czwartek, 23 października 2014

Golden Rose Matte Satin 01 | nowe lakiery GR

Golden Rose to jedna z moich ulubionych lakierowych marek, mają dobre jakościowo lakiery w przystępnych cenach i ciągle wprowadzają do oferty coś nowego. Ostatnio pojawiło się sporo nowych, jesiennych odcieni, część z nich dziś Wam pokażę :).

Kilka weszło do serii Matte Satin – jasne, cieliste odcienie. Golden Rose ma, zdaje się trzy odmiany matów: matte, matte velvet i matte satin. To jedne z moich ulubionych lakierów. Zawsze wychodziłam z założenia, że lepiej po prostu dokupić matujący top coat, ale te mają jednak ładniejsze wykończenie niż zwykły zmatowiony lakier. Dziś swatche świetnego, cielistego 01 z matte satin. To chyba mój najładniejszy nudziak :)! Ma trafiony odcień, który dobrze komponuje się z moim odcieniem skóry – lekko przygaszony beż, bez różowych tonów. Wykończenie jest faktycznie satynowe, coś pomiędzy połyskiem a matem. Lakier ma mikro shimmer, bardzo fajnie wygląda też z klasycznym, błyszczącym top coatem. W mój gust trafił w 100%, jest świetny!

DSCN2852

DSCN2855

DSCN2857

Pozostałe nowe kolory, które mam, będę oczywiście pokazywać z czasem, ale dziś w skrócie szybki podgląd na próbniku : ).

s1

01 matte satin - to lakier z dzisiejszych zdjęć. Na próbniku wyszedł zdecydowanie mniej korzystnie ; ).

s2

05 matte satin – kolejny śliczny odcień z satynowej serii. Lubię takie jasne róże i sądzę, że w tym wykończeniu może dawać bardzo fajny efekt.

s3

97 Color Expert – jasna, żywa, “strażacka” czerwień. Kremowe wykończenie.

s4

77 Color Expert – klasyczna czerwień.

s5

93 Color Expert – stare, oliwkowe złoto o frostowym wykończeniu. Zdecydowanie mój gust!

s6

85 Color Expert – zgaszony błękit z różowym shimmerem, którego akurat nie za bardzo widać na zdjęciu.

s7

94 Color Expert – ciemna, szmaragdowa zieleń o kremowym wykończeniu.

s8

86 Color Expert – bardzo ciemny, atramentowy granat.

s9

84 Color Expert – to wbrew pozorom nie jest czerń, a bardzooo ciemna śliwka.

s10

Który z nowych odcieni wpadł Wam w oko : ) ?

środa, 22 października 2014

Koktajle pod prysznic Luksja + trochę nowości

Na dziś sporo nowości – dwie nowe linie żeli Luksja, które wypróbowałam i chwalenie się nowościami z ostatnich tygodni (a może miesięcy?). Niektóre dopiero co wpadły mi w ręce, ale jest też kilka kosmetyków, które zdążyłam już mniej więcej poznać i spodobały mi się, więc może też wypatrzycie coś dla siebie.

DSCN2849

Najpierw trochę o żelach pod prysznic Luksja, które marka podesłała mi do wypróbowania już jakiś czas temu. Dzielą się na dwie linie: pielęgnacyjne koktajle LUSH i owocowe Revive. Przyznam szczerze, że w pierwszym wrażeniu poczułam się rozczarowana. Duże butle (500ml) z zachęcającymi owocami na opakowaniach sugerowały świetne zapachy, a powąchane prosto z butelki nie zrobiły na mnie wrażenia. Okazało się jednak, że zapachy żeli zdecydowanie zyskują w kontakcie z wodą. Są dużo ładniejsze  po rozpienieniu żeli, a to dość dziwne, bo zazwyczaj bywa na odwrót. Po pierwszym użyciu zmieniłam zdanie i szybko polubiłam, choć nie są wcale nadzwyczajne ;).

DSCN2832

zele

  • Red Opuntia (Lush) – to mój ulubiony wariant. Bardzo lubię zieloną herbatę z opuncją, a zapach tego żelu od razu mi ją przypomina. Nie wiem jak opisać ten zapach, bo jest bardzo charakterystyczny.. najlepiej byłoby go powąchać. Ten żel schodzi mi zdecydowanie najszybciej.
  • Pomegranate & Maracuya (Revive) – orzeźwiający, soczysty, owocowy zapach. Bardzo, bardzoo fajny, ja uwielbiam marakuję, więc było pewne, że przypadnie mi do gustu. Polecam jeśli lubicie świeże, owocowe zapachy.
  • Pomelo & Kiwi (Revive) – przyjemny, bardzo owocowy, ale o dziwo nie typowo “kwaśny” zapach. Podobnie jak Pomegranate & Maracuya, mocno orzeźwiający.
  • Dragon Fruit (Lush) – tę wersję lubię najmniej. Nie pachnie brzydko, ale w moim odczuciu trochę sztucznie i kojarzy mi się z proszkiem do prania. Jeśli chcecie kupić któryś z żeli to polecałabym raczej trzy powyższe wersje, Dragon Fruit bym odpuściła.

Żele są wydajne, dobrze się pienią i nie wysuszają mojej skóry, która też nie ma skłonności do przesuszeń. Całkiem fajne, można spróbować, choć oczywiście nie wyróżniają się nie wiadomo jak na tle innych żeli.

 

W ostatnich tygodniach przybyło mi trochę nowości : ). Niektóre kosmetyki już po wstępnych testach okazały się bardzo dobre, szczególnie bronzer Kobo, który możecie zobaczyć poniżej.

DSCN2837

Kobo wprowadziło właśnie do oferty dwa bardzo ładne rozświetlacze i rewelacyjny bronzer w bardzo chłodnym odcieniu. Jest idealny do modelowania i naprawdę najchłodniejszy z moich wszystkich pudrów brązujących. Ciężko znaleźć tak ładny odcień bronzera, do tego jest jasny, więc będzie w sam raz nawet dla jasnej cery. Polecam mu się przyjrzeć, zapowiada się super : ).

DSCN2839

Nowością u mnie jest też śmieszna paletka Peggy Sage, składająca się z trzech części czego na tym zdjęciu akurat nie widać. Górna warstwa to cienie do oczu, w środkowej są róże, a w dolnej pomadki. Wszystko utrzymane w jesiennej kolorystyce. Jeszcze jej nie wypróbowałam.

DSCN2842

Dwa nowe cienie Rimmel – ciemny brąz i turkus. Brąz jest dość zgaszony, lubię ten odcień i już zdążyłam go parę razy użyć. Do jesiennych mejkapów jest w sam raz. Z kolei do turkusu jeszcze się nie dobrałam.

DSCN2844

Róż Sleek w kolorze Antique i płynną, matową pomadkę Rioja Red dostałam w prezencie – róż ma bardzo ciekawy, zgaszony odcień (nie tak ceglasty jak wyszedł na zdjęciu) a pomadka to mega czerwień, świetna. Obok nowy cień z Catrice, który niedawno sobie kupiłam. Z nowości na jesień właśnie Al Burgundy wpadł mi w oko i tylko na niego dałam się skusić. Wykorzystałam go w ostatnim, burgundowym makijażu. Warto mu się przyjrzeć jeśli lubicie takie kolory.

DSCN2845

Niedostępne w Polsce Color Tattoo Maybelline pomogła zdobyć mi blogowa znajoma : ). Jest tu świetny Metallic Pomegranate (łagodniejsza wersja burgundu), idealny na co dzień Pink Gold (różowe, łososiowe złotko) i intensywnie złoty 24K Gold. Wszystkie są świetne, zresztą wiecie, że uwielbiam Color Tattoo. Dodatkowo w paczce znalazłam płynne cienie Rimmel Scandaleyes, bardzo lubię taką formułę cieni.

DSCN2843

A na końcu lakiery “hybrydowe” kupione przez allegro. Skusiła mnie niska cena, ale czasem nie warto oszczędzać, np. w tym przypadku. Lakiery nie mają z hybrydami nic wspólnego, okazały się totalną klapą – a dokładniej zwykłymi żelami.

wtorek, 21 października 2014

Pachnące wtorki: Midnight Oasis

To już trzeci post z cyklu makijażowo-zapachowego. Dla przypomnienia: to seria wpisów łącząca makijaże z krótkimi recenzjami wypróbowanych przeze mnie pachnących wosków Yankee Candle. Dzisiaj tematem przewodnim jest Midnight Oasis.

osa2

Makijaż oczywiście musiał być fioletowy, a że bardzo lubię ten kolor, malowanie było czystą przyjemnością :). Sięgnęłam po lekko błyszczący fiolet i podkręciłam go jeszcze połyskującym pyłkiem. W wewnętrznym kąciku dodałam trochę jasnego, koralowego odcienia, bardzo lubię ten duet kolorystyczny! Ostatecznie postawiłam na czarne rzęsy, ale najpierw zrobiłam próbę z niebieskim i różowym tuszem. Nie wyszła zbyt dobrze, więc w końcu pomalowałam je zwyczajnym tuszem, ale jak się porządnie przyjrzycie to coś różowego można na rzęsach dostrzec.

oas21

Wosk Midnight Oasis był jednym z tych zapachów, których byłam bardzo ciekawa. Lubię takie tajemnicze, cięższe nuty zapachowe, a Midnight Oasis właśnie taki się wydawał. Niestety jak dla mnie to kompletne rozczarowanie. Oczywiście odbiór zapachów do kwestia mocno indywidualna, więc bardzo prawdopodobne, że innym będzie się podobał, jednak w mój gust ani trochę nie trafił. Nuty zapachowe to cytrusy, drzewo sandałowe i morska bryza. Dla mnie to ten rodzaj ciężkich, duszących i męczących zapachów od których łatwo może rozboleć głowa. Bardzo mocno kojarzy mi się z męskimi perfumami, takimi ciężkimi i trochę starego typu. Jest w tym zapachu także mocno słona nuta.. i o ile słodko-słone, karmelowe zapachy lubię to w tym przypadku zupełnie mi nie pasuje.

oas1

DSCN2709

Mój wosk jest z Goodies, a ofertę YC przejrzycie tutaj. Z tego co czytałam jest wiele zwolenniczek Midnight Oasis, wosk zbiera dobre opinie. Ja niestety go nie polubiłam. A Wy mieliście ten wariant?

poniedziałek, 20 października 2014

Tutorial: Burgundy smokey eye

Jesienne makijaże kojarzą mi się zawsze z burgundem – bardzo lubię ten kolor, zarówno w makijażu oka jak i ust. Ostatnio pomyślałam żeby połączyć te dwie wersje w jedną całość i tym sposobem wyszedł mocny, trochę mroczny, jesienny makijaż, który mógłby stać się mocnym makijażem wieczorowym albo nawet bardzo stonowaną propozycją na halloween ;).

Burgund na oczach jest kolorem dość trudnym, bo stoi nie tak daleko czerwieni, a co za tym idzie – może dawać efekt zmęczonych oczu i podkreślać na niekorzyść cerę naczynkową. Może podbijać każde zaczerwienienie na skórze, ale od czego mamy kryjące podkłady ;)! To idealny kolor dla zielonych oczu, jak żaden inny podkręca ich barwę.

burg7

Makijaż nie jest trudny, bo nie ma w nim kreski, cieniowania kontrastowych kolorów czy innych technik wymagających precyzji. Tak naprawdę to w przewadze tylko jeden kolor na powiece.

burg1

  • Pierwszym etapem w tym makijażu było wymodelowanie załamania powieki górnej oraz dolnej neutralnym cieniem, nieco ciemniejszym niż naturalny odcień skóry.
  • Następnie na całą ruchomą powiekę nałożyłam ciemny, bordowy cień i roztarłam go w kierunku zewnętrznego kącika.
  • Potem dodałam już tylko czarną, rozmytą kreskę (używając kredki i czarnego cienia) i miedziany akcent na dolnej powiece. Na sam koniec tusz na rzęsy.

burg21

burg2

Użyte kosmetyki:

  • TWARZ: podkład Lily Lolo (Warm Peach), korektor Catrice Camouflage (Rosy Beige), puder Lily Lolo (Flawless Matte), róż Sleek (Antique)
  • BRWI: kredka Glazel (czarna), puder do brwi Golden Rose (107)
  • OCZY: cień Catrice Velvet Matt (Al Burgundy), cień Kobo (Rosy Brown) kredka Maybelline Colorama (czarna), cień Make Up Studio (421), pigment Essence (Cop&Copper), tusz Rimmel Wonder’full
  • USTA: pomadka Golden Rose Velvet Matte 23

niedziela, 19 października 2014

Szaro-srebrny french manicure na jesień

Do klasycznego frencha chyba nigdy się nie przekonam, ale za to w kolorowej wersji bardzo lubię nosić. Jest bardzo prosty i łatwy do wykonania, ale jednocześnie efektowny, moim zdaniem często dużo bardziej niż skomplikowane wzorki. Latem podoba mi się w żywych kolorach, a jesienią i zimą w ciemnych albo metalicznych.

Tym razem wybrałam połączenie srebra i szarości – moim zdaniem te kolory świetnie ze sobą współgrają! Do wykonania tego frencha użyłam lakierów hybrydowych, więc mani wytrzymał bardzo długo i nawet mi się nie nudził.

DSCN2467

DSCN2446

Użyłam lakierów hybrydowych Semilac – w tym momencie to moje ulubione hybrydy, pobiły Tiftona, który też jest w porządku, ale jednak Semilac bardziej mi pasuje. Bardzo dobrze kryją, mają dobrą formułę i nie obkurczają się jak niektóre hybrydy. Wytrzymują do dwóch tygodni – na moich paznokciach bez problemu, na problematycznej płytce albo u osób, które często np. moczą dłonie czasem trochę krócej. CO dla mnie bardzo ważne – łatwo się odmaczają, schodzą szybko i bez problemów! Ja osobiście bardzo polecam, w tym momencie dokupuję hybrydy tylko tej marki : ). Jedyny minus, który zauważyłam jest taki, że niektóre kolory lubią się marszczyć pod lampą (u mnie szary i biały). Trzeba nakładać naprawdę super cienką warstwą, żeby się nie pomarszczyły.

Do tego zdobienia użyłam kolorów Stylish Gray i Silver Dust. Szczególnie Silver Dust zasługuje na uwagę, jest bardzo kryjący i mocno metaliczny.

DSCN2786

DSCN2458

Lakiery hybrydowe Semilac można kupić na http://pazurki.com.pl/ – są po 26zł co jak na hybrydy jest niską ceną. Czy chcielibyście zobaczyć inne wzorki lakierami hybrydowymi w wersji krok po kroku?

piątek, 17 października 2014

beGLOSSY październik 2014

Już jest najnowszy beGLOSSY, w tym miesiącu pod hasłem przewodnim “Zrelaksuj się!”. Tym razem pudełko wypełnione jest tylko kosmetykami pielęgnacyjnymi. Wiecie jak lubię kolorówkę, ale nie będę narzekać, bo moim zdaniem zawartość jest udana. Kosmetyki dobrze dobrane pod aktualną porę roku, zarówno pod względem zapachów jak i działania. Poza tym nie mogłabym marudzić na podwójnie czekoladowy akcent w pudełku ; ).

DSCN2702

W tym miesiącu beGLOSSY pojawił się aż w czterech wariantach – w każdym znalazło się co najmniej pięć pełnowymiarowych kosmetyków, niezły wynik.

DSCN2700

  • AUSSIE 3 Minute Miracle Reconstructor – odżywka, którą już miałam, ale bardzo ją lubię. Niektórzy na nią narzekają, że wcale cudów nie robi.. i to prawda, ale działa dobrze, a to mi w zupełności wystarcza. Poza tym pachnie gumą balonową! /pełny produkt – 23,99zł/
  • BIOLIQ krem nawilżający pod oczy 25+ – krem idealnie dobrany dla mnie ; ). Jeśli oprócz nawilżania faktycznie będzie zmniejszał opuchliznę (bo na zmniejszenie cieni pod oczami nie liczę) to już w ogóle będzie super. /pełny produkt – 15zł/
  • ORIENTANA balsam do ciała w kostce, jaśmin i zielona herbata – w 100% naturalny balsam (skład ma po prostu świetny). Oparty głównie na wosku pszczelim, masłach o olejach. Balsam bardzo przyjemnie pachnie. /ok 30zł za 60g/
  • BINGOSPA czekoladowy krem pod prysznic – uwielbiam czekoladowe kosmetyki, więc ten żel/krem od razu wpadł mi w oko. Powąchany tak prosto z butelki pachnie trochę jak budyń czekoladowy. /pełny produkt – 12zł/
  • SANASE CHOCOLATERAPIA peeling dotleniający – połączenie 2w1 tego co lubię najbardziej, czyli peelingu (zawsze chętnie je widzę w Glossy) i czekolady (którą uwielbiam pod każdą postacią). /pełny produkt – 34zł/
  • DERMO PHARMA maska kompres 4D – maseczka w formie tkaniny nasączonej aktywnymi składnikami. Nawilżająco-dotleniająca. Maski zawsze chętnie wypróbowuję. /pełny produkt – 6,95zł/

DSCN2705

Spośród wszystkich kosmetyków z pudełka, najbardziej spodobał mi się ten balsam w kostce z Orientany. Lubię balsamy w takiej formie, zwykle mocno natłuszczają skórę, więc są idealne na chłodniejsze dni. A ten, poza świetnym i naturalnym składem, bardzo przypadł mi do gustu jak chodzi o zapach. Wyczuwam w nim na równi jaśmin i zieloną herbatę, a obydwa zapachy bardzo lubię. Ciekawa jestem jak się sprawdzi.

DSCN2704

BeGlossy tradycyjnie dorzucił też kupony – do Yasumi i BingoSpa. Ten do BingoSpa akurat całkiem się opłaca, bo z tego co wyczytałam daje 50zł zniżki przy zakupach za minimum 100zł. Znając życie pewnie jednak nie skorzystam, chyba że coś mnie akurat najdzie.

Podsumowując, uważam październikowe pudełko za udane, może nie powalające, ale trafiające w mój gust. Przede wszystkim cieszy mnie, że aż pięć kosmetyków jest pełnowymiarowych, a dwa z nich pachną czekoladą! Na plus, że jeden z nich to peeling – bardzo je lubię. Podoba mi się też dodatek w postaci naturalnego balsamu i odżywka, którą polubiłam. Właściwie nie ma w tym pudełku nic co mi się nie podoba, jedynie krem pod oczy jest mi raczej obojętny.

W każdym pudełku znalazły się: czekoladowy peeling, maska 4D i odżywka Aussie. W zależności od wariantu mógł się trafić płyn micelarny Bioliq, woda micelarna Le’Maadr lub krem pod oczy Bioliq. Ponadto jeden z dwóch kosmetyków: krem nawilżający UREA 5% Amaderm lub balsam w kostce Orientana (bardzo się cieszę, że akurat mi trafił się balsam!). I jeden z dwóch: odżywka 5w1 do skórek i paznokci Cztery Pory Roku lub czekladowy Balsam BingoSpa (tu też trafił mi się dla mnie fajniejszy wariant).