominanych i wyczekiwanych palet z serii Pro HD Amplified. Są to paletki 35 cieni, znacznie większe od popularnych palet 32 cieni MUR. Różnica w wielkości jest spora, są to już rozmiarowo jedne z największych palet jakie mam. Pojedynczy cień jest chyba nawet ciut większy od pięciozłotówki. Przy okazji zrobiłam szybkie swatche wybranych odcieni, ale same palety na zdjęciach wyszły jakoś wyjątkowo jasno... Kolory cieni w rzeczywistości są sporo ciemniejsze.

Pigmentacja jest w porządku, bardzo dobra w przypadku cieni błyszczących i trochę słabsza (ale wciąż okej) w przypadku matów. Dla mnie taki stopień pigmentacji wydaje się być wystarczający nawet do mocniejszych makeupów, ale jeśli szukacie czegoś o zabójczo mocnym pigmencie to możecie poczuć się trochę rozczarowane. Generalnie palety bardzo mi się podobają, mają piękne kolory, choć pewnie pojawią się zarzuty, że dość podobne - to akurat fakt, Makeup Revolution lubi umieszczać w paletkach cienie zbliżone kolorem, szczególnie w obrębie beżów. Z drugiej strony niektórzy są zadowoleni, bo te kolory zawsze najprędzej się zużywają.

NEUTRALS WARM | Świetna paleta dla fanek ciepłych, neutralnych odcieni. Beże, złociste brązy, odcienie złota, moreli, śliwki. Totalnie mój gust jeśli chodzi o moje codzienne makijaże, uwielbiam takie kolory i czuję, że po tę paletkę będę sięgać bardzo często. Maty są tu przemieszane z cieniami błyszczącymi - tych drugich jest całkiem sporo.


NEUTRALS COOL | Nazwa palety totalnie myląca! Nie sugerujcie się nią, bo i mnie wprowadziła w błąd i byłam już przekonana, że pomyliłam się podczas robienia zdjęć i sfotografowałam tę samą paletkę dwa razy. Neutrals Cool wcale nie jest chłodna - to prawie ten sam zestaw kolorów co Neutrals Warm tyle, że w wersji matowej. Kolory w obydwu paletach są bardzo, bardzo zbliżone, paleta Warm jest bardziej w stylu makijaży glamour, a werjsa Cool dla fanek matów. Paleta jest oczywiście w ciepłej, wręcz jesiennej kolorystyce.


COMMITMENT | To już ciemniejsza paleta, w której dominują kolory ziemi. Nie ma tu takich jasnych, typowo rozświetlających odcieni (choć na zdjęciu może się tak wydawać, ech wybaczcie, zrobię kiedyś lepsze). W tej paletce mamy praktycznie same brązy, w przewadze ciepłe, ale jest też trochę chłodnych. Jest też kilka pięknych złotych cieni (od jasnego, poprzez miedziane aż do starego złota), a nawet cień w stylu Mac - Club :). Znów moje kolory, będę je wałkować na pewno jesienią.


INSPIRATION | Druga całkowicie matowa paleta - Inspiration. Jeszcze cieplejsza od Neutrals Warm, kolory jesiennych liści, beże, brązy, sporo pomarańczu, koralu, odcieni rudości, cegły, musztardy i terakoty. Oczywiście kolorystyka bardzo na czasie, cóż nie chcę wszystkiego chwalić, ale ta paleta też bardzo mi się podoba <3! Uwielbiam takie kolory do dziennych makijaży z kreską, a tymi rudymi odcieniami można fajnie podkręcić makeup blendując powyżej załamania powieki. Mimo wszystko uważam, że w serii bardzo, ale to bardzo przydałaby się zupełnie chłodna paletka! Ciepłe kolory są piękne i bardzo modne, ale nie każdemu pasują, nie każdy dobrze się w nich czuje.


DYNAMIC | Najchłodniejsza i najciemniejsza z palet, ale jednocześnie dość ciemna i wieczorowa. Część palety stanowią odcienie fioletów, reszta to znów neutralne kolory, brązy, kilka beżowych cieni, zgaszonych róży. Paletka jest matowo-błyszcząca.


DIRECTION | Ostatnia z palet to zestaw samych błyszczących cieni. Kolorystyka znów zdecydowanie ciepła, sporo odcieni waniliowych, jasnego złota, złocistych brązów i miedzi. Ładna paleta, ale jakbym miała kupować jedną to chyba wolałabym np. Neutrals Warm gdzie maty mieszają się z błyszczącymi cieniami. Ja jednak lubię przemieszać błysk z matem :).

Paletki zapowiadają się super, szczerze mówiąc wszystkie mi się podobają. Chętnie zobaczyłabym jeszcze wspomnianą totalnie chłodną paletkę w serii i taką mega kolorową, letnią, najlepiej mocno błyszczącą!


Ciekawostką są na pewno silikonowe pędzelki. Czy się sprawdzą... mam pewne wątpliwości, ale nie będę nic mówić póki ich nie sprawdzę. Do tej pory nie przekonało mnie nawet Sili Sponge - skusiłam się na ostatnio popularny silikonowy blender, ale wg mnie zupełnie bez porównania z gąbeczkowym jajem. Dlatego też czuję, że te silikonowe pędzle to chyba coś nie da mnie, ale z drugiej strony uwielbiam testować takie nietypowe nowości, nawet jeśli to tylko typowy "bajer".


Kolejno mamy Strobe Lighting Palette - zestaw trzech rozświetlaczy o fajnej fakturze (sama paletka też bardzo ładna, metaliczna w kolorze różowego złota!). Rozświetlacze nie są takie bardzo mocne, dają raczej średnio mocny połysk i są dość suche. Jeden z nich opalizuje na zielono, cudo!


Dwa zestawy: Pro HD Prime and Correct Brush oraz HD Pro Brows. W pierwszym mamy paletkę korygujących korektoró, fixer i dwa nylonowe pędzelki. Drugi zestaw do brwi zawiera paletę cieni i wosków, również dwa pędzle i podwójny stick (z korektorem i rozświetlaczem).


Wow, wow, wow, nowości mnóstwo, teraz pozostaje tylko wszystko porządnie przetestować! Makeup Revolution szaleje z nowościami, mam wrażenie, że non stop wprowadzają do oferty coś nowego i oczywiście zgodnego z trendami. Paletki Amplified zapowiadają się naprawdę fajnie, myślę że mogą mieć wzięcie!

Dajcie znać co zaciekawiło Was najbardziej :). Uprzedzając pytania: nie mam pojęcia kiedy nowości wchodzą do sprzedaży w drogeriach, ale możecie podpytywać Makeup Revolution na ich facebookowych fanpage albo instagramie. Wiadomo, że najpierw pojawiają się w drogeriach online, potem w stacjonarnych. W Hebe raczej mają słabo z nowościami, ale Krakowianki oczywiście mogą szukać w Pigmencie!