sobota, 28 lutego 2015

Test podkładów Pharmaceris: Ochronny SPF 50+ i Intensywnie kryjący

Dziś o dwóch godnych uwagi podkładach Pharmaceris – coś w sam raz dla osób, które na co dzień używają wysokich filtrów albo potrzebują mocnego krycia. W ramach testu podkładów Pharmaceris, wybrałam dla siebie dwa rodzaje, które najbardziej mnie ciekawiły. Pierwszy to podkład ochronno-korygujący z filtrem 50SPF, który wydaje się idealnym rozwiązaniem dla osób używających na co dzień wysokich filtrów. Druga wersja to delikatny fluid intensywnie kryjący o długotrwałym efekcie. Lubię podkłady o mocnym kryciu, dlatego ten wydał mi się szczególnie interesujący. Marka ma w ofercie też wersję antyoksydacyjną i matującą, która teoretycznie też mogłaby się u mnie sprawdzić.

Podkłady wypróbowywałam w tym samym czasie z moją koleżanką, której dałam dwa inne odcienie podkładów i którą zapytałam na koniec o zdanie na ich temat, więc recenzja będzie tym razem nie tylko z mojego punktu widzenia :).

Z1

DSCN5610

Nie sposób opisywać działania podkładów bez krótkiego opisu cery. Często spotykam się z tym, że osoby o ładnej, normalnej, nieproblematycznej i nieprzetłuszczającej się cerze mogą być zadowolone z prawie każdego, lekkiego podkładu, bo nie ma on po prostu wysoko postawionej poprzeczki (jak przy skórze z problemami). Ja akurat w kwestii podkładów jestem bardzo wymagająca, bo niewiele z nich sprawdza się u mnie. Moim ulubionym podkładem jest Revlon Colorostay i choć nie uważam go za 100% ideał, to nie znalazłam jeszcze dla siebie niczego lepszego. Mam skórę mieszaną, w pewnym stopniu naczynkową, niestety zawsze jest też problem niedoskonałości. Moja cera potrzebuje minimum średniego krycia. Choć bez makijażu skóra nie przetłuszcza się zauważalnie, to niestety większość podkładów sprawia, że zaczyna bardzo szybko się błyszczeć, dlatego zależy mi na długotrwałym i matującym efekcie. Moja koleżanka, która testowała podkłady razem ze mną, ma ładniejszą cerę, więc może używać podkładów o trochę mniejszym stopniu krycia. Jej cera też przetłuszcza się nieco w strefie T, ale jest bardziej sucha od mojej i ma czasem problem z przesuszonymi partiami.

DSCN5613

DSCN5616

Podkłady mają białe opakowania z pompką. Dla mnie wyglądają trochę aptecznie – myślę, że biały kolor nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo bardzo łatwo się brudzą. Mają klasycznie, po 30ml. Minusem jest mały wybór kolorów, z tego co sprawdziłam każdy rodzaj ma dostępne po trzy odcienie, z czego najjaśniejsze nie są na pewno ultra jasne. Dla mnie zarówno podkład z filtrem jak i kryjący (obydwa w odcieniu Ivory) są w porządku, dobrze dopasowują się do koloru mojej skóry i mają ładny, beżowy odcień, bez różowych tonów. Trochę ciemnieją po nałożeniu co trzeba mieć koniecznie na uwadze. Nieco jaśniejsza jest wersja kryjąca i ta bardziej mi odpowiada (dla mojej cery odpowiedni jest odcień Buff - Revlon Colorstay).

FLUID OCHRONNO – KORYGUJĄCY SPF50+ – przyznam szczerze, że podkład z filtrem 50+ byłby dla mnie po prostu ideałem. Wizja używania samego podkładu zamiast męczenia się z dodatkową porcją kremu z filtrem była obiecująca. Podkład jest szczególnie polecany dla osób, które muszą chronić jak najlepiej skórę przed słońcem, z przyczyn zdrowotnych albo właśnie np. po zabiegach z kwasami. Bardzo na niego liczyłam, ale czy się sprawdził? Umiarkowanie.

Podkład ma dobrą formułę, bezproblemowo się rozprowadza i ma bardzo delikatny zapach. Kryje naprawdę dobrze, moim zdaniem krycie jest średnie w stronę mocnego, dla mnie całkowicie wystarczające. Moim zdaniem na duży plus, bo po zabiegach skóra często wygląda źle, więc taki podkład będzie idealnym rozwiązaniem. Nie jest ciężki, dobrze wygląda na skórze. Niestety na mojej cerze jest bardzo krótkotrwały, po kilku godzinach zaczyna się mocno błyszczeć, szybko się ściera i włazi w załamania skóry. Mógłby być naprawdę świetnym podkładem łączącym dobre krycie z wysoką ochroną, ale ta słaba trwałość sprawia, że niestety mogę po niego sięgać tylko na krótkie wyjścia. Na pewno nie zaryzykowałabym z nim mając przed sobą cały dzień w starannym makijażu.

DELIKATNY FLUID INTENSYWNIE KRYJĄCY o długotrwałym efekcie – podkład z przeznaczeniem dla skóry problemowej mający zapewnić 10 godzinny efekt bez efektu maski. Z reguły wybieram podkłady o mocniejszym kryciu i nie raz mam wrażenie, że kryjący efekt mógłby być jeszcze lepszy, dlatego poniekąd nie spodziewałam się zbyt wiele po tym podkładzie. Liczyłam jedynie na średnie krycie… a zaskoczył mnie pod tym względem pozytywnie!

Podkład jest naprawdę intensywnie kryjący, dla mnie mógłby być nawet trochę lżejszy a i tak byłabym zadowolona. W moim odczuciu kryje mocniej niż wspomniany Revlon Colorstay. Na pewno poradzi sobie z naczynkami i drobnymi niedoskonałościami, czy zadowoliłby osobę z problemem bardzo mocnego trądziku – ciężko to ocenić, kryje na pewno mocno, ale nie przypomina też gęstej pasty, kamuflażu. Ma fajną formułę, plastyczną, może powoli dokładać, bo nie zastyga od razu. Niestety nie mogę się zgodzić, że zupełnie nie tworzy efektu maski, bo moim zdaniem jest trochę widoczny na skórze, na pewno nie dla fanek lekkiego, naturalnego efektu. Z drugiej strony nie daje też pudrowego, widocznego wykończenia. Powiedziałabym, że jest taki pół na pół, dla mnie w porządku, ale wiem że niektórzy będą narzekać. Dość szybko zaczynam się po nim błyszczeć i niestety to mnie do niego najbardziej zniechęciło, choć producent nie obiecuje matowego efektu, więc nie powinnam się akurat do tego przyczepić. Minusem jest za to znów za słaba trwałość, lepsza niż w przypadku podkładu z filtrem, ale nadal trochę za krótka. Wytrzyma może z pół dnia w dobrym stanie, potem lubi się zwarzyć, nieestetycznie wycierać i rozwarstwiać.

DSCN5618

Dla mnie zdecydowanie lepiej wypada podkład Intensywnie kryjący, może po opisie tak się nie wydawać, bo wymieniłam wszystkie jego wady, ale mimo ich polubiłam go i stawiam tylko troszkę niżej niż mój ulubiony Colorstay. Gdyby miał lepszą trwałość miałby szansę zostać jednym z moich ulubieńców, bo zadowala mnie krycie i w dużym stopniu odpowiada mi efekt na skórze. Pasuje mi też odcień Ivory, wydaje się wręcz idealnie dopasowany do mojej cery. Szkoda, że nie jest bardziej długotrwały :(. Podkład z filtrem jest dla mnie lżejszą i też niestety ciut gorszą wersją kryjącego, ale sprawdzi się na co dzień, jeśli nie będzie musiał wytrzymać całego dnia.

Moja koleżanka ma podobne odczucia – też zdecydowanie bardziej przypadł jej do gustu podkład Intensywnie kryjący. Podoba jej się dobre krycie i umiarkowanie konsystencja. Przyrównała ją do Dermacolu i choć moim zdaniem to dwa zupełnie różne produkty, to faktycznie jest coś podobnego w formule. Nie narzekała na szybkie błyszczenie się skóry, bo po prostu z reguły nie ma z tym dużych problemów. Podobnie jak mnie, rozczarowała ją słaba trwałość. Stwierdziła, że to naprawdę bardzo dobry podkład, a byłby świetny gdyby był trwalszy. Według niej jeśli dla kogoś nie jest problemem noszenie w torebce podkładu i zrobienie poprawki w ciągu dnia, warto mu się bliżej przyjrzeć.

DSCN5621

DSCN5622

Na koniec kolory – obydwie wersje w kolorze Ivory i Sand. Wszystkie mają raczej żółte tony, co w moim odczuciu jest plusem. Ivory jest dość jasny (jaśniejszy w wersji kryjącej), ale dla bardzo bladej cery i tak będzie zbyt ciemny. Między Ivory a Sand jest bardzo duża różnica.

 

Obydwa podkłady oceniam dobrze, wersję z filtrem powyżej przeciętnej, a kryjącą bardzo dobrze. Mają mocne krycie, dobrze wyglądają na skórze, a odcienie są w ładnej tonacji. Dużym minusem obydwu fluidów jest niestety kiepska trwałość.

czwartek, 26 lutego 2015

OLEJ KOKOSOWY na 20 sposobów :)

Uwielbiam olej kokosowy, ale choć używam go już od kilku lat to nie doczekał się jeszcze oddzielnego wpisu na blogu :). Co sprawia, że jest jednym z moich ulubionych olejów? Przede wszystkim boski zapach, świetne właściwości i możliwość używania go także w kuchni. Myślę, że to jeden z tych olejów, które po prostu trzeba wypróbować!

DSCN5263

DSCN5261

Jeśli jesteście ciekawi jakie kwasy tłuszczowe i witaminy zawiera olej kokosowy, jak jest otrzymywany – to polecam kliknąć w pierwszy lepszy artykuł znaleziony w internecie, ja tę część pomijam, bo czuję że byłoby to jedynie powtarzanie i przepisywanie tego co znajdziecie wszędzie i też może niekoniecznie Was to zaciekawi. Skupię się jedynie na mojej subiektywnej ocenie, ale na początku warto zwrócić uwagę jaki rodzaj oleju kokosowego wybrać. Jeśli ktoś nie miał wcześniej z nim do czynienia, mógłby się zdziwić, bo nie każdy olej kokosowy pachnie. Z reguły apetycznym kokosem będzie pachniał droższy olej nierafinowany (zdrowszy), a pozbawiony zapachu jest ten tańszy – rafinowany. Z tego co sprawdziłam można spotkać się też z nierafinowanym olejem, pozbawionym specjalnie zapachu (w końcu nie wszyscy go lubią i w kulinarnym zastosowaniu może czasem przeszkadzać). Ja akurat uwielbiam zapach kokosa, dla mnie olej kokosowy pachnie niezwykle apetycznie!

Olej kokosowy ma bardzo dużo zastosowań, ja zebrałam dziś dwadzieścia tych, z których sama najczęściej korzystam:

  1. Do olejowania włosów – polecany szczególnie do włosów niskoporowatych. Bardzo lubię nakładać go na włosy, faktycznie lepiej sprawdzał się na moich naturalnie niskoporowatych włosach, niż na farbowanych i rozjaśnianych, które oczywiście niskoporowate już nie są.
  2. Do stosowania na skórę twarzy – bardzo lubię używać go w ten sposób. Sprawdza się najlepiej na skórze suchej. Używam na noc, a rano skóra jest miękka i wygląda bardzo dobrze. Olej kokosowy w skali komodogenności ma 3 (czyli jest potencjalnie komedogenny), ale mojej cery nie zapycha, choć mam do tego skłonność.
  3. Na całe ciało – zamiast balsamu. W niewielkich ilościach jest świetny, natłuszcza skórę, pięknie pachnie. Moim zdaniem działa o wiele lepiej niż zwyczajny balsam z drogerii.
  4. Na paznokcie i skórki – w tej roli sprawdzi się prawie każdy olej, więc koksowy oczywiście także.
  5. Do kąpieli – jeśli nie boicie się tłustej wanny to polecam dodać troszkę do kąpieli. Olej kokosowy rozpuszcza się w temperaturze 24 stopni, więc w ciepłej wodzie momentalnie staje się płynny. Po takiej kąpieli nie trzeba się już balsamować, szybko i prawie praktycznie (bo wanna do mycia).
  6. Do demakijażu – rafinowany olej kokosowy jest naprawdę tani, więc nie żal używać go też do demakijażu. Oleje najlepiej rozpuszczają makijaż, rozpuszczą wszystko, nawet wodoodporne, matowe, super trwałe kosmetyki. Najszybszy sposób na dokładny demakijaż, który nie wysusza skóry. Trzeba tylko uważać żeby nie dostał się do oczu.
  7. Do smażenia – olej kokosowy ma wysoką temperaturę dymienia, co oznacza że nie pali się szybko i jest jednym z najbardziej polecanych tłuszczy do smażenia. W tej roli sprawdza się naprawdę fajnie. Jeśli jest bezzpachowy to w żaden sposób nie wpływa na smak potraw.
  8. Zamiast masła – olej kokosowy jest ponoć bardzo zdrowy (ale jak to z opiniami na temat żywienia bywa i tu znalazłam sprzeczne opinie…). Moim zdaniem smakuje świetnie spróbowany nawet sam (a żadnego innego oleju solo nie jadam/piję, bo nie przepadam ;)).
  9. Jako pasta do zębów – tej metody jako jedynej nie stosowałam, ale mam w planach. W tv usłyszałam, że wymieszany z sodą i olejkiem zapachowym może być ekologiczną pastą do zębów! Ciekawe, prawda :)?
  10. Jako baza do peelingów – jest niedrogi, więc idealnie sprawdza się do kręcenia domowych peelingów. Przy okazji od razu natłuszcza skórę.
  11. Jako baza do kosmetyków – olej kokosowy, podobnie jak np. masło shea jest fajną bazą do robienia własnych kosmetyków. Minusem może być jedynie niska temperatura topnienia, bo latem taki kosmetyk po prostu nam się rozpuści. Można wykorzystać do zrobienia perfum w kremie, albo balsamu do ust. Da się też wymieszać z pigmentem i zostać pomadką do ust.
  12. Jako balsam do ust – ten sposób stosuję rzadziej, ale też fajnie się sprawdza (i w końcu jest jadalny).
  13. Do zabezpieczania końcówek włosów – oczywiście w niewielkich ilościach! Przy zdrowych włosach trzeba bardzo uważać, żeby nie przesadzić, suche przyjmą większe ilości.
  14. Jako odżywka do rzęs – tej metody też jeszcze nie stosowałam (do tej pory jedynie rycynowy), ale bardzo mnie kusi żeby wypróbować. Ponoć przynosi dobre efekty.
  15. Do depilacji – sprawdza się idealnie.
  16. Do masażu – tak jak każdy olej, ale kokosowy ma dodatkowo ten plus, że świetnie pachnie, więc jeszcze umila masaż.
  17. Na skórę głowy – szczególnie dla osób z przesuszoną skórą albo problemem łupieżu. Ja lubię nakładać go w ten sposób jeśli tylko jakiś szampon podrażni mi skórę głowy.
  18. Do podkręcania kosmetyków – można go dodawać do masek na włosy, balsamów, maseczek. Dobrze działa dodawany do glinek, szczególnie przy suchej skórze.
  19. Do opalania – działa jak naturalny filtr (chociaż nie ryzykowałabym opalania się na olejek kokosowy przy jasnej karnacji, generalnie jestem raczej za unikaniem słońca).
  20. Do produkcji rozświetlających olejków – ma fajne właściwości pielęgnacyjne i zapachowe, a wystarczy zmieszać go z połyskującym pyłkiem żeby stworzyć taki rozświetlający olejek.

 

Macie jeszcze jakieś inne pomysły na zastosowania? Dla mnie to przede wszystkim świetny olejek na włosy i skórę, choć ostatnio właśnie bardzo polubiłam się z nim także w kuchni. Choć olej kokosowy jest jak najbardziej jadalny i zdrowy, nie każdy jest przeznaczony do jedzenia. Nie wiem od czego to zależy (sposób produkcji czy może produkcja przez firmę kosmetyczną a nie produkującą żywność?), ale mój olej, który widzicie na zdjęciach z firmy Etja jest właśnie tym bosko pachnącym, ale przeznaczonym do użytku zewnętrznego. Ten do stosowania w kuchni miałam z innej marki, ale teraz niestety mi się skończył.

DSCN5257

DSCN5259

Lubicie : )?

środa, 25 lutego 2015

Manicure: Czarna koronka

Jakoś w zeszłym roku kupiłam Smokey Top Coat z Astora – top coat do paznokci, który daje jedynie półprzezroczystą mgiełkę czarnego koloru. Pamiętam, że chyba jako pierwszy taki produkt wprowadził Dior, nazywał się, z tego co pamiętam, Rock Coat. Strasznie mnie wtedy ciekawił, ale że nie lubię wydawać na jeden lakier zbyt wiele, rozglądałam się wśród innych marek. Te niestety jakoś późno podchwyciły pomysł, więc ukręciłam swój top coat z mieszanki bezbarwnego i czarnego lakieru, ale miał złą konsystencję i go nie używałam. Smokey Top Coat rzucił mi się w oczy przy okazji innych zakupów, a że kosztował śmiesznie mało, dałam się skusić. W założeniu taki top ma chyba służyć do przyciemniania innych lakierów, ale to żadna zabawa (chyba, że na glitterach!), więc wypróbowałam go solo, na naturalnej płytce, kładąc jedną warstwę na wcześniej przygotowany wzorek.

DSCN5363

DSCN5357

Od dawna miałam ochotę na taki półprzezroczysty mani i muszę przyznać, że świetnie mi się go nosiło. Oczywiście jest to coś innego, nie każdemu się spodoba. Moim zdaniem wygląda ciekawie :). Smokey top fajnie się rozprowadza, jest dość rzadki i nie smuży. Nie wiem czy można go kupić stacjonarnie… chyba nie. Ja skusiłam się na niego w jakiejś drogerii internetowej, ale zupełnie nie pamiętam w której dokładnie. Catrice ma podobny produkt w ofercie, tyle że różowy.

DSCN5360

DSCN5354

Do samego wzorku użyłam lakieru do zdobień (Sensique Art Nails) i czarnych trójkątów z Born Pretty Store. Ostatnio jakoś nie ciągnęło mnie do przyklejanych ozdób, ale te są świetne, bo bardzo proste i można stworzyć przy ich pomocy gustowny, oszczędny mani. Oczywiście mój wzorek wcale oszczędny nie jest ;), ale planuję wykorzystać je jeszcze przyklejając tylko po jednym przy nasadzie paznokci. Trójkątne ozdoby kosztują lekko ponad 2$, są tutaj, w różnych kolorach, ale mi najbardziej podobały się właśnie czarne.

Jak zawsze polecam Wam mój kod zniżkowy KP9J61, zawsze to te 10% zniżki przy zakupach. Jeśli jeszcze nie korzystaliście ze sklepu to polecam – nie wszystko na pewno jest dobre i trzeba czekać do miesiąca na paczkę, ale ozdoby do paznokci mają świetne. Wybór jest bardzooo duży a wysyłka zupełnie za darmo : ).

DSCN5365

wtorek, 24 lutego 2015

Na cellulit: CELLUBLUE?

Bardzo możliwe, że już natknęliście się na CelluBlue – masażer mający pozwolić nam na pozbycie się cellulitu. Ja jeszcze nie dawno nie miałam pojęcia o jego istnieniu, ale teraz widzę, że robi się o nim trochę głośniej. Co to jest i jak działa?

CelluBlue to taki prosty masażer w niebieskim kolorze, z wyglądu raczej niepozorny. Dzięki niemu możemy wykonać masaż antycellulitowy. Nie jest to nic skomplikowanego – wystarczy go lekko ścisnąć, zassać skórę i przeprowadzić szybki masaż. Powiem szczerze, że do takich wynalazków jakoś nigdy mnie specjalnie nie ciągnęło. Raz chciałam zakupić bańki chińskie, ale poczytałam co nieco o siniakach i popękanych naczynkach (a mam niestety lekkie problemy z naczynkami), więc szybko je sobie darowałam. Przypuszczam, że CelluBlue nigdy by mnie nie zainteresował sam z siebie. Odezwała się do mnie przedstawicielka marki i opis działania mnie przekonał (imponujące efekty w ciągu kilku tygodni), dlatego postanowiłam spróbować, w końcu cellulit niestety nie jest mi obcy. Bałam się oczywiście o naczynka, ale polecono mi przetestować bardzo lekki masaż.

DSCN5451

CelluBlue wykonany jest z medycznego silikonu (plus dla alergików), jest lekko gumowy, ale generalnie dość twardy. Żeby go ścisnąć trochę siły trzeba włożyć. Masaż tym przyrządem faktycznie okazał się łatwy, szybko można ustalić jak mocny stopień zassania skóry będzie dla nas optymalny – można masować bardzo lekko, a można też naprawdę porządnie. Nie wolno stosować na suchej skórze, zresztą byłoby to pewnie bolesne, uciążliwe i nawet nie wiem czy możliwe (CelluBlue nie będzie chciał się przesuwać po suchej skórze). Producent poleca stosowanie masażera na skórze posmarowanej balsamem lub oliwką, ale u mnie balsam nie sprawdzał się dobrze. Najwygodniej było mi na sporej dawce oliwki, olejku. Jest łatwy do wyczyszczenia, wystarczy woda i mydło.

Na stronie CelluBlue wyczytamy żeby wykonywać masaż przez kilka minut – najpierw zassać skórę i przeciągać od dołu do góry, na koniec masować skórę jeszcze kolistymi ruchami. Ja też zastosowałam się do tej metody, ale zawsze wykonywałam lekki masaż. Na pewno nie zaszkodziłam naczynkom, nic złego się nie stało, ale nie zdecydowałam się też na mocniejsze masowanie.

CB

cb3

Czy to działa? Wierzę, że tak, ale niestety nie usłyszycie ode mnie żadnych opinii w stylu “cellulit zniknął w trzy tygodnie”. Nie sądzę, żeby nawet codziennie masaże mogły zlikwidować cellulit w 100%, na pewno trochę pomogą, ale wydaje mi się, że działanie od środka i ćwiczenia to podstawa. Sama nie raz próbowałam się pozbyć cellulitu (choć na szczęście nie jest chyba jakiś straszny), próbowałam zwykłego masowania, masażu z pomocą szczotki i tak samo jak przy tych sposobach tak i z CelluBlue miałam wrażenie, że nogi wyglądają troszkę lepiej, ale cellulit od tego całkiem nie zniknie. Nawet całkiem regularne ćwiczenia, w tym basen, nie sprawiły, że cellulit całkowicie zniknął – musiałam po prostu trochę schudnąć. Teraz niestety znów ważę parę kilogramów więcej i cellulit znów ze mną jest ;).

Zmierzam do tego, że ocena efektów jest u mnie niemożliwe. Raz, że cellulit nie jest bardzo widoczny, więc ciężko ocenić efekt gołym okiem, dwa – mam wrażenie, że na mnie działa przede wszystkim dieta. Po trzecie mój masaż był bardzo delikatny, co na pewno nie daje pełnych efektów. Myślę jednak, że masaże wykonywać warto i ja na pewno będę sięgać po ten śmieszny kubeczek nie raz. Pytanie czy warto się zdecydować na zakup? Myślę, że dużym minusem dla wielu osób może być po prostu jego cena, bo CelluBlue kosztuje około 19 euro (kupicie go tutaj). Gdyby był taniutki na pewno nie zastanawiałabym się,  a tak… przyznam szczerze, że ja nie zdecydowałabym się w tej cenie. Zdarzają się promocje 40% co całe szczęście bardzo obniża koszty. Ja jednak zastanawiam się jak CelluBlue wypada w porównaniu do baniek chińskich, które można kupić za parę złotych. Żałuję w tym momencie, że nie mam porównania ; ). A może ktoś z Was je ma?

Illustration Revision (1)_PL

poniedziałek, 23 lutego 2015

Tutorial: Peacock Dream

Od kilku dni chodził za mną mocny, kolorowy makijaż. Wiem, że średnio pasuje do aktualnej pory roku, ale chwilowo miałam dość ciemnych czy przygaszonych kolorów ;). To typ makijażu, w którym najjaśniejszy punkt przypada na środek ruchomej powieki i optycznie mocno ją uwypukla. Pamiętam, że kiedyś padła prośba o makijaż tego typu, zdaje się że dotyczyła makijażu w zieleniach, ale żaden problem dowolnie pozamieniać kolory cieni.

q2

q7

Wszystkie makijaże w podobnym typie, w ciemnych odcieniach albo kolorowych i błyszczących, warto wykonywać na ciemnej lub czarnej bazie. Dzięki temu łatwiej i szybciej się pracuje, a kolory nabierają głębi : ). Ja lubię założyć całą powiekę czarną kredką albo czarnym cieniem w kremie Color Tattoo MNY.

q5

  1. Ruchomą powiekę i powiekę dolną pokrywam czarną kredką.
  2. Załamanie i obszar nad nim wykańczam ciepłym brązem. Dobrze rozcieram.
  3. Dokładam czarny cień na granicach powieki ruchomej i bardzo dokładnie go rozcieram.
  4. Następnie nakładam połyskujące cienie. Zaczynam od zewnętrznego i wewnętrznego kącika w stronę środka. Na zewnętrzne granice przypada fiolet i błękit, a bliżej środka jasna zieleń.
  5. Na sam środek powieki nakładam złoty cień. Dolną powiekę wykańczam połyskującymi cieniami: granatowym, bordowym, miedzianym.
  6. Tuszuję rzęsy, doklejam paski sztucznych rzęs.

q4

q1

Bezpieczną opcją byłyby delikatne, neutralne usta, ale miałam ochotę na całkowicie kolorowy makijaż ; ). Mam nadzieję, że taka propozycja przypadnie Wam do gustu : ).

DSCN5445

Lista użytych kosmetyków:

  • TWARZ: Pharmaceris podkład kryjący (01), Dermacol, prasowany puder transparentny Kobo, bronzer Makeup Revolution – Chocolate Shimmer
  • BRWI: farbka Makeup Revolution, puder do brwi Golden Rose
  • OCZY: czarna kredka Jelly Pong Pong, brązowy cień Sensique Pearl Glow 204, cienie z paletki Makeup Revolution – Eyes like angels (głównie Peacock Dream, Green Dream, Green Envy, Copper Dream, Sophisticated Pink, Aqua Dream), złoty cień z paletki Etre Belle, czarny matowy cień Diadem, tusz Revitalash Volumizing Mascara, sztuczne rzęsy Ardell Demi Wispies
  • USTA: pomadka Kobo – Rose Petal + połyskujący pyłek

niedziela, 22 lutego 2015

The Gift of Love by SHINYBOX

Hej! Udało mi się wyjechać na kilka dni w góry, dlatego do lutowego ShinyBoxa dobrałam się z lekkim opóźnieniem :). Jak można było się spodziewać, pudełko zostało przygotowane w walentynkowym klimacie, a już samo wieczko bardzo mi się spodobało. Choć nie raz lubię sobie odrobinę ponarzekać i często stwierdzam, że czegoś mi brakuje… to tym razem, zawartość usatysfakcjonowała mnie w 100%! Moim zdaniem zawartość jest świetna, jedno z najlepszych Shiny! Szkoda tylko, że już wyprzedane, ale z drugiej strony wcale mnie to nie dziwi.

DSCN5321

DSCN5323

W środku cztery pełnowymiarowe produkty, jedna miniatura, jedna niespodzianka, jeden gratis. Tym razem miałam wrażenie jakby pudełko zostało przygotowane specjalnie dla mnie, bo znalazły się w nim akurat te kosmetyki, które chciałam kupić!

DSCN5324

DSCN5325

  • THE BODY SHOP, masło do ciała Smoky Poppy – nowa linia TBS, która bardzo mnie zaciekawiła. Niedawno gdzieś rzuciła mi się w oczy, a opis zapachu (maki w zmysłowym wydaniu) od razu mnie zaintrygował. Chciałam wypróbować, ale cóż… TBS w Krakowie już nie istnieje, więc miniatura tego masła bardzo, bardzooo mnie ucieszyła :). | do 25zł | szt. |
  • DERMIKA, emulsja do nawilżania Hydratic – z opisu brzmi interesująco i ma sprawdzać się na wrażliwej skórze. O tej porze roku jak najbardziej na plus. | pełny wymiar | 46zł | 50ml |
  • BANIA AGAFII, maska do włosów drożdżowa – drugi kosmetyk z mojej chciejlisty :). Słyszałam o tej kultowej masce wiele dobrego i miałam w planach ją zakupić jak zużyję mojego Kallosa. Teraz już kupować nie muszę, strzał w dziesiątkę! | pełny wymiar | 13zł | 300ml |
  • SYIS, serum kolagenowe do paznokci – kolejny produkt, który od razu mnie zaciekawił. Lubię wypróbowywać różne nowości do paznokci, ale kolejna odżywka nie zrobiłaby na mnie wrażenia. Co innego kolagenowe serum! Jestem bardzo ciekawa czy się sprawdzi. |pełny wymiar | 35zł | 10ml |
  • YASUMI, Express Shaker Mask – i trzeci produkt z mojej listy! Shakerowa maseczka chodziła za mną odkąd ją tylko wypatrzyłam w internecie. Domyślam się, że to pewnie tylko bajer, ale gdybym nie znalazła jej w Shiny, pewnie jeszcze długo by się ode mnie nie odczepiła. Znów duży plus. | pełny produkt | 20zł |
  • 4 SENSO, Vitamin push up mus – niespodzianka dla subskrybentek ShinyBox. Próbka maseczki do włosów, wystarczy pewnie na raz, ale nie szkodzi, bo to tylko dodatek, a maski do włosów zawsze i chętnie przygarniam.
  • BIAŁY JELEŃ, mydło BIOomega – jako gratis mydełko Biały Jeleń. Gdyby było jednym z regularnych produktów to pewnie bym się przyczepiła, że tanio i co za problem mydło kupić, ale to dodatkowy kosmetyk, więc narzekać nie będę :). Przyda się z pewnością, a Białego Jelenia nie raz kupuję. Lubię właśnie za mydło i płyn micelarny. | ok 6zł | 85g |

DSCN5326

Moim zdaniem pudełko wyjątkowo udane! Każdy z kosmetyków trafił w mój gust, a trzy z nich miałam na liście “do kupienia”. Wydaje mi się też, że jest dość fajnie zróżnicowane, jeszcze jeden z produktów powinien być z kolorówki żeby mnie całkiem zachwyciło ;). Do zawartości dołączono też dwie próbki balsamów Let’s Celebrate. Opakowania paskudne, ale chciałam sprawdzić jak pachną.

DSCN5331

Przy okazji pudełka The Gift of Love otrzymałam także książkę Wybór Crossa autorstwa Sylvii Day – jak wyczytałam ‘kolejną część bestsellerowego cyklu sprzedanego w milionach egzemplarzy na całym świecie i przygotowywanego do ekranizacji przez wytwórnię Lionsgate’. ShinyBox jest partnerem tej książkowej nowości. Przyznaję, że nic o niej nie słyszałam, a dowiedziałam się nieco więcej losując przypadkowy cytat. Czy dobrze wyczuwam, że to podobny styl do najpopularniejszego filmu opartego na książce tego miesiąca? Jeśli tak to pewnie nie moje gusta, ale już więcej nic nie mówię, bo to byłoby ocenianiem książki po okładce ;).

środa, 18 lutego 2015

Trzy sposoby na prosty, brokatowy manicure

Sposobów na brokatowe paznokcie jest oczywiście całe mnóstwo, ale chyba najczęściej spotyka się po prostu całe paznokcie pomalowane brokatowym lakierem albo jeden-dwa paznokcie brokatowe, a reszta w bardziej spokojnym wydaniu. Dziś zobaczycie u mnie trzy inne proste pomysły, również dość często spotykane :). Wszystkie z użyciem brokatowych lakierów.

111

Brokatowy CHEVRON – bardzo lubię ten typ zdobienia. Trójkątny kształt może dochodzić aż do samego końca płytki (jak u mnie), ale nie musi. Przy tym sposobie najlepiej wybrać lakier z dużą ilością drobinek i malować kształt od taśmy klejącej.

DSCN4471

Brokatowy GRADIENT – bardzo prosta, super szybka metoda na efektowny mani. Umownie nazwałam to gradientem, ale przejście wcale nie musi być bardzo płynne. Myślę, że wykonanie jest banalnie proste, ale dla jasności: najpierw trzeba paznokcie pomalować bazowym lakierem, po wyschnięciu mniej więcej od połowy nałożyć lakier z brokatem i po kilku minutach powtórzyć malowanie glitterem, ale zacząć bliżej końcówek.

DSCN5267

Brokatowy RUFFIAN – to typ zdobienia, w którym przy nasadzie paznokci maluje się cienkie półksiężyce lub odwrotnie – na wcześniej nałożony lakier nakłada się kolejną warstwę, ale z odstępem od nasady. Tym razem wypróbowałam wersję gdzie większa część pozostaje brokatowa, ale w moim odczuciu lepiej sprawdza się kremowy lakier z brokatowymi półksiężycami :).

DSCN5197

Która wersja najlepsza : )?

wtorek, 17 lutego 2015

beGLOSSY: Najlepsze kosmetyki 2014

Dziś przychodzę z recenzją kolejnego pudełka – tym razem to edycja specjalna “Najlepsze kosmetyki beGlossy 2014”.  W środku znalazły się produkty, które wygrały w głosowaniu subskrybentek na najlepsze kosmetyki z beGlossy 2014 roku. Przyznam, że pomysł na takie pudełko jest po prostu świetny! Zdaje się, że nie tylko w moim odczuciu, bo wszystkie pudełka niestety już się wyprzedały. Gdyby taka zawartość pojawiła się w regularnej sprzedaży, byłam pewnie zawiedziona, bo kosmetyki dla wielu osób by się dublowały, ale umieszczenie produktów z największą ilością głosów jako edycja specjalna było strzałem w dziesiątkę :).

DSCN5280

DSCN5282

Pudełko ma identyczną oprawę graficzną jak regularna wersja na luty. Koszt tego zestawu był trochę wyższy – 59zł. A w środku pięć kosmetyków, z czego część to miniatury, część pełne produkty. Wszystkie kosmetyki znam oczywiście z poprzednich edycji, ale nie wszystkich jeszcze używałam.

DSCN5284

DSCN5285

  • BENEFIT, They’re Real! mascara – jedna z moich ulubionych maskar! Wiele razy wspominałam o niej na blogu, więc nie ma sensu się powtarzać, dla mnie to po prostu świetny tusz :). Tutaj wersja miniaturowa (ach, szkoda że nie pełnowymiarowa ;)), z pewnością się przyda.
  • BENEFIT, It’s potent! eye cream – rozświetlający krem pod oczy w uroczym słoiczku. Kremy pod oczy tak wolno się zużywają, że jeszcze nawet nie otwarłam tamtego.
  • BANDI, krem z kwasem migdałowym – obecność tego kremu w pudełku bardzo mnie ucieszyła, bo od jakiegoś czasu tego samego kremu z Glossy i sprawdza się bardzo dobrze. Moja skóra lubi kwas migdałowy. w kosmetykach. Używam go na noc i choć nie działa jak typowo mocno złuszczający kosmetyk, to widzę lekkie oczyszczenie i po prostu lepszy stan skóry.
  • SANASE, peeling dotleniający – czekoladowy peeling do twarzy. Nie używałam, ale skoro zebrał tyle głosów musi być fajny ;).
  • VASELINE, balsam do ciała – tego balsamu też nie wypróbowałam, ale zaskoczyła mnie jego obecność w tym zestawieniu. Spodziewałam się, że to raczej przeciętniak.

Dodatkowo pralinka Lindt – jak dla mnie mogłaby być cała bombonierka :D.

DSCN5287

Moim zdaniem świetne zestawienie kosmetyków, szkoda jedynie, że pudełko już się wyprzedało, bo pewnie jeszcze wiele osób skusiłoby się na zakup.

Czy w kolejnym miesiącu byłybyście zainteresowane kodem na pudełko, dzięki któremu można by kupić je np. z dodatkowymi kosmetykami :)?

niedziela, 15 lutego 2015

Kolorówka mineralna ECOLORE

Ecolore to nowa marka kosmetyków mineralnych – pojawiła się niedawno, od razu z szeroką gamą kolorystyczną produktów (ponoć najszerszą w tym momencie wśród marek mineralnych). Jeśli kupujecie kosmetyki mineralne to na pewno wiecie, że jeśli chodzi o dostępne odcienie, nie ma porównania ze zwykłymi kosmetykami. O ile w odcieniach podkładów można przebierać, tak już w kolorach cieni nie za bardzo. Mam tu cały czas na myśli polskie drogerie internetowe i polskich producentów kosmetyków mineralnych, bo wśród zagranicznych marek mineralnych wybór bywa nie raz oszałamiający ;).

b3

Wypróbowałam róż i cień mineralny. Z kosmetykami mineralnymi raz się lubię, a raz wręcz przeciwnie. Jeszcze nigdy nie znalazłam podkładu mineralnego, który naprawdę pasowałby mojej skórze, ale z kolei mam kilka ulubionych cieni, róż i rozświetlacz. A jak wypadł róż i cień Ecolore?

b7

Z obydwu kosmetyków jestem zadowolona. Mają plastikowe słoiczki i praktyczne sitko, dzięki któremu nie wysypuje się zbyt dużo kosmetyku. Oczywiście są to sypkie produkty, w postaci proszku – oczywista oczywistość, ale może nie każdy zorientowany w mineralnej kolorówce będzie wiedział, że to najczęściej występująca forma kosmetyków. Róż ma 4g, a cień 1,7g – wbrew pozorom to bardzo dużo, a obydwa sypańce są niezwykle wydajne. Mają termin ważności 12 miesięcy od otwarcia, ale gdzieś kiedyś czytałam, że kosmetyki mineralne są ważne bezterminowo, a jedynie producenci mają obowiązek określenia daty ważności. Nie wiem czy jest to potwierdzona informacja, ale mi z pewnością nie udałoby się ich zużyć w ciągu roku.

 b8

Mój róż to Bubble Gum – bardzo jasny odcień, który przyznam szczerze zaskoczył mnie przy pierwszym użyciu.

b5

b1

Bubble Gum maźnięty na szybko na ręce wydawał mi się naprawdę niezwykle jasny jak na róż do policzków. Od mojej skóry wyraźnie się odcinał, był od niej dużo jaśniejszy. Okazało się, że ma także całkiem dobre krycie, więc byłam ciekawa czy nałożony na policzki zupełnie zniknie czy może rozjaśni cerę w tych miejscach. Co ciekawe na moich policzkach jest widoczny, delikatny ale nadaje im zaróżowiony kolor. Myślę, że nawet na zdjęciu powyżej widać to dziwne zjawisko – na policzku jasno różowy, ale ciemniejszy od skóry, maźnięty po ręce – dużo jaśniejszy (nie mam brązowych rąk ; )).

Bubble Gum ma odcień ultra jasnego różu, w ciepłej tonacji, z mnóstwem bardzo delikatnych drobinek. Jeśli zupełnie nie tolerujecie połysku to oczywiście nie jest to wykończenie odpowiednie dla Was, ale ja uważam, że ten subtelny błysk wygląda naprawdę ładnie i daleko mu do tandety. Róż ma aksamitną, bardzo przyjemną w dotyku formułę. Ładnie się nakłada, nie ściera się w ciągu dnia. Ten odcień będzie dobry tylko dla osób o jasnej cerze, na ciemniejszej pewnie zupełnie zginie. Jego jasny odcień może mieć duży plus dla osób, które nie mają wprawy w posługiwaniu się różem – ciężko zrobić sobie nim krzywdę. Polubiłam go, ale uważam, że dla mnie jest jednak odrobinę za jasny przez co nie jestem w stanie wydobyć jego uroku w 100%.

b6

b2

x3

Royal Blue to ciekawy, intensywny odcień jasnego kobaltu. Cień ma mnóstwo drobinek, ale choć w opakowaniu wydaje się bardzo drobinkowy to na oku ten efekt znika, co zresztą możecie zobaczyć na zdjęciach. Sprawia wrażenie raczej lekko połyskującego. Ma dobrą pigmentację, ale końcowy efekt zależny jest od sposobu aplikacji. Nakładany na suchą skórę w podobny sposób jak zwykły, prasowany cień będzie dawał raczej półprzezroczysty efekt, nie do końca kryjący. Żeby uzyskać takie krycie jak na moich zdjęciach trzeba postępować troszkę inaczej – najlepiej nakładać cień na lekko lepką bazę (np. na specjalny płyn do cieni, klasyczną bazę, coś w typie Pixie Epoxy, albo choćby kremowy cień lub kredkę) i raczej wklepywać cień miejsce w miejsce. Na moich oczach większość cieni trzyma się dobrze więc i z tym nie było problemów.

b4

Przeglądałam ofertę Ecolore i dochodzę do wniosku, że kolorów faktycznie jest sporo, ale patrząc przynajmniej na same zdjęcia podglądowe brakuje mi trochę niepowtarzalnych odcieni, które mogłyby odróżniać dodatkowo markę. Odcieni podkładów jest sporo, dzielą się na gamę ciepłych, zimnych, neutralnych i oliwkowych. Dodatkowo mają też pudry wykończeniowe i matujące, ale moim zdaniem przydałyby się też pudry odpowiednie dla skóry suchej, niwelujące efekt pudrowości, zbyt mocnego matu. Cieni do oczu jest sporo, kolory są fajnie dobrane, ładnie wyważone, choć jak już wspomniałam brakuje mi trochę niepowtarzalnych kolorów ; ). Fajnie wyglądają cienie do kresek, jestem ciekawa jaki efekt dają na oku. Bardzo podobają mi się róże, mają śliczne odcienie, natomiast bronzery jak na moje oko są trochę zbyt ciepłe. Brakuje też rozświetlaczy, jednego z moich ulubionych kosmetyków : ).