środa, 26 lipca 2017

ShinyBox lipiec 2017 | POOL PARTY

Hej! Przed nami kolejna, lipcowa edycja ShinyBoxa "Pool Party". Zawartość skomponowana z myślą o wakacyjnych wyjazdach i dobra wiadomość dla fanek kolorówki: w tym boxie znalazły się aż cztery kosmetyki do makijażu! Jest też nowości - i tych rynkowych i tych nowych tylko dla mnie. Jeśli jesteście ciekawe co lipcowy Shiny kryje w środku to zapraszam Was na wpis.


KUESHI Żel aloesowy 99% | Produktem ujawnionym z tego pudełka był żel aloesowy Kueshi. Bardzo lubiłam tonik tej marki, więc liczę że i ten żel będzie fajny, tym bardziej że aloesowe żele ogólnie dobrze się u mnie sprawdzają. Dobrze pomyślane na okres letni - żel sprawdzi się na wyjazdach, będzie w sam raz na różnego rodzaju podrażnienia skóry.

SYOSS Szampon z serii Salonplex | Z Syossem tak średnio się lubimy, ale nowa seria będąca chyba namiastką olaplexu, nawet mnie zaciekawiła. Trzeba będzie ją sprawdzić.

CATRICE Żelowy lakier Iconails | Z Catrice lakier ze stosunkowo nowej linii Iconails. Jest to seria o przedłużonej trwałość. W moim pudełku piękna, klasyczna czerwień.

JOKO Baza pod makijaż | Silikonowa baza Joko Smooth Your Face. Na pewno do wypróbowania. Nie jestem jakąś wielką fanką silikonowych baz, ale czasem zdarza mi się ich używać, więc Joko od czasu do czasu będzie się przewijać w moim makijażu.

ŚWIT Antybakteryjny żel do rąk | Kolejny dobry traf na wakacje! Żele antybakteryjne na wyjazdach są naprawdę niezastąpione, a ten dodatkowo całkiem fajnie pachnie!

VIPERA Kosmetyk do makijażu | Vipera ma w ofercie system magnetyczny Hamster, dzięki czemu pojedyncze produkty możemy łączyć w wieżyczki. Osobiście wolę formę paletek, ale jakby nie patrzeć jest to ciekawa opcja. W moim Shiny trafiłam na błyszczyk - bardzo drobinkowy, więc nie dla każdego, a czy dla mnie... jeszcze nie wiem ;).

EFEKTIMA Peeling + maska do stóp | Kolejnym produktem jest saszetka z peelingiem i maską do stóp od Efektimy. Mam wrażenie, że już chyba kiedyś ten zestaw się pojawił, ale nie jestem pewna czy w tym boxie.

VIRTUAL Cień do powiek | Prawie całkiem zapomniałam o marce Virtual! Shiny mi o niej przypomniał za sprawą pojedynczego cienia o satynowej formule i bezpiecznym, jasnym kolorze.


W tej edycji pudełka mogły wyraźnie różnić się między sobą, bo część z kosmetyków pojawiła się wymiennie. Zamiast lakieru do paznokci Catrice mógł się trafić tusz tej samej marki Glam&Doll (tu akurat wolę lakier, bo mam ten tusz i jest średni). Podobnie w przypadku produktów z serii magnetycznej Vipera - kosmetyki były różne. Zamiast cienia Virtual mógł to być cień Joko albo mini paletka Virtual.



Kto się skusił na lipcowego ShinyBoxa? Podoba Wam się zawartość? Ja najbardziej cieszę się z żelu aloesowego, ale fajnie że jest też baza pod makijaż czy choćby lakier Catrice. Trochę zabrakło mi takiego produktu "wow", który robiłby całe pudełko, ale sądzę, że zawartość w tym miesiącu jest całkiem okej.

czwartek, 20 lipca 2017

SMOKEY w dramatycznej odsłonie

Makijaż na dziś to eksperymentalne smoky eyes w dramatycznym wydaniu :). Smokey może przybierać oczywiście różne formy, ale takiego bardzo mocnego, "brudnego" (i nakrapianego!) jeszcze nie robiłam. Efekt dodatkowo podkręcony dzięki ogromnym sztucznym rzęsom wykonanym z piór.

W tym makijażu bazowałam na kosmetykach Makeup Revolution - mam ich sporo i są fajne, więc często ich używam. Za to rzęsy to chiński wynalazek z Born Pretty (rzęsy znajdziecie pod tym linkiem). Jeśli jesteście wizażystkami i malujcie do sesji zdjęciowych to oczywiście polecam, bo rzęsy są niedrogie, a robią mega efekt! Niełatwo je co prawda przykleić, ale przy takich dramatycznych modelach to całkiem uzasadnione.









Ostatnie zdjęcie po prawej mogłoby być (anty)reklamą dla węgla leczniczego :D. W jakim bądź razie polecam - lekko wybiela zęby ;)!


poniedziałek, 17 lipca 2017

NOWOŚCI OD MAKEUP REVOLUTION | Unboxing paczki ambasadorskiej ♡

Hej! W ostatnim czasie dotarła do mnie kolejna paczka ambasadorska wypełniona po brzegi nowościami od Makeup Revulotion. Tym razem pomyślałam, że fajnie będzie pokazać Wam od razu wszystko, bo jest sporo takich totalnych nowinek, które dopiero będą wchodziły do sprzedaży. Między innymi to paletki Amplified, na które sporo osób czeka, ale też ciekawostka w formie silikonowych pędzelków ;).


Na pierwszy ogień dwie nowe palety: Epic Day Palette i Epic Night Palette. Pierwsza oczywiście bardzo spokojna, neutralna z czterema matowymi beżami i czterema błyszczącymi brązami. Dodatkowe większe cztery 'okienka' mogą być zarówno cieniami jak i rozświetlaczami (mają różne wykończenia). Paletka Night jest bardziej zdecydowana, z mocniejszymi, bardziej wieczorowymi cieniami. Pigmentacja w przypadku obu palet jest dobra, aczkolwiek nie powalająca. Bardzo podoba mi się drobinkowy granat w nocnej palecie!

Obok puder bananowy Luxury Powder Banana, który ciekawił mnie od dawna. Jestem posiadaczką takiego żółtego pudru marki Glazel, który jest jednak dość mocno żółty i muszę go mieszać z pudrem transparentnym. Ciekawa jestem jak wypadnie puder od MUR. Na pierwszy rzut oka widać, że wzorowany był na sławnym pudrze Ben Nye, którego nie miałam okazji (jeszcze!) spróbować.


Duuuża paleta w formie książki Pro HD Eyes & Contour Palette od razu przypadła mi do gustu <3! Po pierwsze fajne wydaje się być w niej to, że cienie są maleńkie, a w przypadku takich dużych palet wiele kolorów po prostu leży i się marnuje. Cienie to głównie neutralne kolory, brązy, beże, raczej w ciepłej tonacji. Maty przemieszane z błyszczącymi cieniami, więc nie ma nudy. Jest też trochę intensywnych kolorów, błękitów czy zieleni, ale pojawiają się one w formie akcentu. Bardzo podoba mi się, że pojawiło się sporo odcieni ciemnych, zgaszonych jak granaty, śliwki, fiolety - w takich większych paletach często przeważają same wściekłe odcienie, a takich ciemnych i przygaszonych kolorów bardzo brakuje. Poza cieniami mamy też rozświetlacze, pudry i brązery. Cienie mają bardzo dobrą aksamitną formułę i są naprawdę ładnie napigmentowane, duuużo lepiej niż popularne paletki "paseczki" MUR (np. te z serii Iconic), wypadają też lepiej niż paletki Day & Night ze zdjęcia wyżej. Wiadomo, że to tylko pierwsze wrażenia, paletę oczywiście muszę sprawdzić w różnych makijażach, ale wydaje się naprawdę fajna, aż chce się jej użyć!


Przejdźmy do wspominanych i wyczekiwanych palet z serii Pro HD Amplified. Są to paletki 35 cieni, znacznie większe od popularnych palet 32 cieni MUR. Różnica w wielkości jest spora, są to już rozmiarowo jedne z największych palet jakie mam. Pojedynczy cień jest chyba nawet ciut większy od pięciozłotówki. Przy okazji zrobiłam szybkie swatche wybranych odcieni, ale same palety na zdjęciach wyszły jakoś wyjątkowo jasno... Kolory cieni w rzeczywistości są sporo ciemniejsze.

Pigmentacja jest w porządku, bardzo dobra w przypadku cieni błyszczących i trochę słabsza (ale wciąż okej) w przypadku matów. Dla mnie taki stopień pigmentacji wydaje się być wystarczający nawet do mocniejszych makeupów, ale jeśli szukacie czegoś o zabójczo mocnym pigmencie to możecie poczuć się trochę rozczarowane. Generalnie palety bardzo mi się podobają, mają piękne kolory, choć pewnie pojawią się zarzuty, że dość podobne - to akurat fakt, Makeup Revolution lubi umieszczać w paletkach cienie zbliżone kolorem, szczególnie w obrębie beżów. Z drugiej strony niektórzy są zadowoleni, bo te kolory zawsze najprędzej się zużywają.

NEUTRALS WARM | Świetna paleta dla fanek ciepłych, neutralnych odcieni. Beże, złociste brązy, odcienie złota, moreli, śliwki. Totalnie mój gust jeśli chodzi o moje codzienne makijaże, uwielbiam takie kolory i czuję, że po tę paletkę będę sięgać bardzo często. Maty są tu przemieszane z cieniami błyszczącymi - tych drugich jest całkiem sporo.


NEUTRALS COOL | Nazwa palety totalnie myląca! Nie sugerujcie się nią, bo i mnie wprowadziła w błąd i byłam już przekonana, że pomyliłam się podczas robienia zdjęć i sfotografowałam tę samą paletkę dwa razy. Neutrals Cool wcale nie jest chłodna - to prawie ten sam zestaw kolorów co Neutrals Warm tyle, że w wersji matowej. Kolory w obydwu paletach są bardzo, bardzo zbliżone, paleta Warm jest bardziej w stylu makijaży glamour, a werjsa Cool dla fanek matów. Paleta jest oczywiście w ciepłej, wręcz jesiennej kolorystyce.


COMMITMENT | To już ciemniejsza paleta, w której dominują kolory ziemi. Nie ma tu takich jasnych, typowo rozświetlających odcieni (choć na zdjęciu może się tak wydawać, ech wybaczcie, zrobię kiedyś lepsze). W tej paletce mamy praktycznie same brązy, w przewadze ciepłe, ale jest też trochę chłodnych. Jest też kilka pięknych złotych cieni (od jasnego, poprzez miedziane aż do starego złota), a nawet cień w stylu Mac - Club :). Znów moje kolory, będę je wałkować na pewno jesienią.


INSPIRATION | Druga całkowicie matowa paleta - Inspiration. Jeszcze cieplejsza od Neutrals Warm, kolory jesiennych liści, beże, brązy, sporo pomarańczu, koralu, odcieni rudości, cegły, musztardy i terakoty. Oczywiście kolorystyka bardzo na czasie, cóż nie chcę wszystkiego chwalić, ale ta paleta też bardzo mi się podoba <3! Uwielbiam takie kolory do dziennych makijaży z kreską, a tymi rudymi odcieniami można fajnie podkręcić makeup blendując powyżej załamania powieki. Mimo wszystko uważam, że w serii bardzo, ale to bardzo przydałaby się zupełnie chłodna paletka! Ciepłe kolory są piękne i bardzo modne, ale nie każdemu pasują, nie każdy dobrze się w nich czuje.


DYNAMIC | Najchłodniejsza i najciemniejsza z palet, ale jednocześnie dość ciemna i wieczorowa. Część palety stanowią odcienie fioletów, reszta to znów neutralne kolory, brązy, kilka beżowych cieni, zgaszonych róży. Paletka jest matowo-błyszcząca.


DIRECTION | Ostatnia z palet to zestaw samych błyszczących cieni. Kolorystyka znów zdecydowanie ciepła, sporo odcieni waniliowych, jasnego złota, złocistych brązów i miedzi. Ładna paleta, ale jakbym miała kupować jedną to chyba wolałabym np. Neutrals Warm gdzie maty mieszają się z błyszczącymi cieniami. Ja jednak lubię przemieszać błysk z matem :).

Paletki zapowiadają się super, szczerze mówiąc wszystkie mi się podobają. Chętnie zobaczyłabym jeszcze wspomnianą totalnie chłodną paletkę w serii i taką mega kolorową, letnią, najlepiej mocno błyszczącą!


Ciekawostką są na pewno silikonowe pędzelki. Czy się sprawdzą... mam pewne wątpliwości, ale nie będę nic mówić póki ich nie sprawdzę. Do tej pory nie przekonało mnie nawet Sili Sponge - skusiłam się na ostatnio popularny silikonowy blender, ale wg mnie zupełnie bez porównania z gąbeczkowym jajem. Dlatego też czuję, że te silikonowe pędzle to chyba coś nie da mnie, ale z drugiej strony uwielbiam testować takie nietypowe nowości, nawet jeśli to tylko typowy "bajer".


Kolejno mamy Strobe Lighting Palette - zestaw trzech rozświetlaczy o fajnej fakturze (sama paletka też bardzo ładna, metaliczna w kolorze różowego złota!). Rozświetlacze nie są takie bardzo mocne, dają raczej średnio mocny połysk i są dość suche. Jeden z nich opalizuje na zielono, cudo!


Dwa zestawy: Pro HD Prime and Correct Brush oraz HD Pro Brows. W pierwszym mamy paletkę korygujących korektoró, fixer i dwa nylonowe pędzelki. Drugi zestaw do brwi zawiera paletę cieni i wosków, również dwa pędzle i podwójny stick (z korektorem i rozświetlaczem).


Wow, wow, wow, nowości mnóstwo, teraz pozostaje tylko wszystko porządnie przetestować! Makeup Revolution szaleje z nowościami, mam wrażenie, że non stop wprowadzają do oferty coś nowego i oczywiście zgodnego z trendami. Paletki Amplified zapowiadają się naprawdę fajnie, myślę że mogą mieć wzięcie!

Dajcie znać co zaciekawiło Was najbardziej :). Uprzedzając pytania: nie mam pojęcia kiedy nowości wchodzą do sprzedaży w drogeriach, ale możecie podpytywać Makeup Revolution na ich facebookowych fanpage albo instagramie. Wiadomo, że najpierw pojawiają się w drogeriach online, potem w stacjonarnych. W Hebe raczej mają słabo z nowościami, ale Krakowianki oczywiście mogą szukać w Pigmencie!

czwartek, 13 lipca 2017

GOLDEN ROSE Lip Marker | Supertrwałe markery do ust!

Dziś coś dla fanek bardzo trwałych pomadek do ust - Lip Marker czyli pomadki w markerze od jednej z moich ulubionych "pomadkowych" marek - Golden Rose. Jeśli szukacie czegoś naprawdę trwałego, a jednocześnie bardzo komfortowego w noszeniu, to być może właśnie takie pisaki do ust mogą być dla Was odpowiednie. Wiem, że wiele osób nie lubi w płynnych matowych pomadkach uczucia ściągniętych, wysuszonych ust i odczuwalnej dodatkowej warstwy na ustach. Przy markerach jest to kompletnie nieodczuwalne i nie musimy się także obawiać, że w pewnym momencie pomadka może zacząć się gdzieś wykruszać zostawiając puste placki ;). 

Golden Rose wypuściło serię (jak na razie!) sześciu kolorów. Pomadka ma dosłownie postać markera - zarówno aplikator przypomina taki właśnie pisak, jak i formuła na pierwszy rzut oka jest dość podobna. Markery są na bazie wody, dlatego momentalnie wysychają na ustach. To oczywiście coś w rodzaju tintów, ale jest pewna różnica, a mianowicie dużo mocniejsza pigmentacja. Większość tintów, które miałam zachowywały się jak akwarela - naturalny pigment ust zawsze trochę prześwitywał. Z kolei markery GR są super kryjące i całkowicie przykrywają kolor naszych ust. Pozostawiają jedynie sam pigment, więc praktycznie nie czuć, że cokolwiek nakładałyśmy na usta. Z kolei aplikator jest na tyle precyzyjny, że służy mi od razu za konturówkę!


Markery są naprawdę bardzo, bardzo trwałe. Pigment mocno wżera się w usta co jest oczywiście zaletą, ale może też irytować (w końcu ciężko domyć taką pomadkę!). U mnie trzyma się po prostu świetnie, nawet na drugi dzień coś tam jeszcze z koloru zostaje mimo porządnego demakijażu olejkiem myjącym. Plusem jest też dla mnie fakt, że kolor ściera się w miarę równomiernie. Oczywiście bardziej wyciera się w środkowej partii ust, ale nie są to żadne łaty, więc pod tym względem nie mogę narzekać.

Z oczywistych względów swatche tym razem tylko na ręce. Niemożliwe byłoby malowanie i zmywanie koloru z ust, jednego po drugim ;). Już swatche na ręce były niemałym poświęceniem, bo nie mogłam się z nich domyć (po trzech dniach widziałam lekki ślad!).


Kolory są żywe, nasycone i ciemniejsze na ustach niż po jednym maźnięciu na dłoni czy też oznaczeniu z opakowania. 

Pomadki i swatche na stronie GR: LINK

101 - na oznaczeniu koloru sugeruje liliowy róż, na stronie Golden Rose wygląda jak zimny fiolet, a na moich ustach to raczej ciemniejszy róż, ale zdecydowanie ciepły i mało fioletowy.

102 - żywy, koralowo - czerwony

103 - cudna klasyczna czerwień, którą niżej pokazuję na ustach!

104 - u mnie wygląda zupełnie inaczej niż na swatchach ze strony Golden Rose, jak kompletnie inny kolor! To takie ciemne, ciepłe bordo, lekko przygaszone, ale u mnie nie ma nic z fioletu.

105 - to już ciemniejszy, bardziej śliwkowy odcień

106 - piękna, ciemna borówka (ale dla odważnych!)


Wady? Markery ładnie, równomiernie pokrywają usta, ale miałam raz problem z najciemniejszym odcieniem (106). Lepiej nakładać je w miarę szybko, a ja pewnego razu zaczęłam się bawić i poprawiać wielokrotnie aż za bardzo nabudowałam pigment - kolor wyszedł prawie czarny! Dlatego lepiej jest nanieść kolor możliwie jedną warstwą. 

Nie każdemu będzie też odpowiadała taka forma pomadki, trzeba w końcu przyznać, że forma markerów jest dość specyficzna i nie daje nam dodatkowego nawilżenia. Można to oczywiście ominąć i po wyschnięciu koloru dołożyć bezbarwny błyszczyk lub pomadkę ochronną. Docenią to fanki ciemnych i błyszczących ust, bo to chyba jedyna opcja naprawdę komfortowego duetu tych dwóch cech (nic się nie rozlewa poza kontur ust). Markery wymagają też wypielęgnowanych ust, także nie polecałabym ich wszystkim, którzy mają problem z przesuszającymi się ustami. Logiczne, że pigment będzie się bardziej wżerał w suche skórki, co będzie wyglądało po prostu nieestetycznie.


Nie jest to produkt, który zastąpiłby moje ukochane matowe pomadki w płynie, ale polecam - myślę, że warto go wypróbować. Dla mnie to fajne rozwiązanie na zabiegane dni, kiedy nie mam czasu na poprawki a chcę mieć usta w kolorze. Oczywiście musicie wziąć pod uwagę, że mimo naprawdę świetnej trwałości to tylko kosmetyk, a nie farba olejna. Po iluś godzinach, jedzeniu i piciu, kolor zaczyna się ścierać. Jeśli lubicie mocno nawilżające, kremowe produkty to z kolei polecam stosować te markery z pomadką ochronną, sprawdzają się :).

wtorek, 11 lipca 2017

LETNI MAKIJAŻ Z BŁĘKITAMI I KOLOROWYM AKCENTEM

Hej! Dzisiejszy makijaż to coś bardziej w letnim klimacie - z błękitami i kolorowym akcentem na dolnej powiece. Jak wiadomo odcienie niebieskiego nie należą do najłatwiejszych w makijażu, ale już kreska, która jest formą 'bariery' pomiędzy okiem a powieką sprawia, że są trochę łatwiejsze do noszenia :).


W makijażu poszły w ruch głównie kosmetyki od Makeup Revolution:

- palety Eyes Like Angels i Ultra Eye Contour Light & Shade
- trio Iconic Blush Bronze & Brighten Flush
- Salvation Intense Lacquer - All that I have insiade
- Camouflage Conceal Palette
- Bulletproof Palette (brwi)

Rzęsy to tym razem bardzo fajny model Standard Thick od primebeauty.pl



sobota, 8 lipca 2017

Lakiery hybrydowe MOLLON | Kolekcja JUNGLE BY NIGHT

Wypróbowałam już całkiem sporo różnych marek lakierów hybrydowych, ale wciąż w ścisłej czołówce pozostaje Mollon. To najtrwalsze hybrydy z jakimi miałam do czynienia (i jedyne, które trzymają się na paznokciach mojej mamy!), o pięknych kolorach i dobre pigmentacji. Z Mollonem miałam też do czynienia w pracy i jak się okazuje masa osób bardzo chwali sobie te hybrydy - mam wrażenie, że pod względem trwałości są częściej wybierane niż Semilac czy choćby OPI. Nie tak dawno marka wypuściła świetną letnią kolekcję Jungle by Night, którą właśnie testuję, a dziś pokażę Wam już na swatchach. Seria składa się z sześciu zarówno ciepłych jak i zimnych wakacyjnych odcieni.

Wszystkie odcienie z Jungle by Night to odcienie kremowe, bez drobinek.

STRELITZIA - bardzo letni, żywy odcień w typie brzoskwiniowego, rozbielonego pomarańczu. Nie jest to jednak pastel, choć też nie neon, ale to zdecydowanie intensywny kolor. Podobny do Orange Lollipop od Semilac - mam obydwa i różnica jest niewielka.

PROTEA - to taki Barbie Pink :). Uwielbiam ten odcień, jest bardzo cukierkowy i dziewczęcy, od razu wpadł mi w oko!

PAVONIA - kolejny róż jest już ciemniejszy, w typie fuksji, ale nie jest to też rażący kolor. Takie odcienie mogłabym nosić na paznokciach cały rok.

AQUILEGIA - moim ulubionym kolorem z tej kolekcji jest zdecydowanie niezwykły fiolet Aquilegia. Piękny, nasycony, takiego fioletu jeszcze nie miałam!

PASSIFLORA - w serii jest też granat, ciemniejszy ale też nie bardzo ciemny.

MONSTERA - ostatni z kolorów to zgaszona zieleń khaki, świetnie uzupełniająca kolekcję.


Kolory moim zdaniem są bardzo fajne, w sam raz na lato. Najbardziej przypadł mi do gustu fiolet, ale jaśniejszy róż też jest genialny. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć odcień Pavonia, na który nałożyłam opalizujący, super drobny pyłek w niebieskiej tonacji.

Jeśli zaś chodzi o właściwości hybryd Mollon:

- bardzo długo utrzymują się na paznokciach
- mają dobrą pigmentację
- formuła jest raczej rzadsza, ale nie na tyle żeby zalewać skórki
- nie obkurczają się, nie ma problemu z odmaczaniem
- nie współpracują dobrze z każdym topem i bazą (najlepiej wypadają na bazie i topie również z Mollona, ale łączą się też z bazą i topem Gelish)
- mają duże buteleczki 12ml


W moim odczuciu to jedne z najlepszych hybryd z jakimi miałam styczność, polecam Wam ich kiedyś spróbować jeśli inne lakiery hybrydowe nie zadowalały Was pod względem trwałości. Ciekawa jestem czy próbowałyście kiedyś tych hybryd i jeśli tak to czy macie podobne odczucia :).

Hybrydy Mollon są bardziej gabinetową marką, buteleczki mają duże pojemności (12ml) i kosztują 55zł. Hybrydy przez swoją formułę sprawiają też na mnie wrażenie bardziej wydajnych.




środa, 5 lipca 2017

SHINYBOX 5th anniversary CELEBRATION TIME

A dziś drugi beauty box i to nie byle jaki, bo w edycji urodzinowej. Piątą rocznicę obchodził oczywiście Shinybox. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze jestem dużo bardziej ciekawa właśnie urodzinowych pudełek, bo zazwyczaj są to wyjątkowo udane edycje - oczekiwania są w końcu spore :). Już na wstępie muszę powiedzieć, że nie pomyliłam się co do tego wydania, bo zawartość jest obfita, a same kosmetyki ciekawe.


Mój wariant to tak zwany zestaw XXL - zawartość została dodatkowo rozszerzona o jeden produkt (jeden z pięciu różnych). Dodatkowy kosmetyk przypadł też na edycję VIP.

SMART GIRLS GET MORE Kredka do ust | W boxie znalazła się konturówka do ust od Smart Girls Get More. Z marką miałam już do czynienia i specjalnie mnie nie oczarowała, choć niektóre kosmetyki były w porządku. Jest to tanioszka, ale i tak fajnie, że dostałyśmy coś z kolorówki. Kolory kredek były oczywiście różne, ja trafiłam na róż.

MINCER PHARMA Koncentrat do rąk | Jestem wielką fanką tej linii Mincer! Z VitaC mam moje ulubione serum (z witaminą C), bardzo lubię też mikrodermabrazję i krem, ale szczególnie serum jest moim małym hitem. Skóra po tym produkcie wygląda bardzo fajnie, tak świeżo i promiennie, dlatego co kilka dni aplikuję serum na noc. Shiny w tej edycji umieściło koncentrat do rąk, na który trafiłam albo (w drugim wariancie) serum do dłoni z serii Vitamins Philosophy. Jestem bardzo ciekawa czy koncentrat będzie równie dobry jak pozostałe produkty z serii.

HELLO SLIM Program Teatox | Fajnym i innym dodatkiem w tej edycji jest Teatox - herbatkowy detox mający pomagać zrzucić zbędne kilogramy. Program składa się z dwóch paczek, na dzień i na noc. Sprawdziłam skład: jest naturalny, ziołowo-owocowy, także nie trzeba się obawiać żadnych dziwnych substancji odchudzających ;). Ja właśnie piję herbatkę Good Night, która jest całkiem dobra i mocno miętowa w smaku.

SHEFOOT Sól do kąpieli stóp | Saszetka z solą do kąpieli stóp od SheFoot. Drobiazg, ale na pewno praktyczny, do zużycia.

EFEKTIMA Mineral Spa | Kolejna saszetka to połączenie peelingu, maski i kremu myjącego do twarzy od marki Efektima. Takiego cudaka jeszcze nie miałam (maska i peeling w jednym?!), więc koniecznie trzeba będzie go sprawdzić.

KNEIPP Olejek do kąpieli | Miniatura olejku do kąpieli Kneipp. Olejek w wariancie 'Tajemnica Piękna'. Czułam, że będzie fajnie pachniał, bo wiem że Kneipp ma zapachy trafiające w mój gust. Olejek pachnie ciepło i otulająco, będzie fajny do kąpieli.

TRIND Odżywka do paznokci | W ramach upominku mini odżywka do paznokci Trind. Marki nie znam, nawet o niej nie słyszałam, ale zaskoczyła mnie dość wysoka cena odżywki - 59zł za 9ml.

NIVELAZIONE Kuracja S.O.S dla stóp | Kolejnym upominkiem jest saszetka z kuracją (kremem) do stóp Nivelazione od Farmony,

KUESHI Kremowy balsam | Mamy także pełnowymiarowy balsam do ciała i rąk z Kueshi. Butelka jest spora (500ml) i też do najtańszych nie należy, bo kosztuje w granicach 60zł. Balsam zdecdowanie podniósł wartość pudełka i sprawił, że otrzymaliśmy także coś konkretniejszego. Wszystko wskazuje też na to, że się polubimy - balsam pachnie dokładnie jak maska do włosów Crema al Latte Serical, na pewno ją znacie. Bardzo lubię tę maskę i uwielbiam ten mleczny, budyniowy zapach! Teraz będę go mieć na dłużej ^ ^.

KUESHI Tonik do twarzy | Drugim pełnowymiarowym kosmetykiem od Kueshi jest rewitalizujący tonik. Nie wiem czy to ten sam aloesowy tonik, który marka miała kiedyś w ofercie. Tamten był super, ale opakowanie było trochę inne.

SCHWARZKOPF Micelarna odżywka myjąca | Miniaturka myjącej odżywki od Schwarzkopf. Gdzię umknęła mi ta nowość! Pierwszy raz spotykam się z myjącą odżywką (wiem, że można myć włosy odżywką, ale nie miałam jeszcze w rękach produktu dedykowanemu takiej właśnie aplikacji). Ciekawe czy się sprawdzi.

EVREE Upiększający krem pod oczy | I jako ostatni krem pod oczy od Evree z serii Magic Rose. Fajnie, że to akurat ta linia, bo uwielbiam z niej tonik. Ostatnio dokupiłam też maseczkę Magic Rose i również zapowiada się bardzo fajnie.



Wow, naliczyłam aż 12 produktów! Owszem, część z nich to saszetki, ale myślę że to i tak niezły wynik. Tak jak przewidywałam, urodzinowa edycja mnie nie zawiodła :). Kosmetyki są ciekawe, zróżnicowane i większości po prostu trafiają w mój gust. Oby więcej takich pudełek!





poniedziałek, 3 lipca 2017

beGLOSSY "Moc niespodzianek"

Hej! Dziś przychodzę jeszcze z czerwcowym beGlossy "Moc niespodzianek". Pudełko bardzo fajne tym razem, a zawartość po części zróżnicowana w zależności od wariantu jaki się trafił. Jest też kolorówka, co zawsze dodatkowo mnie cieszy.


AUSSIE Odżywka do włosów Miracle Nourish | Pierwszy (pełnowymiarowy) produkt to coś co poniekąd znam i lubię - odżywka od Aussie. Jestem fanką marki, uwielbiam ten zapach gumy balonowej, a same kosmetyki są fajne i sprawdzają się na moich włosach. Bardzo chwalę sobie też lakier Aussie, bo nie jest bardzo mocny ani sklejający. Tego wariantu odżywki jeszcze nie miałam!

BIOLAVEN Szampon do włosów | Biolaven podobnie jak inne bardziej naturalne marki są zawsze przeze mnie mile widziane w boxach. Szampon jest pełnowymiarowy, więc będzie okazja żeby dobrze go przetestować.

PLAYBOY Play It Wild próbka | Próbka Play It Wild - w sumie to nic specjalnego, "plejbojki" to niska półka, a i same zapachy mało wyrafinowane... ale przyznaję się, że zdarza mi się używać Play It Sexy w sezonie jesienno-zimowym, zawsze wtedy kiedy mam ochotę na coś słodkiego i nieskomplikowanego. A tak na marginesie, wiecie że Play It Wild mają w nutach zapachowych Coca-Colę? 

CATRICE Glam&Doll Maskara | Tusz od Catrice czyli coś uniwersalnego, dla każdego. Uświadomiłam sobie, że jeszcze nie miałam żadnej maskary tej marki, zawsze tylko pomadki, korektory, cienie i inne produkty, a tusze jakoś zupełnie ominęłam. Nie wróżę mu wielkiej przyszłości, ale spróbuję z ciekawości!

MANNA KADAR GLO Rozświetlacz | Jednym z najciekawszych kosmetyków w tej edycji jest z pewnością płynny rozświetlacz Manna Kadar. To bardziej lotion/balsam rozświetlający niż stricte rozświetlacz. Ma piękny łososiowy odcień i czuję, że to będzie ideał na lato, szczególnie na dekolt.

ENILOME Maska do twarzy | Z Enilome w boxie mogłyśmy znaleźć jedną z maseczek, pojawiły się różne warianty. Maska jak dla mnie również na plus, bo miło wspominam maseczkę glinkową Enilome. Teraz trafiła mi się nawilżająca, więc ciekawi mnie czy będzie równie dobra co poprzednia.

VIS PLANTIS Mydło | Na koniec mydełko Vis Plantis, w moim wariancie dziegciowe! Z dziegciowymi mydłami już się znam, śmierdzą okrutnie, ale ładnie oczyszczają skórę i nie powodują podrażnień. Jeśli też trafiłyście na dziegieć to nie zrażajcie się zapachem! Mydełko warto wypróbować :).



W moim odczuciu pudełko na plus. Fajne produkty, tym razem chyba wszystko mi się właściwie podoba (jedynie próbkę Playboy zamieniłabym na inną próbkę... ale w końcu to tylko próbka). Jest kolorówka, pielęgnacja, lubiane przeze mnie Aussie, bardzo ładny lotion rozświetlający i coś do włosów. Myślę, że czerwcowy beGlossy należy do udanych. A Wy jakie macie odczucia?


  • Pudełko do kupienia na: www.beglossy.pl
  • Z kodem TBG25KOSMETIKI rabat -25zł na wszystkie pakiety beGLOSSY - ważny do 9 lipca




wtorek, 27 czerwca 2017

ULUBIEŃCY MIESIĄCA | Inglot, Makeup Revolution, Golden Rose, Bielenda

Hej! Zapraszam Was dziś na ulubieńców mienionego miesiąca. Jak zawsze tych stałych, sprawdzonych i oklepanych pomijam, żeby nie powtarzać się w nieskończoność. Czerwiec był dla mnie strasznie zabiegany, więc niestety nie miałam często czasu ani na coś więcej niż podstawowy makijaż, ani na zabiegi pielęgnacyjne. Paznokcie też gdzieś tam zostały trochę zapomniane, ale to wyszło im na dobre - mają detoks od żelu i hybryd.


YVES ROCHER Neroli | Na początek dla odmiany zapach. W tym miesiącu najczęściej sięgałam po Neroli z serii Secrets D'Essences od Yves Rocher. Bardzo lubię tę serię, zresztą wiele zapachów od YR mam i uwielbiam. Jeśli lubicie zapach olejku neroli to polecam Wam tę wodę (jest to woda perfumowana, więc zapach jest trwały). Oprócz neroli w nutach zapachowych mamy jeszcze bergamotkę, piżmo i petitgrain. Lubiłam sięgać po tę wodę wiosną, ale na aktualne upały też jest super. Nie jest to typowy świeżak, za którymi nie przepadam, ale zapach jest zupełnie niemęczący nawet kiedy robi się gorąco, ma w sobie coś chłodnego i lekko gorzkawego.


MY SECRET Matte Blur Effect | Podkład, który okazał się totalnym zaskoczeniem! Jestem wybredna w kategorii podkładów, mało co mi pasuje i sprawdza się także na dłuższą metę. Tymczasem niepozorny fluid z tak taniej marki jak My Secret został w ostatnim czasie najchętniej wybieranym przeze mnie podkładem. Ładnie kryje ale nie daje efektu maski, fajnie się utrzymuje, bardzo dobrze wygląda na twarzy, matu nie trzyma może wybitnie, ale wystarczy wspomóc się porządnym pudrem. Na plus też trafiony żółtawy odcień (ivory) bez nuty różu czy szarości. Godny wypróbowania :).

INGLOT Diamond Lip Tint | Zaintrygowana nowymi metalicznymi pomadkami Inglota dałam się skusić na jeden z odcieni i już wiem, że nie będzie ostatnim. To pomadki płynne, metaliczne, ale zastygające do matu, więc jak dla mnie też niezwykle komfortowe w noszeniu. Zauważyłam, że jaśniejsze odcienie są bardziej błyszczące, z kolei te nasycone (np. malinowa czerwień) nie dają tak metalicznego efektu, przypominają raczej pomadkę z połyskiem. Kupiłam odcień nr 104 i nie żałuję - piękny kolor, świetnie wygląda na ustach! Polecam jeśli oczywiście lubicie takie błyszczące klimaty.

GOLDEN ROSE Liquid Matte Lipstick | Drugą pomadką od której nie mogę się opętać to kultowy już odcień 03 z serii płynnych pomadek matowych Golden Rose. To jeden z najładniejszych matów w mojej kolekcji. Nie dajcie się zwieść, że to kolejny zwykły brudny róż, ten jest naprawdę wyjątkowy <3.

MAX FACTOR 2000 Calorie Curl Addict | Ulubionym tuszem pozostała podkręcająca wersja 2000 Calorie Curl Addict. Bardzo dobry tusz, chociaż osobiście wolę jednak Masterpiece Max, ale ten też był niczego sobie. Ładnie podkręcał i pogrubiał rzęsy, efekt zdecydowanie ponad przeciętny. Max Factor w ogóle ma fajne tusze :).

MAKEUP REVOLUTION Renaissance Glow | Ze wszystkich nowości Makeup Revolution, które ostatnio do mnie przyszły, w mój gust totalnie trafiła paletka Renaissance Glow. Wiem, że ten produkt jest mocno "zainspirowany" paletką Charlotte Tilbury, moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie, bo jakość obroniłaby się sama. Pomijając jednak design, w paletce mamy ciepły waniliowy rozświetlacz i chłodny brązer idealny do konturowania. Dla mnie to brązer doskonały - jeszcze nie trafiłam na tak idealnie dobrany odcień do mojej karnacji! Wcześniej takim moim brązerem do modelowania był np. Sahara Sand od Kobo (fajny, ale trochę zbyt szary), albo inne już bardziej ciepłe brązery (tylko właśnie... zbyt ciepłe). Ten jest po prostu strzałem w dziesiątkę, nie za ciepły, nie za zimny, nie jest też szary, czy jakiś żółtawy, po prostu w sam raz. Rozświetlacz to też produkt na piątkę z plusem - waniliowa tafla połysku * . *.


LIRENE Olejkowe serum do rąk | Pora na pielęgnację - coś dla dłoni. Nie jestem w tym temacie specjalnie wymagające, skóra moich dłoni nie przesusza się prawie wcale (a jeśli już to zimą), także kremów używam bardzo sporadycznie. Olejkowe serum Lirene spodobało mi się przez fakt, że wchłania się naprawdę, ale to naprawdę błyskawicznie. Nie zostawia też nieprzyjemnego filmu na skórze co jest dla mnie bardzo istotne. Przy tym ładnie pachnie (lekko słodko), a dłonie po aplikacji kosmetyku są milutkie i aksamitne w dotyku. Nie wiem jak poradziłoby sobie z problematyczną skórą dłoni - u mnie sprawdziło się bez zarzutu.

BIELENDA Olejek różany do mycia twarzy | Przy okazji rossmannowych promocji na kosmetyki pielęgnacyjne kupiłam polecany różany olejek myjący od Bielendy. Nie zawiodłam się, jest to świetny produkt, skuteczny ale niezwykle łagodny dla cery. Pięknie pachnie! To jest produkt, do którego na pewno będę wracać, wszystko mi się w nim podoba, a moja cera bardzo go lubi. Na minus jedynie wydajność, dosyć słaba, ale jestem w stanie to przeboleć. Olejki myjące najlepsze!

FARMONA Olejek do kąpieli i pod prysznic | Kolejny produkt to również olejek myjący z serii Herbal Care. Zdecydowanie jestem uzależniona od olejków myjących, ale uważam że są naprawdę świetne :). Olejek Buriti przeznaczony jest do kąpieli i pod prysznic: sprawdza się zarówno dolany do wanny jak i używany bezpośrednio na skórę podczas prysznica. Nie wysusza, nie podrażnia, w kontakcie z wodą zamienia się w emulsję. Moim zdaniem świetny produkt o pięknym, choć trudnym do opisania zapachu :).


LADY SPEED STICK Fresh&Essence | I jeszcze coś z gamy, która jest przeze mnie pomijana, bo zwykle jakoś nie widzę potrzeby rozprawiania się nad produktami z kategorii podstawowej higieny. Jednak dziś wyjątkowo trafił tu mój ulubiony antyperspirant ever - Lady Speed Stick. Używam ich od lat, nawet nie umiem policzyć od jak dawna ;). To antyperspiranty, które sprawdzają się u mnie najlepiej, nawet podczas upałów są bezkonkurencyjne (blokerów itp. nie używam, więc z grubszym kalibrem nie porównuję). Fajnie pachną, choć wszystkie raczej podobnie. Nie lubię tylko wersji w żelu, zawsze kupuję te klasyczne sztyfty. Są tu jeszcze fanki Lady Speed Stick?


Na koniec coś z niekosmetycznych ulubieńców - jeśli tylko coś mi się spodoba to staram się wtrącić też co nieco niekosmetycznego. Ostatnim moim małym odkryciem są soki Oleofarm, 100% soki bezpośrednio wyciskane z owoców. Odkrycie dlatego, bo jestem z tych osób, które niekoniecznie lubią pić wodę - ogólnie piję bardzo dużo, ale picie czystej wody przychodzi mi trochę opornie, wolę herbatę bądź soki/napoje, które jak wiadomo zazwyczaj są słodzone. Z kolei te soki z Oleofarm to akurat bardzo zdrowe rozwiązanie, bez cukru czy w ogóle czegokolwiek innego poza samym sokiem. Dolewam je do wody, dorzucam jeszcze troszkę owoców, świeżą miętę i dzięki temu picie wody jest dla mnie o wiele przyjemniejsze (a same soki są super zdrowe, więc wychodzi jeszcze lepiej).

Zużyłam sok z granatu, teraz wzięłam się za żurawinę. Granat jest mocno cierpki w smaku, ale rozcieńczony wodą smakuje fajnie, polubiłam go też z dodatkiem świeżego imbiru lub truskawek. Żurawina jak można się domyślić jest mocno kwaśna, więc też fajna na upały np. z dodatkiem mięty. Można dodawać jej także zamiast cytryny do herbaty, tak też się sprawdza! Na pewno spróbuję jeszcze innych wariantów, no może oprócz aloesu (chyba jedyny, który nie przechodzi mi przez gardło;)).


To by było na tyle - ciekawa jestem czy znacie coś z tych kosmetyków :).

poniedziałek, 26 czerwca 2017

GEOMETRYCZNY MAKIJAŻ z kamuflażami!

Hej :)! Na dziś moje ostatnie ćwiczenia makeupowe, które mogliście już widzieć na moim fb :). Tym razem za zadanie postawiłam sobie wykonanie geometrycznego makijażu z wykorzystaniem samych korektorów, kamuflaży czy brązerów - generalnie kremowych produktów do twarzy.


Do tego celu idealnie sprawdziły się paletki - paleta do konturowania na mokro Ultra Pro HD Cream Contour oraz paleta kryjących korektorów Camouflage Conceal Palette, obydwie od Makeup Revolution.



czwartek, 22 czerwca 2017

MAKEUP REVOLUTION | Renaissance Palette Day & Night

Makeup Revolution wypuściło niedawno piękną i bardzo elegancką kolekcję Renaissance, w skład której weszły paletki cieni, pomadki i produkty do twarzy. Dziś pokażę Wam z bliska właśnie paletki - Renaissance Day oraz Renaissance Night. Gdy tylko je zobaczyłam od razu przywiodły mi na myśl kosmetyki sprzed lat. To właśnie tego typu paletki, małe, ozdobne, z lusterkiem były kiedyś bardzo modne. Ten styl opakowań stoi w opozycji do aktualnie popularnych prostych, minimalistycznych, ostatnio często też kartonowych paletek.


Opakowania są po prostu piękne, z matowego tworzywa (czarne oraz ecru) z oprawą w kolorze różowego złota. Wewnątrz mają lusterko i pędzelek. Przejdźmy jednak do samych cieni, bo to one są tu najważniejsze. Paletki mieszczą po pięć cieni w klasycznej kolorystyce. W obu wariantach mamy coś jasnego, waniliowego i coś do przyciemnienia partii oka. Między sobą różnią się nie tylko kolorami cieni, ale też ich wykończeniem.



Paletka Day to zdecydowanie lepszy zestaw do dzienniaków. Mamy w niej tylko jeden błyszczący cień (waniliowy), ale błysk jest tutaj bardzo subtelny, taki właśnie "dzienny". Pozostałe cienie to maty o nieco satynowym wykończeniu. W dotyku bardzo aksamitne, zupełnie nie przypominające suchych i pylących cieni. Pigmentacja jest tutaj dobra, choć nie ekstremalna. Pod tym względem to również zestaw typowy do dziennych, szybkich makijaży. Kolorystyka całej paletki jest zupełnie neutralna, ani ciepła, ani chłodna - wyważona gdzieś po środku. Oprócz rozświetlającej wanilii, mamy jeszcze jasny beż, dwa średnie beże i ciemniejszy chłodny brąz.



Paletka Night jest już bardziej błyszcząca. Mamy w niej jeden matowy jasny beż, który fajnie tutaj pasuje dla równowagi z mocno błyszczącą resztą. Pozostałe odcienie to połyskujący jasny róż, miedziane złoto, pośredni brąz i najciemniejszy odcień z dodatkiem drobinek w odcieniu śliwki. Ten zestaw jest ciepły, ale nadal uniwersalny. Ja osobiście uwielbiam takie kolory! Pigmentacja błyszczących cieni jest też lepsza niż matów (które i tak są w porządku).


Obydwie paletki są moim zdaniem fajne, dobre jakościowo i oczywiście przepięknie wyglądają! Dla maniaczek makijażu to nie jest coś niezbędnego, w końcu kolory cieni są z gatunku tych popularnych, a sama jakość nie jest też wybitna. Za to polecam jeśli brakuje Wam takich podstawowych kolorów, jeśli chcecie mieć podręczny zestaw cieni do szybkich makeupów :). Myślę, że te paletki to też niezła opcja na prezent, bo wyglądają naprawdę ładnie. Cena jednej paletki to około 36-40zł.



Bardzo fajnie z tej serii wypada również duo rozświetlacz + brązer, ale o nim innym razem. Pomadki też są niczego sobie, mają ładne opakowania i wiele fajnych, ciepłych kolorów. Swatche pokazywałam Wam niedawno na moim fb :).