piątek, 13 kwietnia 2018

TEST: KOBO PROFESSIONAL by Daniel Sobieśniewski

Kiedy emocje i fala zachwytów po wprowadzeniu dodatkowej "szafy" KOBO do sieci Drogerii Natura i tym samym nowej serii kolorówki stworzonej we współpracy z Danielem Sobieśniewskim już opadły, pora na recenzję na chłodno. Nie oznacza to wcale, że posypie się lawina minusów, bo już na wstępie muszę zaznaczyć, że byłam pewna od samego początku, że linia sygnowana nazwiskiem Daniela będzie sukcesem i nie pomyliłam się. Śledzę markę Kobo odkąd pojawiła się na rynku i z każdym rokiem wprowadzają do oferty coraz lepsze produkty, ale ta kolekcja okazała się zdecydowanie najlepszą z dotychczasowych i myślę, że to właśnie nowej serii najbardziej warto się przyjrzeć.


Dodatkowe szafy Kobo pojawiły się w większości (choć z tego co się orientuję nie wszystkich) Drogerii Natura. W nowej serii pojawiło się znacznie więcej produktów sugerujących profesjonalny użytek: palety cieni, brązerów, rozświetlaczy z wymiennymi wkładami, bazy korygujące koloryt cery czy te odpowiednie do różnych typów skóry. Zresztą w moim odczuciu Kobo to taka marka, która z jednej strony jest drogeryjna, przystępna cenowo i fajna na swój własny użytek, a z drugiej na tyle dobra, że spokojnie mogą używać jej profesjonaliści.

W serii pojawiło się aż osiem różnych palet z wymiennymi wkładami, ale moim zdaniem najpiękniejsza z nich to zdecydowanie My Favorite Colors z dziewięcioma cieniami w ciepłej tonacji. W palecie znalazły się trzy odcienie błyszczące i sześć matowych. Poniżej możecie zobaczyć swatche na ręce, które może nie wyglądają powalająco, ale celowo pokazuję je właśnie w takiej formie bez żadnego podrasowania, bo dobrze ukazują różnicę między matami a cieniami błyszczącymi. O ile te połyskujące są mięciutkie i kremowe, to maty należą do tych mocno suchych, a więc baza poprawiająca przyczepność cieni do skóry będzie konieczna! Na bazie pokazują cały swój urok i pigmentację, która jest naprawdę mocna tyle, że potrzebuje odrobiny "przyklejenia" do skóry :). Moim zdaniem to świetna paleta, kolory bardzo na czasie, szczególnie ciemna czerwień i błyszczący pomarańcz należą do moich ulubionych.



W nowej serii pojawiło się całe mnóstwo produktów do twarzy, podkładów, pudrów i baz. Ja wypróbowałam podkłady z serii Mattyfying Liquid Foundation oraz Camouflage Liquid Foundation. Obydwa uważam za udane, dobre podkłady o fajnym poziomie krycia (średniego w kierunku mocnego). Nie są to dla mnie może podkłady numer jeden, ale wierzcie mi - w tej kategorii naprawdę ciężko mi dogodzić. Są w porządku, warto spróbować i co istotne mają bardzo jasne odcienie w gamie! To chyba jedne z najjaśniejszych drogeryjnych podkładów jakie można dostać.

Sprawdziłam też podkład mineralny (w pudrze) Mineral Series Loose Foundation . Tutaj porównanie robiłam do mineralnej kolorówki z prawdziwego zdarzenia, więc nie nastawiałam się na cuda, ale powiem Wam że ten podkład zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Mam wrażenie, że jest znacznie mniej problemowy w aplikacji niż typowe minerały, siada na skórze jak aksamit, bardzo ładnie kryje i ma lekko rozświetlające wykończenie. Z trwałością się nie wypowiadam, bo u mnie wszystkie mineralne podkłady trzymają się bardzo słabo, więc nie umiem nawet tego obiektywnie porównać. Myślę, że na lato będzie w mojej ścisłej czołówce, bo mój odcień Gold jest teraz dla mnie trochę za ciemny. Poza podkładem w serii mamy również korektor mineralny, ma jasne odcienie i naprawdę mocne krycie jak na sypkie minerały!

Ponadto mamy jeszcze mineralny puder w kompakcie, tutaj też Wam dużo nie powiem, bo tego typu pudry traktuję jako "szybki poprawiacz" do torebki i rzadko kiedy nakładam je na całą twarz. W serii jest jeszcze jeden podkład - Cushion Foundation, matujący podkład o lekkiej, niewyczuwalnej na skórze formule. To podkład dla osób, które lubią bardzo lekki, delikatny makijaż i nie potrzebują mocnego krycia. Ten podkład to właściwie taka śmieszna gąbeczka nasączona podkładem, który nabieramy drugą gąbką. Opakowanie jest pomysłowe i higieniczne.

Z kolei średnio zadowolona jestem z Kamuflującego płynnego korektora. W tym przypadku liczyłam na wiele, ale trochę się rozczarowałam. Przede wszystkim korektor jak dla mnie za słabo zastyga przez co lubi włazić w załamania skóry. Jedyna rada na niego to szybkie przypudrowanie, ale czasem i to nie wystarczy. Na plus znów ładne i faktycznie jasne odcienie. O ile podkłady w płynie okazały się bardzo spoko, tak myślę że zamiast tego korektora już lepiej wziąć choćby płynny kamuflaż od Catrice.


W nowej serii pojawiły się oczywiście nowe produkty do ust: paleta pomadek i Matte Tint - matowa pomadka zastygająca. Z tą drugą nie do końca trafiłam z kolorem (Silk Ribbon, który wydaje się bardzo ładnym nudziakiem, ale przy mojej karnacji jest niestety trochę za jasny). Formuła jednak jest całkiem okej. Z kolei paleta pomadek z wymiennymi wkładami to bardzo fajny zestaw gęstych, kremowych i dobrze kryjących kolorów. Sama kolorystyka uważam, że jest strzałem w dziesiątkę - idealna na co dzień i do kufra. Odcienie takie dla każdego, naturalne, pięknie wyglądające na ustach, ale jest też coś mocniejszego - czerwień i borówka. Paleta na piątkę z minusem, a minus niestety za opakowanie, które brudzi mi się od wkładów. Folia ochronna była załączona, ale nie sposób było ją zawsze nosić w paletce.


Klasycznych pomadek również nie zabrakło i to nawet w dwóch seriach: True Matt Lipstick i Brilliant Lipstick. Obydwie pomadki o przyjemnej, kremowej formule z czego Brilliant, wiadomo, jest bardziej śliska i ma połyskujące wykończenie. U mnie są to dwa odcienie: Spicy Red z serii matowej i Innocent z błyszczącej. Poza tym cienie w kremie (ten najbardziej metaliczny na swatchu). Zastygające, kremowe o metalicznym wykończeniu, na moim zdjęciu to odcień Sensual Beige. Coś co moim zdaniem zasługuje na największą uwagę to cudowne pigmenty! Kobo zawsze robiło je perfekcyjnie :). To genialne opalizujące pyłki, które potrafią podkręcić każdy makijaż. Na zielono opalizuje Kiwi Secret, a tuż obok na różowo Venetian Rose (cudo do ślubnych makijaży). Pigmenty bardzo Wam polecam.


Oczywiście u mnie to tylko wybrane kosmetyki, bo cała seria jest ogromna i znajdziecie w niej jeszcze róże, paletki do konturowania czy wspomniane bazy. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie zbadałyście dokładnie tej nowej szafy Kobo to musicie koniecznie nadrobić zaległości, bo naprawdę warto. Ja czaję się jeszcze na śliwkowy eyeliner w żelu i jedną z palet rozświetlaczy, ale coś nie mogę utrafić na dobre promo ;).

17 komentarzy:

  1. ale piękności,zwłaszcza paleta cieni <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Co to za żółtek na paznokciach? ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Sliwkowy eyeliner ma sliczny kolor ale jest zbyt gesty nawet jak na eyeliner w zelu, musze dodawac do niego kropelki plynnej bazy pod cienie zeby bylo ok

    OdpowiedzUsuń
  4. Marka Kobo coraz częściej zaskakuje nas swymi nowościami. Dobrze, że stworzyła konkurencję dla innych marek. Oby tylko ich produkty były dobre jakościowo zachowane w rozsądnych cenach ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Posiadam parę rzeczy z tej serii i jestem zadowolona. Ciekawi mnie jeszcze ten korektor mineralny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem pod wrażeniem tej kolekcji, Daniel się spisał!

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo podoba mi sie ta liniia KOBO a te pigmenty to majstersztyk ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Cienie wyglądają super w opakowaniu i zeswatchowane! Dla mnie zestaw za ciemny, bo od jakiegoś czasu sięgam raczej po jasne odcienie, ale wiem, że Kobo ma masę kolorów do wyboru, więc z pewnością znajdę coś dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też mam ten zestaw, produkty są bardzo fajne! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. pokazujesz same wspaniałości, wiesz, że ja chyba nie miałam jeszcze nigdy niczego z Kobo ?

    OdpowiedzUsuń
  11. Cienie piekne, szkoda tylko ,ze korektor słaby :/ Ogólnie bardzo lubie firme Kobo :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie przepadam za Kobo, ale trzeba przyznać, że ta paleta jest całkiem udana :) Teraz czekam na kolejną nowość- Daniel Sobieśniewski pokazywał niedawno na Insta Stories paletę w holograficznym opakowaniu, jestem jej bardzo ciekawa :D

    OdpowiedzUsuń
  13. lubię kosmetyki kobo :D nie są drogie, a przyzwoite jakościowo :D

    dodaję do obserwowanych i zapraszam również do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Muszę odkopać mój pigment, bo dawno go nie używałam! Nabrałam ochoty na więcej kolorów :). Z tej serii polecam także żelowe eyelinery, śliwkowy super mi się sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
  15. Na mój koniec świata te szafy chyba nigdy nie zawitają :D

    OdpowiedzUsuń