czwartek, 12 listopada 2015

Wszystko o: FARBOWANIU i pielęgnacji włosów w NIETYPOWYCH KOLORACH

Dziś wpis podsumowujący wszystkie moje doświadczenia w kwestii kolorowych włosów, dotyczący skrótowo i koloryzacji i pielęgnacji :). Kiedy przymierzałam się do zafarbowania włosów po raz pierwszy na “dziwny” kolor, szukałam porad na internecie, ale wtedy akurat ciężko było znaleźć cokolwiek sensownego. Teraz jest dużo przydatnych filmików na yt, ale myślę że zawsze warto dodać też swoje zdanie – w końcu każdy ma swoje sposoby, inny typ włosów i inne doświadczenia w tej kwestii. Możliwe, że z punktu widzenia profesjonalisty popełniłam mnóstwo błędów, ale w końcu ja z fryzjerstwem nie mam nic wspólnego, za to z eksperymentowaniem na głowie owszem ;).

Moje włosy były już w kolorze intensywnego różu, czerwieni, bordo, turkusu, granatu, kobaltu i fioletu. Przez przypadek były też kiedyś koralowe. Wypróbowałam sporo nietypowych odcieni i właściwie o każdym z nich mogę powiedzieć coś innego!

DSCN6577

Historia włosowa w skrócie

Na początek warto opisać ogólnie rodzaj włosów i ich stan wyjściowy, żeby mieć jakieś rozeznanie w temacie. Moje włosy z natury są niskoporowate, nie farbowane są bardzo śliskie, proste, wiecznie przyklapnięte i szybko przetłuszczające się (mają kolor ciemnego brązu). Przy nie farbowanych włosach mogłabym nie używać zupełnie żadnych odżywek a jedynie sięgać po sam szampon dla dzieci. Taki totalny minimalizm bardzo im służył, bo nawet lekka odżywka potrafiła je obciążyć. Nie wymagały wiele, z natury ładnie błyszczą, są sprężyste i nie rozdwajają się im końcówki.

Przez wiele lat farbowałam włosy na czarno, potem zapuściłam je do naturalnego koloru. Następnie było kilka krótkotrwałych eksperymentów: farby do 24 myć, trwała farba w kolorze średniego, ciepłego brązu, henna, a w końcu bordowa farba i ombre na końcach. Bordo wyszło mocno ciemne, chciałam uzyskać coś intensywniejszego i wtedy jeden jedyny raz byłam na farbowaniu u fryzjera (wcześniej farbowałam się zawsze sama). Niestety po fryzjerze odcień wcale nie był intensywniejszy, więc zdecydowałam się, z pomocą, rozjaśnić włosy w domu. Efekt był bardzo dobry, włosy rozjaśnione do blondu zafarbowałam na intensywny róż. Potem była przez chwilę czerwień, ale źle się w niej czułam więc wróciłam znów do różu z krótką przerwą na koral. Po kilku miesiącach z różem zamarzył mi się szary odcień, ale farba na moich włosach wyszła jak ciemny blond, dlatego sięgnęłam po turkus, po dłuższym czasie kobalt w którym chodziłam chyba najdłużej, aż w końcu fiolet.

zq4

zq2

Rozjaśnianie

Choć samemu łatwo spalić włosy rozjaśniaczem i nikt nigdy nie poleci rozjaśniania na własną rękę w domu, to ja jednak zdecydowałam się na taką opcję (ale też miałam pod ręką osobę, która miała w tym trochę wprawy a z czasem i ja nauczyłam się jak kontrolować stopień rozjaśnienia itp). Jeśli włosy z natury nie są bardzo jasne to żadna farba nie jest w stanie dać super intensywnego koloru, więc trzeba je rozjaśnić. W moim przypadku fryzjerka bała się użyć rozjaśniacza, bo włosy miałam dość ciemne (a łatwiej rozjaśnić jasniejsze włosy, to akurat wszyscy wiemy) dlatego zaryzykowałam. Moim zdaniem efekty były bardzo dobre, bo włosy były wciąż przyjemne w dotyku, gładkie i elastyczne.

Problemy pojawiły się kiedy włosy były już dość długie, a partie włosów po rozjaśnianiu już miały kilka lat. Wtedy stopniowo robiły się suche, zaczęły się łamać i rozdwajać. Rozjaśnianie z pewnością jest zabiegiem, który potrafi zniszczyć włosy najbardziej. Widziałam długie i rozjaśniane włosy w świetnej kondycji, ale z drugiej strony ciężko mi uwierzyć, że włosy bardzo ciemne rozjaśnione do jasnego blondu a przy tym długie mogą być super zdrowe.. ale mam nadzieję, że się mylę :)!

Zawsze używałam rozjaśniacza z Joanny, wypróbowałam kilka, ale ten sprawdzał się najlepiej.

zq7

Farbowanie

Wypróbowałam różne tonery, pianki i farby trwałe. Mając różowe włosy farbowałam je popularną pianką Venita w odcieniu “Intrygujący róż”. Te pianki są naprawdę dobre i mogę je szczerze polecić: kosztują niewiele, są łatwo dostępne, dają super intensywne kolory.. których zresztą jest sporo do wyboru. Pianki pokrywają nawet włosy, które nie są bardzo jasne i mają niezłą trwałość jak na taki zmywalny produkt (dlatego uważajcie jeśli chcecie zafarbować włosy tylko na jedną okazję). Najmocniej chwyci na włosach rozjaśnianych. Jednak jeśli mówimy o kolorze, który ma być trwały to zmywają się jednak zbyt szybko. Po tygodniu kolor wymaga już odświeżenia. Pianki łatwo się aplikuje i nie niszczą włosów. Byłam z nich bardziej zadowolona niż z tonerów (a wypróbowałam kilka, np. La riche directions i jeszcze jakieś inne ale nazw już nie pamiętam).

Farbowanie włosów co tydzień jest jednak strasznie męczące, więc zaczęłam szukać czegoś trwałego. W sklepie fryzjerskim udało mi się znaleźć kilka typowo fryzjerkich marek, które miały w ofercie np. róż. Raz skusiłam się na taką farbę (szkoda, że już nie pamiętam nazwy) i choć była to farba trwała to kolor zmył się nawet szybciej niż po piance, a farba przy okazji wysuszyła włosy. Kilka ciekawych kolorów ma też Joanna, np. Leśna jagoda czy Soczysta malina, dają dość dobre efekty jak na tanią drogeryjną markę, ale to nie jest taka moc koloru jak przy tonerach.

Wybawieniem okazała się trwała ale specyficzna farba – Elumen od Goldwell. Farba o konsystencji galaretki, trwała lecz nie wymagająca utleniacza. Oparta na kwasach owocowych. Farba to dość drogi interes, zwłaszcza, że trzeba do niej dokupić specjalny preparat Lock (utrwalacz koloru), ale zawsze to taniej niż u fryzjera. Nie łatwo ją dostać stacjonarnie, ale można zamówić przez internet. Farbowanie Elumenem jest trudne ze względu na konsystencję farby, ale generalnie jest to moim zdaniem najlepsza taka farba w nietypowych odcieniach, choć ma też swoje minusy. Przede wszystkim nie niszczy włosów! Daje piękny i naprawdę bardzo trwały odcień, ale pigment musi najpierw zakotwiczyć się dobrze we włosie co oznacza kilka farbowań (i co z tym idzie czasu i pieniędzy). Jak już złapie to zostaje, ale niestety nie w tak intensywnym wydaniu jak świeżo po farbowaniu. Dobrze siada na włosach rozjaśnionych, ale ze zbyt mocno wytrawionych może się spłukiwać, tak samo jak przy naturalnych włosach (szybko się spiera).. więc ciężko jej stworzyć idealne warunki. Moim zdaniem kolor kolorowi nie równy, bo z Elumena miałam turkus (tq@all), który był mega intensywny i super się trzymał, kobalt (bl@all) który nie miał już takiej mocy i trwałości, ale też był świetny i w końcu fiolet (vv@all), który totalnie mnie zaskoczył na niekorzyść. Farba ta sama, ale widocznie są różnice w pigmentach (?), bo fiolet za nic nie chciał równo pokryć włosów, był mało intensywny i szybko się spierał. Nie byłam nim w stanie uzyskać równego, ładnego i mocnego koloru mimo kilku aplikacji i w końcu poirytowana zrezygnowałam z tego koloru. Turkus i błękit przez miesiąc od farbowania były zawsze bardzo intensywne.

zq3

Pielęgnacja

Pielęgnacja włosów rozjaśnianych i farbowanych różniła się w moim przypadku o sto osiemdziesiąt stopni, niż przy włosach naturalnych. O ile moje włosy sprzed farbowania było można obciążyć najlżejszą odżywką bez spłukiwania, tak włosy po tych wszystkich eksperymentach nie dało się obciążyć nawet najcięższym kalibrem. Ich struktura totalnie się zmieniła i konieczne stało się stosowanie bogatych masek, odżywek w sprayu i wygładzających olejków.

Co się u mnie sprawdziło? Szampony tylko do włosów farbowanych i zniszczonych. Kiedyś uwielbiałam mocno oczyszczające, szampony dla dzieci jak Babydream, ale przy zniszczonych włosach tylko je plątały, więc koniecznością były szampony wygładzające (które dawniej obciążyły by moje włosy). Po drugie maski, stosowane bardzo często, odżywki o bogatym składzie. Włosy po wysuszeniu bywały często suche i mało elastyczne, ale świetnie ratowały je odżywki w sprayu, a najlepiej czarna z GlissKura. Ważne stało się nadanie włosom miękkości, więc od połowy włosów nakładałam też jakieś serum na końcówki, ulubiony to Eliksir z L’Oreala.

Co się nie sprawdziło? Wspomniane oczyszczające szampony (plączą zniszczone kosmyki), szampony przeciwłupieżowe (oczywiście wypłukują kolor) i niestety oleje. Uwielbiam olejowanie włosów, ale oleje też lubią powodować szybsze spieranie się koloru.

zq

Po kilku latach z nietypowymi kolorami włosów, wróciłam w końcu do odcienia zbliżonego do naturalnego czyli ciemnego brązu. Od początku wiedziałam, że tak musi się skończyć (przynajmniej na jakiś czas), bo rozjaśnianie włosów, ciągłe zmiany koloru, niszczą włosy i można próbować jakoś je doraźnie ratować, ale po tak długim czasie już po prostu nie mogłam patrzeć na te suche końce! Włosy chcę teraz zapuścić, a długie włosy podobają mi się tylko zdrowe i lśniące. Zdecydowałam się na powrót do takiego naturalnego koloru z kilku powodów. Przede wszystkim chodziło oczywiście o kondycję włosów, ale intensywne odcienie mają to do siebie, że szybciej się nudzą. Włosy blond czy brązowe pasują do wszystkiego, a już przykładowo niebieskie trzeba jakoś sensownie zestawić z ubiorem i makijażem żeby wszystko było w jakimś fajnym stylu. Takie kolory są też trochę przytłaczające, bo już w towarzystwie np. mocnej pomadki na ustach często nabiera się zbyt przerysowanego efektu i trzeba uważać. Z drugiej strony ciekawy kolor na głowie potrafi robić za całą stylizację i nawet przy najprostszym ubraniu potrafi wyglądać super :). Chociaż takie kolory zawsze mi się bardzo podobały to w końcu trochę mi zbrzydły, bo mam wrażenie że zrobiła się po prostu moda na kolorowe włosy i odkąd zaczęłam widywać coraz więcej osób z takimi włosami to coraz bardziej miałam ochotę na zwyczajny kolor.

Teraz mam kolor zbliżony do mojego naturalnego, bardzo ciemny brąz, który nie sposób dobrze uchwycić na zdjęciach). Wyglądam oczywiście bardziej zwyczajnie ale znów mogę bardziej poszaleć z makijażem i kolorami i daję im teraz odpocząć, bo chcę zapuścić całkowicie zniszczone partie. Farbowałam się odcieniem Caffe Mocca z Joanny, seria Perfect Color. Jakoś lubię farby Joanny, są bardzo tanie a dobre i trwałe, moja siostra bardzo chwali sobie czerń, bo ta z Joanny najlepiej się trzyma na jej włosach.

zq45

zq6

Odkopałam zdjęcie z jednego spotkania, na którym chyba najlepiej widać mój aktualny kolor. To po prostu bardzo ciemny brąz.

zq7n

38 komentarzy:

  1. Od kilku miesięcy mam robione włosy właśnie Elumenem (zimna czerwień) i to chyba najtrwalszy kolor jaki miałam. Tyle, że za każdym razem robię go u fryzjera, który wcześniej przed Elumenem nakłada mi na kilka minut farbę w odpowiednio dobranym kolorze (ostatnio tylko na odrost). Podobno elumen nie wchodzi w niefarbowane włosy :)
    Dobrze, że piszesz, że fiolet nie daje dobrego efektu, bo chciałam na zimę go wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elumen trzyma się rewelacyjnie, ale właśnie na naturalnych, nie farbowanych włosach od razu się spłukuje.
      Nie wiem jak u innych, ale u mnie fiolet był dużo mniej trwały i słabiej napigmentowany od turkusu czy kobaltu.

      Usuń
  2. bardzo ciekawy wpis!

    Tobie w każdym z tych kolorów na włosach bardzo ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Farbowałam włosy czerwoną pianką Venita przez kilka miesięcy, ale ostatnio już po dwóch myciach kolor robił się matowy i tracił na intensywności. Dlatego zrezygnowałam z czerwieni i przefarbowałam się na kolor zbliżony do naturalnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie eksperymenty z mocnymi kolorami są ok, ale na krótkich włosach, a przy długich wymagają zwykle dużo zachodu bądź pieniędzy, więc nie dziwi mnie to że to raczej rozwiązanie na jakiś czas :)

      Usuń
  4. Zakochałam się we włosach z pierwszego zdjęcia! Ja miałam kiedyś czerwone ombre, ale kiedyś chciałam spróbować fioletu albo niebieskiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czerwone ombre musiało wyglądać świetnie :)

      Usuń
  5. Och, chodził mi po głowie fiolet od dwóch miesięcy, ale moje włosy są po pierwsze suche z natury (rozjaśnianie/dekoloryzacja je zabije), a po drugie farbowane od wielu lat na rudo (ciepły pigment wżarł się w nie na dobre) - cena w ich kondycji, jaką przyszłoby mi zapłacić za mój wymarzony zimny fiolet byłaby jednak niewspółmierna do efektu ):

    Gdybym miała z natury tak zdrowe włosy, jak Twoje (żadnej odżywki! co za wygoda! ^^), też bym z nimi eksperymentowała (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z rudego przejść do fioletu byłoby pewnie ciężko i bez rozjaśniania by się nie obyło :/

      Usuń
  6. ja miałam ostatnio tęcze na głowie <3 robiłam tonerami la riche. Szybko niestety się wypłukuję i teraz mam szare włosy bo kolory nie zeszły jeszcze do końca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tonery są fajne jak się chce przyszaleć jednorazowo :D

      Usuń
  7. Szalona z Ciebie kobieta :D Kiedyś też różne rzeczy wyprawiałam na włosach, ale teraz jest mi ich szkoda i stawiam na pielęgnację ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z VV jestem zadowolona, tylko że u mnie są to pasemka z nie kolor na całej głowie, a to przecież zupełnie coś innego ;-)
    Miałam to szczęście, że od razu trafiłam na Elumen (u fryzjera) - salon pracował na Goldwellu więc innej opcji nie było :-D
    Obecnie mam robione odrosty klasyczną farbą (top chic), a na to kładziony mój kolorowy mix ;-) Do fryzjera chodzę co 5 tygodni (czasem 6 gdy nie mam czasu ;-P) ale głównie z racji na odrost. Przy okazji wizyty odświeżam Elumen ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zwykle jestem mega ciekawa jak wyglądają te fioletowe pasemka, może dałabyś radę podesłać foto samych włosów :D?

      Usuń
    2. Pomyślę nad pstryknięciem sensownej foty ;-)

      Usuń
  9. Ja ciągle kocham mój czerwony i rudy ;) miałam krótki epizod z różem ale totalnie mi nie pasował. W sumie to co piszesz o modzie to prawda. kilka lat temu kiedy miałam zafarbowane włosy to ludzie przyglądali mi się jak jakiemuś kosmicznemu zjawisku. W tej chwili to już standard. Szkoda w sumie, bo lubiłam się tak wyróżnić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe a mi o dziwo chyba bardziej pasował róż niż czerwień :).
      Ja teraz widzę mnóstwo osób z kolorowymi włosami, pełno jest niebieskowłosych i to wśród nastolatków i jakoś mnie zaczęły zniechęcać powoli takie kolory ;)

      Usuń
  10. Ten turkus ze zdjęcia z czerwonym swetrem i ten fiolet z pierwszego zdjęcia zdecydowanie są najpiękniejsze <3.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fiolet też mi się bardzo podobał, szkoda że się nie trzymał i wychodził niezbyt równo ;)

      Usuń
  11. zazdroszczę tych kobaltowych <3 piękne!
    Moje włosy są tak suche, puszące się, plączące, że farbuję już tylko u fryzjera od razu z zabiegiem na kondycję włosów.
    Może przygotujesz post o dokładnej pielęgnacji włosów po farbowaniu? Może znajdę jakąś inspirację, bo póki co nie udaje mi się trafić na pielęgnację idealną. Olejowanie się u mnie nie sprawdza, z masek tylko Kallos różowy mi pasuje ale stosuję go jako odżywkę a przydałoby się coś bardziej treściwego. Największy problem mam z szamponem. Fajne efekty u mnie daje laminowanie, ale to nie jest dobra metoda dla ludzi żyjących w biegu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nie miałam jednego określonego sposobu na pielęgnację, sprawdzało się kilka produktów które wymieniłam no i po prostu często używałam różnych masek. Ale włosomaniaczka ze mna żadna dlatego ciężko napisać coś więcej :).
      A próbowałaś szamponów z GlissKura? Na moim bardzo suchych wtedy włosach fajnie się sprawdzały :)

      Usuń
  12. Wow! I to są prawdziwe kolorystyczne wariacje!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten fiolet z pierwszego zdjęcia, w połączeniu z tą szminką ;O cudo ! ♥ jak dojść do takiego koloru włosów ? Wygląda to nieziemsko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fiolet był kładziony na wypłowiały w dużym stopniu błękit :)

      Usuń
  14. Strasznie mi się podobają fioletowe włosy (te z pierwszego zdjęcia są cudowne!), kiedyś nawet miałam ochotę na lawendowe, jednak sporo przeszły z domowym schodzeniem z czerni po 5 latach, dlatego zmuszona jestem stawiać na oszczędzanie ich i pielęgnację. Dodatkowo jakieś pół roku temu zauważyłam, że po farbach chemicznych swędzi mnie skóra głowy, więc przerzuciłam się na hennę. Kuszą mnie teraz farby ziołowe apteczne typu Color&Soin czy Biokap, bo mają jednak więcej kolorów, ale nie wiem, czy nie okażą się jednak zbyt chemiczne mimo wszystko. Ale kusi mnie jakaś zmiana...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do lawendowych trzeba byłoby mieć na pewno bardzo jasny blond... ale też strasznie mi się podobały! Ja nie próbowałam jeszcze żadnych aptecznych farb, więc nawet nie wiedziałam, że mają duży wybór kolorów, ale zaciekawiłaś mnie i zerknę sobie dziś na paletę odcieni :)

      Usuń
    2. No ja właśnie mam teraz taki straszny dylemat, próbować czy nie próbować. Zdania są mimo wszystko podzielone. Jeżeli byś wypróbowała którąś z nich, to chętnie wysłucham też Twojej opinii ;)

      Usuń
  15. Najbardziej podobasz mi się w dwóch kolorach - na tych trzech zdjęciach dla brązowookich :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Przepięknie wygladałaś w tym kobaltowym i fioletowym- cudo! Ja użyłam właśnie produktu w formie galarety- gdzie włosy miały wyjść niebieskie a wyszły zielone. Po tygodniu został mi tylko taki zgniły odcień, który niestety musiałam zafarbować na brąz, żeby jakoś wyglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Pierwsze zdjęcie cudo.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ile kolorów, co za zmiana :) Świetne !

    OdpowiedzUsuń
  19. Odważna dziewczyna.I w każdy kolor Ci pasuje.

    OdpowiedzUsuń
  20. Fiolet podoba mi się najbardziej :)

    OdpowiedzUsuń