piątek, 20 kwietnia 2018

HYBRYDOWE NOWOŚCI CLARESA

Ostatnio przyszło do mnie kilka nowych lakierów hybrydowych od marki Claresa. Jakiś czas temu hybrydy tej marki przeszły zmianę formuły, która zdecydowanie wyszła im na plus. Teraz konsystencja tych lakierów jest w sam raz, ani nie za gęsta, ani też zbyt rzadka, a dodatkowym plusem jest bardzo dobra pigmentacja. Jeden z kolorów nosiłam ostatnio na paznokciach - pastelowy żółtek Yellow Bananas, który zebrał wiele komplementów :).


Trzy odcienie, które do mnie ostatnio trafiły to:

GREY RABBIT | Średnia szarość, kremowa, bez drobinek. Fajnie się łączy z pastelami albo z srebrnymi pyłkami np. efektem lustra.

GREY CROCODILE | Połyskujący, lekko metaliczny grafit. Może mało wiosenny, ale na jesień/zimę w sam raz.

YELLOW BANANAS | Pastelowy żółty, który możecie zobaczyć poniżej jak prezentuje się na paznokciach. Niby to rozbielony, jasny odcień, ale powiem Wam że bardzo zwraca uwagę i na pewno świetnie będzie wyglądał latem na opalonej skórze.


Jeśli nie miałyście jeszcze styczności z lakierami Claresa to powiem Wam kilka słów o plusach i minusach tych hybryd. Cenowo wychodzą bardzo przystępnie (16,90zl - 5ml) i choć teraz pojemność tych lakierów jest nieco mniejsza, to właśnie będą się bardziej opłacać do kupna na własny, domowy użytek. Pigmentacja jest naprawdę bez zarzutu, Yellow Bananas ładnie kryje mimo, że to typowy pastel. Dobrze się rozprowadzają, nie "uciekają" z końcówek paznokci. Z trwałością ciężko mi się jednoznacznie wypowiedzieć, bo na moich paznokciach zachowują się bez zarzutu, ale znam osoby u których te lakiery nie trzymają się najlepiej, jak to zresztą często bywa... co u jednego sprawdza się dobrze, niekoniecznie już u drugiego ;). Dla mnie największym minusem tych hybryd jest fakt, że lubią się nie do końca utwardzać w lampie, dlatego trzeba przetrzymywać je pod lampą nieco dłużej i kłaść naprawdę cienkie warstwy.

Znacie te hybrydy?



piątek, 13 kwietnia 2018

TEST: KOBO PROFESSIONAL by Daniel Sobieśniewski

Kiedy emocje i fala zachwytów po wprowadzeniu dodatkowej "szafy" KOBO do sieci Drogerii Natura i tym samym nowej serii kolorówki stworzonej we współpracy z Danielem Sobieśniewskim już opadły, pora na recenzję na chłodno. Nie oznacza to wcale, że posypie się lawina minusów, bo już na wstępie muszę zaznaczyć, że byłam pewna od samego początku, że linia sygnowana nazwiskiem Daniela będzie sukcesem i nie pomyliłam się. Śledzę markę Kobo odkąd pojawiła się na rynku i z każdym rokiem wprowadzają do oferty coraz lepsze produkty, ale ta kolekcja okazała się zdecydowanie najlepszą z dotychczasowych i myślę, że to właśnie nowej serii najbardziej warto się przyjrzeć.


Dodatkowe szafy Kobo pojawiły się w większości (choć z tego co się orientuję nie wszystkich) Drogerii Natura. W nowej serii pojawiło się znacznie więcej produktów sugerujących profesjonalny użytek: palety cieni, brązerów, rozświetlaczy z wymiennymi wkładami, bazy korygujące koloryt cery czy te odpowiednie do różnych typów skóry. Zresztą w moim odczuciu Kobo to taka marka, która z jednej strony jest drogeryjna, przystępna cenowo i fajna na swój własny użytek, a z drugiej na tyle dobra, że spokojnie mogą używać jej profesjonaliści.

W serii pojawiło się aż osiem różnych palet z wymiennymi wkładami, ale moim zdaniem najpiękniejsza z nich to zdecydowanie My Favorite Colors z dziewięcioma cieniami w ciepłej tonacji. W palecie znalazły się trzy odcienie błyszczące i sześć matowych. Poniżej możecie zobaczyć swatche na ręce, które może nie wyglądają powalająco, ale celowo pokazuję je właśnie w takiej formie bez żadnego podrasowania, bo dobrze ukazują różnicę między matami a cieniami błyszczącymi. O ile te połyskujące są mięciutkie i kremowe, to maty należą do tych mocno suchych, a więc baza poprawiająca przyczepność cieni do skóry będzie konieczna! Na bazie pokazują cały swój urok i pigmentację, która jest naprawdę mocna tyle, że potrzebuje odrobiny "przyklejenia" do skóry :). Moim zdaniem to świetna paleta, kolory bardzo na czasie, szczególnie ciemna czerwień i błyszczący pomarańcz należą do moich ulubionych.



W nowej serii pojawiło się całe mnóstwo produktów do twarzy, podkładów, pudrów i baz. Ja wypróbowałam podkłady z serii Mattyfying Liquid Foundation oraz Camouflage Liquid Foundation. Obydwa uważam za udane, dobre podkłady o fajnym poziomie krycia (średniego w kierunku mocnego). Nie są to dla mnie może podkłady numer jeden, ale wierzcie mi - w tej kategorii naprawdę ciężko mi dogodzić. Są w porządku, warto spróbować i co istotne mają bardzo jasne odcienie w gamie! To chyba jedne z najjaśniejszych drogeryjnych podkładów jakie można dostać.

Sprawdziłam też podkład mineralny (w pudrze) Mineral Series Loose Foundation . Tutaj porównanie robiłam do mineralnej kolorówki z prawdziwego zdarzenia, więc nie nastawiałam się na cuda, ale powiem Wam że ten podkład zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Mam wrażenie, że jest znacznie mniej problemowy w aplikacji niż typowe minerały, siada na skórze jak aksamit, bardzo ładnie kryje i ma lekko rozświetlające wykończenie. Z trwałością się nie wypowiadam, bo u mnie wszystkie mineralne podkłady trzymają się bardzo słabo, więc nie umiem nawet tego obiektywnie porównać. Myślę, że na lato będzie w mojej ścisłej czołówce, bo mój odcień Gold jest teraz dla mnie trochę za ciemny. Poza podkładem w serii mamy również korektor mineralny, ma jasne odcienie i naprawdę mocne krycie jak na sypkie minerały!

Ponadto mamy jeszcze mineralny puder w kompakcie, tutaj też Wam dużo nie powiem, bo tego typu pudry traktuję jako "szybki poprawiacz" do torebki i rzadko kiedy nakładam je na całą twarz. W serii jest jeszcze jeden podkład - Cushion Foundation, matujący podkład o lekkiej, niewyczuwalnej na skórze formule. To podkład dla osób, które lubią bardzo lekki, delikatny makijaż i nie potrzebują mocnego krycia. Ten podkład to właściwie taka śmieszna gąbeczka nasączona podkładem, który nabieramy drugą gąbką. Opakowanie jest pomysłowe i higieniczne.

Z kolei średnio zadowolona jestem z Kamuflującego płynnego korektora. W tym przypadku liczyłam na wiele, ale trochę się rozczarowałam. Przede wszystkim korektor jak dla mnie za słabo zastyga przez co lubi włazić w załamania skóry. Jedyna rada na niego to szybkie przypudrowanie, ale czasem i to nie wystarczy. Na plus znów ładne i faktycznie jasne odcienie. O ile podkłady w płynie okazały się bardzo spoko, tak myślę że zamiast tego korektora już lepiej wziąć choćby płynny kamuflaż od Catrice.


W nowej serii pojawiły się oczywiście nowe produkty do ust: paleta pomadek i Matte Tint - matowa pomadka zastygająca. Z tą drugą nie do końca trafiłam z kolorem (Silk Ribbon, który wydaje się bardzo ładnym nudziakiem, ale przy mojej karnacji jest niestety trochę za jasny). Formuła jednak jest całkiem okej. Z kolei paleta pomadek z wymiennymi wkładami to bardzo fajny zestaw gęstych, kremowych i dobrze kryjących kolorów. Sama kolorystyka uważam, że jest strzałem w dziesiątkę - idealna na co dzień i do kufra. Odcienie takie dla każdego, naturalne, pięknie wyglądające na ustach, ale jest też coś mocniejszego - czerwień i borówka. Paleta na piątkę z minusem, a minus niestety za opakowanie, które brudzi mi się od wkładów. Folia ochronna była załączona, ale nie sposób było ją zawsze nosić w paletce.


Klasycznych pomadek również nie zabrakło i to nawet w dwóch seriach: True Matt Lipstick i Brilliant Lipstick. Obydwie pomadki o przyjemnej, kremowej formule z czego Brilliant, wiadomo, jest bardziej śliska i ma połyskujące wykończenie. U mnie są to dwa odcienie: Spicy Red z serii matowej i Innocent z błyszczącej. Poza tym cienie w kremie (ten najbardziej metaliczny na swatchu). Zastygające, kremowe o metalicznym wykończeniu, na moim zdjęciu to odcień Sensual Beige. Coś co moim zdaniem zasługuje na największą uwagę to cudowne pigmenty! Kobo zawsze robiło je perfekcyjnie :). To genialne opalizujące pyłki, które potrafią podkręcić każdy makijaż. Na zielono opalizuje Kiwi Secret, a tuż obok na różowo Venetian Rose (cudo do ślubnych makijaży). Pigmenty bardzo Wam polecam.


Oczywiście u mnie to tylko wybrane kosmetyki, bo cała seria jest ogromna i znajdziecie w niej jeszcze róże, paletki do konturowania czy wspomniane bazy. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie zbadałyście dokładnie tej nowej szafy Kobo to musicie koniecznie nadrobić zaległości, bo naprawdę warto. Ja czaję się jeszcze na śliwkowy eyeliner w żelu i jedną z palet rozświetlaczy, ale coś nie mogę utrafić na dobre promo ;).

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

SHINYBOX | It's a Girls World

It's a Girls World to marcowa edycja ShinyBoxa, oczywiście w bardzo kobiecym wydaniu. Zawartość pudełka pokazywałam Wam już na stories i jeśli mnie podglądacie to już wiecie, że część produktów  przypadła mi do gustu, a część niekoniecznie. W tym wydaniu Shiny postawił na mix kolorówki i pielęgnacji co osobiście bardzo lubię, ale sądzę że ta edycja wypada jednak dosyć blado w porównaniu z innymi, poprzednimi boxami, które bywały często zdecydowanie lepsze. Zresztą same zobaczcie co ukryło się w środku :).



GO CRANBERRY Olejek do demakijażu | Ten olejek już kiedyś miałam, więc znamy się dobrze. Jest to generalnie fajny produkt jeśli się lubi olejki, ładnie pachnie i wiadomo - rozpuszcza makijaż idealnie (jak to olej). Nie jest to jednak suchy olejek ani taki zamieniający się w emulsję w kontakcie z wodą. To po prostu tłusty olejek, taki typowy, więc jak dla mnie jest dobry na skórę twarzy, ale wolę omijać oczy.

FEEL FREE Krem pod oczy Bio | Tej marki nie znam, więc plus dla Shiny za coś nowego. Opis kremu wydaje się całkiem zachęcający, ponoć fajny naturalny skład, więc na pewno warto będzie go wypróbować.

NOVEX Maska nawilżająca na włosy | Z maskami Novex też już się znam, inny wariant tej maseczki do włosów pojawił się już kiedyś w ShinyBoxie. Maskę już dawno zużyłam, była całkiem okej, choć bez fajerwerków. Na moje długie włosy starczyła na jakieś dwa-trzy razy ;).

KONTIGO Pęseta | To jest fajne! Urocza pęseta z serduszkiem Kontigo <3. A pęseta wiadomo, zawsze się przyda! Na plus!

BIELENDA Sztyft na odrosty | Ten kosmetyk mnie nie przekonał, być może jestem uprzedzona do wszelakich sztyftów na odrosty. Myślę, że jednak utrafienie z takim produktem w pudełku niespodziance jest dość trudne, dlatego zamieniłabym go na coś innego.

DELIA Podkład matujący | Z kolorówki mamy podkład z Delii. Z podkładem to mnie trochę, przyznam szczerze, zaskoczyli. Chyba po raz pierwszy widzę podkład w beauty boxie. Na pewno duże ryzyko z formułą i odcieniem. Tego mojego jeszcze nie testowałam.

EFEKTIMA Chusteczka brązująca | Dodatkiem jest chusteczka samoopalająca. Nazbierałam ich już kilka dzięki temu, że regularnie pojawiają się w beauty boxach ;).


Jak oceniacie ShinyBox? Moim zdaniem ta edycja wypadła średnio, zawartość wydaje mi się taka trochę przypadkowa. Dajcie znać co myślicie, czepiam się czy jak dla Was też mogłoby być lepiej? Najbardziej ucieszyła mnie chyba ta serduszkowa pęseta ;).


niedziela, 8 kwietnia 2018

ROSSMANN PROMOCJA -55% KOLORÓWKA | Co warto kupić?

Już tradycyjnie na wiosnę, Rossmann wkracza ze swoją promocją -55% na całą kolorówkę. Promocja rozpoczyna się jutro i potrwa 10 dni (9.04-18.04). W tym roku zasady mają być nieco inne, bo promocja będzie dostępna jedynie dla członków Klubu Rossmann (wystarczy pobrać apkę), co oznacza że obniżki -49% dla wszystkich podobno już nie będzie. Promka obejmuje oczywiście wszystkie produkty z kategorii "makijaż", ale aby z niej skorzystać należy kupić minimum 3 kosmetyki z różnych kategorii np. (pomadka, tusz, puder). O polecanych produktach z Rossmanna pisałam już wiele razy i nie zaskoczę Was raczej żadnymi nowościami. Są to sprawdzone kosmetyki, które przewijały się już wiele razy na blogu.

Szczerze mówiąc Rossmann w tym roku coś mocno namieszał z zasadami promocji ponieważ dla wybranych klubowiczów obniżka dostępna była już tydzień wcześniej, jednak nie wiem do końca na jakiej zasadzie byli oni wybierani. Nie do końca też widzi mi się przymus kupowania aż trzech różnych kosmetyków i wolałabym aby zasady promocji były jak najbardziej jasne i przejrzyste - moim zdaniem promocja powinna być dostępna dla wszystkich w tym samym czasie. Nie wiadomo też czy z promocji będzie można skorzystać tylko raz czy kilkukrotnie. Mimo tych niejasności wiadomo, promka spora, więc warto się zastanowić czy by nie skorzystać.


TWARZ (pudry, podkłady, róże) | Wśród produktów z kategorii "twarzowej" na pewno mogę polecić Wam fajny i popularny korektor od Maybelline - Age Rewind (lekki, ale kryjący i zastyga). Do moich absolutnych hitów od wielu lat zaliczyłabym też bez wahania wypiekany róż Bourjois w odcieniu Rose D'Or, przepiękny i uniwersalny odcień nadający świeży, dziewczęcy rumieniec! Bardzo lubię też brązer "czekoladkę" od Lovely w odcieniu Medium. Mimo, że mam wiele różnych brązerów to w przeciągu ostatnich miesięcy właśnie tej czekoladki używałam najczęściej, bo ma fajny, nie zbyt ciepły ani zbyt chłodny odcień. W promocji będzie kosztował przysłowiowe grosze. Jeśli szukacie rozświetlacza z efektem tafli to warto brać paletkę Strobing Makeup od Wibo. Co prawda dwa z nich są mocno złote/ciemne, ale wyglądają bardzo ładnie na oczach. Z rozświetlaczy całkiem fajny jest też Ombre Highlighter Lovely, który również w promce będzie kosztował jakieś szalone 5zł, a daje ładną taflę (i macie 2w1, od chłodnego do ciepłego odcienia). Zwolenniczkom płynnych rozświelaczy mogłabym polecić Master Strobing Liquid od Maybelline, mam wersję w chłodniejszym odcieniu.

Z innych produktów, które nie znalazły się na zdjęciach lubię też podkład Super Stay z Maybelline (kryjący i trwały), z podkładów na co dzień np. True Match L'Oreal albo Healthy Mix Bourjois. Ostatnio odkryłam też Fit Me! z MNY, całkiem fajny podkład. Pudry prasowane Creme Puff z Max Factora są fajne do torebki. Revlon Colorstay (trwały, matujący podkład) z kolei możliwe, że trochę taniej wyjdzie przez internet, więc zawsze warto wcześniej sprawdzać. Z rozświetlaczy fajny jest jeszcze Diamond Illuminator od Wibo.



USTA (pomadki, błyszczyki) | Tym razem polecę Wam tylko jeden, moim zdaniem świetny produkt z tej kategorii - pomadkę, którą odkryłam przy okazji poprzednich zakupów w tej samej promocji. Mowa oczywiście o pomadce Rouge Velvet The Lipstick od Bourjois. Marka wprowadziła te pomadki po sukcesie płynnych Rouge Edition Velvet, ale moim zdaniem wersja w sztyfcie jest znacznie lepsza. Dodam od razu, że to jedyna pomadka o tak nietypowej formule jaką znam - bardzo aksamitna, miękka jak masło, śliska, a po chwili zastyga do matu i jest naprawdę trwała. Mój odcień to 02 Flaming'rose, bardzo przyjemny, dzienny kolor. Myślę, że warto się skusić, nie powinnyście być zawiedzione, tym bardziej że pomadka to średnia półka cenowa (niecałe 60zł), więc w promocji wychodzi znacznie taniej.

Z pomadek lubię też matową serię Color Sensational od Maybelline, super trwałe Lipfinity od Max Factor (szczególnie odcień Iced), czy Moisture Renew z Rimmel. 


OCZY (cienie, tusze, kredki) | Najlepsze tusze z Rossmanna to moim zdaniem: L'Oreal One Million Lashes So Couture, L'Oreal Paradise Extatic, Max Factor Masterpiece Max i Maybelline Lash Sensational. Wszystkie są świetne, wszystkie z nich bardzo bardzo lubię i do każdego z nich będę wracać. Warto jedynie sprawdzić sobie ceny w drogeriach online, bo często można upolować je taniej w necie bez promocji! Poza tuszami polecam zgarnąć serum Advance Volumiere od Eveline, które świetnie sprawdza się w roli bazy pod tusz. Z cieni do swoich rossmannowych ulubieńców zaliczyłabym oczywiście kremowe Color Tattoo - Maybelline, a szczególnie odcień On and on bronze (trwałe i kremowe).

Cieni prasowanych ulubionych z Rossmanna raczej nie mam, generalnie wydaje mi się że w Rossmannie z fajnymi paletami jest raczej słabo i tego typu produktów na tej promocji bym nie szukała.


CO KUPIĘ? Listę zawsze robię, ale co z tego wyjdzie nigdy nie wiadomo. Nie planuję wielkich zakupów, ale kilka rzeczy oczywiście mnie ciekawi. W planach mam inny odcień pomadki Rouge Velvet The Lipstick od Bourjois - myślę o klasycznej czerwieni. O ile natrafię to kupię na pewno rzęsy w pasku Kiss - nowość w Rossmannie, którą bardzo polecała Red Lipstick Monster. Zastanowię się nad którymś z tych produktów: brązer Beach Cruiser Wibo, puder HD Lovely, paletka Peach Desire też od Lovely, baza Master Prime od Maybelline. Ponoć beauty blender od Wibo jest też całkiem niezły. Pamiętajcie, że w promocję wchodzą także balsamy do ust, więc i tutaj warto się załapać - ja mam w planach arbuzowy Carmex.

CZEGO NIE POLECAM? Przede wszystkim nie polecam kupować bardzo "na zapas", bo pewnie same przekonałyście się, że kolejna promocja jesienią nie jest wcale aż tak odległa i łatwo kupić kosmetyki, które będą nam zalegać. Cóż, nie polecam matowych pomadek w płynie Extra Lasting z Lovely, które sama kupiłam z polecenia ;). Co prawda w promocji to nie duży wydatek, ale mimo wszystko moim zdaniem lepiej odpuścić - są lepsze matowe pomadki, a te niemiłosiernie wysuszają usta. Wolę już Million Dollar Lips od Wibo, ale one też są dość mocno wysuszające. Raczej nie polecałabym także podkładów w sztyfcie Really Me z Miss Sporty (poniżej przeciętnej), eyelinera Electric Blue od Wibo (kolor cudny, ale się kruszy).


A Wy co macie w planach, będą zakupy czy macie już dość wszystkiego co związane z promocją w Rossmannie ;)?


piątek, 6 kwietnia 2018

beGLOSSY Jestem Kobietą

Dziś pod lupę biorę ostatnie pudełko beGlossy, które moim zdaniem wypadło całkiem fajnie na tle boxów w przeciągu ostatnich miesięcy. Do pudełka trafiła jedna z nowości rynkowych Nacomi, na którą miałam wielką chęć, więc beGlossy wstrzeliło się tym razem akurat idealnie w mój gust. W tym miesiącu pudełka były zróżnicowane, a kosmetyki z innych wariantów też okazały się fajnie dobrane.


NACOMI Rainbow Mousse | Niedawno marka Nacomi wprowadziła do oferty kuszące tęczowe musy ^ ^. Jest mus myjąco-peelingujący oraz nawilżający - to właśnie ten drugi znalazłam w moim pudełku. Produkt ma trzy kolorowe warstwy i piankową konsystencję. Przypomina starsze, mocno natłuszczające musy z oferty marki. Dla mnie to kosmetyk zdecydowanie do stosowania na noc, bo na dzień jest dla mnie za tłusty. Powiem Wam, że zapowiada się świetnie, na pewno warto go wypróbować jeśli macie suchą skórę i lubicie takie mocno tłuste smarowidła. Dodatkowym plusem jest zapach - mus pachnie jak guma arbuzowa <3!

NEONAIL Lakier hybrydowy Agitated Ocean | Drugim, moim zdaniem najfajniejszym produktem z pudełka jest lakiery hybrydowy NeoNail. Zawsze się cieszę kiedy Glossy umieszcza w swoich boxach hybrydy. Trafił mi się piękny odcień, o dziwo jeszcze takiego nie mam w swoich zbiorach. To taki ciemny turkus, będzie super na lato.

MINCER Botoliftx Serum | Jest też coś z marki Mincer, którą uwielbiam za serię z wit C. Tym razem otrzymaliśmy serum z linii Botoliftx, o działaniu liftingującym i przeciwzmarszczkowym. Do wypróbowania!

VICHY Aqualia Thermal | Od Vichy krem Aqualia Thermal w wersji o bogatej formule (tej jeszcze nie miałam). To miniatura kremu, ale taka pojemność i tak spokojnie wystarczy żeby krem porządnie wytestować.

BUNA Aloesowa maseczka łagodząca | Ostatnim kosmetykiem jest żelowa maseczka (maseczki zawsze na tak!). Już wypróbowałam i od razu zaznaczam żebyście uważały na nią jeśli macie wrażliwą skórę. Maseczka jest w założeniu łagodząca, ale mnie lekko szczypała. Na szczęście nie spowodowała zaczerwienienia skóry.


W innych wariantach pojawiły się takie produkty jak: Instant Help multifunkcyjny balsam Evree (na plus), Schwarzkopft Beology regenerujący booster do włosów, Enilome pomadka nawilżająca do ust, peelingi kawowe Body Boom (super!), kremy do rąk Botame i oczywiście inne odcienie lakierów hybrydowych (z serii Boho).


wtorek, 3 kwietnia 2018

CACHAREL LouLou

Zdarza Wam się kupować perfumy w ciemno? Jeśli o mnie chodzi to praktycznie nigdy tego nie robię, ale ostatnio poczyniłam jednak wyjątek od reguły. Zapach, którego byłam bardzo ciekawa to tytułowy LouLou od Cacharel, niestety nie do dostania w sieciowych perfumeriach (a i o próbki w internecie też nie do końca łatwo). Skusiłam się na LouLou, bo w swojej książce polecała je Dita von Teese, a Ditę bardzo lubię jak i większość zapachów, które poleca. Skoro nie było jak perfum powąchać, zaryzykowałam i wzięłam je w ciemno, ale nie żałuję!

LouLou to zapach z 1987 roku i już na wstępie muszę zaznaczyć, że w moim odczuciu perfumy nie pachną współcześnie, ale od razu nasuwają skojarzenia z zapachami popularnymi w latach 80 i 90. Pierwsze wrażenie to był dla mnie mały szok zapachowy, bo przyznam szczerze że LouLou są w moim odczuciu przedziwne, łączące nuty, których chyba nie spodziewałabym się do końca w jednej butelce. Nie do pomylenia z żadnym innym zapachem! Jest to dość trudny zapach (podobnie jak flakon), opisywany często jako mroczny i niepokojący - musiał być mój. LouLou należy z całą pewnością do kategorii mocnej, wieczorowej, kadzidlanej, ale też pudrowej i kwiatowej.


Otwarcie stanowią takie nuty jak śliwka, mimoza, lilia, irys, fiołek, jaśmin, cynamon i anyż. Przypuszczam, że irys i fiołek odpowiadają za mocną pudrowość zapachu. Wiele osób wyczuwa też coś w stylu palonej gumy czy plastiku i muszę się z tym zgodzić, ale jakkolwiek to nie brzmi to wcale nie pachnie dla mnie źle. Zapach jest bardzo ciepły w odbiorze, ale to nie jest żaden typowy słodziak. W nutach serca znajdziemy kwiaty: tuberozę, heliotrop, ylang-ylang, kwiat pomarańczy, korzeń irysa. W nutach podstawy drzewo sandałowe, które wyraźnie wyczuwam, kadzidło, wanilię, piżmo. Kiedy zapach się ulotni na skórze pozostaje taka delikatna nuta słodkiej wanilii. LouLou to dla mnie zapach mocno ylang-ylangowy, co uznaję za plus, bo ylang-ylang w perfumach bardzo lubię.


LouLou polecałabym zdecydowanie dla osób lubiących zapachy ciężkie, mocne, oryginalne. Dla mnie to typowy zapach na jesień, zimę czy po prostu chłodne, deszczowe dni. Latem mógłby zabić, a dodam również, że jest baaaardzo trwały i intensywny. Używam wchodząc w mgiełkę zapachu, bo już jeden "psik" potrafi mnie zmęczyć. Mimo zakupu w ciemno absolutnie nie żałuję, ale z drugiej strony nie polecałabym brać tych perfum bez sprawdzenia. Mogą okazać się zbyt trudne, niedzisiejsze, albo po prostu za mocne, migrenogenne.

Jak już wspomniałam, nie znalazłam LouLou w perfumeriach, więc z pomocą przyszły ulubione www.iperfumy.pl. Nie pierwszy raz polecam, ale osobiście kupuję tam perfumy już dłuższy czas i nigdy się nie zawiodłam, więc nie ryzykuję nawet z innymi stronami. Jeśli szukacie oryginałów w dobrych cenach to moim zdaniem warto ;). Łapcie też linka do tego konkretnego zapachu: LouLou - Cacharel.


Przyznam szczerze, że jestem mega ciekawa czy są tu jakieś fanki LouLou! Jeśli kochacie ten zapach albo też nienawidzicie to koniecznie dajcie znać, bo mam wrażenie że to jeden z tych zapachów, które totalnie odeszły w niepamięć, a nie powinny.

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Makeup Revolution: SURPRISE EGGS 🐣

Czy znajdzie się tu ktoś kto jeszcze nie słyszał o ostatniej nowości od Makeup Revolution - kolorowych paletkach "jajeczkach" Surprise Eggs :)? Już dawno nie widziałam tak fajnych opakowań paletek! Surprise Eggs to jednak nie tylko atrakcyjny wygląd, bo cienie i rozświetlacze, które kryją wewnątrz są ładnie napigmentowane i o przyjemnie miękkiej formule. Myślę, że jaja od Revolution to też idealny pomysł na prezent (bo kto nie chciał by dostać takiego jajka niespodzianki!) i dobra opcja do podróżnej kosmetyczki.


Do wyboru mamy sześć wersji kolorystycznych - w metalicznych lub opalizujących opakowaniach. Jajka same w sobie już są ozdobą (wyobraźcie sobie jak będą wyglądały postawione na toaletce!). W każdym jajku znajduje się pięć cieni do oczu i dwa rozświetlacze. W niektórych wersjach rozświetlacze są dość ciemne i na jasnej cerze nie sprawdzą się jako typowy rozświetlacz, a bardziej jako błyszczący brązer do muśnięcia policzków albo po prostu cień do powiek. Cienie w paletkach są w przewadze błyszczące, matów jest niewiele.



ROSE GOLD EGG | Rose Gold to zestaw z ładnymi ciepłymi odcieniami, dobrymi co codziennych makeupów. Zdecydowanie moje kolory!

ANGEL EGG | Różowe jajo skrywa jasne, rozświetlające odcienie. Dwa brązy, jasne srebro i reszta same bardzo jasne kolory. Rozświetlacze w chłodniejszej tonacji. Najjaśniejsza i chyba najbezpieczniejsza z paletek.

GOLD EGG | Złote jajo to ciepłe czekoladowe brązy, złoto, beże. Rozświetlacze są w tej wersji właśnie dość ciemne, złotawe. Fajny zestaw dla ciemniejszej, ciepłej karnacji.

UNICORN EGG | Fioletowe jajo od jednorożca to bardziej odważny zestaw z fioletami i granatem. Chłodna tonacja.

DRAGON EGG | Smocze jajo to mój ulubiony wariant. Miedź, bordo, waniliowe rozświetlacze - cudo <3!

MERMAID EGG | Syrenie jajo to znów chłodna tonacja, błękity, niebieskości i zieleń, ale też ciemniejsze złoto. W tym jajku fajne są rozświetlacze, jeden opalizuje na zielonkawo.


Podobają Wam się jajka od Revolution? Moim zdaniem wyglądają super, a cienie i rozświetlacze są całkiem fajnej jakości. Nie jest to też duży wydatek, bo Surprise Eggs kosztują w granicach dwudziestu kilku złotych. Kto się skusił :)?

niedziela, 25 marca 2018

★ TUTORIAL: SMOKE NAILS ★ Tęczowe dymki na paznokciach

Kto już próbował tęczowego dymu na paznokciach? Smoke Nails to proste w wykonaniu, ale bardzo efektowne zdobienie, które totalnie opanowało internet! Zresztą wcale mnie to nie dziwi, bo taki dym wygląda super, a zupełnie nie wymaga wprawy czy precyzji. Zajmie nam oczywiście troszkę więcej czasu, ale w porównaniu do geometrycznych wzorków czy mozolnego ombre to naprawdę bułka z masłem ;). Do dymków potrzebne będą nam jedynie czarna hybryda, biały żel i kolorowe pigmenty do paznokci, które teraz oferuje większość marek (np. Indigo - Smoke Powders w cenie 9zł za jeden kolor).


1. Przygotowujemy płytkę, malujemy bazą hybrydową (utwardzamy), a następnie malujemy dwoma warstwami czarnego lakieru hybrydowego i również utwardzamy. U mnie to odcień Pure Black od NeoNail, który polecam jaką jedną z niewielu dobrych jakościowo czarnych, niemarszczących się hybryd.

2. Następnie malujemy swobodne "maziaje", przy pomocy białego żelu (u mnie to Sugar Effect od Indigo) lub białej hybrydy. Na razie NIE utwardzamy.

3. Cienki pędzelek zanurzamy w cleanerze bądź alkoholu i rozmywamy biały wzór. Możecie nabierać sporo alkoholu na pędzelek, powstaną fajne plamy. Kiedy osiągniemy ostateczny efekt - utwardzamy w lampie.

4. W warstwę dyspersyjną białego żelu wcieramy kolorowe proszki. Dobrze nadaje się do tego pacynka do cieni.

5. Mieszamy różne kolory proszków, zacierając przejścia między nimi. Nadmiar można lekko strzepnąć pędzlem do odpylania.

6. Pokrywamy całość hybrydowym top coatem, utwardzamy i gotowe!


Moje neonowe pigmenty nie są z żadnej znanej marki, kupiłam je dość dawno na aliexpress, ale nie miałam na nie wtedy zbytnio pomysłu. Wreszcie się przydały :)! Za zestaw sześciu kolorów zapłaciłam około 2-3$. Pyłki są niesamowicie intensywne, ekstremalnie neonowe, dosłownie świecą w oczach. Wyglądają jak kolorowe zakreślacze w formie sproszkowanej, czad!


Kto się skusi na tęczowy dym na paznokciach? Jeśli tylko macie już takie kolorowe pyłki, albo planujecie je kupić to bardzo polecam Wam to zdobienie - jest łatwe i przyjemne do zrobienia :).

niedziela, 18 marca 2018

EKOTYKI | Relacja i zakupy z targów

W ubiegły weekend w Krakowie odbyły się targi kosmetyków naturalnych - Ekotyki. Poprzednia jesienna edycja targów mi umknęła, a że kosmetyki naturalne lubię zdecydowanie najbardziej to postanowiłam koniecznie pojawić się na wiosennych targach. Na targach pojawiło się mnóstwo świetnych marek od tych bardzo popularnych jak Body Boom, Anabelle Minerals, Biolaven, po te troszkę mniejsze i nie tak rozsławione, ale czasem nawet bardziej interesujące. Targi odbywały się tym razem przy ul. Długiej 72.

Przede wszystkim wielki, wielki plus za całe mnóstwo świetnych marek! Nie spodziewałam się chyba aż tyle stoisk, tylu ciekawych produktów - jednym słowem wybór był ogromny i myślę, że każdy znalazłby coś dla siebie bez problemu. Pojawiło się trochę kolorówki mineralnej (Anabelle Minerals, Ecolore, Earthnicity Minerals), mnóstwo pielęgnacji (Orientana, Fresh&Natural, Vianek, Kej, Achae i wiele innych) i ogoromny wybór naturalnych, pachnących mydeł (Manufaktura Mewa, Republika Mydła, Bydgoska Wytwórnia Mydła, Ministerstwo Dobrego Mydła).


Z kolei ogromny minus za zbyt mały lokal jak na takie targi. Jak wiecie bywam na różnych targach i wiem, że zawsze trzeba liczyć się z tłumami i przepychaniem (czego nienawidzę, ale cóż...na targach tak zawsze), jednak pierwszy raz miałam do czynienia z sytuacją, w której niekiedy nie dało się przejść między stoiskami, a co dopiero dopchać się do stoiska i cokolwiek zobaczyć. Ostatecznie odwiedziłam kilka stoisk, coś udało mi się kupić, ale do ponad połowy nawet nie dało się dopchać, więc nie udało mi się też zakupić wszystkiego co chciałam (miałam w planie jakieś glinki naturalne, coś z Ministerstwa Dobrego Mydła). Wyszłam dość szybko zniechęcona, więc mały apel do organizatorów targów: błagam, przy kolejnej edycji pomyślcie o większym metrażu, bo ilość odwiedzających przekroczyła możliwości lokalu... Jeśli kolejna edycja będzie w tym samym miejscu to ja na pewno się już nie pojawię, bo serio była to gruba przesada :/.


Przechodząc jednak znów do pozytywnych aspektów targów - mydełka i peelingi na stoiskach prezentowały się pięknie! Szczególnie zaciekawiły mnie te z Bydgoskiej Wytwórni Mydła, bo pachniały niesamowicie (i miały dobre ceny). Kupiłam u nich mydło imbir&cynamon, jak ono genialnie pachnie! Aż żal używać, bo zapach jest totalnie apetyczny, korzenny, trochę pierniczkowy. Małym odkryciem była dla mnie marka Why Not?, której nie znałam wcześniej, a która oferowała przeróżne naturalne mydełka w fajnych kształtach, ale też balsamy i dezodoranty. Na taki naturalny dezodorant skusiła się moja mama - jest o tyle ciekawy, że nie bazuje na popularnym ałunie, ale na glince i olejkach eterycznych. Obok mydełko mniszkowe tej samej marki, forma wyjątkowo ozdobna :).


Oprócz klasycznych mydeł w kostce natknęłam się także na savon noir, tu akurat w wersji z rokitnikiem od tradycyjnemydło.pl. Bardzo pozytywne wrażenie zrobiły na mnie także mydła z Manufaktury Mewa - znów o genialnych zapachach. Właściwie większość bardzo mnie ciekawiła, ale na któreś trzeba było się zdecydować. Padło na miętę z eukaliptusem, bo ta wersja pachniała typowo odświeżająco. Myślę, że będzie fajne na gorące dni. Mydełko ma też dodatek liści pokrzywy. Manufaktura Mewa poza mydłami miała też peelingi i masła do ciała. Moja mama skusiła się właśnie na takie naturalne masło na bazie masła shea, o zapachu mango. Masło nie tylko pachnie apetycznie i intensywnie, ale ma też fajną piankową formułę <3.


Kto z Was był na Ekotykach :)?

środa, 14 marca 2018

HERLA BLACK ROSE ❃ Różany suchy olejek do twarzy

Słyszeliście o marce Herla? Dziś o świetnym suchym olejku tej marki - Lift Rejuvenating Face Dry Oil. Herla to marka luksusowych kosmetyków pielęgnacyjnych opartych na naturalnych składnikach, przeznaczonych do stosowania zarówno w gabinetach kosmetycznych jak i w domu. Na chwilę obecną Herla posiada w swojej ofercie trzy linie pielęgnacyjne: Gold Supreme (linia przeciwstarzeniowa, ze złotem), rozjaśniająca Infinite White oraz Black Rose z formułą ekstraktów z 3 róż. To właśnie z ostatniej linii Black Rose pochodzi tytułowy olejek do twarzy, który ostatnio został moim ulubieńcem w codziennej pielęgnacji skóry.

Nie wiem czy wiecie, ale jestem wielką fanką suchych olejków, uwielbiam je za intensywne działanie i lekką formułę (z kolei wprost nie cierpię mocno tłustych, ciężkich olejów). Od wielu lat zawsze mam pod ręką suchy olejek z Nuxe, najbardziej popularny w swojej kategorii. Herla taki suchy olejek do twarzy ma właśnie w różanej linii Black Rose, jest to produkt o działaniu liftingującym, nawilżającym i odżywiającym skórę twarzy.


Olejek, jak i cała linia Black Rose, zawiera ekstrakt z czarnej róży, olej z dzikiej róży i olejek z róży damasceńskiej. Jako, że uwielbiam różane kosmetyki (i perfumy!) to właśnie seria Black Rose przykuła moją uwagę. Nie rozczarowałam się, bo olejek ma piękny różany zapach, ale nie bójcie się, nie jest to żaden killer zabijający zapachem. Pachnie lekko i przyjemnie, na pewno nie jest to zapach ciężkiej, duszącej róży. Odradzam tylko totalnym antyfankom różanych aromatów.

Olejek faktycznie jest "suchy" co należy rozumieć w ten sposób, że mimo olejkowej formuły nie pozostawia ciężkiego, irytującego filmu na skórze. Zaaplikowany w niewielkiej ilości pozostawia skórę przyjemnie wygładzoną, ale nie obciążoną. Poza wygładzeniem funduje naszej skórze dawkę nawilżenia i natłuszczenia, jest idealny do wieczornej, bardziej bogatej pielęgnacji. Zresztą to totalnie uniwersalny produkt: możemy używać go solo zamiast kremu, mieszać z kremami albo z serum, łączyć z żelem hialuronowym lub aloesowym czy wzbogacać nim po prostu dowolny kosmetyk. Spróbujcie dodać kroplę olejku do podkładu, który jest dla Was zbyt suchy, pudrowy - taki trik może pomóc :).



Zdecydowanie polecam olejek - jest bardzo przyjemny w stosowaniu, pięknie pachnie różami i świetnie działa na skórę. Znalazłam godny zamiennik dla ulubionego olejku Nuxe! Cenowo wypada drożej od Nuxe (buteleczka 15ml kosztuje około 120zł), ale to bardzo dobry produkt godny polecenia. Na plus również wygodne opakowanie z pipetą.

Po tak pozytywnych testach olejku, mam ochotę na coś jeszcze z marki Herla np. serum ze złotem albo multiodżywczą maskę z Black Rose. Znacie markę Herla?


wtorek, 13 marca 2018

☆ NOWOŚCI MAKEUP REVOLUTION ☆ | Conceal&Define, Bleeding Heart, Renaissance Lipliner

Makeup Revolution ani na moment nie przestaje zaskakiwać nas nowościami. Świeża porcja nowinek z oferty marki jest już u mnie, więc czas podzielić się pierwszymi wrażeniami, które są zdecydowanie pozytywne. Dopiero co szczyt popularności osiągnęły chyba słynne już korektory Conceal & Define, a Revolution zdążyło już zaprezentować kolejne (bardzo zachęcające!) produkty.

Wśród nowości pojawiło się nowe wypiekane serduszko, płynne rozświetlacze, kolekcja Life on the Dance Floor oraz nowości z pięknej kolekcji Renaissance (w tym świetne konturówki). Powiem Wam, że mam cały czas wrażenie, że Revolution nie przestaje podnosić sobie poprzeczki - ich nowe serie kosmetyków są nieporównywalnie lepsze z tymi, które pojawiały się w początkach istnienia marki. A jeśli coś jest niedopracowane to zmieniana jest formuła (jak to było choćby w przypadku pomadek Retro Luxe), za co mają ode mnie wielki plus.


BLEEDING HEART HIGHLIGHTER | Rodzina uroczych serduszek powiększyła się o krwawiące serce w różowym odcieniu. Ta wersja już od pierwszych zapowiedzi strasznie za mną chodziła, bo czyż nie wygląda pięknie <3? Serduszko ma mozaikową powierzchnię - umiarkowanie jasny róż z niewielkim dodatkiem złota. Na skórze daje efekt perłowego, jasnego różu. Producent nazwał je rozświetlaczem, ale dla mnie to coś między różem a rozświetlaczem, bo na jasnej cerze produkt będzie dawał nieco różowego koloru.

CONCEAL&DEFINE | Korektory z nowej serii Conceal&Define stały się tak rozchwytywane, że zdobycie ich nawet w drogeriach online graniczy z cudem. Nic dziwnego, w końcu mają świetne opinie, są kryjące, a gama kolorystyczna jest naprawdę spora (w tym tak poszukiwane jasne odcienie). Na mnie też zrobiły pozytywne wrażenie, ale nie przetestowałam ich na tyle dobrze, żeby móc ostatecznie wpaść w zachwyt lub stwierdzić, że to szał na wyrost ;). Korektor mam w dwóch odcieniach i obydwa są dla mnie teraz za ciemne, więc nosiłam go tylko w domu. Poczekają na lato, chyba że uda mi się wcześniej dorwać jaśniejszy odcień (w co szczerze mówiąc wątpię ze względu na dziką popularność).


RENAISSANCE LIPSTICK | Nowe odcienie pomadek z serii Renaissance i nowe opakowania. Na pierwszy rzut oka wyglądają podobnie (różowe złoto i prążkowane opakowania), ale te nowe pomadki, które do mnie dotarły są większe i wyglądają po prostu troszkę inaczej. Nie wiem czy cała seria będzie zmieniać opakowania, czy tylko te nowe odcienie się różnią, ale zarówno pierwsza wersja jak i ta najnowsza są całkiem fajne. To takie typowe kremowe pomadki, wiadomo nie są super trwałe, ale za to komfortowe w noszeniu, bo nawilżające (a przy tym mają ładną pigmentację). Nie wiem jak Wy, ale ja na co dzień bardzo lubię kremowe pomadki, bo nie zawsze mam ochotę na trwałe, zastygające i matowe.

RENAISSANCE LIPLINER | Nowością są także konturówki do ust z serii Renaissance i tu wyczuwam hit! Miękkie jak masło, totalnie kremowe i zastygające. Kiedy już sobie zastygną są nie do zdarcia (nie mogłam ich nawet zmyć z ręki, musiałam szorować). Mam co do nich spore nadzieje, bo brakuje mi konturówek, które będą naprawdę trwałe. Do tego ładne, uniwersalne kolory. Minusy? Są tak miękkie, że niestety łatwo się łamią.


LIFE ON THE DANCE FLOOR LIPSTICK | Linia pomadek Life on the Dance Floor to kilka mniejszych serii: w złotych opakowaniach nudziaki VIP, w czarnych vampowe kolory Sparklers, w srebrze piękne czerwienie After Party i w różowym złocie brązy Guest List. Opakowania brokatowe, iskrzące, dla srok ;). Kolory oczywiście takie na czasie, formuła kremowa z dobrą pigmentacją. Pierwsze wrażenia bardzo na plus! Pamiętam pierwsze pomadki w sztyfcie z Revolution, które kupiłam kiedy marka dopiero raczkowała i powiem Wam, że w ogóle nie byłam z nich zadowolona (były strasznie śliskie i smużyły na ustach, a do tego schodziły w dwie minuty). Za to te mają fajną formułę i przypominają mi zdecydowanie pomadki z o wiele wyższej półki niż inne w ich cenie!


LIFE ON THE DANCE FLOOR PALETTE SPARKLERS | Z tej samej serii analogicznie mamy cztery palety cieni w brokatowych opakowaniach. U mnie widzicie czarną Sparklers, która jest najbardziej kolorową z serii. Cienie już wstępnie wypróbowałam (co pokazywałam Wam na instagramie). Ogólnie jest to całkiem przyjemna paletka, ale pigmentacja jest różna w zależności od kolorów. Maty są bardzo mocne, perły za to trochę słabsze. W ogólnym rozrachunku pigmentacja jest okej, chociaż nie jest to żaden killer, co od razu zaznaczam, bo wiem że wiele z Was szuka cieni o hiper mocnej pigmentacji.


LIQUID HIGHLIGHTER | Na koniec zostawiłam płynne rozświetlacze. W ich przypadku nie jestem pewna czy to nowe odcienie w ofercie, czy były one razem z odcieniami które jako pierwsze weszły do sprzedaży. Na mojej ręce widzicie od góry najcieplejszy Liquid Euphoric Gold, potem Liquid Luminous Luna i lekko liliowy Liquid Ethereal. Mogłoby się wydawać, że są strasznie mocne, może nawet za mocne do normalnego użytku, ale to efekt grubszej warstwy. Połysk można budować i w niewielkiej ilości potrafią wyglądać bardzo subtelnie. Powinnyście się im przyjrzeć jeśli lubicie rozświetlać dekolt i obojczyki!


Uprzedzając pytania o dostępność: nowości MUR najłatwiej łapać na Tambeauty, w drugiej kolejności w drogeriach online. Do stacjonarnych drogerii trafiają jako ostatnie...a często trafiają tylko wybrane produkty.

poniedziałek, 12 marca 2018

beGLOSSY Sweet Love

Lutowe beauty boxy miały nieco podwyższoną poprzeczkę, w końcu były to walentynkowe edycje, więc wszyscy spodziewaliśmy się że będzie ładniej niż zwykle. A jak wypadł beGlossy... zobaczcie same :). Pudełko jest już u mnie oczywiście jakiś czas, w tej edycji łączy pielęgnację z kolorówką.


AUSSIE 3 Minute Miracle Nourish | W pudełku znalazła się odżywka Aussie z serii 3-minute. Tego wariantu jeszcze nie miałam, ale generalnie bardzo lubię odżywki z Aussie, więc obstawiam, że przypadnie mi do gustu.

AETERNUM Balsam do dłoni | Krem do rąk z nieznanej dla mnie marki (za co plus). Akurat rozglądałam się za jakimś fajnym kremem, więc będzie jak znalazł. Ciekawe czy odczuję różnicę, że to krem za 50, a nie za 5zł ;). Wchłania się super szybko i ładnie pachnie.

PIERRE RENE Brow Liner | W dobie pomad do brwi naprawdę bardzo rzadko sięgam po kredki, ale nie mówię "nie". Może ta z Pierre Rene przypadłaby mi do gustu... z kolorem jednak nie do końca trafiłam.

MIYO Lip Me Lipstick | Wiedziałam, że w lutowym Glossy będzie jakaś pomadka do ust! Tym razem jest to Miyo, które ostatnio bardzo często pojawia się w boxach. Tutaj z kolorem trafiłam już lepiej (taki ciemniejszy róż), myślę że będzie fajny do wiosennych stylówek. 

LUBA Chusteczki do demakijażu | Otrzymaliśmy również chusteczki do demakijażu - bez podskoków radości, ale praktycznie.

URIAGE Roseliane krem kojący | Uraige bardzo lubię, więc z chęcią sprawdzam od nich próbki i miniatury. W tym pudełku to mini krem Roseliane.


Wydaje mi się, że lutowe boxy, nie tylko Glossy, zaprezentowały raczej umiarkowany poziom, zdecydowanie nie były to najlepsze pudełka w historii. W przypadku Sweet Love trochę mi czegoś brakuje, ale z drugiej strony zawartość wydaje się całkiem praktyczna. A Wy co sądzicie, kto zamówił?

czwartek, 8 marca 2018

♥ SHINYBOX Love ♥ | Schwarzkopf #createyourstyle

Początek marca już za nami, a ja jeszcze nie zdążyłam zaprezentować Wam lutowej edycji Shinyboxa LOVE. W lutym zazwyczaj beauty boxy nabierają choćby zewnętrznie walentynkowego klimatu, ale w tym roku Shiny postawił nie na róż ani czerwień, ale na mój ulubiony kolor w tym roku - soczysty pomarańcz <3. Pudełko łączy produkty z różnych kategorii, jest w nim zarówno pielęgnacja jak i kolorówka (a nawet niekosmetyczne dodatki). W tym miesiącu wszystkie Ambasadorki Shinyboxa otrzymały również dodatkową świetną niespodziankę: zestaw kosmetyków od Schwarzkopf na 120 rocznicę powstania marki.


KUESHI Woda micelarna | Kueshi to marka, którą polubiłam za tonik aloesowy (ładnie nawilżał i genialnie pachniał), więc z przyjemnością wypróbuję także micel. Jest to miniatura, więc akurat na spróbowanie.

SMART GIRLS GET MORE Pomadka w płynie i Brązer | Marka, z którą nie polubiłam się zbytnio, więc jestem nastawiona trochę sceptycznie, ale z drugiej strony staram się nie mieć z góry uprzedzeń. Pomadka to typowy zastygający mat w ładnym wiśniowym kolorze, a brązer to duo dwóch odcieni (matowego i błyszczącego). Brązer na pierwszy rzut oka nie przypadł mi do gustu, wygląda dość tanio i odstraszyły mnie drobiny, ale powiem Wam że po wstępnym teście na ręce nie jest źle. Mat ma ładny odcień w sam raz do konturowania (taki chłodno-oliwkowy), a błyszcząca część daje przyjemny efekt rozświetlenia na ciemniejszej, beżowej bazie.

PUREDERM Maska na twarz | Maska w płachcie, to zawsze lubimy w pudełkach :)! Doszły mnie słuchy, że ta jest wyjątkowo dobra, więc będę musiała sama się o tym przekonać. Szczerze mówiąc kusi mnie już samo opakowanie i fakt, że maska jest malinowa.

OLIMP LABS Therm Line Fast | Kontrowersyjnym dodatkiem do beauty boxów zwykle bywają suplementy. Na pewno znajdzie się grupa niezadowolonych, ale powiem Wam że ja jestem całkiem na tak, bo spróbuję ten słynny Therm Line, reklamowany na prawo i lewo. Od razu dodaję, że w składzie siedzą sobie głównie roślinne ekstrakty (z pokrzywy, pieprzu kajeńskiego czy z zielonej kawy), więc nie ma co się obawiać że nafaszerujemy się nie wiadomo jaką trutką. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nawet roślinne, ziołowe składy nie każdemu będą służyć, zaznaczam jedynie że nie widać tam żadnej strasznej "chemii". Przypuszczam, że Therm Line będzie działać też w dużej mierze pobudzająco ze względu na kofeinę, guaranę i zieloną kawę.

CLEANHANDS Ochronny krem do rąk | Trafił nam się również krem do rąk, co uważam za całkiem dobry wybór w okresie lutowo-marcowym. Ten jest nawilżająco-antybakteryjny, więc takie dwa w jednym.

I WANT Zestaw pielęgnacyjny Simple | Ciekawym produktem jest mini zestaw od I Want - marki nie znam, a właściwie nawet w ogóle nie kojarzę. W małym pudełeczku dostaliśmy próbkę toniku i emulsji nawilżającej. 

TOŁPA Maseczka | Od Tołpy maseczka dla cery naczynkowej czyli coś idealnie dla mnie. 

FLOSLEK Kosmetyk z serii ELESTABion | W zależności od wariantu pudełka pojawił się kosmetyk z linii ElestaBion z Flosleku. U mnie to wzmacniająca odżywka do włosów, szczególnie tych osłabionych i skłonnych do wypadania.


Dodatkowo, jak wspomniałam, ambasadorki otrzymały świetne pudełko-niespodziankę od marki Schwarzkopf #createyourstyle. Nie miałam pojęcia, że marka obchodzi już 120-lecie istnienia! Po otworzeniu pudełka zrobiło się od razu bardzo kolorowo.


Otrzymałyśmy odżywkę GlissKur (uwielbiam GlissKura) Supreme Lenght, lakier Taft 7 Days, suchy szampon Got2Be, szampon Schauma Nature Moments oraz koloryzującą pianką Live oraz nowość - farbę do włosów Pure Color. Wiecie, jak chodzi o farby to zawsze jest spore ryzyko nieutrafienia (a właściwie to ogromne ryzyko). W moim przypadku nie trafiło mi się nawet bardzo źle, ale ta piękna gorzka czekolada raczej nie wyjdzie na moich czarnych włosach. Z wielką chęcią za to wypróbuję odżywkę GlissKur, bo moje włosy zazwyczaj lubią ich produkty :). Suchy szampon znam i używam, jest w porządku. Generalnie pudełko okazało się naprawdę fajną niespodzianką i uzupełniło moje "włosowe zapasy" ;).

środa, 7 marca 2018

Relacja z THE MAKEUP DAY | Targi BEAUTY FORUM 2018

W ostatni weekend odbyło się największe makijażowe wydarzenie w Polsce - mowa oczywiście o The Makeup Day na targach Beauty Forum. Była to już trzecia edycja, zorganizowana przez magazyn MAKE-UP Trendy, który osobiście prenumeruję od dawna i bardzo polecam :). Pomyślałam, że warto będzie przygotować relację dla wszystkich, którzy nie mogli uczestniczyć w wydarzeniu. Jeśli jeszcze nie byliście na targach Beauty Forum to może relacja zachęci Was do uczestnictwa za rok. Moim zdaniem zdecydowanie było warto się wybrać!

Na wstępie kilka technicznych informacji o evencie. Targi odbyły się w Centrum Targowo-Kongresowym MT przy ulicy Marsa 56c w Warszawie. Przestrzeń targowa jest naprawdę ogromna, ponad 10 000m2 i 200 wystawców. Oprócz tego liczne seminaria, pokazy, prezentacje. Na scenie głównej The Makeup Day ponad 20 świetnych wizażystów i pokazy makijaży na żywo. Podczas tej edycji na scenie można było zobaczyć między innymi Karolinę Matraszek, Marzenę Tarasiewicz, Karolinę Zientek, Agę Brudny, Omara Turrini, Tatyanę Dyakovą i wielu innych. Co roku na The Makeup Day odbywa się także Finał projektu Artysta Roku MUT. Jak widzicie dzieje się sporo :).


Przede wszystkim wydarzenie to nie tylko targi, ale mnóstwo pokazów makijażu, na scenie głównej i nie tylko. Obejrzenie wszystkich chyba nie byłoby fizycznie możliwe, ponieważ było ich naprawdę wiele. Moim zdaniem dużym plusem jest fakt, że pokazy na scenie głównej mają charakter otwarty - każdy uczestnik targów może przysiąść i obejrzeć tyle ile go interesuje. Na krakowskich LNE, na których też często bywam, niestety za pokazy makijażu musimy dodatkowo (i to niemało zapłacić), a jest ich zaledwie kilka. Także za taką formę duży plus!


Podczas całego wypadu do Warszawy towarzyszyła mi Asia z nihil--novi.blogspot.com (pozdrowienia!). Obydwie stwierdziłyśmy, że warto było się pojawić i fajnie byłoby przyjechać również za rok. Byłyśmy pod wrażeniem ilości wystawców, dosłownie ciężko było nam jedynie pobieżnie obejść wszystkie stoiska.

Zdecydowanie ogromnym powodzeniem cieszył się Nyx, który podczas targów oferował zniżkę 30% dla wizażystów. Tłumy były w nim dzikie, ale wcale mnie to nie dziwi - zniżka spora, wszystkie nowości, a niestety Nyxa nie ma jeszcze w wielu miastach w Polsce...w tym w Krakowie...:(.


Wzięłyśmy udział w jakimś konkursie (stąd zdjęcie w "ramce z insta"), ale zabijcie mnie, nie pamiętam co to był dokładnie za konkurs ;). Obejrzałyśmy też wybory Artysty Roku MUT.

W porównaniu z targami LNE, na Beauty Forum jest zdecydowanie więcej kolorówki, więc ja byłam w siódmym niebie. Oczywiście jest też cała masa pielęgnacji, kosmetyków typowo gabinetowych i sprzętu, ale to oczywiście makijaż interesował mnie najbardziej. Z ciekawszych marek było stoisko Affect, Ardell, Devinah Cosmetics, Ecolore, Glam-Shop, Holika Holika, KOBO, Kryolan, LaSplash, Nabla, wspomniany Nyx, Hulu. Poza tym mnóstwo marek zajmujących się stylizacją paznokci jak NeoNail, Mollon, Orly, Słowianka, Cuccio.


 Z czym wróciłam? Z zakupami z Nyx - nowym pudrem wykończeniowym Holo Graphic Halo (niebieski!), błękitnym opalizującym błyszczykiem DuoChromatic Lipgloss i bazą pod brokaty Glitter Primer. Skusiłam się także na metaliczną czerwoną pomadkę LaSplash (jest nie do zdarcia!), piękne rzęsy z Ibra i dwie gąbeczki tej samej marki. Wzięłam także nowy pyłek Indigo Black Snow i torbę na kosmetyki Kryolan, której zabrakło na zdjęciu. Plus dwie mineralne perełki z Ecolore - brązer i rozswietlacz w pięknych odcieniach. Kusiły mnie bardzo cienie z Glam-Shopu, ale zasoby gotówki były ograniczone, więc innym razem ;). Fajnie, że miałam okazję obmacać je na żywo, bo widzę że naprawdę warto się z nimi zapoznać (są takie miękkie i mają ładną pigmentację).


Zdecydowanie było warto się wybrać! Z kolei w najbliższą sobotę kolejne targi, tym razem już w Krakowie - Ekotyki! Coś dla miłośniczek naturalnych kosmetyków. Kto się wybiera?