piątek, 19 października 2018

SHINYBOX Coś pięknego!

   Tradycyjnie zajrzymy również do wnętrza ShinyBoxa, który i tym razem przygotował bogatą zawartość pudełka - zdecydowanie jest co testować. Produktów w tym boxie było naprawdę sporo, a dodatkowo pojawiły się różne warianty pudełka, więc można było natrafić na mniej lub bardziej trafione kosmetyki. Ja jestem ze swojej wersji zadowolona, ale przeglądając zawartość innych pudełek od razu rzuciły mi się w oczy takie marki jak Kueshi, którą bardzo lubię albo Boho Beauty (mają świetne gąbki), do których akurat nie miałam szczęścia ;).


AUSSIE Szampon + odżywka | W pudełku mogliśmy znaleźć dwie miniatury produktów do włosów od Aussie. Ja tę markę bardzo lubię, nie tylko za ładne zapachy (zawsze pachną mi gumą balonową), ale też za dobre działanie do codziennego użytku. Miniatury z beauty boxów zawsze zabieram na wyjazdy albo na basen.

COUGAR Olejek do twarzy | Ciekawym kosmetykiem w tej edycji jest na pewno olejek do twarzy z brazylijską papają i kwasem hialuronowym. Lubię wszelkiego rodzaju olejki, więc i ten chetnie sprawdzę zwłaszcza, że takiego z papają jeszcze nigdy nie stosowałam.

SAPE Maska do twarzy | Najfajniejsza z całego pudełka jest chyba maseczka oczyszczająca od Sape. To taki najciekawszy produkt, z fajnej i nieoklepanej marki. W tym przypadku akurat cieszę się, że trafiłam na maseczkę, a nie na jakiś inny kosmetyk :).

STR8 Żel pod prysznic | Shiny pomyślał również o czymś dla mężczyzn. Jest to dodatek, który pojawił się w pudełkach u części subskrybentek spełniających określone zasady. Nie lubię niektórych zapachów od STR8, ale ten żel pachnie całkiem całkiem, podoba mi się.

HIALU PURE Serum z kwasem hialuronowym | Serum zawsze na plus (zdecydowanie wolę testować nowe serum niż kolejny krem!). Serum z kwasem hialuronowym miałam nie raz i nie dwa, ale z tej marki jeszcze nie miałam okazji - aczkolwiek zazwyczaj specjalnie się między sobą nie różnią. Dla mnie to totalnie uniwersalny kosmetyk, do mieszania z kremami, olejkami czy pod krem.

BIOTANIQUE Naturalny krem odżywczy | Pełnowymiarowym produktem w tej edycji jest krem odżywczy Biotanique, który znalazł się w każdym wariancie Shinyboxa. Osobiście nie lubię kiedy w pudełkach pojawiają się kremy, nie za bardzo lubię w tej kategorii testować kolejne nowości i nie używam codziennie kremów (moja pielęgnacja to raczej lekkie serum, lotion, albo olejki), ale domyślam się, że pewnie inni testują kremy chętnie. O tym kremie słyszałam co nieco dobrego, więc kto wie, może się skuszę.

BEAUTE MARRAKECH Dezodorant ałunowy w sprayu | Całkiem fajnym pomysłem na kosmetyk do boxa jest ten naturalny dezodorant ałunowy - kto lubi takie dezodoranty to się ucieszy, a kto nie miał ten może spróbować. Mnie ucieszył, bo ałun miałam okazję stosować jedynie w czystej postaci zwilżanego kamienia. Taki ałunowy dezodorant w sprayu kupowałam jedynie mamie, która była zadowolona, ale ja jakoś nigdy nie wypróbowałam tego typu dezodorantu, więc będzie wreszcie okazja.



czwartek, 18 października 2018

🞘 beGlossy Filozofia Piękna 🞘

   Hej! Przed nami kolejny beGlossy: Filozofia Piękna. Możecie zauważyć, że tym razem również samo pudełko zmieniło wygląd nawiązując do zawartości. BeGlossy w tym miesiącu proponuje zestaw skupiony na pielęgnacji skóry po minionym lecie, ale kolorówka również się znalazła :). Mamy również coś z nowości rynkowych, które zawsze cieszą mnie w pudełkach, bo można wypróbować je zanim skuszą nas ze sklepowej półki.


BIODERMA Sebium Gel Moussant | Delikatny żel myjący do cery tłustej i mieszanej od Biodermy to w moim odczuciu bardzo praktyczny kosmetyk z tego boxa. Nie wiem jak to wygląda u Was, ale ja żele/pianki myjące do twarzy zużywam dość szybko, więc nie ma opcji żeby się u mnie zmarnowały. Biodermę lubię, tego jeszcze nie miałam, ale już zdążyłam go wstępnie wypróbować (pierwsze wrażenie na plus).

GOLDEN ROSE Matte Crayon Lipstick | Jest wspomniana kolorówka - matowa kredka do ust od Golden Rose! Te kredki są bardzo fajne, aksamitne i komfortowe w noszeniu (zresztą pewnie dobrze je znacie). Troszkę może szkoda, że nie jest to jakiś nowszy kosmetyk, ale nie będę narzekać, bo to fajne kredki - kwestia tylko utrafić z kolorem. U mnie to czerwień, a jak wiecie to jeden z moich ukochanych odcieni na ustach!

CLOCHEE Maseczka | W Glossy pojawiły się także maseczki z Clochee, w dwóch różnych wariantach. Maseczki zawsze mile widziane.

NATURE BOX Szampon z olejem awokado | I mamy naszą nowość rynkową: miniaturę szamponu Nature Box. Marka atakowała mnie z każdej strony, więc będę miała okazję się przekonać czy warto dać się skusić. U mnie większość szamponów działa podobnie (tzn. myje :D), więc szampony same w sobie nie są dla mnie specjalnie porywającą kategorią kosmetyków, ale te z Nature Box mają być pozbawione wszystkich niemile widzianych substancji (silikonów, parabenów itp.), więc dobrze będzie je sprawdzić.

BIAŁY JELEŃ Koncentrat pod oczy | To największe pudełko, które widzicie na zdjęciu to koncentrat pod oczy od marki Biały Jeleń. Miałam chyba kiedyś ten produkt w postaci małych próbek-saszetek. Ciekawa jestem czy Biały Jeleń ma fajne produkty do pielęgnacji, bo znam głównie żele pod prysznic i oczywiście największy klasyk - mydło.

BIOOLEO Olej awokado + green tea | Ostatnim produktem w boxie jest olej Biooleo, który nie wywołał może u mnie szybszego bicia serca, ale oleje zawsze są przeze mnie mile widziane (w końcu uniwersalne). Tu mamy wersję oleju awokado z zieloną herbatą o całkiem przyjemnym zapachu.



   Dajcie znać czy coś z tej edycji wpadło Wam w oko. Ja najbardziej cieszę się z matowej kredki Golden Rose (czerwonej jeszcze nie miałam z tej serii) i szamponu Nature Box - chociaż to tylko miniaturka, ale chciałam go wypróbować ;).


czwartek, 4 października 2018

PRZEGLĄD NOWOŚCI KOSMETYCZNYCH | JESIEŃ 2018

   Wraz z nadejściem sezonu jesienno-zimowego pojawia się sporo ciekawych nowości kosmetycznych, a konkretniej kolorówkowych. To zawsze tych zapowiedzi wyczekuję najbardziej, bo co prawda na wiosnę i lato marki też wprowadzają wiele limitowanych kolekcji, ale w mój gust zazwyczaj bardziej trafiają jesienne odcienie cieni czy pomadek. Sezon jesienno-zimowy to przecież także już świąteczne kolekcje, które są przygotowywane z największym rozmachem i w najpiękniejszych opakowaniach! To zawsze jakieś pocieszenie na rozpoczynającą się szaro-burą porę roku ;). Dziś lecimy z przeglądem tych najciekawszych, moim zdaniem nowości.


URBAN DECAY | UD wchodzi z nową wersją palety Naked - tym razem to Naked Cherry, która moim zdaniem świetnie wstrzela się w aktualne trendy... i niestety również dla mnie wydaje się bardzo kusząca. Kolorystyka ciepła, ale przybrudzona, dla mnie bardzo uniwersalna, bo uwielbiam taką tonację. Chociaż jak się przyjrzeć na same odcienie to paleta wydaje się mimo wszystko wtórna, choć nadrabia kampanią reklamową. Póki co jeszcze nie ma jej w sprzedaży, ale powinna być dostępna w polskich Sephorach.


HUDA BEAUTY | Myślę, że jedną z największych makijażowych premier tego sezonu będzie z pewnością nowa paleta Hudy, a trzeba przyznać, że o marce jest bardzo głośno, więc i o nowej palecie będzie huczało. Tym razem to nieco większa paleta w bardziej stonowanej kolorystyce, stąd nazwa - Nude. Przyznam szczerze, że na pierwszy rzut oka bardzo mi się podoba, ale z paletami tej marki mam problem, bo choć mają przepiękne zestawienia kolorów to są mam wrażenie, że jakość nie idzie w parze z ceną. Może się mylę, ale zawsze takie wrażenie miałam po testach w Sephorze (może na oku dają radę?).


HUDA BEAUTY | Z kolei te kompaktowe paletki cieszą się lepszymi opiniami, nie spotkałam się z narzekaniem na suche maty jak w przypadku większych palet, więc póki co bardziej skłaniam się ku tej wersji (są też w dużo niższej cenie ok. 129zł). Nowa seria inspirowana kamieniami szlachetnymi totalnie mnie zachwyciła, a szczególnie wariant czerwony i fioletowy. Nie mogę się zdecydować który bardziej! Czekam aż pojawią się w Sephorze :).


JEFFREE STAR | Jako fanka Jeffree Stara zawsze śledzę nowości, które wprowadza do swojej marki <3. Jakiś czas temu do sprzedaży weszły płynne rozświetlacze, które akurat specjalnie mnie nie kusiły, ale nowe rozświetlacze prasowane zapowiadają się genialnie! Wyglądają na świetne duochromy, ale nie takie po prostu opalizujące jakich teraz jest pełno - wydaje mi się, że te będą miały jednak bazę w jednym kolorze, a połysk w drugim. To z pewnością coś zupełnie innego w kategorii rozświetlaczy. Ponadto będą również konturówki, ale te raczej mnie nie skuszą.


MIYO | Tej palety chyba nie trzeba nikomu przedstawiać: Miyo x Beautyvtricks rozeszła się jak świeże bułeczki. Nic w tym dziwnego, bo paletka ma piękne kolory, pigmentacja też powinna być fajna (Miyo zawsze miało rewelacyjnie napigmentowane cienie), a do tego cena bardzo przystępna (około 60zł). Sama skusiłam się na tę paletkę, czekam aktualnie na przesyłkę ^ ^.


WIBO | Nowości Wibo bywają z roku na rok coraz bardziej kontrowersyjne... marka coraz mocniej "inspiruje" się innymi markami. Mało komu się to podoba i ja sama zawsze jestem za oryginalnością, bo nie cierpię kopiowania, ale mam wrażenie, że ta strategia po prostu im się sprawdza (w końcu wiele osób będzie chciało wypróbować odpowiednik Anastasii, Nabli, Tarte czy czego tam jeszcze). W tym sezonie Wibo bardzo mocno nawiązało do palety Nabli, moim osobistym zdaniem tym razem to już przegięcie, a nie produkt w podobnym stylu i na te paletę się nie zdecyduję, bo po prostu nie przepadam za cieniami Wibo. Poza cieniami pojawią się dwa warianty pudrów: prasowany oraz sypki (w stylu Givenchy) i tu przyznam szczerze, że sypki chyba kupię. Ma być to mix pudrów w różnych odcieniach wyrównujących koloryt cery. Pojawią się jeszcze metaliczno-matowe pomadki, ale jeśli będą równie kiepskiej jakości jak te które marka miała ostatnio to raczej nie będzie warto.



LOVELY | Siostrzana marka Wibo poszła w cukierkowo-cyrkowe klimaty. Lovely szykuje nową kolekcję, która jakoś strasznie mnie nie pociąga, ale kilka propozycji jest całkiem ciekawych. Będzie na pewno paletka cieni (zupełnie mnie nie kusi), brokatowa maseczka, kilka wariantów rozświetlaczy (póki co te też mnie nie kuszą, ale warto pamiętać, że zarówno Wibo jak i Lovely ma bardzo przyzwoite rozświetlacze) i bibułki matujące. Najciekawszy wydaje mi się jednak Magic Frog - zielony produkt utleniający się, który można zastosować na usta i policzki. Utleniające pomadki już były, ale róże... coś innego!

L'OREAL | Les Chocolats to seria płynnych pomadek z linii Infallible. Pomadki ponoć pachną czekoladą i większość odcieni jest również czekoladowych ;). Les Chocolats są dostępne w Rossmannach, ale w moim akurat ich nie mają i nie miałam jeszcze okazji zobaczyć ich z bliska. Z tego co widziałam do Polski trafiła niestety bardzo okrojona gama kolorystyczna. L'Oreal ma również nową paletkę cieni - Berry Much Love.


NYX | Nyx to marka, którą bardzo lubię, również za fakt, że zawsze nadąża za aktualnymi trendami w makijażu. Nowa kolekcja akurat ani mnie ziębi ani grzeje - nie czuję się skuszona ani pomadkami ani paletkami. Oczywiście gdybym obejrzała je na żywo być może zmieniłabym zdanie, ale póki co porządnego salonu Nyxa w Krakowie wciąż brak (Nyx...błagam Was!). Już bardziej podobają mi się opalizujące, duochromowe błyszczyki Midnight Chaos (na pierwszym zdjęciu w tym wpisie).



COLOURPOP | Z marką ColourPop jakoś nigdy nie było mi po drodze, ale w końcu na pewno to zmienię. Jednak na pewno nie z ich nową paletą Ooh La La, bo choć paletka bardzo słodka i cukierkowa to jakoś nie do końca mnie przekonuje (może aż zbyt różowa?). Jeśli są tu fanki różowych cieni to myślę, że powinna im się podobać. Marka dostępna oczywiście online.

KAT VON D | Paleta róży i rozświetlaczy Fetish od Kat von D wygląda bardzo świeżo i wiosennie. Całkiem ładne kolory i jeśli paleta do nas trafi to na pewno solidnie ją obmacam. Mam jednak spore wątpliwości czy będzie okazja, bo wiele z nowości czy limitowanych kolekcji niestety nie trafia do Polski, a szkoda. Póki co jestem wierna pomadkom od Kat!


MAKEUP REVOLUTION | W tym zestawieniu nie mogłoby zabraknąć marki, która jak żadna inna pędzi z nowościami! Mowa oczywiście o Revolution, które niebawem wchodzi do Rossmannów z ich podserią Revolution Pro (o której też wkrótce powiem Wam coś więcej ^ ^). Poza tym jest mnóstwo innych nowości, z których wybrałam tylko kilka, bo marka ma tak wiele nowych produktów, że nie sposób pokazać wszystkich. Mnie zaciekawiły jak zwykle nowe wersje serduszek - na stronie głównej można kupić zestaw Heart Heaven z takimi wariantami jak Gingerbread Heart, Candy Cane Heart czy Marzipan Heart. Brzmi mega kusząco, ale nie widziałam tych wariantów poza zestawem. Pojawiły się także wypiekane rozświetlacze "diamenty" i serduszko Dark Angel. Cała masa nowych pędzli, nowe podkłady i czekoladowe palety (np. Macaroons Palette).



FENTY BEAUTY | Nie sposób pominąć Fenty Beauty by Rihanna, tym bardziej że marka miała niedawno premierę w Polsce. Powiem Wam szczerze, że to jedna z tych marek, do których kompletnie mnie nie ciągnie, sama nie wiem dlaczego. Zdarza mi się, że po czasie coś mi się odmienia, ale na chwilę obecną z Fenty nie mam nic i nie planuję zakupów. Zapowiedź nowej palety również nie zrobiła na mnie wrażenia, kolory jakieś nie moje a sama reklama mnie nie zachęciła.
INGLOT | Nasz rodzimy Inglot niedawno wkroczył z pastelową kolekcją Call Me Ballerina. Mam wrażenie, że niektóre kolekcje Inglota są świetnie przemyślane i fajnie się wstrzelają w aktualny moment, a inne... zupełnie nie ;). Osobiście z "baleriną" próbowałabym raczej na wiosnę niż na jesień, ale może tylko ja mam takie wrażenie niedopasowania. Z tej serii nic mnie nie kusi: pomadki nie powaliły mnie ani jakością ani kolorami, olejki czy konturówki do ust nie wywołały u mnie szybszego bicia serca ;). Dużo fajniejszą, ciekawszą kolekcją była oczywiście ta we współpracy z J.Lo!



TOO FACED | Coś totalnie uroczego zawsze znajdziemy w Too Faced. Gingerbread to ich nowa propozycja, paleta cieni pełna jesiennych kolorów - złota, brązu, fioletów. Ładny zestaw, podoba mi się, ale jeszcze bardziej przemawia do mnie już nie taka najnowsza Chocolate Gold, którą ciągle mam na wishliście.

LANCOME | Pamiętacie słynny rozświetlacz z różą od Lancome? Tym razem marka zaproponowała inny wariant tego cuda w bardziej beżowo-złotym odcieniu. Nadal nie wiem co o tym sądzić, bo nigdy nie miałam go w rękach. Na zdjęciach wygląda naprawdę cudnie, ale czy to czasem nie jest zwykła sztuczna róża oprószona rozświetlaczem ;). Kiedyś myślałam, że cała wykonana jest z pudru, ale szybko okazało się, że to tylko materiałowy kwiat z cienką warstwą proszku (za kupę kasy!).


ANASTASIA BEVERLY HILLS | Na koniec zostawiła kolejną wielką premierę - ABH pojawi się wreszcie stacjonarnie w Polsce! Szafy z Anastasią już widziałam w Sephorach, nie mogę się doczekać aby na żywo posprawdzać wszystkie palety :). Póki co dostępne były jedynie mini zestawy matowych pomadek (ale niestety tylko w jednym wariancie kolorystycznym). Najnowszą paletą od ABH jest Sultry, przydymiona, bardziej jesienna kompozycja. Podoba mi się, ale bardziej urzeka mnie fioletowa Norvina :).


Dajcie znać co kusi Was z tych nowości <3

niedziela, 30 września 2018

ROZŚWIETLACZ SENSIQUE (zamiennik ABH AMREZY)

   Rozświetlacz, który od momentu pojawienia się w sprzedaży stał się super popularny - a to wszystko za sprawą Daniela Sobieśniewskiego, który porównał go ze słynnym rozświetlaczem Anastasia Beverly Hills Amrezy (za który trzeba było zapłacić w przedziale 160-230zł). Uwielbiam takie tanie zamienniki, bo efekt jest bardzo podobny lub właściwie identyczny jak właśnie w przypadku tych dwóch rozświetlaczy, a cena... ponad dziesięciokrotnie niższa ;). Na rozświetlacz ABH nigdy się nie skusiłam, bo choć zachwyca nie tylko efektem, ale także przepięknym opakowaniem, to jednak cena była wysoka, a ja mam już niejeden rozświetlacz o podobnym wykończeniu. Za to Sensique to wydatek rzędu 15zł (a aktualnie w promocji do kupienia za 9,99zł!).


   Rozświetlacz jest w formie prasowanej (chociaż sypki rozświetlacz Sensique również bardzo polecam). Ma miękką, bardzo przyjemną formułę i daje oczywiście piękny efekt jednolitej tafli połysku. Aktualnie wybór rozświetlaczy z przeróżnych marek jest naprawdę ogromny, ale ten rozświetlacz mimo wszystko wyróżnia się na plus. Można nim uzyskać mocny błysk o idealnie gładkiej powierzchni <3. Muszę również dodać, że jest to bardzo uniwersalny produkt, bo rozświetlacz Sensique ma mój ulubiony odcień wanilii - nie za ciepły, nie za chłodny, więc będzie pasował prawie każdemu.


   Jednym słowem - warto :)! Myślę, że to produkt, który docenią zarówno wizażyści jak i wszystkie inne osoby na swój własny użytek, bo rozświetlacz jest bardzo uniwersalny i daje przepiękny efekt tafli. Dajcie znać czy też macie ten rozświetlacz w swoich zbiorach, a jeśli jeszcze go nie znacie to bardzo polecam Wam to cudo :). Zwłaszcza teraz kiedy w Drogeriach Natura można kupić go za całe 9,99zł!


środa, 26 września 2018

NOWOŚĆ: JOANNA Botanicals for Home Spa z mleczkiem owsianym

   Botanicals for Home Spa to nowa seria pielęgnacyjna marki Joanna, która została podzielona na trzy linie zapachowe z różnymi składnikami aktywnymi: z czarną różą, mleczkiem owsianym i konopiami . Ja ostatnio testowałam serię Oat Milk - właśnie z mleczkiem owsianym o delikatnym zapachu i nawilżających właściwościach. Nie wiem jak Wam, ale marka Joanna kojarzy mi się zawsze z tymi fajnie pachnącymi owocowymi peelingami, lata temu to były moje ulubione peelingi! Potem jakoś o nich zapomniałam, ale teraz miło było wrócić z pewnym sentymentem, do tej pielęgnacji ;).


   W każdej z serii znajdziemy żel pod prysznic, peeling, balsam oraz krem do rąk. Jeśli jesteście fankami delikatnych, takich nieco kremowych zapachów, to linia z mleczkiem owsianym powinna Wam ładnie pachnieć i na pewno nie będzie też męczyć z czasem. Dla mnie ten zapach jest przyjemny i jednocześnie na tyle uniwersalny, że odpowiedni na każdą porę roku. Tę linię można podsumować krótko: lekka formuła i nawilżające działanie. Balsam super szybko się wchłania, a żel nie wysusza skóry. Moim zdaniem zdecydowanie dla niewymagającej skóry - dla tej z silną tendencją do przesuszania pewnie nawilżenie będzie za słabe. Peeling to z kolei taki umiarkowany zdzierak.



    Fajna seria o miłym zapachu dla mało wymagającej skóry (mocno suchej skórze polecałabym coś bardziej odżywczego). W aktualnym zalewie najróżniejszymi nowościami kosmetycznymi taka seria wydaje się zaledwie poprawna, ale przecież te produkty do podstawowej pielęgnacji przydają nam się najbardziej, więc o nich też warto wspomnieć ;). Dla mnie w sam raz do codziennej pielęgnacji - balsam natychmiastowo się wchłania, więc nadaje się nawet do szybkiej aplikacji zaraz przed założeniem ubrania. A do Joanny na pewno jeszcze wrócę (właśnie sobie przypomniałam, że miałam kiedyś boskie waniliowe masło do ciała tej marki, które pachniało genialnie!).

poniedziałek, 17 września 2018

NOWOŚCI MAKEUP REVOLUTION | Paleta KISU & paletki IMOGENATION

   Makeup Revolution w ostatnim czasie wprowadziło do swojej oferty kolejne kuszące nowości (chyba nie ma drugiej marki, która tak szaleje z nowościami!). Mowa o paletkach stworzonych w drodze współpracy z kolejnymi osobami ze świata beauty - palecie cieni Kisu oraz dwóch paletkach Imogenation, do oczu i do twarzy. Wszystkie trzy palety od razu bardzo mi się spodobały, nie tylko dzięki wyjątkowo ładnym opakowaniom, ale przede wszystkich przez fajne zestawienia kolorów (i dobrą jakość!). Przede wszystkim nie ma nudy i powtarzalności, kolory są w gruncie rzeczy bezpieczne, ale w jednej i drugiej palecie pojawiły się również żywsze kolory, które fajnie je urozmaicają.


   Paletka Kisu ma urocze różowe opakowanie, które zamknięto dodatkowo w kartonikowym pudełku w marmurkowy wzór (kusi już przed otwarciem palety). Tworzywo, z którego wykonano paletę jest matowe, przez co wygląda ładnie, ale będzie się też na pewno bardziej brudzić. Paleta w polskich drogeriach internetowych kosztuje w granicach 50zł.

   W palecie Kisu umieszczono 16 cieni do oczu i dwa rozświetlacze (jeden waniliowy, drugi w kolorze jasnozłotym). Fajnie, że dołożono rozświetlacze, bo one zawsze się przydają, czy to na kości policzkowe czy do wykończenia makijażu oka. W paletce dominuje ciepła kolorystyka, miks cieni matowych i błyszczących. Nie zabrakło bazowego matu w beżowym kolorze i kilku beżowo-brązowych cieni do wymodelowania powieki. Poza nimi mamy błyszczące brązy, miedź, złoto i kilka niestandardowych odcieni: rose gold, ciemny turkus czy musztardę.



   Druga paleta Imogenation to również w przewadze ciepłe odcienie z dodatkiem niestandardowych kolorów (również 16 cieni) plus cztery większe pudry, które mogą być używane jako cienie transferowe lub po prostu pudry do konturowania. Muszę dodać, że obydwie palety Imogenation mają genialne, holograficzne opakowania, które mienią się na tęczowo W paletce Imogenation również nie zabrakło podstawowego matowego waniliowego cienia i czarnego matu. Są w niej cienie zarówno matowe jak i błyszczące: jasne, rozświetlające odcienie, brązy, miedź, bordo, ale również jasny pomarańcz, czerwień czy błękit. Moim zdaniem bardzo udane zestawienie kolorów!


   Poniżej możecie zobaczyć swatche obydwu palet: po lewej stronie paletka Kisu, po prawej Imogenation. Obydwie paletki mają fajną pigmentację i formułę cieni, na poziomie powiedzmy lepszych palet z Revolution (np. czekoladowych). Dla mnie to wystarczający poziom pigmentacji, nie najlepszy jaki można spotkać, ale taki na piątkę.


   Poza paletami cieni jest jeszcze jedna paleta pudrów do konturowania, również z serii Imogenation - Highlight to the Moon. Paletka mieści dziewięć pudrów, sześć matowych i trzy rozświetlające. Z matów mamy dwa jasne kolory: jeden jaśniutki beż dobry pod oczy albo do rozjaśniania wybranych części twarzy, drugi jasno-żółty, bananowy. Jeden z odcieni to taki pośredni, ciepły kolor, fajny do ocieplania cery, na policzki. Kolejno mamy trzy brązery, jasne i ciemniejsze, w ładnej, raczej chłodnej tonacji. Rozświetlacze są naprawdę różne: jeden intensywny, chłodny o nieco kremowej formule, drugi podobny (podzielony na dwa różne odcienie) ale w ciepłej tonacji i trzeci już bardziej suchy, wypiekany, w kolorze jasnego złota. Moim zdaniem to fajna paletka, bardzo uniwersalna, idealna do zabrania na wyjazd. Od razu się z nią polubiłam :).



   Moim zdaniem to jedne z bardziej udanych palet Revolution, a przerobiłam ich naprawdę mnóstwo :). Zresztą mam wrażenie, że marka z roku na rok poprawia jakość swoich kosmetyków, a palety cieni które ukazały się w przeciągu ostatniego roku są nieporównywalnie lepsze od pierwszych cieni jakie marka wprowadziła do sprzedaży. Jeśli kolorystyka do Was przemawia to polecam :).


środa, 12 września 2018

SHINYBOX Hippieness

   Tradycyjnie po Glossy, przyszła pora na Shinybox. Tym razem jeszcze sierpniowe, letnie pudełko Hippieness o mocno zróżnicowanej zawartości. W zależności od wariantu boxa można było trafić na różne produkty (tych opcjonalnych kosmetyków było w tej edycji właśnie dosyć sporo). Ponadto w pudełku można było znaleźć bilet na wrześniową edycję targów Beauty Days! Moim zdaniem to świetny pomysł z tym zaproszeniem, bo sama na Beauty Days się wybieram :).





O'HERBAL Balsam do ciała | W pudełku można było znaleźć jeden z kosmetyków od O'Herbal albo Vis Plantis. Ja trafiłam akurat idealnie - balsam do ciała o moim ulubionym zapachy lawendy. Pachnie pięknie (o ile oczywiście lubi się lawendę). Szybko się wchłania i ładnie nawilża.

UNANI Mleczko do ciała z drobinkami | Kolejnym z produktów wymiennych było jedwabiste mleczko do ciała Unani. Zamiast niego mogliśmy natrafić również na maseczkę Dermaglin albo kokosowy balsam do ciała Dairy Fun. W tym przypadku akurat wolałabym ten ostatni, bo jestem wielką fanką kokosowego zapachu w kosmetykach ;).

FOODS BY ANN Zupa krem | Całkiem ciekawym dodatkiem do pudełka była zupa krem Foods by Ann. Zamiast zupy instant były dostępne także puddingi i smoothie bowl. Moja zupka była ze sproszkowanych batatów i buraków (lubię jedne i drugie), ale powiem szczerze, że nie bardzo mi smakowała.

EKAMEDICA Olej arganowy | Czysty olej arganowy to taki uniwersalny produkt - w końcu można zużyć go nie tylko na skórę, ale też na włosy czy nawet paznokcie (albo jako dodatek do masek czy kremów). Argan akurat nie jest moim ulubionym olejem, ale naturalne produkty zawsze chętnie widzę w boxach.

NOVEX Maska z keratyną | Po raz kolejny w Shiny pojawiła się maska do włosów od Novex, tym razem w wersji z keratyną Brazilian Keratin. Inne warianty masek z tej marki sprawdzały się u mnie całkiem okej, chociaż też bez wielkiego szału.

BIOTANIQUE Maseczka | W tej edycji Shiny znalazło się kilka maseczek, między innymi maska Biotanique. Jest to saszetka składająca się z dwóch części, łagodzącej i oczyszczającej.

SHEFOOT Spa dla stóp | Z Shefoot maska + peeling czyli domowe spa dla stóp w formie saszetki.

DERMAGLIN  Maska z glinką | I jako ostatnia maseczka z zieloną glinką kambryjską z Dermaglinu. Lubię maseczki tej firmy, znam je od wielu lat i chętnie do nich wracam :).


wtorek, 4 września 2018

beGLOSSY Flamingo Beach 🌴

   Ostatnia edycja beGlossy Flamingo Beach to letnie, wakacyjne pudełko, bo w końcu jeszcze mamy lato :). W tym wydaniu przeważyły pełnowymiarowe produkty i chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać, że kosmetyków jest może mniej to na pewno warto wziąć pod uwagę, że w zawartości znalazły się praktycznie same pełne produkty. Mamy również coś z nowości rynkowych, co zawsze bardzo mnie ciekawi!


NIVEA Suchy szampon Fresh Revive | Nowością rynkową jest suchy szampon Nivea, który pojawił się w pełnowymiarowej wersji. Podobno zaletą Fresh Revive jest fakt, że nie pozostawia resztek produktu na włosach i jeśli tak faktycznie będzie to na pewno się polubimy (przy ciemnych włosach z suchymi szamponami trzeba bądź co bądź uważać). Moja wersja jest właśnie typowo dla włosów ciemnych co bardzo mnie cieszy.

URIAGE Krem Bariere SPF50+ | Miniaturka od Uriage - krem z filtrem SPF50. O ile te miniaturki czasem zużywam, a czasem o nich zapominam, to tę na pewno wypróbuję. Każdy kto kiedyś używał wysokich filtrów na co dzień pod makijaż, wie jak ważna jest formuła tego kosmetyku. Dlatego z chęcią sprawdzę filtr z innej aptecznej marki.

AUBE Koncentrat odżywczy na dzień | Od Aube otrzymaliśmy pełnowymiarowy koncentrat kolagenowy. Przypuszczam, że to będzie coś w rodzaju serum nawilżającego, a więc powinien nadać się do stosowania solo albo z kremami. Dla nowego serum zawsze na tak!

MIYO Melon Kiss Tinted Lip Balm | Z kolorówki pojawiła się lekka pomadka Miyo - jest prawie zupełnie transparentna, nadaje ustom tylko lekką poświatę koloru. Jeszcze nie wiem czy się polubimy, pachnie niby fajnie (owocowo, melonowo), ale takie mocne aromaty w pomadkach lubią mnie na dłuższą metę męczyć, więc zobaczymy.

_ELEMENT Krem do rąk i paznokci | Super, że pojawiło się coś od marki _Element, bo od dawna chciałam coś od nich wypróbować. Jest to akurat krem do rąk z filtratem śluzu ślimaka (wolałabym pielęgnację do twarzy, ale krem też się przyda).

CLINIQUE Moisture Surge 72-Hour Auto-Replenishing Hydrator | Dodatkowo próbka nowości od Clinique. To nowy krem-żel o bogatej formule i mocno nawilżającym działaniu. 


niedziela, 2 września 2018

ESTEE LAUDER ▪️ DOUBLE WEAR

   Double Wear Stay-in-Place to jeden z najbardziej popularnych, wręcz kultowych podkładów. Doskonały do makijaży wieczorowych albo ślubnych i bardzo lubiany przez wizażystów. Od jakiegoś czasu pracuję na tym podkładzie, wypróbowałam go nie tylko na sobie, ale na przeróżnych cerach, więc już porządnie go poznałam i przyznam szczerze, że polubiłam jeszcze bardziej. Double Wear cieszy się przeważnie świetnymi opiniami, ale zdarza się, że bywa również znienawidzony (a o tym skąd się to bierze w dalszej części wpisu!).

   Jest to podkład zdecydowanie z gatunku cięższych, kryjących, nie do stosowania na co dzień. Stopień krycia jest bardzo dobry, ale musicie wiedzieć, że Double Wear to nie jest taka typowo kryjąca pasta jak kamuflaż i przy problematycznej cerze będzie wymagał użycia korektora. Jednocześnie, nałożony cienką warstwą, potrafi wyglądać świeżo, naturalnie i nie dawać matowego ciężkiego wykończenia - wszystko zależy od sposobu aplikacji i innych produktów, które używamy. Przede wszystkim jest to jeden z najtrwalszych podkładów z jakimi można się spotkać. Moim zdaniem jest pod tym względem naprawdę rewelacyjny! Na mojej mieszanej cerze wytrzymuje bez szwanku cały dzień i radzi sobie nawet w upały, dlatego jest świetny na wszelkiego rodzaju większe okazje.


   Double Wear uwielbiam także za piękne wykończenie na skórze przy jednoczesnej świetnej trwałości. Nakładam go beauty blenderem (trzeba działać szybko, bo to podkład który zastyga po chwili na skórze) i powiem Wam, że wbrew często krążącym opiniom, Double Wear daje ładny efekt naturalnie lekko błyszczącej cery. Jeśli zależy nam na totalnym macie i trwałości nie do zdarcia to polecam zastosować pod niego bazę silikonową, a na podkład solidną warstwę mocno matującego pudru (jak Anti-Shine Kryolan albo ryżowy Paese). Jeśli z kolei wolicie bardziej naturalny efekt to pod podkład nakładamy nawilżającą bazę (np. Strobe Cream MAC) i tylko lekko omiatamy twarz pudrem. Zależnie od opcji będzie wyglądał inaczej - mocno i matowo lub bardziej naturalnie i nawilżająco. Mimo wszystko jest to podkład dobry raczej dla cery mieszanej, normalnej, bo suche lubią się z innymi formułami. Zdecydowanie również dla cer młodszych, bo na dojrzałych może niestety podkreślać zmarszczki.

   W kuferku noszę dwa odcienie, które mieszam, obydwa z ciepłej żółtej gamy oznaczonej literką W-warm. Jaśniejszy z nich to bardzo popularny odcień 1w1 Bone - jaśniutki odcień, waniliowy, wyraźnie żółta tonacja. Jest to idealny odcień dla mojej karnacji na zimę i dobrze sprawdza się na większości jasnych cer. Nie jest jednak ekstremalnie jasny, więc przy bardzooo bladych osobach, które lubią mieć podkład dopasowany idealnie albo nawet jaśniejszy, Bone będzie za ciemny. 3w1 Tawny to z kolei już znacznie ciemniejszy odcień, dobry dla ciemniejszej opalonej skóry. Ma piękny odcień, który genialnie współgra z opalenizną u Polek - nigdy nie wygląda zbyt szaro czy zbyt pomarańczowo, moim zdaniem jest w sam raz. Te dwa odcienie idealnie spisują się do mieszania i praktycznie nie potrzebuję już w kufrze żadnego dodatkowego odcienia.


   Jak wspomniałam nie wszyscy zachwycają się tym kultowym podkładem, dlaczego tak się dzieje? Bardzo często spotykam się z osobami, które używają go na co dzień (nawet przy typowo suchej cerze!!!) i są niezadowolone. Moim zdaniem to zdecydowanie zbyt ciężki kaliber to codziennego użytku, który niepotrzebnie będzie obciążał cerę, zapychał, wzmagał błędne koło przetłuszczania-przesuszania się skóry. Jest to naprawdę świetny produkt, ale nie do codziennego użytku (oczywiście jeśli Wam pasuje na co dzień to okej, ale wiem że u wielu osób nie sprawdza się stosowany aż tak często). Czy poza tym Double Wear ma jakieś wady? Niełatwo się nim pracuje, bo podkład szybko zastyga - trzeba mieć wyczucie. Czasem potrafi dziwnie podkreślić pory na nosie, nie mam pojęcia czemu raz na czas coś takiego mu się zdarza. Mimo wszystko to mój ulubiony podkład do makijaży okolicznościowych :).


   Nie jest to taki kosmetyk, bo jego cena regularna to 189zł za buteleczkę 30ml. Jeśli jednak kupujecie go z myślą o używaniu raz na czas to starczy Wam na bardzo długo. Ja zawsze porównuję ceny i staram się znaleźć najlepszą opcję, dlatego moje podkłady zamawiałam przez internet gdzie można kupić je zdecydowanie taniej (ale uważajcie na podróbki). Ja swój Double Wear kupowałam na www.iperfumy.pl (tutaj jest bezpośredni link do Double Wear), gdzie jest znacznie tańszy, a czasem można się załapać na jeszcze większe promocje. Odcień oczywiście najlepiej wcześniej sprawdzić w drogerii :).

wtorek, 28 sierpnia 2018

Kultowy olejek NUXE HUILE PRODIGIEUSE 🌞 edycja lato 2018

   Jeśli miałabym wskazać tylko jeden wielofunkcyjny ulubiony kosmetyk pielęgnacyjny to bez wątpienia byłby to kultowy suchy olejek od Nuxe. O tym olejku wspominałam już nie raz na blogu, bo odkąd lata temu pierwszy raz wpadł mi w ręce, tak już został w mojej kosmetyczce na stałe. W kategorii olejków to mój zdecydowany numer jeden. Uwielbiam go za działanie, nietłustą i bardzo lekką formułę, ale także za piękny zapach. Jeśli Wy też jesteście wielbicielkami tego słynnego olejku to z pewnością wpadnie Wam w oko tegoroczna letnia edycja olejku, który został przystrojony w złote "ubranko" :).


   W letniej edycji butelka ma aż 100 ml - w sam raz dla fanek olejku Nuxe :). Jeśli jeszcze nie poznaliście tego słynnego olejku to oczywiście polecam i zachęcam! Często miniaturową wersję olejku można dostać w zestawach z innym kosmetykiem. Olejek może Wam się spodobać nawet jeśli nie lubicie typowych olejów w pielęgnacji. Nie bez przyczyny nazywany jest "suchym" olejkiem. Jego formuła jest niezwykle lekka i właśnie nietłusta. Praktycznie od razu się wchłania już nie pozostawiając tłustej warstwy. Można go stosować nawet na dzień.

   Olejek ma różnorodne zastosowania. Ja używam go najczęściej po prostu na całe ciało, a czasem na noc na twarz. Można również wcierać go w końcówki włosów, bądź olejować nim całe włosy przed myciem. Fajnie sprawdza się jako dodatek do kremu albo serum - dodatkowo wzbogaca produkt, co przydaje się szczególnie w momentach kiedy skóra jest bardziej przesuszona. Olejek ma w 98% naturalny skład, którego podstawę stanowią oczywiście różne naturalne olejki (olejek Tsubaki, migdałowy, arganowy i inne).


   Olejek Nuxe wyróżnia się także zapachem. Chyba większość osób uwielbia jego zapach, choć spotkałam się z opiniami, że na dłuższą metę może być męczący. U mnie jednak nic takiego nie miało miejsca, zawsze zachwycam się jego kompozycją zapachową <3 (w końcu mam nawet perfumy o zapachu tego olejku). Podobno to mieszanka róży, kwiatu pomarańczy, gardenii, wanilii i kokosa. Dla mnie to zapach bardzo charakterystyczny i nie pomyliłabym go z żadnym innym. Kojarzy mi się z latem, wakacjami i piaskiem. Ma w sobie coś co przywołuje mi na myśl skojarzenie z olejkiem do opalania i rozgrzaną skórą.

   Olejek dostaniecie oczywiście w aptekach, podobnie jak wszystkie produkty od Nuxe (także przez internet). Butelka 100ml kosztuje od 80zł wzwyż. Moim zdaniem warto :).

niedziela, 19 sierpnia 2018

🌴 SHINYBOX Summer Vibes 🌴

   Kolejnym beauty boxem, który przeczekał mój urlop i został mi do pokazania jest ostatnia edycja Shinybox "Summer Vibes". Pudełko w iście wakacyjnym, letnim klimacie! Ja zdecydowanie jestem za pudełkami, które mocno nawiązują do aktualnej pory roku - nie są w moim odczuciu tak przypadkowe jak to nie raz ma miejsce. Ostatnie edycje Shiny nie zrobiły na mnie dużego wrażenia, choć też nie były złe... ale "Summer Vibes" ma tym razem ode mnie dużego plusa. Moim zdaniem wyjątkowo fajna edycja, ciekawe marki, letni klimat, różne rodzaje produktów. Zdecydowanie trafiło w mój gust.


HELLO NATURE Masło do ciała | Pełnowymiarowy produkt i nowa marka, która jeszcze nie przewijała się przez beauty boxy - na plus! Od Hello Nature można było trafić na jeden z sześciu różnych kosmetyków. U mnie to masło do ciała z olejkiem konopnym, ale były także maski do włosów, odżywki i olejki.

FA Antyperspirant Fiji Dream | Jeśli widzieliście poprzedni wpis to na pewno zauważycie, że dezodorant od Fa zdublował się, ale nie mam o to pretensji, bo ekipy dwóch różnych beauty boxów raczej nie widzą co szykują nawzajem ;). O tych dezodorantach pisałam szerzej właśnie w poprzednim poście, był to dosłownie ten sam (swoją drogą fajny) wariant zapachowy.

RAISIN Naklejki wodne na paznokcie | Pudełko zdecydowanie zaplusowało mi dodatkiem w postaci naklejek wodnych do paznokci. Dla mnie to nic nowego, ale nie wszyscy znają te naklejki i myślę, że dzięki Shiny wreszcie będą mogli wypróbować wodne naklejki. Ja najchętniej w każdym pudełku mogłabym znajdywać coś z kategorii "paznokciowej" ;).

BIOTANIQUE Multi Biomask | Maska w saszetce od Biotanique. Marki nie znam, więc na pewno wypróbuję, zresztą maseczki są zawsze przeze mnie mile widziane. Tutaj fajne jest akurat to, że w jednej saszetce mamy dwie różne maski: liftingującą i oczyszczającą.

COLLIBRE Swiss Collagen Drink | Dodatkiem do zawartości jest drink kolagenowy Collibre. Przyznam, że lubię testować tego typu produkty, zawsze też cieszą mnie zdrowe batoniki ;). Próbowałam już kilku drinków kolagenowych, ale nie zawsze były dobre. Collibre na pewno wygrywa smakiem - owocowy, przyjemny i bez dziwnego posmaku.

TRIA Krem ujędrniający | Kolejna nowa dla mnie marka to Tria - szczerze mówiąc, pierwszy raz o niej słyszę. Tutaj również pojawił się jeden z dwóch wymiennych kosmetyków: krem ujędrniający lub regenerująco-nawilżający. Jest to pełnowymiarowe opakowanie.

STARA MYDLARNIA Argan krem do rąk i paznokci | Pełnowymiarowy jest także krem do rąk od Starej Mydlarni. To krem oparty na oleju arganowym, maśle shea i proteinach jedwabiu. U mnie jednak poczeka do jesieni, bo latem nie używam w ogóle żadnych kremów do rąk.

BISHO JO Krem wodny | Bardzo ciekawym kosmetykiem w tym pudełku jest "krem wodny" od Bisho Jo. Właśnie ten krem zaintrygował mnie najmocniej, oczywiście ze względu na hasło "wodny" w nazwie. Wypróbowałam go na razie tak zupełnie wstępnie i faktycznie różni się od klasycznych kremów. W momencie rozsmarowywania na skórze zamienia się w super lekką, właśnie taką wodną formułę. Ciężko ocenić czy będzie sobie przez to dobrze radził z nawilżaniem. Na lato jednak wydaje się być bardzo dobry.



W pudełku wylądowały również tradycyjnie dodatki jak voucher do Dr Barbara - na plan dietetyczny (pojawiał się już kiedyś i kompletnie mnie nie kusił do skorzystania). Pomijając ten voucher, który bądź co bądź może komuś się przyda, cała zawartość moim zdaniem naprawdę bardzo fajna. Wiem, że teraz mnóstwo osób narzeka na beauty boxy i faktycznie często zauważalna jest tendencja spadkowa, ale akurat tę edycję uważam za udaną. Mało znane marki (Hello Natura, Biotanique, Bisho Jo, Tria), ciekawe produkty (krem wodny), dodatki (drink kolagenowy), coś do paznokci (naklejki) - to wszystko na duży plus. W porównaniu do ostatnich edycji, w tej pojawiło się zdecydowanie więcej fajnych, nieoklepanych produktów. Oby tak dalej!




beGLOSSY Pink Summer!

   Dziś recenzja pudełka "Pink Summer", które nie jest ostatnim, nowym boxem od beGlossy (to jeszcze edycja z czerwca), ale przez sezon urlopowy zupełnie zapomniałam Wam go pokazać. Zawartość była akurat typowo letnia, więc z części kosmetyków od razu mogłam skorzystać. Kto z Was zamawiał też "Pink Summer"? W tej edycji znalazło się sześć produktów, z czego większość to kosmetyki pełnowymiarowe. Jest również tradycyjnie coś z próbek. Tym razem nie pojawiło się nic z kolorówki.



FA Antyperspirant Fiji Dream | Fa niedawno wprowadziło do oferty trochę różnych nowości. Jeśli lubicie ich antyperspiranty to ucieszą Was pewnie nowe wersje zapachowe. Powiem Wam, że ja po latach przerwy z powrotem wróciłam do dezodorantów tej marki (używałam jeszcze w czasach gimnazjum i liceum - lubiłam różowy Pink Passion). Nie są to oczywiście jakieś super-blokery, ale dla mnie ochrona jest wystarczająca, a zapachy bardzo ładne. Fiji Dream pachnie owocowo, głównie arbuzem <3.

ROSADIA Płyn micelarny / mgiełka | Od marki Rosadia otrzymaliśmy mgiełkę-tonik-płyn micelarny czyli takie 3w1. Forma sprayu sprawia, że tego typu produkty stosuję jednak tylko w formie toniku czy mgiełki (micele wolę po prostu wylewać na płatek kosmetyczny). W roli mgiełki jest w porządku i pachnie różami!

HIMALAYA HERBALS Pianka do mycia twarzy | W pudełku znalazły się również produkty od Himalaya Herbals. Trochę zapomniałam o tej marce, ale kiedyś bardzo ją lubiłam, szczególnie za krem ochronny, tani, fajny i dość popularny. Tym razem będzie okazja do przetestowania pinaki myjącej Neem.

GLISS KUR Serum w sprayu | Gliss Kur kocham za mgiełki! Jestem wielką fanką czarnej wersji, która daje radę nawet na zniszczonych, rozjaśnianych włosach. W boxie znalazło się serum w sprayu od Gliss Kur, a więc coś trochę innego. Ponoć to serum na rozdwojone końce, ale wiecie jak to jest - takie końce najlepiej ściąć ;). Jednak jak znam Gliss Kur to pewnie będzie fajnie wygładzać.

HIMALAYA HERBALS Ziołowa pasta | Od Himalaya drugi produkt czyli miniatura pasty do zębów. Lubię nietypowe, bardziej naturalne pasty, więc i tę z chęcią wypróbuję.

EFEKTIMA Peeling + maska do stóp | Saszetka z peelingiem i maską do stóp od Efektimy, chyba była już kiedyś w beGlossy albo w innym pudełku.

VIS PLANTIS Mydło biszofitowe | Z tym mydłem już się znam - niestety nie ma jakiegoś specjalnego zapachu. To raczej kategoria "do zużycia".


W "Pink Passion" pojawiło się sporo produktów typowo myjących i higienicznych - dezodorant, pianka myjąca, mydło, pasta do zębów czy tonik. Zawartość w moim odczuciu taka typowo praktyczna, co pewnie też nie wszystkich zadowoli, bo fajnie jak pojawia się też coś innego, co może same niekoniecznie byśmy kupiły. Co sądzicie?