piątek, 5 czerwca 2020

LOLITA LEMPICKA Mon Premier

   L de Lolita Lempicka były moimi ukochanymi perfumami przez wiele lat. Przez sentyment do tego zapachu zawsze miałam również miłe skojarzenia z całą marką, a kultowe flakoniki "jabłuszka" od Lolity Lempickiej pamiętam dobrze z licealnych czasów. Flakony były jedyne w swoim rodzaju, wyróżniały się i zwracały moją uwagę w perfumeriach. Urocze, w magicznym klimacie, idealnie trafiały w mój gust z tamtych lat. Oprócz pięknej (i niestety wycofanej) L de Lolity marzył mi się flagowy zapach czyli po prostu Lolita Lempicka zamknięty w fioletowym jabłku. Podchodziłam do niego wielokrotnie i zawsze robił na mnie duże wrażenie. Tajemniczy, specyficzny, dziewczęcy a jednocześnie seksowny. Obiecywałam sobie, że wreszcie kupię te perfumy, ale mój ograniczony nastoletni budżet stanął na przeszkodzie, potem jakoś zapomniałam o Lolicie, aż wreszcie po ponad dziesięciu latach przypomniałam sobie o nich na nowo i stwierdziłam, że kupuję. Jak się jednak okazało, perfumy wcześniej nie bardzo drogie, teraz są nawet czterokrotnie droższe ponieważ i ten zapach został wycofany. Na szczęście zastąpiła go wersja Mon Premier - zapach bardzo podobny, w tym samym stylu i o podobnych nutach. Pierwsze wrażenie to skojarzenia z klasyczną Lolitą bez dwóch zdań. W nieco innym, bardziej kanciastym flakonie-jabłuszku. Dla mnie Mon Premier to brat bliźniak Lolity, ale dla zagorzałych fanów oryginalnego zapachu dobre wieści są takie, że ponoć Lolita Lempicka w oryginalnej wersji ma za jakiś czas wejść do sprzedaży.


Jak pachnie Lolita Lempicka Mon Premier?

Bez wątpienia jest to zapach słodki, ale daleko mu to współczesnych słodkich popularnych kompozycji. Można nazwać go nieco słodko-gorzkim. Nie jest to zapach takiej ulepnej, cukrowej słodyczy. Zdecydowanie jest wyjątkowy, bardzo charakterystyczny, moim zdaniem za sprawą duetu wiśni i lukrecji. To właśnie te dwie nuty są najmocniej wyczuwalne. Jeśli za lukrecją nie przepadacie to Mon Premier pewnie Was odstraszy, ja z kolei uwielbiam nutę lukrecji i anyżu w perfumach! Te specyficzne nuty sprawiają, że kompozycja jest jedyna w swoim rodzaju, a zapach wyróżnia się w tłumie. Mon Premier nie są mdłe ani przesłodzone, ale też nie wyczuwam w nich nic orzeźwiającego czy kwaskowego - wiśnie, które mocno czuć nie przypominają tych świeżo zebranych, to bardziej wiśnie w likierze. W zapachu można też wyczuć pudrowe fiołki, roślinne nuty i słodycz pralinek.


   Moim zdaniem Mon Premier to zapach odpowiedni na każdą porę roku (może z wyjątkiem upałów). Najbardziej kojarzy mi się z wiosną, ale równie dobrze może grać jesienią i zimą. Ciekawa jestem czy znacie te perfumy lub ich pierwowzór. Ja jestem nimi zauroczona, świetnie mi się je nosi! To taki dziewczęcy zapach, ale jednocześnie seksowny, z charakterem co nieczęsto się zdarza, bo najczęściej takie urocze dziewczęce kompozycje kojarzone są jako zapachy nijakie, bez wyrazu. Jednak nie Lolita Lempicka :)! Perfumy zamawiałam jak zwykle na notino.pl, a dokładnie znajdziecie je tutaj -> Lolita Lempicka Mon Premier. Perfumy są moim zdaniem w całkiem przyjaznej cenie, bo 30ml można kupić teraz za 119zł.

11 komentarzy:

  1. zamierzam sobie kupić te perfumy, mój nr 1 la premier perfume jest już niedostępny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Jest ładny, ale bardziej podobał mi się flakon pierwowzoru :)

      Usuń
  3. Klasyka wąchałam kilka lat temu, wydawał mi się ulepny, nawet zbyt jak n mój słodki gust :D Ale teraz gdy od tamtego czasu przetestowałam dziesiątki, jeśli nie setki zapachów,możliwe że będę mieć do niego inne podejście :) Jeśli chodzi o Mon Premier, na pewno sprawdzę. Natomiast sama nie wiem czy lubię wiśnię z lukrecją i anyżem :D Od razu kojarzy mi się wiśniowa La Petite Robe Noire oraz anyżowe Loverdose, kochałam je ogromnie le krótko, zaczęły mnie z czasem przytłaczać...Mimo to jak będzie okazja, sprawdzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie wcale nie są ulepne, ale ja przyswajam dowolne dawki cukru w perfumach także nawet bardzo słodkie perfumy mi nie straszne :D. Lolity nie odbieram na pewno jako typowy "ulep" :). Za to ten anyż z wiśnią może nie każdemu podejść :D. Skojarzenia z Petite Robe Noire jak najbardziej słuszne, moim zdaniem te zapachy mają coś wspólnego. Loverdose niestety nie wąchałam.

      Usuń
  4. Nie przepadam zarówno za wiśnią jak i za lukrecją, więc raczej po ten zapach nie sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kojarzę te zapachy od lat ahh ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, szkoda że w dużej mierze zniknęły ze sklepowych półek ;)

      Usuń