wtorek, 22 maja 2018

Pielęgnacja od DERMEDIC: Hydrain3, Angio, Oilage

Dermokosmetyki od Dermedic są często polecane przez kosmetologów, więc chyba muszą być godne uwagi :). Przyznam szczerze, że ostatnio ciągnie mnie zdecydowanie bardziej w stronę dermokosmetyków. Wszystko przez to, że kosmetyki apteczne czy gabinetowe faktycznie potrafią od razu dawać widoczne efekty (przy których drogeryjna pielęgnacja wydaje się często mało skuteczna, choć oczywiście nie mówię że to reguła bez wyjątków). Niedawno wypróbowałam trzy nowe dla mnie produkty z Dermedic, każdy z innej linii: nawadniającej Hydrain3, Angio dla skóry naczynkowej i olejowej Oilage. Każdy z nich dla innego typu skóry, ale każdy przekonał mnie, że Dermedic to marka, którą warto kiedyś wziąć pod lupę.

Kiedyś używałam kilku kosmetyków z serii Normacne, ale powiem szczerze - nie przekonały mnie. Za to od dawna cenię płyn micelarny H20, który kiedyś chyba nawet skrytykowałam na blogu... bo faktycznie jako micel sprawdzał się dość średnio, ale za to w roli toniku jest świetny. Ten płyn jest dosyć popularny, ale jeśli go nie znacie to warto kiedyś go wypróbować, jednak tylko w roli nawilżającego toniku!


HYDRAIN3 HIALURO SERUM | Z wypróbowanej trójki najbardziej przypadło mi do gustu serum Hialuro z linii Hydrain3. Jest to serum intensywnie nawadniające z 15% stężeniem kwasu hialuronowego. Powiem jedno: to serum nawilża skórę jak żadne inne! To jeden z moich ulubionych kosmetyków nawilżających, który jednocześnie nie jest ciężki czy tłusty, ale radzi sobie nawet z mocno przesuszoną skórą i nadaje się pod makijaż. Nawilżenie jest naprawdę odczuwalne i to nie tylko przez pięć minut, ale przez długi czas. Bardzo polecam jeśli chcecie porządnie nawilżać cerę, ale unikacie tłustych formuł, obawiacie się zapychania. Serum ma postać lekkiego mleczka, ładnie pachnie (lekko ogórkowo). To jeden z tych kosmetyków do których z pewnością będę jeszcze wracać.


OILAGE OLEJOWY SYNDET DO MYCIA TWARZY | Uwielbiam olejki myjące, więc ten olejowy syndet bardzo chciałam sprawdzić - i okazał się super! Ładnie oczyszcza skórę (ale pomagam mu rękawicą myjącą), a przy tym jest bardzo delikatny, niewysuszający skóry. Ma formułę takiego gęstego olejku, który w kontakcie z wodą zamienia się w emulsję. Fajny produkt, warto sprawdzić, szczególnie jeśli lubicie takie łagodne kosmetyki myjące. Przyczepić mogłabym się jedynie do wydajności, ale mam wrażenie że wszystkie olejki myjące są mało wydajne (to tylko moje odczucie czy Wy też macie takie wrażenie?).

ANGIO ULTRAKOJĄCY KREM | Po krem z serii Angio sięgałam najrzadziej, bo wybrałam go z myślą o stosowaniu w sytuacjach kiedy moja skóra jest podrażniona, zaczerwieniona. Na noc stosuję raczej coś typowo nawilżającego, z kolei na dzień tylko filtry, więc tego typu kremy rezerwuję na podbramkowe sytuacje. Ultrakojący krem łagodzi zaczerwienienia skóry, wycisza ją, łagodzi. Zdał egzamin w momentach kiedy skóra tego potrzebowała. Do tego ma lekkie działanie chłodzące, które faktycznie czuć na skórze i które sprawdza się przy zaognionej skórze - przynosi ukojenie i widocznie zmniejsza rumień.


Każdy z wypróbowanych przeze mnie dermokosmetyków jest zupełnie inny, ale każdy dobrze się sprawdził. Co jeszcze warto wypróbować od Dermedic?

poniedziałek, 21 maja 2018

ZAKUPY Z DROGERII PIGMENT: Wcierka BANFI, AFFECT Evening Mood, LUMENE MATTE

Drogeria Pigment to zdecydowanie jedna z najlepszych drogerii w Krakowie, ale o tym wszystkie krakowianki dobrze wiedzą ;). Do Pigmentu zaglądam bardzo często, bo mają oszałamiający asortyment i non stop coś nowego (zawsze mówię, że Pigment to taki "stacjonarny internet" z kosmetykami - mają prawie wszystko). Dziś pokażę Wam co w ostatnim czasie kupiłam tam ciekawego, a są to bardzo fajne produkty, więc warto będzie powiedzieć o nich coś więcej.


BANFI HAJSZESZ | Jeśli jesteście choć w 1% włosomaniaczkami to na pewno o tej wcierce już słyszałyście. Węgierska wcierka Banfi bardzo szybko stała się prawdziwym hitem. Gdy tylko pojawiła się w Pigmencie kupiłam ją z nadzieją, że pomoże ograniczyć wypadanie włosów, które ostatnio osiągnęło u mnie apogeum :/. Banfi ma w swoim składzie ekstrakt z chrzanu i z gorczycy, ale także z jałowca i majeranku. Te składniki pobudzają wzrost włosów, więc wcierka sprawdza się przy zapuszczaniu włosów. Używam jej ponad miesiąc i widzę znaczny przyrost baby hair. Włosy wypadają co prawda cały czas, ale tutaj powody mogą być konkretniejsze, więc cieszę się, że chociaż pojawiły się nowe włosy. Banfi uchodzi za strasznie śmierdzącą wcierkę, ale powiem Wam że choć zapach jest specyficzny to nie odbieram go negatywnie i nie irytuje mnie.


LUMENE MATTE FOUNDATION | Niedawno skusiłam się również na nowy podkład, swoją drogą bardzo polecany Lumene Matte. Przyrównywany do Double Wear Light od Estee Lauder, a znacznie bardziej przystępny cenowo. Podkład faktycznie jest warty uwagi - od pierwszej aplikacji zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Ładnie wygląda na skórze, naturalnie i satynowo, ale jednocześnie ma niezłe krycie. Jest lekki, ale kryjący i przy tym długo się utrzymuje. Zaskoczyło mnie jednak, że nie ma nic wspólnego z matem, mimo swojej nazwy. Na mojej mieszanej skórze bardzo szybko się wybłyszcza, ale wybaczam mu to, bo ma wiele plusów. Fajny podkład, wart spróbowania, ale raczej nie dla tłustej, szybko przetłuszczającej się cery.


AFFECT EVENING MOOD | Palety Affect należą do moich ulubionych, a w Pigmencie mogę zawsze je "zbadać" przed zakupem. Odkąd odkryłam Naturally Matt, wiedziałam że będzie z tego coś więcej i jakiś czas temu dokupiłam piękną paletę Evening Mood. Obydwie palety to jakość na najwyższym poziomie - extremalna pigmentacja, znikome osypywanie się cieni i oczywiście świetny dobór kolorów. Evening Mood to kolory żywe jak i bardziej stonowane. Absolutnie uwielbiam w tej palecie węglową czerń, która jest mega mocna i ciemny brąz (takiego brązu nie mam w żadnej innej palecie!). Róż, pomarańcz czy zieleń też są piękne, ale używam ich rzadziej. W paletach Affect najbardziej lubię maty, które są po prostu najlepsze na świecie ;).



IBRA Gąbka do podkładu | "Beauty blender" marki Ibra to już mój hit od dłuższego czasu - regularnie dokupuję te gąbeczki jak tylko poprzednie się zużyją. Moim zdaniem to jedne z najlepszych jajeczek na rynku, dodatkowo też bardzo dobre cenowo (około 20zł). Mięciutkie, świetnie się sprawdzają i równie łatwo domywają, za to cenię je dodatkowo. Są bardziej porowate niż np. Real Technique i chyba dzięki temu można je doprać naprawdę do czysta, a jak wiecie nie jest to zazwyczaj wcale takie łatwe. Szczerze polecam <3!


Są tu jakieś krakowianki, które regularnie odwiedzają Pigment ;)?

niedziela, 20 maja 2018

PALETA ZA 1 GROSZ: Makeup Revolution ONE MILLION PALETTE

Ta niezwykła paleta cieni powstała w podziękowaniu dla fanów marki Makeup Revolution z okazji miliona polubień oficjalnego profilu MUR na instagramie :). Dlaczego jeszcze paletka jest niezwykła? Jej koszt to tylko jeden grosz przy zakupach za minimum 75zł kosmetyków od Makeup Revolution (na Cocolita, LadyMakeup, eKobieca, KosmetykizAmeryki). Jeśli planowaliście akurat zakupy kosmetyków od Revolution to polecam skorzystać, bo paleta One Million to piękne kolory i bardzo dobra jakość.

Nie spodziewajcie się, że skoro to paleta za grosz to będzie to taka typowo "gratisowa" paletka miernej jakości. Cienie są fajnie napigmentowane, przyjemnie się nimi pracuje, choć te połyskujące trochę się osypują. Odcienie moim zdaniem świetne, zarówno na co dzień jak i na wieczór - myślę, że przypadną wielu osobom do gustu. Na pochwałę zasługuje też opakowanie, które jest porządne i z lusterkiem. Paleta także gabarytowo jest dość spora. Patrząc najpierw na zdjęcia spodziewałam się, że to będzie taka mini paleta, a w rzeczywistości okazała się znacznie większa.


Pigmentacja cieni jest bardzo dobra. Maty ładnie się rozcierają, a błyszczące cienie są przyjemnie kremowe, ale potrzebują bazy i płaskiego pędzelka (ja lubię wklepywać je po prostu palcem). Kolory typowo moje, od razu wiedziałam że to zestawienie po które będę mogła często sięgać. W paletce mamy waniliowy cień rozświetlający, jasne złoto. miedź, matowy brudny róż, błyszczące bordo, matową śliwkę, perłową gorzką czekoladę i matowy brąz. Zestawienie kolorów bardzo trafione, brakuje mi jedynie jasnego matu, który chciałabym mieć w każdej palecie cieni ;).


Poniżej możecie zobaczyć jak wygląda makijaż wykonany z użyciem tej paletki. Kolory jak zwykle wyszły na moich zdjęciach nie do końca dobrze oddane, ale używałam tu zarówno jasnego waniliowego cienia, ciemnego brązu, złota i miedzi.


Polecam, bo za grosik naprawdę warto :). Cała inicjatywa z taką paletą specjalnie z myślą o fanach marki jest bardzo fajna i pozytywna. Zazwyczaj w formie gratisów marki dorzucają coś co słabo się sprzedaje, a tutaj pierwszy raz spotykam się ze specjalnie skomponowaną paletą z tej okazji. A Wy co sądzicie?


czwartek, 17 maja 2018

✦ HYBRYDY: FAKTY I MITY ✦

Mimo, że manicure hybrydowy jest już popularny ładnych parę lat, to mam wrażenie że wciąż krąży wokół niego wiele błędnych przekonań! Zebrałam dziś te, które słyszę najczęściej - dotyczące ściągania hybryd, ich wpływu na płytkę paznokci, wykonywania hybryd w domu, a także uczuleń. Jestem ciekawa co o tym wszystkim sądzicie i czy Wy także często macie okazję słyszeć różne mity na temat lakierów hybrydowych.


1. HYBRYDY NISZCZĄ PAZNOKCIE! | MIT! Hybryda sama w sobie raczej nie ma jak paznokci zniszczyć, ale już jej ściąganie może negatywnie wpłynąć na stan płytki. Właściwie każda metoda usuwania lakieru hybrydowego trochę osłabia paznokcie: jeśli paznokcie odmaczamy w acetonie i hybryda ładnie się rozpuści to zniszczenie będzie minimalne, ale jednak aceton zawsze trochę przesusza paznokcie i skórę wokół nich. Jeśli hybrydę zerwiemy to paznokcie będą prawdopodobnie w opłakanym stanie. Także generalnie uważam to hasło za mit choć z nutką prawdy, bo w końcu tą hybrydę zawsze trzeba jakoś usunąć. Jednak najczęściej jest to chyba zdanie powtarzane przez osoby, które brutalnie zerwały lakier hybrydowy i zwaliły całą winę na sam produkt. Zdarza mi się również słyszeć, że hybrydy trwale zniszczyły komuś paznokcie, ale zawsze biorę to jednak nie do końca na serio - w końcu płytka odrasta.

2. OD HYBRYD TRZEBA ROBIĆ PRZERWY | FAKT/MIT! To zależy. Wychodzę z założenia, że najważniejsza jest po prostu obserwacja płytki paznokcia. Jeśli paznokcie zaczynają stawać się zauważalnie słabe, cienkie to warto zrobić sobie przerwę i dać im trochę odpocząć. Są jednak osoby, które uważają, że po zrobieniu hybryd dwa razy pod rząd trzeba obowiązkowo robić przerwę, a są i takie które mają manicure hybrydowy non stop od paru lat. Szczerze mówiąc nie jestem ani za pierwszą opcją ani za drugą, ale właśnie nad oceną stanu paznokci.

3. HYBRYD LEPIEJ NIE ROBIĆ W DOMU | FAKT/MIT! Znów nie ma jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ wszystko zależy od wiedzy oraz umiejętności osoby wykonującej taki manicure oraz od produktów jakie posiada. Moim zdaniem lepiej nie brać się za domowy manicure hybrydowy jeśli nie mamy o nim pojęcia, bo możemy narobić sobie tylko kłopotów. Najrozsądniej będzie oczywiście najpierw się douczyć, może nawet wybrać się na szybki kurs albo poprosić o poradę kogoś kto ma już w tym wprawę. Oczywiście każdy będzie w stanie jakieś tam hybrydy zrobić, ale nie chodzi o to żeby zrobić to źle np. zalewając skórki czy przepiłowując płytkę.

4. MANICURE HYBRYDOWY MOŻNA NOSIĆ DO OPORU | MIT! Zdarzają się takie opinie, ale moim zdaniem to nie jest dobra opcja dla naszych paznokci. Bardzo często po dwóch tygodniach noszenia lakier gdzieniegdzie odchodzi od płytki, czasem w sposób zupełnie dla nas niezauważalny. Pod hybrydę może dostawać się woda, ale też właściwie cokolwiek innego i chociaż przy hybrydzie nie jest tak łatwo o jakieś zakażenie (jak np. przy żelu) to mimo wszystko uważam, że po dwóch, max trzech tygodniach należy lakier hybrydowy zdjąć i zrobić na nowo.

5. WSZYSTKIE LAKIERY HYBRYDOWE MOGĄ UCZULAĆ | FAKT! Nie jestem w tym temacie specjalistą, nie robiłam żadnych badań, ale uczulić może nas tak naprawdę cokolwiek, przeróżne substancje i pokarmy. Podobnie jest z kosmetykami i lakierami hybrydowymi, aczkolwiek aby dmuchać na zimne lepiej wybierać takie z bezpieczniejszą formułą 3-free (np. Mollon, Orly, Indigo). Jeśli już macie w swoich zbiorach lakiery hybrydowe, które nie mają takiej formuły to może warto pomyśleć o zainwestowaniu w bazę z lepszym składem. Przy reakcji alergicznej też należy wykluczyć inne czynniki jak aceton albo pył ze starego lakieru hybrydowego unoszący się podczas piłowania.

6. LAMPY UV SĄ SZKODLIWE | FAKT! W jakimś stopniu są, to w końcu promieniowanie UV. Wokół tego konkretnego tematu krążą bardzo sprzeczne opinie. Powiem szczerze, że jakiś czas temu starałam się zgłębić ten problem dokładniej, jednak nie mam na tyle dużej wiedzy aby wyciągnąć swoje wnioski z różnych źródeł, które przeczytałam. Spotkałam się z opinią, że dawka promieniowania podczas jednego zabiegu wykonywania manicure hybrydowego jest na tyle szkodliwa, że należałoby taki manicure wykonywać maxymalnie sześć razy w roku. Inna opinia, która była moim zdaniem lepiej uargumentowana mówiła, że promieniowanie przyjęte podczas jednego zabiegu można przyrównać do krótkiego spaceru w pochmurny dzień. Jaka jest prawda? Do końca nie wiem. Jeśli chcecie możliwie jak najbardziej zabezpieczyć się przed szkodliwym wpływem lamp to zainwestujcie w specjalne rękawiczki ochronne (bez końcówek na paznokcie). Lampy LED działają niestety w ten sam sposób.

7. HYBRYDY WZMACNIAJĄ PAZNOKCIE | MIT! Lakiery hybrydowe nie poprawiają stanu paznokci, ale stanowią dodatkową (i to mocną) warstwę, dlatego paznokcie wydają się dużo mocniejsze. Lakier hybrydowy jest taką barierą dla paznokci i dzięki niemu często osobom o słabej, rozdwajającej się płytce dopiero przy hybrydach udaje się zapuścić paznokcie. Jednak sama hybryda nie działa na paznokcie wzmacniająco czy regenerująco. Niby oczywista oczywistość, ale na pozór, bo wiele osób ma w tym temacie wątpliwości. Sporo osób zastanawia się też nad wpływem na płytkę bazy proteinowej, ale moim zdaniem jest z nią podobnie jak z innymi hybrydami.

8. PRZY HYBRYDACH TRZEBA SPRZĄTAĆ W RĘKAWICZKACH | FAKT/MIT! Znów niejednoznacznie. Przy jednorazowym hardcorowym sprzątaniu faktycznie lepiej założyć rękawiczki ochronne aby uniknąć np. zarysowania powierzchni lakieru hybrydowego. Jednak noszenie jednorazowych rękawiczek non stop bardzo skraca trwałość hybrydy (osoby pracujące w rękawiczkach wiedzą o czym mówię). Przyczyna jest prosta - w rękawiczkach dłonie są bardziej wilgotne i taki stan przez większość dnia wpływa negatywnie na trwałość hybrydy. Także rękawiczki jak najbardziej, ale raczej okazyjnie.

9. HYBRYDY Z ALIEXPRESS SĄ NIEBEZPIECZNE | FAKT/MIT! Wiele osób zamawia lakiery hybrydowe na aliexpress za dolara, tyle samo osób ufa tylko droższym markom. Jaka jest prawda? Chińskie hybrydy zamawiamy poniekąd na własne ryzyko. Co prawda masa osób jest z nich bardzo zadowolona (i ja również czasem używam takich hybryd), ale myślę że to decyzja na własną odpowiedzialność. Na pewno każdemu odradzałabym używanie chińskich hybryd na innych osobach, bo jeśli niefortunnie wystąpiłaby alergia to nie będzie możliwości odwołania się do producenta.

10. JASNE KOLORY HYBRYD SIĘ BRUDZĄ | FAKT! Wiele osób uwielbia bardzo jasne, pastelowe, rozbielone odcienie lakierów hybrydowych, ale niestety mają one tendencję do brudzenia się. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy, że kolor jest znacznie ciemniejszy, ale w porównaniu ze świeżym lakierem z buteleczki różnica potrafi być spora. Dlatego jasne odcienie nie sprawdzają się na stopach jeśli nosimy ciasne buty i skarpetki, które lubią farbować ;).


Dajcie znać czy zgadzacie się tym co napisałam, jakie są Wasze spostrzeżenia... a może macie jakieś pytania?


  • Lakierem z dzisiejszych zdjęć jest przepiękny STARDORO nr 12184



środa, 16 maja 2018

ROSSMANN Promocja 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy

Rossmann wkracza z kolejną dużą promocją: 2+2 na kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Oczywiście oficjalne, potwierdzone info pojawi się zapewne dopiero w dniu promocji, ale jak zwykle "przecieki" są już dużo wcześniej ;). Promocja wchodzi już w ten piątek i potrwa do 28 maja. Prawdopodobnie będzie dostępna jedynie dla członków Klubu Rossmann (trzeba pobrać aplikację). Jak działa promocja? Należy kupić cztery różne produkty do pielęgnacji twarzy - dwa tańsze będą gratis. Aby było to dla nas opłacalne najlepiej oczywiście wybrać kosmetyki zbliżone cenowo. Z promocji prawdopodobnie można będzie skorzystać tylko jeden raz.


  • KIEDY: OD 18 do 28 MAJA
  • NA CZYM POLEGA: NALEŻY KUPIĆ 4 RÓŻNE PRODUKTY DO PIELĘGNACJI TWARZY, A DWA TAŃSZE OTRZYMAMY GRATIS
  • DLA: CZŁONKÓW KLUBU ROSSMANN
Przed zakupami warto też sprawdzać, które produkty dokładnie wejdą w promocję. Nierzadko okazuje się, że pojawiają się wyjątki, które mimo zaliczania się do promocyjnych kategorii produktów nie wchodzą z obniżką. Nie wiem jak będzie np. z maseczkami.


CO KUPIĆ? CO POLECAM?

DEMAKIJAŻ I TONIZOWANIE | Zdecydowanie polecam słynną już pastę oczyszczającą Liście Manuka z Ziaji. Pasta jest niedroga, gęsta, "glinkowa" i fajnie się sprawdza w roli kremu myjącego lub peelingu. Warto ją sprawdzić przy skórze tłustej lub mieszanej. Jeśli szukacie płynu micelarnego to oczywiście warto brać hit: płyn micelarny 3w1 Garnier (różowy). To jeden z najlepszych miceli jaki można znaleźć, super skuteczny i niezwykle łagodny. Uwielbiam ten płyn, ale lubię też wersję z olejkiem, którą ogólnie również polecam, ale odradzam osobom, które nie lubią tłustego filmu na skórze, bo ten płyn jednak lekko go pozostawia. Jeśli tonik to różany Magic Rose Evree - nawilżający, łagodzący tonik w sprayu o zapachu róż. 

ZŁUSZCZANIE | Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie nowy peeling L'Oreal Sugar Scrubs z olejkiem z pestek winogron. Jest gęsty, ładnie pachnie i fajnie działa, dlatego gdybym miała brać jakiś peeling mechaniczny to na pewno byłby to właśnie ten. Ciekawym peelingiem jest Olejkowy Termo Peeling z Perfecty. Ma konsystencję miodu (pierwszy raz się z taką spotkałam) i bardzo przyjemnie się go używa, jednak bardziej skuteczny jest dla mnie L'Oreal. Najlepszy peeling enzymatyczny to Ava Maska Enzymatyczna. Nie wiem czy ta seria marki Ava jest jeszcze w Rossmannach, bo nie we wszystkich ją widuję, ale na pewno widziałam ją podczas ubiegłej promocji. Maskę bardzo polecam, świetna w swojej kategorii. 



NAWILŻANIE | Jeśli rozglądacie się za lekkim kremem na lato to możecie spróbować Aqua Bomb od Garnier. To krem o fajnej żelowo-kremowej konsystencji, który błyskawicznie się wchłania. Z lekkich nawilżaczy świetna jest jeszcze Skoncentrowana Emulsja Hydro Magnetic od Perfecty - to mój tańszy zamiennik cudownego lotionu z Galenic. To również super lekka emulsja, która momentalnie się wchłania, ale ładnie nawilża skórę (a takie właśnie uwielbiam pod makijaż). Z podobnej kategorii bardzo lubiłam jeszcze serum Phenomen C od Perfecty. Nie jest to typowe serum z witaminą C, nie działa w ten sposób, ale pod makijaż jest wspaniałe, mega lekkie ale nawilżające. Z bardziej bogatych formuł lubię krem Cica Cream Revitalift od L'Oreal, o którym niedawno pisałam na blogu i Olejkowy Rytuał tej samej marki (dość lekki jak na olejek, bardzo uniwersalny).


PIELĘGNACJA SPECJALNA | Z produktów o bardziej konkretnym przeznaczeniu mam moje dwie sprawdzone propozycje. Pierwszą z nich jest krem, który idealnie się u mnie sprawdza na upały - krem matujący Barwa Siarkowa. Od razu uprzedzam, że to bardzo specyficzny produkt, raczej tylko dla cery mocno przetłuszczającej się. Ten krem trzyma u mnie mat lepiej niż niejedna baza, ale stosuję go jedynie na dzień i w momentach kiedy moja cera przetłuszcza się dużo bardziej niż zwykle. Drugim kosmetykiem, który uwielbiam i wspominałam o nim nie raz jest serum z witaminą C z Mincer Pharma. Świetne serum, które na pewno warto włączyć do pielęgnacji!


CO KUPIĘ? Jeszcze nie wiem, ale mam kilka typów. Ciekawi mnie krem 3w1 Botanical Balm od Garnier. To niby krem na dzień + krem na noc + maska (wiadomo, że każdy krem można tak zastosować, ale mimo wszystko i tak mnie kusi). Od dawna mam też ochotę na maskę Black Rose od Evree. Z nowych produktów wyszukałam też kilka ciekawych np. Evree Soda Clean - sodowy puder do mycia twarzy. Czytałam też trochę dobrego na temat serii z zieloną herbatą z Bielendy, dlatego serum Zielona Herbata będę mieć na oku. L'Oreal ma z kolei coś takiego jak Hydra Genius Płynna Pielęgnacja Nawilżająca - tu z kolei zastanawia mnie czy to będzie coś w rodzaju lekkiego serum. Pod uwagę wezmę też miodową maskę do masażu twarzy Lirene, brzmi bardzo interesująco!


CZEGO NIE POLECAM? Właściwie nie ma wielu takich produktów. Na pewno nie znalazłam żadnych totalnych bubli. Osobiście nie kupiłabym więcej takich produktów jak Carbo Detox węglowy żel do mycia twarzy i węglowy krem micelarny od Bielendy. Nie są wcale bardzo złe, ale trochę mało skuteczne, więc średnio się u mnie sprawdzały. Średnio również wypadło serum różane z Bielendy, choć już olejek myjący z tej serii bardzo lubię. Nie przepadam jeszcze za płynem micelarnym Hydro Magnetic z Perfecty, bo szczypie mnie w oczy.

Skorzystacie? Co polecacie?

niedziela, 13 maja 2018

🔥 HIT: Cienie GLAM&SHINE od MY SECRET 🔥

Na dzisiejszy wieczór prawdziwy hit i to za niewielkie pieniądze! Glam&Shine od My Secret to zdecydowanie jedne z najlepszych jakościowo, niedrogich cieni pojedynczych jakie możemy dostać. Cienie są mocno błyszczące, wręcz o foliowym wykończeniu, bardzo miękkie i kremowe w dotyku. Lepsze niż błyszczące cienie Inglota (a podobne cenowo do wkładów), moim zdaniem również lepsze od błyszczących cieni Zoevy. Dorównują foliowym cieniom Makeup Geek (które są super!) i połyskującym cieniom z palet Juvia's Place. Wiecie jak to czasem jest... cudze chwalicie, swego nie znacie ;). Oczywiście wiem, że cienie od My Secret wiele osób dobrze zna, ale wydaje mi się, że zasługują na jeszcze większe uznanie.

Cienie z tej serii pojawiają się w małych, limitowanych kolekcjach (zazwyczaj na wiosnę i na jesień). Polecam zawsze upolować co fajniejsze odcienie, bo niestety potem znikają z oferty. Glam&Shine kosztują około 12zł, ale często można dorwać je nawet jeszcze taniej - na promocjach albo wyprzedażach. Markę My Secret znajdziecie oczywiście w sieci Drogerii Natura.


Poniżej możecie obejrzeć swatche - niektóre z kolorów są jeszcze w sprzedaży, inne zostały już wycofane. Zazwyczaj My Secret wprowadza w serii zarówno coś z odcieni bardziej dziennych, jasnych jak i nasyconych. Wszystkie z jasnych odcieni (12,13,4,8,6,7,9) mają podobną formułę, są bardzo miękkie, cudownie błyszczą i rozprowadzają się jak masło! Jedynie nr 9 jest nieco mniej "kremowy", ale różni się także wykończeniem - jest lekko duochromowy, a mniej foliowy. Mocniejsze kolory to również bajka, uwielbiam granat z nr 11, boski fiolet nr 1, leśną zieleń nr 16 (w rzeczywistości nie aż tak chłodną jak na zdjęciu). Od normy odbiega jedynie nr 10, który jest bardziej suchy, mniej błyszczący... ale specjalnie go nie żałuję, bo sam kolor też niekoniecznie do mnie przemawia.


Polecam baaardzo, bardzo! Do wieczorowych makeupów, dla fanek błysku są stworzone :). Myślę, że gdyby My Secret zamknęło cienie w jakiejś ładnie skomponowanej palecie to naprawdę miałaby szansę zostać prawdziwym hitem. Niedawno do oferty weszły trzy kolejne odcienie (z tego co widziałam na zdjęciu to boskie), ale jeszcze nie miałam okazji sprawdzić ich na żywo.


Kto ma i lubi :)?

beGLOSSY | Beauty Around The World

Ostatnia edycja beGlossy Beauty Around The World została stworzona z myślą o kompleksowym zadbaniu o siebie: w pudełku pojawiły się kosmetyki do pielęgnacji cery, włosów oraz coś do makijażu. Takie różnorodne zestawy lubię najbardziej i myślę, że taki mix produktów z różnych kategorii sprawdza się po prostu najlepiej. Box w tym miesiącu uważam za całkiem udany, zresztą zobaczcie same co ukryło się w pudełku :).


AUSSIE Suchy szampon Wash + Blow in a Can | Suchy szampon przyda się na lato i choć mam jeszcze do zużycia resztkę Batiste, to z chęcią sprawdzę i ten od Aussie, bo generalnie markę bardzo lubię. Moja wersja to Kool Kiwi Berry, pachnie owocowo, trochę słodko, a trochę świeżo - na lato w sam raz. Szampon jest pełnowymiarowy.

BIOOLEO Olej Macadamia | Bardzo cieszy mnie fakt, że w beGlossy pojawiają się naturalne oleje. Dla mnie najbardziej wielofunkcyjne z kosmetyków i zawsze je wykorzystuję czy to do twarzy, ciała czy do olejowania włosów. Tym razem to olej Macadamia od Biooleo. Olej to pełnowymiarowy produkt (buteleczka 30ml).

PIERRE RENE Pomadka Slim Lipstick | Nie zabrakło także kolorówki - w boxie znalazła się pełnowymiarowa pomadka od Pierre Rene w odcieniu pudrowego różu. Kolor jak najbardziej na plus, takie odcienie noszę non stop. Z tej serii nie miałam jeszcze pomadek, ale przyznaję że zapowiada się dobrze. Ma mocną pigmentację i kremową formułę.

VIANEK Wzmacniające serum do twarzy | Ucieszyło mnie również serum z Vianka. To kolejny pełnowymiarowy kosmetyk w tym beGlossy. Na to serum miałam już kiedyś ochotę, bo jest ono dedykowane cerze naczynkowej (czyli takiej jak moja). Póki co mogę je tylko pochwalić za lekką formułę i brak wyczuwalnego filmu na skórze. Co ciekawe serum ma tylko 15ml i obstawiam, że będzie raczej mało wydajne.

URIAGE Krem pod oczy Eau Thermale | Próbeczka kremu pod oczy od Uriage. Szkoda, że tylko próbeczka, bo Uriage ma bardzo dobre kosmetyki, ale fajnie że chociaż będzie można coś nowego wypróbować.

L'OREAL PARIS Sugar Scrubs | Dwie próbki z nowością rynkową - peelingiem od L'Oreal Sugar Scrubs. To rozświetlający, gęsty peeling o przyjemnym zapachu (wspominałam o nim dziś na stories). Zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie.


Podsumowując, pudełko uważam za udane, różnorodne i jak chodzi o mnie - trafione. Na plus zawsze nowości rynkowe i naturalne kosmetyki jak Vianek albo olej od Biooleo. Fajnie, że pojawiło się coś z kolorówki i to w ładnym, uniwersalnym kolorze. Większa część to kosmetyki pełnowymiarowe, co również oceniam na plus. Zabrakło mi może jedynie czegoś z mniej popularnych marek, bo zawsze takie produkty widzę w boxach najchętniej.





piątek, 11 maja 2018

ShinyBox & Drogerie Natura | SPRING TIME

Kwietniowy ShinyBox powstał we współpracy z siecią Drogerii Natura, a że marki własne z Natury bardzo lubię, to byłam ciekawa co też twórcy Shiny wybiorą do zawartości. Box o nazwie Spring Time zapakowano w bardzo wiosenne pudełko i chyba również pod kątem tego hasła wybrano odcienie kolorówki. Zerknijmy zatem do wnętrza ostatniego ShinyBoxa!


W pudełko pojawiło się co nieco z kolorówki i z pielęgnacji. Z kosmetyków kolorowych jest to kredka do ust od Kobo z serii Fashion Color - te kredki są całkiem fajne i choć dawno nie sięgałam po nie, to swego czasu bardzo je lubiłam. Poza kredką jest też lakier hybrydowy Silcare. Buteleczka malutka, ale kolor który mi się trafił to petarda! To neonowy pomarańcz, który będzie świetny na lato. W pudełku mamy również miniaturę szamponu Naobay o naturalnym, wegańskim składzie oraz wodę różaną w sprayu marki Beaute Marrakech (jestem fanką wody różanej, więc na pewno zużyję). Dodatkowo maseczka 7th Heaven w płachcie - maseczki tej firmy bardzo lubię, ale dotąd miałam jedynie te kremowe, w płachcie jeszcze nie próbowałam. Z firmy Bloc pomadka ochronna z filtrem, która pojawiła się wymiennie z tuszem do rzęs So Chic!


W pudełku zabrakło mi tak naprawdę... więcej produktów z Drogerii Natura! Myśląc o sieci tych drogerii mam od razu skojarzenia z markami własnymi kosmetyków kolorowych i myślę, że do pudełka świetnie pasowałyby kosmetyki My Secret (które ma mnóstwo fajnych jakościowo produktów), coś więcej od Kobo (a Kobo to przecież spory wybór), albo chociaż z taniego, ale całkiem fajnego Sensique.

Dodatkowo w pudełku pojawił się także batonik proteinowy SmartFood. To czy pasuje do pudełka to kwestia sporna, ale baton sam w sobie bardzo smaczny i na pewno się na niego skuszę jak go gdzieś zobaczę w sklepie ;).



wtorek, 8 maja 2018

⦁ NOWOŚCI WIBO | Unicorn Tears, Marshmallow Powder, Chrome Drops ⦁

Kto już próbował słodkich nowości Wibo :)? W tym roku marka wprowadziła kilka naprawdę fajnych nowości w uroczych, cukierkowych opakowaniach. Nowe produkty pojawiły się w sprzedaży w kwietniu, już w czasie trwania wielkiej promocji na kolorówkę w Rossmannie. Przyznam szczerze, że jeszcze nie tak dawno kosmetyki od Wibo zupełnie mnie nie zachęcały do kupna, ale tegoroczne nowości były moim głównym celem na promocji, a więc moje podejście do marki bardzo się zmieniło (oczywiście na plus!). Nie tylko opakowania wyglądają dużo lepiej, ale również jakość produktów jest coraz lepsza.


UNICORN TEARS PRIMER | To co przykuło moją uwagę w pierwszej kolejności wśród nowych produktów to zdecydowanie Unicorn Tears Primer - primer/baza pod podkład. Nie da się nie zauważyć, że kosmetyk jest wzorowany na słynnych kropelkach Farsali. Primer Wibo ma bardzo podobną buteleczkę, swoją drogą całkiem ładną jak na niedrogą markę. Baza ma postać mocno wodnistego płynu w lekko różowym, perłowym kolorze, który na skórze jest jednak niewidoczny. Za to jak pachnie! Bardzo słodko, jak cukierki albo ciasteczka, ten zapach jest dla mnie totalnie uzależniający. Primer jest bardzo lekki, ale nawilża skórę (dla mojej mieszanej cery to wystarczające nawilżenie, nie potrzebuję już kremu). Po wchłonięciu się produktu pozostawia nieco lepki film na skórze, który będzie poprawił przyczepność produktów. I o ile w przypadku płynnych podkładów nie będzie to miało aż tak dużego znaczenia, to fajnie sprawdzi się przy tych sypkich np. podkładach mineralnych. Nie zauważyłam aby znacząco poprawiała trwałość makijażu. Moim zdaniem to taki lekki nawilżacz pod podkład, nie jest to "must have", ale powiem szczerze, że sięgam po ten primer z przyjemnością. Cena regularna to 21,99zł.



MARSHMALLOW SWEET KISSING POWDER | Transparentny puder sypki, który skusił mnie uroczym opakowaniem. Puder podobnie jak primer cudownie pachnie, jak cukier puder <3. Nigdy nie miałam pudru o tak pięknym zapachu. Jest jednak dość intensywny, więc uważajcie jeśli macie wrażliwe nosy. Właściwości jednak po pierwszych testach mnie nie powaliły, choć nie są też złe. Puder oczywiście matuje, lekko bieli, więc lepiej nie przesadzić z ilością. Nie nadaje się do bakingu, ogólnie lepiej sprawdził się u mnie na twarzy niż typowo pod oczy (w tej strefie wyglądał sucho i brzydko podkreślał załamania skóry dodając lat). Minus za opakowanie - nie za sam wygląd, który jest bardzo ładny, ale za jego praktyczność, która jest właściwie żadna. Opakowanie to tekturka, puder jest w kawałku folii niczym tester i naprawdę ciężko się go użytkuje, nie ma jak wysypać odrobiny pudru na pędzel. Puder kosztuje 31,99zł i choć nie uważam go za porażkę to w tej cenie można po prostu kupić lepsze pudry (choćby pudry Paese).


AROMATIC SUGAR LIP PEELING | Wśród nowości pojawił się także peeling do ust w intensywnie różowym kolorze. Podczas aplikacji kosmetyk barwi usta, ale pigment potem się zmywa z łatwością. Peeling działa jak należy, ma dobrą gęstą formułę, fajnie pachnie i po prostu dobrze złuszcza martwy naskórek. Przy okazji zawiera masło shea i różne olejki, więc nie pozostawia ust suchych, ale od razu zostaje na nich ochronna, pielęgnująca warstwa. Cena 15,99zł.


CHROME DROPS | Odkryciem są dla mnie rozświetlające kropelki Chrome Drops! Tak pięknych, mocno metalicznych rozświetlaczy w płynie dawno nie widziałam. Oczywiście na twarzy dają znacznie subtelniejszy efekt, który można budować. Fajne do strobingu, ale ja kupiłam je przede wszystkim z myślą o rozświetlaniu dekoltu - myślę, że w tej roli powinny się świetnie sprawdzić. Kropelki kosztują 12,99zł, ja kupiłam je w promocji za ponad pół ceny, więc zrobiłam interes życia ;). Po lewej jaśniejszy odcień 01 - chłodny, jasny, lekko beżowy. Obok ciemniejszy 02 - w kolorze złotego brązu, będzie super do opalonej skóry.


Cóż mogę powiedzieć... Wibo oby tak dalej :)! Chociaż nie wszystkie z nowości to ideały, to jedno trzeba przyznać: marka idzie w dobrą stronę wprowadzając coraz to lepsze produkty. Oczywiście kwestią sporną jest widoczne gołym okiem "inspirowanie się" na popularnych produktach, ale mówiąc o progresie mam na myśli jednak przede wszystkim jakość kosmetyków i wygląd opakowań.

Nowości zaskoczyły mnie chyba najbardziej pięknymi zapachami cukierków i cukru pudru <3. Zawsze bardzo zwracam uwagę na zapach w kosmetykach, a z takimi słodkimi, apetycznymi nutami już dawno się nie spotkałam! 


Używaliście :)?

poniedziałek, 7 maja 2018

♡ Kultowa pomadka: MAC ANGEL ♡

   Większość z Was na pewno słyszała wielokrotnie o tej kultowej pomadce. To chyba jedna z najbardziej popularnych pomadek na świecie i z całą pewnością jeden z najpopularniejszych odcieni wśród pomadek MAC - obok Russian Red, Snob czy Velvet Teddy. Angel to także podobno ukochana pomadka Kim Kardashian i myślę, że pewnie głównie dzięki temu zdobyła swoją sławę.

   W czym tkwi urok Angel? Oczywiście w pięknym odcieniu jasnego, ale nieco przybrudzonego różu, który jest idealny zarówno do makijaży ślubnych jak i dziennych. Zastanawiałam się jednak czy w dzisiejszych czasach to faktycznie jest taki must have, w końcu Angel zdobyła swoją popularność lata temu, kiedy nie było aż takiego wyboru pomadek i tylu marek kosmetycznych. I powiem Wam, że dziś ten odcień nie wydaje mi się wcale aż taki niezwykły, ale z drugiej strony nadal jest oczywiście bardzo ładny i może być dobrym wyborem np. na co dzień dla osób poszukujących dość jasnego, ale nie "barbiowego" różu.


   Angel to pomadka o wykończeniu Frost - lekko połyskującym, ale też nie mocno perłowym. Połysk jest subtelny, formuła kremowa, więc to dobry wybór na co dzień, szczególnie dla osób, które nie przepadają za wszechobecnymi matami. Angel to też ten typ różu, który będzie pasował do różnych osób (które być może nawet nie przepadają za bardzo za różowymi pomadkami). Jest to jasny, delikatny i świeży róż, ale lekko przybrudzony, dzięki czemu nie daje 'plastikowego' efektu. Jak wszystkie pomadki MAC ma oczywiście fajny, lekko waniliowy zapach i bardzo dobrą formułę. Nie liczcie jednak na powalającą trwałość - to w końcu wykończenie Frost, pomadka jest nawilżająca, kremowa, więc nie można od niej wymagać wielkiej trwałości.


   Przez całe lata w internecie królował tańszy odpowiednik słynnej pomadki Angel, a mianowicie również mocno popularny odcień Airy Fairy od Rimmel, z serii Lasting Finish. Faktycznie obydwie pomadki są dość mocno do siebie podobne, z tym że Angel jest bardziej różowa, a Airy Fairy bardziej "nudziakowa" i cieplejsza. Jeśli waszemu sercu bliższe są właśnie beże i nudziaki to wręcz polecam Wam właśnie Airy Fairy, bo prawdopodobnie spodoba Wam się bardziej. Ja bardzo lubię obydwie pomadki, bo i jedna i druga ma naprawdę ładny, delikatny odcień <3.


   Jeśli macie możliwość to wypróbujcie ten odcień w salonie MAC - zawsze dezynfekują pomadki przez użyciem, więc bez większych obaw można go na sobie sprawdzić. Moim zdaniem to odcień, który sprawdzi się dla wielu osób, szczególnie o jasnej karnacji. Pomadkę dostaniecie oczywiście w salonach MAC, moja jest tym razem z https://www.iperfumy.pl/ (oprócz perfum czasem zamawiam też kosmetyki), a znajdziecie ją dokładnie pod tym linkiem: MAC - Angel.

Kto posiada w swoich zbiorach ten kultowy odcień :)?

piątek, 4 maja 2018

✶ NOWOŚCI: MAKEUP REVOLUTION ✶

Makeup Revolution jak zwykle zasypuje nas nowościami, niedawno pojawiło się sporo fajnych nowych paletek, a już poszerzono ofertę o kolejne produkty. Ja szczerze mówiąc nie do końca nadążam za wszystkimi nowościami (czy jest druga marka, która ma takie tempo?!), ale to oczywiście świetnie, bo jest w czym wybierać. Dziś pokażę Wam je z bliska, a są to między innymi paletki Re-Loaded, nowa czekoladowa paleta i nowe rozświetlacze.


PALETY CIENI RE-LOADED | Palety cieni "piętnastki", łączące zarówno cienie błyszczące jak i matowe. Bardzo podobają mi się pod względem kolorystyki - wszystkie warianty wydają się naprawdę fajnie skomponowane. Jakość cieni również bardzo dobra, pigmentacja dość mocna, nie zabójcza, ale na piątkę. Cienie przyjemne w dotyku, mięciutkie i nie pylące zbytnio. Revolution po raz kolejny wypuściło palety, którymi warto się zainteresować :).


Największą ochotę miałam na wariant Newtrals 2 (na zdjęciu niżej) - paletkę o bardzo ciepłej, czerwono-ceglastej kolorystyce. Nadal nie umiem się oprzeć takim odcieniom, chociaż po roku czy dwóch malowania się non stop w takich kolorach, wreszcie zaczyna mnie ciągnąć w inne rejony ;). Tak czy inaczej, jeśli Was też opętały takie odcienie to Newtrals 2 wydaje się idealna.


Z kolei fajnym dziennym i bardziej uniwersalnym wariantem będzie Re-Loaded Iconic Fever (poniżej). To też ciepła tonacja, ale idąca już pod brązy. A jeśli interesuje Was coś pomiędzy to zostaje Iconic Vitality - zawierająca zarówno czerwień, bordo jak i musztardowe brązy.


Jeśli marzyła Wam się Subculture od ABH, to zerknijcie na Iconic Division - kolory w podobnym klimacie, chociaż oczywiście nie skopiowane identycznie. To naprawdę ciekawa paleta, jak dla mnie najmniej dzienna ze wszystkich Re-Loaded, ale podoba mi się bardzo. Są w niej zgaszone zielenie i fajny przybrudzony żółty.


SPORT FIX FIXING SPRAY | Nowością jest również fixer Sport Fix. Spray ma za zadanie nie tylko przedłużać trwałość makijażu, ale również utrzymywać mat. Przyznam szczerze, że jeszcze go nie testowałam, ale raczej nie będę tego robić podczas ćwiczeń (nie znoszę ćwiczyć w makijażu!). Niemniej jednak zapowiada się ciekawie i z tego co widziałam zbiera całkiem dobre opinie.

BAKING OIL | Kolejnym mega ciekawym kosmetykiem jest Baking Oil. Jest to coś w rodzaju bazy, w kropelkach, do aplikowania przed nakładaniem makijażu, podkładu i pudru. Myślę, że akurat "baking" w nazwie to typowo chwyt marketingowy, bo olejek nakładamy oczywiście przed aplikacją podkładu czyli z samym bakingiem nie będzie miał aż tyle wspólnego (a raczej z przygotowaniem skóry pod nałożenie podkładu).


INGOT HIGHLIGHTER | Jest też to co lubimy najbardziej - rozświetlacze! Pewnie już wiecie, że mam na ich punkcie obsesję ;). To całkiem nowa seria zawierająca trzy odcienie: chłodny, lodowy Platinum, złoty Gold i Rose Gold w kolorze różowego złota. To właśnie ten ostatni podoba mi się najbardziej. Rozświetlacze są sporych rozmiarów i dają zdecydowany, mocny błysk. Fajne, jestem z nich zadowolona i ostatnio codziennie używam. Odważyłam się nawet na wariant Gold, który na policzku wcale nie jest aż tak złoty jak w opakowaniu.


24 K GOLD CHOCOLATE | Do rodziny czekoladowych palet dołączyła złota wersja 24k Gold. Opakowanie jest oczywiście cudne i wprost idealne do pozowania na zdjęciach, ale wnętrze też nie pozostaje w tyle. Mamy odcienie złota, brzoskwini, brązy i odcienie rozświetlające. Jakość oczywiście podobna jak w innych czekoladowych paletach, a pewnie wiecie, że bardzo je lubię.


CREME HIGHLIGHT AND CONTOUR KIT | Na koniec zostawiłam zestawy ze sztyftami do konturowania i podwójnym aplikatorem. Jeden taki zestaw to aż cztery odcienie, pędzelek i gąbeczka. Będą w sam raz dla osób, które szukają kilku odcieni naraz plus od razu czegoś do rozcierania. Gąbka jak i pędzelek są mięciutkie i przyjemne w dotyku. Sztyfty to dwa ciemniejsze odcienie do konturowania (jeden chłodniejszy, drugi cieplejszy) i dwa jasne (matowy i rozświetlający).


Nowości bardzo fajne, szczególnie paletki zrobiły na mnie wrażenie. Dajcie znać czy już próbowaliście czegoś z tych produktów albo czego chcielibyście spróbować :). Jak już wspomniałam, dopiero co te nowości pojawiły się w ofercie MUR, a już weszła cała nowa linia Revolution Pro!

środa, 2 maja 2018

❀ NAJLEPSZE ZAPACHY NA WIOSNĘ ❀

Kiedy nadejdzie wiosna (a w tym roku właściwie to lato) zmieniamy nie tylko garderobę na zdecydowanie lżejszą, ale oczywiście także perfumy. U mnie wraz z pierwszymi ciepłymi dniami, wszystkie ciężkie, orientalne zapachy idą w kilkumiesięczną odstawkę i chociaż wiem, że trochę będzie mi ich brakowało (ulubionego Shalimara...) to takimi nutami można łatwo by zabić w gorące dni, więc wyciągam z powrotem na światło dzienne zdecydowanie lżejsze kompozycje. Latem sięgam po jeszcze perfumy, już typowo orzeźwiające, owocowe, często egzotyczne, a wiosną zdecydowanie najbardziej lubię lekkie, kwiatowe wody.

Wybrałam siedem moich ulubionych zapachów na wiosnę, lekkich, dziewczęcych i głównie oczywiście kwiatowych. Są wśród nich zarówno droższe jak i tańsze propozycje, ale tak naprawdę wszystkie uważam za bardzo udane i sięgam chętnie po każdą z nich.


Na początek zapachy od Yves Rocher. Jeśli ich nie znacie to bardzo Wam je polecam i nie jest to w żaden sposób "sponsorowana" opinia - niejednokrotnie przewijały się już na moim blogu, bo uważam że to świetne kompozycje, często pachnące lepiej niż niejedne perfumy górnopółkowe. Mam wrażenie, że w ich przypadku jakość nie idzie w parze z ceną, bo po prostu cena jest naprawdę niska jak na tak ładne kompozycje. Mam wiele zapachów od YR i chyba jeszcze żaden mnie nie rozczarował.


YVES ROCHER Lilas Mauve | Lekka woda toaletowa z serii Un Matin au Jardin. Wiosna to zapach bzu i Lilas Mauve świetnie ten zapach oddaje! Zbiera przeróżne opinie, ale mój nos odbiera go jako zapach wiernie naśladujący prawdziwy bez. Uwielbiam go nosić wiosną, do innych pór roku mi nie pasuje. Miałam lata temu wycofany już Pur Desir de Lilas z YR, który również pachniał bzem - zużyłam całą butelkę i kupiłam Lilas Mauve. Jest to woda toaletowa i jej trwałość nie jest powalająca, ale większość lekkich zapachów nie powala jednak trwałością. Jeśli tak jak ja uwielbiacie bez to koniecznie sprawdźcie tę wodę. Z tej linii zapachów posiadam również Rose Fraiche o zapachu róż, Muguet en Fleurs - konwalii, Feuilles de Verveine - werbeny. Pierwsze dwie również typowo wiosenne!

YVES ROCHER Fleur'd Ornager Lavande Petit Grain | Ta woda toaletowa to dla mnie kwintesencja wiosny! Nie widzę jej teraz w ofercie marki, ale inne kosmetyki z tej linii już tak, więc nie wiem jak to wygląda w sklepach stacjonarnych. Zapach to tylko trzy składniki: kwiat pomarańczy, lawenda i petitgrain. Lawendy nie czuć prawie w ogóle co jednych ucieszy, innych niekoniecznie (ja akurat lawendę bardzo lubię). Zapach kojarzy mi się z pierwszymi wiosennymi drzewkami pokrytymi pąkami, jest lekki, dziewczęcy i oczywiście iście wiosenny :).

YVES ROCHER Neroli | Kolejna woda, również od YR, to seria Secrets d'Essences, w którą wchodzą mocniejsze wody perfumowane. Neroli pachnie po prostu neroli, chociaż w piramidzie nut znajdziemy również petitgrain, piżmo i gorzką pomarańczę. To woda jedynie na temat kwiatu pomarańczy, a ja ten zapach bardzo lubię więc szybko przypadła mi do gustu. Neroli to zapach chłodny, czysty, bardzo świeży, orzeźwiający (ale nie kwaśny). Lekko gorzki i bardzo to w nim lubię! Świetny na wiosnę, sprawdzi się także w upały. Ja nosiłam go czasem i zimą, ale wtedy wydawał mi się trochę zbyt "zimny".


CHLOE Roses de Chloe | Jedne z moich ulubionych perfum i to nie tylko wiosną to Roses de Chloe. Mogłabym je nosić codziennie, bo mam wrażenie że pasują zawsze i wszędzie, chociaż właśnie najbardziej na wiosnę. Jest to oczywiście zapach różany, ale w żadnym wypadku nie jest to ciężka, babcina "konfiturowa" róża, ale jej przeciwieństwo - zwiewna, lekko kwaśna, świeża róża. Zapach jest typowo dziewczęcy, delikatny i naturalny. Bardzo, bardzo lubię!


Kolejne dwie propozycje to zapachy nie do końca "moje", bo nieco wtórne, mało oryginalne. Czemu jednak znalazły się w tym zestawieniu? Mimo, że brak im nieco charakteru to są to zapachy ładne i na tyle neutralne, że kwalifikujące się do ulubieńców w kategorii "do pracy". To właśnie po te perfumy sięgam najczęściej w okresie wiosennym wychodząc do pracy, bo wiem że nie będę nikogo drażniła zbyt intensywnym czy specyficznym zapachem.

MARC JACOBS Daisy Dream | Zapach typowo dziewczęcy, lekko słodki, delikatny, kwiatowo - owocowy. Znajdziemy w nim wisterię, gruszkę, jeżynę, jaśmin czy kokos, ale dla mnie w Daisy Dream żaden składnik nie wybija się na prowadzenie. To po prostu lekki przyjemny miks kwiatów i owoców. Na wiosnę i lato ładny i niemęczący. Trwałość słabiutka jak na górną półkę i za to minus.

CALVIN KLEIN Endless Euphoria | Moim drugim "pewniakiem" do pracy jest zawsze Endless Euphoria. To ładny, kobiecy zapach, choć znów mało oryginalny, ale za to bezpieczny. Pachnie kwiatowo, kwiatem wiśni, różą, fiołkiem, ale ma też dodatek bergamotki i mandarynki dzięki czemu jest w nim też coś świeżego. Nie ma kompletnie nic wspólnego z klasyczną Euphorią, wersja Endless jest lekka i dzienna.


GUERLAIN Insolence | Najnowszy nabytek z zestawienia to Insolence od Guerlain, o których pisałam jakiś czas temu. Uwielbiam ten zapach, jest naprawdę piękny i bardzo "mój". Mocno fiołkowy - pudrowy, z irysem, maliną i różą. Dla mnie pachnie jednocześnie elegancko i dziewczęco, jak puder najlepszej klasy (jest pudrowy, ale absolutnie nie jest ciężki). Myślę, że to dość specyficzny zapach, na pewno nie pomyliłabym go z żadnym innym. Latem raczej nie będę po niego sięgać, ale wiosną jest cudowny!


A jakie są Wasze wiosenne typy ^ ^ ?