wtorek, 20 lutego 2018

* KOSMETYCZNE HITY 2017 *

Wybaczcie mój ostatnio totalnie opóźniony zapłon, ale zestawienie najlepszych kosmetyków minionego roku po prostu musi się pojawić (i to choćby w drugiej połowie lutego!). Tym razem hity bez rozdrabniania się już na osobne wpisy o kolorówce i pielęgnacji. Zebrałam wszystko razem, trochę się tego uzbierało, ale pod każdym z tym produktów mogłabym się podpisać :). Zapraszam Was na najlepsze kosmetyki 2017 roku!


Tak naprawdę najsensowniej byłoby podzielić ulubione kosmetyki na te, które sprawdzają się u mnie w moim codziennym makijażu i te, które noszę w kufrze. Co innego lubię malując osoby o innej skórze niż moja, co innego stosuję też na co dzień choćby z uwagi na fakt, że w swoim zwykłym makeupie nie potrzebuję aż takiej trwałości. Nie chcąc już jednak robić zamieszania wszystko w jednym poście, a przy każdym produkcie kilka słów wyjaśnienia ;).

TWARZ: PODKŁADY, PUDRY, KOREKTORY

MAC Face & Body | To jeden z moich ulubionych podkładów do kufra. Bardzo lekki, wodnisty o wyjątkowo delikatnym kryciu (raczej ujednolica koloryt skóry niż kryje), ale z możliwością budowania krycia do pewnego stopnia. Pozostawia wręcz mokre wykończenie na skórze, piękny naturalny "glow". Uwielbiam go na cerach suchych, dojrzałych bądź ładnej, normalnej cerze która niewiele potrzebuje. Wygląda tak naturalnie jak lepsza wersja skóry <3. Kompletnie się za to nie sprawdzi na skórze mieszanej i tłustej. Najbardziej uniwersalnym odcieniem jest moim zdaniem C1.

MAC Strobe Cream | W roli bazy pod podkład polecam Strobe Cream - nawilżający krem o pięknym, opalizującym wykończeniu. Cudnie rozświetla i na ładnej, zadbanej skórze już solo wygląda świetnie. Używam na różnych cerach z wyłączeniem jedynie tych z dużą skłonnością do przetłuszczania.

PAESE Puder ryżowy | Kiedyś trafiłam na jakiś felerny egzemplarz tego pudru (bardzo grubo zmielony), ale dałam mu drugą szansę i bardzo się z nim polubiłam. To transparentny puder o mocno matowym efekcie, choć jeśli nałożymy go bardzo oszczędnie unikniemy totalnego matu. Dla mnie to jeden z mocniej matujących pudrów, z odpowiednim podkładem nawet moją przetłuszczającą się skórę trzyma w ryzach! Z mocno matujących pudrów bardzo polecam też Anti-Shine z Kryolanu.

COLLECTION 2000 Korektor Lasting Perfection | Bardzo fajny korektor, chyba najlepszy z jakim miałam styczność w minionym roku. Ma wysoki stopień krycia i co ważne jest zastygający - nie wchodzi w załamania skóry.

MY SECRET Matte Blur Effect | Podkład, który okazał się u mnie totalnym zaskoczeniem! Od razu zaznaczam, że to podkład na mój własny codzienny użytek. Nie spodziewałam się tak dobrego podkładu po tak taniej marce, bo o ile w kwestii pomadek czy cieni można trafić na mnóstwo tanich perełek tak z podkładami bywa już znacznie gorzej. Matte Blur Effect okazał się być bardzo dobrze kryjącym, matującym podkładem o fajnej trwałości za naprawdę małe pieniądze (coś koło 15zł). Jeśli podobnie jak ja też szukacie czegoś kryjącego i matującego to myślę, że warto go sprawdzić. Dla mnie najlepszy był odcień Ivory. Mimo wszystko wciąż szukam ideału, zarówno dla siebie jak i do kufra. Nadal bardzo lubię Colorstay z Revlona, wodoodporny Makeup Atalier Paris do makijaży ślubnych czy wieczorowych i wspomniany Face & Body MAC do skóry suchej i dojrzałej.

NYX Pro Foundation Mixer | Ten mixer to pozycja obowiązkowa w moim kufrze! Jest to coś w rodzaju pigmentu do mieszania z podkładami, z którymi bardzo dobrze się łączy. Warto nabyć biały do rozjaśniania podkładów i wersję Olive, którą bardzo lubię - idealna do przyciemniania podkładów na skórze Polek.

KRYOLAN Fixing Spray | Kolejny must have w kufrze wizażysty czyli porządny fixer. Dla mnie cały czas numerem jeden jest Kryolan, który utrwala naprawdę bardzo mocno. Na sobie prawie w ogóle go nie używam, bo to prawdziwy killer, ale sprawdza się fajnie do makijaży ślubnych i wszelakich wyjściowych. Jeśli szukacie czegoś delikatniejszego, bardziej na co dzień to polecam fixer z Inglota, który ładnie scala makijaż i niweluje pudrowy efekt jednocześnie wydłużając trwałość makijażu.


TWARZ: ROZŚWIETLACZE, RÓŻE, BRĄZERY

JEFFREE STAR Rozświetlacz Ice Cold | Świetnym zakupem w minionym roku okazał się także rozświetlacz od Jeffree Stara. Jest to dość specyficzny rozświetlacz o nietypowej, jakby kremowej formule. Za to efekt na skórze daje boski! Można nim fajnie budować połysk nawet do bardzooo intensywnego. Dość podobny efekt daje odpowiednik z Makeup Revolution - Skin Kiss.

MY SECRET Face'n'Body Bronzing Powder | Ten niezwykły brązer musicie sprawdzić jeśli jeszcze go nie macie! To produkt o lekko błyszczącym, satynowym wykończeniu i idealnie wyważonym, chłodnym, ale nie szaro-ziemistym kolorze. Zdecydowanie najdziwniejszy ze wszystkich moich brązerów i jednocześnie na tę chwilę ulubiony do lekkiego konturowania.

BOURJOIS Róż Rose D'or | W kategorii różów nie poczyniłam żadnych większych odkryć, ale w mojej ścisłej czołówce kolejny rok utrzymuje się wypiekany róż Bourjois w odcieniu numer 34. To bardzo ładny i super świeży odcień, który ożywi każdą cerę. Uwielbiam ten kolor i rzadko kiedy trafiam na coś równie świeżego, ale nie nazbyt chłodnego.


OCZY: CIENIE SYPKIE

MAC Pigmenty Vanilla i Naked | Jestem ogromną fanką cieni w sypkiej formie, bo jak żadne inne potrafią przemienić poprawny makijaż w niezwykły :). Do moich stałych hitów już od lat należą dwa ukochane pigmenty z MAC: przepiękny odcień Vanilla do rozświetlania i bardzo delikatny Naked idealny do wszelkich delikatnych makijaży, ale też do łączenia z czernią w smokey. Te dwa odcienie te perełki, które naprawdę warto mieć.

INGLOT Pigmenty | Pigmenty z Inglota na pewno większość z Was świetnie zna. Ja używam ich już od lat, w ofercie jest mnóstwo wyjątkowych kolorów, także ciekawych duochromów. Z Duraline robią mega efekt.

KOBO Pure Pigment | Fajne pigmenty ma także Kobo. Tutaj akurat jeszcze w starej wersji, odcień Sea Shell, który jest idealny do ślubniaków - opalizująca brzoskwinia <3.


OCZY: CIENIE

AFFECT Naturally Matt | Jednym z najlepszych zakupów kosmetycznych ubiegłego roku była bez dwóch zdań paleta Naturally Matt z Affect. Wiedziałam, że będzie dobra, skoro tyle osób ją polecało, ale nie sądziłam, że będzie aż tak dobra! Ta pigmentacja powala! Cienie fantastycznie się blendują, a praca z nimi to czysta przyjemność. Kolory idealnie dobrane, jedna z niewielu palet w której naprawdę korzystam z każdego koloru regularnie. Polecam w 100%. To na pewno nie ostatnia moja paleta Affect.


MAKEUP REVOLUTION Paleta Inspiration | Z kolei paletą do szybkich dzienniaków, której używałam najczęściej była duża paleta Inspiration z serii palet z 35 cieniami. Jak widzicie na zdjęciu sporo przeszła, przeżyła nawet jakoś spory upadek ;). Jest to paleta w jesiennych, ciepłych kolorach, wszystkie są matowe. Bardzo lubię po nią sięgać, kiedy potrzebuję zrobić szybki makijaż uzupełniony czarną kreską eyelinerem. W minionym roku moja naj paleta od Makeup Revolution.


OCZY: EYELINERY, TUSZE, POMADY

MAKEUP REVOLUTION Awesome Double Flick Eyeliner | Świetny eyeliner w pisaku z Revolution z dwoma końcówkami. Póki co mój numer jeden, lepszego niestety jeszcze nie znalazłam. Ma kolor mocnej czerni, jest bardzo intensywny, trwały i wystarczył mi na wiele miesięcy malowania kresek. Końcówki wygodne, ale też precyzyjne.

INGLOT Duraline i Eyeshadow Keeper | Dwa produkty z Inglota, które są dla mnie absolutnym niezbędnikiem. Duraline to płyn, który uratuje każdy podeschnięty eyeliner w żelu czy pomadę i w magiczny sposób wyciągnie całą moc z każdego cienia sypkiego. Eyeshadow Keeper to bardzo fajna kremowa baza pod cienie.

L'OREAL Tusze Paradise Extatic i Volume Million Lashes So Couture | Szukałam dobrego tuszu, który zadowoliłby mnie poza Masterpice Max z Max Factora. Znalazłam dwa: Paradise Extatic i So Couture i muszę powiedzieć, że obydwa sprawdzają się na moich rzęsach super. Dają mocny efekt, ale bez sklejania.

MAKEUP REVOLUTION Brow Pomade | W ubiegłym roku wypróbowałam mnóstwo przeróżnych produktów do brwi, ale najlepiej leżą mi jednak pomady. Ta z Revolution jest w porządku i raczej nie planuję szukać już niczego innego.


USTA: POMADKI

GOLDEN ROSE Liquid Matte | W minionym roku królowały u mnie pomadki zastygające, choć niekoniecznie zawsze maty :). Tutaj oczywiście nie mogę nie wspomnieć o Liquid Matte z Golden Rose, które zachwycają kolorami, ceną i właściwościami. Jestem ogromną fanką brudnego różu z numerem 03, ale równie często sięgam także po klasyczną czerwień.

MAX FACTOR Lipfinity | Bardzo trwałe zastygające pomadki ma Max Factor - serię Lipfinity. To są jedne z moich ulubionych pomadek do makijaży okolicznościowych, bo potrafią naprawdę wiele przetrzymać, ale pod warunkiem że zastosujemy do nich dołączoną pomadkę "ochronną". Uwielbiam nudziakowy odcień Iced 160 i gorąco go Wam polecam, bo jest naprawdę piękny i mało komu nie pasuje :).

BOURJOIS Rouge Edition Velvet the Lipstick | Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie nowa pomadka Bourjois. Ma idealną formułę, sunie po ustach jak masełko, po czym po chwili zastyga i staje się matową, trwałą pomadką! Z taką formułą jeszcze się nie spotkałam, jest to coś nowego i bardzo komfortowego w noszeniu. Polecam jeśli nie możecie się przekonać do zastygających matów, ta jest również matowa, ale przyjemniejsza w noszeniu. Żałuję jedynie, że kolorów jest dość mało, ale liczę że Bourjois pomyśli o poszerzeniu gamy kolorystycznej.

INGLOT Diamond Lip Tint | Jedną z moich top pomadek była zastygająca metaliczna pomadka Inglot (nr 104). Ten dziwny kolor w połączeniu z mocno metalicznym wykończeniem całkowicie trafił w mój gust i sięgałam po niego zarówno latem jak i zimą.


AKCESORIA: PĘDZLE

Top 5 moich ulubionych pędzelków to pędzel do pudru Maestro, pędzelek-jajeczko do rozświetlacza z Kavaii, pędzel do konturowania Hulu oraz dwa absolutne hity do blendowania z Zoevy: 231 i 221. Wszystkie na szóstkę!


KOLORÓWKA MINERALNA

Często sięgam także po minerały, więc warto i o nich wspomnieć. Do moich ulubionych podkładów mineralnych należą zdecydowane dwa: Pixie Minerals Love Botanicals oraz podkład Ecolore. Anabelle Minerals sprawdza się u mnie znacznie gorzej, ale za to bardzo lubię ich róże, szczególnie odcień Nude i Romantic. Świetnym pudrem jest z kolei Pixie Mega Matte Kapok, który polecam nie tylko fankom makijażu mineralnego. To ultra drobny puder, który daje bardzo naturalne wykończenie bez bielenia i tępego matu, a jednocześnie trzyma ten ładny mat całkiem długo.


PIELĘGNACJA

Z pielęgnacji mało mam takich kosmetyków, które uważałabym za wyjątkowe perełki. Większość przykładowo balsamów czy szamponów uważam zwykle za poprawne produkty i rzadko wracam do nich ponownie. Łatwo było mi z tego powodu wyłonić te kilka naprawdę sprawdzonych i ulubionych. Świetnie spisuje się u mnie krem z dodatkiem kwasów Effaclar Duo+ z La Roche Posay, którego używam co kilka dni przez cały rok z wyjątkiem lata (złuszcza skórę i zapobiega niedoskonałościom). Jeśli niedoskonałości już są idealna jest Papka dla cery trądzikowej marki Jadwiga. Nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez dobrego serum z witaminą C - bardzo lubię serum Mincer. Na zdjęciu zabrakło też mojego hitu do nawilżania cery, a mianowicie lekkiego lotionu Galenic (prawdziwe cudo, super także do kufra). Dodatkowo coś uniwersalnego - suchy olejek Nuxe, coś na usta - jajeczko z Oriflame i dobry antyperspirant - DeoBall od Perfecty. A do demakijażu najlepsza rękawica myjąca z Revolution, pobiła nawet słynną Glov!


PAZNOKCIE

Nie będę się rozpisywać o hybrydach, bo tych sprawdziłam w tym roku mnóstwo i lubię przeróżne marki, choć nie jestem żadnej totalnie wierna. Odkryciem jest za to z pewnością baza proteinowa z Indigo, która fantastycznie utwardza paznokcie i jest tak gęsta, że bezproblemowo zbudujemy nią krzywą C. W ubiegłym roku rządziły u mnie wszelakie pyłki Indigo: syrenki, brokaty, efekty. A na dodatkową uwagę zasługują świetne, mocno napigmentowane i tanie jak barszcz kolorowe żele Canni z Aliexpress, idealne do wzorków.


ZAPACHY

Na koniec zostawiłam perfumy. Nie umiałabym wybrać tylko jednych, choć ubiegły rok minął mi najbardziej pod znakiem Shalimar od Guerlain, zapach piękny, klasyczny i bardzo retro. Przez cały rok nosiłam też chętnie coś lżejszego: różane Rose de Chloe od Chloe i jaśminowe Tendre Jasmin z Yves Rocher. Pod koniec roku odkryłam śliwkę w dymie czyli Decadence Marc Jacobs i cudo od Nuxe o zapachu ich słynnego suchego olejku.





piątek, 9 lutego 2018

SHINYBOX Winter Wonderland

Drugim beauty boxem, który czekał u mnie na recenzję jest oczywiście ShinyBox - zimowa edycja Winter Wonderland. W pudełku dominowała oczywiście pielęgnacja, ale Shiny nie zapomniało też o miłośniczkach kolorówki. Oprócz typowych kosmetyków wpadło także coś z akcesoriów i od razu przyznam, że takie niestandardowe dodatki zawsze mnie cieszą. A co to było dokładnie możecie sprawdzić poniżej :).


DAIRY FUN Kule do kąpieli | Uwielbiam dodatki do wanny, sole, olejki, ale kule lubię najbardziej! Zawsze jestem dla nich na tak i podobnie jest tym razem - świetny pomysł na dodatek do pudełka! Jak dla mnie w każdym boxie mogłoby pojawiać się coś do kąpieli ^ ^!

-417 Regenerująca maska błotna | Z marki -417 mogłyśmy trafić na błoto z Morza Martwego lub taką właśnie błotną maseczkę w tubie. Przyznam szczerze, że wolałabym pierwszy wariant z błotem do ciała, ale że generalnie błoto lubię od dziecka to nie gardzę jednym czy drugim ;). Błotne maski to zawsze idealny traf w mój gust.

MAROKO SKLEP Pumeks Hammam | Najfajniejszym produktem w tym pudełku jest moim zdaniem pumeks hammam, który od dawna chciałam wypróbować. Jest to naturalny pumeks z glinki czerwonej, ale jego kształt jest nietypowy. Jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi, zwłaszcza w porównaniu z pumeksem z lawy wulkanicznej.

NAOBAY Odbudowujący krem pod oczy | Tej marce mówię chwilowe 'stop', mam wrażenie że Naobay pojawia się w boxach trochę za często. Przynajmniej ja mam już lekki przesyt i mam nadzieję, że w kolejnych pudełkach na razie tej marki nie spotkam. Swoją drogą jeszcze żaden z ich produktów nie wpędził mnie w zachwyt, także wolałabym coś innego.

MIYO Lip Gloss | Od Miyo wpadł błyszczyk i bardzo dobrze :). Lubię Miyo, mimo że to taka "nastolatkowa" marka, ale mam z nią pozytywne skojarzenia, a ich cienie pojedyncze są po prostu świetne (i te ceny!). Jak dla mnie Miyo mogłoby zaglądać do pudełek częściej. Nie wiem czy błyszczyki były w różnych kolorach, ale mój to totalnie mój gust - róż opalizujący na fiolet <3.

SO CHIC! Lakier do paznokci | Na koniec lakier do paznokci. Dawniej byłabym zachwycona, teraz noszę hybrydy, więc lakiery klasyczne niestety poszły w znacznym stopniu w odstawkę. Jednak kolor bardzo ładny.


Ponadto w pudełku znalazło się kilka drobnych saszetek, np. od Efektima z serii Mama Care i taka z proszkiem witaminowym Formeds. Myślę, że styczniowy Shiny wyszedł taki mieszany, fajne ze średnim, ale generalnie za ten pumeks i kule do kąpieli mają ode mnie duuużego plusa.


środa, 7 lutego 2018

beGlossy | Begin with skin

Hej! Dzisiaj u mnie trochę z opóźnieniem (ale lepiej późno niż wcale!) styczniowe pudełeczko beGlossy - Begin with skin. Pełne pielęgnacji, ale to dobrze. W końcu środek zimy to trudny czas dla skóry i włosów. Plus mojego spóźnionego wpisu jest z kolei taki, że część z zawartości zdążyłam już przetestować, więc będę mogła od razu podzielić się z Wami pierwszymi i drugimi wrażeniami :).


NIVEA 1-minutowa maska oczyszczająca | Nowością jest maseczka Nivea z serii Urban Skin Detoks. Przyznam, że nie tylko 1-minutowe maski nakładam dosłownie na minutę czy dwie, bo lubię czasem nałożyć dowolną maseczkę tylko na chwilę podczas brania prysznica. Maska zawiera białą glinkę i faktycznie jest to taka kremowa, glinkowa maseczka z dodatkiem ścierających drobinek, więc możemy ją potraktować jako szybką peelingo-maseczkę. Minus - podczas stosowania dało się u mnie odczuć pieczenie i szczypanie, ale po zmyciu skóra nie była podrażniona czy zaczerwieniona. Także na chwilę obecną mam mieszane uczucia.

ESSENCE Podkład w musie Soft Touch | Ooo pamiętacie jeszcze podkłady w musie :)? Za czasów liceum byłam ich wielką fanką, a potem zapomniałam o nich na całe lata. Chętnie wrócę do tego podkładu (z sentymentem!), ale raczej latem, ze względu na lekką formułę i niezbyt mocne krycie.

EFEKTIMA Peeling do ciała | W boxach znalazły się różne rodzaje tego peelingu, u mnie był to wariant węglowy. Nie doczytałam, że to peeling do ciała i potraktowałam nim twarz, ale bez obaw - nie jest to jakiś mocny zdzierak, więc nie zrobiłam nim sobie krzywdy ;). To raczej średni kaliber o kremowej, fajnej formule i oczyszczającym działaniu. Na plus!

HOLIKA HOLIKA Pig-nose Clear Black Head | Fajny zestaw 3 oczyszczających pory plasterków dostaliśmy od Holika Holika. Miałam na niego już kiedyś ochotę, więc akurat będzie okazja. Tych plasterków jeszcze nie zdążyłam użyć, ale sprawdziłam za to próbkę kremu Good Cera tej samej marki. Powiem Wam, że krem zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, jaką on ma fajną konsystencję! Wygląda trochę jak taka woskowa, wazelinowa formuła, ale jest super lekki i momentalnie jakby roztapia się na skórze. Nie ukrywam, że bardzo mnie zachęcił do zakupu, ale skład nie wydaje mi się jakiś super (cały esej w składzie), więc muszę go jeszcze przemyśleć.

BIOLAVEN Żel myjący do twarzy | Produkty myjące do twarzy zawsze się przydadzą, więc i ten żel z pewnością zużyję. Jeszcze nie miałam okazji go wypróbować, chociaż Biolaven znam już całkiem dobrze.

EQUILIBRA Arganowy szampon ochronny | Miniatura, którą jest szampon arganowy Equilibra. Jak zawsze u mnie taka mniejsza pojemność sprawdzi się na siłowni czy basenie.


Dużo pielęgnacji, większość produktów pełnowymiarowych, zróżnicowane kosmetyki... myślę że pudełko jest całkiem całkiem. Dajcie mi jeszcze więcej azjatyckiej pielęgnacji a będę zachwycona ^ ^! A Wy co sądzicie, kto się skusił na beGlossy? Co polecacie z Holika Holika?

  • www.beglossy.pl
  • Jeśli chciałybyście zamówić sobie pakiet beGlossy to mam dla Was specjalny kod zniżkowy TKJ20KOSMETIKI, który da Wam -20zł właśnie na wspomniane pakiety. Kod ważny do 12.02

wtorek, 30 stycznia 2018

NATURALNE WYBIELANIE ZĘBÓW | Test pasty AP24!

Dziś kolejny test produktu, który w naturalny i bezpieczny dla naszych zębów sposób ma pozwolić nam je wybielić. Zainteresowanie takimi naturalnymi metodami wciąż wzrasta, co zresztą wcale mnie nie dziwi... bo kto nie chciałby mieć bielszych zębów bez żadnego ryzyka. Tym razem pod lupę wzięłam pastę marki Nu Skin - Whitening Fluoride Toothpaste AP24, o której jeszcze nie ma zbyt wielu opinii w internecie, ale wydaje się robić coraz popularniejsza.

Jest to pasta oparta na krzemionce i tlenku glinu, nie naruszająca szkliwa naszych zębów. Dodatkowo w składzie znajdziemy takie składniki jak monofluorofosforan sodu oraz ten tytułowy składnik AP-24 spowalniający gromadzenie się płytki nazębnej. Na wstępie warto też dodać, że jest to pasta która przywróci naszym zębom ich naturalny odcień, czyli usunie to co powstało w wyniku np. picia kawy/herbaty, ale nie rozjaśni już naszego naturalnego koloru zębów. Jeśli tego oczekujecie to od razu odpuście sobie tę pastę.


Pasta działa szybko, bo już po około dwóch tygodniach widać efekty. Stosowałam pastę dwa razy dziennie i faktycznie widać różnicę, chociaż od razu zaznaczam, że nie jest to jakiś spektakularny efekt, bo wcześniej używałam węgla kokosowego Carbon Coco. Różnica jest delikatna, ale jednak widoczna. Pasta ma przyjemny smak waniliowej mięty, także myślę że jeśli zależy Wam na naturalnym wybielaniu, przywróceniu zębom ich naturalnego odcienia w bezpieczny sposób to jak najbardziej możecie spróbować. Pasta nie wydaje się może najtańsza (jej koszt to nieco ponad 50zł), ale przyrównując ją do popularnych węglowych proszków cenowo wychodzi podobnie i szczerze mówiąc działa też w nieco podobny sposób (tj. przywraca naturalny odcień zębów, ale go dodatkowo nie rozjaśnia). Pastę dostaniecie pod tym linkiem. Aby dokonać zamówienia podczas jego składania musicie podać kod PL3306326.




wtorek, 23 stycznia 2018

Marc Jacobs DECADENCE

Moim zapachem tej zimy z pewnością został Marc Jacobs - Decadence. Chociaż moje pierwsze spotkanie z tymi perfumami jak zwykle nie należało do udanych, to z czasem zaczął mi chodzić po głowie i kusić nutami śliwki, które wręcz uwielbiam w perfumach. Decadence to oryginalna, wyróżniająca się kompozycja na tle teraz tak popularnej masy niezidentyfikowanych ulepków. Takie nietypowe perfumy przyciągają mnie najbardziej, więc jeśli Wy też szukacie w zapachach czegoś trochę innego to sprawdźcie sobie Decadence przy najbliżej wizycie w perfumerii :).

Decadence jest  zdecydowanie jesienno-zimowym zapachem, aczkolwiek kojarzy mi się najmocniej właśnie z jesienią. Zapach zaliczany jest to orientalno-kwiatowej grupy zapachów. Ja odbieram go jako zapach dymny, śliwkowy, pudrowy, nostalgiczny (niektórzy odbierają go nawet jako smutny, pogrzebowy, ale mi osobiście absolutnie nie kojarzy się przygnębiająco). Decadence nasuwa mi skojarzenia z butelkową zielenią, bohemą, starymi kamienicami i ciemnym pokojem pełnym starych obrazów i kolorowych tkanin. To oczywiście totalnie subiektywne obrazy, które pojawiają mi się w głowie po otwarciu flakonika, który swoją drogą nie sposób pominąć! Butelka w kształcie torebki ze złotym łańcuszkiem jednym się podoba, innym kojarzy z kiczem - moim zdaniem wygląda pięknie.


Nuty głowy to śliwka, szafran i irys. Ja z kolei czuję oczywiście wspomnianą śliwkę, ale zaraz po pierwszym psiknięciu Decadence pachnie mi pieprzem (może różowym pieprzem), jest słodko-ostry, drapiący. "Nos" ze mnie jednak żaden i zapewne w Decadence pieprzu nie ma, ale takie jest moje pierwsze skojarzenie po użyciu zapachu. Potem nuty się zmieniają, zapach łagodnieje i staje się bardziej pudrowo-kwiatowy. W nutach serca znalazła się róża bułgarska, irys i jaśmin. Wcale się nie dziwię, że woda tak bardzo mi się spodobała, bo jestem wielką fanką zapachów różanych i jaśminowych, a irys także trafia w mój gust ponieważ dodaje pudrowości. Dodam, że po ulotnieniu się pierwszych nut, nadal czuję śliwkę, która w tym zapachu jest bardzo udana, aromatyczna i dymna. W nutach podstawy znalazł się bursztyn, papirus, wetyweria.

Decadence to bardzo intensywny zapach (oceniam wodę perfumowaną) i całkiem trwały. Może nie jest to wybitny kiler pod względem trwałości, ale naprawdę daje radę - na skórze nie wytrzymuje może całego dnia, ale na ubraniach siedzi długo. Ja swoją butelkę zakupiłam na ulubionych https://www.iperfumy.pl/, a konkretnie patrzcie tutaj -> Marc Jacobs Decadence. Większość swoich perfum mam właśnie z iperfumy i bardzo polecam, bo ceny są zdecydowanie przyjaźniejsze dla portfela niż w perfumeriach stacjonarnych.



Decadence to dla mnie taki elegancki, dymny, melancholijny zapach, który tej zimy jest moim numerem jeden. Używam go chętnie na wieczór i na co dzień, bo nie jest w moim odczuciu bardzo ciężki czy przytłaczający. Jeśli lubicie nietypowe zapachy i jesteście fankami śliwki w perfumach to polecam je sobie sprawdzić. A jeśli tak jak ja lubicie Decadence to napiszcie koniecznie wasze inne typy zapachowe, może trafię na coś co powinnam sprawdzić :).




poniedziałek, 15 stycznia 2018

MANICURE: Ombre z tęczowym flejkami

Hej! Witajcie po sporej przerwie, już w 2018 roku! Tym razem przeciwko mnie zbuntował się sprzęt, a jak zapewne wiecie nieszczęścia chodzą parami, więc trochę to wszystko trwało, ale mam nadzieję, że już teraz będzie w porządku. Oczywiście nie mogłabym pominąć tradycyjnego podsumowania ulubieńców minionego roku, które pojawi się z opóźnieniem, ale będzie na pewno :). Dzisiaj startujemy z nowym mani, hybrydowym ombre z dodatkiem kolorowych flejków-płatków.


Niedawno kupiłam specjalny pędzelek do ombre, być może już widzieliście takie pędzelki - mają długie "wygryzione" włosie. Trzeba było go sprawdzić, więc wzięłam się za cieniowanie, ale od razu Wam powiem, że pędzel sprawdza się średnio i chyba jednak wolę gąbeczki. Przejście nie wyszło mi idealne.

Do ombre użyłam trzech lakierów hybrydowych. Od nasady jest przepiękny kobalt 939 Vena Lisa (Aliexpress), który bardzo polecam. To najpiękniejszy kobalt jaki widziałam, w żadnej z marek typu Semilac czy NeoNail nie znalazłam tak żywego odcienia. Kolejno dołożyłam fiolet marki Mollon nr 150 i mój ulubiony różowo-fioletowy lakier Cyclamen z NeoNail. Całość pomalowałam moim nowym nabytkiem, bezbarwnym top coatem z kolorowymi flejkami z Born Pretty Store. Dostaniecie go oczywiście także na Aliexpress. Top znajdziecie pod tym linkiem. Ja zamówiłam odcień nr 7, który ma po prostu tęczowe płatki.



Na zdjęciach ciężko było uchwycić jak te kolorowe flejki fajnie się mienią, szkoda bo na żywo efekt jest bardzo ładny. Polecam jeśli lubicie takie migoczące dodatki do waszych paznokci :).