niedziela, 17 listopada 2019

NAJLEPSZE PYŁKI DO PAZNOKCI z Born Pretty Store

   Jestem wielką maniaczką pyłków do paznokci - efektów syrenki, kameleonów, brokatów, holo, pyłków pod każdą postacią! Potrafią w krótką chwilę odmienić cały manicure, banalnie prosto się je aplikuje, a efekt jest zazwyczaj świetny. Oczywiście mam tu na myśli wszelakie pyłki wykorzystywane przy hybrydach. Nagromadziłam ich naprawdę sporo, mam wiele efektów od Indigo, trochę z innych marek, ale całkiem pokaźną kolekcję uzbierałam z Aliexpress i Born Pretty Store. Nic dziwnego - często są tak samo dobre, a wielokrotnie tańsze! Wiele pyłków, które zamawiałam z Ali okazywało się pyłkami spod Born Pretty, chociaż nawet o tym nie wiedziałam i dlatego właśnie od nich pyłków mam najwięcej. Dziś wybrałam te, które lubię najbardziej. Nie pokazuję Wam wszystkich, bo część z nich to niewypały, albo po prostu nic ciekawego, więc nawet nie umieszczałam ich na zdjęciach.

* Wszystkie pyłki pokazuję na zdjęciach roboczo tj. tylko wtarte w paznokcie i nie utrwalone w żaden sposób. Nie byłabym w stanie pokazać jednocześnie tylu pyłków utwardzając je pod lampą, bo musiałabym mieć każdy paznokieć inny a potem je ściągać - bez sensu ;).



KAMELEONY / DUOCHROMY / PAWIE OKO | Born Pretty ma przepiękne kameleony tzw. "benzynki". Jakością mogę je przyrównać do Indigo, a wychodzą o wiele taniej. Jeden z nich widzicie na palcu środkowym - to taki głęboki granat mieniący się na fiolet, jest niesamowity! Na wskazującym jest "peacock chameleon" czyli też coś w rodzaju kameleona, ale z dodatkiem lekkiego holograficznego efektu. Ten pyłek również jest całkiem fajny, ale nie tak efektowny jak na zdjęciach ze strony, efekt holograficzny jest raczej subtelny. Nakładamy je na top no wipe.




OPALIZUJĄCE PŁATKI | Zwane też 'flejkami' to opalizujące płatki, transparentne, ale mieniące się na różne kolory. Bardzo lubię ten efekt, mam kilka kolorów płatków. Na jasnych odcieniach wyglądają trochę jak marmurek, mozaika, dodają tylko lekkiego błysku (wtedy są takie jednorożcowe). Za to na ciemnych kolorach lakieru nabierają intensywniejszych barw. Fajne, na jeden paznokieć, albo na wszystkie! Nakładamy na dyspersję. 




CHROME / EFEKT LUSTRA | Srebrny efekt lustra ma już prawie każda marka, ale kolorowe lustrzane pigmenty jakoś nie pojawiły się wśród znanych marek... za to są na Ali! Mam różne kolory i wszystkie są bardzo fajne i mocno lustrzane. Na zdjęciu to pyłki akurat z takiego świątecznego zestawu (złoty, zielony, czerwony), ale zamawiałam też pojedyncze w innych odcieniach. Je również aplikujemy na top no wipe.




EFEKT PERŁY / POŚWIATA | Mam również dwa pyłki o nieco delikatniejszym wykończeniu, również bardzo fajne. Pierwszy (na wskazującym) to coś w rodzaju efektu perły. Najlepiej wygląda na białym lakierze, daje dosłownie perłowy efekt, ale bez żadnych smug, moim zdaniem wygląda to świetnie. Nie jest to coś w rodzaju Glammer Silver od Indigo, ten perłowy proszek nie jest szklisty jak Glammer, ale właśnie perłowy i w inny sposób odbija światło. Drugi to coś w typie Aurory - poświata koloru, opalizująca. Ledwie widoczna na jasnych kolorach, ale dająca mocny efekt na ciemnych (mój pyłek czarny lakier zmienia w fiolet).




Mam również zestaw kilku bardzo drobnych pyłków, które są czymś pomiędzy perłowym proszkiem, a właśnie opalizującą "aurorą". Dają taką perłową mgiełkę, poświatę koloru. Bardzo subtelny efekt, nie tak efektowny jak inne, ale lubię je. Niestety nie udało mi się ich znaleźć, kupiłam je dawno temu i być może już nie ma ich na stronie.



A Wy jakie pyłki polecacie?

czwartek, 14 listopada 2019

FOREO LUNA play plus

   Szczoteczka soniczna Foreo... któż o niej nie słyszał i nie zastanawiał się czy warto ją kupić. Czytałam o niej wiele bardzo pozytywnych opinii, o tym jak ta niewielka szczoteczka potrafi odmienić pielęgnację i tym samym mieć zbawienny wpływ na stan skóry. Foreo kusiła mnie od dawna, bardzo chciałam sprawdzić jak spisze się u mnie i również jak wypadnie z tańszym odpowiednikiem, który kupiłam już dosyć dawno i sporadycznie używałam.

   Moja wersja to Foreo Luna Play Plus - szczoteczka ładowalna. Podstawę szczoteczki można odkręcić śrubokrętem i wymienić baterie (kupując szczoteczkę bateria jest już w środku, więc można od razu używać). Podobny wariant to Foreo Luna Play - szczoteczka nieładowalna. Przed zakupem polecam Wam zwrócić uwagę na to jaką wersję wybieracie, bo szczoteczki są dość podobne, a w Lunie Play baterii nie wymienicie (producent mówi o około 100 możliwościach użycia, potem jest do wyrzucenia). Ja szczerze mówiąc nie zdecydowałabym się na nieładowalną szczoteczkę, tym bardziej, że równica w cenie między nimi nie jest aż tak duża. Na oficjalnej stronie Foreo Play Plus to koszt 199zł, a Play 169zł.


SPECYFIKACJA | Z tyłu szczoteczki znajduje się przycisk, po którego wciśnięciu szczoteczka zaczyna wibrować. Wibracje są delikatne, szczoteczka masuje skórę lekko i przyjemnie. Są to wibracje T-Sonic, ponoć 8000 impulsów na minutę. Ogromnym plusem Foreo jest jej wygląd - jest naprawdę fajnie wykonana, w każdym detalu. Ładnie wygląda na półce w łazience, jest mała, zgrabna i po prostu poręczna. Jej wymiary to 64x60 mm. Pod kątem wyglądu tanie zamienniki nie umywają się do niej! Jest to szczoteczka silikonowa (hipoalergiczny silikon) dzięki czemu jest ultra łatwa w czyszczeniu. A poza tym wszystkim ma fajne kolory, mój to akurat piękny fiolet (wersja Purple), w rzeczywistości nieco bardziej różowy. Foreo jest całkowicie wodoodporna, bez obaw można używać jej pod prysznicem. I jak wspomniałam wcześniej Foreo Luna Play Plus jest na baterie AAA.

DZIAŁANIE | Z kolei działanie Foreo na skórę jest moim zdaniem fajne, pozytywne, ale dla mnie to bardziej ciekawy, przyjemny w używaniu gadżet nic coś co zrewolucjonizowało moją pielęgnację. Absolutnie nie zniechęcam Was do tej szczoteczki, ale zalecałabym odrobinę sceptycyzmu, bo wiele recenzji wychwala Foreo pod niebiosa, naprawdę :)! A to bardzo fajna szczoteczka, ale mogłabym bez niej żyć. Mimo, że lubię jej używać to nie widzę znaczącego wpływu na moją cerę. Raczej cała odpowiednio dobrana pielęgnacja i do tego dodatkowo Foreo może przynieść dobre efekty. Nie oczekiwałabym, że Foreo sama w sobie odmieni naszą skórę.


FOREO A ZAMIENNIKI | Porównując do tańszych zamienników (mój akurat pochodził z Carrefoura i kosztował chyba z 30zł) - Foreo wypada na pewno lepiej, jest wygodniejsza, ładniejsza, ma miększe wypustki i fajniej masuje skórę. Jednak nie jest to kolosalna różnica w rezultatach, działanie jest bądź co bądź po prostu podobne.

SPOSÓB UŻYCIA | Ja swojej szczoteczki używam z dodatkiem żelu myjącego do twarzy, sprawdziłam ją z różnymi żelami i dobrze się sprawdza, łagodnie ale skutecznie oczyszcza skórę. Wibracje są delikatne, więc nie spodziewajcie się cudów w stylu nagłego odblokowania porów czy szybkiej poprawy stanu skóry. Chyba, że do tej pory zaniedbywaliście demakijaż, w takim przypadku Foreo może zdziałać cuda, bo po prostu będziecie porządnie zmywać resztki makijażu i skóra się odwdzięczy :D. Foreo fajnie sprawdza się do domywania ust z resztek trwałych pomadek. Coś jak delikatny peeling z masażem! Wibracje są na tyle subtelne, że nie powinna podrażniać delikatnej skóry. Ja często używam szczoteczki nie tyle do stricte samego demakijażu, ale do przygotowania cery np. przed serum czy maseczką. Foreo pobudza mikrokrążenie, więc skóra wygląda po prostu lepiej.


   Jeśli nie jest to dla Was duże obciążenie finansowe to jak najbardziej polecam - jako "wspomaganie" do dotychczasowej pielęgnacji. A jeśli uważacie, że to drogo jak na taki gadżet to wcale nie odradzałabym zamienników!

   Na Foreo zdarzają się też czasem promocje, więc warto mieć to na uwadze. Moja szczoteczka jest z notino.pl, a znajdziecie ją dokładnie tutaj.

wtorek, 12 listopada 2019

✰ beGLOSSY Lovely Look ✰

   Październikowe pudełko beGlossy Lovely Look to tym razem zestaw samych pełnowymiarowych produktów. Widać, że coraz częściej w beauty boxach goszczą właśnie pełnowymiarowe kosmetyki, a nie jedynie miniatury i saszetki. To spory plus, wiem że wiele osób narzekało, że to pudełka wypełnione próbkami i nie opłaca się ich zamawiać. Czy utrafią w nasz gust to inna sprawa, ale trzeba przyznać, że zawartość jest konkretna :).


BIELENDA Krem-maska do stóp | Krem o działaniu złuszczającym i wygładzającym, przeciw zrogowaceniom. Był to jeden z wymiennych produktów, drugim który mógł się znaleźć w boxie był krem od Shefoot. Tego kremu z Bielendy jeszcze nie miałam, ale warto będzie go sprawdzić, zwłaszcza że lubię tę markę!

AA Lakier do paznokci | W pudełku pojawił się również lakier do paznokci, mi akurat się za bardzo nie przyda, bo używam teraz wyłącznie lakierów hybrydowych. Kolor szary, grafitowy, taki akurat na listopad ;).

BIOTANIQUE Kojący krem | Kolejny kosmetyk to krem od marki Biotanique. Mógł to być jeden z trzech różnych kremów tej marki. W moim przypadku to krem kojący, o działaniu nawilżającym i wyciszającym skórę.

SCHAUMA Szampon Nature Moments | Mamy także coś praktycznego - duży szampon Schauma 400ml. Jest to seria Hair Smoothie - Nature Moments. Oczywiście warianty były różne (u mnie Acai Berry & Almond milk). Szampon już wypróbowałam, pachnie bardzo apetycznie :).

SESSIO Krem BB do włosów | Z całego pudełka najbardziej zaciekawił mnie multifunkcyjny krem bb do włosów od marki Sessio. Jest to produkt bez spłukiwania, nadający włosów miękkość oraz wygładzenie. Jestem go bardzo ciekawa.

SELFIE PROJECT Jagodowy olejek do ust | Otrzymaliśmy również dwa produkty z Selfie Project. Pierwszy z nich to jagodowy olejek do ust. Właśnie go wypróbowałam i muszę powiedzieć, że zapowiada się całkiem fajnie. To coś w rodzaju lekkiego, nieklejącego błyszczyka. Jest prawie zupełnie transprentny, jedynie odrobinę podbija naturalny kolor ust.

SELFIE PROJECT Cukrowy peeling do ust | Drugi produkt tej samej marki to cukrowy peeling do ust. Takie peelingi bardzo lubię, ale ten wypada dość słabo po pierwszych testach. Jest bardzo tłusty, ma mało drobinek i nieciekawy zapach (coś jakby plastik).





czwartek, 7 listopada 2019

Black Friday w Notino: 10 OTULAJĄCYCH PERFUM NA JESIEŃ 🍁

  W piątek 29 listopada ruszają wyprzedaże na Black Friday co oznacza również ciekawe zniżki na kosmetyki i perfumy. Jako, że ostatnio jeszcze mocniej wciągnęła mnie tematyka tych drugich, przygotowałam zestawienie dziesięciu otulających perfum na jesiennie dni. Wszystkie z nich baaardzo lubię! W końcu na Black Friday wiele zapachów będzie można upolować w korzystniejszej cenie niż zwykle. Obniżki jak co roku przygotowuje na Black Friday Notino: będą wchodziły już 25 listopada. Notino jak zwykle polecam - za dobre ceny i rozbudowaną ofertę, zamawiam od nich od lat i jeszcze się nie zawiodłam. Wszystkie zapachy z mojego zestawienia znajdziecie oczywiście w Notino, ale nie tylko, bo są to perfumy popularne i łatwo dostępne (może za wyjątkiem LouLou). Wpis nie dla fanów świeżaków, perfum świeżych, lekkich, cytrusowych, na tapetę bierzemy dziś słodkości, wanilie, otulacze i generalnie cięższy kaliber.

 
YSL BLACK OPIUM | Zestawienie otworzy nam klasyk - Black Opium od Yves Saint Laurent. Oczywiście nie jest to nic wybitnie oryginalnego i spotkacie wiele kobiet pachnących tymi perfumami, ale moim zdaniem dla fanów słodkości są bardzo fajnym wyborem na jesień i zimę. Sama posiadam flakon i bardzo często po niego sięgam, bo nie jest to wcale jakiś wymagający zapach, a wręcz przeciwnie - pasuje i na co dzień i na wieczór, ale właśnie na chłodne dni. Black Opium to bardzo słodki zapach, waniliowo-owocowo-kwiatowy z nutką kawy. Dodatkowo ma piękny flakon!



MARC JACOBS DECADENCE | Decadence to dla mnie jesień w butelce. Oczywiście nie pachnie stricte jesienią, ale właśnie z tą porą roku wybitnie mi się kojarzy. Decadence jest w końcu mocno śliwkowy, dymny i tajemniczy. Jeśli lubicie nutę dojrzałej i słodkiej śliwki w perfumach to koniecznie musicie go sprawdzić. Ja jako fanka śliwek uwielbiam te perfumy, nigdy mnie nie nudzą ani nie męczą. Decadence są słodkie, ale nie ociekające cukrem, tutaj słodycz będzie zdecydowanie bardziej wyważona niż w Black Opium. Polecam, bo moim zdaniem to perfumy oryginalne, charakterystyczne, czego nigdy nie spodziewałabym się po perfumach od Marca Jacobsa, a tu proszę :).

GUERLAIN SHALIMAR | Kolejny klasyk, ale tym razem w stylu retro. Shalimar to przepiękne perfumy, jedne z moich ulubionych, ale nie jest to zapach dla każdego. Trzeba lubić zapachy mocne, ciężkie i vintage. Jeśli jednak lubicie właśnie takie klimaty to być może zakochacie się w tej niezwykłej mieszance prawdziwej wanilii, kadzidła, skóry, irysa i wielu innych nut wspaniale ze sobą skomponowanych. Shalimar to zawsze jest mój numer jeden na jesień i zimę, ale nie jest już tak uniwersalny, wymaga odpowiedniej oprawy, bo to bardzo elegancki zapach. Trwałość moim zdaniem nie do zdarcia.



DIOR HYPNOTIC POISON | Myślę, że większość z Was doskonale zna Hypnotic Poison, bo jest to jeden z bardziej popularnych zapachów. Przyznam szczerze, że ja przekonałam się do niego po latach, kiedyś mi się nie podobał, a teraz nie mogę zrozumieć dlaczego. Jest to przede wszystkim waniliowy zapach, więc tym samym idealny na chłodniejsze miesiące. Choć dominuje w nim wanilia to jest też sporo migdałów, które razem tworzą piękną, otulającą mieszankę, słodką i zarazem pudrową. Na pewno nie jest to zapach dla każdego, ale fani wanilii i migdałów powinni go sprawdzić.



CHOPARD CASMIR | Casmir to perfumy nieco zapomniane, może trochę niedzisiejsze, ale moim zdaniem cudne, balsamiczne, kojarzą mi się ze słoneczną, złotą jesienią. Przyrównywane do kaszmirowego szala i słusznie, bo takie właśnie są - ocieplające. Znów mocno waniliowe (tak, jestem uzależniona od wanilii...), z mocno wyczuwalnym benzoesem, ale też z nutą owoców, szczególnie brzoskwini. Jest w nich też coś przyprawowego, ale nie są przesadnie orientalne, korzenne. Casmir to też nie tak drogi zapach, można go kupić w bardzo dobrej cenie poniżej 100zł. Nietypowy, jedyny w swoim rodzaju, nie każdemu się spodoba, ale warto testować :).

BOSS THE SCENT PRIVATE ACCORD | Nie każdy lubi zapachy z nutą przeszłości, więc kolejna propozycja bardziej współczesna, ale nadal słodka, jesienna i aromatyczna. Tym razem z nutami kakao, tonki, kawy i mandarynki co daje nam słodki, trochę kakaowo-czekoladowy mix. "Trochę", bo nie jest to zapach gorącej czekolady ani brownie, są w nim czekoladowe nuty, ale nie nastawiajcie się na czekoladę 100%. Ładny i łatwy w odbiorze, myślę że może spodobać się wielu osobom jeśli lubicie słodkie zapachy z nutą kakao.



DKNY NECTAR LOVE | Dalej w klimacie bardziej współczesnych, słodkich ale już nie tak ciężkich zapachów - Nectar Love od DKNY. Słodki, miodowo-owocowy, ocieplający w chłodne dni. Nectar Love to już perfumy z gatunku tych mniej charakterystycznych i jednocześnie mogących się podobać większej grupie osób. Chociaż wiele osób opisuje je jako perfumy słoneczne i letnie, to myślę że fajnie mogą sprawdzić się jesienią, bo są słodkie, a w upały lepiej uważać z nadmiarem słodyczy.


AVON FAR AWAY REBEL | Jeśli poszukujecie czegoś tańszego to mogę polecić Wam Far Away Rebel z Avonu - fajny zapach i przypominający Black Opium od YSL. Nie jest oczywiście identyczny, ale to podobne klimaty. Far Away Rebel to zdecydowanie bardzo słodka mieszanka, karmelowo-porzeczkowa. Gdybym miała wybierać to wskazałabym na Black Opium, ale Rebel wydaje się niezłą alternatywą jeśli szukamy czegoś co nie nadszarpnie naszego budżetu.

CACHAREL LOULOU | Na jesień uwielbiam także LouLou! Nie są te perfumy obecnie zbyt popularne i nie każdemu będą się podobać, bo to zapach ciężki, dymny i już nieco retro. W ich przypadku dostępność jest słabsza, stacjonarnie już dawno ich nigdzie nie widziałam, jedynie online. LouLou to zapach kadzidlany, balsamiczny, z nutą śliwki, ylan ylang, cynamonu, białych kwiatów i benzoesu. Wszystkie te nuty bardzo lubię, a ich połączenie tym bardziej. Przyprawy, żywice i śliwka to dla mnie idealnie jesienny mix!


LANCOME TRESOR | Na koniec zostawiłam sobie moją ostatnią miłość czyli Tresor od Lancome i mowa tu o klasyku, a nie o kolejnej wariacji na temat. To przepiękny zapach, odpowiedni właściwie na każdą porę roku, ale najbardziej skojarzył mi się z jesienią, bo wyczuwam w nim delikatną nutę czegoś...przypalonego? Może to tylko moje subiektywne odczucia, ale tak właśnie mi się kojarzy. Jest to zapach owocowo-kwiatowy, słodki ale nie przesadnie, z brzoskwinią, wanilią i różą, piękny!


Macie swoich ulubieńców w tym zestawieniu? :)


***

Jeśli mieszkacie w Katowicach lub w okolicach to być może zainteresują Was targi kosmetyków naturalnych EKO PIĘKNO - już w ten weekend. Zapowiada się mnóstwo ciekawych marek, więc bardzo polecam! Na targi wpadajcie do Galerii Szyb Wilson.


wtorek, 22 października 2019

POD LUPĄ 🔎: Test kosmetyków ORIFLAME

   Dziś pod lupą kosmetyki jednej marki, a tym razem będzie to katalogowa marka o której słyszał pewnie prawie każdy - mowa o  Oriflame. Mimo, że Oriflame to naprawdę popularna marka, którą znałam już będąc nastolatką, to wcale nie wypróbowałam wielu produktów. Dopiero niedawno przetestowałam ich troszeczkę więcej. Na chwilę obecną na rynku beauty jest taki ogrom różnych kosmetyków i firm, że o niektórych markach i produktach trochę się zapomina, a mają one również w ofercie prawdziwe perełki.


   Oriflame w ostatnich latach zaczęło mnie ciekawić głównie przez wzgląd na perfumy jakie mają w ofercie. Kiedyś nazamawiałam całkiem sporo próbek i niektóre zapachy okazały się naprawdę ciekawe i godne uwagi, wcale nie kojarzyły się tanio. Oczywiście część zapachów to także zwyczajne i bardziej "oklepane" kompozycje. Jednymi z najładniejszych perfum od Ori są bez wątpienia Sublime Nature Tuberose, zapach który zbiera bardzo pozytywne opinie.

   Tuberose bardzo spodobał mi się właśnie z próbki i w efekcie skusił mnie cały flakon. Jeśli lubicie tuberozę i białe kwiaty to zdecydowanie polecam testy! Moim zdaniem to bardzo przyjemny białokwiatowiec, przypomina odurzający zapach bukietu kwiatów. Jest bardzo kobiecy i pasuje zarówno na co dzień jak i na wieczór, a do tego ma naprawdę ładny i prosty flakon!


   Kolejnymi perfumami, które od dawna bardzo za mną chodziły były klasyczne Love Potion. W ich przypadku akurat flakon przekonuje mnie mniej (zatyczka jest po prostu mało poręczna), ale sam zapach jest nietypowy i idealny na jesień. Love Potion mają mocno wyczuwalne nuty kakao, czuć w nich również czekoladę, rum, wanilię i imbir. Idealna mieszanka na jesień i zimę jeśli lubicie słodkie, nieco jadalne zapachy. Ja bardzo się z nim polubiłam.


   Z kolorówki wypróbowałam ostatnio trzy produkty. Idąc od prawej jest to pomadka - balsam do ust z serii The One Lip Spa Care Lip Balm. Zawsze chciałam mieć pomadkę z takim odżywczym bezbarwnym"wkładem" w środku, ale jakoś ostatecznie nigdy takiej nie miałam, aż do teraz :)! Balsam to produkty bardzo pod mój gust: nabłyszczający i odżywiający usta a przy tym nadający minimalnie kolor. Uwielbiam takie produkty i ten również przypadł mi do gustu. Moja pomadka to odcień Natural Pink.

   W środku już klasyczna pomadka OnColour w kolorze Coral Red. To pomadka kremowa, nawilżająca, ale o mocnej pigmentacji. Jeśli lubicie klasyczne kremowe pomadki to możecie próbować tej serii, tym bardziej że te pomadki bardzo fajnie pachną. Z kolei po lewej tusz do rzęs, klasyk Oriflame - Wonder Lash Mascara 5w1. Tutaj szczerze się przyznaję, że tuszu jeszcze niespecjalnie udało mi się wypróbować, bo miałam otwarty akurat inny tusz, ale jeśli chodzi o ten typ kosmetyku to zawsze staram się najpierw zużyć, a potem otwierać kolejny.


   Przejdźmy do pielęgnacji, której Ori ma naprawdę sporo! Ja jestem sceptykiem jak chodzi o pielęgnację twarzy, bo wiele kremów mi nie odpowiada, ale zawsze chętnie testuję kosmetyki do pielęgnacji ciała. Właśnie dlatego musiałam sprawdzić płyn do kąpieli Sparkling Collection Bubble Bath <3. Uwielbiam gadżety do kąpieli, a płyn w stylu szampana to już coś co musiałam koniecznie przetestować ;). Płyn robi oczywiście fajną pianę, a do tego ładnie pachnie, może nie całkiem jak szampan, ale ma coś podobnego w tym zapachu.

   Wypróbowałam także dezodorant w kulce i ten znakomicie się u mnie sprawdził. Wiem, że to taki zwyczajny produkt, ale jednocześnie dość istotny. To kulka Giordani Gold Original, pachnie super i do tego fajnie działa - dobrze chroni ale nie podrażnia. Dla mnie produkt na piątkę z plusem!


 Troszkę zawiodłam się z kolei na kremie do ciała i dłoni Milk & Honey. I tutaj znów zapach jest świetny, otulający, kremowy, ale nie pachnie jak mleko z miodem :). Lekki zawód pod kątem właściwości, dla mnie te balsamy są po prostu trochę za mało treściwe. Skóra szybko je pije, nawilżenie mogłoby być mocniejsze. Jeśli jednak takie lekkie nawilżenie i szybko wchłaniająca się formuła są dla Was w porządku to nie odradzam. Nie polecałabym jednak dla mocniej przesuszonej skóry. Na plus konsystencja i zapach <3.

   Dla mnie takim prawdziwnym bestsellerem Oriflame są bez wątpienia ich masełka-jajeczka Tender Care. Nie wiem ile już wersji zapachowych przetestowałam, na pewno miałam różę, cynamon, jagody, porzeczkę i miód. Teraz przyszła kolej na wersję klasyczną, bezzapachową. Zdecydowanie polecam Wam te balsamiki, mogą mieć uniwersalne, różnorodne zastosowanie, ale ja najbardziej lubię je do stosowania na usta. Świetnie je regenerują i mają taką nietypową, jakby woskową formułę, z którą nie spotkałam się wśród innych balsamów.


     Z Oriflame nie jeden raz zamawiałam mydełka (i maseczki!). W katalogach często pojawiają się limitowane edycje mydeł w ciekawych kształtach i zapachach. Są przy tym bardzo tanie i ładnie pachną. Ogółem cała marka kojarzy mi się z bardzo fajnymi zapachami - większość kosmetyków Ori zapachem trafia w mój gust! Na zdjęciu jedno z mydeł, różane Radiant Rose. Pachnie świeżą różą.



   Na marginesie powiem Wam jeszcze, że zanim w moje ręce wpadła woda Love Potion, miałam już wcześniej jej inny wariant: Love Potion Secrets. To już mniej charakterystyczny zapach, taki słodko-pudrowy z nutą białej czekolady, ale jest w nim coś takiego, że bardzo chętnie po niego sięgam. Żałuję jedynie, że nie jest bardziej trwały.

   Jeśli macie w planach jakieś zakupy z Oriflame to poprzez http://orioffice.pl/ macie 20% taniej. Ciekawa jestem czy macie swoje typy z tej marki?


poniedziałek, 21 października 2019

Perfumy o zapachu mydła DOVE 🕊️

   Od zawsze uwielbiałam zapach klasycznego mydła Dove i pewnego dnia zamarzyły mi się perfumy o podobnym zapachu. Zapachu kojarzącym się z czystością, taką skórą zaraz po wzięciu kąpieli. To musiał być zapach kremowy, mydlany, ale delikatny, w typie drogiego balsamu do ciała, ale takiego bez konkretnej nuty zapachowej. Zapach klasycznego Dove to była dla mnie kwintesencja tego czego szukałam! Przeszukiwałam internet i niestety trafiałam raczej na zapachy piżmowo-mydlane, które swoją drogą również uwielbiam, ale nigdy nie odwzorowujące mojego ulubionego Dove... aż kiedyś, już całkiem spory kawałek czasu temu przypadkiem blogowa znajoma wspomniała o odpowiednikach perfum, w których to ofercie pod numerem 561 za całe 12 złotych kryje się kompozycja pod nazwą "Dove".

   Od razu zaznaczam, że nie jest to wpis w żaden sposób sponsorowany, ani przez Dove ani przez samą markę perfum - po prostu szukałam i znalazłam mój perfumowy ideał w stylu Dove :)! Wiem, że wiele osób szuka podobnych kompozycji, więc warto będzie wspomnieć o tym znalezisku. Stroną z odpowiednikami, o której mowa jest: francuskieperfumy.pl, a perfumy Dove znajdziecie dokładnie tutaj.


   Jakie są perfumy Dove? Moim zdaniem świetnie oddające zapach klasycznej kostki Dove, ale oczywiście trochę się różnią. Nie mają aż tak mydlanego zapachu, to trochę taki zapach jakby ktoś wyciągnął samą kompozycję zapachową z mydełka i wersji skoncentrowanej przeniósł do buteleczki. To zapach czystości, kremowy, piżmowy, ale nie przywodzi na myśl mydlin a la szare mydło. W moim odczuciu perfumy pachną również bardziej kwiatowo od mydełka, wyczuwam w nich różę, ale klimat i pierwsze skojarzenie to bez wątpienia Dove. Zapach jest lekki i zdecydowanie codzienny, totalnie neutralny więc pasuje na każdą okazję z wyjątkiem wieczorowych okazji, bo to nie ta kategoria. I co ciekawe jest naprawdę intensywny i trwały co rzadko się zdarza przy takich "czystościowych" kompozycjach.


   Na minus fakt, że to jednostajna kompozycja, więc potrafi zmęczyć. Uważałabym również z ilością, bo przez intensywność można przesadzić i mi również to się kiedyś przytrafiło - rozbolała mnie wtedy od nich głowa, chociaż bardzo je lubię. Jest też w tym zapachu pewna syntetyczność, ale tutaj się nie czepiam bo Dove też tak właśnie pachnie. Uprzedzam jedynie, bo mydło ma z naszym nosem kontakt przez max kilka minut, a perfumy będą nam towarzyszyły przez większość dnia. Ryzyko jest jednak minimalne - koszt 30ml to 12zł, więc można w ciemno brać, nawet jak się nie spodobają strata nie będzie duża ;).


   Jeśli także szukacie Dove w perfumach to bardzo Wam polecam sprawdzić właśnie ten zapach (przypominam: numer 561). Oczywiście odpowiedniki znanych zapachów to kontrowersyjna kwestia, zawsze w cenie jest oryginalność, ale sprawdziłam z ciekawości kilka innych zapachów z tej firmy i okazały się fajne, chociaż początkowo byłam sceptycznie nastawiona.

   Dajcie znać jeśli udało Wam się kiedyś odnaleźć wśród perfum jakiś inny zapach przypominający słynne mydełko :). Może to nie jedyny wyjątek!