wtorek, 4 marca 2014

Podkład mineralny Lily Lolo

Przy okazji recenzji pomadek Lily Lolo wspominałam, że na kilka kosmetyków tej marki które wypróbowałam prawie wszystkie przypadły mi mocno do gustu.. z jednym wyjątkiem. Jest to podkład, mogłam się tego poniekąd spodziewać. Moja cera chyba nie lubi mineralnych podkładów, jeszcze żaden z wypróbowanych przeze mnie nie został ze mną na dłużej. Bywały lepsze i gorsze, ale nigdy nie dorównywały dobrym podkładom w płynie. Wiele dziewczyn bardzo chwali sobie mineralne podkłady, często po wypróbowaniu minerałów porzuca na dobre te drogeryjne. Sama chętnie przestawiłabym się na stałe na mineralny podkład, w końcu jest zdrowszy dla skóry. Jednak zawsze są jakieś “ale”.

Podkład Lily Lolo jest najlepszym podkładem mineralnym z jakim miałam do czynienia, ale niestety na mojej cerze sprawdza się średnio. Mam co do niego mieszane uczucia, widzę w nim duże plusy jak i poważne minusy.

DSCN6143

DSCN6147

Podkład, podobnie jak inne kosmetyki Lily Lolo, ma ładne opakowanie z matowego plastiku. Sprytnie rozwiązane jest sitko – otworki są umieszczone tylko na połowie pokrywki. Niby banał, ale inne marki mogłyby brać przykład z takiego rozwiązania! Ile razy to ja musiałam zaklejać połowę dziurek, bo wysypywało się za dużo proszku. Tu jest w sam raz.

Podkłady Lily Lolo nie dzielą się na typy dla różnych rodzajów cer, jak to bywa w przypadku innych mineralnych marek. Do konkretnego rodzaju cery trzeba dobrać odpowiedni puder wykańczający, ale o tym pod koniec. Tak więc przy wyborze podkładu skupiamy się tylko i wyłącznie na odcieniu. Kolorów do wyboru jest sporo, dzielą się na neutralne, chłodne, oliwkowe i ciepłe. Do tego są dość fajnie rozpisane, łatwo sprawdzić który odcień odpowiada innemu z tej samej gamy albo stopnia jasności (klik). Sklep oferuje też małe, próbkowe opakowania więc ryzyko nie jest takie duże. Ja wybrałam dla siebie Warm Peach należący do ciepłej gamy kolorów. Zwykle wybieram typowo ciepłe, żółte podkłady bo w drogeriach dominują bardzo chłodne, które niestety często mocno różowieją na twarzy. Warm Peach okazał się prawie dobry, nie odcina się widocznie od szyi, ale lepszy byłby trochę jaśniejszy odcień i o dziwo odrobinę chłodniejszy! Warm Peach jest dla mnie mocno żółty, szyję jednak mam bardziej różową, więc wydaje mi się że lepiej wyglądałby na mnie odcień z serii neutralnych i o stopień jaśniejszy (wnioskuję, że China Doll pasowałby idealnie).

DSCN6145

DSCN6149

DSCN6150

A teraz o właściwościach podkładu. Ma formę bardzo drobno zmielonego proszku. Należy nakładać go warstwami, nie sprawdzi się zupełnie jeśli nałożymy go jedną, grubą warstwą, wygląda wtedy okropnie ciężko i daje efekt maski. Za to nałożony w prawidłowy sposób, cienką warstwą, wygląda niezwykle naturalnie. Niestety moja cera jest wiecznie problematyczna i wymaga mocniejszego krycia. Oczywiście krycie można stopniować, ale widzę ogromną różnicę między pierwszą cienką warstwą, a kolejną z rzędu która daje mi już odpowiedni poziom krycia. Nałożony cienko wygląda super, ale przez to że muszę nakładać go po prostu więcej efekt nie jest już tak naturalny. Moim zdaniem ma ogromne możliwości sprawdzenia się na ładnej cerze, ale odradzam dziewczynom mającymi problematyczną skórę, bo krycie jest po prostu zbyt słabe, a wiele warstw to dużo czasu i gorsze efekty.

Ogromnym plusem jest dla mnie fakt, że zaraz po nałożeniu prawie nie czuć go na skórze. Po kilku godzinach niestety ten efekt ustępuje, ale generalnie jest bardzo lekki. Nie daje efektu bardzo płaskiego matu, co mi akurat pasuje. Za to zupełnie nie leży mi, że mocno podkreśla rozszerzone pory. Zwykle w ogóle nie zwracam uwagi na pory, niech sobie są skoro muszą – pod warstwą płynnego podkładu nie rzucają się wcale w oczy. Ale podkład Lily Lolo bardzo je uwidacznia, przez to skóra wygląda na straszą i bardziej zmęczoną. Największym minusem tego podkładu jest jednak jego krótka trwałość. Wytrzymuje kilka godzin, potem wygląda już dość brzydko, lubi się ścierać.. nie jest zbyt trwały. Może mam wysokie wymagania, bo przyzwyczaiłam się do Revlona Colorstaya, ale z drugiej strony Lily Lolo jest nawet droższy więc nie czepiam się bezzasadnie ;).

Jak wspomniałam wyżej, podkład występuje w jednym rodzaju, ale marka ma w ofercie pudry wykańczające. Dla eksperymentu wypróbowałam podkład bez pudru i już po godzince, dwóch skóra zaczynała się nieładnie błyszczeć. Matu nie trzyma w ogóle więc dla mojej mieszanej cery puder wykańczający był konieczny. Do wyboru są trzy rodzaje, ja mam Flawless Matte widoczny na zdjęciu poniżej. Super drobny, transparentny, jedwabisty w dotyku i dający mocny mat. Z tym pudrem podkład trzymał mat już naprawdę nieźle. Polubiłam Flawless Matte, jest trochę słabszy od mojego ulubionego Anti Shine Kryolan, ale za to o wiele bardziej przyjazny dla skóry.

DSCN6154

O ile zawsze uważam, że nawet najtańszym, najbardziej byle jakim pędzlem można zrobić fajny makijaż to ta reguła nie sprawdza się w przypadku podkładu mineralnego. Pędzel po prostu musi być dobrej jakości, miękki i zbity. Kiepskim pędzlem ciężko rozprowadzić taki podkład dobrze. Wydaje mi się, że bezsensowne jest inwestowanie w dobry podkład mineralny jeśli nie mamy pędzla, albo posiadamy jedynie jakiś rozcapierzony kikut ;).

Lily Lolo ma w ofercie dwa pędzle do podkładu, ja mam Super Kabuki, który akurat mogę polecić z czystym sumieniem! Bardzo miękki pędzelek, z gęstym włosiem. Nakładanie nim podkładu to sama przyjemność, jest tak milutki. Nakładanie jest proste ale zajmuje trochę więcej czasu. Ja zawsze odrobinę podkładu wysypuję na pokrywkę, następnie pędzlem wykonuję koliste ruchy po przykrywce aż podkładu nie będzie widać na włosiu – to oznacza, że podkład osiadł głębiej i rozprowadzi się równomiernie, a my nie musimy martwić się o plamy albo zbyt grubą warstwę. Można też stuknąć pędzelkiem o blat stołu, żeby podkład osiadł wewnątrz. Zawsze nakładam podkład kolistymi ruchami, warstwa po warstwie.

DSCN6151

DSCN6152

DSCN6153

Strasznie długi post mi dziś wyszedł, więc w ogólnym podsumowaniu do podkładu mam mieszane uczucia, nie jestem przekonana i nie zostanę przy nim na dłużej. Puder wykańczający Flawless Matte jest w porządku, choć nie jest ideałem, a pędzel Super Kabuki jest rewelacyjny!

Kosmetyki Lily Lolo do kupienia są na www.costasy.pl, a cenowo wychodzi to tak:

52 komentarze:

  1. Ja dłuuuugo próbowałam się przekonać do minerałów, w sumie stosowałam ze dwa lata albo i dłużej, ale nigdy nie było ideału, mimo różnych marek. I nijak nie wpłynęły na poprawę stanu mojej mega problematycznej skóry. Więc póki co jestem na nie. W ogóle, ta duża różnorodność kolorystyczna na mój gust tylko szkodzi, bo potem siedzisz i zastanawiasz się "a który z tego pierdyliarda odcieni mi przypasuje?". A potem i tak coś jest nie tak. Chociaż zdziwiłam się, jak przeczytałam który kolor wybrałaś, zawsze sądziłam, że idziesz w chłodne/neutralne odcienie, a tu niespodzianka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie zauważyłam poprawy stanu skóry, tak jak nie widzę poprawy kiedy w ogóle się nie maluję. Czy z podkładem drogeryjnym, mineralnym czy bez - skóra taka sama!
      Mi akurat duża ilość odcieni pasuje, wolę zbyt duży wybór niż taki mały jak czasem w drogerii. Powiem Ci, że co do odcienia to dawniej wolałam raczej chłodną tonację w podkładach (uwielbiam ten porcelanowy efekt) ale ze skórą mojej szyi lepiej zgrywają się podkłady o żółtych tonach i ostatnio takie częściej wybieram. Ten jednak okazał się zbyt żółty.

      Usuń
  2. Ja się też nie polubiłam z mineralnymi podkładami. Rozszerzone pory, słaba trwałość i ogromne przetłuszczanie to nie efekt, który chciałam osiągnąć. ..

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie Lily Lolo dokładnie ten sam odcień leży i czeka na letnie dni:))

    OdpowiedzUsuń
  4. a już myślałam, że to ja robię coś nie tak, że minerały nie chcą trzymać mi się na skórze i wyglądają po prostu strasznie... po naczytaniu się samych pozytywnych opinii stwierdziłam,że one pasują na pewno każdemu, że to na pewno będzie podkład ten jeden, jedyny, idealny...teraz wiem, że to nie wina aplikacji podkładu, tylko, że moja cera jest wybredna i nie tylko ja mam taki problem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aplikacja ma duże znaczenie wiadomo, ale czasem mam wrażenie że w niektórych instrukcjach urasta do rangi jakiegoś dziwnego, ultra-perfekcyjnego rytuału :D. Źle nałożony wygląda źle, ale dobrze nałożony u mnie wygląda dobrze... na chwilę. Ja jestem zdania, że każdej skórze pasuje co innego i nie u każdego minerały muszą się sprawdzić.

      Usuń
  5. ładny odcień :)
    ja nie miałam z LL podkładów ani pudrów jeszcze, ciekawią mnie
    ale ciągle mnie cena odstrasza
    póki co moim nr 1 jest Annabelle Minerals ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie Annabelle Minerals nie wypalił.. ale wciąż zastanawiam się czy nie wypróbować polecanej wersji matującej.

      Usuń
  6. Kiedyś miałam odsypki i bardzo mi się spodobały. Może na lato dobiorę sobie jakiś

    OdpowiedzUsuń
  7. wiadomo, nie wszystko musi odpowiadać każdemu :) ja kupiłam Blondie (dobrany z pomocą p.Małgosi) i to kolorystyczny strzał w 10! Dostałam podkład w zmienionym opakowaniu, z czarną nakrętką i nowym logo :) Technicznie nie mam nic do zarzucenia podkładowi, owszem zaczyna się błyszczeć po kilku godzinach od nałożenia, ale ja mam tak ze wszystkim :< nakładam płaskim pędzlem Ecotools, a wykańczam Clinique'iem, bo niestety na zakup pudru LL już nie mogłam sobie pozwolić :( póki co efekt mnie zadowala :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie zupełnie odwrotnie. Mam mieszaną cerę, ale większość podkładów daje radę, a po tym świecę się wybitnie;).
      Pędzelki Ecotools są super:D

      Usuń
  8. Faktycznie trochę kosztuje.. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przetestowałam chyba już wszystkie popularne minerały i moje ulubione to Pixie Cosmetics i Annabelle Minerals. Lily Lolo zużyłam prawie całe opakowanie, ale jego krycie jest jednak dla mnie za słabe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też. Ja z Pixie miałam jakieś próbki, z Anabelle mini opakowanie ale niestety żaden mi na dłuższą metę nie przypasował.

      Usuń
    2. Mi się udało dobrać idealny kolor z Pixie Cosmetics tylko na początku się przestraszyłam, bo wydawał mi się jakiś strasznie pudrowy. Gdy za jakieś pół godziny sprawdziłam wygląd podkładu okazało się, że pięknie stopił się ze skórą i wyglądał bardzo naturalnie.

      Usuń
  10. Na pędzel to bym się skusiła, ale narazie mam z Hakuro ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam ochote na eksperymenty z podkładami mineralnymi, mam cere bez problemów, czasem skłonną do przesuszeń, ale nie potrzebuje mocnego krycia, więc myślę, ze moglyby sie sprawdzić. Akurat mam małą próbkę podkładu z Lily Lolo, jako gratis do zamówienia, więc zobaczę jak wypadnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. No to mamy podobne odczucie :)
    Dla mnie też krycie i trwałość za słabe a gdy dokładałam 3-4 warstwę w ciągu dnia (bo u mnie schodził już po kilku godzinach) potrafił brzydko się zważyć. Za to puder matujący uwielbiam, ale także cienie i róże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie próbowałam dokładać dodatkowej warstwy bo zwarzyl by sie na bank. Pod koniec dnia i tak wyglądał na lekko ścięty gdzieniegdzie.

      Usuń
  13. Ja mam podkład mineralny z Earthnicity i jestem nim zachwycona, pory są w ogóle niewidoczne.

    OdpowiedzUsuń
  14. Faktycznie zupełnie nie nadaje sie dla kogos z problematyczna cera,a szkoda :< Gdybym miala anielska cere to na pewno bym go kupila ; )

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też nie moge przekonać się do mineralnych podkładów, wolę te płynne :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Chodzę koło Lily Lolo już bardzo długo i wciąż nie mogę się zdecydować, mam pewne obawy co do nakładania i tego jak podkład będzie wyglądał na buzi, do tego potrzebuję mocniejszego krycia, a nie uśmiecha mi się nakładanie kilku warstw, więc ostatecznie na podkład się nie zdecyduję. Myślę za to intensywnie nad pudrem wykańczającym i Flawless Matt wydaje się być stworzony dla mnie :) Jeśli w końcu się zdecyduję zakupię od razu z pędzlem, bo słyszałam i czytałam o nim wiele dobrego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to nie jest dobry podkład jeśli ktoś oczekuje mocnego krycia. A Flawless Matte bardzo fajny, warto :)

      Usuń
    2. Najlepiej kryjący podkład mineralny jaki mam to Annabelle Minerals, razem z ich korektorem tworzą świetny duet, który fajnie kryje.

      Usuń
  17. Ja wolę jednak płynne podkłady, mam próbki minerałów z Annabelle Minerals i jakoś mi nie odpowiada taka aplikacja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie mogę się przekonać do takiej aplikacji! Nauczyłam się nakładać podkłady mineralne dokładnie i szybko ale mimo to wolę nakładać te płynne;)

      Usuń
  18. U mnie ten kolor wydaje się być ok, podobnie jak Butterscotch, teraz tylko czekać na promocję w Costasy :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakoś do mnie nie przemawiają podkłady mineralne, wolę raczej płynne. Chociaż nie próbowałam jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam ten sam odcień co Ty i również uważam że mogłabym mieć jaśniejszy. Użyłam go dopiero kilkanaście razy, ale czuję że moim ulubionym Bare Minerals nie dorównuje.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja bym w ogóle coś tej firmy chciała sprawdzić żeby chociaż sobie opinię wyrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielka szkoda, że nie mają opcji zamawiania innych kosmetyków poza podkładkami w formie małej próbki, bo chętnie wypróbowałabym wszystkie róże haha:D

      Usuń
  22. Mam ten podklad i na poczatku bylam zadowolona, ale wtedy mialam ladniejsza cere, teraz mimo uzywania mineralow stan cery sie nie poprawil, wiec wrocilam do healthy mix bo lepiej kryje ale nie jest za ciezki

    OdpowiedzUsuń
  23. szkoda, szkoda, że Twoja cera nie chce współgrać z minerałkami...

    OdpowiedzUsuń
  24. Dokładnie myślę tak samo jak poprzednia komentatorka

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja z kolei bardzo polubiłam mineralne podkłady, a ten z Lily Lolo (też mam Warm Peach) na mojej skórze jest aż za bardzo matowy. Ale tez mam sucha skórę i jestem starsza od Ciebie. Co skóra - to inna reakcja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Swoją drogą nie raz zdarza mi się zobaczyć ten sam podkład na dwóch różnych cerach i można by aż nie uwierzyć, że to naprawdę jest to samo:)

      Usuń
  26. ja chyba nie dam dady wydać przeszło 70 zł na ten podkład, a jestem mega ciekawa!

    OdpowiedzUsuń
  27. Jak dobrze że go nie kupiła, a właśnie leży w koszyku w sklepie internetowym. Jeśli uwidacznia pory, które uważam że i tak mam widoczne, i słabo kryje nie będzie mi pasował. Wielkie dzięki za ten artykuł.
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile krycie można budować to pory uwidacznia i w moim przypadku nie da się nic z tym zrobić..

      Usuń
  28. a ja myślałam że to co się nazywa podkładem jest zawsze płynne lub w innej maziastej konsystencji, a to co pudrem ma konsystencję pudrową, jak sama nazwa wskazuje. ;p poza tym jakoś nie wierzę, żeby cokolwiek co sypkie było kryjące. ja używam i podkładu i na to kryjącego pudru i to czasem krycie jest dla mnie za słabe.. :(

    OdpowiedzUsuń
  29. Faktycznie można tak pomyśleć, bo w drogerii puder to zawsze kosmetyk suchy a podkład mokry ;). Jednak co do krycia to możesz wierzyć mi na słowo, że podkłady mineralne potrafią być bardzooo kryjące, mimo że to proszek. Miałam kiedyś taki który pod względem krycia przebijał większość dobrze kryjących w płynie.

    OdpowiedzUsuń
  30. moja skóra nie lubi się z minerałami a szkoda bo słysze same pozytywne opinie

    OdpowiedzUsuń
  31. no widzisz, a ja mam akurat china doll i uważam, że bardziej pasowałby mi warm peach :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Oj takie podkłady to nie dla mnie, zawsze wychodzi mi skorupa podziurawiona widocznymi porami. Nie wiem jak gładką trzeba by mieć cerę, żeby wyglądał idealnie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Słaba trwałość - możesz podac mniej więcej ile godzin jest w stanie wytrzymac? Myslalam, ze nie ma tak duzej roznicy w trwalosci podkladow mineralnych, moj z Era Minerals trzyma sie caly dzien, ale jest troche za drogi dlatego szukam czegos nowego, polując na promocje w międzyczasie :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja ten Lily Lolo mam w kolorze China Doll ale jest dla mnie trochę za jasny i mocno za różowy :(
    Zupełnie inaczej niż u Ciebie ;) Maźnęłam kilka razy i leży, chociaż sam w sobie bardzo mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
  35. Jeśli chodzi o trwałość to jednak Earthnicity jest zdecydowanie lepsze od Lily Lolo. Lily to max 5 godzin i nie ma makijażu... A w mojej 12-godzinnej pracy to jednak podstawa, by makijaż był wytrzymały, dlatego bezapelacyjnie Earthnicity:)

    OdpowiedzUsuń