piątek, 29 kwietnia 2016

MAKEUP | W stylu BOLLYWOOD :)

Dziś pokażę Wam mój kolejny makijażowy eksperyment, tym razem bardzo na bogato, bo inspiracją był styl Bollywood :). W orientalnych makijażach panuje przepych, oczy są bardzo mocno podkreślone, często w zestawieniu z równie intensywnymi ustami. Mój makijaż powstał "z głowy", więc nie jest wierną kopią, a jedynie wariacją na temat.

Bardzo mocno (i graficznie) pomalowane oczy zestawiłam z intensywnie błyszczącymi ustami. Aby uzyskać mocny połysk używałam przeróżnych sypkich pigmentów, które uwielbiam właśnie do takich makijaży dla zabawy, ale też do zwykłych makijaży na co dzień. Pigment wylądował nawet na pomadce do ust - inaczej nie udałoby mi się uzyskać tak metalicznego efektu.



Użyłam też turkusowego cienia w kremie Color Tattoo od Maybelline, który świetnie sprawdza się także jako eyeliner. Ponadto używałam oczywiście klasycznych cieni prasowanych (paletki czekoladki Makeup Revolution, które uwielbiam) i niezastąpionego czarnego eyelinera od Zoevy. Przy takich makijażach pod ręką trzeba też mieć cyrkonie i klej do rzęs, na który można je bardzo łatwo naklejać!


Mam nadzieję, że mój dzisiejszy pomysł spodoba się Wam :). Dajcie znać czy skusiłyście się na obecne promocje w Rossmannie, ja zniżki na kosmetyki do oczu tym razem odpuściłam.

czwartek, 28 kwietnia 2016

MAX FACTOR Marilyn Monroe Lipstick | 4 odcienie czerwieni

Dziś coś dla fanek czerwonych ust - kolekcja czterech pomadek Max Factor inspirowana ulubionym odcieniem pomadki Marilyn Monroe. Kolory są sensownie podzielone, tak aby osoby, której do tej pory nie wiedziały po jaki odcień czerwieni sięgnąć już nie miały tego problemu :). Jako, że pomadki są bardzo fajne, a promocja w Rossmannie -49% na produkty do ust zbliża się wielkimi krokami (początek 4.05) pomyślałam, że warto będzie pokazać je na blogu właśnie teraz :).

Jak można się było tego spodziewać, mi spodobały się wszystkie cztery odcienie, choć nic nie pobija klasycznej czerwieni. Uwielbiam czerwone usta i maluję się tak bardzo często na co dzień od wielu lat. Oczywiście nie każdy dobrze się czuje w takich mocnych pomadkach, ale polecam się przekonać choćby tylko na większe wyjścia. Czerwona szminka robi praktycznie za cały makijaż i nie wiem czy jest jakiś inny kolor, który wygląda równie elegancko i efektownie :).


Pomadki są bardzo kremowe i przyjemnie się noszą. Mają też wyjątkowo ładny zapach i ... słodki smak! Nie są długotrwałe, wytrzymują max kilka godzin, ale to pomadki kremowe, nawilżające usta więc nie taka ich rola. Krycie można budować od średniego do pełnego - przy pierwszym pociągnięciu nie dają 100% koloru. Dla jednych będzie to wadą, dla innych zaletą (jeśli chcecie stopniować intensywność).

Każda z pomadek pozostawia na ustach lekko połyskujące, mokre wykończenie. Moją ulubioną jest Ruby Red, piękna klasyczna, intensywna czerwień!



RUBY RED | Mój typ czyli odcień najbardziej klasycznej, czystej czerwieni. Żywy, intensywny, bez domieszek, po prostu kultowy odcień czerwonej pomadki. Odpowiednio użyty (tj. dopasowany do reszty makijażu) powinien pasować każdemu, ale że istnieją wyjątki od reguły to powiedzmy - większości :).


SUNSET RED | Ciepły odcień czerwieni, strażacki, z pomarańczowymi tonami. Taka czerwień pasuje ciepłym typom urody i bardzo fajnie wyglądają w niej często blondynki. Na ogół wolę chłodniejsze odcienie, ale i taką bardzo ciepłą czerwień noszę też dla odmiany. Uwaga przy zębach, które nie są białe - oranżowe czerwienie podkreślają żółty ton zębów.


BERRY RED | Jest też typowo chłodny odcień czerwieni, delikatniejszy, lekko różowy, ale to wciąż czerwień. Idealny dla chłodnych typów urody, ale też dla wszystkich, którzy boją się bardzo intensywnej czerwieni. Ta jest stonowana, łagodna i nie razi po oczach.


CABERNET RED | Ciemna, nieco bordowa czerwień. Jako jedyna ma domieszkę drobinek, ale jak widzicie na swatchu na ustach wcale nie wygląda perłowo czy metalicznie (po prostu minimalnie mocniej połyskuje). Piękny odcień, najbardziej elegancki i wieczorowy. Ta czerwień świetnie pasuje do ciemniejszych typów urody.


Cenowo wychodzą po około 47zł, jeśli Wam się spodobały to oczywiście polecam czekać na zniżki w Rossmannie :). I tradycyjnie zapytam: który odcień podoba Wam się najbardziej?


środa, 27 kwietnia 2016

10 sposobów na SERUM HIALURONOWE

Hej! Dziś jeszcze raz o pielęgnacji, a dokładniej o produkcie totalnie uniwersalnym, który praktycznie zawsze mam w łazience - serum hialuronowym. Większość z Was na pewno dobrze je zna, ale jeśli jeszcze nie próbowałyście to naprawdę warto. Takie serum to świetny nawilżacz, który ma właściwości zatrzymywania wody. Poprawia sprężystość skóry, działa łagodząco, antyoksydacyjnie i wygładzająco :).

Serum hialuronowe ma ten plus, że można je stosować na przeróżne sposoby. Jest to produkt beztłuszczowy, więc może okazać się strzałem w dziesiątkę przy skórze mieszanej i tłustej, ale tak naprawdę nadaje się do każdego typu cery. Ma płynno-żelową formułę i błyskawicznie się wchłania nie pozostawiając filmu na skórze. Szukając tego typu produktów można natrafić na takie nazwy jak "kwas hialuronowy", "żel hialuronowy" bądź właśnie "serum hialuronowe". W serum najczęściej znajdziemy też dodatkowe składniki, ekstrakty. Kwas w czystej postaci jest w postaci proszku i trzeba go sobie rozrobić (żel jest już rozrobiony), ale widuję też już gotowy do użytku żel z etykietką "kwas". Nie obawiajcie się jednak tego słowa 'kwas' na buteleczce bo kwas hialuronowy nie ma nic wspólnego z złuszczającymi kwasami (jak AHA i BHA). Stężenie kwasu hialuronowego też będzie się różnić w zależności od produktu, polecane maxymalne stężenie to 20%.


1. SOLO | Najpowszechniejszym zastosowaniem jest oczywiście użycie żelu hialuronowego solo, jako kosmetyku nawilżającego. Aby uzyskać oczekiwany efekt nawilżenia najlepiej zwilżyć twarz wodą (np. spryskać wodą termalną bądź mgiełką) i nałożyć serum na jeszcze wilgotną skórę.

2. DODATEK DO KREMÓW | Jeśli chcecie podkręcić właściwości nawilżające kremu, fajną opcją jest zmieszanie kremu z serum. Sama często tak robię.

3. BAZA POD KREM | Serum hialuronowe świetnie sprawdza się używane pod krem (i na dzień i na noc). W takiej wersji oczywiście sprawi, że skóra będzie jeszcze lepiej nawilżona.

4. DODATEK DO MASECZEK | Szczególnie dobrze sprawdza się w przypadku naturalnych glinek! Można dodać troszkę albo zastąpić żelem całą porcję wody. Jeśli korzystacie z glinek to koniecznie spróbujcie, bo dzięki temu maseczka jest łagodniejsza i nawilżająca.

5. DO SERUM DWUFAZOWEGO | Moim ulubionym sposobem jest mieszanka serum hialuronowego z olejkiem, który służy mojej skórze. Ja zazwyczaj rozrabiam takie 'serum dwufazowe' bezpośrednio przed użyciem, na dłoni - mieszam porcję żelu hialuronowego z olejem i nakładam na twarz. Mieszanka nawilża i natłuszcza skórę, a nawiasem mówiąc sprawdza się o wiele lepiej niż niejeden krem!

6. NA WŁOSY | Żel hialuronowy można nakładać na końcówki włosów - nawilży je, ale nie przetłuści. Podobno kwas hialuronowy dobrze wpływa również na skórę głowy i porost włosów, ale wyczytałam, że takie właściwości ma ten małocząsteczkowy.

7.  DODATEK DO ODŻYWEK I MASEK | Maski i odżywki do włosów także można wzbogacić dodając troszkę żelu, aby działały jeszcze intensywniej. Do szamponów też się nadaje!

8. DODATEK DO TONIKÓW | Tonik, hydrolat, bądź napar ziołowy również można podkręcić serum hialuronowym.

9. JAKO SERUM LIFTINGUJĄCE | Nałożony na suchą skórę delikatnie ją napnie i pokryje ochronnym filmem. W ten sposób można zastosować go na całą twarz, ale też na przykład tylko pod oczy.

10. BAZA POD MAKIJAŻ | Jako super lekka baza pod makijaż. Polecam szczególnie przy bardziej tłustej skórze spróbować jako bazy, bo utrzyma poziom nawilżenia a nie przyczyni się do szybszego błyszczenia w ciągu dnia i nie skróci trwałości podkładu.


Obecnie używam serum z kwasem hialuronowym GlySkinCare, które dodatkowo zwiera ekstrakt z ryżu, komórki macierzyste z winogron, hydromanil. Fajne serum, niesamowicie wydajne, choć nakładam je hojnie :). Z tej samej marki bardzo polecam też świetne serum z wit C, którym ciągle się zachwycam i o którym pisałam w tym poście.

W podobny sposób do serum hialuronowego można używać też np. żelu aloesowego, jeśli tylko Wam służy. Tutaj oczywiście działanie jest nieco inne, ale praktycznie wszystkie wymienione przeze mnie sposoby będą się sprawdzać.


poniedziałek, 25 kwietnia 2016

SKÓRA WRAŻLIWA | Kosmetyki, sposoby na pielęgnację

Hej! Na dziś temat cery, a konkretnie tej wrażliwej i trudnej w pielęgnacji. Odkąd pamiętam zawsze miałam większe bądź mniejsze kłopoty z cerą, ale długo nie wiedziałam, że moja skóra wykazuje cechy cery wrażliwej. Dawniej często mówiło się, że skóra wrażliwa jest sucha, cienka i wiecznie ściągnięta, ale tak naprawdę cera tłusta czy mieszana (czyli taka jak moja) też oczywiście może być skórą wrażliwą. Nie jestem kosmetologiem ani ekspertem w tej kwestii, do wszystkiego dochodziłam metodą prób i błędów. Moje sposoby i ulubione kosmetyki nie muszą sprawdzić się na waszej skórze, ale myślę że pewne metody na pielęgnację są dość uniwersalne :).


Czym charakteryzuje się skóra wrażliwa? Nazywana też skórą nadreaktywną, ma mniejszy próg tolerancji na bodźce zewnętrzne i wewnętrzne. Do takich bodźców możemy zaliczyć  temperaturę, warunki pogodowe, stres, kosmetyki czy nawet nieodpowiednią wodę. Reaguje zaczerwienieniem, wysypką, swędzeniem, pieczeniem lub przesuszeniem. W moim przypadku najczęściej jest to mocne zaczerwienienie, szczególnie od zbyt wysokiej temperatury, ale też emocji, wiatru, dotyku. Źle reaguje też na niskie temperatury. Drugim najczęstszym problemem jest właśnie wysypka, która pojawia się po różnych kosmetykach, ale bywa, że też od kwestii temperaturowych. Nie lubi się również z klimatyzacją ;).

Moje metody pielęgnacji:

-Przede wszystkim delikatne obchodzenie się ze skórą, nie pocieranie jej, nie dotykanie zbyt często. Mojej skórze nie służą też mocne peelingi mechaniczne (zawsze bezpieczniej wybrać jest enzymatyczne, ale delikatne mechaniczne też się u mnie sprawdzają).

-Unikanie wysokich i bardzo niskich temperatur. Gorąca woda totalnie odpada, idealna jest letnia! Nie biorę też kąpieli w zbyt gorącej wodzie i nie stosuję żadnych ciepłych okładów itp.

-Trzymanie się sprawdzonych kosmetyków. Nie jest to prosta zasada kiedy lubi się eksperymentować z nowościami ;). Jednak częste zmiany na przykład kremów nie są dla mnie najlepsze, więc trzymam się dłuższy czas jednego, który się sprawdza. Uważać muszę także przy kremach pod oczy, czasem też potrafią podrażniać!

-Mniej kosmetyków w codziennej pielęgnacji - zdecydowanie! Rytuały w stylu peeling, tonik, maseczka, serum, krem itp. totalnie się u mnie nie sprawdzają. Oczywiście każdego z tych kosmetyków używam, ale w odstępach czasu. Trzeba też dać po prostu skórze odpocząć :). Jeśli nie mam potrzeby nawilżania skóry to po prostu nic nie nakładam i czasem to jest właśnie najlepsze wyjście.

-Nawilżanie od środka. Kiedy więcej pije skóra od razu wygląda lepiej, więc staram się tego pilnować.

-Delikatne kosmetyki to podstawa. Jak już wspomniałam mocne peelingi odpadają, niektóre kwasy także powodowały mocną reakcję alergiczną na mojej skórze. Z kolei dobrze sprawdza się większość kosmetyków o bardziej naturalnych składach (choć nie jest to regułą i czasem te drogeryjne też okazują się super).

-Delikatny demakijaż. Chyba najwieksze problemy zawsze miałam z dobraniem sobie kosmetyku do demakijażu. Zdecydowana większość mleczek mnie mocno podrażnia, część płynów micelarnych także. Trzeba celować w te bardzo łagodne. Często sprawdza się też opłukanie twarzy wodą po użyciu micela. Odpada tarcie skóry wacikami!


Sprawdzone kosmetyki:

-Ulubione kremy to np. ten bogaty, mocno nawilżający krem Nuxe Reve de Miel, Embryolisse, lekki krem dyniowy od Organique, albo balsam po goleniu Nivea Sensitive używany zamiast kremu na dzień. Żaden z nich nie powoduje u mnie wysypki czy innych podrażnień. Nie zawsze sprawdzają się u mnie ksmetyki hipoalergiczne przeznaczone typowo do skóry wrażliwej. Miałam przypadek, że i po takim kremie dostałam podrażenienia.

-Ziołowe napary do przemywania twarzy (oczywiście porządnie ostudzone). Lubię ten z rumianku i żywokostu :).

-Kosmetyki złuszczające, które bardzo dobrze się u mnie sprawdziły to maska enzymatyczna Ava i krem Bandi z kwasem migdałowym.

-Najlepsze płyny micelarne to dla mnie Mixa i Garnier, do tej pory żaden inny ich jeszcze nie pobił! Łagodne ale skuteczne.

-Wśród masek zdecydowanie najlepiej służą mi algowe. Świetnie uspokajają cerę, nawet jeśli przed użyciem była zaczerwieniona. Często moją skórę podrażniają drogeryjne maseczki w saszetkach.

-Oleje genialnie sprawdzają się na mojej skórze, ale nie każdemu muszą tak dobrze służyć. Bardzo polecany jest olej kokosowy ponieważ nie uczula i mogą go stosować alergicy, ale lepiej na niego uważać przy tłustej skórze.

Generalnie wydawać by się mogło, że taka cera to same problemy, ale w praktyce wystarczy przestrzegać kilku zasad żeby skóra miała się całkiem dobrze. Oczywiście na niektóre czynniki jak np. wiatr nie mamy żadnego wpływu i nie możemy się za bardzo chronić, ale możemy nadrabiać odpowiednią pielegnacją. Do moich metod pielęgnacji dochodziłam na zasadzie prób, ale podczytywałam też o skórze wrażliwej i alergicznej co nieco z internetu - część informacji zaczęrpnęłam z www.mojealergie.pl, znaleźć tam można masę artykułów szczególnie o skórze alergicznej, jej pielęgnacji i objawach, właściwie o wszystkim co związane z takim rodzajem cery. Jeśli też macie taki typ skóry, dajcie znać co Wam służy i jakie kosmetyki polecacie :).

piątek, 22 kwietnia 2016

✿ FITLOVEBOX ✿

Słyszeliście już o Fitlovebox? Ja w tym miesiącu sprawdziłam pudełko po raz pierwszy! Fitlovebox to coś podobnego do kosmetycznych pudełek-niespodzianek, tyle że jest wypełniony samymi zdrowymi produktami :). Przyznam szczerze, że rozpakowując Fitloveboxa cieszyłam się chyba nawet bardziej niż w przypadku kosmetycznych boxów, bo jest to coś innego, a na marginesie muszę przyznać, że uwielbiam zaglądać do sklepów eko i wyszukiwać nowości.


Pudełko jest dosyć spore :). W tym miesiącu można było znaleźć pastę tahini Primavika, dwie płynne przekąski Chias od Chias Brothers, suszone daktyle Bio Planet i mąkę kokosową tej samej marki oraz kaszę gryczaną niepaloną.



U mnie na pierwszy rzut poszły daktyle, nie dotrzymały nawet do końca do zdjęć ;). Uwielbiam daktyle i często używam ich jako słodzika - dodając np. kilka do koktajli czy owsianki. 

Tahini czyli pasta sezamowa to również był strzał w dziesiątkę. Bardzo ją lubię i nie raz sama robię, ale niestety mój młynek nie potrafi zmielić ziaren sezamu aż tak dobrze. Tahini to u mnie najczęściej podstawa hummusu, ale tę wypróbowałam po prostu jako smarowidło do rogalików i dodatek do owsianki z gruszkami. Piekłam kiedyś ciasteczka na bazie tahini, pamiętam że wyszły bardzo dobre.

Chias  - napoje na bazie nasion chia. W pudełku były dwie wersje: granat i mango. Spróbowałam tej z granatem i okazała się bardzo dobra w smaku i dość słodka, mimo że nie zawiera dodatku cukru. Nasionka chia swoją drogą zawsze też mam w zanadrzu, dodaję je najczęściej do koktajli, owsianki, płatków i domowych batoników zbożowych. Zdarza mi się też przygotowywać popularny pudding z chia i mlekiem kokosowym.

Mąka kokosowa to dla mnie nowość, którą od dawna chciałam wypróbować. Przez nią całe pudełko pachniało kokosem! Kaszę gryczaną z pewnością każdy mniej lub bardziej zna. Ja kupuję dosyć rzadko, ale takie dodatkowe opakowanie zmusiło mnie do zrobienia z kaszy czegoś innego niż zazwyczaj i w ten sposób powstały bardzo proste placuszki. Zrobiłam je ze zblendowanej kaszy i przypraw, następnie można je już podpiec :).


Fitloveboxa można zamówić jednorazowo, na 3 lub 6 miesięcy na fitlovebox.pl. Pojedyncze pudełko kosztuje 49zł co wydaje mi się dość dobrą ceną za tyle produktów, zwłaszcza że tego typu eko produkty są zwykle dość drogie.

Mi bardzo się spodobał, ale ja uwielbiam wypróbowywać nowości w kuchni i zdrową żywność :). Jeśli ktoś gotuje bardzo tradycyjnie i nie lubi sprawdzać nowych przepisów to pewnie nie skorzystałby ze wszystkich produktów ;).

środa, 20 kwietnia 2016

Demakijaż samą wodą | GLOV rękawiczka do demakijażu

Większość z nas jest przyzwyczajona do codziennego używania żeli do mycia twarzy, miceli, mleczek czy płynów do demakijażu. Glov czyli "magiczna" myjka przeznaczona jest właśnie do pełnego demakijażu przy użyciu samej wody! Zapewne już słyszałyście o tej rękawiczce, bo jest bardzo popularna w internecie. Jest to na pewno coś fajnego, godnego polecenia, co warto kiedyś wypróbować, ale czy faktycznie Glov to taki ideał... moim zdaniem ma pewne minusy ;).


Co obiecuje nam producent? Przede wszystkim demakijaż przy użyciu samej wody i żywotność myjki do 3 miesięcy stosowania. Glov występuje w trzech wersjach: mini rękawiczka na palec Quick Treat <14zł>, standardowa rękawica On-the-go (z mojego wpisu) <39zł> oraz wersja Comfort o kwadratowym kształcie <49>. Quick Treat polecam jeśli chcecie wypróbować czy warto, ale jeśli jesteście zdecydowane, że będziecie używać to lepiej brać On-the-go, bo jest dużo wygodniejsza.

PLUSY | Glov faktycznie myje przy użyciu samej wody! Bez problemu zmywa podkłady, zarówno zwykłe jak i mineralne. Doskonale radzi sobie z różami, korektorami, kosmetykami do brwi i pomadkami. Demakijaż jest bardzo przyjemny, a skóra po takim myciu delikatna i przede wszystkim nie przesuszona czy podrażniona. Glov to świetne rozwiązanie jeśli szukacie czegoś naprawdę łagodnego dla skóry (w końcu to sama woda i zero detergentów). Bardzo ją lubię właśnie za skuteczność w demakijażu twarzy i delikatność zarazem. Glov to też świetne wyjście w podróży, na basenie czy siłowni. Zajmuje minimum miejsca i nie trzeba zabierać dodatkowych kosmetyków. Łatwo się ją także czyści, wystarczy przeprać w mydle, a potem wysuszyć.

MINUSY | Glov nie zawsze radzi sobie z makijażem oczu. Bywa, że zmywa szybko i bezproblemowo, ale z niektórymi tuszami, eyelinerami czy kredkami nie daje rady, a nie chcemy też trzeć oczu. Czasem musiałam domywać same oczy micelem. Można też zwilżyć Glov właśnie płynem micelarnym - w ten sposób już na pewno wszystko idealnie zmyje, ale nie każdemu może to odpowiadać. Moim zdaniem te 3 miesiące użytkowania to też jest trochę naciągany czas, bo u mnie po dużo krótszym okresie działa już troszkę słabiej.



Dlaczego Glov czyści przy użyciu samej wody? Jest wykonana z mikrowłókien podobno do 100 razy cieńszych niż ludzki włos, które mają kształt rozgwiazdy i dzięki temu lepiej zbierają zanieczyszczenia. W dotyku rękawiczka jest bardzo miękka, ale nie przypomina zwykłej szmatki/myjki, ciężko jest mi ją do czegoś przyrównać, ale jeśli miałyście to wiecie co mam na myśli.

Mimo pewnych wad bardzo lubię Glov, bo świetnie zmywa podkłady, nie podrażnia skóry i jest idealna na wyjazdy. Chcę jeszcze wypróbować zwykłą ściereczkę muślinową, dla odmiany. Glov można kupić na oficjalnej stronie sklepu, ale też w Sephorach, a już wkrótce w Hebe, Rossmannach i Dbam o zdrowie. Niedługo mają się pojawić w ofercie także kolorowe rękawiczki :).





PROMOCJE: ROSSMANN -49% | Co warto kupić?

Hej! Jak co sezon właśnie rozpoczynają się spore promocje w Rossmannie -49% na kolorówkę. Ja tym razem nie mam w planach większych zakupów, póki co mam zamiar skusić się na pewno tylko na matową pomadkę w płynie od Bourjois w kolorze Ping Pong. Promocja co tydzień dotyczy innej kategorii produktów, a rabat zawsze był odliczany już przy kasie, o czym na pewno wiecie. Jeśli macie dylemat co kupić, to jak zwykle przygotowałam małą podpowiedź - zestawienie moich ulubionych kosmetyków z Rossmanna :).

Internet podpowiada, że terminy promocji będą wyglądały tak:
20.04 - 25.04 PUDRY, PODKŁADY, BRĄZERY, RÓŻE, KOREKTORY
26.04 - 3.04 KREDKI, CIENIE, EYELINERY, TUSZE, KOSMETYKI DO BRWI
4.05 - ? POMADKI, BŁYSZCZYKI, LAKIERY DO PAZNOKCI


REVLON COLORSTAY |  Mój ulubiony bardziej kryjący podkład. Jeśli zależy Wam na dobrym kryciu, preferujecie takie właśnie mocniejsze i długotrwałe podkłady to możecie go polubić. U mnie to podkład, który wygrywa w kategorii trwałości i trzymania matu! Mowa o wersji dla skóry tłustej.

L'OREAL TRUE MATCH | Jeśli z kolei szukacie czegoś takiego pośredniego z podkładów to mogę polecić True Match - drugi podkład, który dobrze się u mnie sprawdza. Jest średnio kryjący, nawilżający, dobry na co dzień. Ma rzadszą formułę i sprawdzi się raczej na skórze normalnej, mieszanej.

BELL HYPOALLERGENIC | I coś już bardziej lekkiego czyli fluid od Bell. Niby matująco-kryjący, ale w rzeczywistości lekki, nawilżający o ładnym, naturalnym wykończeniu. Raczej nie dla tłustej cery.

MAX FACTOR CREME PUFF | Coś z pudrów: Creme Puff to moim zdaniem najlepszy puder prasowany jaki można dostać w Rossmannie. Bardzo popularny i nic w tym dziwnego, ja kupuję regularnie. Odradzam jeśli szukacie czegoś co znacząco przedłuży mat.

Poza tym godny uwagi będzie jeszcze rozświetlający podkład Rimmel Wake Me Up - bardzo dobry, umiarkowanie kryjący o ładnym wykończeniu. Bardzo fajny, lekki ale kryjący jest też Match Perfection! Z korektorów pod oczy z kolei mogę polecić Affinitone od Maybelline.


BOURJOIS BLUSH | Wypiekane róże od Bourjis mają cudowne kolory i bosko pachną :). Mam trzy odcienie (matowe i rozświetlające) i bardzo je polubiłam. Mają jeden minus - szybko twardnieją i raz na jakiś czas trzeba lekko zdrapać wierzchnią warstwę. Mimo tej jednej wady uważam, że są godne polecenia. Szczególnie ładnym i uniwersalnym kolorem jest Lilas D'Or.

MAYBELLINE DREAM TOUCH BLUSH | Kremowe róże od Maybelline to moim zdaniem hit, najlepsze róże w kremie jakich próbowałam. Jeśli tylko taka formuła Wam odpowiada to warto :)! Wyglądają super naturalnie na policzkach. Uwielbiam brzoskwiniowy odcień Peach.

Z rozświetlaczy podobno bardzo dobry jest Wibo Diamond Illuminator, ale nie miałam więc ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Na ostatnich promocjach skusiłam się na mozaikowy rozświetlacz Revlon, jednak nie polecam go Wam - wygląda pięknie w opakowaniu i w sumie nie jest zły, ale nie jest to też nic ponad przeciętnego.


MAYBELLINE LASH SENSATIONAL | Uwielbiam ten tusz, jest po prostu świetny! Teraz mam wersję Intense Black, ale zarówno ta jak i podstawowa jest bardzo, bardzo dobra. Mocny efekt i dobre rozdzielenie rzęs w przystępnej cenie.

L'OREAL SUPER LINER SUPERSTAR | Najlepszy eyeliner w pisaku jaki używałam. Nie wysycha, służy mi już bardzo długo. Nie trzeba się obawiać, że wypisze się po dwóch tygodniach. Super wygodny i bardzo precyzyjny.

MAX FACTOR KOHL PENCIL | Ulubiona cielista kredka na linię wodną. Odpowiednio miękka o intensywnym kolorze.

MAYBELLINE EYESTUDIO LASTING DRAMA | Żelowy eyeliner od MNY to jeden z najlepszych eyelinerów o tej formule jakie można dostać! Kremowy, wręcz maślany w konsystencji. Pięknie się rozprowadza i jest długotrwały. Wersja czarna na szóstkę!

MAYBELLINE COLOR TATTOO | Znów jedne z najlepszych kremowych cieni. Świetnie napigmentowane i długotrwałe! Sprawdzają się także w roli bazy. Szczególnie polecam błyszczący odcień On and on bronze (piękny brąz) i maty Creamy Beige lub Creme De Rose (uniwersalne).

Poza tym bardzo polecam tusz Masterpiece Max od Max Factor - dla mnie ideał :)!


MAYBELLINE BROWSATIN | Jeśli poszukujcie czegoś do podkreślenia brwi to zakręćcie się koło szafy Maybelline :). Podwójne kredki BrowSatin (z jednej strony kredka, z drugiej cień-puder) to mój ulubiony produkt do brwi od dłuższego czasu.

MAYBELLINE BROWDRAMA | Żel do przeczesywania brwi to kolejny must have. Są wersje koloryzujące i transparentna.


WIBO GLOSSY TEMPTATION | Świetne nabłyszczające pomadki za małe pieniądze. Jakością przypominają dużo droższe szminki. Są mocno nawilżające i mają mokry połysk. Wyjątkowo fajnym nudziakiem jest numerek 5 - pasuje prawie każdemu!

BOURJOIS ROUGE EDITION VELVET | Matowe pomadki w płynie od Bourjois zachwycają świetną jakością. Są bardzo długotrwałe, mają doskonałą formułę i po prostu rewelacyjnie wyglądają na ustach. Uwielbiam odcień Beau Brun, świetnie pasuje brunetkom. Na mojej liście jest wściekły róż Ping Pong.

DR IRENA ERIS PROVOKE LIPGLOSS | Rzadko noszę błyszczyki, ale jeśli miałabym wybrać coś godnego polecenia to byłyby to błyszczyki Provoke. Mają gęstszą konsystencję, przez co utrzymują się nawet nieźle jak na błyszczyk. Bardzo lubię Hipnotic Pink, ale mam też ładną klasyczną czerwień. Zdecydowanie lepsze jakościowo błyszczyki.

MAYBELLINE COLOR SENSATIONAL MATTE | Uwielbiam matowe pomadki MNY, pięknie wyglądają na ustach i wcale ich nie wysuszają (są bardziej kremowe, ale dają matowy efekt). Świetnym odcieniem jest czerwień Siren in Scarlet, cudo <3.

REVLON COLORBURST | Nawilżające lekkie masełka do ust to dobry wybór na lato. Przypadły mi do gustu i troszkę kusi mnie jeszcze jakiś odcień. Sama używam Cotton Candy. Te balsamy są lekko transparentne, przez co nie wyglądają ani trochę ciężko na ustach, nawet te mocniejsze odcienie.

L'OREAL COLOR RICHE | Pomadki z tej serii są świetne - kremowe o nawilżającej formule a maty super intensywne i kryjące. Mam cztery odcienie i wszystkie bardzo lubię. Najbardziej chyba Ouhlala (intensywny róż), ale bardziej stonowany Velvet Rose noszę ostatnio non stop na co dzień. Piękna jest także klasyczna czerwień Cocorico, matowa. Moja mama lubi nieco transparentny odcień lekko pogłębiający naturalną barwę ust - Berry Blush.


Dajcie koniecznie znać co planujecie kupić i co możecie mi polecić :).

niedziela, 17 kwietnia 2016

Wiosenne nowości YVES ROCHER

W Yves Rocher mnóstwo wiosennych nowości: lekkie mgiełki do ciała, seria kosmetyków pielęgnacyjnych z owsem, nowy zapach 'liście werbeny', a także mnóstwo nowości w linii Plaisirs Nature :). Prawie wszystko obejrzałam (i powąchałam!) w sklepie stacjonarnym, a kilka kosmetyków sprawdziłam na własnej skórze. Yves Rocher uwielbiam za zapachy, zarówno w perfumach jak i w kosmetykach pielęgnacyjnych!


Seria z owsem bardzo przypadła mi do gustu, a szczególnie mleczko do ciała! Wszystkie kosmetyki z tej linii mają lekki, ale dla mnie niezwykle przyjemny zapach. Nie umiem go do niczego przyrównać, ale wyjątkowo go polubiłam i to dzięki niemu zawsze mam ochotę użyć właśnie czegoś z tej serii :).

ODŻYWCZY OLEJEK POD PRYSZNIC | Olejek z wyciągiem z owsa, który można nałożyć na skórę pod prysznicem i spłukać. Dla mnie to ostatnio ulubiony produkt na "na szybko", kiedy nie mam czasu czy ochoty nakładać balsamu, ale skóra jest przesuszona i wypadałoby ją nawilżyć. Oczywiście można by dowolny olejek zastosować podobnie, aczkolwiek ten z Yves Rocher to coś trochę innego - nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Po spłukaniu wodą i wytarciu skóry ręcznikiem można od razu zakładać ubranie. Bardzo go lubię i polecam jeśli lubicie olejki :). | Link do kosmetyku w sklepie |

DWUFAZOWY ODŻYWCZY OLEJEK | Olejek do ciała, który podobnie jak ten pod prysznic sprawdza się do super szybkiej pielęgnacji jeśli nie mamy czasu na wcieranie balsamów. W przypadku tego dwufazowego olejku wystarczy tylko spryskać skórę i rozetrzeć kosmetyk, co zajmuje jednak zdecydowanie mniej czasu. Olejek jest o tyle fajny, że jednocześnie nawilża i lekko natłuszcza skórę, ale jest lekki i można używać np. rano zaraz przed założeniem ubrania. Fajny produkt, aczkolwiek nie jestem pewna czy poradzi sobie z taką naprawdę suchą skórą do której jest przeznaczony. Na mojej się sprawdza, ale moja skóra jest raczej normalna. | Link do kosmetyku w sklepie |

ODŻYWCZE MLECZKO DO CIAŁA 3w1 | Zdecydowany ulubieniec z tej serii. Mleczko o kremowej formule, ładnie pachnie, szybko się wchłania i dobrze nawilża. Sięgam po nie ostatnio najczęściej jeśli chodzi o balsamy do ciała. Pozostawia skórę bardzo miłą i gładką w dotyku. Bez parabenów, parafiny i barwników :). Ja lubię, więc polecam! | Link do kosmetyku w sklepie |


Z serii Un Matin Au Jardin wyszła nowa woda toaletowa, a wraz z nią balsam i żel pod prysznic. Uwielbiam wody toaletowe z tej linii, mam różaną i konwaliową, pachną cudownie, niezwykle naturalnie!

ŻEL POD PRYSZNIC LIŚCIE WERBENY | Totalnie orzeźwiający zapach z kategorii świeżej, cytrusowej i zielonej. Nie ma w nim absolutnie nic chemicznego, pachnie niesamowicie naturalnie. Żel jest dobry jakościowo i świetnie orzeźwia. Jeśli będziecie szukały na lato czegoś naprawdę odświeżającego to możecie zakręcić się przy wodzie toaletowej :). | Link do kosmetyku w sklepie

NAWILŻAJĄCA MGIEŁKA DO CIAŁA Z WYCIĄGIEM Z ALOESU | Super lekka mgiełka o bardzo delikatnym, nieco ogórkowym zapachu. Przyjemnie się jej używa, ale nawilżenie jest bardzo delikatne, więc polecam tylko jeśli nie macie problemów z przesuszającą się skórą! Na lato będzie w sam raz. | Link do kosmetyku w sklepie |


PEELING ROŚLINNY Z PUDREM Z PESTEK MORELI | Kolejny fajny produkt - peeling do ciała o boskim, morelowym zapachu! Pachnie naprawdę extra, aż chce się go używać. Ma nieco żelową formułę i całkiem ostre drobinki, choć ja preferuję mocne zdzieraki i jestem przyzwyczajona do peelingu kawowego, więc dla mnie jest taki pośredni. | Link do kosmetyku w sklepie |


Tak naprawdę każdy z tych kosmetyków lubię i z chęcią po nie sięgam. Najbardziej chyba mleczko 3w1! Świetne są też te nowości z Plaisirs Nature, wyszły nowe ciekawe nuty zapachowe, takie typowo wiosenne. Od kilku dni mam masło właśnie z tej linii o zapachu lawendy, kwiatu pomarańczy i petit grain i pachnie tak świetnie, że chyba skuszę się na wodę toaletową o tym samym zapachu :).


piątek, 15 kwietnia 2016

MANICURE | Naklejki wodne na lakiery hybrydowe :)

Hej :)! Ostatnio na moich paznokciach najczęściej pojawiają się naklejki wodne, zdecydowanie moje ulubione ozdoby na paznokcie. Są zupełnie gładkie w dotyku i mają zazwyczaj fajne wzory. Jeśli jeszcze ich nie nosiłyście, a lubicie zdobienia to koniecznie musicie je sprawdzić!

Tym razem wypróbowałam trochę inne naklejki, też wodne, ale przeznaczone typowo do żeli i lakierów hybrydowych. Różnią się tym, że są naprawdę ultra cienkie!


Naklejki są z allegro od użytkownika nails-sticker (tu macie link do aukcji, kosztują 4,90zł). Wzory są po prostu świetne, bardzo oryginalne, a wybór ogromny! Są to naklejki na całe paznokcie, ale można je oczywiście dowolnie przycinać. Faktycznie są niezwykle cieniutkie, przez co dobrze nadają się na hybrydy i żele, ale aplikacja wymaga wprawy. Folia jest tak cienka, że trzeba nakładać je bardzo ostrożnie, żeby nie potargać wzoru.

W jaki sposób aplikować naklejki na lakierach hybrydowych? Trzeba po prostu nałożyć kolejno dwie warstwy białej hybrydy i je oczywiście utwardzić, a następnie namoczyć ok 20 sekund przycięte odpowiednio naklejki i ostrożnie umieścić je na paznokciach, nałożyć top coat i utwardzić całość w lampie uv. Ważne żeby kładąc top coat wyjechać choćby pół milimetra dookoła naklejki, aby dobrze je zabezpieczyć przed ewentualnym odchodzeniem od płytki. Ja nawet wypróbowałam inną metodę - kładłam nieprzycięte naklejki na paznokcie, a kiedy trochę wyschły docinałam je ostrożnie już na paznokciach ;).



Na moich paznokciach możecie zobaczyć piórkowy wzór (V164) i już mam ochotę wypróbowywać kolejne. Ogromnym plusem tych naklejek jest też fakt, że same wzory są identyczne jak na aukcji, a nie żadne piksele, słaba jakość druku i te sprawy ;). Wzór z piórkami połączyłam z błękitną i różową hybrydą i efektem syrenki 2 z Indigo. Pomysły na różne zdobienia z tymi naklejkami można też pooglądać na fb Nails Sticker (tu link).

Oczywiście korciło mnie też z ciekawości żeby sprawdzić czy nadadzą się też pod zwykłe lakiery, ale to trochę inne naklejki i pod wpływem tradycyjnych lakierów druk się rozmazuje, choć gdyby się bardzo postarać to pewnie też by się to jakoś udało. Mimo to nie polecam, naklejki są przeznaczone pod żele i hybrydy i to jest słuszna opcja :).




czwartek, 14 kwietnia 2016

WŁOSY | BIOTEBAL na wypadanie + kilka nowości do włosów

Dziś o kolejnej nowości do włosów, którą niedawno wypróbowałam - na problem z wypadającymi włosami. Na chwilę obecną udało mi się właściwie tego problemu pozbyć, bo wypadanie zdecydowanie zminimalizowałam! Mimo to nadal trzymam się pielęgnacji, która ma na celu zmniejszenie wypadania włosów, przyspieszenie wzrostu i porostu nowych włosów, bo zależy mi żeby taki dobry stan się utrzymywał i żeby włosy trochę szybciej ruszyły ze wzrostem, na tyle ile to jest oczywiście możliwe.

Spróbowałam czegoś aptecznego - szamponu i odżywki Biotebal. Zwykle skupiam się na wcierkach i olejach nakładanych na skórę głowy, ale czemu by nie dołożyć dodatkowo szamponu i odżywki o takim działaniu. Szampon ma przede wszystkim powodować wzrost nowych włosków, a odżywka jak to odżywka - wzmacniać je i regenerować. Substancją aktywną jest w tym duecie przede wszystkim biotyna, czyli substancja która pozytywnie przyczynia się do porostu włosów.


Biotebal spisał się u mnie fajnie, szampon już zdenkowałam - dobrze oczyszczał, nie plątał włosów i ładnie się pienił. Odżywka o gęstej formule mocno wygładza włosy. Moje akurat łatwo obciążyć, po umyciu tym zestawem wyglądały bardzo dobrze, na drugi dzień były mocno śliskie (na zdjęciu - u mnie jest to normą) i już mocno oklapnięte czyli właściwie standard jak przy każdej odżywce lub masce. 

Czy Biotebal wpłynął pozytywnie na wzrost nowych włosków i ograniczył wypadanie? Mam nadzieję, że tak :). Gdybym jednak jednoznacznie powiedziała Wam, że tak się właśnie stało byłoby to mocno naciągane, bo często włosy wypadają od czynników wewnętrznych i kosmetyki mogą nie pomóc wcale, a moim zdaniem naprawdę trudno zaobserwować co konkretnie i jak wpływa na wypadanie włosów jeśli czynników może być mnóstwo. Jednak podczas stosowania szamponu i odżywki nadal wypadało ich mało, a z suplementami (skrzyp, pokrzywa, drożdże itp.) było u mnie ostatnio mniej systematycznie, więc liczę że Biotebal działa.

Widziałam, że marka ma też w ofercie tabletki na włosy, który mnie mocno zaciekawiły (też oczywiście oparte na biotynie). Szampon i odżywka to kosmetyki apteczne, więc zdaje się że tylko tam je znajdziecie, po około 30zł. Znacie Biotebal?

Z innych nowości cały czas moim ulubieńcem jest ostatnio Tangle Teezer. Tangle Angel został zdradzony, bo po prawie roku użytkowania troszkę już się zniszczył i zaczął nieco ciągnąć włosy. Obydwie szczotki tak naprawdę są super, nowy Tangle Angel też mam w planach kupić w najbliższym czasie, bo uwielbiam ten oryginalny design ;)!

Nowością jest też suchy szampon Radical z Farmony. Trochę niepozorny, a muszę przyznać, że pobił dotąd ulubiony szampon Batiste! Przede wszystkim Radical ani trochę nie bieli, co jest dla mnie ogromnym plusem, bo na ciemnych włosach widać wszystko. Podoba mi się też zapach taki perfumowo-orientalny, choć intensywny i dla niektórych może być zbyt mocny. Działanie też na plus, przedłuży świeżość włosów, poratuje przy lekko przetłuszczonych włosach i oczywiście dodaje też objętości.


Ostatnim odkryciem za dosłowne grosze jest gumka aksamitka - trochę koszmar z dzieciństwa (zawsze mi się tak straaaasznie nie podobały!), ale to najlepsza gumka do włosów do byle jakiego koczka "po domu" i do spania. W tej kwestii pobija nawet moje ulubione Invisibobble! Dobrze trzyma włosy i przede wszystkich nie odkształca ich brzydko. W luźnym kucyku do spania, rano są proste i nieodgniecione. Dla mnie to mega odkrycie, bo po prostu nigdy wcześniej nie skusiłam się na taką gumkę choć może je było kupić zawsze i wszędzie, ale być może Wy dobrze znacie aksamitki ;).

wtorek, 12 kwietnia 2016

NOWOŚĆ: Żelowe eyelinery od Golden Rose

Nie jest to może taki najnowszy kosmetyk od Golden Rose (tu mam na myśli matowe pomadki w płynie, których coś nie mogę dorwać!), ale pojawił się w ofercie stosunkowo niedawno. Mowa o Longstay Gel Eyeliner. Golden Rose ostatnio wprowadza naprawdę świetne nowości, a że wcześniej żelowych eyelinerów nie mieli to w ostatnim czasie szybko to nadrobili wprowadzając je w trzech odcieniach.

Są to eyelinery o przedłużonej trwałości i faktycznie - są bardzo trwałe. Na moich oczach wręcz nie do zdarcia, kreski ciężko jest nawet zmyć i lepiej sięgnąć od razu po płyn dwufazowy do demakijażu :). Eyelinery mają także sprytne opakowania z pędzelkiem, więc nie trzeba już sobie zawracać głowy jeśli akurat brakuje odpowiedniego pędzla.



Eyelinery to kolejna nowość, która Golden Rose wyszła bardzo dobrze. Jak wspomniałam są naprawdę trwałe, mocno napigmentowane (nie trzeba nic poprawiać) i ładnie wyglądają na oku. Przy tym atrakcyjne cenowo - 14,90zł.

Minusy? Dla mnie konsystencja jest troszkę zbyt sucha, ja lubię bardzo kremowe, wręcz 'maślane' eyelinery. Jednak taka gęstsza formuła może sprawdzić się u osób, które mają problem z odbijaniem się kresek na powiece zaraz po pomalowaniu. Przy tych eyelinerach nie powinno się to zdarzyć, bo szybko zastygają i praktycznie od razu nie są na tyle mokre żeby pozostawiać ślady.


PURE BLACK | Klasyczna czerń jest bardzo intensywna i zastyga do zupełnego matu. 


DEEP BROWN | Od dawna szukałam brązowego eyelinera, ale koniecznie w żelu, bo to moja ulubiona forma tego produktu. Ten jest w sam raz - ciepły, odpowiednio ciemny brąz (na tyle ciemny, że ładnie podkreśla oko, ale też widać, że to brąz a nie czerń).


INDIGO BLUE | Mój ulubiony, granatowy. Uwielbiam takie odcienie, bo świetnie podkreślają brązowe oczy! Ten również ma dobrze dobrany odcień, bo nie jest ani zbyt jasny ani zbyt ciemny.


Próbowałyście już tych eyelinerów? Lubicie żelową formułę?

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

POMADKA MIESIĄCA | Avon FROZEN ROSE

Hej :)! Wpadł mi do głowy pomysł na nową serię wpisów, raz na miesiąc mam w planach pokazać Wam z bliska ulubioną pomadkę ostatniego miesiąca. Mam wrażenie, że pomadkowe wpisy pojawiają się na blogu zdecydowanie zbyt rzadko, a ja jestem w końcu straszną maniaczką szminek i ciągle mam na oku coś nowego :).

Takim ostatnim odkryciem okazała się pomadka Frozen Rose od Avon, z serii Ultra Colour. Z Avonem zwykle było mi jakoś nie po drodze i pewnie nadal by tak pozostało, gdyby nie moja mama która ostatnio przynosi regularnie katalogi i ostatecznie zwykle nas coś skusi. Tym razem zakup pomadki okazał się strzałem w dziesiątkę!



Frozen Rose to przepiękny odcień delikatnego, lekko transparentnego różu o złotym połysku. Ja mam małego hopla na punkcie takich odcieni różu połyskującego na złoto, nie tylko w kategorii pomadek. Lubię też cienie w takim kolorze (mój ulubiony Golden Rose od Kobo) i róże do policzków (chodzi za mną Sleek Rose Gold).

Moim zdaniem to bardzo uniwersalny odcień, który będzie pasował do wielu typów urody. Obstawiałabym, że lepiej będą wyglądały w nim osoby o cieplejszej karnacji, ale ja jestem chłodnym typem, a też czuję się w nim świetnie. Połysk jest subtelny, ale jeśli lubicie tylko i wyłącznie matowe bądź kremowe wykończenie to Frozen Rose raczej nie jest dla Was.


Frozen Rose w opakowaniu wygląda na typowo brzoskwiniowy kolor, a na moich ustach wybija bardziej na róż, co możecie zauważyć na zdjęciach. Mimo niskiej ceny (zazwyczaj 10-15zł) pomadka jest całkiem przyzwoita, kremowa i nie wysuszająca ust, choć nie długotrwała jak wszystkie bardziej błyszczące szminki.


Jeśli lubicie takie różowo-brzoskwiniowe kolory to polecam Wam Frozen Rose :). Ja ostatnio noszę non stop, bo to taki odcień który świetnie pasuje na co dzień do lekkich rozświetlających makeupów, ale też do bardziej zdecydowanych (i genialnie wygląda zestawiony z makijażami w złocie i brązach!). Seria Ultra Colour zrobiła na mnie dobre wrażenie i dokupiłam jeszcze jeden odcień, chociaż szczerze mówiąc na oku mam nawet kilka.