piątek, 7 sierpnia 2020

DERMEDIC HYDRAIN3 💧Mocno nawilżająca pielęgnacja 💦

   W mojej pracy podczas wykonywania makijaży dosyć często słyszę pytania o polecenie dobrze nawilżających kosmetyków pielęgnacyjnych. To ciekawe, bo wydawałoby się, że wybór jest teraz ogromny i nie ma problemu ze znalezieniem takiej pielęgnacji. Jedak sama też szukałam czegoś co nie da tylko chwilowego efektu jak niektóre kremy, będzie naprawdę mocno nawilżające, a jednocześnie nietłuste. Moja skóra ma skłonność do zapychania, więc najlepiej sprawdzają się u mnie lekkie formuły. I tak kilka lat temu kosmetolog poleciła mi serię dermokosmetyków Hydrain3 od Dermedic. Płyn micelarny z tej linii znałam już wtedy dość dobrze, a z czasem wypróbowałam kilka innych produktów i mogę je z czystym sumieniem polecić jako lekkie, a jednocześnie intensywnie nawilżające produkty. Seria jest dedykowana skórze odwodnionej i bardzo suchej, a mimo to super sprawdza się na mojej mieszanej cerze.


   Od długiego czasu moim ulubionym lekkim, ale nawilżającym produktem jest płyn micelarny H2O. Jest to już stały bywalec w mojej łazience. Nie była to co prawda miłość od pierwszego wejrzenia, bo z początku płyn nie przypadł mi zupełnie do gustu. Rzecz w tym, że micel sprawdza się rewelacyjnie dla odświeżenia i nawilżenia cery, a zupełnie przeciętnie jako płyn micelarny do zmywania makijażu. U mnie po prostu często nie radził sobie z makijażem oka. Wtedy przeczytałam aby spróbować używać nieco inaczej, już po oczyszczeniu cery i właśnie w takiej kategorii mogę go polecić. Dobrze uzupełnia pielęgnację, nie podrażnia, a efekt nawilżenia jest naprawdę odczuwalny. Jednak do zmywania makijażu oczu wolę inne micele ;).

   Bardzo lubię też serum nawadniające z 15% kwasem hialuronowym. Kosmetyk ma postać lekkiego mleczka, które szybko się wchłania i wygładza skórę. Nadaje się pod kremy i pod makijaż jako nawilżająca, ale nietłusta baza. Działanie również super - mocne nawilżenie, które po prostu czuć na skórze. Serum znam od dawna, od kilku lat, zużyłam na pewno więcej niż jedno opakowanie, co u mnie już coś znaczy, bo lubię testować nowości. Dla mnie zupełnie zastępuje krem, ale przypuszczam, że na przesuszonej skórze w połączeniu z tonikiem-micelem będzie dawać fajne efekty. Zapach ma przyjemny, lekko ogórkowy.



   Z kolei krem testuję dopiero od niedawna, więc nie mogę o nim powiedzieć zbyt wiele. Jest to krem o dogłębnym działaniu. Tutaj formuła jest już nieco cięższa i po nałożeniu czuję delikatnie tłusty film. Nie jest to oczywiście typowo tłusty krem, ale od razu czuć, że ma bogatszy skład. Podobnie jak micel i serum, mocno nawilża skórę i pozostawia wspomniany ochronny film. Zawiera SPF15, to niby niewiele ale zawsze coś.

   Polecam jeśli wasza skóra jest sucha lub okresowo skłonna do przesuszeń. W każdym aspekcie życia potrzebna jest równowaga i ze skórą jest oczywiście podobnie, jeśli balans zostanie zaburzony np. zbyt agresywnym oczyszczaniem albo intensywnymi kuracjami złuszczającymi to wtedy też będzie potrzebować nawilżenia i ochrony. Produkty Dermedic można dostać w aptekach oraz oczywiście w aptekach internetowych. Często można natrafić także na gotowe zestawy - ja miałam taki z kosmetyczką, która przy okazji okazała się całkiem fajna i porządnie wykonana, więc sprawdziła się na wyjazdach ;).


piątek, 31 lipca 2020

🏆 RANKING LAKIERÓW HYBRYDOWYCH 🏆

   Kiedy manicure hybrydowy dopiero się pojawiał, wybór lakierów hybrydowych był dosyć skromny. Na ten moment jednak ilość różnych marek jest po prostu ogromna i tu pojawia się pytanie: którą z nich wybrać? Manicure hybrydowy wykonuję od dawna i lubię testować różne marki, dlatego wreszcie przyszedł czas na ranking lakierów hybrydowych. Lakiery oceniłam w skali od jednej do pięciu gwiazdek. Ranking jest oczywiście całkowicie subiektywny, jedne marki znam lepiej, inne mniej, a jeszcze inne (nie zamieszczone we wpisie) wcale. Pod lupę bierzemy pigmentację, konsystencję, buteleczki, dostępne kolory i ogólne właściwości lakierów. Z kolei trochę mniej oceniałam trwałość, bo moim zdaniem jest ona głównie uzależniona od bazy, top coatu i przygotowania płytki paznokci niż od lakieru kolorowego. To zaczynajmy :)!


INDIGO | Indigo to zdecydowanie moja ulubiona marka hybrydowa i dostaje ode mnie 5/5. Ich lakiery są bez zarzutu, odpowiednio gęste, pięknie napigmentowane, malowanie nimi to przyjemność. Nie sprawiają problemów, nie uciekają z wolnego brzegu paznokci, nie rozlewają się na skórki. Buteleczki są bardzo ładne, a pędzelki w sam raz. Duży plus za kolory, Indigo często wypuszcza nowe kolekcje, które fajnie wstrzeliwują się w aktualne trendy. Wiele kolorów jest też bardzo oryginalnych jak np. Lady Joker - boski fiolet opalizujący na niebiesko to chyba mój ulubiony odcień tej marki. Lakiery nie są jednak najtańsze, bo buteleczka kosztuje 34zł, jednak są zdecydowanie warte swojej ceny. Indigo ma ode mnie dodatkowego plusa także za bazy mineralne, wszystkie moje ukochane pyłki do wcierania w lakier i ogólnie za cały marketing np. bardzo profesjonalne zdjęcia paznokci.


SEMILAC | Mam wrażenie, że najpopularniejszą marką lakierów hybrydowych jest chyba Semilac - kojarzą go nawet osoby nieszczególnie zainteresowane tematyką paznokci. O ile Indigo celuje bardziej do profesjonalistów, tak mam wrażenie że Semilac jest bardzo popularny wśród osób, które wykonują hybrydy w zaciszu domowym. Marka jest też postrzegana jako nieco kontrowersyjna przez temat uczuleń. Moim zdaniem to jedne z lepszych lakierów, ale nie idealne dlatego odejmuję im pół gwiazdki. Lakiery Semilaca są różne, niektóre kolory świetnie kryją, ale są też takie, które nawet po trzech warstwach potrafią zostawiać prześwity. Generalnie ich konsystencja jest jednak dobra, wybór kolorów bardzo duży, a buteleczki estetyczne. Kosztują około 30-35zł. Z Semilaca uwielbiam odcień Mardi Gras - piękny róż przełamany fioletem, a na jesień Dark Chocolate - nietypowy kolor pomiędzy brązem, bordo, a fioletem.


NEONAIL | Bardzo podobnie oceniam NeoNail - 4,5/5 gwiazdek. Lakiery NaoNail znam troszkę słabiej niż Semilaca, ale zawsze miałam co do nich raczej podobne odczucia. Zdarzyło mi się utrafić na słabszy odcień, ale zdecydowana większość to dobra formuła i krycie. W przypadku NeoNail miałam styczność z kilkoma odcieniami, które robiły problemy podczas utwardzania (marszczyły się pod lampą i trzeba było nakładać naprawdę ultra cienkie warstwy), ale tutaj nie jestem pewna czy była to kwestia kolorów czy używanej wtedy lampy uv. Ogólne odczucia mam jednak bardzo pozytywe, NaoNail również ma ogromny wybór kolorów, piękne lakiery magnetyczne i te z opalizującymi drobinkami. Osobiście uwielbiam od nich lakier Cyclamen, piękny różowo-fioletowy kolor. Mam i lubię także lakiery termiczne tej marki. Buteleczki porządne. Cenowo podobnie ok 30-35zł.

NEESS | Ostatnio odkryłam na nowo lakiery hybrydowe Neess. Nie mam zbyt wielu lakierów tej marki, ale robią bardzo dobre wrażenie. W ich przypadku dużym atutem będzie cena, bo buteleczki 4ml kupowałam nawet po 7,99zł, a ich regularna cena to zazwyczaj 10-15zł. Konsystencja i pigmentacja na przykładzie tych kilku kolorów była różna: neonowy pomarańcz krył niesamowicie, już przy jednej warstwie, a z kolei żółty lakier mógłby mieć trochę lepsze krycie. Ogólnie właściwości jednak na plus (choć czuć już, że formuła nie jest tak dobra i przyjemna w aplikacji jak np. u Indigo). Ja jednak bardzo lubię te lakiery, bo są w porządku, a często wolę kupić mniejszą i tańszą buteleczkę, bo po prostu są kolory, których użyję raz na rok. Na pewno będę je dalej testować, bo ostatnio mocno mnie do siebie przekonały. Moim faworytem jest odcień Kobieta Kot - boski pomarańczowy neon, który jak wspomniałam super kryje już nawet przy jednej warstwie (i wcale nie potrzebuje białego podkładu). Buteleczki nie są tak ładne, ale są okej w takiej cenie.


HI HYBRID | Z Hi Hybrid mam sporo lakierów, bo często natrafiam na nie stacjonarnie w różnych promocjach i przygarniam kolejne kolory ;). Większość lakierów jest w porządku, ale zależnie od kolorów wychodzą różnice. Zdarzają się odcienie o świetnej konsystencji, bardzo mocno kryjące, ale są też takie które kryją dosyć słabo i potrzebują wielu warstw (np. wściekła zieleń). Mam wrażenie, że w przypadku tej marki różnice we właściwościach pomiędzy kolorami bywają znaczące. Hi Hybrid robią czasem problemy przy utwardzaniu. Mam dwa świetne żółto-pomarańczowe kolory, które mimo super cienkich warstw potrafią się pomarszczyć pod lampą, inne utwardzają się bez większych problemów. Cenowo wypadają też dość fajnie, bo kosztują 20zł, ale często można je kupić nawet za połowę ceny. Lubię też buteleczki tych lakierów, ładne i porządne. Z Hi Hybrid świetne są brokatowe lakiery, pięknie wyglądają na paznokciach i idealnie kryją przy dwóch warstwach. Moim ulubionym jest nr 430 - jasnoróżowy brokat.

MOLLON PRO | Mollon to marka skierowana raczej typowo do profesjonalistów i mocno popularna w początkach manicure hybrydowego. Nawet pojemności lakierów są typowo salonowe - większe butelki mają po 12ml (i kosztują 40zł), ale są też mniejsze 8ml (27zł). Z Mollonem mam pozytywne doświadczenia, mają bardzo ładne i często nietypowe odcienie. Uwielbiam ich serię brokatową! Mają nieco inne brokaty niż inne marki, zatopione jakby w transparentnej ale kolorowej bazie, świetne są. Nie do końca lubię  konsystencję tych lakierów (ale nie mówią tu o brokatach, bo one mają idealną formułę),  mam wrażenie że jest trochę zbyt rzadka, ale ja preferuje bardziej gęste formuły. Z kryciem jest raczej okej, choć zdarzają się też trochę słabsze kolory. Buteleczki solidne, porządne, na plus. Z Mollona bardzo lubię odcień Misaki, taki ni to beż, ni tu fiolet, ani też nude. Z kolei nie polecam lakierów monofazowych z Mollona - mają tendencję do niedotwardzania się pod lampą, nie mają ładnego połysku, moim zdaniem wypadają blado na tle ich pozostałych hybryd.

PB NAILS | Kolejna bardzo dobra marka, która nie tylko ma godne uwagi lakiery, ale też pyłki do wcierania. Nie mam niestety zbyt wielu odcieni, ale każdy z nich jest w porządku. Konsystencja różni się w zależności od koloru, jedne są bardziej gęste, a inne nieco rzadsze. Chętnie częściej pewnie bym kupowała coś z PB, ale inne marki są dla mnie łatwiej dostępne. Buteleczki na plus, estetyczne i solidne. Żaden z posiadanych przeze mnie odcieni nie sprawiał większych kłopotów, choć konsystencja nie zawsze do końca mi odpowiadała. Myślę, że to kolejna marka, którą warto wziąć pod uwagę. Cena około 30zł.

NAILS COMPANY | Podobnie jak wyżej wymienione marki i NC Nails ma bardzo dobre jakościowo lakiery. Większość to odpowiednia formuła i dobra pigmentacja, ale zdarzyło mi się także utrafić na jakiś słabszy, gorzej kryjący odcień. Buteleczki są w porządku, ładne i wyglądają porządnie. Lakiery kosztują około 30zł. Wybór odcieni jest spory i jest wiele świetnych kolorów: piękne są metaliczne, ale największe wrażenie robią chyba lakiery z serii Glam Flakes - z opalizującymi płatkami. Nails Company ma również bardzo dobre jakościowo żele kolorowe do zdobień oraz pigmenty przeznaczone do mieszania z żelami, dla podbicia pigmentacji. Uwielbiam te pigmenty i stosuję je ciągle do zdobień.

NIUQI | Hybrydy z ...Biedronki! O dziwo należą to moich ulubionych marek. Wielki plus przede wszystkim za Top No Wipe, Superbazę oraz bazy kauczukowe. Nie wiem ile już zużyłam top coatów i baz, ale dla mnie są bezbłędne, manicure trzyma się na nich świetnie, a top pięknie trzyma połysk. Bazy kauczukowe to moim zdaniem rewelacja, naprawdę przypominają bazy mineralne Indigo, owszem są ciut słabsze (nie rozprowadzają się aż tak dobrze), ale uważam że to znakomity produkt w swojej cenie (większość kosztuje 10zł). Z kolorami za to bywa już różnie, niektóre są bardzo mocno kryjące, a inne robią problemy. Ja jakoś szczęśliwie zwykle trafiam na te lepsze, dlatego polubiłam te lakiery. Ostatnio dokupiłam sobie dwa nowe neony i też są bardzo dobre. Minusem jest na pewno wybór kolorów, często są mocno przebrane i ciągle te same. Najciekawsze kolory można dokupić kiedy pojawiają się serie limitowane, ale z drugiej strony często bywają wtedy wykupione. Buteleczki są naprawdę ok!


ORLY NAILS | Z marki Orly mam sporo lakierów, zaczynałam od tych klasycznych, a potem poznałam hybrydowe GelFx. Dla mnie dużym plusem Orly są kolory, które często są bardzo oryginalne i zupełnie niepodobne do tego co pozostałe marki oferują w danym momencie. Oczywiście jest mnóstwo bazowych odcieni, ale też sporo właśnie ciekawych np. nietypowych metalików. Minusem jest z kolei formuła, dla mnie zbyt rzadka i niekiedy kiepska pigmentacja (w szczególności przy jasnych odcieniach) co w parze ze sobą powoduje, że zdarzają się kolory przy których nawet przy 3 warstwach są prześwity. Większość kryje jednak całkiem dobrze. Ceny wahają się od 39zł wzwyż. Z Orly bardzo lubiłam GelFx Bodyguard - w roli bazy sprawdzał się super, utwardzał paznokcie i dobrze się trzymał nawet na wymagającej płytce.

CLARESA | Co do Claresy mam mieszane uczucia. Początkowo byłam z nich bardzo zadowolona, ale miałam wtedy małe doświadczenie z innymi markami. Pamiętam, że zdarzały się kolory, które bardzo marszczyły się podczas utwardzania, inne rozwarstwiały się w buteleczkach, niektóre miały dziwną formułę jakby ktoś dosypał do nich piasku. Kilka lakierów zupełnie zastygło w buteleczkach. Potem z kolei miałam kilka lakierów w nowych buteleczkach i one były całkiem w porządku. Przypuszczam, że marka zmieniła formułę na o wiele lepszą. Teraz raczej ich nie używam, ale to ponoć ta sama produkcja co biedronkowe hybrydy, które bardzo lubię, więc pewnie są równie dobre. Pod uwagę wzięłam jednak wszystkie lakiery tej marki, które miałam. Jeśli używaliście aktualnych lakierów Claresy to dajcie znać jak się sprawują. Koszt zazwyczaj pomiędzy 10-20zł.

ALLEPAZNOKCIE | Na stronie Allepaznokcie można dostać od nich kilka różnych serii lakierów hybrydowych. Testowałam MollyLac (10-15zł), które są moim zdaniem najlepsze, mają fajną formułę, ładnie się rozprowadzają. One mają takie śmieszne, metaliczne fioletowe butelki, zdecydowanie wyróżniające się na tle innych marek. Sprawdziłam też Unique, te lakiery były bardzo tanie (mniej niż 10zł), ale też dość średnie i w nieładnych plastikowych mini buteleczkach. Z kolei kompletną porażką okazały się NTN. Nie wiem, może trafiłam na wyjątkowe koszmarki... ale żaden z tych lakierów nie nadawał się do użytku. Pomijam już okropne, plastikowe, bardzo tanio wyglądające buteleczki. Jeden z kolorów ciągnął się i był gęsty, glutowaty tak że nie dało się go rozprowadzić na paznokciu. Inny rozwarstwił się zupełnie w opakowaniu na kolor i przezroczysty płyn. Jednym słowem porażka, ale ciekawa jestem czy wszystkie są takie czy tylko ja trafiłam na pechowe odcienie. Co prawda cena była hmm około 3-4zł, więc można było się tego spodziewać.



Poza rankingiem kilka marek, które stosowałam, ale mam wśród nich zbyt małe rozeznanie żeby brać je pod uwagę. Nailac - to świetna czerń, bardzo kryjąca i zupełnie bezproblemowa (a wiadomo, że z czerniami różnie bywa). Podobno biel też mają rewelacyjną, ale nie próbowałam. Miałam także hybrydy z Elisium (i były okej), Silcare - tanie a dobre, Cuccio - fajne kolory, ale rzadka formuła i Provocater - bardzo dobre. X-hybrid lubię, ale stosuję jako zwykły lakier, a nie jako monofazę. Shelou mnie nie powaliły ani konsystencją ani pigmentacją.

Na sam koniec zostawiłam sobie hybrydy z Aliexpress. Polecać nie polecam, bo na pewno bezpieczniej sięgać po znane marki, ale wiem że wiele osób ich używa i sobie chwali. Ja też wypróbowałam kilka lakierów z Ali i doświadczenia miałam różne, raz lepsze a raz gorsze. Jedyną marką, która faktycznie wyróżniała się na plus była VenaLisa - hybrydy tej marki są bardzo dobrze napigmentowane, a kobaltowy odcień to jest moc! Teraz jednak praktycznie nie sięgam po aliexpressowe lakiery, bo tak często można natrafić na różne promocje czy to np. Hi Hybrid czy Nees, że można dokupić sobie nowy kolor i za 10zł.

poniedziałek, 20 lipca 2020

GARNIER Ambre Solaire | Kultowy olejek na lato 🥥

   Na olejek Ambre Solaire Huile Bronzante od Garnier trafiłam dość pokrętną drogą, nie wypatrzyłam go w żadnej drogerii czy w internecie. Jakiś czas temu czytałam książkę Stulecie Zapachów - Lizzie Ostrom (polecam miłośnikom perfum, czytało mi się ją świetnie!). Był w niej rozdział o pierwszym olejku do opalania, którego zapach zapoczątkował tę specyficzną kompozycję zapachową, którą wszyscy kojarzymy z kremów i olejków do opalania. Mowa o olejku Huile de Chaldee, który stworzył Jean Patou w latach 20 ubiegłego wieku. Olejek ponoć był niezwykle popularny, szybko zdobył rzesze fanów, zapewne dzięki koloryzującej formule i słodkiemu zapachowi. Autorka książki zaznacza, że olejek jest porównywany właśnie do Ambre Solaire Garniera, który pojawił się w sprzedaży w latach 30. Domyślam się, że obecna wersja olejku musi się różnić, ale mimo wszystko bardzo mnie zaciekawił i chciałam go poznać. Jak się okazuje olejek Garniera jest bardzo popularnym kosmetykiem, ale do niedawna chyba dość ciężko było dostać go w Polsce. Ja akurat zamawiałam go już jakiś czas temu, kiedy właśnie był problem z dostępnością, wtedy znalazłam go na Notino.


Jakie właściwości ma olejek?

Ambre Solaire ma postać treściwego i raczej gęstego olejku o mocno odżywiającym działaniu. Zawiera olej kokosowy. Oczywistym jest, że olejek natłuszcza, ale dozowany w umiarkowanej ilości daje przyjemny efekt wygładzenia bez przesadnej tłustości. Ja nie lubię kiedy skóra jest bardzo natłuszczona dlatego zawsze używam małych ilości i to mi całkowicie wystarcza. Olejek ma lekko koloryzującą formułę, rudo-brązowy odcień, który może delikatnie podkreślać opaleniznę. Od razu uprzedzam, że efekt jest bardzo subtelny i zauważalny będzie tylko jeśli nałożymy większą ilość olejku. Ambre Solaire posiada bardzo niską ochronę przeciwsłoneczną (SPF2), więc ja odradzałabym stosowanie olejku typowo do opalania. Moim zdaniem to bardzo dobry olejek o fajnych właściwościach pielęgnujących skórę, ale do stosowania np. na wieczór, w cieniu, na noc lub jeśli ktoś nie stosuje filtrów (choć polecam), ale ja na pobyt w ostrym słońcu zawsze wybieram mocne filtry - najczęściej SPF50.

Jak pachnie olejek?

Moim zdaniem świetnie! Dla mnie to właśnie ten typowy zapach olejku do opalania, który momentalnie nasuwa mi skojarzenia z plażą, słońcem i wodą. Pachnie słodko, może nawet nieco ciężko i dusząco, ale ja uwielbiam ten zapach (dajcie mi takie perfumy!). Ten zapach tak miło mi się kojarzy, że chętnie używałam olejku zimą zamiast balsamu na noc. Uważajcie tylko na białe i jasne tkaniny, w końcu formuła jest lekko koloryzująca.


   Garnier ma w ofercie całą linię Ambre Solaire: wysoką ochronę przeciwsłoneczną, mgiełki z filtrem, kosmetyki po opalaniu, więc jeśli szukacie czegoś z filtrem to na pewno znajdziecie bez problemu. Ja mam tylko ten olejek, więc nie wiem jak sprawdza się reszta, ale ciekawi mnie jeszcze dwufazowa "woda uv" z SPF30. Swój olejek zakupiłam na Notino, dokładnie tutaj -> Garnier Ambre Solaire

czwartek, 16 lipca 2020

NOTINO SUMMER BLACK FRIDAY 🖤 Co warto kupić?

   Na Notino trwa aktualnie Summer Black Friday, gdzie wybrane marki można kupić 20% taniej z kodem zniżkowym notino. Jako, że ceny na Notino nawet poza promocjami są bardzo w porządku to z kodem niektóre perfumy czy kosmetyki można upolować już naprawdę po okazyjnej cenie. Promocja dotyczy niektórych marek i to właśnie z nich wybrałam listę zapachów i kosmetyków kolorowych, które znam i polecam, może coś wpadnie Wam w oko ;). Poza tym na promocję wchodzi też część marek z pielęgnacją ciała, skóry czy włosów oraz wybrane z urządzeniami elektrycznymi. Pełną listę marek objętych obniżką znajdziecie tutaj -> Black Friday.

   Mnie na Notino najbardziej interesują oczywiście zapachy. Tym razem promocją objęte są głównie mocno popularne marki, ale znalazło się także coś z niszy i marek oferujących zapachy do domu. Są to między innymi: Gucci, Marc Jacobs, Cacharel, Lancome, Calvin Klein, Jil Sander czy Paco Rabanne. Poniżej zestawienie dziesięciu zapachów, które bardzo lubię i w większości mam w swojej kolekcji :).


1. Marc Jacobs Decadence | Mój ukochany zapach na jesień, tajemniczy, słodki, nieco cięższy i z charakterem. Często budzi skrajne emocje, bo jest charakterystyczny i wyróżnia się na tle innych zapachów marki. Dla mnie pachnie głównie słodką, gęstą śliwką, którą uwielbiam w perfumach. A poza tym uwielbiam ten flakon-torebkę :).
2. Gucci Bloom | Bloom to piękny, upojny białokwiatowiec. Dość prosty zapach, tuberozowy, ale bardzo ładnie i naturalnie oddający zapach białych kwiatów. Ma pewną ciężkość i może być nieco duszny (w końcu to białe kwiaty, a nie jakieś tam kwiatuszki z łąki). Bardzo lubię te perfumy i chętnie używam ich wiosną, są dziewczęce i eleganckie zarazem.
3.Victoria's Secret Love Spell | Jeśli lubicie owocowe, słodkie i lekkie zapachy, takie w letnim, wakacyjnym klimacie, to polecam Wam mojego ulubieńca z tej kategorii - Love Spell. To kompozycja brzoskwiniowo-kwiatowa, soczysta i słodka.
4. Jil Sander Sun | Perfumy z gatunku plażowych, choć niekoniecznie nadających się na plażę. Pachną trochę jak olejek do opalania i przywodzą na myśl letnie wieczory. To balsamiczny ciepły zapach z dużą dawką wanilii, benzoesu i ylang ylang.
5. Cacharel Anais Anais L'Orginal | Anais Anais to kolejny zapach z białymi kwiatami w roli głównej. Tutaj prym wiedzie lilia. Zapach typowo kwiatowy, chłodny i nieco retro.
6. Lancome Tresor | Od dłuższego czasu przymierzam się do kupna klasycznych Tresor. Lancome ma teraz mnóstwo flankerów tego zapachu, ale mi wciąż najbardziej podoba się oryginał. To taki bogaty, pudrowy, kobiecy zapach z brzoskwinią, kwiatami i różą w piramidzie nut, piękny!
7. Cacharel Noa | Zapach "czystościowy". Piżmowy, bardzo delikatny, codzienny zapach, trochę mydlany, ale też lekko kwiatowy (i z minimalną nutką kawy). Świetny jeśli chce się pachnieć czysto i dyskretnie. Bardzo go lubię, również w roli odpoczynku od cięższych perfum.
8. Lancome Poeme | Perfumy, które są już może nieco vintage, ale wciąż bardzo piękne, bogate, nektarowe. Tym razem to miks przede wszystkim żółtych kwiatów. Poeme są przede wszystkim kwiatowe, ale też nieco pudrowe i słodkie.
9. Cacharel Lou Lou | Cięższy zawodnik czyli Lou Lou. Bardzo mocne, intensywne perfumy, moim zdaniem z gatunku cięższych zapachów, dobrych na jesień i zimę. Mają naprawdę świetną trwałość! Zapach bardzo oryginalny, kadzidlany, z tuberozą i moją ulubioną śliwką.
10. Gucci Memoire d'Une Odeur | Jako ostatni dość nowy zapach od Gucci, oryginalny i mało mainstreamowy :). Czuję w nim głównie rumianek i zioła. Nie mam go, ale bardzo mi się podoba.


   Promocją objęte są także marki makijażowe - raczej tańsze lub te ze średniej półki. To między innymi: Nyx, BarryM, Sigma, theBalm, Ardell, Dermacol, L'Oreal, Maybelline czy Gosh. Podobnie jak w przypadku zapachów również zrobiłam zestawienie wybranych produktów, to same sprawdzone klasyki :).



1. Dermacol Beauty Powder Pearls | Perełki brązujące Dermacol lubię za bezproblemową aplikację i ładny neutralny odcień. Oglądałam kiedyś również perełki rozświetlające i w formie różu, wszystkie wydawały się niezłe.
2. L'Oreal Volume Million Lashes So Couture | Tego tuszu chyba nie trzeba przedstawiać, to mój ulubieniec od lat. Zawsze się sprawdza, pięknie rozdziela, pogrubia i lekko podkręca rzęsy.
3. Maybelline Superstay Matte Ink | Kolejny kultowy kosmetyk, który i mnie przekonał. Matowe pomadki Matte Ink są nie do zdarcia, a na Notino jest spory wybór kolorów, których nie widziałam w stacjonarnych drogeriach. To jedna z niewielu pomadek, która przetrwała u mnie cały dzień nawet pod maseczką.
4. Dermacol Cover | Kryjący fluid od Dermacolu lata temu był prawdziwym hitem internetu. Teraz chyba nieco zapomniany, ale ja wróciłam do niego po latach i przypomniałam sobie za co tak go lubiłam - świetną pigmentację. Używam oczywiście w roli korektora.
5. L'Oreal Infallible Les Chocolats | Kolejne pomadki, które bardzo lubię. Pachną czekoladą, są bardzo trwałe i jednocześnie komfortowe w noszeniu.
6. Ardell sztuczne rzęsy | Tutaj też nikogo nie zaskoczę, bo rzęsy Ardell to już bestseller ;). To przykład rzęs, które są świetne jakościowo i nie zabijają ceną. Polecam także kępki.
7. Nyx Soft Matte Metallic Lip Cream | Ostatni produkt jest nieco nietypowy - to metaliczna pomadka zastygająca Nyx. Wiem, że metaliki jakoś nie do końca się przyjęły, ale jeśli akurat lubicie ten efekt to ta pomadka jest całkiem niezła. Mocno kryje i co ważne - zastyga!


Jak wspomniałam (poza kolorówką i zapachami) zniżka dotyczy także pielęgnacji i urządzeń elektrycznych. Na kod rabatowy łapie się np. Foreo, co może przydać się osobom, które miały w planie zakup jednej ze słynnych szczoteczek sonicznych. Ja polecam Foreo Luna Play Plus - jest stosunkowo niedroga w porównaniu do innych wariantów, a jest to wariant ładowalny :). Na promkę wchodzi też cały Braun - tu z kolei mogę polecić depilator Silk Epil 9 Wet&Dry (bardzo fajny i super, że można go używać pod wodą). Pośród marek jest także OralB i Remington.

wtorek, 30 czerwca 2020

TEST! Kosmetyki do makijażu NUTRIDOME

   Przez ostatnie tygodnie miałam okazję używać kilka kosmetyków do makijażu marki Nutridome. Markę kojarzyłam wcześniej z blogów i instagrama, ale nie miałam z nią styczności i zastanawiałam się czy warto. Moim zdaniem tak, ale niżej o tym co konkretnie u mnie się sprawdziło :). Szczególne nadzieje pokładałam w podkładzie, bo podkłady to taka moja mała obsesja - wiecznie szukam tego idealnego i mało co mi pasuje, jednak Nutridome w tej kwestii wypadło całkiem całkiem!




   Zacznijmy więc od wspomnianego podkładu w wersji kryjącej. Do wyboru jest pięć odcieni, miałam wrażenie, że trochę mało i obawiałam się, że źle trafię z kolorem. Wzięłam odcień 02 Natural i o dziwo był to strzał w dziesiątkę! Odcień idealnie stapia się z moją karnacją, ma ładny beżowy neutralny ton (nie wpada w róż, uff). Testowałam go solidnie, nosząc przez cały dzień w pracy, od rana do wieczora, także pod maseczką. Nakładałam zawsze beauty blenderem. Podkład faktycznie ma bardzo dobre krycie, ale wygląda na skórze naturalnie, kompletnie nie daje żadnego efektu maski czy ciężkości. Bardzo mi się to w nim podoba. Po nałożeniu wygląda satynowo, naturalnie. Nie mogę narzekać również na trwałość, bo wytrzymuje wiele godzin. Dla mnie na co dzień do pracy jest okej, ale nie jest to typowy podkład long lasting który wybrałabym na okazję gdzie podkład ma wytrzymać dzień i noc. Na mojej mieszanej, skłonnej do przetłuszczania się skórze, w duecie z pudrem jest w porządku, ale w połowie dnia się wybłyszcza i muszę się przypudrować. Myślę, że tego problemu zupełnie nie odczują osoby o skórze normalnej czy suchej, bo u mnie praktycznie każdy podkład zaczyna błyszczeć po paru godzinach. Nigdy mi się nie zważył, a ścierał się tylko z nosa co było spowodowane noszeniem maski. Moim zdaniem to naprawdę dobry podkład, kryjący ale o ładnym, naturalnym efekcie na skórze. Dla mnie na piątkę! Plus za opakowanie z pompką.
 
   Wraz z podkładem używałam prasowanego pudru matującego w najjaśniejszym odcieniu 01 light. Sprawdzał się dobrze do poprawek w ciągu dnia. Używałam go właśnie jedynie do drobnej korekty makijażu, bo po nałożeniu podkładu zawsze wolę pudry sypkie. Jeśli chodzi o pudry prasowane to ja nie jestem zbyt wybredna i ten puder również mi się sprawdził, taki poprawny produkt, który robi to co ma robić. Matuje, wygładza i optycznie niweluje pory. Kolor trafiony, zapach trochę w stylu klasycznych pudrów sprzed lat, ale nie jest duszący - ja takie lubię.



   Wypróbowałam również połyskujący cień i ten akurat nieco mnie zaskoczył. Wybrałam sobie odcień Glossy Champagne, lubię takie jasne cienie do szybkich makijaży. Pierwsze dotknięcie powierzchni cienia i wow - piękny, intensywny błysk! Potem próba makijażu i okazało się, że cały ten błysk to tylko wierzchnia warstwa cienia, a pod nią spokojny waniliowy kolor o bardzo subtelnym, wręcz satynowym połysku. Dziwna sprawa z tym cieniem, jeszcze coś podobnego mi się nie przewinęło przez ręce. Czy to źle, czy dobrze... to już zależy czy wolicie intensywny połysk czy coś subtelniejszego. Ja troszkę żałuję, że cień jednak nie błyszczy tak mocno ;).



   Pomadka do ust również mnie zaskoczyła, ale tym razem pomysłowym opakowaniem. Pierwszy raz widzę takie rozwiązanie. Aby otworzyć pomadkę trzeba przycisnąć górną część opakowanie (w formie przycisku). Ciekawy patent! Sama pomadka jest z błyszczącej serii (w ofercie sklepu także matowa linia), kolor to ciepły, intensywny róż 103 Pink Bomb. Pomadka ma błyszczące wykończenie i jest nieco transparentna, ale można nią także zbudować mocny kolor dokładając kolejne warstwy. Ma przyjemny zapach i jest bardzo komfortowa w noszeniu, dzięki lekkiej, nawilżającej formule. To znów poprawny produkt, który może nie wyrwał mnie z butów, ale nie mam do czego się przyczepić.



   Najbardziej przypadł mi do gustu podkład i wydaje mi się, że to właśnie ten produkt jest mocną stroną marki, chociaż oczywiście sprawdziłam tylko część kosmetyków z oferty. Ciekawa jestem jak wypadają matowe pomadki Nutridome, może ktoś z Was ich używał?
Produkty dostępne są w sklepie Nutridome.
 
 

niedziela, 14 czerwca 2020

🎀 ORIFLAME Eclat Mon Parfum 🎀

   Mam kilka zapachów od Oriflame, które bardzo lubię, jak choćby uroczy Love Potion Secrets, tuberozowy Sublime Nature Tuberose, wakacyjny Amazing Paradise czy rabarbarowy Lovely Garden. Eclat Mon Parfum jeszcze do niedawna nie znałam, ale miałam ochotę je sprawdzić ponieważ wyczytałam, że składają się z samych moich ulubionych nut: irysa, migdałów i heliotropu. Flakon na pierwszy rzut oka przywodzi mi na myśl Mon Paris od Yves Saint Laurent, chociaż oczywiście jest inny, wyższy, ma inny korek. Jednak czarna kokardka zawsze przywoływała mi na myśl tamten flakon, a wspominam o tym nie bez powodu - jeśli Wam też podobnie się skojarzył i pomyśleliście, że będzie to może podobny zapach to od razu uprzedzam, że to kompletnie inna bajka :). Mon YSL to kompozycja bardzo słodka, z maliną, truskawką i paczulą, a z kolei Eclat Mon Parfum to delikatny, subtelnie pudrowy zapach, jedynie lekko słodki.


Jak pachnie Eclat Mon Parfum?

Delikatnie, lekko pudrowo i kwiatowo. To perfumy, które pachną nieco "kosmetycznie", mam przez to na myśli, że mogą kojarzyć się z zapachem balsamu do ciała czy kremu.  Pierwszy moment po aplikacji jest orzeźwiający, czuć nuty owocowe (w nutach wymieniono gruszkę, ale ja wyczuwam także coś cytrusowego). Po chwili owoce znikają i ujawnia się wspomniane pudrowo-kwiatowe oblicze tej kompozycji. Migdały czuć moim zdaniem delikatnie, irys nadaje pudrowości, ale jest w tym zapachu także coś świeżego, roślinnego. Z całą pewnością nie jest to przytłaczający ciężki puder. Dla mnie Eclat Mon Parfum to typowe perfumy na co dzień, kobiece, eleganckie, ale jednocześnie lekkie, subtelne i klasyczne. Nie jest to oczywiście zapach trudny, mocno zapadający w pamięć czy specyficzny, ale nosi mi się je bardzo dobrze na wszystkie niezobowiązujące okazje. Żałuję jedynie, że nie są trwalsze i nieco mocniejsze, bo dość szybko przestaję je na sobie czuć. Jednak sam zapach jest bardzo przyjemny.





Testowanie kosmetyków Oriflame - dla blogerek!

Perfumy Eclat Mon Parfum wybrałam sobie do przetestowania od Oriflame, jeśli prowadzicie bloga i też chciałybyście coś przetestować to jest taka możliwość :). Ori proponuje różne kosmetyki do wyboru. Konto na Oriflame można założyć pod tym linkiem -> klik. Jeśli chciałybyście nawiązać taką współpracę i otrzymać produkty do testów to należy założyć konto i skontaktują się z Wami w celu ustalenia szczegółów.

Zakupy w Oriflame

Jeśli chciałybyście zrobić po prostu zakupy w Oriflame to możecie zrobić to oczywiście online. Rejestrując się jako klient, konsultantka lub bez rejestracji (tyle, że wtedy ceny są wyższe, więc opłaca się być klubowiczem i są dla nich różne oferty specjalne). Klikając w poniższy banner można obejrzeć aktualny katalog. Jest w nim sporo letnich nowości ^ ^.




piątek, 5 czerwca 2020

LOLITA LEMPICKA Mon Premier

   L de Lolita Lempicka były moimi ukochanymi perfumami przez wiele lat. Przez sentyment do tego zapachu zawsze miałam również miłe skojarzenia z całą marką, a kultowe flakoniki "jabłuszka" od Lolity Lempickiej pamiętam dobrze z licealnych czasów. Flakony były jedyne w swoim rodzaju, wyróżniały się i zwracały moją uwagę w perfumeriach. Urocze, w magicznym klimacie, idealnie trafiały w mój gust z tamtych lat. Oprócz pięknej (i niestety wycofanej) L de Lolity marzył mi się flagowy zapach czyli po prostu Lolita Lempicka zamknięty w fioletowym jabłku. Podchodziłam do niego wielokrotnie i zawsze robił na mnie duże wrażenie. Tajemniczy, specyficzny, dziewczęcy a jednocześnie seksowny. Obiecywałam sobie, że wreszcie kupię te perfumy, ale mój ograniczony nastoletni budżet stanął na przeszkodzie, potem jakoś zapomniałam o Lolicie, aż wreszcie po ponad dziesięciu latach przypomniałam sobie o nich na nowo i stwierdziłam, że kupuję. Jak się jednak okazało, perfumy wcześniej nie bardzo drogie, teraz są nawet czterokrotnie droższe ponieważ i ten zapach został wycofany. Na szczęście zastąpiła go wersja Mon Premier - zapach bardzo podobny, w tym samym stylu i o podobnych nutach. Pierwsze wrażenie to skojarzenia z klasyczną Lolitą bez dwóch zdań. W nieco innym, bardziej kanciastym flakonie-jabłuszku. Dla mnie Mon Premier to brat bliźniak Lolity, ale dla zagorzałych fanów oryginalnego zapachu dobre wieści są takie, że ponoć Lolita Lempicka w oryginalnej wersji ma za jakiś czas wejść do sprzedaży.


Jak pachnie Lolita Lempicka Mon Premier?

Bez wątpienia jest to zapach słodki, ale daleko mu to współczesnych słodkich popularnych kompozycji. Można nazwać go nieco słodko-gorzkim. Nie jest to zapach takiej ulepnej, cukrowej słodyczy. Zdecydowanie jest wyjątkowy, bardzo charakterystyczny, moim zdaniem za sprawą duetu wiśni i lukrecji. To właśnie te dwie nuty są najmocniej wyczuwalne. Jeśli za lukrecją nie przepadacie to Mon Premier pewnie Was odstraszy, ja z kolei uwielbiam nutę lukrecji i anyżu w perfumach! Te specyficzne nuty sprawiają, że kompozycja jest jedyna w swoim rodzaju, a zapach wyróżnia się w tłumie. Mon Premier nie są mdłe ani przesłodzone, ale też nie wyczuwam w nich nic orzeźwiającego czy kwaskowego - wiśnie, które mocno czuć nie przypominają tych świeżo zebranych, to bardziej wiśnie w likierze. W zapachu można też wyczuć pudrowe fiołki, roślinne nuty i słodycz pralinek.


   Moim zdaniem Mon Premier to zapach odpowiedni na każdą porę roku (może z wyjątkiem upałów). Najbardziej kojarzy mi się z wiosną, ale równie dobrze może grać jesienią i zimą. Ciekawa jestem czy znacie te perfumy lub ich pierwowzór. Ja jestem nimi zauroczona, świetnie mi się je nosi! To taki dziewczęcy zapach, ale jednocześnie seksowny, z charakterem co nieczęsto się zdarza, bo najczęściej takie urocze dziewczęce kompozycje kojarzone są jako zapachy nijakie, bez wyrazu. Jednak nie Lolita Lempicka :)! Perfumy zamawiałam jak zwykle na notino.pl, a dokładnie znajdziecie je tutaj -> Lolita Lempicka Mon Premier. Perfumy są moim zdaniem w całkiem przyjaznej cenie, bo 30ml można kupić teraz za 119zł.

środa, 3 czerwca 2020

beGLOSSY 🌸 Make May Day

  W majowym pudełku beGlossy - Make May Day znalazło się sześć kosmetyków, a wszystkie to pielęgnacja. Większość produktów jest pełnowymiarowa, za co pudełko zawsze łapie ode mnie dodatkowego plusa. Są także nowości rynkowe! Zajrzymy co kryje się wewnątrz tej edycji.


BIOKAP Kojący szampon na bazie olejku | W boxie mógł się trafić jeden z trzech kosmetyków do włosów Biokap. U mnie to miniatura szamponu o kojącym działaniu. Dla mnie jak najbardziej trafiony wybór, ostatnio odstawiłam wszystkie drogeryjne szampony, nie używam nic z silniejszymi detergentami i widzę bardzo dużą poprawę stanu skóry głowy (a dzięki temu włosy mniej się przetłuszczają!). Biokap nie zawiera SLS, PEG i silikonów, więc będzie jak znalazł do testów.

SYOSS Moisture Treatment Jelly | Kosmetyk, który tym razem najbardziej mnie zaciekawił to nowość od Syoss - nawilżająca galaretka do włosów. Nigdy nie używałam kosmetyku w tej formie, więc jestem bardzo ciekawa tej... maski? Można ją używać zarówno przed jak i po myciu, u mnie pójdzie w ruch na pewno już po umyciu włosów. Galaretka jest pełnowymiarowym produktem.

NIYOK Pasta do zębów z oleju kokosowego | W pudełku znalazła się również miniatura naturalnej pasty do zębów marki Niyok (dostępna w Rossmannach). Jako, że uwielbiam testować naturalne pasty i coraz rzadziej sięgam po te popularne, drogeryjne, jestem na tak!

L'BIOTICA Chusteczki węglowe do demakijażu | Chusteczki oczyszczające nie są może najbardziej ekscytującym produktem, ale zaliczam je do kategorii "zawsze się przyda". Węglowych jeszcze nie używałam.

SELFIE PROJECT Maska na tkaninie | Maska od Selfie Project o oczyszczającym działaniu. Maski w płachcie zawsze przygarnę, bardzo je lubię i stosuję w miarę regularnie. Tej jeszcze nie miałam.

TOŁPA Serum-booster głęboko nawilżające | Po galaretkowej masce najbardziej ucieszył mnie właśnie tej produkt. To serum z serii Dermo Face Hydrativ. Tołpa to bardzo polecana marka, a ja wciąż mam wrażenie, że dobrze jej nie poznałam, ale to serum na pewno będę intensywnie testować, zresztą pierwsze testy już za mną :). Takie lekkie formuły lepiej się u mnie sprawdzają, dlatego ucieszył mnie fakt, że to serum a nie klasyczny krem.



   Poza zawartością pudełka otrzymałam dodatkowo do przetestowania wspomniane naturalne pasty Niyok. Pasty bazują na oleju kokosowym. Testuję je codziennie i jestem póki co naprawdę zadowolona. Pasty mają delikatny smak, jeśli klasyczne pasty do zębów "porażają" Was miętą, to polecam Niyok. Do wyboru są trzy smaki: mięta & cytryna (ten z pudełka), trawa cytrynowa & imbir, czerwona pomarańcza & bazylia. Bardzo lubię nietypowe smaki past, przerabiałam kiedyś nawet tę o smaku lukrecji czy jaśminu, więc i te pasty od razu mnie zaciekawiły. Moim faworytem jest trawa cytrynowa & imbir, ale wszystkie smakują dobrze. Główny składnik do olej kokosowy o antybakteryjnym działaniu, a cały skład past jest krótki i naturalny (fajnie wyszczególniony wraz z opisem na odwrocie tuby).



niedziela, 31 maja 2020

CARMEX Sugar Plum 💋

   Carmex to mój ulubiony balsam do ust od lat. Testuję różne masełka i balsamy ochronne, ale do Carmexu zawsze wracam, bo moim zdaniem jak żaden inny balsam potrafi momentalnie poprawić kondycję naszych ust. Świetnie sprawdza się także w kufrze wizażysty: czasem w tej pracy zdarzają się osoby, które mają spierzchnięte usta, a chciałyby mieć je pomalowane np. matową pomadką. Carmex nałożony przed makijażem naprawdę potrafi podratować takie przesuszone usta. Niektórym jednak przeszkadza jego specyficzny mentolowy zapach (mowa o wersji oryginalnej), w takim wypadku lepiej sprawdzą się inne warianty zapachowe. Ostatnio przy okazji zakupów perfumowych wypatrzyłam limitowaną wersję Carmexu - Sugar Plum, której nie widziałam u nas w drogeriach. Oczywiście nie mogłam się nie skusić :).


   Sugar Plum pachnie bardzo ładnie i tego charakterystycznego zapachu Carmexu jest w tej wersji bardzo mało. Jest to zapach słodki, cukierkowy, bardzo przyjemny. Moim zdaniem razem z arbuzowym Carmexem, te dwa smaki pachną najmniej wspomnianą nutą mentolu. Jak widzicie jest to wersja w słoiczku, którą lubię chyba najbardziej. Jest co prawda może i najmniej higieniczna, ale używam jej tylko w domu. Carmex w sztyfcie lub w tubie lubię nieco mniej pod względem formuły i właściwości, ale za to te wersje sprawdzają się dobrze do torebki.


   Jeśli nie próbowaliście jeszcze słynnego Carmexu to bardzo polecam, ale z drugiej strony też ostrzegam, że to dość nietypowy produkt. Ma chyba tylu zwolenników co przeciwników, wiem że niektórzy szczerze go nie znoszą. U mnie akurat sprawdza się świetnie, lekko mrowi w usta po nałożeniu i momentalnie je wygładza/nawilża. Nie polecam natomiast nadużywania Carmexu. Moim zdaniem daje fajne rezultaty przy stosowaniu raz dziennie. W moim przypadku używany kilka razy w ciągu dnia potrafił wręcz przesuszać usta, dlatego ja trzymam się stosowania max jeden raz na dzień (a najczęściej na noc) i ten sposób jest dla mnie idealny.


   Przetestowałam chyba większość dostępnych wariantów: oczywiście wersję classic, ale też wanilię, Carmex tropikalny, ananasowy, arbuzowy, wiśnię, truskawkę czy miętę. Póki co najgorzej wspominam miętę (wypadała dość chemicznie). Sugar Plum to zdecydowanie jeden z faworytów - na taką słodką wersję Carmexu czekałam. Szkoda, że u nas nie jest dostępny, ale dostaniecie go na notino.pl -> Carmex Sugar Plum.

niedziela, 24 maja 2020

ZAKUPY Z ROSSMANNA 🎀 -55% FIESTA!

   Właśnie trwa wielka promocja na kosmetyki kolorowe w Rossmannie - jak co sezon kolorówkę kupimy z rabatem -55%. Tradycyjnie skusiłam się na zakupy i jak zwykle celowałam raczej w marki własne drogerii. Kosmetyki takich marek jak L'Oreal, Max Factor czy Bourjois często można dostać taniej w drogeriach online niż podczas rossmannowej promki dlatego ja tego typu marki ostatnio odpuszczam. Za to Lovely czy Wibo można kupić w naprawdę bardzo tanio, choć obydwie marki to i tak w dużej mierze tanioszka :). Z obniżką można złożyć zamówienie również online i odebrać sobie w sklepie. Promocja trwa do 31 maja.


Od pewnego czasu miałam ochotę na jedną z palet Surprise Me Lovely. Nie da się ukryć, że palety bardzo przypominają te od Huda Beauty z serii Obsessions, a że jedną  paletkę z tej linii mam (wersję Ruby) bardzo kusiło mnie ich porównanie. Zdecydowałam się na wariant Peachy Sight - ciepłe, brzoskwiniowo-brązowe odcienie. Lovely zawsze kojarzyło mi się z suchymi, kredowymi i marnymi jakościowo cieniami, ale ta paleta to pozytywne zaskoczenie. Maty są intensywne, a cienie błyszczące wręcz kremowe, mocno napigmentowane. Jakość na piątkę! Cena regularna palety to 26,99zł, a po obniżce wychodzi około 12zł, więc cena jest naprawdę korzystna.

Jak wypada w stosunku do palety Hudy? Oczywiście kolorystycznie są zupełnie różne. Sama paletka Lovely jest lżejsza i bez lusterka, "czuć" że to tańszy produkt. Cienie w palecie Hudy są bardziej wielowymiarowe, błyszczące ciekawie się mienią, a w Lovely to takie zwyczajne kolory jakich wiele. Mimo wszystko Lovely wypada bardzo dobrze i przy teście w ciemno w życiu bym nie powiedziała, że te palety dzieli aż taka różnica w cenie.



Kolejny zakup to już sprawdzony produkt: korektor Lovely Liquid Camoflage. Lubię go, u mnie fajnie się sprawdza i ma ładny, jasny ale żółtawy odcień (nr 01). Zadowolona jestem także z trwałości i krycia. Cena 15,49zł - po obniżce około 7zł.

Summer Nude to nowość od Lovely - błyszczyk o formule powiększającej usta, a więc można wyczuć lekkie mrowienie. Błyszczyk pięknie wyglądał na zdjęciu promocyjnym, na żywo jednak podoba mi się mniej. Wybrałam nr 01, to przezroczysty błyszczyk z masą drobinek. Wygląda ładnie na ustach, ale drobinki trochę czuć. Zobaczymy po kolejnych testach czy coś z tego będzie. Cena 14,99zł - w promocji około 6,80zł. 

Na próbę wzięłam lakier hybrydowy Wibo. Nie miałam ich nigdy, nie znam ich jakości. Jeśli ich używałyście to dajcie znać co sądzicie o tym produkcie. Lakier jest z kolekcji Fitfreak, a odcień wybierałam właściwie w ciemno. Padło na Paradise Pink, intensywny róż. Lakier jeszcze nie wypróbowany, wydaje się troszkę transparentny. Cena 21,99zł - w promocji około 10zł.



Gąbeczki do makijażu to produkt, który zawsze się u mnie przyda. Testuję różne, mam swoje ulubione, a tym razem postanowiłam spróbować innych, od Wibo i od Long4lashes. Gąbka Wibo Pro Beauty Sponge kosztowała około 10zł (cena regularna to 22,49zł), a Blender Precision od L4L wchodziła na promocję 40% na akcesoria tej marki i kosztowała około 13zł (cena regularna 21,99zł).


Na kolorówkowej promocji zawsze biorę coś z pielęgnacji ust (ta kategoria również wchodzi na 55%). Jestem uzależniona od balsamów i masełek do ust, używam ich codziennie i uwielbiam kiedy oprócz fajnego działania można liczyć na ładny zapach. W ten sposób do koszyka wpadł mi EOS Toasted Marshmallow w formie sztyftu o zapachu pieczonych pianek. Pachnie słodko, trochę karmelowo, ma dobrą formułę i ładne opakowanie. Kosztował około 6,40zł (cena regularna to 14,29zł). Poza promocją na kolorówkę dorzuciłam żel pod prysznic AA, który akurat też był przeceniony. Skusił mnie zapachem figi i lawendy.


Skusiliście się na zakupy w promocji? :)


niedziela, 10 maja 2020

Świeżo z CALVIN KLEIN: WOMEN

   W ubiegłym roku marka Calvin Klein wydała nowy zapach - Women. Myślę, że pierwsze co zwracało uwagę w przypadku Women to nietypowy transparentny korek z okiem. Oczywiście kwestia gustu czy komuś się spodobał czy też nie, ale na pewno jest nieprzeciętny. Nie jest to do końca moja estetyka, ale myślę że flakon będzie pasował do nowoczesnej lub minimalistycznej toaletki.

   Wracając jednak do zapachu: moja wersja Women to Eau de Toilette - woda toaletowa. Nie mylić z perfumowaną, gdyż butelka na pierwszy rzut oka wygląda bardzo podobnie, a nuty w zapachu są jednak odmienne. Women to typowy współczesny świeży zapach oparty o cytrusy, piżmo i kwiaty. Jeśli lubicie lekkie, niemęczące i zdecydowanie świeże perfumy to jest spora szansa, że Women przypadną Wam do gustu. Jest to kompozycja bardzo uniwersalna i bezpieczna, będzie pasować na co dzień, do biura, do pracy, na oficjalne okazje, a nawet na wizytę u lekarza. Zapach, który nie powinien nikogo drażnić.


   Niech jednak nie zmyli Was tytułowe Women, bo moim zdaniem jest w tym zapachu coś lekko unisexowego, a już na pewno nie powiedziałabym o nim, że to typowa kobieca kompozycja. Tuż po aplikacji czuć wybuch cytrusów, a konkretniej kwaśnej, orzeźwiającej cytryny. Ten moment jednak tylko chwilkę i już możemy poczuć ten "właściwy" zapach. Jest cytrynowo-piżmowy z dodatkiem białego piżma (które często kojarzy się ze świeżym praniem), cedru i kwiatów. Delikatny, rześki zapach. Na pewno nie jest charakterystyczny czy oryginalny, raczej trudno będzie go zapamiętać bądź rozróżnić w tłumie, co może być zarówno wadą lub zaletą. Zależy czego poszukujemy w zapachach.


   Jeśli jesteście zwolennikami świeżych perfum to możliwe, że sięgacie po nie przez cały rok. Dla mnie Women to kompozycja dobra na wiosnę i lato, bo jest odświeżająca, lekka, więc nie powinna przytłaczać nawet w gorące dni. Dla osób lubiących świeże cytrusowo-kwiatowe zapachy. Women kupicie na notino.pl -> Calvin Klein Women EDT. Cena jest całkiem przyjazna, bo 30ml można kupić za około 100zł.


sobota, 9 maja 2020

BELL Feel the Nature 🍃 kolekcja z Biedronki 🐞

   W kwietniu marka Bell wprowadziła ciekawą kolekcję - Feel the Nature. Seria była limitowana i pojawiła się w sieci Biedronka. Od razu rzuciły mi się w oczy ładne marmurkowe opakowania. Nie wiem jak Wy, ale ja naprawdę lubię kosmetyki od Bell, są bardzo tanie a większość z nich trzyma poziom. O tej kolekcji słyszałam wiele dobrego, więc skusiłam się na bronzer oraz sypki cień, a także na sztyft do konturowania z innej serii, który dostępny był już wcześniej. Z Bell zawsze mam swojego pewniaka - sypkie cienie. Zgromadziłam ich już kilka, właśnie z różnych limitowanych serii dostępnych w Biedronkach. Każdy z tych cieni okazał się dobrym zakupem, zawsze zadowolona byłam z pigmentacji i formuły, dlatego jak widzę nową serię, w której są takie cienie to już wiem co brać :).


Skusiłam się na bronzer prasowany Amber Bronze Powder. Już dawno nie kupowałam sobie żadnego bronzera, więc miałam ochotę na coś nowego z tej kategorii. Spodobał mi się odcień - neutralny, ani zbyt zimny/szary/przybrudzony ani też za ciepły z rudymi tonami. Moim zdaniem idzie w stronę ocieplania cery, ale nie ma mowy o pomarańczu. Odcień jest naprawdę fajny, a sam produkt dobrze się rozciera - jednym słowem bardzo przyzwoity bronzer za śmieszne pieniądze (kosztował około 10zł).


Oprócz bronzera kupiłam sztyft do konturowania More Sculpt Contour Stick. I znów pozytywne zaskoczenie! Sztyft przypomniał mi nieco takie sztyfty z Maybelline, które miałam dość dawno temu, ale były bardzo dobre i miały ładne odcienie. Sztyft od Bell ma przyjemną kremową formułę i znów - udany odcień. Zdecydowanie chłodniejszy od bronzera w kamieniu, ale wciąż nie wygląda na twarzy zbyt szaro-buro.


Porównałam te dwa produkty ze sobą i jak widzicie sztyft jest ciemniejszy, jednak podczas blendowania traci z intensywności, więc na twarzy kolor nie wypada tak mocno. Jest też chłodniejszy niż bronzer w kamieniu. Z kolei prasowany bronzer na skórze twarzy wychodzi troszkę cieplej niż na swatchu na dłoni.


Perełką jest oczywiście cień sypki Crystal Loose Pigment. Wzięłam odcień 01 Quartz, ale dostepny był także piękny odcień oliwki/khaki. Quartz jest lekko miedzianym brązem, ale dość jasnym. Ciepły odcień, świetny i na co dzień i do mocniejszych makijaży. Uwielbiam takie kolory w makijażu. Do tego ma mocny połysk, ale również migoczące drobinki. Przypomina mi nieco pigment od Makeup Geek, mam akurat w dość podobnym odcieniu. Jeśli lubicie sypkie cienie to szczerze polecam te z biedronkowych kolekcji Bell, to porządne cienie za dyszkę :).





W kolekcji był jeszcze rozświetlacz - też wyglądał na bardzo fajny, ale mam już tyle rozświetlaczy, że daję sobie na wstrzymanie. Poza tym znalazły się pomadki i błyszczyki.

Podsumowując, kolejne udane kosmetyki od Bell. Tanie też potrafi być dobre! Jedynie co mnie nie raz denerwuje to fakt, że te kolekcje po prostu bardzo szybko się wyprzedają i czasem niestety nie udaje się kupić tego co było w planach.