wtorek, 11 grudnia 2018

BeGlossy BACK TO THE GYM

   BeGlossy w ostatniej edycji przygotowało coś zupełnie innego niż zazwyczaj - tym razem zmieniła się nie tylko forma "boxa", ale też mocno tematyczna zawartość. Mowa oczywiście o ostatnim pudełku Back to the Gym, które zapakowano w... poręczną kosmetyczkę! Takie rozwiązania są moim zdaniem bardzo fajne, bo są odmianą od standardowych pudełek (a kosmetyczka zawsze się przyda). Back to the Gym to edycja, która powstała również we współpracy z Oshee. Idealna dla osób regularnie uczęszczających na siłownię, albo zachęcająca żeby wreszcie ją odwiedzić ;).


LAQELL Suchy szampon Tropical | Pierwszy z niezbędnika na siłownię - suchy szampon. Może okazać się szczególnie przydatny, kiedy po siłowni nie wracamy do domu, bo na szybko odświeża włosy. Szampon Laqell to dla mnie nowość, przyznam szczerze że nie znam marki, ale z chęcią go sprawdzę (tym bardziej, że to wersja tropikalna, a ja lubię takie zapachy).

BIOTANIQUE Głęboko nawilżający żel/krem | Kolejnym produktem jest krem-żel od Botanique - marki, która ostatnio intensywnie pojawia się w beauty boxach. Póki co kremu jeszcze nie wypróbowałam, ale byłabym zadowolona gdyby faktycznie miał bardzo lekką żelową formułę :).

SYLVECO Delikatny żel do ciała | Jest też coś od Sylveco, tym razem to żel do mycia ciała. Niby żadna nowość, ale żelu Sylveco jeszcze nie miałam, mimo że wypróbowałam sporo innych kosmetyków tej marki.

OSHEE Natural Sports Drink cytryna-porzeczka | Oczywiście w tej edycji znalazły się produkty od Oshee, które nawiasem mówiąc znam i czasami kupuję właśnie w drodze na siłownię. W moim wariancie był to izotonik o smaku cytrynowo-porzeczkowym, którego jeszcze nie znałam, więc został od razu wypróbowany ;).

OSHEE Protein Bar | Oshee dorzuciło także batonik proteinowy (były różne wersje w zależności od wariantu pudełka). Po takie batoniki też zdarza mi się sięgać, choć niezbyt często to muszę przyznać, że proteinowe batony zawsze bardzo mi smakują!

SHEFOOT Plastry z pianką amortyzującą | W tej edycji dosłownie każdy produkt został dobrany z myślą o ćwiczeniach, nawet plasterki na otarcia u stóp. Takich specjalnych plastrów hydrokoloidowych jeszcze nie stosowałam, zawsze tylko najzwyklejsze plastry. Na pewno je sprawdzę, ale to już pewnie latem, bo wtedy najczęściej pojawiają się problemy z obcierającymi butami.

NIVEA Chusteczki do demakijażu Micellair | Jest też nowość od marki Nivea: chusteczki do demakijażu. Uniwersalny produkt, na siłownię, na co dzień, w moim przypadku również do kufra.

IMMUNOFIRSTAID Colostrum Maść | Najdziwniejszym produktem z tej edycji jest maść Colostrum łagodząca podrażnienia. Zawiera właśnie colostrum - czyli z tego co wyczytałam substancję pochodzenia zwierzęcego (odpada dla wegan) o bardzo wszechstronnym działaniu.




wtorek, 4 grudnia 2018

SHINYBOX Think Pink!

   Shinybox Think Pink to edycja, która dotarła do mnie co prawda już jakiś czas temu, ale znalazły się w niej ciekawe produkty, więc warto byłoby przyjrzeć się im z bliska :). Coś co zawsze cieszy mnie w beauty boxach to nowości rynkowe - chyba każdy lubi je wypróbowywać, a dzięki boxom czasem udaje nam się to zrobić w pierwszej kolejności. W Think Pink również pojawiło się coś z nowości za co duży plus! Tym razem miałam także niezłego farta gdyż udało mi się trafić na produkt, który od dawna miałam w planach zakupowych.


   Nowością rynkową w tej edycji jest pomadka od Bee Natural. Jest to balsam ochronny do ust na bazie wosku pszczelego dostępny w różnych wariantach zapachowych. Marka Bee Natural od niedawna jest dostępna w Rossmannie. Odkąd tylko się pojawiła byłam bardzo ciekawa tych balsamów i kupiłam wersję kokosowo-waniliową, a w Shiny to wariant o zapachu granatu. Pomadki są całkiem fajne, mają przyjemną masełkową konsystencję, ale spodziewałam się trochę więcej od zapachów (a te mnie nie porywają). Kolejnym produktem jest pełnowymiarowy krem do rąk Delia, z dodatkiem d-panthenolu. Kremy akurat mnie ani ziębią, ani grzeją, ale o aktualnej porze roku są w końcu bardzo przydatne. W tej edycji Shinybox pojawił się w kilku różnych wariantach, stąd różnice w zawartości - zmieniały się między innymi właśnie produkty do włosów od Il Salone Milano (w moim pudełku to akurat odżywka w sprayu). Kolejnym pełnowymiarowym kosmetykiem jest krem Biotanique - odżywczy krem probiotyczny. Z opisu wydaje się ciekawym produktem (ze względu na tę technologię probiotyczną i słynny olej z opuncji figowej), ale u mnie będzie musiał poczekać jeszcze na swoją kolej.



   Dodatkiem jest Apecontrol - suplement z Olimp Labs. Suplementy w boxach zwykle wzbudzają pewne kontrowersje, więc i tym razem będzie pewnie podobnie. Ja jeszcze nie wiem czy sama się na niego skuszę. Jako Ambasadorki Shinybox otrzymałyśmy poza standardową zawartością jeszcze dodatkowe produkty. Jednym z nich było serum Liq CC od LiqPharm, które od dawna miałam na chciejliście :). Serum ucieszyło mnie zdecydowanie najbardziej i od razu wzięłam się za testowanie - póki co sprawdza się bardzo dobrze. To lekkie serum z witaminą C. Z dodatkowych produktów pojawił się także krem Naturativ i ciekawe mydełko bursztynowe Aqua Baltic od marki Horfes.


niedziela, 25 listopada 2018

TEST KREMU ZA 500zł! | Eisenberg Soin Anti-Stress

   Czy krem za 500zł działa lepiej niż ten za 50zł czy 5zł? Dziś pod tym kątem przyjrzymy się kremowi od Eisenberg o działaniu przeciwstresowym i normalizującym: Soin Anti-Stress, z przeznaczeniem do stosowania na noc. Pielęgnacja Eisenberg nie jest dla mnie nowością, w tym roku wypróbowałam kilka kosmetyków tej marki i muszę powiedzieć, że fajnie się u mnie sprawdziły. Krem Anti-Stress polecany jest szczególnie dla cery wrażliwej i skłonnej do podrażnień. Mój typ skóry jak najbardziej się do niej zalicza (dla przypomnienia: mam cerę mieszaną, płytko unaczynioną i właśnie wrażliwą). Słoiczek 50ml to koszt około 480-505zł i jest to chyba najdroższy krem do twarzy jaki do tej pory używałam, ale czy najlepszy... przyjrzyjmy mu się nieco bliżej.


KONSYSTENCJA/FORMUŁA | Kosmetyk ma bardzo gęstą, zbitą konsystencję, taką "masełkową". Po pierwszym wrażeniu można by się spodziewać, że będzie to tłusty, ciężki krem, ale taki się jedynie wydaje kiedy bierzemy go na palec. Przy rozsmarowywaniu produkt topi się w kontakcie ze skórą i właściwie natychmiast się wchłania. Nie jest to jednak efekt podobny do ultra lekkich formuł, gdzie mamy wrażenie, że produkt gdzieś znika ze skóry. Delikatny film pozostaje na skórze, przyjemny, aksamitny w dotyku.

DZIAŁANIE | Mimo bogatej, nawilżającej formuły krem pozostawia skórę satynowo-matową, co przy skórze mieszanej, takiej jak moja, jest sporym plusem. Nałożony na dzień jednocześnie nawilża i ogranicza produkcję sebum, skóra tak szybko się nie wybłyszcza. Dla mnie jednak na dzień, pod makijaż jest zbyt treściwy (przy moich problemach z przetłuszczaniem wolę coś typowo matującego, albo naprawdę super lekkiego). Z kolei zastosowany na noc ładnie nawilża cerę (i nie zapycha), ale nie budzę się z przetłuszczoną strefą T. Generalnie spełnia obietnice producenta: regeneruje i wycisza skórę. Sprawdza się naprawdę fajnie, nie mogę mu nic zarzucić.

WYDAJNOŚĆ | Dzięki gęstej konsystencji krem jest bardzo wydajny. Ja używam go w niewielkich ilościach, bo moja skóra zdecydowanie lepiej reaguje na takie małe porcje.

ZAPACH | Krem na przyjemny, nienachalny zapach, lekko cytrusowy. Słoiczek również jest ładny i elegancki.

DOSTĘPNOŚĆ | Perfumerie i oczywiście internet: iperfumy.pl (Eisenberg Classique Soin Anti-Stress)


   I pora na podsumowanie... czy krem faktycznie wart jest swojej ceny? Jak wspomniałam wyżej, to naprawdę dobry krem, przyjemny w stosowaniu i o dobrym działaniu. Nie mogę mu nic zarzucić, więc jeśli cena Was nie zabija to oczywiście polecam. Pamiętajcie jednak, żeby nie nastawiać się na jakiś cud - większość kremów, których używałam w życiu cudów nie robiło i tak jest w tym przypadku. Działa jak ma działać, nawilża i łagodzi, ale nie można powiedzieć, że tańsze kremy również tego nie robią. Dodam jeszcze, że sama nie wyciągnęłabym takiej kwoty z portfela na krem, ale super że miałam możliwość go przetestować - właśnie tym bardziej, że normalnie znów spróbowałabym czegoś z niższej cenowo półki.


poniedziałek, 12 listopada 2018

ORLY jesienna kolekcja hybrydowa GelFX THE NEW NEUTRAL

   Jesienna kolekcja lakierów hybrydowych GelFX The New Neutral od Orly to sześć nowych odcieni, typowo jesiennych :). Ja w tym roku jakoś powoli przerzucam się na takie bardziej zgaszone kolory, aktualnie na paznokciach mam jeszcze klasyczną czerwień i dopiero teraz nabrałam ochoty na coś typowo jesiennego, bardziej przybrudzonego. W The New Neutral znajdziemy wyłącznie takie przygaszone odcienie, nude, bardzo modną ostatnio oliwkową zieleń, taupe, ceglastą czerwień.

   O lakierach hybrydowych Orly pisałam na blogu już nie jeden raz, a moje zdanie o nich jest nadal takie samo. To bardzo dobre hybrydy o odpowiedniej konsystencji (należą raczej do rzadszych niż gęstszych). Bez problemu się odmaczają w acetonie i nie sprawiają żadnych problemów - również rzadko zdarza im się "marszczyć" podczas utwardzania. Z trwałością jest również wszystko jak być powinno. Dla mnie dodatkowym plusem lakierów Orly jest fakt, że mają formułę 12 free (bez formaldehydu, DBP, toluenu itp.) dzięki czemu mają mniejszą skłonność do powodowania uczuleń.



SNUGGLE UP | Nudziak, przybrudzony, z domieszką różu. Bardzo uniwersalny i bezpieczny odcień.

MAUVELOUS | Brudny, herbaciany róż. Znacznie ciemniejszy od poprzednika.

SEIZE THE CLAY | Ciekawy odcień ceglastej, również lekko zgaszonej, ciepłej czerwieni.

CASHMERE CRISIS | Taupe, szaro-brązowy, bardzo fajny kolor.

FALL INTO ME | Jedyny metalik w kolekcji, w odcieniu chłodnego brązu. Sam w sobie może nie porywa, ale ładnie komponuje się z Cashmere Crisis.

OLIVE YOU KELLY | Hit tej jesieni czyli oliwka. Nietypowy, ale piękny odcień - zestawiałam go już ze złotymi płateczkami (w macie) i wyglądał super.



   The New Neutral to ładna, choć bezpieczna kolekcja kolorów. Moje typy to przede wszystkim oliwkowy Olive You Kelly, ale bardzo podoba mi się również Cashmere Crisis. Z kolei Seize the Clay świetnie wyglądał na dłoniach mojej mamy i fajnie jej się nosił, mimo że nie przepada za klasyczną czerwienią, więc może być dobrą alternatywą dla osób, które nadal nie przekonały się do czerwonych lakierów. Z tego co widziałam kolekcja zimowa będzie już bardziej szalona i błyszcząca :)!


czwartek, 1 listopada 2018

Perfumy: VERSACE Dylan Blue

   Dylan Blue od Versace to moim zdaniem idealny przykład na to jak flakon i cała otoczka reklamowa perfum, zupełnie nie idzie w parze z samym zapachem. Oczywiście to tylko moje subiektywne zdanie, z którym nie musicie się zgodzić, ale muszę przyznać że patrząc na buteleczkę Dylan Blue zupełnie nie spodziewałam się tego co poczułam. Flakon to trochę kicz i przepych, ale mimo to wygląda naprawdę ładnie - granat, sporo złota, bardzo ozdobny ale przyjemny w odbiorze. Obstawiałam, że Dylan Blue będzie może trochę cięższym zapachem, bardziej wieczorowym, a jak się okazało to typowo letnie, wręcz wakacyjne perfumy, kwiatowo-owocowe, trochę w typie limitowanek Escady. Szczerze mówiąc nigdy nie szukałabym takich słodkich owocków w złoto-granatowej butelce, raczej rozglądałabym się za przezroczystymi, jasnymi czy kolorowymi flakonami. Nie mówię, że to źle czy dobrze... po prostu mnie zaskoczyły :).

   Temat perfum nie przewijał się nigdy na blogu zbyt często, ale muszę przyznać że to druga ulubiona kategoria "beauty" zaraz po kolorówce. Nie jestem w tym temacie jakimś specem, co zawsze podkreślam, ale non stop sprawdzam jakieś nowe dla mnie zapachy w perfumeriach i testuję różne próbki. Ostatnio odkryłam kilka fajnych zapachów, więc jeśli tylko znajdę czas to o nich napiszę, ale dziś pod lupą: Dylan Blue.


   Jeśli znacie limitowane edycje Escady na lato to będą one dobrym punktem odniesienia. Dylan Blue to właśnie coś w tym typie, choć w moim odczuciu jest trochę mniej typowo owocowy niż to ma miejsce u Escady. Więcej w tym zapachu kwiatów i trochę piżma, mydlanych nut, ale generalnie to taki słodki, owocowy zapach, który ja najchętniej nosiłabym właśnie latem. Wśród poszczególnych nut znajdziemy zielone jabłko, koniczynę, czarną porzeczkę, ale też jaśmin, różę, brzoskwinię, owoc dzikiej róży, niezapominajki i nuty piżma w podstawie. Dla mnie Dylan Blue pachną jak miks owoców i kwiatów, nie mam raczej wrażenia poszczególnych wybijających się nut. I choć znajdą się tacy którzy używają ich cały rok (jak moja mama), to ja wybrałabym je właśnie na lato.




   Warto dodać, że nie jest to zapach trudny, skomplikowany, skłaniający to tworzenia wielkich wywodów na jego temat. To raczej łatwe owocki, co nie znaczy że złe - ja takie całkiem banalne zapachy również lubię i uważam, że do wakacyjnych klimatów nadają się idealnie, choć Dylan Blue to taki zapach który raczej nie będzie raził o żadnej porze roku. Gdybym miała przyporządkować je dla jakiejś grupy wiekowej to pewnie strzeliłabym, że będzie podobał się głównie bardzo młodym osobom, ale to jednak trochę takie stereotypowe przydzielanie. Przykładem jest właśnie moja mama, której ten zapach od razu się spodobał - lubi zapachy mocno owocowe, z dodatkiem egzotycznych owoców, w typie Escady, szczególnie takie które pachną mango, marakują czy melonem. Dylan Blue nie są aż takim egzotycznym sorbetem, ale będą pewnie pasować osobom, które preferują podobne klimaty. Trwałość nie jest powalająca, dlatego oczywiście warto najpierw sprawdzić próbkę! Perfumy zamawiałam jak zawsze na iperfumy.pl (Dylan Blue Pour Femme)- jak zwykle polecam, bo tanio i dobrze.



czwartek, 25 października 2018

REVOLUTION PRO: Paleta Regeneration Unleashed

   Kilka dni temu (19 października) w Rossmannach swoją premierę miało Revolution Pro - siostrzana marka Makeup Revolution. Właśnie jestem na etapie testów różnych nowości od Revolution Pro i w oko wpadła mi już jedna z palet: Regeneration Unleashed. Nowe paletki wyglądają nieco inaczej niż pozostałe palety z Revolution, ale moim zdaniem na plus (za to samo wykonanie paletki już bardzo przypomina inne palety marki). Regeneration Unleashed to piękny zestaw brązów, fioletów, złota, przybrudzonych róży i miedzi. Kolory zdecydowanie moje, takie w sam raz na co dzień i nie tylko, a przy tym mniej zachowawcze od typowych brązowo-beżowych zestawów :).

   Revolution Pro dostaniecie w wybranych Rossmannach (z tego co widzę z reguły są to większe drogerie) i oczywiście na różnych drogeriach internetowych (np. Cocolita). Ceny za paletki wypadają bardzo podobnie do innych palet marki, koszt palety z dzisiejszego wpisu to ok 39zł.


   Pewnie wiele z Was zastanawia się czy Revolution Pro będzie oznaczało również inną, może lepszą jakość. Testując różne kosmetyki z paczki pr-owej oczywiście niektóre przypadły mi do gustu bardziej, a inne mniej i choć ogólnie mam wrażenie, że Revolution stopniowo coraz bardziej ulepsza swoje produkty, to generalnie w przypadku Revolution Pro jakość wypada raczej podobnie do innych kosmetyków MUR. Jak wiecie ja bardzo lubię ich cienie i są dla mnie wystarczające, a na bazie wyglądają naprawdę ładnie. Jednak jeśli szukacie takiej naprawdę turbo mocnej pigmentacji to z reguły trzeba wydać przynajmniej dwa-trzy razy więcej na paletę. Revolution ma za to bardzo dobry stosunek ceny do jakości!

   Regeneration Unleashed również wypada porównywalnie do innych palet marki (np. czekoladowych palet). Cienie mają fajną formułę, pigmentacja jest całkiem dobra, a maty nie są przesadnie suche czy kredowe. Zestaw kolorów również bardzo na plus choć osobiście dorzuciłabym tu jeszcze jasny, beżowy mat, który najchętniej widziałabym w każdej palecie ;).



   Regeneration Unleashed wydaje się idealna na jesień. Cienie są dobrej jakości, ale nie na tyle mocne żeby zrobić sobie nimi krzywdę, więc u mnie sprawdzała się dobrze do szybkich dziennych makijaży. Ciekawa jestem czy wpadło Wam coś w oko z Revolution Pro i czy skusiłyście się na jakieś nowości :).


piątek, 19 października 2018

SHINYBOX Coś pięknego!

   Tradycyjnie zajrzymy również do wnętrza ShinyBoxa, który i tym razem przygotował bogatą zawartość pudełka - zdecydowanie jest co testować. Produktów w tym boxie było naprawdę sporo, a dodatkowo pojawiły się różne warianty pudełka, więc można było natrafić na mniej lub bardziej trafione kosmetyki. Ja jestem ze swojej wersji zadowolona, ale przeglądając zawartość innych pudełek od razu rzuciły mi się w oczy takie marki jak Kueshi, którą bardzo lubię albo Boho Beauty (mają świetne gąbki), do których akurat nie miałam szczęścia ;).


AUSSIE Szampon + odżywka | W pudełku mogliśmy znaleźć dwie miniatury produktów do włosów od Aussie. Ja tę markę bardzo lubię, nie tylko za ładne zapachy (zawsze pachną mi gumą balonową), ale też za dobre działanie do codziennego użytku. Miniatury z beauty boxów zawsze zabieram na wyjazdy albo na basen.

COUGAR Olejek do twarzy | Ciekawym kosmetykiem w tej edycji jest na pewno olejek do twarzy z brazylijską papają i kwasem hialuronowym. Lubię wszelkiego rodzaju olejki, więc i ten chetnie sprawdzę zwłaszcza, że takiego z papają jeszcze nigdy nie stosowałam.

SAPE Maska do twarzy | Najfajniejsza z całego pudełka jest chyba maseczka oczyszczająca od Sape. To taki najciekawszy produkt, z fajnej i nieoklepanej marki. W tym przypadku akurat cieszę się, że trafiłam na maseczkę, a nie na jakiś inny kosmetyk :).

STR8 Żel pod prysznic | Shiny pomyślał również o czymś dla mężczyzn. Jest to dodatek, który pojawił się w pudełkach u części subskrybentek spełniających określone zasady. Nie lubię niektórych zapachów od STR8, ale ten żel pachnie całkiem całkiem, podoba mi się.

HIALU PURE Serum z kwasem hialuronowym | Serum zawsze na plus (zdecydowanie wolę testować nowe serum niż kolejny krem!). Serum z kwasem hialuronowym miałam nie raz i nie dwa, ale z tej marki jeszcze nie miałam okazji - aczkolwiek zazwyczaj specjalnie się między sobą nie różnią. Dla mnie to totalnie uniwersalny kosmetyk, do mieszania z kremami, olejkami czy pod krem.

BIOTANIQUE Naturalny krem odżywczy | Pełnowymiarowym produktem w tej edycji jest krem odżywczy Biotanique, który znalazł się w każdym wariancie Shinyboxa. Osobiście nie lubię kiedy w pudełkach pojawiają się kremy, nie za bardzo lubię w tej kategorii testować kolejne nowości i nie używam codziennie kremów (moja pielęgnacja to raczej lekkie serum, lotion, albo olejki), ale domyślam się, że pewnie inni testują kremy chętnie. O tym kremie słyszałam co nieco dobrego, więc kto wie, może się skuszę.

BEAUTE MARRAKECH Dezodorant ałunowy w sprayu | Całkiem fajnym pomysłem na kosmetyk do boxa jest ten naturalny dezodorant ałunowy - kto lubi takie dezodoranty to się ucieszy, a kto nie miał ten może spróbować. Mnie ucieszył, bo ałun miałam okazję stosować jedynie w czystej postaci zwilżanego kamienia. Taki ałunowy dezodorant w sprayu kupowałam jedynie mamie, która była zadowolona, ale ja jakoś nigdy nie wypróbowałam tego typu dezodorantu, więc będzie wreszcie okazja.



czwartek, 18 października 2018

🞘 beGlossy Filozofia Piękna 🞘

   Hej! Przed nami kolejny beGlossy: Filozofia Piękna. Możecie zauważyć, że tym razem również samo pudełko zmieniło wygląd nawiązując do zawartości. BeGlossy w tym miesiącu proponuje zestaw skupiony na pielęgnacji skóry po minionym lecie, ale kolorówka również się znalazła :). Mamy również coś z nowości rynkowych, które zawsze cieszą mnie w pudełkach, bo można wypróbować je zanim skuszą nas ze sklepowej półki.


BIODERMA Sebium Gel Moussant | Delikatny żel myjący do cery tłustej i mieszanej od Biodermy to w moim odczuciu bardzo praktyczny kosmetyk z tego boxa. Nie wiem jak to wygląda u Was, ale ja żele/pianki myjące do twarzy zużywam dość szybko, więc nie ma opcji żeby się u mnie zmarnowały. Biodermę lubię, tego jeszcze nie miałam, ale już zdążyłam go wstępnie wypróbować (pierwsze wrażenie na plus).

GOLDEN ROSE Matte Crayon Lipstick | Jest wspomniana kolorówka - matowa kredka do ust od Golden Rose! Te kredki są bardzo fajne, aksamitne i komfortowe w noszeniu (zresztą pewnie dobrze je znacie). Troszkę może szkoda, że nie jest to jakiś nowszy kosmetyk, ale nie będę narzekać, bo to fajne kredki - kwestia tylko utrafić z kolorem. U mnie to czerwień, a jak wiecie to jeden z moich ukochanych odcieni na ustach!

CLOCHEE Maseczka | W Glossy pojawiły się także maseczki z Clochee, w dwóch różnych wariantach. Maseczki zawsze mile widziane.

NATURE BOX Szampon z olejem awokado | I mamy naszą nowość rynkową: miniaturę szamponu Nature Box. Marka atakowała mnie z każdej strony, więc będę miała okazję się przekonać czy warto dać się skusić. U mnie większość szamponów działa podobnie (tzn. myje :D), więc szampony same w sobie nie są dla mnie specjalnie porywającą kategorią kosmetyków, ale te z Nature Box mają być pozbawione wszystkich niemile widzianych substancji (silikonów, parabenów itp.), więc dobrze będzie je sprawdzić.

BIAŁY JELEŃ Koncentrat pod oczy | To największe pudełko, które widzicie na zdjęciu to koncentrat pod oczy od marki Biały Jeleń. Miałam chyba kiedyś ten produkt w postaci małych próbek-saszetek. Ciekawa jestem czy Biały Jeleń ma fajne produkty do pielęgnacji, bo znam głównie żele pod prysznic i oczywiście największy klasyk - mydło.

BIOOLEO Olej awokado + green tea | Ostatnim produktem w boxie jest olej Biooleo, który nie wywołał może u mnie szybszego bicia serca, ale oleje zawsze są przeze mnie mile widziane (w końcu uniwersalne). Tu mamy wersję oleju awokado z zieloną herbatą o całkiem przyjemnym zapachu.



   Dajcie znać czy coś z tej edycji wpadło Wam w oko. Ja najbardziej cieszę się z matowej kredki Golden Rose (czerwonej jeszcze nie miałam z tej serii) i szamponu Nature Box - chociaż to tylko miniaturka, ale chciałam go wypróbować ;).


czwartek, 4 października 2018

PRZEGLĄD NOWOŚCI KOSMETYCZNYCH | JESIEŃ 2018

   Wraz z nadejściem sezonu jesienno-zimowego pojawia się sporo ciekawych nowości kosmetycznych, a konkretniej kolorówkowych. To zawsze tych zapowiedzi wyczekuję najbardziej, bo co prawda na wiosnę i lato marki też wprowadzają wiele limitowanych kolekcji, ale w mój gust zazwyczaj bardziej trafiają jesienne odcienie cieni czy pomadek. Sezon jesienno-zimowy to przecież także już świąteczne kolekcje, które są przygotowywane z największym rozmachem i w najpiękniejszych opakowaniach! To zawsze jakieś pocieszenie na rozpoczynającą się szaro-burą porę roku ;). Dziś lecimy z przeglądem tych najciekawszych, moim zdaniem nowości.


URBAN DECAY | UD wchodzi z nową wersją palety Naked - tym razem to Naked Cherry, która moim zdaniem świetnie wstrzela się w aktualne trendy... i niestety również dla mnie wydaje się bardzo kusząca. Kolorystyka ciepła, ale przybrudzona, dla mnie bardzo uniwersalna, bo uwielbiam taką tonację. Chociaż jak się przyjrzeć na same odcienie to paleta wydaje się mimo wszystko wtórna, choć nadrabia kampanią reklamową. Póki co jeszcze nie ma jej w sprzedaży, ale powinna być dostępna w polskich Sephorach.


HUDA BEAUTY | Myślę, że jedną z największych makijażowych premier tego sezonu będzie z pewnością nowa paleta Hudy, a trzeba przyznać, że o marce jest bardzo głośno, więc i o nowej palecie będzie huczało. Tym razem to nieco większa paleta w bardziej stonowanej kolorystyce, stąd nazwa - Nude. Przyznam szczerze, że na pierwszy rzut oka bardzo mi się podoba, ale z paletami tej marki mam problem, bo choć mają przepiękne zestawienia kolorów to są mam wrażenie, że jakość nie idzie w parze z ceną. Może się mylę, ale zawsze takie wrażenie miałam po testach w Sephorze (może na oku dają radę?).


HUDA BEAUTY | Z kolei te kompaktowe paletki cieszą się lepszymi opiniami, nie spotkałam się z narzekaniem na suche maty jak w przypadku większych palet, więc póki co bardziej skłaniam się ku tej wersji (są też w dużo niższej cenie ok. 129zł). Nowa seria inspirowana kamieniami szlachetnymi totalnie mnie zachwyciła, a szczególnie wariant czerwony i fioletowy. Nie mogę się zdecydować który bardziej! Czekam aż pojawią się w Sephorze :).


JEFFREE STAR | Jako fanka Jeffree Stara zawsze śledzę nowości, które wprowadza do swojej marki <3. Jakiś czas temu do sprzedaży weszły płynne rozświetlacze, które akurat specjalnie mnie nie kusiły, ale nowe rozświetlacze prasowane zapowiadają się genialnie! Wyglądają na świetne duochromy, ale nie takie po prostu opalizujące jakich teraz jest pełno - wydaje mi się, że te będą miały jednak bazę w jednym kolorze, a połysk w drugim. To z pewnością coś zupełnie innego w kategorii rozświetlaczy. Ponadto będą również konturówki, ale te raczej mnie nie skuszą.


MIYO | Tej palety chyba nie trzeba nikomu przedstawiać: Miyo x Beautyvtricks rozeszła się jak świeże bułeczki. Nic w tym dziwnego, bo paletka ma piękne kolory, pigmentacja też powinna być fajna (Miyo zawsze miało rewelacyjnie napigmentowane cienie), a do tego cena bardzo przystępna (około 60zł). Sama skusiłam się na tę paletkę, czekam aktualnie na przesyłkę ^ ^.


WIBO | Nowości Wibo bywają z roku na rok coraz bardziej kontrowersyjne... marka coraz mocniej "inspiruje" się innymi markami. Mało komu się to podoba i ja sama zawsze jestem za oryginalnością, bo nie cierpię kopiowania, ale mam wrażenie, że ta strategia po prostu im się sprawdza (w końcu wiele osób będzie chciało wypróbować odpowiednik Anastasii, Nabli, Tarte czy czego tam jeszcze). W tym sezonie Wibo bardzo mocno nawiązało do palety Nabli, moim osobistym zdaniem tym razem to już przegięcie, a nie produkt w podobnym stylu i na te paletę się nie zdecyduję, bo po prostu nie przepadam za cieniami Wibo. Poza cieniami pojawią się dwa warianty pudrów: prasowany oraz sypki (w stylu Givenchy) i tu przyznam szczerze, że sypki chyba kupię. Ma być to mix pudrów w różnych odcieniach wyrównujących koloryt cery. Pojawią się jeszcze metaliczno-matowe pomadki, ale jeśli będą równie kiepskiej jakości jak te które marka miała ostatnio to raczej nie będzie warto.



LOVELY | Siostrzana marka Wibo poszła w cukierkowo-cyrkowe klimaty. Lovely szykuje nową kolekcję, która jakoś strasznie mnie nie pociąga, ale kilka propozycji jest całkiem ciekawych. Będzie na pewno paletka cieni (zupełnie mnie nie kusi), brokatowa maseczka, kilka wariantów rozświetlaczy (póki co te też mnie nie kuszą, ale warto pamiętać, że zarówno Wibo jak i Lovely ma bardzo przyzwoite rozświetlacze) i bibułki matujące. Najciekawszy wydaje mi się jednak Magic Frog - zielony produkt utleniający się, który można zastosować na usta i policzki. Utleniające pomadki już były, ale róże... coś innego!

L'OREAL | Les Chocolats to seria płynnych pomadek z linii Infallible. Pomadki ponoć pachną czekoladą i większość odcieni jest również czekoladowych ;). Les Chocolats są dostępne w Rossmannach, ale w moim akurat ich nie mają i nie miałam jeszcze okazji zobaczyć ich z bliska. Z tego co widziałam do Polski trafiła niestety bardzo okrojona gama kolorystyczna. L'Oreal ma również nową paletkę cieni - Berry Much Love.


NYX | Nyx to marka, którą bardzo lubię, również za fakt, że zawsze nadąża za aktualnymi trendami w makijażu. Nowa kolekcja akurat ani mnie ziębi ani grzeje - nie czuję się skuszona ani pomadkami ani paletkami. Oczywiście gdybym obejrzała je na żywo być może zmieniłabym zdanie, ale póki co porządnego salonu Nyxa w Krakowie wciąż brak (Nyx...błagam Was!). Już bardziej podobają mi się opalizujące, duochromowe błyszczyki Midnight Chaos (na pierwszym zdjęciu w tym wpisie).



COLOURPOP | Z marką ColourPop jakoś nigdy nie było mi po drodze, ale w końcu na pewno to zmienię. Jednak na pewno nie z ich nową paletą Ooh La La, bo choć paletka bardzo słodka i cukierkowa to jakoś nie do końca mnie przekonuje (może aż zbyt różowa?). Jeśli są tu fanki różowych cieni to myślę, że powinna im się podobać. Marka dostępna oczywiście online.

KAT VON D | Paleta róży i rozświetlaczy Fetish od Kat von D wygląda bardzo świeżo i wiosennie. Całkiem ładne kolory i jeśli paleta do nas trafi to na pewno solidnie ją obmacam. Mam jednak spore wątpliwości czy będzie okazja, bo wiele z nowości czy limitowanych kolekcji niestety nie trafia do Polski, a szkoda. Póki co jestem wierna pomadkom od Kat!


MAKEUP REVOLUTION | W tym zestawieniu nie mogłoby zabraknąć marki, która jak żadna inna pędzi z nowościami! Mowa oczywiście o Revolution, które niebawem wchodzi do Rossmannów z ich podserią Revolution Pro (o której też wkrótce powiem Wam coś więcej ^ ^). Poza tym jest mnóstwo innych nowości, z których wybrałam tylko kilka, bo marka ma tak wiele nowych produktów, że nie sposób pokazać wszystkich. Mnie zaciekawiły jak zwykle nowe wersje serduszek - na stronie głównej można kupić zestaw Heart Heaven z takimi wariantami jak Gingerbread Heart, Candy Cane Heart czy Marzipan Heart. Brzmi mega kusząco, ale nie widziałam tych wariantów poza zestawem. Pojawiły się także wypiekane rozświetlacze "diamenty" i serduszko Dark Angel. Cała masa nowych pędzli, nowe podkłady i czekoladowe palety (np. Macaroons Palette).



FENTY BEAUTY | Nie sposób pominąć Fenty Beauty by Rihanna, tym bardziej że marka miała niedawno premierę w Polsce. Powiem Wam szczerze, że to jedna z tych marek, do których kompletnie mnie nie ciągnie, sama nie wiem dlaczego. Zdarza mi się, że po czasie coś mi się odmienia, ale na chwilę obecną z Fenty nie mam nic i nie planuję zakupów. Zapowiedź nowej palety również nie zrobiła na mnie wrażenia, kolory jakieś nie moje a sama reklama mnie nie zachęciła.
INGLOT | Nasz rodzimy Inglot niedawno wkroczył z pastelową kolekcją Call Me Ballerina. Mam wrażenie, że niektóre kolekcje Inglota są świetnie przemyślane i fajnie się wstrzelają w aktualny moment, a inne... zupełnie nie ;). Osobiście z "baleriną" próbowałabym raczej na wiosnę niż na jesień, ale może tylko ja mam takie wrażenie niedopasowania. Z tej serii nic mnie nie kusi: pomadki nie powaliły mnie ani jakością ani kolorami, olejki czy konturówki do ust nie wywołały u mnie szybszego bicia serca ;). Dużo fajniejszą, ciekawszą kolekcją była oczywiście ta we współpracy z J.Lo!



TOO FACED | Coś totalnie uroczego zawsze znajdziemy w Too Faced. Gingerbread to ich nowa propozycja, paleta cieni pełna jesiennych kolorów - złota, brązu, fioletów. Ładny zestaw, podoba mi się, ale jeszcze bardziej przemawia do mnie już nie taka najnowsza Chocolate Gold, którą ciągle mam na wishliście.

LANCOME | Pamiętacie słynny rozświetlacz z różą od Lancome? Tym razem marka zaproponowała inny wariant tego cuda w bardziej beżowo-złotym odcieniu. Nadal nie wiem co o tym sądzić, bo nigdy nie miałam go w rękach. Na zdjęciach wygląda naprawdę cudnie, ale czy to czasem nie jest zwykła sztuczna róża oprószona rozświetlaczem ;). Kiedyś myślałam, że cała wykonana jest z pudru, ale szybko okazało się, że to tylko materiałowy kwiat z cienką warstwą proszku (za kupę kasy!).


ANASTASIA BEVERLY HILLS | Na koniec zostawiła kolejną wielką premierę - ABH pojawi się wreszcie stacjonarnie w Polsce! Szafy z Anastasią już widziałam w Sephorach, nie mogę się doczekać aby na żywo posprawdzać wszystkie palety :). Póki co dostępne były jedynie mini zestawy matowych pomadek (ale niestety tylko w jednym wariancie kolorystycznym). Najnowszą paletą od ABH jest Sultry, przydymiona, bardziej jesienna kompozycja. Podoba mi się, ale bardziej urzeka mnie fioletowa Norvina :).


Dajcie znać co kusi Was z tych nowości <3

niedziela, 30 września 2018

ROZŚWIETLACZ SENSIQUE (zamiennik ABH AMREZY)

   Rozświetlacz, który od momentu pojawienia się w sprzedaży stał się super popularny - a to wszystko za sprawą Daniela Sobieśniewskiego, który porównał go ze słynnym rozświetlaczem Anastasia Beverly Hills Amrezy (za który trzeba było zapłacić w przedziale 160-230zł). Uwielbiam takie tanie zamienniki, bo efekt jest bardzo podobny lub właściwie identyczny jak właśnie w przypadku tych dwóch rozświetlaczy, a cena... ponad dziesięciokrotnie niższa ;). Na rozświetlacz ABH nigdy się nie skusiłam, bo choć zachwyca nie tylko efektem, ale także przepięknym opakowaniem, to jednak cena była wysoka, a ja mam już niejeden rozświetlacz o podobnym wykończeniu. Za to Sensique to wydatek rzędu 15zł (a aktualnie w promocji do kupienia za 9,99zł!).


   Rozświetlacz jest w formie prasowanej (chociaż sypki rozświetlacz Sensique również bardzo polecam). Ma miękką, bardzo przyjemną formułę i daje oczywiście piękny efekt jednolitej tafli połysku. Aktualnie wybór rozświetlaczy z przeróżnych marek jest naprawdę ogromny, ale ten rozświetlacz mimo wszystko wyróżnia się na plus. Można nim uzyskać mocny błysk o idealnie gładkiej powierzchni <3. Muszę również dodać, że jest to bardzo uniwersalny produkt, bo rozświetlacz Sensique ma mój ulubiony odcień wanilii - nie za ciepły, nie za chłodny, więc będzie pasował prawie każdemu.


   Jednym słowem - warto :)! Myślę, że to produkt, który docenią zarówno wizażyści jak i wszystkie inne osoby na swój własny użytek, bo rozświetlacz jest bardzo uniwersalny i daje przepiękny efekt tafli. Dajcie znać czy też macie ten rozświetlacz w swoich zbiorach, a jeśli jeszcze go nie znacie to bardzo polecam Wam to cudo :). Zwłaszcza teraz kiedy w Drogeriach Natura można kupić go za całe 9,99zł!


środa, 26 września 2018

NOWOŚĆ: JOANNA Botanicals for Home Spa z mleczkiem owsianym

   Botanicals for Home Spa to nowa seria pielęgnacyjna marki Joanna, która została podzielona na trzy linie zapachowe z różnymi składnikami aktywnymi: z czarną różą, mleczkiem owsianym i konopiami . Ja ostatnio testowałam serię Oat Milk - właśnie z mleczkiem owsianym o delikatnym zapachu i nawilżających właściwościach. Nie wiem jak Wam, ale marka Joanna kojarzy mi się zawsze z tymi fajnie pachnącymi owocowymi peelingami, lata temu to były moje ulubione peelingi! Potem jakoś o nich zapomniałam, ale teraz miło było wrócić z pewnym sentymentem, do tej pielęgnacji ;).


   W każdej z serii znajdziemy żel pod prysznic, peeling, balsam oraz krem do rąk. Jeśli jesteście fankami delikatnych, takich nieco kremowych zapachów, to linia z mleczkiem owsianym powinna Wam ładnie pachnieć i na pewno nie będzie też męczyć z czasem. Dla mnie ten zapach jest przyjemny i jednocześnie na tyle uniwersalny, że odpowiedni na każdą porę roku. Tę linię można podsumować krótko: lekka formuła i nawilżające działanie. Balsam super szybko się wchłania, a żel nie wysusza skóry. Moim zdaniem zdecydowanie dla niewymagającej skóry - dla tej z silną tendencją do przesuszania pewnie nawilżenie będzie za słabe. Peeling to z kolei taki umiarkowany zdzierak.



    Fajna seria o miłym zapachu dla mało wymagającej skóry (mocno suchej skórze polecałabym coś bardziej odżywczego). W aktualnym zalewie najróżniejszymi nowościami kosmetycznymi taka seria wydaje się zaledwie poprawna, ale przecież te produkty do podstawowej pielęgnacji przydają nam się najbardziej, więc o nich też warto wspomnieć ;). Dla mnie w sam raz do codziennej pielęgnacji - balsam natychmiastowo się wchłania, więc nadaje się nawet do szybkiej aplikacji zaraz przed założeniem ubrania. A do Joanny na pewno jeszcze wrócę (właśnie sobie przypomniałam, że miałam kiedyś boskie waniliowe masło do ciała tej marki, które pachniało genialnie!).

poniedziałek, 17 września 2018

NOWOŚCI MAKEUP REVOLUTION | Paleta KISU & paletki IMOGENATION

   Makeup Revolution w ostatnim czasie wprowadziło do swojej oferty kolejne kuszące nowości (chyba nie ma drugiej marki, która tak szaleje z nowościami!). Mowa o paletkach stworzonych w drodze współpracy z kolejnymi osobami ze świata beauty - palecie cieni Kisu oraz dwóch paletkach Imogenation, do oczu i do twarzy. Wszystkie trzy palety od razu bardzo mi się spodobały, nie tylko dzięki wyjątkowo ładnym opakowaniom, ale przede wszystkich przez fajne zestawienia kolorów (i dobrą jakość!). Przede wszystkim nie ma nudy i powtarzalności, kolory są w gruncie rzeczy bezpieczne, ale w jednej i drugiej palecie pojawiły się również żywsze kolory, które fajnie je urozmaicają.


   Paletka Kisu ma urocze różowe opakowanie, które zamknięto dodatkowo w kartonikowym pudełku w marmurkowy wzór (kusi już przed otwarciem palety). Tworzywo, z którego wykonano paletę jest matowe, przez co wygląda ładnie, ale będzie się też na pewno bardziej brudzić. Paleta w polskich drogeriach internetowych kosztuje w granicach 50zł.

   W palecie Kisu umieszczono 16 cieni do oczu i dwa rozświetlacze (jeden waniliowy, drugi w kolorze jasnozłotym). Fajnie, że dołożono rozświetlacze, bo one zawsze się przydają, czy to na kości policzkowe czy do wykończenia makijażu oka. W paletce dominuje ciepła kolorystyka, miks cieni matowych i błyszczących. Nie zabrakło bazowego matu w beżowym kolorze i kilku beżowo-brązowych cieni do wymodelowania powieki. Poza nimi mamy błyszczące brązy, miedź, złoto i kilka niestandardowych odcieni: rose gold, ciemny turkus czy musztardę.



   Druga paleta Imogenation to również w przewadze ciepłe odcienie z dodatkiem niestandardowych kolorów (również 16 cieni) plus cztery większe pudry, które mogą być używane jako cienie transferowe lub po prostu pudry do konturowania. Muszę dodać, że obydwie palety Imogenation mają genialne, holograficzne opakowania, które mienią się na tęczowo W paletce Imogenation również nie zabrakło podstawowego matowego waniliowego cienia i czarnego matu. Są w niej cienie zarówno matowe jak i błyszczące: jasne, rozświetlające odcienie, brązy, miedź, bordo, ale również jasny pomarańcz, czerwień czy błękit. Moim zdaniem bardzo udane zestawienie kolorów!


   Poniżej możecie zobaczyć swatche obydwu palet: po lewej stronie paletka Kisu, po prawej Imogenation. Obydwie paletki mają fajną pigmentację i formułę cieni, na poziomie powiedzmy lepszych palet z Revolution (np. czekoladowych). Dla mnie to wystarczający poziom pigmentacji, nie najlepszy jaki można spotkać, ale taki na piątkę.


   Poza paletami cieni jest jeszcze jedna paleta pudrów do konturowania, również z serii Imogenation - Highlight to the Moon. Paletka mieści dziewięć pudrów, sześć matowych i trzy rozświetlające. Z matów mamy dwa jasne kolory: jeden jaśniutki beż dobry pod oczy albo do rozjaśniania wybranych części twarzy, drugi jasno-żółty, bananowy. Jeden z odcieni to taki pośredni, ciepły kolor, fajny do ocieplania cery, na policzki. Kolejno mamy trzy brązery, jasne i ciemniejsze, w ładnej, raczej chłodnej tonacji. Rozświetlacze są naprawdę różne: jeden intensywny, chłodny o nieco kremowej formule, drugi podobny (podzielony na dwa różne odcienie) ale w ciepłej tonacji i trzeci już bardziej suchy, wypiekany, w kolorze jasnego złota. Moim zdaniem to fajna paletka, bardzo uniwersalna, idealna do zabrania na wyjazd. Od razu się z nią polubiłam :).



   Moim zdaniem to jedne z bardziej udanych palet Revolution, a przerobiłam ich naprawdę mnóstwo :). Zresztą mam wrażenie, że marka z roku na rok poprawia jakość swoich kosmetyków, a palety cieni które ukazały się w przeciągu ostatniego roku są nieporównywalnie lepsze od pierwszych cieni jakie marka wprowadziła do sprzedaży. Jeśli kolorystyka do Was przemawia to polecam :).