środa, 13 czerwca 2018

NAJLEPSZY FILTR NA LATO? | ANTHELIOS XL

Już niebawem lato, a więc ostatni dzwonek na pomyślenie o ochronie przeciwsłonecznej. W tym roku wiosna jest tak upalna, że kremy z filtrem wyciągałam już w kwietniu, ale brakowało mi dobrego i lekkiego kremu, który mogłabym stosować pod makijaż przy mojej mieszanej skórze. Tym razem wypróbowałam Anthelios XL SPF 50 od La Roche-Posay i nie pożałowałam, bo okazał się świetny. 

W poprzednich latach używałam najczęściej Vichy Ideal Soleil (również 50 SPF) i byłam z niego bardzo zadowolona, ale chciałam po prostu zmienić filtr, tak dla odmiany. Zależało mi, aby koniecznie była to najwyższa ochrona przeciwsłoneczna, ale także żeby krem był lekki i nietłusty, bo latem moja cera niestety mocno się błyszczy. Kupiłam więc polecany matujący krem 50 SPF z naszej polskiej Ziaji. Powiem Wam, że Ziaję generalnie lubię, ale ten filtr kompletnie się u mnie nie sprawdził, nie widziałam zupełnie matującego działania... Może nie jest to najbardziej ciężki i tłusty filtr na świecie, ale na pewno nie zaliczyłabym go do lekkich kremów. Pod makijaż okazał się klapą, więc stwierdziłam, że pora na Anthelios, który miałam kiedyś w postaci próbki i fajnie się zapowiadał.


Anthelios to cała linia pielęgnacji słonecznej od La Roche-Posay. Ja potrzebowałam wysokiego filtra do twarzy, więc wzięłam wersję bezzapachową Anthelios XL Anti-shine o działaniu matującym. Tubka ma 50ml i przypuszczam, że wystarczy mi na całe lato, ale dodam że nigdy nie używam filtrów w "przepisowej" ilości iluś tam pompek, bo moja skóra na pewno nie zdzierżyłaby takiej ilości ;). Krem ma biały kolor, ale nie bieli i nie pachnie. Początkowo może wydawać się, że wcale nie jest to produkt matujący, konsystencja jest dość gęsta i nie sprawia wrażenia jakiegoś super lekkiego kosmetyku. Jednak po chwili zastyga na skórze pozostawiając satynowo-matowy, zupełnie nietłusty film.

Także polecam - myślę, że właścicielki skóry tłustej i mieszanej będą z niego zadowolone. W porównaniu do Vichy moim zdaniem wypada podobnie. Obydwa filtry są lekkie i nie obciążają skóry. Nie mają działania jakoś intensywnie i dodatkowo matującego, ale też nie pozostawiają wyczuwalnego filmu, który powodowałby szybsze przetłuszczanie się skóry.



Myślę, że większość z Was pewnie dobrze zna Anthelios XL - to bardzo popularny produkt w swojej kategorii. A może interesowałoby Was porównanie różnych filtrów do twarzy?

Anthelios XL dostaniecie w granicach 60zł, oczywiście w aptekach, ale też online na www.iperfumy.pl (tutaj macie link do niego -> Anthelios XL Anti-Shine).

niedziela, 10 czerwca 2018

SHINYBOX Get the new look!

"Get the new look" to jeszcze majowa edycja ShinyBoxa - niezbędnik piękna, który sprawdzi się u każdej z nas, jak możemy wyczytać na stronie boxa. W tym miesiącu zawartość jest moim zdaniem taka... okej. Nie jest źle, ale mogłoby być zapewne lepiej.  Na pewno na plus duże zróżnicowanie w produktach: pielęgnacja, kolorówka a nawet zapach. Za to jestem bardzo ciekawa czerwcowego pudełka, które będzie boxem jubileuszowym - to już sześć lat Shiny! Zapowiada się ekscytująco, więc poprzeczka już na starcie jest podniesiona. Póki co jednak majowy Shiny i to co kryje w środku.


SHINYBOX GET THE NEW LOOK

MESAUDA MILANO Błyszczyk Extreme Gloss | Nowa marka w Shiny, której nie znam - Mesauda Milano. Półka cenowa zdaje się średnia (błyszczyk około 44zł). Błyszczyk też w sumie całkiem fajny, o przyjemnej formule i ładnym, delikatnym kolorze podbijającym kolor ust.

MESAUDA MILANO Kredka do ust | Z tej samej marki w pudełku znalazłam również kredkę do ust, szkoda że nie dopasowaną kolorem do błyszczyka (moja akurat w wybitnie nietrafionym kolorze, taki ciemny ziemisty brąz). Sama kredka jednak wydaje się okej, szkoda że nie jest automatyczna, bo takie zdecydowanie wolę. W standardowym boxie znalazł się jeden z produktów tej marki (subskrybentki miały możliwość wyboru dzięki ankiecie), a ja jako ambasadorka Shiny otrzymałam błyszczyk i kredkę dodatkowo.

SEACRET Chusteczki do demakijażu | Próbowaliście kiedyś chusteczek do demakijażu za ponad 100zł? Jeśli zamówiliście majowy Shiny to macie okazję! Jestem trochę w szoku, że 25 chusteczek może tyle kosztować, ale w sumie fajnie że znalazły się w boxie - gwarantuję, że przenigdy nie kupiłabym zwykłych chusteczek w takiej cenie :D.

ZIELONE LABORATORIUM Maska z glinką białą | Saszetka z maseczką (wegańską). Jako dodatek myślę, że w sam raz. Zresztą ja bardzo lubię wszelakie maseczki.

C-THRU Cosmic Aura Perfumowany Spray | Kto pamięta jeszcze C-thru :)?! Te zapachy kojarzą mi się z moim wczesnym gimnazjum, chyba jakoś wtedy miałam od nich pierwszy zapach... i już wtedy mi się nie podobał ;). Mam może malutki sentyment do tej marki, ale ich zapachy kompletnie nie trafiają w mój gust, zawsze kojarzyły mi się tanio i "bazarkowo". Cosmic Aura też niestety nie bardzo mi się podoba, choć nie jest to w żadnym wypadku jakiś śmierdziuch, a po prostu zwykła, niepodobna do niczego woń, która jedyne co przywodzi mi na myśl to niezidentyfikowaną mieszankę zapachów znad stoiska z odlewkami odpowiedników perfum. Nie myślcie jednak, że jakoś strasznie się czepiam, bo to tylko perfumowany dezodorant-mgiełka do ciała, więc nawet i taki zapach mogę zużyć, zwłaszcza że jest raczej lekki i niespecjalnie trwały ;).

NUTKA Mus pod prysznic i do kąpieli | Na koniec jeszcze jeden kosmetyk, tym razem pod prysznic. Marka to kolejna nowość dla mnie, bo o Nutce słyszę po raz pierwszy. Opakowanie żelu wygląda raczej tanio i faktycznie jest to niedrogi produkt, ale za o jak pachnie! Obłędnie! Moja wersja to gruszka z bergamotką i muszę przyznać, że ten zapach jest dla mnie mega apetyczny ^ ^.




czwartek, 7 czerwca 2018

ORLY NEON EARTH | Summer 2018 Collection

Neon Earth to nowa kolekcja na lato od marki Orly. Lakiery dostępne są zarówno w wersji klasycznej jak i hybrydowej Gel FX - u mnie zobaczycie je właśnie w tej drugiej wersji, hybrydowej. Kolekcja jest wręcz stworzona dla wielbicielek ciepłych odcieni! Tonacja lakierów kojarzą mi się z zachodem słońca, jest taka koralowo-pomarańczowo-miedziana. Nie wszystkie z odcieni są neonowe jak można by wywnioskować z nazwy. Właściwie tylko jeden z lakierów to typowy neon (swoją drogą świetny!).


ORLY NEON EARTH GEL FX

W kolekcji znalazło się sześć odcieni, z których u mnie możecie zobaczyć pięć (niestety ostatni lakier trafił mi się felerny i z tego powodu nie umieściłam go na zdjęciach). Cztery odcienie są kremowe bez drobinek, dwa mają metaliczny połysk. Lakiery hybrydowe Orly bardzo lubię i polecam, mają odpowiednią formułę i dobrze się odmaczają. Nie odpryskują, nie marszczą się pod lampą - moim zdaniem jakościowo są super i czuć różnicę pomiędzy nimi, a tańszymi hybrydami. Jeśli macie uczulenie na hybrydy, albo chcecie się go ustrzec to również z tego powodu warto się nimi zainteresować. Gel Fx to formuła 12 free, a więc bez formaldehydu, DBP czy toulenu, a te składniki mogą powodować większe ryzyko uczuleń.

SAND OF TIME | Najspokojniejszy z kolekcji, nude z domieszką brzoskwini.

AFTER GLOW | Koralowy, dość jasny i żywy kolor. Jeszcze nie neon, ale jest jaskrawy i na pewno będzie fajnie wyglądał na opalonych dłoniach.

DESERT ROSE | Przepiękny odcień ciemniejszego, ciepłego... różu? Właściwie nie mogę się zdecydować czy jest bardziej koralowy czy różowy, ale jest z całą pewnością niejednoznaczny i można różnie go odbierać w zależności od światła.

BLAZING SUNSET | Neonowy, pomarańczowo-koralowy odcień. Prawdziwa "żarówka", na lato będzie genialny!

VALLEY OF FIRE | Metaliczna miedź, ciekawa ale chyba nie do końca w moim guście. Raczej nie widzę jej u siebie na wszystkich paznokciach, ale myślę o połączeniu tego koloru z nudziakiem z tej serii.

Jak już wspomniałam w kolekcji jest jeszcze jeden odcień Moon Dust - metaliczny piaskowy beż, chyba najchłodniejszy ze wszystkich kolorów.


Pojedyncze kolory same w sobie nie są może bardzo oryginalne, ale cała kolekcja już tak - zazwyczaj jest to mix różnych żywych odcieni, ale Orly poszło w stronę jednej, ścisłej tonacji i podoba mi się taka odmiana. Z Neon Earth najbardziej podoba mi się Blazing Sunset - dający po oczach neon (zdjęcie niestety nie oddaje w ogóle jego mocy!). Jeśli gustujecie w spokojniejszych kolorach to polecam Desert Rose, nietypowy ale bardzo klasyczny odcień.


poniedziałek, 4 czerwca 2018

🍉 Pielęgnacja dłoni na lato: OWOCOWE KREMY FRUITY JUNGLE 🍉

Fruity Jungle to nowa, owocowa linia kremów do rąk Farmapol. Czy wiecie, że za tą marką stoi Herba Studio, a więc producent jednego z najpopularniejszych (i najlepszych!) balsamów do ust: Tisane? Tisane w słoiczku na pewno znajduje się w moim top 3 balsamów do ust i choć mam wrażenie, że w ostatnich latach został trochę zapomniany, to ja zawsze mam go pod ręką! Pomyślałam, że skoro jest taki dobry to i kremy do rąk nie mogą być złe i już na wstępie powiem Wam, że jeśli przykładacie dużą wagę do zapachów to te kremy mogą Wam się spodobać. Pachną obłędnie!


FARMAPOL FRUITY JUNGLE

Do wyboru mamy trzy warianty: acai, liczi i smoczy owoc. Wszystkie pachną ładnie, w sam raz na lato, bo owocowo, ale moim zdecydowanym numerem jeden jest wersja acai <3. Pachnie jak jagody! Powiem Wam, że uwielbiam ten zapach i chętnie kupiłabym balsam do ciała o takim lub podobnym zapachu (a może znacie jakieś balsamy pachnące jagodami warte polecenia?). Krem Acai polecam Wam najbardziej.

Kremy mają lekką, nietłustą formułę i błyskawicznie się wchłaniają. Taka delikatna konsystencja fajnie sprawdzi się na lato. Nie wiem jednak czy będą odpowiednie dla każdego, bo mam wrażenie, że raczej nie poradzą sobie z bardzo suchą skórą. Moja jest niewymagająca, więc są dla mnie wystarczające, ale przypuszczam, że w "ciężkich" przypadkach nawilżenie może być za słabe. Na plus zauważalne zmiękczenie skóry dłoni.



Kremy mogą Wam się również spodobać jeśli unikacie takich składników jak parabeny, silikony i parafina - ta seria ich nie zawiera. Podsumowując: to całkiem fajne, lekkie kremy o owocowych zapachach. Osobiście polecam acai <3!


czwartek, 31 maja 2018

Paleta BEAUTY LEGACY | Makeup Revolution x Maxineczka

Najgłośniejsza makijażowa premiera w ostatnim czasie? To bez wątpienia paleta Beauty Legacy, która powstała we współpracy z Makeup Revolution i Maxineczką. Paleta zawierająca dziewięć cieni do oczu oraz trzy produkty do twarzy, a to wszystko w tekturowym opakowaniu travel-friendly. Po początkowej fali zachwytów, Beauty Legacy doczekała się też wielu krytycznych opinii. Zarówno jedne jak i drugie mogą być w dużej mierze spowodowane sympatią (bądź jej brakiem) do twórców palety, ale też obietnicami "palety idealnej". Jak to faktycznie z paletą jest postaram się Wam dziś szczegółowo opisać, będą również swatche i makijaż :).


Paleta zawiera sześć cieni, rozświetlacz, róż i brązer. Produkty do twarzy to akurat najsłabsze ogniwo w Beauty Legacy. Brązer ma bardzo ładny odcień, róż jest ceglasty i intensywny więc niekoniecznie dobry dla każdego, ale największym minusem jest fakt, że dość trudno się rozcierają, więc nietrudno o plamy. Najsłabiej wypada jednak rozświetlacz, który daje bardzo słaby błysk. Oczywiście satynowe rozświetlacze też są fajne, ale w przypadku Pure Glow efekt jest zbyt delikatny - na mojej skórze prawie w ogóle go nie widać. Na jaśniejszych cerach ten rozświetlacz może okazać się też zbyt ciemny, bo lekki barwi na brzoskwiniowe tony.

Przejdźmy do cieni, bo one są zdecydowanie lepsze! Na pewno świetne są wszystkie maty, szczególnie ciemniejsze. Jasny odcień Canvas jest mega uniwersalny, a dzięki takim odcieniom jak Ash, Brick, Smoke i czarny Night jesteśmy w stanie stworzyć bazowy, neutralny makijaż. Podoba mi się, że znalazły się zarówno chłodniejsze brązy jak i te ciepłe. Ciekawym dodatkiem jest matowy Petal w burgundowym kolorze. Maty mają naprawdę fajną pigmentację, nie można narzekać. Oprócz tego mamy trzy odcienie błyszczące, z których najpiękniejszy jest oczywiście Orchid <3. To cudny fiolet opalizujący na niebiesko, przepiękny odcień, choć żałuję że pigmentacja nie jest w jego przypadku mocniejsza. Copper to taka jasna miedź, ładna i intensywna, Crystal to dla mnie trochę niewypał, bo jest dosyć słaby i ciężko się nakłada.



Jak widzicie w paletce są zarówno cienie o bardzo fajnej jakości jak i kilka słabszych. Na swatchach wypadają raczej słabo, ale za to zyskują na oku - to ten typ cieni, który słabo nabiera się na palec, a za to lepiej przenosi pędzelkiem. Generalnie to dla mnie jakość zbliżona do innych palet Makeup Revolution, które jak wiecie bardzo lubię i choć w Beauty Legacy totalnie urzekł mnie cień Orchid, to szczerze mówiąc dla mnie bardziej uniwersalne są czekoladowe palety. Niżej możecie zobaczyć jak cienie wypadły na oku: używałam oczywiście cienia Orchid, ale także Petal, Ash, Night i Canvas.


Skąd tak mieszane opinie na temat palety? Musicie pamiętać, że jest to paleta od Makeup Revolution, więc nie ma sensu spodziewać się znacznie innej jakości niż w przypadku ich pozostałych produktów. Jeśli jakość MUR Wam nie odpowiada to pewnie i ta paletka nie do końca Wam podejdzie. Ja uważam, że do tej palety trafiły po prostu różne cienie, naprawdę fajne jak i trochę słabsze. Wydaje mi się, że najbardziej rozczarować mogły się osoby, które liczyły że będzie to ta "jedyna paleta", totalnie uniwersalna, która zrobi za wszystkie kosmetyki. Jeśli podejdziecie do niej jak po prostu do normalnej palety, bez jakichś oczekiwań palety idealnej to być może stwierdzicie, że to całkiem fajna paletka. Beauty Legacy kosztuje około 50zł, więc też nie jest to mało jak na paletę MUR. Moim zdaniem akurat to dość wysoka cena za taką jakość. Jeśli paleta Wam się spodobała kolorystycznie to oczywiście ją bierzcie, ale jeśli oczekujecie profesjonalnej jakości to raczej lepiej trochę dopłacić i np. złapać na promocji palety Affect.


Jestem bardzo ciekawa jakie jest Wasze zdanie o palecie, która budzi sporo emocji! Jesteście pod jej wrażeniem czy jej zakup Was rozczarował?

czwartek, 24 maja 2018

RECENZJA: FREZARKA DO MANICURE NAIL MASTER 30W

Kilka miesięcy temu zdecydowałam się na zakup frezarki do paznokci. Wiem, że temat jest teraz bardzo chodliwy, bo coraz więcej osób decyduje się na manicure hybrydowy w domu, a frezarka bardzo ułatwia i przyspiesza jego wykonanie. Nie wybrałam żadnego z popularnych modeli frezarek, a o tym dlaczego wyjaśnię dokładnie za moment. Zależało mi na niedrogiej frezarce, bo potrzebowałam jej właściwie tylko na swój własny użytek. Z drugiej strony nie chciałam kupować frezarki bezprzewodowej (np. popularnej różowej frezarki z Aliexpress), bo pracowałam już na lepszych frezarkach i wiem, że taka jakość raczej irytowałaby mnie.

Ostatecznie padło na frezarkę Nail Master 30W - niestety nie znalazłam numeru tego modelu, a pudełko po frezarce już dawno wyrzuciłam. Miałam okazję pracować na kilku różnych frezarkach i ta choć nie była ideałem, to w swojej kategorii cenowej wypadała najlepiej. Jak wspomniałam nie chciałam wydawać na frezarkę fortuny, więc lepsze frezarki, z którymi miałam porównanie odpadły z mojej listy (np. Marathon Mighty, która jest świetna i bardzo dobrze się na niej pracuje, ale to wydatęk rzędu 500-600zł). Mocno brałam pod uwagę popularną JD700, ale również miałam możliwość ją wypróbować i powiem szczerze, że nie byłam do niej zbytnio przekonana, więc również ten model odrzuciłam. Ostatecznie wybrałam Nail Master, frezarkę na której również przez jakiś czas pracowałam i była względnie okej,choć nie tak dobra jak Marathon, wiadomo ;). Na stoisku "paznokciowym" frezarki Nail Master widywałam po 300zł, ale poszperałam w internecie i kupiłam moją frezarkę za 170zł (teraz są nawet po 150zł).


PARAMETRY: 

-30W
-płynna regulacja obrotów 4-30tys
-rączka twist-lock (wymiana frezów poprzez przekręcenie rączki jednym ruchem)
-obroty prawe i lewe
-dodatkowo w zestawie pedał oraz frezy (podstawowe)

Frezarka posiada regulację obrotów od niskich do wysokich. Możemy używać pokrętła na bazie lub podpiąć pedał (którego osobiście nigdy nie używam). Rączka frezarki waży ok 128g - dla mnie nie jest ani ciężka ani super lekka. Oczywiście wolałabym lżejszą, ale nie narzekam, ręka mnie od niej nie boli. Pracowałam kiedyś na cięższej rączce, więc ta nie wydaje mi się niekomfortowa.

Frezarka posiada również zmianę obrotów prawo-lewo. Jest to standard przy tego typu frezarkach, ale te tanie, bezprzewodowe czasem nie mają takiej opcji. Z tego względu nie zdecydowałabym się na zakup taniej frezarki bez tego przełącznika. Przydaje się on nie tylko jeśli jesteśmy leworęczni (przydaje się... ba! to mus!), ale również w sytuacjach kiedy używamy frezarki na sobie i przekręcamy dłoń w swoją stronę. Kiedy sama sobie ściągam hybrydę używam tego przełącznika bardzo często!


Nail Master nie pracuje jakoś bardzo głośno, łatwo ją również doczyścić i wygląda trochę jak telefon starego typu ^ ^. Frezy mają uniwersalną średnicę, więc pasują do wszystkich frezarek - gdyby ktoś nie wiedział. Najczęściej do zestawu dołączany jest podstawowy zestaw frezów, który niekiedy się przydaje, ale od razu warto dokupić podstawowe frezy jak ceramiczny do ściągania hybrydy/żelu. Ja używam frezarki przede wszystkim właśnie do ściągania hybryd, ale także do opracowania skórek.


Największym minusem Nail Master jest dla mnie dziwnie chodzący zatrzask na frezy twist-lock. W większości frezarek przekręcając rączkę w celu wymiany frezu usłyszymy charakterystyczne kliknięcie. Niestety nie w tej frezarce. Mechanizm działa dość opornie, często sama nie wiem czy już do końca przekręciłam rączkę i frez "siedzi" czy jeszcze nie. Wiedziałam o tym już w momencie kupowania frezarki, bo miałam z nią styczność wcześniej (i to nie z jednym egzemplarzem, więc zdawałam sobie sprawę, że nie jest to np. wada fabryczna jednego konkretnego urządzenia). Jest to trochę irytujące, czasem frezy wchodzą też opornie. Wiedziałam jednak, że coś za coś - tutaj cena była okej i sama praca na frezarce także, więc ten minus byłam w stanie jakoś przeboleć.


PLUSY:
-dobrze się na niej pracuje
-w miarę lekka rączka
-możliwość zmiany obrotów prawo-lewo
-moc wystarczająca na własny użytek
-rączka nie nagrzewa się mocno podczas pracy
-dobra jakość w stosunku do niewysokiej ceny
-łatwa w czyszczeniu

MINUSY:
-brak płynności w odbezpieczaniu frezów (twist-lock)
-brak miejsca na dodatkowe frezy
-moc zbyt mała do profesjonalnego użytku bądź pedicure

W frezarce bardzo przydałoby się miejsce na trzymanie frezów (niektóre frezarki posiadają dziurki na frezy w obudowie). Niestety frezarka nie pociągnie raczej przy pedicure - za słaba moc. Nie polecałabym jej również jako frezarki do używania w salonie kosmetycznym, moim zdaniem jest trochę za słaba. Przykładowo przy Nail Master bardzo często pracuję na wysokich obrotach, na Marathonie raczej na słabych i średnich. Jednak na własny użytek będzie moim zdaniem w zupełności wystarczająca.


Mimo tego, że wymieniłam różne minusy tej frezarki, to uważam że jest to naprawdę dobre urządzenie w tej cenie. Bardzo ułatwia pracę, więc jeśli robicie sobie hybrydy to zdecydowanie warto - frezarka długo Wam posłuży, a jej cena to zakup kilku lakierów hybrydowych! Uważam też, że dobór frezarki to w pewnej mierze również kwestia indywidualnych preferencji. Ja przykładowo jestem bardziej zadowolona z Nail Master niż z popularnej JD700.

Ja swoją frezarkę kupiłam na https://sklep.atelierbeauty.pl - nie jest to w żaden sposób post sponsorowany, ale podaję Wam linka, bo wydaje mi się, że właśnie w tym sklepie te frezarki były najtańsze. Mojej 30W już chyba nie ma, ale jest 35W i jest zdaje się prawie identyczna (za 150zł).

Jeśli macie jakieś pytania to piszcie śmiało! Jestem ciekawa czy są tu jakieś użytkowniczki tej frezarki. Ja sama szukałam o niej opinii, ale niestety wiele nie znalazłam, więc mam nadzieję, że moja recenzja się przyda. Frezarkę mam od stycznia i póki co nic złego się z nią nie działo. Osobiście jestem z niej zadowolona i kupiłabym ją ponownie gdybym miała do dyspozycji podobny budżet. Gdybym miała jednak więcej gotówki to zdecydowałabym się na Marathon.

wtorek, 22 maja 2018

Pielęgnacja od DERMEDIC: Hydrain3, Angio, Oilage

Dermokosmetyki od Dermedic są często polecane przez kosmetologów, więc chyba muszą być godne uwagi :). Przyznam szczerze, że ostatnio ciągnie mnie zdecydowanie bardziej w stronę dermokosmetyków. Wszystko przez to, że kosmetyki apteczne czy gabinetowe faktycznie potrafią od razu dawać widoczne efekty (przy których drogeryjna pielęgnacja wydaje się często mało skuteczna, choć oczywiście nie mówię że to reguła bez wyjątków). Niedawno wypróbowałam trzy nowe dla mnie produkty z Dermedic, każdy z innej linii: nawadniającej Hydrain3, Angio dla skóry naczynkowej i olejowej Oilage. Każdy z nich dla innego typu skóry, ale każdy przekonał mnie, że Dermedic to marka, którą warto kiedyś wziąć pod lupę.

Kiedyś używałam kilku kosmetyków z serii Normacne, ale powiem szczerze - nie przekonały mnie. Za to od dawna cenię płyn micelarny H20, który kiedyś chyba nawet skrytykowałam na blogu... bo faktycznie jako micel sprawdzał się dość średnio, ale za to w roli toniku jest świetny. Ten płyn jest dosyć popularny, ale jeśli go nie znacie to warto kiedyś go wypróbować, jednak tylko w roli nawilżającego toniku!


HYDRAIN3 HIALURO SERUM | Z wypróbowanej trójki najbardziej przypadło mi do gustu serum Hialuro z linii Hydrain3. Jest to serum intensywnie nawadniające z 15% stężeniem kwasu hialuronowego. Powiem jedno: to serum nawilża skórę jak żadne inne! To jeden z moich ulubionych kosmetyków nawilżających, który jednocześnie nie jest ciężki czy tłusty, ale radzi sobie nawet z mocno przesuszoną skórą i nadaje się pod makijaż. Nawilżenie jest naprawdę odczuwalne i to nie tylko przez pięć minut, ale przez długi czas. Bardzo polecam jeśli chcecie porządnie nawilżać cerę, ale unikacie tłustych formuł, obawiacie się zapychania. Serum ma postać lekkiego mleczka, ładnie pachnie (lekko ogórkowo). To jeden z tych kosmetyków do których z pewnością będę jeszcze wracać.


OILAGE OLEJOWY SYNDET DO MYCIA TWARZY | Uwielbiam olejki myjące, więc ten olejowy syndet bardzo chciałam sprawdzić - i okazał się super! Ładnie oczyszcza skórę (ale pomagam mu rękawicą myjącą), a przy tym jest bardzo delikatny, niewysuszający skóry. Ma formułę takiego gęstego olejku, który w kontakcie z wodą zamienia się w emulsję. Fajny produkt, warto sprawdzić, szczególnie jeśli lubicie takie łagodne kosmetyki myjące. Przyczepić mogłabym się jedynie do wydajności, ale mam wrażenie że wszystkie olejki myjące są mało wydajne (to tylko moje odczucie czy Wy też macie takie wrażenie?).

ANGIO ULTRAKOJĄCY KREM | Po krem z serii Angio sięgałam najrzadziej, bo wybrałam go z myślą o stosowaniu w sytuacjach kiedy moja skóra jest podrażniona, zaczerwieniona. Na noc stosuję raczej coś typowo nawilżającego, z kolei na dzień tylko filtry, więc tego typu kremy rezerwuję na podbramkowe sytuacje. Ultrakojący krem łagodzi zaczerwienienia skóry, wycisza ją, łagodzi. Zdał egzamin w momentach kiedy skóra tego potrzebowała. Do tego ma lekkie działanie chłodzące, które faktycznie czuć na skórze i które sprawdza się przy zaognionej skórze - przynosi ukojenie i widocznie zmniejsza rumień.


Każdy z wypróbowanych przeze mnie dermokosmetyków jest zupełnie inny, ale każdy dobrze się sprawdził. Co jeszcze warto wypróbować od Dermedic?

poniedziałek, 21 maja 2018

ZAKUPY Z DROGERII PIGMENT: Wcierka BANFI, AFFECT Evening Mood, LUMENE MATTE

Drogeria Pigment to zdecydowanie jedna z najlepszych drogerii w Krakowie, ale o tym wszystkie krakowianki dobrze wiedzą ;). Do Pigmentu zaglądam bardzo często, bo mają oszałamiający asortyment i non stop coś nowego (zawsze mówię, że Pigment to taki "stacjonarny internet" z kosmetykami - mają prawie wszystko). Dziś pokażę Wam co w ostatnim czasie kupiłam tam ciekawego, a są to bardzo fajne produkty, więc warto będzie powiedzieć o nich coś więcej.


BANFI HAJSZESZ | Jeśli jesteście choć w 1% włosomaniaczkami to na pewno o tej wcierce już słyszałyście. Węgierska wcierka Banfi bardzo szybko stała się prawdziwym hitem. Gdy tylko pojawiła się w Pigmencie kupiłam ją z nadzieją, że pomoże ograniczyć wypadanie włosów, które ostatnio osiągnęło u mnie apogeum :/. Banfi ma w swoim składzie ekstrakt z chrzanu i z gorczycy, ale także z jałowca i majeranku. Te składniki pobudzają wzrost włosów, więc wcierka sprawdza się przy zapuszczaniu włosów. Używam jej ponad miesiąc i widzę znaczny przyrost baby hair. Włosy wypadają co prawda cały czas, ale tutaj powody mogą być konkretniejsze, więc cieszę się, że chociaż pojawiły się nowe włosy. Banfi uchodzi za strasznie śmierdzącą wcierkę, ale powiem Wam że choć zapach jest specyficzny to nie odbieram go negatywnie i nie irytuje mnie.


LUMENE MATTE FOUNDATION | Niedawno skusiłam się również na nowy podkład, swoją drogą bardzo polecany Lumene Matte. Przyrównywany do Double Wear Light od Estee Lauder, a znacznie bardziej przystępny cenowo. Podkład faktycznie jest warty uwagi - od pierwszej aplikacji zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Ładnie wygląda na skórze, naturalnie i satynowo, ale jednocześnie ma niezłe krycie. Jest lekki, ale kryjący i przy tym długo się utrzymuje. Zaskoczyło mnie jednak, że nie ma nic wspólnego z matem, mimo swojej nazwy. Na mojej mieszanej skórze bardzo szybko się wybłyszcza, ale wybaczam mu to, bo ma wiele plusów. Fajny podkład, wart spróbowania, ale raczej nie dla tłustej, szybko przetłuszczającej się cery.


AFFECT EVENING MOOD | Palety Affect należą do moich ulubionych, a w Pigmencie mogę zawsze je "zbadać" przed zakupem. Odkąd odkryłam Naturally Matt, wiedziałam że będzie z tego coś więcej i jakiś czas temu dokupiłam piękną paletę Evening Mood. Obydwie palety to jakość na najwyższym poziomie - extremalna pigmentacja, znikome osypywanie się cieni i oczywiście świetny dobór kolorów. Evening Mood to kolory żywe jak i bardziej stonowane. Absolutnie uwielbiam w tej palecie węglową czerń, która jest mega mocna i ciemny brąz (takiego brązu nie mam w żadnej innej palecie!). Róż, pomarańcz czy zieleń też są piękne, ale używam ich rzadziej. W paletach Affect najbardziej lubię maty, które są po prostu najlepsze na świecie ;).



IBRA Gąbka do podkładu | "Beauty blender" marki Ibra to już mój hit od dłuższego czasu - regularnie dokupuję te gąbeczki jak tylko poprzednie się zużyją. Moim zdaniem to jedne z najlepszych jajeczek na rynku, dodatkowo też bardzo dobre cenowo (około 20zł). Mięciutkie, świetnie się sprawdzają i równie łatwo domywają, za to cenię je dodatkowo. Są bardziej porowate niż np. Real Technique i chyba dzięki temu można je doprać naprawdę do czysta, a jak wiecie nie jest to zazwyczaj wcale takie łatwe. Szczerze polecam <3!


Są tu jakieś krakowianki, które regularnie odwiedzają Pigment ;)?

niedziela, 20 maja 2018

PALETA ZA 1 GROSZ: Makeup Revolution ONE MILLION PALETTE

Ta niezwykła paleta cieni powstała w podziękowaniu dla fanów marki Makeup Revolution z okazji miliona polubień oficjalnego profilu MUR na instagramie :). Dlaczego jeszcze paletka jest niezwykła? Jej koszt to tylko jeden grosz przy zakupach za minimum 75zł kosmetyków od Makeup Revolution (na Cocolita, LadyMakeup, eKobieca, KosmetykizAmeryki). Jeśli planowaliście akurat zakupy kosmetyków od Revolution to polecam skorzystać, bo paleta One Million to piękne kolory i bardzo dobra jakość.

Nie spodziewajcie się, że skoro to paleta za grosz to będzie to taka typowo "gratisowa" paletka miernej jakości. Cienie są fajnie napigmentowane, przyjemnie się nimi pracuje, choć te połyskujące trochę się osypują. Odcienie moim zdaniem świetne, zarówno na co dzień jak i na wieczór - myślę, że przypadną wielu osobom do gustu. Na pochwałę zasługuje też opakowanie, które jest porządne i z lusterkiem. Paleta także gabarytowo jest dość spora. Patrząc najpierw na zdjęcia spodziewałam się, że to będzie taka mini paleta, a w rzeczywistości okazała się znacznie większa.


Pigmentacja cieni jest bardzo dobra. Maty ładnie się rozcierają, a błyszczące cienie są przyjemnie kremowe, ale potrzebują bazy i płaskiego pędzelka (ja lubię wklepywać je po prostu palcem). Kolory typowo moje, od razu wiedziałam że to zestawienie po które będę mogła często sięgać. W paletce mamy waniliowy cień rozświetlający, jasne złoto. miedź, matowy brudny róż, błyszczące bordo, matową śliwkę, perłową gorzką czekoladę i matowy brąz. Zestawienie kolorów bardzo trafione, brakuje mi jedynie jasnego matu, który chciałabym mieć w każdej palecie cieni ;).


Poniżej możecie zobaczyć jak wygląda makijaż wykonany z użyciem tej paletki. Kolory jak zwykle wyszły na moich zdjęciach nie do końca dobrze oddane, ale używałam tu zarówno jasnego waniliowego cienia, ciemnego brązu, złota i miedzi.


Polecam, bo za grosik naprawdę warto :). Cała inicjatywa z taką paletą specjalnie z myślą o fanach marki jest bardzo fajna i pozytywna. Zazwyczaj w formie gratisów marki dorzucają coś co słabo się sprzedaje, a tutaj pierwszy raz spotykam się ze specjalnie skomponowaną paletą z tej okazji. A Wy co sądzicie?


czwartek, 17 maja 2018

✦ HYBRYDY: FAKTY I MITY ✦

Mimo, że manicure hybrydowy jest już popularny ładnych parę lat, to mam wrażenie że wciąż krąży wokół niego wiele błędnych przekonań! Zebrałam dziś te, które słyszę najczęściej - dotyczące ściągania hybryd, ich wpływu na płytkę paznokci, wykonywania hybryd w domu, a także uczuleń. Jestem ciekawa co o tym wszystkim sądzicie i czy Wy także często macie okazję słyszeć różne mity na temat lakierów hybrydowych.


1. HYBRYDY NISZCZĄ PAZNOKCIE! | MIT! Hybryda sama w sobie raczej nie ma jak paznokci zniszczyć, ale już jej ściąganie może negatywnie wpłynąć na stan płytki. Właściwie każda metoda usuwania lakieru hybrydowego trochę osłabia paznokcie: jeśli paznokcie odmaczamy w acetonie i hybryda ładnie się rozpuści to zniszczenie będzie minimalne, ale jednak aceton zawsze trochę przesusza paznokcie i skórę wokół nich. Jeśli hybrydę zerwiemy to paznokcie będą prawdopodobnie w opłakanym stanie. Także generalnie uważam to hasło za mit choć z nutką prawdy, bo w końcu tą hybrydę zawsze trzeba jakoś usunąć. Jednak najczęściej jest to chyba zdanie powtarzane przez osoby, które brutalnie zerwały lakier hybrydowy i zwaliły całą winę na sam produkt. Zdarza mi się również słyszeć, że hybrydy trwale zniszczyły komuś paznokcie, ale zawsze biorę to jednak nie do końca na serio - w końcu płytka odrasta.

2. OD HYBRYD TRZEBA ROBIĆ PRZERWY | FAKT/MIT! To zależy. Wychodzę z założenia, że najważniejsza jest po prostu obserwacja płytki paznokcia. Jeśli paznokcie zaczynają stawać się zauważalnie słabe, cienkie to warto zrobić sobie przerwę i dać im trochę odpocząć. Są jednak osoby, które uważają, że po zrobieniu hybryd dwa razy pod rząd trzeba obowiązkowo robić przerwę, a są i takie które mają manicure hybrydowy non stop od paru lat. Szczerze mówiąc nie jestem ani za pierwszą opcją ani za drugą, ale właśnie nad oceną stanu paznokci.

3. HYBRYD LEPIEJ NIE ROBIĆ W DOMU | FAKT/MIT! Znów nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ wszystko zależy od wiedzy oraz umiejętności osoby wykonującej taki manicure oraz od produktów jakie posiada. Moim zdaniem lepiej nie brać się za domowy manicure hybrydowy jeśli nie mamy o nim pojęcia, bo możemy narobić sobie tylko kłopotów. Najrozsądniej będzie oczywiście najpierw się douczyć, może nawet wybrać się na szybki kurs albo poprosić o poradę kogoś kto ma już w tym wprawę. Oczywiście każdy będzie w stanie jakieś tam hybrydy zrobić, ale nie chodzi o to żeby zrobić to źle np. zalewając skórki czy przepiłowując płytkę.

4. MANICURE HYBRYDOWY MOŻNA NOSIĆ DO OPORU | MIT! Zdarzają się takie opinie, ale moim zdaniem to nie jest dobra opcja dla naszych paznokci. Bardzo często po dwóch tygodniach noszenia lakier gdzieniegdzie odchodzi od płytki, czasem w sposób zupełnie dla nas niezauważalny. Pod hybrydę może dostawać się woda, ale też właściwie cokolwiek innego i chociaż przy hybrydzie nie jest tak łatwo o jakieś zakażenie (jak np. przy żelu) to mimo wszystko uważam, że po dwóch, max trzech tygodniach należy lakier hybrydowy zdjąć i zrobić na nowo.

5. WSZYSTKIE LAKIERY HYBRYDOWE MOGĄ UCZULAĆ | FAKT! Nie jestem w tym temacie specjalistą, nie robiłam żadnych badań, ale uczulić może nas tak naprawdę cokolwiek, przeróżne substancje i pokarmy. Podobnie jest z kosmetykami i lakierami hybrydowymi, aczkolwiek aby dmuchać na zimne lepiej wybierać takie z bezpieczniejszą formułą 3-free (np. Mollon, Orly, Indigo). Jeśli już macie w swoich zbiorach lakiery hybrydowe, które nie mają takiej formuły to może warto pomyśleć o zainwestowaniu w bazę z lepszym składem. Przy reakcji alergicznej też należy wykluczyć inne czynniki jak aceton albo pył ze starego lakieru hybrydowego unoszący się podczas piłowania.

6. LAMPY UV SĄ SZKODLIWE | FAKT! W jakimś stopniu są, to w końcu promieniowanie UV. Wokół tego konkretnego tematu krążą bardzo sprzeczne opinie. Powiem szczerze, że jakiś czas temu starałam się zgłębić ten problem dokładniej, jednak nie mam na tyle dużej wiedzy aby wyciągnąć swoje wnioski z różnych źródeł, które przeczytałam. Spotkałam się z opinią, że dawka promieniowania podczas jednego zabiegu wykonywania manicure hybrydowego jest na tyle szkodliwa, że należałoby taki manicure wykonywać maxymalnie sześć razy w roku. Inna opinia, która była moim zdaniem lepiej uargumentowana mówiła, że promieniowanie przyjęte podczas jednego zabiegu można przyrównać do krótkiego spaceru w pochmurny dzień. Jaka jest prawda? Do końca nie wiem. Jeśli chcecie możliwie jak najbardziej zabezpieczyć się przed szkodliwym wpływem lamp to zainwestujcie w specjalne rękawiczki ochronne (bez końcówek na paznokcie). Lampy LED działają niestety w ten sam sposób.

7. HYBRYDY WZMACNIAJĄ PAZNOKCIE | MIT! Lakiery hybrydowe nie poprawiają stanu paznokci, ale stanowią dodatkową (i to mocną) warstwę, dlatego paznokcie wydają się dużo mocniejsze. Lakier hybrydowy jest taką barierą dla paznokci i dzięki niemu często osobom o słabej, rozdwajającej się płytce dopiero przy hybrydach udaje się zapuścić paznokcie. Jednak sama hybryda nie działa na paznokcie wzmacniająco czy regenerująco. Niby oczywista oczywistość, ale na pozór, bo wiele osób ma w tym temacie wątpliwości. Sporo osób zastanawia się też nad wpływem na płytkę bazy proteinowej, ale moim zdaniem jest z nią podobnie jak z innymi hybrydami.

8. PRZY HYBRYDACH TRZEBA SPRZĄTAĆ W RĘKAWICZKACH | FAKT/MIT! Znów niejednoznacznie. Przy jednorazowym hardcorowym sprzątaniu faktycznie lepiej założyć rękawiczki ochronne aby uniknąć np. zarysowania powierzchni lakieru hybrydowego. Jednak noszenie jednorazowych rękawiczek non stop bardzo skraca trwałość hybrydy (osoby pracujące w rękawiczkach wiedzą o czym mówię). Przyczyna jest prosta - w rękawiczkach dłonie są bardziej wilgotne i taki stan przez większość dnia wpływa negatywnie na trwałość hybrydy. Także rękawiczki jak najbardziej, ale raczej okazyjnie.

9. HYBRYDY Z ALIEXPRESS SĄ NIEBEZPIECZNE | FAKT/MIT! Wiele osób zamawia lakiery hybrydowe na aliexpress za dolara, tyle samo osób ufa tylko droższym markom. Jaka jest prawda? Chińskie hybrydy zamawiamy poniekąd na własne ryzyko. Co prawda masa osób jest z nich bardzo zadowolona (i ja również czasem używam takich hybryd), ale myślę że to decyzja na własną odpowiedzialność. Na pewno każdemu odradzałabym używanie chińskich hybryd na innych osobach, bo jeśli niefortunnie wystąpiłaby alergia to nie będzie możliwości odwołania się do producenta.

10. JASNE KOLORY HYBRYD SIĘ BRUDZĄ | FAKT! Wiele osób uwielbia bardzo jasne, pastelowe, rozbielone odcienie lakierów hybrydowych, ale niestety mają one tendencję do brudzenia się. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że kolor jest znacznie ciemniejszy, ale w porównaniu ze świeżym lakierem z buteleczki różnica potrafi być spora. Dlatego jasne odcienie nie sprawdzają się na stopach jeśli nosimy ciasne buty i skarpetki, które lubią farbować ;).


Dajcie znać czy zgadzacie się tym co napisałam, jakie są Wasze spostrzeżenia... a może macie jakieś pytania?


  • Lakierem z dzisiejszych zdjęć jest przepiękny STARDORO nr 12184



środa, 16 maja 2018

ROSSMANN Promocja 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy

Rossmann wkracza z kolejną dużą promocją: 2+2 na kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Oczywiście oficjalne, potwierdzone info pojawi się zapewne dopiero w dniu promocji, ale jak zwykle "przecieki" są już dużo wcześniej ;). Promocja wchodzi już w ten piątek i potrwa do 28 maja. Prawdopodobnie będzie dostępna jedynie dla członków Klubu Rossmann (trzeba pobrać aplikację). Jak działa promocja? Należy kupić cztery różne produkty do pielęgnacji twarzy - dwa tańsze będą gratis. Aby było to dla nas opłacalne najlepiej oczywiście wybrać kosmetyki zbliżone cenowo. Z promocji prawdopodobnie można będzie skorzystać tylko jeden raz.


  • KIEDY: OD 18 do 28 MAJA
  • NA CZYM POLEGA: NALEŻY KUPIĆ 4 RÓŻNE PRODUKTY DO PIELĘGNACJI TWARZY, A DWA TAŃSZE OTRZYMAMY GRATIS
  • DLA: CZŁONKÓW KLUBU ROSSMANN
Przed zakupami warto też sprawdzać, które produkty dokładnie wejdą w promocję. Nierzadko okazuje się, że pojawiają się wyjątki, które mimo zaliczania się do promocyjnych kategorii produktów nie wchodzą z obniżką. Nie wiem jak będzie np. z maseczkami.


CO KUPIĆ? CO POLECAM?

DEMAKIJAŻ I TONIZOWANIE | Zdecydowanie polecam słynną już pastę oczyszczającą Liście Manuka z Ziaji. Pasta jest niedroga, gęsta, "glinkowa" i fajnie się sprawdza w roli kremu myjącego lub peelingu. Warto ją sprawdzić przy skórze tłustej lub mieszanej. Jeśli szukacie płynu micelarnego to oczywiście warto brać hit: płyn micelarny 3w1 Garnier (różowy). To jeden z najlepszych miceli jaki można znaleźć, super skuteczny i niezwykle łagodny. Uwielbiam ten płyn, ale lubię też wersję z olejkiem, którą ogólnie również polecam, ale odradzam osobom, które nie lubią tłustego filmu na skórze, bo ten płyn jednak lekko go pozostawia. Jeśli tonik to różany Magic Rose Evree - nawilżający, łagodzący tonik w sprayu o zapachu róż. 

ZŁUSZCZANIE | Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie nowy peeling L'Oreal Sugar Scrubs z olejkiem z pestek winogron. Jest gęsty, ładnie pachnie i fajnie działa, dlatego gdybym miała brać jakiś peeling mechaniczny to na pewno byłby to właśnie ten. Ciekawym peelingiem jest Olejkowy Termo Peeling z Perfecty. Ma konsystencję miodu (pierwszy raz się z taką spotkałam) i bardzo przyjemnie się go używa, jednak bardziej skuteczny jest dla mnie L'Oreal. Najlepszy peeling enzymatyczny to Ava Maska Enzymatyczna. Nie wiem czy ta seria marki Ava jest jeszcze w Rossmannach, bo nie we wszystkich ją widuję, ale na pewno widziałam ją podczas ubiegłej promocji. Maskę bardzo polecam, świetna w swojej kategorii. 



NAWILŻANIE | Jeśli rozglądacie się za lekkim kremem na lato to możecie spróbować Aqua Bomb od Garnier. To krem o fajnej żelowo-kremowej konsystencji, który błyskawicznie się wchłania. Z lekkich nawilżaczy świetna jest jeszcze Skoncentrowana Emulsja Hydro Magnetic od Perfecty - to mój tańszy zamiennik cudownego lotionu z Galenic. To również super lekka emulsja, która momentalnie się wchłania, ale ładnie nawilża skórę (a takie właśnie uwielbiam pod makijaż). Z podobnej kategorii bardzo lubiłam jeszcze serum Phenomen C od Perfecty. Nie jest to typowe serum z witaminą C, nie działa w ten sposób, ale pod makijaż jest wspaniałe, mega lekkie ale nawilżające. Z bardziej bogatych formuł lubię krem Cica Cream Revitalift od L'Oreal, o którym niedawno pisałam na blogu i Olejkowy Rytuał tej samej marki (dość lekki jak na olejek, bardzo uniwersalny).


PIELĘGNACJA SPECJALNA | Z produktów o bardziej konkretnym przeznaczeniu mam moje dwie sprawdzone propozycje. Pierwszą z nich jest krem, który idealnie się u mnie sprawdza na upały - krem matujący Barwa Siarkowa. Od razu uprzedzam, że to bardzo specyficzny produkt, raczej tylko dla cery mocno przetłuszczającej się. Ten krem trzyma u mnie mat lepiej niż niejedna baza, ale stosuję go jedynie na dzień i w momentach kiedy moja cera przetłuszcza się dużo bardziej niż zwykle. Drugim kosmetykiem, który uwielbiam i wspominałam o nim nie raz jest serum z witaminą C z Mincer Pharma. Świetne serum, które na pewno warto włączyć do pielęgnacji!


CO KUPIĘ? Jeszcze nie wiem, ale mam kilka typów. Ciekawi mnie krem 3w1 Botanical Balm od Garnier. To niby krem na dzień + krem na noc + maska (wiadomo, że każdy krem można tak zastosować, ale mimo wszystko i tak mnie kusi). Od dawna mam też ochotę na maskę Black Rose od Evree. Z nowych produktów wyszukałam też kilka ciekawych np. Evree Soda Clean - sodowy puder do mycia twarzy. Czytałam też trochę dobrego na temat serii z zieloną herbatą z Bielendy, dlatego serum Zielona Herbata będę mieć na oku. L'Oreal ma z kolei coś takiego jak Hydra Genius Płynna Pielęgnacja Nawilżająca - tu z kolei zastanawia mnie czy to będzie coś w rodzaju lekkiego serum. Pod uwagę wezmę też miodową maskę do masażu twarzy Lirene, brzmi bardzo interesująco!


CZEGO NIE POLECAM? Właściwie nie ma wielu takich produktów. Na pewno nie znalazłam żadnych totalnych bubli. Osobiście nie kupiłabym więcej takich produktów jak Carbo Detox węglowy żel do mycia twarzy i węglowy krem micelarny od Bielendy. Nie są wcale bardzo złe, ale trochę mało skuteczne, więc średnio się u mnie sprawdzały. Średnio również wypadło serum różane z Bielendy, choć już olejek myjący z tej serii bardzo lubię. Nie przepadam jeszcze za płynem micelarnym Hydro Magnetic z Perfecty, bo szczypie mnie w oczy.

Skorzystacie? Co polecacie?

niedziela, 13 maja 2018

🔥 HIT: Cienie GLAM&SHINE od MY SECRET 🔥

Na dzisiejszy wieczór prawdziwy hit i to za niewielkie pieniądze! Glam&Shine od My Secret to zdecydowanie jedne z najlepszych jakościowo, niedrogich cieni pojedynczych jakie możemy dostać. Cienie są mocno błyszczące, wręcz o foliowym wykończeniu, bardzo miękkie i kremowe w dotyku. Lepsze niż błyszczące cienie Inglota (a podobne cenowo do wkładów), moim zdaniem również lepsze od błyszczących cieni Zoevy. Dorównują foliowym cieniom Makeup Geek (które są super!) i połyskującym cieniom z palet Juvia's Place. Wiecie jak to czasem jest... cudze chwalicie, swego nie znacie ;). Oczywiście wiem, że cienie od My Secret wiele osób dobrze zna, ale wydaje mi się, że zasługują na jeszcze większe uznanie.

Cienie z tej serii pojawiają się w małych, limitowanych kolekcjach (zazwyczaj na wiosnę i na jesień). Polecam zawsze upolować co fajniejsze odcienie, bo niestety potem znikają z oferty. Glam&Shine kosztują około 12zł, ale często można dorwać je nawet jeszcze taniej - na promocjach albo wyprzedażach. Markę My Secret znajdziecie oczywiście w sieci Drogerii Natura.


Poniżej możecie obejrzeć swatche - niektóre z kolorów są jeszcze w sprzedaży, inne zostały już wycofane. Zazwyczaj My Secret wprowadza w serii zarówno coś z odcieni bardziej dziennych, jasnych jak i nasyconych. Wszystkie z jasnych odcieni (12,13,4,8,6,7,9) mają podobną formułę, są bardzo miękkie, cudownie błyszczą i rozprowadzają się jak masło! Jedynie nr 9 jest nieco mniej "kremowy", ale różni się także wykończeniem - jest lekko duochromowy, a mniej foliowy. Mocniejsze kolory to również bajka, uwielbiam granat z nr 11, boski fiolet nr 1, leśną zieleń nr 16 (w rzeczywistości nie aż tak chłodną jak na zdjęciu). Od normy odbiega jedynie nr 10, który jest bardziej suchy, mniej błyszczący... ale specjalnie go nie żałuję, bo sam kolor też niekoniecznie do mnie przemawia.


Polecam baaardzo, bardzo! Do wieczorowych makeupów, dla fanek błysku są stworzone :). Myślę, że gdyby My Secret zamknęło cienie w jakiejś ładnie skomponowanej palecie to naprawdę miałaby szansę zostać prawdziwym hitem. Niedawno do oferty weszły trzy kolejne odcienie (z tego co widziałam na zdjęciu to boskie), ale jeszcze nie miałam okazji sprawdzić ich na żywo.


Kto ma i lubi :)?

beGLOSSY | Beauty Around The World

Ostatnia edycja beGlossy Beauty Around The World została stworzona z myślą o kompleksowym zadbaniu o siebie: w pudełku pojawiły się kosmetyki do pielęgnacji cery, włosów oraz coś do makijażu. Takie różnorodne zestawy lubię najbardziej i myślę, że taki mix produktów z różnych kategorii sprawdza się po prostu najlepiej. Box w tym miesiącu uważam za całkiem udany, zresztą zobaczcie same co ukryło się w pudełku :).


AUSSIE Suchy szampon Wash + Blow in a Can | Suchy szampon przyda się na lato i choć mam jeszcze do zużycia resztkę Batiste, to z chęcią sprawdzę i ten od Aussie, bo generalnie markę bardzo lubię. Moja wersja to Kool Kiwi Berry, pachnie owocowo, trochę słodko, a trochę świeżo - na lato w sam raz. Szampon jest pełnowymiarowy.

BIOOLEO Olej Macadamia | Bardzo cieszy mnie fakt, że w beGlossy pojawiają się naturalne oleje. Dla mnie najbardziej wielofunkcyjne z kosmetyków i zawsze je wykorzystuję czy to do twarzy, ciała czy do olejowania włosów. Tym razem to olej Macadamia od Biooleo. Olej to pełnowymiarowy produkt (buteleczka 30ml).

PIERRE RENE Pomadka Slim Lipstick | Nie zabrakło także kolorówki - w boxie znalazła się pełnowymiarowa pomadka od Pierre Rene w odcieniu pudrowego różu. Kolor jak najbardziej na plus, takie odcienie noszę non stop. Z tej serii nie miałam jeszcze pomadek, ale przyznaję że zapowiada się dobrze. Ma mocną pigmentację i kremową formułę.

VIANEK Wzmacniające serum do twarzy | Ucieszyło mnie również serum z Vianka. To kolejny pełnowymiarowy kosmetyk w tym beGlossy. Na to serum miałam już kiedyś ochotę, bo jest ono dedykowane cerze naczynkowej (czyli takiej jak moja). Póki co mogę je tylko pochwalić za lekką formułę i brak wyczuwalnego filmu na skórze. Co ciekawe serum ma tylko 15ml i obstawiam, że będzie raczej mało wydajne.

URIAGE Krem pod oczy Eau Thermale | Próbeczka kremu pod oczy od Uriage. Szkoda, że tylko próbeczka, bo Uriage ma bardzo dobre kosmetyki, ale fajnie że chociaż będzie można coś nowego wypróbować.

L'OREAL PARIS Sugar Scrubs | Dwie próbki z nowością rynkową - peelingiem od L'Oreal Sugar Scrubs. To rozświetlający, gęsty peeling o przyjemnym zapachu (wspominałam o nim dziś na stories). Zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie.


Podsumowując, pudełko uważam za udane, różnorodne i jak chodzi o mnie - trafione. Na plus zawsze nowości rynkowe i naturalne kosmetyki jak Vianek albo olej od Biooleo. Fajnie, że pojawiło się coś z kolorówki i to w ładnym, uniwersalnym kolorze. Większa część to kosmetyki pełnowymiarowe, co również oceniam na plus. Zabrakło mi może jedynie czegoś z mniej popularnych marek, bo zawsze takie produkty widzę w boxach najchętniej.





piątek, 11 maja 2018

ShinyBox & Drogerie Natura | SPRING TIME

Kwietniowy ShinyBox powstał we współpracy z siecią Drogerii Natura, a że marki własne z Natury bardzo lubię, to byłam ciekawa co też twórcy Shiny wybiorą do zawartości. Box o nazwie Spring Time zapakowano w bardzo wiosenne pudełko i chyba również pod kątem tego hasła wybrano odcienie kolorówki. Zerknijmy zatem do wnętrza ostatniego ShinyBoxa!


W pudełko pojawiło się co nieco z kolorówki i z pielęgnacji. Z kosmetyków kolorowych jest to kredka do ust od Kobo z serii Fashion Color - te kredki są całkiem fajne i choć dawno nie sięgałam po nie, to swego czasu bardzo je lubiłam. Poza kredką jest też lakier hybrydowy Silcare. Buteleczka malutka, ale kolor który mi się trafił to petarda! To neonowy pomarańcz, który będzie świetny na lato. W pudełku mamy również miniaturę szamponu Naobay o naturalnym, wegańskim składzie oraz wodę różaną w sprayu marki Beaute Marrakech (jestem fanką wody różanej, więc na pewno zużyję). Dodatkowo maseczka 7th Heaven w płachcie - maseczki tej firmy bardzo lubię, ale dotąd miałam jedynie te kremowe, w płachcie jeszcze nie próbowałam. Z firmy Bloc pomadka ochronna z filtrem, która pojawiła się wymiennie z tuszem do rzęs So Chic!


W pudełku zabrakło mi tak naprawdę... więcej produktów z Drogerii Natura! Myśląc o sieci tych drogerii mam od razu skojarzenia z markami własnymi kosmetyków kolorowych i myślę, że do pudełka świetnie pasowałyby kosmetyki My Secret (które ma mnóstwo fajnych jakościowo produktów), coś więcej od Kobo (a Kobo to przecież spory wybór), albo chociaż z taniego, ale całkiem fajnego Sensique.

Dodatkowo w pudełku pojawił się także batonik proteinowy SmartFood. To czy pasuje do pudełka to kwestia sporna, ale baton sam w sobie bardzo smaczny i na pewno się na niego skuszę jak go gdzieś zobaczę w sklepie ;).