czwartek, 19 października 2017

Guerlain SAMSARA

Zdecydowanie zbyt rzadko na blogu pojawiają się recenzje zapachów, więc dziś aby to trochę odmienić mój ostatni nabytek odhaczony z perfumowej wishlisty - Samsara od Guerlain. Jest to zapach z 1989 roku, dziś na pewno już nie jest dokładnie taki sam, ale wciąż ma w sobie dawny urok, a ja mam wielką słabość do takich niedzisiejszych kompozycji. Guerlain to marka, którą bardzo cenię właśnie za perfumy, w końcu mój ukochany, zimowy Shalimar to oczywiście zapach od Guerlain. Samsarę kupiłam na iperfumy, gdzie jeszcze załapałam się na promocję i finalnie wydałam znacznie mniej niż w perfumerii.

Samsara to zapach orientalno-drzewny, mocny i zdecydowanie wieczorowy. Z całą pewnością specyficzny i niepodobny do zapachów aktualnie wprowadzanych na rynek (zwykle lekkich i bardziej słodko-ulepkowych). Samsara jest w moim odczuciu takim ciężkim, wręcz drapieżnym zapachem i jednak dość mocno orientalnym, co oczywiście trzeba lubić i umieć odpowiednio nosić. Ja z Samsarą swoją przygodę dopiero zaczynam, choć przymierzałam się do niej od roku testując ją kilkukrotnie w perfumeriach ;).


Zerknijmy na nuty zapachowe. W górnych nutach (nutach głowy), czyli tych odpowiadających za pierwsze wrażenie, mamy ylang-ylang, cytrynę, nuty zielone, bergamotkę oraz brzoskwinię. Odbiór zapachu to kwestia totalnie subiektywna, a ja nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, więc Wy niekoniecznie będziecie czuć to samo. Ja w pierwszym momencie wyczuwam najmocniej ylang-ylang (który sprawił, że zwróciłam uwagę na Samsarę), czuję też orzeźwiającą cytrynę i bergamotkę, brzoskwini z kolei jakoś nie bardzo. Pierwsze wrażenie ustępuje jednak dość szybko i już po kilku minutach zapach wyraźnie się zmienia. Potem czuć mocno drzewo sandałowe, zapach staje się cięższy, wychodzą bardziej orientalne nuty, a początkowe "orzeźwienie" zupełnie znika. Dla mnie to zapach pikantno-pudrowo-waniliowy, z dodatkiem kwiatów (róża, jaśmin). Irys i fiołek zapewne odpowiada za tę jego pudrowość. Pod koniec noszenia łagodnieje, znika gdzieś cała ostrość, staje się bardziej kadzidlany i waniliowy, subtelniejszy.



Samsara jest bardzo mocnym i bardzo trwałym zapachem. Trzeba uważać z dawkowaniem, bo łatwo przedobrzyć, a wtedy nietrudno o ból głowy. Moja Samsara to woda perfumowana (EDP 50ml), przy tej mocy pewnie nigdy jej nie zużyję ;). Zazwyczaj kupuję mniejsze pojemności (30ml), bo mam trochę różnych perfum, ale cenowo bardziej się opłacało wziąć 50ml - w cenie 174zł (tutaj macie dokładny link do Samsary na iperfumach).


Jeśli lubicie orientalne zapachy, albo inaczej - chciałybyście wypróbować coś w orientalnym charakterze, ale nie takiego 100% orientalnego, mało "noszalnego" to warto sprawdzić Samsarę. Jest to co prawda zapach bardzo oryginalny, ale da się go oswoić i nie czuć się w nim jak wyjęte z filmu Bollywood. Jeśli znacie ten zapach to dajcie koniecznie znać co o nim sądzicie, jestem bardzo ciekawa, bo przypuszczam, że to ten rodzaj perfum, które się kocha albo nienawidzi! Ponoć zapach przed reformulacjami był jeszcze ciekawszy, ostrzejszy, ale niestety nie było mi go dane poznać. Za jakiś czas koniecznie muszę Wam jeszcze przybliżyć Shalimar - moje ulubione perfumy Guerlain.

sobota, 14 października 2017

MAKIJAŻ: Kolorowe CUT CREASE

Na dziś ostatni zaległy makijaż z mojego instagrama - bardzo kolorowe cut crease z dodatkiem brokatu. Makijaże tego typu (cut crease, z mocno oddzielonym kolorem na powiece ruchomej) najlepiej wykonuje się z wykorzystaniem płynnych produktów, dzięki którym łatwo uzyskać ostrą linię. Może to być korektor, albo tak jak u mnie cień w kremie, który posłuży później jako baza pod inne cienie :).



W tym makijażu korzystałam z różnych paletek cieni, były to głównie Eyes Like Angels, Pro HD Contour & Eyes Palette i Pro HD Amplified Palette Dynamic od Makeup Revolution. Użyłam także mojego ulubionego pigmentu Vanilla od MAC, połyskującego pigmentu Inglot AMC 112 i brokatu.



Jeśli mnie śledzicie na fb to już widzieliście, ale pochwalę się także tutaj. W aktualnym magazynie Hebe ukazało się moje zdjęcie <3! Oczywiście we współpracy z Makeup Revolution :). 


czwartek, 12 października 2017

LIFERIA Jesienna Aura | ZAKUPY Z ROSSMANNA

Ostatnio beauty boxy nie trzymały najwyższego poziomu, ale miło zaskoczyła mnie Liferia - Jesienna Aura. To pudełko jest zawsze nieco inne, bo bazuje na miksie kosmetyków z różnych stron świata i częściej pojawiają się w nim marki będące dla nas nowością. Jeśli jesteście też ciekawe co ostatecznie kupiłam na promocji w Rossmannie to zapraszam Was na koniec wpisu :).


BEE GOOD Cream Cleanser | Angielska marka Bee Good pojawiła się w postaci kremu myjącego (do twarzy) Honey & Propolis z dołączoną muślinową ściereczką. Marka jest dla mnie nowością co oczywiście oceniam bardzo na plus. Sam produkt fajny, łagodny (już wypróbowałam), w postaci gęstego kremu zamieniającego się w emulsję. Na pewno ciekawy, niestandardowy kosmetyk, szkoda że w wersji travel size, bo zapowiada się obiecująco.

NABLA Cień w kremie | Perełką tego pudełka jest niewątpliwie cień w kremie Nabla. Marka ostatnio stała się bardzo popularna, więc cieszy mnie jej obecność w boxie, a same cienie w kremie miałam ochotę wypróbować. Strzałem w dziesiątkę okazał się również kolor - Christine, idealny, rozświetlający odcień na co dzień! Na duży plus.

GREENFROG BOTANIC Żel do mycia ciała | Mamy także markę cruelty-free i jej wegański żel pod prysznic o nietypowym zapachu (geranium i mięta). Pachnie naprawdę specyficznie, ale naturalnie. Żel nie zawiera slsów i parabenów, a poza tym jest kolejną nową dla mnie marką, a takie lubię najbardziej ^ ^.

OOH! Olejek Moringa | W małej buteleczce 15ml otrzymaliśmy Oil of Heaven Moringa Face Oil - olejek Moringa. Do stosowania na twarz, jako dodatek do kremu, a podobno nawet pod makijaż (tu mam pewne obawy, ale może dla skóry suchej by się sprawdził, kto wie...). Dla olejków zawsze jestem na tak, marka znów nowa, nieoklepana za co plus.

POSTQUAM Konturówka do ust | Ze zdjęcia umknęła mi konturówka do ust w odcieniu Caramel, wybaczcie. Marka Postquam pojawia się w boxach już nie pierwszy raz. Ten produkt przypadł mi do gustu najmniej, choć kolor konturówki jest jak najbardziej trafiony, ale mam już kilka tych kredek i powiem szczerze, że jak dla mnie są dość średnie.



Zdecydowanie hitem pudełka jest cień Nabla, ale muszę przyznać, że cały box tym razem udany: nowe marki, olejek Moringa który z chęcią przetestuję, wegański żel o ciekawym zapachu, fajny krem myjący - zawartość może nie wypadła bardzo bogato, ale produkty o wiele bardziej interesujące niż drogeryjne kosmetyki często umieszczane w boxach. Liferia dostępna na: liferia.pl.



Na koniec szybki rzut na zakupy z promocji w Rossmannie. Zamówienie składałam online, ale przy odbiorze dorzuciłam jeszcze rozświetlacz i balsam. Generalnie kupiłam prawie zupełnie co innego niż miałam w planach, co było spowodowane głównie faktem, że nie udało mi się dorwać żadnych nowości Wibo, które zdążyły wejść na czas promocji. Przy okazji w oko wpadło mi co innego i ostatecznie do koszyka trafiły:

LOVELY Silver & Gold Ombre Highlighter | Ten ciekawy gradientowy rozświetlacz to nowość w szafie Lovely. Nie miałam go w planach, ale skusiła mnie nim Asia z Nihil--Novi, za co powinnam jej podziękować, bo rozświetlacz jest faktycznie bardzo fajny! Daje ładną taflę połysku i jest raczej chłodnym rozświetlaczem (złota część to bardziej wanilia niż złoto). Lovely i Wibo wprowadza z reguły godne uwagi rozświetlacze, a ten nie odbiegł od tej normy :).

MAYBELLINE The Eraser Eye | Korektor MNY jak wiecie miałam w planach od początku - to jedyny kosmetyk, który kupiłam z mojej listy. Jeszcze go nie wypróbowałam, więc nie wiem jak się sprawdzi, ale przynajmniej trafiłam z odcieniem (Light wydaje się dla mnie w sam raz).

BOURJOIS Rouge Velvet The Lipstick | Mając w planach nowy, fioletowy odcień z Rouge Edition Velvet, spontanicznie skusiłam się jednak na nowość w ofercie marki czyli matową pomadkę w sztyfcie. Nie liczyłam na cuda, bo przerobiłam już mnóstwo matowych pomadek i zazwyczaj wolę te w formie płynnej-zastygającej. Powiem Wam jednak, że ta pomadka to coś zupełnie innego, pierwszy raz mam do czynienia z tak przedziwną (ale pozytywną) formułą! Sunie po ustach jak masełko, jest niezwykle kremowa, po czym zastyga niczym pomadka w płynie, pięknie wtapiając się w usta. Serio, ta pomadka nieźle mnie zaskoczyła! To jak matowa pomadka w płynie, ale w formie sztyftu. Będę ją intensywnie testować, bo jestem mile zaskoczona. Szkoda tylko, że kolorów w gamie jakoś mało, wzięłam ładny blady róż 02, ale bardzo brakowało mi czegoś chłodnego.

MAYBELLINE Metallic Lipstick | Drugą pomadką, którą kupiłam jest bardzo oryginalny odcień z serii Color Sensational Metallic od MNY. Wybrałam 35 Steel Chic, mieszanką brązu i szarości, w metalicznym wydaniu. Tutaj z kolei sam kolor jest wyjątkowy, ale właściwości nie zapowiadają się już tak fenomenalnie jak w przypadku Bourjois. Pomadka jest trochę taka zbyt śliska, więc przeczuwam, że nie będzie się jakoś świetnie trzymać, ale czego się nie robi dla koloru ;).

EVREE My Super Balm | Po sukcesie peelingu do ust od Evree miałam ochotę sprawdzić jak wypadnie balsam z tej samej serii. Wybrałam oczywiście poziomkowy, bo jestem wielką fanką poziomek. I jak uwielbiam Evree, tak ten balsam w pierwszym kontakcie mnie nie zachwycił. Nie wydaje się zły, ale wygląda mi na przeciętniaczka ;). Nie pachnie też wcale jakoś super, a pomarańczowy peeling za to wymiata jak chodzi o zapach!

NIVEA Lip Butter Coconut | Lubię masełka do ust Nivea, dawno już nie miałam, więc skusiłam się na wersję kokosową (w promocji te masełka były bardzo tanie). Pachnie cudownie, jeśli też uwielbiacie kokos to polecam :)!


A Wy na co dałyście się skusić? Są tu jakieś posiadaczki nowej pomadki Bourjois?

niedziela, 8 października 2017

GOLDEN ROSE LIQUID MATTE | swatche dodanych odcieni 18-26

Jakiś czas temu Golden Rose rozszerzyło gamę kolorystyczną matowych pomadek w płynie Liquid Matte o dodatkowych dziewięć kolorów (od nr 18 do 26). Moim zdaniem te dodane odcienie są wprost idealne na jesień! To przede wszystkim zgaszone odcienie z nutą brązu i beżu. Wprowadzono także nieco ciemniejsze odpowiedniki popularnej 10 i 3 - jeśli do tej pory były dla Was zbyt jasne to w aktualnej gamie możecie już dopasować te odcienie pod siebie.

Myślę, że Liquid Matte nie trzeba przedstawiać, to w końcu jedne z popularniejszych płynnych pomadek o matowym wykończeniu. Bardzo je lubię za świetną trwałość, pigmentację na wysokim poziomie, ale też bardzo komfortową formułę bez nadmiernego wysuszania czy ściągnięcia ust. Liquid Matte nie robią też efektu nieprzyjemnej "skorupy", są delikatnie lepkie co moim zdaniem działa na ich korzyść, bo po prostu przyjemniej się noszą. Warto również dodać, że mają ładny, waniliowy zapach. Myślę, że to jedne z najlepszych pomadek matowych w swojej cenie i oczywiście bardzo Wam je polecam jeśli jeszcze ich nie znacie... choć szczerze wątpię, żeby znalazło się wiele osób, które nie zna tych pomadek ;).


18 | Nasycona, ciepła czerwień. Bardzo żywy, intensywny odcień, na pewno nie jest to klasyczna wersja czerwieni. Ta jest strażacka, z pomarańczowymi tonami, ale ma w sobie coś minimalnie rdzawego za co lubią ją jeszcze bardziej.


19 | Dosyć ciekawy odcień, coś w rodzaju zgaszonego, wypranego koralu. O ile koralowe odcienie noszę bardzo rzadko, bo po prostu średnio do mnie pasują, to już ten kolor bardzo mi się podoba.


20 | To krok dalej w chłodną stronę od 19. Ta jest trochę bardziej różowa, jaśniejsza i mocniej przygaszona, ale to nadal raczej ciepły kolor. Nieoczywisty odcień, ale podkreślający usta.


21 | Ciemniejszy odpowiednik popularnej 3, która jest chyba moim ulubionym odcieniem z całej gamy. 21 jest dość mocno podobny, ale właśnie ciemniejszy. Piękny, zgaszony róż.


22 | I znów bardziej ciepły odcień - karmelowy, cieplutki beż. Ciemniejszy i cieplejszy od 13, a z kolei chłodniejszy w stosunku do 11. Szczerze mówiąc lubię wszystkie te odcienie (11,13,22), ciężko mi wskazać faworyta ;).


23 | Jest też coś dla wszystkich, którym podobała się słynna 10, ale była dla nich za jasna czy zbyt "trupia". 23 jest bardzo podobny, ale trochę ciemniejszy dzięki czemu nie tylko super blade osoby będą wyglądały w nim dobrze. Jest też odrobinę bardziej różowy od 10, choć ciągle bardzo mocno zgaszony, szaro-beżowo-fioletowy. Trudny odcień, ale ciekawy!


24 | Wyjątkowo piękny odcień! Neutralny, zgaszony beż, bardzo mi się podoba. Na ustach wychodzi trochę ciemniej niż na zdjęciach i w opakowaniu (ale mam wrażenie, że wszystkie kolory na ustach wydają się właśnie trochę ciemniejsze).


25 | Najbardziej oryginalny i jednocześnie naprawdę trudny odcień. To taki czysty brąz, w takiej postaci rzadko pojawia się w jakichkolwiek pomadkach.


26 | Fajny, ale bardzo ciemny kolor. Mieszanka borda, brązu i fioletu w odrobinę zgaszonym wydaniu. Jeśli jesteście fankami takich bardzo ciemnych ust, to może być dla Was ciekawy.


Liquid Matte to świetne, bardzo dobre jakościowo pomadki, a dodatkowe odcienie są bardzo ładne i oryginalne. A to wszystko za 19,90zł więc czego chcieć więcej ;). Czy mają jakieś wady? Generalnie większych wad nie mają, jedynie niektóre odcienie trochę gorzej się rozkładają na ustach (neonowy róż z podstawowych kolorów), ale większość odcieni nakłada się zupełnie bezproblemowo.


Dajcie znać, które odcienie należą do waszych ulubionych!

piątek, 6 października 2017

NAJCIEKAWSZE NOWOŚCI MAKEUP REVOLUTION

Makeup Revolution to jedna z tych marek, które dosłownie zasypują nas nowościami. Marka non stop wprowadza coś nowego, a dzięki paczkom ambasadorskim masa tych nowości przewinęła się przez moje ręce. Te moim zdaniem najciekawsze zebrałam w dzisiejszym wpisie, warto rzucić na nie okiem - będzie o gradientowych różach, białym pudrze do bakingu, nowej formule Retro Luxe i świetnych rozświetlaczach Skin Kiss.


GRADIENT HIGHLIGHTER | Gradientowe róże same w sobie nie są niczym nowym, ale moim zdaniem wciąż mało popularnym, więc budzącym ciekawość. Pamiętam, że pierwszy raz z tego typu różem miałam do czynienia wieki temu - był to róż Essence, który bardzo polubiłam za możliwość uzyskania różnych kolorów różu. Podobnie jest z tymi różami, w zależności której części używamy uzyskamy jaśniejszy bądź ciemniejszy odcień. Fajny patent, takie trzy kolory w jednym.


PRO HD AMPLIFIED 35 EYESHADOW PALETTE - INSPIRATION | Byłam bardzo ciekawa tych palet (wzorowanych na Morphe). Jakościowo są całkiem dobre, nie jest to hiper mocna pigmentacja, ale wciąż bardzo dobra i dla mnie zadowalająca. Moim typem na jesień jest matowa paleta Inspiration w odcieniach brązów, rudości, pomarańczu. Kolory bardzo na topie, a jeśli jesteście fankami takiej ciepłej kolorystyki to może Wam się spodobać. Ja jestem na tak! Poniżej swatche wybranych kolorów :).



SKIN KISS | Te rozświetlacze trafiły do mnie niedawno, ale zrobiły na mnie duże wrażenie. Są naprawdę mocne, można uzyskać nimi intensywny błysk co osobiście bardzo lubię. W dotyku wręcz lekko kremowe, wiecie to taka formuła w stylu niektórych metalicznych cieni - o bardzo dużej przyczepności. Jestem dopiero po pierwszych próbach, ale będę je teraz intensywnie testować, bo zapowiadają się znakomicie.


Nietypowa kremowa formuła od razu nasunęła mi skojarzenie z rozświetlaczem od Jeffree Stara - Ice Cold. Zrobiłam szybkie porównanie i... faktycznie! Ice Kiss od Makeup Revolution może być świetnym odpowiednikiem Ice Cold Jeffree Star. Odcień prawie identyczny, efekt w bardzo dużym stopniu także. Różnica chyba jedynie taka, że rozświetlacz JS jest jeszcze mocniejszy i można nim lepiej budować siłę połysku (no i jest droższy, duuuużo droższy).


GHOST FINISH | Makeup Revolution wprowadziło też kilka pudrów do bakingu, tym razem bardzo w stylu słynnych Ben Nye. Ghost Finish jest zupełnie biały i choć póki co nie używam go za bardzo to stwierdziłam, że warto go pokazać - w końcu to naprawdę ciekawy produkt. Puder mocno bieli co można wykorzystać nie tylko przy stylizacjach na Halloween. Nada się także do rozjaśnienia zbyt ciemnych pudrów, a może dla extremalnie bladolicych?


RETRO LUXE MATTE LIP KIT | Marka zmieniła formułę matowych pomadek w płynie Retro Luxe... i całe szczęście! Odcienie mają naprawdę fajne, ale stara formuła była dosyć kiepska, mało komfortowa w noszeniu i niestety lubiła brzydko schodzić z ust. Z kolei nowa formuła jest bez porównania, pomadki są komfortowe, naprawdę trwałe, niebo a ziemia. Bardzo polecam Wam odcień Echelon, jeden z najpiękniejszych neutralnych, przygaszonych kolorów jakie znam.


ULTRA PRO GLOW | Mocną stroną marki są rozświetlacze (a ja jestem ich wielką fanką <3). Ta paleta nie jest już w sumie żadną super nowością, ale bardzo ją sobie chwalę, także jako paleta do mojego kufra. Mamy w niej osiem odcieni rozświetlaczy, które można bez problemu dopasować do każdego typu urody. Nawet najciemniejszy sprawdza się do muśnięcia policzków na opalonej skórze. Bardzo lubię i polecam, dają efekt pięknej tafli.


VIVID SHIMMER BRICK | Kolejny błyszczący kosmetyk czyli paseczkowe wypiekane rozświetlacze w typie Shimmer Brick od Bobbi Brown. Te błyskotki też testuję od niedawna, ale zapowiadają się na niezły hit - dają taki piękny błysk <3!


PĘDZLE | Ostatnio w ofercie pojawiło się także sporo pędzli, które są na coraz lepszym poziomie. Fajny jest np. mięciutki pędzel do pudru z serii Ultra Metals, bardzo polubiłam się także nowy kabuki. Elastyczne pędzelki z serii Flex mają miłe włosie, ale jeszcze sama nie wiem co sądzić o tej ich dwustronnej formie i elastycznych trzonkach. Na pewno jest to coś nowego i interesującego, ale ma też swoje wady i zalety.



czwartek, 5 października 2017

ROSSMANN -49%/-55% na kolorówkę | CO WARTO KUPIĆ?

Hej! Zbliża się kolejna wielka promocja na kolorówkę w sieci Rossmann. Promocja ma wystartować 10 października (i potrwać do 19 października). Dla wszystkich rabat wynosi -49%, dla posiadających kartę kartę Rossmann jednorazowy rabat -55% przy zakupie minimum trzech różnych kosmetyków.

CZAS TRWANIA: 10.10 - 19.10

ZNIŻKA: -49% dla wszystkich / -55% dla klubowiczów

WARUNKI: rabat -55% tylko z kartą, przy zakupie min. 3 różnych produktów jest jednorazowy

CO WCHODZI W PROMOCJĘ: kosmetyki kolorowe do makijażu twarzy, oczu, ust, a także lakiery do paznokci i balsamy do ust

ZAKUPY ONLINE: rabat możliwy również w drogerii online (ale pamiętajcie, że tam nie są dostępne wszystkie marki makijażowe)

Pamiętajcie, że to jeszcze nie jest oficjalnie potwierdzone info, Rossmann zazwyczaj czeka z tym do ostatniej chwili. Jeśli planujecie zakupy to pewnie zastanawiacie się na co tym razem zwrócić uwagę. Dziś pokażę Wam kilka moich typów, a na końcu także parę słów o tym co sama mam w planie kupić i czego nie polecam. Z każdą kolejną promocją zazwyczaj moja lista zakupowa się zmniejsza, bo bardzo odstraszają mnie tłumy, a marki dostępne w Rossmannie nie wprowadzają też aż tylu nowości.


Zacznijmy od pomadek - tych akurat w Rossmannie jest całkiem spory wybór, więc z łatwością można znaleźć coś fajnego. Gorzej jest moim zdaniem z płynnymi pomadkami matowymi, których wybór jest już bardziej ograniczony. Błyszczyków ostatnio używam tak rzadko, że nawet dziś o nich nie wspominam.

BOURJOIS Rouge Edition Velvet | Matowe pomadki w płynie od Bourjois większość z Was na pewno dobrze zna. Są fajne, choć w natłoku matowych produktów do ust, teraz już nie wydają się aż takim hitem. Lubię je za lekką, komfortową formułę musu i brak efektu "skorupy" na ustach. Polecam odcień 06 Pink Pong - intensywną fuksję, a brunetkom lubiącym ciepłe odcienie 12 Beau Brun.

MISS SPORTY My BFF Lipstick | Do bardzo tanich pomadek należy seria My BFF Lipstick od Miss Sporty, po obniżce wychodzą za dosłowne grosze. Od razu mówię, że te pomadki to nie jest żaden wielki hit - po prostu normalne, nie wyróżniające się pomadki, które jednak mogą zwrócić uwagę przy mocno ograniczonym budżecie. Są to pomadki o satynowym wykończeniu, trochę tępe w nakładaniu, ale też trzymają się dość dobrze jak na zwykłe (i bardzo tanie) pomadki. Mam dwa odcienie: My Pretty Rose 202 - zgaszony róż o chłodnym połysku i My Sweet Mocha 500 - ciemniejszy nude.

REVLON Ultra HD Gel Lipcolor | Ciekawymi pomadkami są żelowe Revlona, całkiem fajna propozycja i ładne kolory. Faktycznie ich formuła jest lekko żelowa - mogą Was zainteresować jeśli macie już przesyt matowymi pomadkami. U mnie dwa odcienie dobre do dziennych makeupów: 725 Sunset - koral i 705 Dawn - ciekawy nudziak.

MAYBELLINE Color Sensational Matte | Z matowych pomadek dostępnych w Rossmannie bardzo lubię te od Maybelline. Minusa łapią za mały wybór kolorów, ale godna uwagi jest na pewno piękna czerwień 965 Siren in Scarlet. Piękny kolor i lekka formuła. 

Revlon Colorburst z tego co się orientuję zostały wycofane (jeśli się mylę to mnie poprawcie), szkoda bo były to całkiem fajne masełka do ust i miałam wśród nich swojego kolorystycznego ulubieńca na co dzień (Cotton Candy).


RIMMEL Moisture Renew | Dobre pomadki w ładnych kolorach można znaleźć również w szafie Rimmel. Przede wszystkim mogę Wam polecić kultową pomadkę Airy Fairy z serii Lasting Finish, piękny jasny cielisto-różowy odcień. Bardzo fajnym i nietypowym kolorem jest 180 Vintage Pink z serii Moisture Renew - mocno zgaszony fioletowo-różowy odcień. Lubię też lekkie, transparentne kolory z serii Moisture Renew Sheer & Shine. Dają mało koloru, coś w typie balsamu koloryzującego. Ja używam Glow-rious Pink, to taki bardziej letni kolor, transparentny jasny róż.

L'OREAL Color Riche | Jeśli jesteście fankami delikatnych, świeżych różowo-cielistych, dziennych odcieni, podkreślających usta, ale nie przyciągających zbytnio do nich uwagi to koniecznie sprawdźcie odcień Velvet Rose 378 z L'Oreal Color Riche. To jedna z moich ulubionych pomadek na co dzień.

REVLON Super Lustrous | Piękną klasyczną czerwień bardzo polecam z serii Super Lustrous od Revlon - limitowany odcień Love is On. Kremowa formuła i rewelacyjna pigmentacja. Uwielbiam tę czerwień :).



Z produktów do twarzy mogę Wam polecić kilka kosmetyków, gorzej z produktami do oczu. Moim zdaniem w Rossmannie nie ma szału jak chodzi o kolorówkę do makijażu oczu, nie ma zbyt wielu ciekawych palet cieni czy cieni pojedynczych.

WIBO Diamond Illuminator | Jeśli szukacie taniego i dobrego rozświetlacza to bierzcie popularny Diamond Illuminator. To bardzo fajny produkt dający efekt jednolitej tafli w równie ładnym odcieniu - uniwersalnym waniliowym. Polecam!

LOVELY Milky Chocoalte | Jestem zadowolona z brązera "czekoladki" od Lovely, na poprzedniej promocji kupiłam odcień Milky Chocolate, który ładnie zgrywa się z moją cerą. Nie jest ani za chłodny ani za ciepły, ładnie wyważony, matowy i też nie napigmentowany zbyt mocno czy zbyt słabo. Fajny brązer za dobrą cenę... i to apetyczne opakowanie!

MAYBELLINE Master Strobing Liquid (light) | Obecnie płynne rozświetlacze zrobiły się niesamowicie modne i taki produkt ma w ofercie Maybelline. Skusiłam się na jaśniejszy odcień i zdecydowanie mogę go polecić - ma ładny, chłodny odcień, daje efekt pięknego, jednolitego połysku. Jest też bardzo wydajny. Można nim uzyskać zarówno bardzo delikatny błysk jak i mocniejszy.

WIBO Ecstasy Blusher | Z różów do policzków na uwagę zasługuje róż Ectasy od Wibo. Jest to róż wypiekany, przez co nieco twardszy od klasycznych róży prasowanych. Jeśli lubicie odcienie w stylu 'rose gold' zwróćcie uwagę na piękny odcień z numerkiem 1. Wadą produktu jest fakt, że szybko twardnieje (podobnie jak róże Bourjois) i raz na jakiś czas trzeba lekko zdrapać powierzchnię kosmetyku.

BOURJOIS Blush | Podobnie sprawa ma się z różami Bourjois - twardnieją, trzeba je czasem lekko 'przedrapać'. Jeśli Wam to nie przeszkadza to polecam Wam najpiękniejszy odcień Rose D'Or - bardzo świeży róż, pięknie ożywiający cerę, mój ulubiony!

MAYBELLINE Color Tattoo | Jak wspomniałam powyżej, z produktów do oczu wiele Wam nie polecę. Jednak moim zdecydowanym hitem jest cień w kremie Color Tattoo w odcieniu jasnego, złotego brązu - On and on bronze. Idealny do szybkich dziennych makeupów.



MAYBELLINE SuperStay 24H | W kategorii podkładów mogę polecić SuperStay 24h MNY - dość dobrze kryjący i przede wszystkim trwały podkład. Dla mnie to trochę lżejszy kaliber niż Colorstay z Revlona, nie wyglądający sztucznie na twarzy, ale przy tym właśnie fajny dla niekoniecznie idealnych cer, także dla tych mających problemy z przetłuszczaniem. Brakuje mi jedynie bardziej żółtych odcieni w ofercie, ale jeśli znajdziecie dobry odcień pod siebie to można zaryzykować.

MAX FACTOR Creme Puff | Ten puder to już klasyk - prasowany Creme Puff jest w sam raz do torebki, do szybkich poprawek w ciągu dnia. Lubię go za ładny efekt wygładzenia, zmniejszenia optycznego porów, bez mocno pudrowego, suchego efektu. Pamiętajcie, że Creme Puff nie matuje mocno, dlatego przy kłopotach z przetłuszczającą się cerą lepiej zmatowić skórę po nałożeniu podkładu np. pudrem ryżowym, a Creme Puff zostawić do poprawek.

WIBO Strobing Make Up Shimmer Kit | Paletkę rozświetlaczy Wibo mam już jakiś czas i bardzo lubię. Dwa jaśniejsze odcienie dają świetny efekt waniliowej tafli, złoty i miedziany stosuję jako cienie, ale jeśli lubicie takie złote rozświetlacze to też Wam się przydadzą. W promocji paleta wychodzi tanio, więc myślę że warto - a rozświetlacze dają świetny, mokry błysk.



Co jeszcze warto kupić? Od lat jestem fanką podkładu Revlon Colorstay - polecam wersję na cery tłustej i mieszanej. Colorstay ma zwolenników i przeciwników, aczkolwiek ja nadal uważam że to jeden z lepszych podkładów o świetnej trwałości i dobrym kryciu. Polecam też dwa tusze do rzęs: mój numer jeden Masterpiece Max z Max Factor i ciut gorszy, ale nadal świetny Lash Sensational z Maybelline. Fajne są także marmurkowe róże Max Factor i super trwałe pomadki Lipfinity tej samej marki. Z Lipfinity polecam cudowny odcień Iced - piękny nude, który pasuje prawie każdemu. Warto też rzucić okiem na konturówki do ust różnych marek, bo wiele można kupić za grosze.



Pokrótce wspomnę też o kosmetykach, których nie polecam. Promocje są kuszące, więc można bez trudu wyrzucić pieniądze na kosmetyki totalnie zbędne i słabe jakościowo. Pamiętajcie, że to jednak subiektywna opinia - wiem, że te produkty wiele osób sobie chwali.

Właśnie z polecenia kupiłam Lovely - matową pomadkę w płynie Extra Lasting oraz podobną pomadkę Wibo Million Dollar Lips. O dziwo ta z Wibo bardzo przypadła mi do gustu pod względem koloru, ale generalnie te pomadki to takie średniaki. Nie są może koszmarne, ale jeśli szukacie płynnych pomadek o dobrych właściwościach, nie wysuszających ust to te odradzałabym, robią jednak trochę "skorupę" i są mało komfortowe. Kolejne dwa produkty do twarzy to również są wcale żadne koszmarki, ale kosmetyki, po które sięgam bardzo rzadko i spodziewałam się po nich o wiele więcej. Pierwszy z nich to Wibo Baked Mix Bronzer - uwielbiam taką paseczkową formę w stylu Shimmer Brick od Bobbi Brown, ale ten produkt jest moim zdaniem za ciemny, zbyt błyszczący, zbyt miedziany (nie wiadomo jak sensownie go używać). Drugi to właśnie podobny produkt, tym razem rozświetlający marki Revlon. Początkowo mi się podobał, ale teraz stwierdzam, że jest mało błyszczący, słabo rozświetla, zupełny średniak.


Sama nie planuję dużych zakupów, ale zaciekawiło mnie kilka nowości. Nie wszystkie z nich oczywiście kupię, na co się zdecyduję to się pewnie dopiero okaże ;). Nie wszystkie z nowości zdążą też wejść w czas trwania promocji, ale nie zaszkodzi je tutaj dziś pokazać. Przede wszystkim ciekawi mnie nowa paleta cieni Modern od Wibo, kolorystycznie wzorowana na Modern Renaissance ABH. Kolory są piękne, ale patrząc po filmikach na yt jakość cieni raczej nie zachwyca, także nie wiem czy się zdecyduję ostatecznie. Z nowości Wibo mam też ochotę na nową matową pomadkę w płynie Ultra Matte Liquid Lipstick (ale nie wiem jak z jakością i kolorami) i Selfie Loose Shimmer (ten lawendowy lub różowy). Podoba mi się też pomadka Metal on Lips i Liquid Metal Lipstick, ale one wchodzą do sprzedaży dopiero w listopadzie.

Pod uwagę biorę również nowy tusz L'Oreal Paradise Extatic i robiący furorę na instagramie korektor Maybelline Age Instant Rewind, ale o ile się nie mylę jeszcze go u nas nie ma w sprzedaży (więc znów nie wiadomo czy będzie w promo). Ciekawi mnie nowość Max Factor Color Elixir Honey Lacquer i nowy odcień Bourjois Rouge Edition nr 21 Saperliprunette.




Dajcie znać czy coś Was zaciekawiło, jakie są wasze plany zakupowe i czy w ogóle dacie się skusić na promocję czy omijacie dzikie tłumy szerokim łukiem ;).




wtorek, 3 października 2017

AKTUALNA JESIENNA PIELĘGNACJA | Dudu-Osun, Papka Jadwiga, Regenerum, Carbo Detox

Wraz z nadejściem chłodniejszych dni zmienia się nasz sposób na pielęgnację, sięgamy po bogatsze formuły, bo cera domaga się mocniejszego nawilżania. Zawsze w tym jesiennym okresie zmieniam produkty, w odstawkę idą matujące kremy i bardzo lekkie kremy, które sprawdzały się latem. Jesień to też dobry moment na kwasy, więc pewnie znów powrócę do mojego ulubionego Effaclaru Duo, ale dziś o tym co wchodzi w moją aktualną pielęgnację odkąd zrobiło się jesiennie.


ETAP I: OCZYSZCZANIE

Bardzo lubię wypróbowywać nowości w tej kategorii, ale mam kilku sprawdzonych ulubieńców, o których pisałam już tyle razy, że nie będę się nad nimi ponownie szerzej rozwodzić. Do takich stałych sprawdzonych produktów należy u mnie mydło Aleppo (codziennie) i savon noir, które stosuję co kilka dni. Fajnie spisują się także olejki myjące (np. różany z Bielendy).

W ostatnim czasie wypróbowuję także węglowy krem micelarny Carbo Detox od Bielendy. Zaciekawił mnie w drogerii, bo z niczym podobnym nie miałam wcześniej do czynienia. Spodziewałam się mocnego czyścika, może czegoś w typie past Lush, a tymczasem do dość rzadki krem o przyjemnym kosmetycznym zapachu, który jest dość łagodny i przyjemny w stosowaniu, ale mocnego makijażu na pewno nie domyje. Drugim nowym produktem, który pojawił się w mojej pielęgnacji jest Dudu-Osun, czarne mydło afrykańskie, które kiedyś miałam i było super, ale teraz kupiłam z innej marki (Tropical) i jest nieporównywalnie gorsze. Wcześniej miałam chyba z Mohani i było rewelacyjne, bardzo natłuszczające, także generalnie czarne mydło Wam polecam, ale nie to z Tropical.



ETAP II: ZŁUSZCZANIE

Ostatnio rzadziej stosuję peelingi, bo używam szczoteczki sonicznej (Braun). Nie odstawiłam ich jednak całkiem, ale tych mocnych zdzieraków nie stosuję ze względu na naczynkową cerę. Ciekawym peelingiem, który ostatnio używam jest olejkowy termo-peeling Perfecta. Ma konsystencję miodu i lekko rozgrzewa. Podobnego peelingu chyba jeszcze nie miałam. Drugi peeling to ten do ust, cukrowy Sugar Lips od Evree w wersji pomarańczowej. Jak on pięknie pachnie! Jak świeże pomarańcze!

ETAP III NAWILŻANIE

Moja mieszana cera lubi mocną pielęgnację na noc i minimalistyczną na dzień. Pod podkład najczęściej używam odrobinę kremu, jakiegoś serum albo bazy pod makijaż. Kiedy włączę do pielęgnacji krem z kwasami zamiast nich będę używać kremu z filtrem (mój ulubiony to matujący Vichy). Fajnym kremem, który sprawdza się u mnie zarówno na dzień i na noc jest krem z witaminą C Mincer. Zresztą całą tę serię uważam za bardzo udaną. Krem jest lekki, ale fajnie nawilża. Na noc bardzo lubię stosować olejki, czasem mieszam je pół na pół z serum hialuronowym. Ostatnio kupiłam olej, który kiedyś wręcz uwielbiałam - olejek z pestek śliwki ZSK. Moja cera dobrze na niego reaguje, a olej cudownie pachnie marcepanem, na jesień idealnie!

W ostatnim czasie wypróbowałam też popularne Regenerum - serum do twarzy. To całkiem fajny produkt o konsystencji kremu, który nawilża, ale nie daje wrażenia błyszczącej cery. Po zastosowaniu skóra jest jednocześnie matowa, ale też nawilżona, co sprawia że dobrze sprawdza się na dzień jak i pod makijaż. Jednocześnie zachowuje się trochę jak baza pod makijaż, wygładza skórę i pozostawia taki aksamitny film. Szczerze mówiąc nie znam podobnego kosmetyku będącego połączeniem kremu, serum i bazy. Przyszła mi na myśl maseczka bankietowa z Dermiki, ale nie ma ona tak nawilżającego działania jak Regenerum.



ETAP IV: DODATKOWE PRODUKTY

Nie mogę nie wspomnieć o płynie micelarnym, który przychodzi zawsze z pomocą podczas wieczornego demakijażu - od dawna ulubieńcem jest różowy Garnier, do którego ciągle wracam. Oczywiście czasem robię skoki w bok, ale póki co Garnier wygrywa i aktualnie właśnie jego znów używam. Pielęgnację lubię wspomagać jakimś fajnym serum, a moim ulubionym jest to z witaminą C od Mincer. Podobnie jak w przypadku Garniera, znów wróciłam do tego serum, bo sprawdza się u mnie doskonale - stosuję na noc, a rano cera zawsze wygląda dużo lepiej i jakby promienniej. Żaden inny kosmetyk nie daje u mnie tak fajnych efektów.

Na usta obowiązkowo balsam: od jakiegoś czasu używam non stop kremu Oriflame Tender Care. Ideał do stosowania na usta, suche skórki, czy ogólnie wszystkie przesuszone miejsca (a także na nos po katarze!). Lubię różne wersje, ale najczęściej sięgam chyba po limitowaną z olejkiem z nasion borówki, bo fajnie pachnie. Bardzo polecam Wam te balsamy, ale koniecznie w promocji (wtedy kupicie ja za 9,99zł).

Ostatnim odkryciem jest u mnie Papka do cery trądzikowej marki Jadwiga. Ten produkt o nietypowej nazwie uratował moją cerę nie raz! Kosmetyk zamknięty jest w małej buteleczce, którą obowiązkowo należy wstrząsnąć przed użyciem. Ma biały kolor i konsystencję rzadkiej... papki. Nakładany punktowo na niedoskonałości szybko je wysusza i naprawdę przyspiesza ich znikanie. Polecam, ale ma pewne minusy - ze względu na kolor do stosowania jedynie na noc. Pachnie kamforą, co mi osobiście wcale nie przeszkadza, ale jest to zapach dość specyficzny. Najważniejsze jednak, że naprawdę działa.


ETAP V: PAZNOKCIE

Nie zapominam również o pielęgnacji paznokci i skórek, choć przez to że noszę hybrydy wszystkie typowe odżywki poszły w kąt. Jednak w przerwach od hybryd, czy choćby zaraz po ściągnięciu lakieru hybrydowego wcieram w paznokcie olejkową odżywkę Dermena Regenail. To serum z wygodnym pędzelkiem o formule lekkiego olejku i fajnym owocowym zapachu. Stosowane na naturalną płytkę na pewno da dobre efekty, bo paznokcie z reguły bardzo korzystnie reagują na oleje. Uważam, że można stosować je także nosząc hybrydy - wcieram je w skórki, dla nawilżenia, ale przy okazji przecież serum wyląduje w miejscu odrostu :). Pamiętajcie, że tłusta odżywka zastosowana tuż przed nałożeniem lakieru hybrydowego może skrócić jego trwałość.