poniedziałek, 12 listopada 2018

ORLY jesienna kolekcja hybrydowa GelFX THE NEW NEUTRAL

   Jesienna kolekcja lakierów hybrydowych GelFX The New Neutral od Orly to sześć nowych odcieni, typowo jesiennych :). Ja w tym roku jakoś powoli przerzucam się na takie bardziej zgaszone kolory, aktualnie na paznokciach mam jeszcze klasyczną czerwień i dopiero teraz nabrałam ochoty na coś typowo jesiennego, bardziej przybrudzonego. W The New Neutral znajdziemy wyłącznie takie przygaszone odcienie, nude, bardzo modną ostatnio oliwkową zieleń, taupe, ceglastą czerwień.

   O lakierach hybrydowych Orly pisałam na blogu już nie jeden raz, a moje zdanie o nich jest nadal takie samo. To bardzo dobre hybrydy o odpowiedniej konsystencji (należą raczej do rzadszych niż gęstszych). Bez problemu się odmaczają w acetonie i nie sprawiają żadnych problemów - również rzadko zdarza im się "marszczyć" podczas utwardzania. Z trwałością jest również wszystko jak być powinno. Dla mnie dodatkowym plusem lakierów Orly jest fakt, że mają formułę 12 free (bez formaldehydu, DBP, toluenu itp.) dzięki czemu mają mniejszą skłonność do powodowania uczuleń.



SNUGGLE UP | Nudziak, przybrudzony, z domieszką różu. Bardzo uniwersalny i bezpieczny odcień.

MAUVELOUS | Brudny, herbaciany róż. Znacznie ciemniejszy od poprzednika.

SEIZE THE CLAY | Ciekawy odcień ceglastej, również lekko zgaszonej, ciepłej czerwieni.

CASHMERE CRISIS | Taupe, szaro-brązowy, bardzo fajny kolor.

FALL INTO ME | Jedyny metalik w kolekcji, w odcieniu chłodnego brązu. Sam w sobie może nie porywa, ale ładnie komponuje się z Cashmere Crisis.

OLIVE YOU KELLY | Hit tej jesieni czyli oliwka. Nietypowy, ale piękny odcień - zestawiałam go już ze złotymi płateczkami (w macie) i wyglądał super.



   The New Neutral to ładna, choć bezpieczna kolekcja kolorów. Moje typy to przede wszystkim oliwkowy Olive You Kelly, ale bardzo podoba mi się również Cashmere Crisis. Z kolei Seize the Clay świetnie wyglądał na dłoniach mojej mamy i fajnie jej się nosił, mimo że nie przepada za klasyczną czerwienią, więc może być dobrą alternatywą dla osób, które nadal nie przekonały się do czerwonych lakierów. Z tego co widziałam kolekcja zimowa będzie już bardziej szalona i błyszcząca :)!


czwartek, 1 listopada 2018

Perfumy: VERSACE Dylan Blue

   Dylan Blue od Versace to moim zdaniem idealny przykład na to jak flakon i cała otoczka reklamowa perfum, zupełnie nie idzie w parze z samym zapachem. Oczywiście to tylko moje subiektywne zdanie, z którym nie musicie się zgodzić, ale muszę przyznać że patrząc na buteleczkę Dylan Blue zupełnie nie spodziewałam się tego co poczułam. Flakon to trochę kicz i przepych, ale mimo to wygląda naprawdę ładnie - granat, sporo złota, bardzo ozdobny ale przyjemny w odbiorze. Obstawiałam, że Dylan Blue będzie może trochę cięższym zapachem, bardziej wieczorowym, a jak się okazało to typowo letnie, wręcz wakacyjne perfumy, kwiatowo-owocowe, trochę w typie limitowanek Escady. Szczerze mówiąc nigdy nie szukałabym takich słodkich owocków w złoto-granatowej butelce, raczej rozglądałabym się za przezroczystymi, jasnymi czy kolorowymi flakonami. Nie mówię, że to źle czy dobrze... po prostu mnie zaskoczyły :).

   Temat perfum nie przewijał się nigdy na blogu zbyt często, ale muszę przyznać że to druga ulubiona kategoria "beauty" zaraz po kolorówce. Nie jestem w tym temacie jakimś specem, co zawsze podkreślam, ale non stop sprawdzam jakieś nowe dla mnie zapachy w perfumeriach i testuję różne próbki. Ostatnio odkryłam kilka fajnych zapachów, więc jeśli tylko znajdę czas to o nich napiszę, ale dziś pod lupą: Dylan Blue.


   Jeśli znacie limitowane edycje Escady na lato to będą one dobrym punktem odniesienia. Dylan Blue to właśnie coś w tym typie, choć w moim odczuciu jest trochę mniej typowo owocowy niż to ma miejsce u Escady. Więcej w tym zapachu kwiatów i trochę piżma, mydlanych nut, ale generalnie to taki słodki, owocowy zapach, który ja najchętniej nosiłabym właśnie latem. Wśród poszczególnych nut znajdziemy zielone jabłko, koniczynę, czarną porzeczkę, ale też jaśmin, różę, brzoskwinię, owoc dzikiej róży, niezapominajki i nuty piżma w podstawie. Dla mnie Dylan Blue pachną jak miks owoców i kwiatów, nie mam raczej wrażenia poszczególnych wybijających się nut. I choć znajdą się tacy którzy używają ich cały rok (jak moja mama), to ja wybrałabym je właśnie na lato.




   Warto dodać, że nie jest to zapach trudny, skomplikowany, skłaniający to tworzenia wielkich wywodów na jego temat. To raczej łatwe owocki, co nie znaczy że złe - ja takie całkiem banalne zapachy również lubię i uważam, że do wakacyjnych klimatów nadają się idealnie, choć Dylan Blue to taki zapach który raczej nie będzie raził o żadnej porze roku. Gdybym miała przyporządkować je dla jakiejś grupy wiekowej to pewnie strzeliłabym, że będzie podobał się głównie bardzo młodym osobom, ale to jednak trochę takie stereotypowe przydzielanie. Przykładem jest właśnie moja mama, której ten zapach od razu się spodobał - lubi zapachy mocno owocowe, z dodatkiem egzotycznych owoców, w typie Escady, szczególnie takie które pachną mango, marakują czy melonem. Dylan Blue nie są aż takim egzotycznym sorbetem, ale będą pewnie pasować osobom, które preferują podobne klimaty. Trwałość nie jest powalająca, dlatego oczywiście warto najpierw sprawdzić próbkę! Perfumy zamawiałam jak zawsze na iperfumy.pl (Dylan Blue Pour Femme)- jak zwykle polecam, bo tanio i dobrze.



czwartek, 25 października 2018

REVOLUTION PRO: Paleta Regeneration Unleashed

   Kilka dni temu (19 października) w Rossmannach swoją premierę miało Revolution Pro - siostrzana marka Makeup Revolution. Właśnie jestem na etapie testów różnych nowości od Revolution Pro i w oko wpadła mi już jedna z palet: Regeneration Unleashed. Nowe paletki wyglądają nieco inaczej niż pozostałe palety z Revolution, ale moim zdaniem na plus (za to samo wykonanie paletki już bardzo przypomina inne palety marki). Regeneration Unleashed to piękny zestaw brązów, fioletów, złota, przybrudzonych róży i miedzi. Kolory zdecydowanie moje, takie w sam raz na co dzień i nie tylko, a przy tym mniej zachowawcze od typowych brązowo-beżowych zestawów :).

   Revolution Pro dostaniecie w wybranych Rossmannach (z tego co widzę z reguły są to większe drogerie) i oczywiście na różnych drogeriach internetowych (np. Cocolita). Ceny za paletki wypadają bardzo podobnie do innych palet marki, koszt palety z dzisiejszego wpisu to ok 39zł.


   Pewnie wiele z Was zastanawia się czy Revolution Pro będzie oznaczało również inną, może lepszą jakość. Testując różne kosmetyki z paczki pr-owej oczywiście niektóre przypadły mi do gustu bardziej, a inne mniej i choć ogólnie mam wrażenie, że Revolution stopniowo coraz bardziej ulepsza swoje produkty, to generalnie w przypadku Revolution Pro jakość wypada raczej podobnie do innych kosmetyków MUR. Jak wiecie ja bardzo lubię ich cienie i są dla mnie wystarczające, a na bazie wyglądają naprawdę ładnie. Jednak jeśli szukacie takiej naprawdę turbo mocnej pigmentacji to z reguły trzeba wydać przynajmniej dwa-trzy razy więcej na paletę. Revolution ma za to bardzo dobry stosunek ceny do jakości!

   Regeneration Unleashed również wypada porównywalnie do innych palet marki (np. czekoladowych palet). Cienie mają fajną formułę, pigmentacja jest całkiem dobra, a maty nie są przesadnie suche czy kredowe. Zestaw kolorów również bardzo na plus choć osobiście dorzuciłabym tu jeszcze jasny, beżowy mat, który najchętniej widziałabym w każdej palecie ;).



   Regeneration Unleashed wydaje się idealna na jesień. Cienie są dobrej jakości, ale nie na tyle mocne żeby zrobić sobie nimi krzywdę, więc u mnie sprawdzała się dobrze do szybkich dziennych makijaży. Ciekawa jestem czy wpadło Wam coś w oko z Revolution Pro i czy skusiłyście się na jakieś nowości :).


piątek, 19 października 2018

SHINYBOX Coś pięknego!

   Tradycyjnie zajrzymy również do wnętrza ShinyBoxa, który i tym razem przygotował bogatą zawartość pudełka - zdecydowanie jest co testować. Produktów w tym boxie było naprawdę sporo, a dodatkowo pojawiły się różne warianty pudełka, więc można było natrafić na mniej lub bardziej trafione kosmetyki. Ja jestem ze swojej wersji zadowolona, ale przeglądając zawartość innych pudełek od razu rzuciły mi się w oczy takie marki jak Kueshi, którą bardzo lubię albo Boho Beauty (mają świetne gąbki), do których akurat nie miałam szczęścia ;).


AUSSIE Szampon + odżywka | W pudełku mogliśmy znaleźć dwie miniatury produktów do włosów od Aussie. Ja tę markę bardzo lubię, nie tylko za ładne zapachy (zawsze pachną mi gumą balonową), ale też za dobre działanie do codziennego użytku. Miniatury z beauty boxów zawsze zabieram na wyjazdy albo na basen.

COUGAR Olejek do twarzy | Ciekawym kosmetykiem w tej edycji jest na pewno olejek do twarzy z brazylijską papają i kwasem hialuronowym. Lubię wszelkiego rodzaju olejki, więc i ten chetnie sprawdzę zwłaszcza, że takiego z papają jeszcze nigdy nie stosowałam.

SAPE Maska do twarzy | Najfajniejsza z całego pudełka jest chyba maseczka oczyszczająca od Sape. To taki najciekawszy produkt, z fajnej i nieoklepanej marki. W tym przypadku akurat cieszę się, że trafiłam na maseczkę, a nie na jakiś inny kosmetyk :).

STR8 Żel pod prysznic | Shiny pomyślał również o czymś dla mężczyzn. Jest to dodatek, który pojawił się w pudełkach u części subskrybentek spełniających określone zasady. Nie lubię niektórych zapachów od STR8, ale ten żel pachnie całkiem całkiem, podoba mi się.

HIALU PURE Serum z kwasem hialuronowym | Serum zawsze na plus (zdecydowanie wolę testować nowe serum niż kolejny krem!). Serum z kwasem hialuronowym miałam nie raz i nie dwa, ale z tej marki jeszcze nie miałam okazji - aczkolwiek zazwyczaj specjalnie się między sobą nie różnią. Dla mnie to totalnie uniwersalny kosmetyk, do mieszania z kremami, olejkami czy pod krem.

BIOTANIQUE Naturalny krem odżywczy | Pełnowymiarowym produktem w tej edycji jest krem odżywczy Biotanique, który znalazł się w każdym wariancie Shinyboxa. Osobiście nie lubię kiedy w pudełkach pojawiają się kremy, nie za bardzo lubię w tej kategorii testować kolejne nowości i nie używam codziennie kremów (moja pielęgnacja to raczej lekkie serum, lotion, albo olejki), ale domyślam się, że pewnie inni testują kremy chętnie. O tym kremie słyszałam co nieco dobrego, więc kto wie, może się skuszę.

BEAUTE MARRAKECH Dezodorant ałunowy w sprayu | Całkiem fajnym pomysłem na kosmetyk do boxa jest ten naturalny dezodorant ałunowy - kto lubi takie dezodoranty to się ucieszy, a kto nie miał ten może spróbować. Mnie ucieszył, bo ałun miałam okazję stosować jedynie w czystej postaci zwilżanego kamienia. Taki ałunowy dezodorant w sprayu kupowałam jedynie mamie, która była zadowolona, ale ja jakoś nigdy nie wypróbowałam tego typu dezodorantu, więc będzie wreszcie okazja.



czwartek, 18 października 2018

🞘 beGlossy Filozofia Piękna 🞘

   Hej! Przed nami kolejny beGlossy: Filozofia Piękna. Możecie zauważyć, że tym razem również samo pudełko zmieniło wygląd nawiązując do zawartości. BeGlossy w tym miesiącu proponuje zestaw skupiony na pielęgnacji skóry po minionym lecie, ale kolorówka również się znalazła :). Mamy również coś z nowości rynkowych, które zawsze cieszą mnie w pudełkach, bo można wypróbować je zanim skuszą nas ze sklepowej półki.


BIODERMA Sebium Gel Moussant | Delikatny żel myjący do cery tłustej i mieszanej od Biodermy to w moim odczuciu bardzo praktyczny kosmetyk z tego boxa. Nie wiem jak to wygląda u Was, ale ja żele/pianki myjące do twarzy zużywam dość szybko, więc nie ma opcji żeby się u mnie zmarnowały. Biodermę lubię, tego jeszcze nie miałam, ale już zdążyłam go wstępnie wypróbować (pierwsze wrażenie na plus).

GOLDEN ROSE Matte Crayon Lipstick | Jest wspomniana kolorówka - matowa kredka do ust od Golden Rose! Te kredki są bardzo fajne, aksamitne i komfortowe w noszeniu (zresztą pewnie dobrze je znacie). Troszkę może szkoda, że nie jest to jakiś nowszy kosmetyk, ale nie będę narzekać, bo to fajne kredki - kwestia tylko utrafić z kolorem. U mnie to czerwień, a jak wiecie to jeden z moich ukochanych odcieni na ustach!

CLOCHEE Maseczka | W Glossy pojawiły się także maseczki z Clochee, w dwóch różnych wariantach. Maseczki zawsze mile widziane.

NATURE BOX Szampon z olejem awokado | I mamy naszą nowość rynkową: miniaturę szamponu Nature Box. Marka atakowała mnie z każdej strony, więc będę miała okazję się przekonać czy warto dać się skusić. U mnie większość szamponów działa podobnie (tzn. myje :D), więc szampony same w sobie nie są dla mnie specjalnie porywającą kategorią kosmetyków, ale te z Nature Box mają być pozbawione wszystkich niemile widzianych substancji (silikonów, parabenów itp.), więc dobrze będzie je sprawdzić.

BIAŁY JELEŃ Koncentrat pod oczy | To największe pudełko, które widzicie na zdjęciu to koncentrat pod oczy od marki Biały Jeleń. Miałam chyba kiedyś ten produkt w postaci małych próbek-saszetek. Ciekawa jestem czy Biały Jeleń ma fajne produkty do pielęgnacji, bo znam głównie żele pod prysznic i oczywiście największy klasyk - mydło.

BIOOLEO Olej awokado + green tea | Ostatnim produktem w boxie jest olej Biooleo, który nie wywołał może u mnie szybszego bicia serca, ale oleje zawsze są przeze mnie mile widziane (w końcu uniwersalne). Tu mamy wersję oleju awokado z zieloną herbatą o całkiem przyjemnym zapachu.



   Dajcie znać czy coś z tej edycji wpadło Wam w oko. Ja najbardziej cieszę się z matowej kredki Golden Rose (czerwonej jeszcze nie miałam z tej serii) i szamponu Nature Box - chociaż to tylko miniaturka, ale chciałam go wypróbować ;).


czwartek, 4 października 2018

PRZEGLĄD NOWOŚCI KOSMETYCZNYCH | JESIEŃ 2018

   Wraz z nadejściem sezonu jesienno-zimowego pojawia się sporo ciekawych nowości kosmetycznych, a konkretniej kolorówkowych. To zawsze tych zapowiedzi wyczekuję najbardziej, bo co prawda na wiosnę i lato marki też wprowadzają wiele limitowanych kolekcji, ale w mój gust zazwyczaj bardziej trafiają jesienne odcienie cieni czy pomadek. Sezon jesienno-zimowy to przecież także już świąteczne kolekcje, które są przygotowywane z największym rozmachem i w najpiękniejszych opakowaniach! To zawsze jakieś pocieszenie na rozpoczynającą się szaro-burą porę roku ;). Dziś lecimy z przeglądem tych najciekawszych, moim zdaniem nowości.


URBAN DECAY | UD wchodzi z nową wersją palety Naked - tym razem to Naked Cherry, która moim zdaniem świetnie wstrzela się w aktualne trendy... i niestety również dla mnie wydaje się bardzo kusząca. Kolorystyka ciepła, ale przybrudzona, dla mnie bardzo uniwersalna, bo uwielbiam taką tonację. Chociaż jak się przyjrzeć na same odcienie to paleta wydaje się mimo wszystko wtórna, choć nadrabia kampanią reklamową. Póki co jeszcze nie ma jej w sprzedaży, ale powinna być dostępna w polskich Sephorach.


HUDA BEAUTY | Myślę, że jedną z największych makijażowych premier tego sezonu będzie z pewnością nowa paleta Hudy, a trzeba przyznać, że o marce jest bardzo głośno, więc i o nowej palecie będzie huczało. Tym razem to nieco większa paleta w bardziej stonowanej kolorystyce, stąd nazwa - Nude. Przyznam szczerze, że na pierwszy rzut oka bardzo mi się podoba, ale z paletami tej marki mam problem, bo choć mają przepiękne zestawienia kolorów to są mam wrażenie, że jakość nie idzie w parze z ceną. Może się mylę, ale zawsze takie wrażenie miałam po testach w Sephorze (może na oku dają radę?).


HUDA BEAUTY | Z kolei te kompaktowe paletki cieszą się lepszymi opiniami, nie spotkałam się z narzekaniem na suche maty jak w przypadku większych palet, więc póki co bardziej skłaniam się ku tej wersji (są też w dużo niższej cenie ok. 129zł). Nowa seria inspirowana kamieniami szlachetnymi totalnie mnie zachwyciła, a szczególnie wariant czerwony i fioletowy. Nie mogę się zdecydować który bardziej! Czekam aż pojawią się w Sephorze :).


JEFFREE STAR | Jako fanka Jeffree Stara zawsze śledzę nowości, które wprowadza do swojej marki <3. Jakiś czas temu do sprzedaży weszły płynne rozświetlacze, które akurat specjalnie mnie nie kusiły, ale nowe rozświetlacze prasowane zapowiadają się genialnie! Wyglądają na świetne duochromy, ale nie takie po prostu opalizujące jakich teraz jest pełno - wydaje mi się, że te będą miały jednak bazę w jednym kolorze, a połysk w drugim. To z pewnością coś zupełnie innego w kategorii rozświetlaczy. Ponadto będą również konturówki, ale te raczej mnie nie skuszą.


MIYO | Tej palety chyba nie trzeba nikomu przedstawiać: Miyo x Beautyvtricks rozeszła się jak świeże bułeczki. Nic w tym dziwnego, bo paletka ma piękne kolory, pigmentacja też powinna być fajna (Miyo zawsze miało rewelacyjnie napigmentowane cienie), a do tego cena bardzo przystępna (około 60zł). Sama skusiłam się na tę paletkę, czekam aktualnie na przesyłkę ^ ^.


WIBO | Nowości Wibo bywają z roku na rok coraz bardziej kontrowersyjne... marka coraz mocniej "inspiruje" się innymi markami. Mało komu się to podoba i ja sama zawsze jestem za oryginalnością, bo nie cierpię kopiowania, ale mam wrażenie, że ta strategia po prostu im się sprawdza (w końcu wiele osób będzie chciało wypróbować odpowiednik Anastasii, Nabli, Tarte czy czego tam jeszcze). W tym sezonie Wibo bardzo mocno nawiązało do palety Nabli, moim osobistym zdaniem tym razem to już przegięcie, a nie produkt w podobnym stylu i na te paletę się nie zdecyduję, bo po prostu nie przepadam za cieniami Wibo. Poza cieniami pojawią się dwa warianty pudrów: prasowany oraz sypki (w stylu Givenchy) i tu przyznam szczerze, że sypki chyba kupię. Ma być to mix pudrów w różnych odcieniach wyrównujących koloryt cery. Pojawią się jeszcze metaliczno-matowe pomadki, ale jeśli będą równie kiepskiej jakości jak te które marka miała ostatnio to raczej nie będzie warto.



LOVELY | Siostrzana marka Wibo poszła w cukierkowo-cyrkowe klimaty. Lovely szykuje nową kolekcję, która jakoś strasznie mnie nie pociąga, ale kilka propozycji jest całkiem ciekawych. Będzie na pewno paletka cieni (zupełnie mnie nie kusi), brokatowa maseczka, kilka wariantów rozświetlaczy (póki co te też mnie nie kuszą, ale warto pamiętać, że zarówno Wibo jak i Lovely ma bardzo przyzwoite rozświetlacze) i bibułki matujące. Najciekawszy wydaje mi się jednak Magic Frog - zielony produkt utleniający się, który można zastosować na usta i policzki. Utleniające pomadki już były, ale róże... coś innego!

L'OREAL | Les Chocolats to seria płynnych pomadek z linii Infallible. Pomadki ponoć pachną czekoladą i większość odcieni jest również czekoladowych ;). Les Chocolats są dostępne w Rossmannach, ale w moim akurat ich nie mają i nie miałam jeszcze okazji zobaczyć ich z bliska. Z tego co widziałam do Polski trafiła niestety bardzo okrojona gama kolorystyczna. L'Oreal ma również nową paletkę cieni - Berry Much Love.


NYX | Nyx to marka, którą bardzo lubię, również za fakt, że zawsze nadąża za aktualnymi trendami w makijażu. Nowa kolekcja akurat ani mnie ziębi ani grzeje - nie czuję się skuszona ani pomadkami ani paletkami. Oczywiście gdybym obejrzała je na żywo być może zmieniłabym zdanie, ale póki co porządnego salonu Nyxa w Krakowie wciąż brak (Nyx...błagam Was!). Już bardziej podobają mi się opalizujące, duochromowe błyszczyki Midnight Chaos (na pierwszym zdjęciu w tym wpisie).



COLOURPOP | Z marką ColourPop jakoś nigdy nie było mi po drodze, ale w końcu na pewno to zmienię. Jednak na pewno nie z ich nową paletą Ooh La La, bo choć paletka bardzo słodka i cukierkowa to jakoś nie do końca mnie przekonuje (może aż zbyt różowa?). Jeśli są tu fanki różowych cieni to myślę, że powinna im się podobać. Marka dostępna oczywiście online.

KAT VON D | Paleta róży i rozświetlaczy Fetish od Kat von D wygląda bardzo świeżo i wiosennie. Całkiem ładne kolory i jeśli paleta do nas trafi to na pewno solidnie ją obmacam. Mam jednak spore wątpliwości czy będzie okazja, bo wiele z nowości czy limitowanych kolekcji niestety nie trafia do Polski, a szkoda. Póki co jestem wierna pomadkom od Kat!


MAKEUP REVOLUTION | W tym zestawieniu nie mogłoby zabraknąć marki, która jak żadna inna pędzi z nowościami! Mowa oczywiście o Revolution, które niebawem wchodzi do Rossmannów z ich podserią Revolution Pro (o której też wkrótce powiem Wam coś więcej ^ ^). Poza tym jest mnóstwo innych nowości, z których wybrałam tylko kilka, bo marka ma tak wiele nowych produktów, że nie sposób pokazać wszystkich. Mnie zaciekawiły jak zwykle nowe wersje serduszek - na stronie głównej można kupić zestaw Heart Heaven z takimi wariantami jak Gingerbread Heart, Candy Cane Heart czy Marzipan Heart. Brzmi mega kusząco, ale nie widziałam tych wariantów poza zestawem. Pojawiły się także wypiekane rozświetlacze "diamenty" i serduszko Dark Angel. Cała masa nowych pędzli, nowe podkłady i czekoladowe palety (np. Macaroons Palette).



FENTY BEAUTY | Nie sposób pominąć Fenty Beauty by Rihanna, tym bardziej że marka miała niedawno premierę w Polsce. Powiem Wam szczerze, że to jedna z tych marek, do których kompletnie mnie nie ciągnie, sama nie wiem dlaczego. Zdarza mi się, że po czasie coś mi się odmienia, ale na chwilę obecną z Fenty nie mam nic i nie planuję zakupów. Zapowiedź nowej palety również nie zrobiła na mnie wrażenia, kolory jakieś nie moje a sama reklama mnie nie zachęciła.
INGLOT | Nasz rodzimy Inglot niedawno wkroczył z pastelową kolekcją Call Me Ballerina. Mam wrażenie, że niektóre kolekcje Inglota są świetnie przemyślane i fajnie się wstrzelają w aktualny moment, a inne... zupełnie nie ;). Osobiście z "baleriną" próbowałabym raczej na wiosnę niż na jesień, ale może tylko ja mam takie wrażenie niedopasowania. Z tej serii nic mnie nie kusi: pomadki nie powaliły mnie ani jakością ani kolorami, olejki czy konturówki do ust nie wywołały u mnie szybszego bicia serca ;). Dużo fajniejszą, ciekawszą kolekcją była oczywiście ta we współpracy z J.Lo!



TOO FACED | Coś totalnie uroczego zawsze znajdziemy w Too Faced. Gingerbread to ich nowa propozycja, paleta cieni pełna jesiennych kolorów - złota, brązu, fioletów. Ładny zestaw, podoba mi się, ale jeszcze bardziej przemawia do mnie już nie taka najnowsza Chocolate Gold, którą ciągle mam na wishliście.

LANCOME | Pamiętacie słynny rozświetlacz z różą od Lancome? Tym razem marka zaproponowała inny wariant tego cuda w bardziej beżowo-złotym odcieniu. Nadal nie wiem co o tym sądzić, bo nigdy nie miałam go w rękach. Na zdjęciach wygląda naprawdę cudnie, ale czy to czasem nie jest zwykła sztuczna róża oprószona rozświetlaczem ;). Kiedyś myślałam, że cała wykonana jest z pudru, ale szybko okazało się, że to tylko materiałowy kwiat z cienką warstwą proszku (za kupę kasy!).


ANASTASIA BEVERLY HILLS | Na koniec zostawiła kolejną wielką premierę - ABH pojawi się wreszcie stacjonarnie w Polsce! Szafy z Anastasią już widziałam w Sephorach, nie mogę się doczekać aby na żywo posprawdzać wszystkie palety :). Póki co dostępne były jedynie mini zestawy matowych pomadek (ale niestety tylko w jednym wariancie kolorystycznym). Najnowszą paletą od ABH jest Sultry, przydymiona, bardziej jesienna kompozycja. Podoba mi się, ale bardziej urzeka mnie fioletowa Norvina :).


Dajcie znać co kusi Was z tych nowości <3