Neon Earth to nowa kolekcja na lato od marki Orly. Lakiery dostępne są zarówno w wersji klasycznej jak i hybrydowej Gel FX - u mnie zobaczycie je właśnie w tej drugiej wersji, hybrydowej. Kolekcja jest wręcz stworzona dla wielbicielek ciepłych odcieni! Tonacja lakierów kojarzą mi się z zachodem słońca, jest taka koralowo-pomarańczowo-miedziana. Nie wszystkie z odcieni są neonowe jak można by wywnioskować z nazwy. Właściwie tylko jeden z lakierów to typowy neon (swoją drogą świetny!).
ORLY NEON EARTH GEL FX
W kolekcji znalazło się sześć odcieni, z których u mnie możecie zobaczyć pięć (niestety ostatni lakier trafił mi się felerny i z tego powodu nie umieściłam go na zdjęciach). Cztery odcienie są kremowe bez drobinek, dwa mają metaliczny połysk. Lakiery hybrydowe Orly bardzo lubię i polecam, mają odpowiednią formułę i dobrze się odmaczają. Nie odpryskują, nie marszczą się pod lampą - moim zdaniem jakościowo są super i czuć różnicę pomiędzy nimi, a tańszymi hybrydami. Jeśli macie uczulenie na hybrydy, albo chcecie się go ustrzec to również z tego powodu warto się nimi zainteresować. Gel Fx to formuła 12 free, a więc bez formaldehydu, DBP czy toulenu, a te składniki mogą powodować większe ryzyko uczuleń.
SAND OF TIME | Najspokojniejszy z kolekcji, nude z domieszką brzoskwini.
AFTER GLOW | Koralowy, dość jasny i żywy kolor. Jeszcze nie neon, ale jest jaskrawy i na pewno będzie fajnie wyglądał na opalonych dłoniach.
DESERT ROSE | Przepiękny odcień ciemniejszego, ciepłego... różu? Właściwie nie mogę się zdecydować czy jest bardziej koralowy czy różowy, ale jest z całą pewnością niejednoznaczny i można różnie go odbierać w zależności od światła.
BLAZING SUNSET | Neonowy, pomarańczowo-koralowy odcień. Prawdziwa "żarówka", na lato będzie genialny!
VALLEY OF FIRE | Metaliczna miedź, ciekawa ale chyba nie do końca w moim guście. Raczej nie widzę jej u siebie na wszystkich paznokciach, ale myślę o połączeniu tego koloru z nudziakiem z tej serii.
Jak już wspomniałam w kolekcji jest jeszcze jeden odcień Moon Dust - metaliczny piaskowy beż, chyba najchłodniejszy ze wszystkich kolorów.
Pojedyncze kolory same w sobie nie są może bardzo oryginalne, ale cała kolekcja już tak - zazwyczaj jest to mix różnych żywych odcieni, ale Orly poszło w stronę jednej, ścisłej tonacji i podoba mi się taka odmiana. Z Neon Earth najbardziej podoba mi się Blazing Sunset - dający po oczach neon (zdjęcie niestety nie oddaje w ogóle jego mocy!). Jeśli gustujecie w spokojniejszych kolorach to polecam Desert Rose, nietypowy ale bardzo klasyczny odcień.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lakiery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lakiery. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 7 czerwca 2018
piątek, 20 kwietnia 2018
HYBRYDOWE NOWOŚCI CLARESA
Ostatnio przyszło do mnie kilka nowych lakierów hybrydowych od marki Claresa. Jakiś czas temu hybrydy tej marki przeszły zmianę formuły, która zdecydowanie wyszła im na plus. Teraz konsystencja tych lakierów jest w sam raz, ani nie za gęsta, ani też zbyt rzadka, a dodatkowym plusem jest bardzo dobra pigmentacja. Jeden z kolorów nosiłam ostatnio na paznokciach - pastelowy żółtek Yellow Bananas, który zebrał wiele komplementów :).
Trzy odcienie, które do mnie ostatnio trafiły to:
GREY RABBIT | Średnia szarość, kremowa, bez drobinek. Fajnie się łączy z pastelami albo z srebrnymi pyłkami np. efektem lustra.
GREY CROCODILE | Połyskujący, lekko metaliczny grafit. Może mało wiosenny, ale na jesień/zimę w sam raz.
YELLOW BANANAS | Pastelowy żółty, który możecie zobaczyć poniżej jak prezentuje się na paznokciach. Niby to rozbielony, jasny odcień, ale powiem Wam że bardzo zwraca uwagę i na pewno świetnie będzie wyglądał latem na opalonej skórze.
Jeśli nie miałyście jeszcze styczności z lakierami Claresa to powiem Wam kilka słów o plusach i minusach tych hybryd. Cenowo wychodzą bardzo przystępnie (16,90zl - 5ml i 19,90zl - 7ml) i choć teraz pojemność tych lakierów jest nieco mniejsza, to właśnie będą się bardziej opłacać do kupna na własny, domowy użytek. Pigmentacja jest naprawdę bez zarzutu, Yellow Bananas ładnie kryje mimo, że to typowy pastel. Dobrze się rozprowadzają, nie "uciekają" z końcówek paznokci. Z trwałością ciężko mi się jednoznacznie wypowiedzieć, bo na moich paznokciach zachowują się bez zarzutu, ale znam osoby u których te lakiery nie trzymają się najlepiej, jak to zresztą często bywa... co u jednego sprawdza się dobrze, niekoniecznie już u drugiego ;). Dla mnie największym minusem tych hybryd jest fakt, że lubią się nie do końca utwardzać w lampie, dlatego trzeba przetrzymywać je pod lampą nieco dłużej i kłaść naprawdę cienkie warstwy.
Znacie te hybrydy?
Trzy odcienie, które do mnie ostatnio trafiły to:
GREY RABBIT | Średnia szarość, kremowa, bez drobinek. Fajnie się łączy z pastelami albo z srebrnymi pyłkami np. efektem lustra.
GREY CROCODILE | Połyskujący, lekko metaliczny grafit. Może mało wiosenny, ale na jesień/zimę w sam raz.
YELLOW BANANAS | Pastelowy żółty, który możecie zobaczyć poniżej jak prezentuje się na paznokciach. Niby to rozbielony, jasny odcień, ale powiem Wam że bardzo zwraca uwagę i na pewno świetnie będzie wyglądał latem na opalonej skórze.
Jeśli nie miałyście jeszcze styczności z lakierami Claresa to powiem Wam kilka słów o plusach i minusach tych hybryd. Cenowo wychodzą bardzo przystępnie (16,90zl - 5ml i 19,90zl - 7ml) i choć teraz pojemność tych lakierów jest nieco mniejsza, to właśnie będą się bardziej opłacać do kupna na własny, domowy użytek. Pigmentacja jest naprawdę bez zarzutu, Yellow Bananas ładnie kryje mimo, że to typowy pastel. Dobrze się rozprowadzają, nie "uciekają" z końcówek paznokci. Z trwałością ciężko mi się jednoznacznie wypowiedzieć, bo na moich paznokciach zachowują się bez zarzutu, ale znam osoby u których te lakiery nie trzymają się najlepiej, jak to zresztą często bywa... co u jednego sprawdza się dobrze, niekoniecznie już u drugiego ;). Dla mnie największym minusem tych hybryd jest fakt, że lubią się nie do końca utwardzać w lampie, dlatego trzeba przetrzymywać je pod lampą nieco dłużej i kłaść naprawdę cienkie warstwy.
Znacie te hybrydy?
środa, 21 lutego 2018
MOLLON PRO | Kolekcja Classic Beauty
Classic Beauty od Mollon Pro to kolekcja lakierów hybrydowych dla kobiet, które lubią klasyczne odcienie na paznokciach . Chociaż sama uwielbiam szaleć z kolorowym manicurem i noszę dosłownie każdy kolor lakieru, to dobrze wiem, że to właśnie takie klasyczne odcienie należą do tych najczęściej wybieranych. Nic w tym dziwnego, to w końcu właśnie takie kolory pasują do wszystkiego i nie rażą po oczach jeśli nie możemy sobie na to pozwolić np. w pracy. Sama też lubię od czasu do czasu sięgać po klasykę, szczególnie po moją ulubioną czerwień!
W skład kolekcji weszło sześć klasycznych odcieni, beżów i czerwieni. Kolory są moim zdaniem bardzo trafnie dobrane i sądzę, że jeśli gustujecie właśnie w takiej kolorystyce to bez problemu znajdziecie odcień dla siebie. Na moim próbniku zabrakło ostatniego z odcieni - jasnego złota 235 Chatoiement Dore, o którym zwyczajnie zapomniałam podczas malowania wzornika ;).
231 SAKURA | Piękny jasny nude o idealnie wyważonym odcieniu. Nie jest zbyt jasny czy "korektorowy", świetnie komponował się z moim odcieniem karnacji.
232 MISAKI | Dość jasny, przybrudzony róż w chłodnej tonacji.
230 DOROTHEE | Ciemny beż, na zdjęciu z próbnikiem wyszedł zbyt ciepło. W rzeczywistości to chłodny odcień ciemniejszego beżu.
233 CRIMSON | Klasyczna, ciemniejsza czerwień. Uwielbiam <3
234 CLARISSE | Ciemna, chłodna czerwień z niewielkim dodatkiem lekkiego shimmeru.
Lakiery z Classic Beauty wypróbowałam w dwóch manicurach - sweterkach po lewej (odcienie Sakura i Dorothee, które tutaj wyszły dobrze oddane) i Crimson w walentynkowym mani po prawej (jest na paznokciu serdecznym w macie oraz na paznokciu wskazującym i kciuku). Kolory naprawdę piękne, świetnie mi się je nosiło w obydwu wariantach!
Classic Beauty to kolekcja podstawowych odcieni, które myślę że warto mieć w zanadrzu. Jeśli jeszcze nie znacie hybryd od Mollon Pro to po raz kolejny będę je Wam polecać :). Moim zdaniem to jedne z najlepszych jakościowo hybryd, które są może mniej popularne w internecie czy wśród osób które same w domu wykonują manicure hybrydowy, a bardziej popularne w salonach urody. Jednak w moim odczuciu przebijają jakością wiele popularnych teraz marek, są trwałe, nie marszczą się pod lampą, nie cofają się z wolnego brzegu i co ważne mają formułę 3free (bez formaldehydu, toluenu i DBP). Lepszy skład oznacza też mniejsze ryzyko uczuleń i często osoby z uczuleniami na hybrydy dobrze reagują właśnie na formułę 3free. Buteleczki 8ml kosztują 35zł.
poniedziałek, 15 stycznia 2018
MANICURE: Ombre z tęczowym flejkami
Hej! Witajcie po sporej przerwie, już w 2018 roku! Tym razem przeciwko mnie zbuntował się sprzęt, a jak zapewne wiecie nieszczęścia chodzą parami, więc trochę to wszystko trwało, ale mam nadzieję, że już teraz będzie w porządku. Oczywiście nie mogłabym pominąć tradycyjnego podsumowania ulubieńców minionego roku, które pojawi się z opóźnieniem, ale będzie na pewno :). Dzisiaj startujemy z nowym mani, hybrydowym ombre z dodatkiem kolorowych flejków-płatków.
Niedawno kupiłam specjalny pędzelek do ombre, być może już widzieliście takie pędzelki - mają długie "wygryzione" włosie. Trzeba było go sprawdzić, więc wzięłam się za cieniowanie, ale od razu Wam powiem, że pędzel sprawdza się średnio i chyba jednak wolę gąbeczki. Przejście nie wyszło mi idealne.
Do ombre użyłam trzech lakierów hybrydowych. Od nasady jest przepiękny kobalt 939 Vena Lisa (Aliexpress), który bardzo polecam. To najpiękniejszy kobalt jaki widziałam, w żadnej z marek typu Semilac czy NeoNail nie znalazłam tak żywego odcienia. Kolejno dołożyłam fiolet marki Mollon nr 150 i mój ulubiony różowo-fioletowy lakier Cyclamen z NeoNail. Całość pomalowałam moim nowym nabytkiem, bezbarwnym top coatem z kolorowymi flejkami z Born Pretty Store. Dostaniecie go oczywiście także na Aliexpress. Top znajdziecie pod tym linkiem. Ja zamówiłam odcień nr 7, który ma po prostu tęczowe płatki.
Na zdjęciach ciężko było uchwycić jak te kolorowe flejki fajnie się mienią, szkoda bo na żywo efekt jest bardzo ładny. Polecam jeśli lubicie takie migoczące dodatki do waszych paznokci :).
Niedawno kupiłam specjalny pędzelek do ombre, być może już widzieliście takie pędzelki - mają długie "wygryzione" włosie. Trzeba było go sprawdzić, więc wzięłam się za cieniowanie, ale od razu Wam powiem, że pędzel sprawdza się średnio i chyba jednak wolę gąbeczki. Przejście nie wyszło mi idealne.
Do ombre użyłam trzech lakierów hybrydowych. Od nasady jest przepiękny kobalt 939 Vena Lisa (Aliexpress), który bardzo polecam. To najpiękniejszy kobalt jaki widziałam, w żadnej z marek typu Semilac czy NeoNail nie znalazłam tak żywego odcienia. Kolejno dołożyłam fiolet marki Mollon nr 150 i mój ulubiony różowo-fioletowy lakier Cyclamen z NeoNail. Całość pomalowałam moim nowym nabytkiem, bezbarwnym top coatem z kolorowymi flejkami z Born Pretty Store. Dostaniecie go oczywiście także na Aliexpress. Top znajdziecie pod tym linkiem. Ja zamówiłam odcień nr 7, który ma po prostu tęczowe płatki.
Na zdjęciach ciężko było uchwycić jak te kolorowe flejki fajnie się mienią, szkoda bo na żywo efekt jest bardzo ładny. Polecam jeśli lubicie takie migoczące dodatki do waszych paznokci :).
piątek, 15 grudnia 2017
ZIMOWY MANICURE Z ORLY
W moim ostatnim mani wypróbowałam moje dwie nowości hybrydowe od Orly: lakier Penny Leather, który grał tutaj główną rolę oraz Velvet Kaleidoscope. Obydwa odcienie piękne i idealne na jesienno-zimową porę. Jeden paznokieć chciałam mocno błyszczący, więc sięgnęłam dodatkowo po drobny brokat.
Lakiery hybrydowe GEL FX od Orly mogę Wam od razu polecić, dobrze się trzymają i bardzo łatwo odmaczają. Mają zgrabne buteleczki, pędzelki w sam raz i nie sprawiają żadnych problemów. Warto też dodać, że Gel Fx to formuła 12 Free, a więc nie zawierająca toulenu, formaldehydu, DBP, parabenów i innych substancji mogących powodować np. uczulenia. Jeśli jesteście ostrożne w tym temacie to warto zwrócić uwagę na lakiery hybrydowe właśnie z taką bardziej przyjazną formułą.
Na zdjęciu powyżej na wszystkich paznokciach oprócz małego (brokat), mam odcień Penny Leather z kolekcji Darlings of Defiance. Piękny klasyczny kolor, ale też nieoczywisty - leżący pomiędzy brązem a bordo. Bardzo dobrze mi się go nosiło i na pewno będę do niego jeszcze wracać.
Po jakimś czasie na serdeczny paznokieć dołożyłam jeszcze Velvet Kaleidoscope (kolekcja Velvet Dream). To z kolei coś dla lubiących błyszczące kameleony, bo odcień zmienia się w zależności od kąta padania światła. Jest mocno drobinkowy, taki typowy żuczek!
Jeśli miałyście styczność z hybrydami Orly to dajcie znać w komentarzach czy u Was też dobrze się sprawdzają. Mam wrażenie, że są raczej mało popularne, a to bardzo dobre lakiery w pięknych kolorach <3. Jak widzicie zmieniłam też kształt paznokci, bo zachciało mi się trumienki, ale nie jestem do niego w pełni przekonana. Pewnie ponoszę jeszcze przez jakiś czas i wrócę do ulubionych migdałów ;).
wtorek, 19 września 2017
MANICURE: Unicorn Mirror Powder 🦄
Moda na różnego rodzaju pyłki do paznokci wciąż nie przemija! Po efekcie syrenki były kameleony, efekty holo i lustra, a ostatnio pojawia się coraz więcej pyłków w stylu "unicorn effect" - duochromowa tafla w dużym stopniu transparentna, jak w przypadku klasycznej syrenki. Ten rodzaj pyłku wypuściło kilka marek: Mistero Milano - Efekt Jednorożca, NC Nails - Crystal Mirror, Indigo - Glass Me Rainbow. Zwykle w kwestii pyłków jestem wierna marce Indigo, ale tym razem patrząc po swatchach najbardziej przekonuje mnie NC Nails (choć możliwe, że to właściwie jedno i to samo). Jednak w pierwszej kolejności chciałam wypróbować tańszy odpowiednik, bo wymienione wyżej pyłki tanie nie są (około 30zł za słoiczek). Z pomocą przyszło jak zawsze Born Pretty Store :).
Mam sporo pyłków z BPS, wszystkie mają identyczne słoiczki i brak im oznaczeń, dlatego nie mogę dojść do tego, który to pyłek dokładnie. Na BPS jest kilka różnych jednorożcowych efektów i szczerze mówiąc nie wiem czy to ten sam produkt pod różnym opisem czy są pomiędzy nimi jakieś różnice (na zdjęciach w opisie wyglądają zwykle podobnie, czasem nawet użyte są te same zdjęcia). Obstawiam, że mój Unicorn Powder to ten, z tego linku. Jest to typowy bardzo drobno zmielony proszek, który nakładamy na top "no wipe"/"dry top" - bez warstwy dyspersyjnej. Wcieramy go pacynką lub palcem i zabezpieczamy jeszcze warstwą top coatu. Oczywiście jest to produkt do stosowania z lakierami hybrydowymi i żelami.
Unicorn Powder daje uroczy, opalizujący, duochromowy błysk na paznokciach. Jest dużo drobniejszy niż syrenka, ale nie jest to też tak idealna, zupełnie gładka tafla jaka mi się marzy. Mieni się na seledynowo, ale pod odpowiednim kątem połysk jest czasem brzoskwiniowy, a czasem błękitny <3. Bazowy kolor oczywiście mocno przebija. Wygląda bardzo fajnie, choć ideałem byłaby właśnie totalnie gładka tafla.
Pyłek nałożyłam na hybrydę również z BPS - mam ich kilka, takich w mini buteleczkach. Generalnie są w porządku, dobrze kryją, nie obkurczają się, ale mają trochę taką ciągnącą się formułę i trzeba się przyłożyć żeby lakier równo rozłożył się na płytce. Nie jest to jednak jakaś straszna wada, a raczej kwestia preferencji (jedni wolą rzadsze, inni gęste lakiery). U mnie w tym mani to fiolet, fajny ciepły liliowy odcień nr 02 z fioletowej serii lakierów (link). Generalnie polecam Born Pretty, na aliexpresie też mają pełno produktów. Wysyłka jest za free, a z kodem KP9J61 macie 10% zniżki.
Mam sporo pyłków z BPS, wszystkie mają identyczne słoiczki i brak im oznaczeń, dlatego nie mogę dojść do tego, który to pyłek dokładnie. Na BPS jest kilka różnych jednorożcowych efektów i szczerze mówiąc nie wiem czy to ten sam produkt pod różnym opisem czy są pomiędzy nimi jakieś różnice (na zdjęciach w opisie wyglądają zwykle podobnie, czasem nawet użyte są te same zdjęcia). Obstawiam, że mój Unicorn Powder to ten, z tego linku. Jest to typowy bardzo drobno zmielony proszek, który nakładamy na top "no wipe"/"dry top" - bez warstwy dyspersyjnej. Wcieramy go pacynką lub palcem i zabezpieczamy jeszcze warstwą top coatu. Oczywiście jest to produkt do stosowania z lakierami hybrydowymi i żelami.
Unicorn Powder daje uroczy, opalizujący, duochromowy błysk na paznokciach. Jest dużo drobniejszy niż syrenka, ale nie jest to też tak idealna, zupełnie gładka tafla jaka mi się marzy. Mieni się na seledynowo, ale pod odpowiednim kątem połysk jest czasem brzoskwiniowy, a czasem błękitny <3. Bazowy kolor oczywiście mocno przebija. Wygląda bardzo fajnie, choć ideałem byłaby właśnie totalnie gładka tafla.
Pyłek nałożyłam na hybrydę również z BPS - mam ich kilka, takich w mini buteleczkach. Generalnie są w porządku, dobrze kryją, nie obkurczają się, ale mają trochę taką ciągnącą się formułę i trzeba się przyłożyć żeby lakier równo rozłożył się na płytce. Nie jest to jednak jakaś straszna wada, a raczej kwestia preferencji (jedni wolą rzadsze, inni gęste lakiery). U mnie w tym mani to fiolet, fajny ciepły liliowy odcień nr 02 z fioletowej serii lakierów (link). Generalnie polecam Born Pretty, na aliexpresie też mają pełno produktów. Wysyłka jest za free, a z kodem KP9J61 macie 10% zniżki.
poniedziałek, 4 września 2017
Manicure hybrydowy ORLY: Coastal Crush GEL FX
Hej! Już od paru lat jestem fanką lakierów Orly, które zawsze miały bardzo oryginalne odcienie (jak przykładowo stara, ale jaka piękna kolekcja Cosmic FX!). U Orly zawsze można znaleźć coś ciekawego i nietypowego, także w wersji hybrydowej co akurat bardzo mnie cieszy. Aktualnie tradycyjnych lakierów używam naprawdę rzadko, hybrydy zdecydowanie zdominowały mój manicure, więc super że te piękne odcienie można dostać w postaci hybryd - Gel FX. Dziś, na zakończenie wakacji test trzech odcieni z letniej kolekcji Coastal Crush. Było to moje pierwsze podejście do hybryd tej marki!
W Coastal Crush znalazło się sześć kolorów, z których ja wybrałam trzy chłodniejsze odcienie:
FOR THE FIRST TIME - cudowny odcień nasyconego różu przełamanego fioletem, bardzo nasycony i oryginalny, ale na moich zdjęciach wyszedł tragicznie niestety (jak zwykły pastelowy róż). Szkoda, że nie udało mi się go dobrze uchwycić, bo jest zachwycający! Coś dla fanek popularnego Mardi Gras - ten jest zupełnie inny, ale klimaty trochę podobne.
SEA YOU SOON - błękit, bardzo fajny, nieco turkusowy z delikatnymi iskrzącymi w świetle drobinkami. Zdecydowanie takiego koloru brakowało mi w kolekcji!
UNDER THE STARS - najmniej letni z tej trójki, błyszczący, drobinkowy granat. Będzie świetnie się nosił także zimą.
Poniżej możecie zobaczyć jak lakiery wypadły na paznokciach: po lewej jest ombre wykonane błękitem Sea You Soon i granatem Under the Stars, po prawej bazą jest For the First Time, na której namalowałam dodatkowo wzór.
Wrażenia? Bardzo, bardzo dobre hybrydy, zdecydowanie przypadły mi do gustu. Dobrze się trzymają i co dla mnie równie ważne - super łatwo odmaczają, nie musiałam nawet sięgać po polerkę! Rozprowadzają się bezproblemowo, oczywiście pięknie błyszczą i wyglądają po prostu ładnie. Jasny błękit jest trochę mniej kryjący, ale dwie warstwy i tak wystarczają do pełnego krycia, więc naprawdę nie mam do czego się przyczepić.
Zdecydowanie hybrydy na piątkę z plusem! Dodatkowy plus mają ode mnie za to, że tak łatwo je ściągnąć, bo niestety nie wszystkie lakiery hybrydowe tak łatwo i przyjemnie odchodzą od płytki, a bardzo nie lubię długiego odmaczania i piłowania pilnikiem. Polecam!
W Coastal Crush znalazło się sześć kolorów, z których ja wybrałam trzy chłodniejsze odcienie:
FOR THE FIRST TIME - cudowny odcień nasyconego różu przełamanego fioletem, bardzo nasycony i oryginalny, ale na moich zdjęciach wyszedł tragicznie niestety (jak zwykły pastelowy róż). Szkoda, że nie udało mi się go dobrze uchwycić, bo jest zachwycający! Coś dla fanek popularnego Mardi Gras - ten jest zupełnie inny, ale klimaty trochę podobne.
SEA YOU SOON - błękit, bardzo fajny, nieco turkusowy z delikatnymi iskrzącymi w świetle drobinkami. Zdecydowanie takiego koloru brakowało mi w kolekcji!
UNDER THE STARS - najmniej letni z tej trójki, błyszczący, drobinkowy granat. Będzie świetnie się nosił także zimą.
Poniżej możecie zobaczyć jak lakiery wypadły na paznokciach: po lewej jest ombre wykonane błękitem Sea You Soon i granatem Under the Stars, po prawej bazą jest For the First Time, na której namalowałam dodatkowo wzór.
Wrażenia? Bardzo, bardzo dobre hybrydy, zdecydowanie przypadły mi do gustu. Dobrze się trzymają i co dla mnie równie ważne - super łatwo odmaczają, nie musiałam nawet sięgać po polerkę! Rozprowadzają się bezproblemowo, oczywiście pięknie błyszczą i wyglądają po prostu ładnie. Jasny błękit jest trochę mniej kryjący, ale dwie warstwy i tak wystarczają do pełnego krycia, więc naprawdę nie mam do czego się przyczepić.
Zdecydowanie hybrydy na piątkę z plusem! Dodatkowy plus mają ode mnie za to, że tak łatwo je ściągnąć, bo niestety nie wszystkie lakiery hybrydowe tak łatwo i przyjemnie odchodzą od płytki, a bardzo nie lubię długiego odmaczania i piłowania pilnikiem. Polecam!
piątek, 18 sierpnia 2017
TEST: Hybrydy EVONAILS | Recenzja + swatche!
Pora na test kolejnej marki lakierów hybrydowych - Evonails. Jak na pewno zauważyłyście, nowe firmy oferujące hybrydy pojawiają się teraz jak grzyby po deszczu ;). O Evonails wcześniej jakoś nie słyszałam, a trzeba przyznać że sama strona internetowa, zdjęcia i odcienie lakierów wyglądają naprawdę zachęcająco. Wypróbowałam pięć kolorów oraz bazę i top coat, a więc najwyższy czas na recenzję i oczywiście zdjęcia na paznokciach :).
Hybrydy Evonails mają po 10ml, są więc trochę większe niż popularny Semilac czy NeoNail. Cenowo za to wypadają podobnie (po 29,99zł) - nasuwa się prosty wniosek, że Evonails opłacają się bardziej. Jak to jednak jest z ich jakością? Moim zdaniem są w porządku - to dobre, kryjące hybrydy, które trzymają się na paznokciach porównywalnie to hybryd z innych marek. Nie sprawiły mi ani razu problemów przy aplikacji, nie marszczą się pod lampą, nie obkurczają, mają odpowiednią formułę. To kolejna marka, która pozytywnie mnie zaskoczyła!
Wypróbowałam pięć kolorów oraz bazę i top coat. Idąc od góry do dołu możecie zobaczyć swatche:
Speedwell - mój ulubiony, nieco rozbielony fiolet w ciepłym odcieniu (bez drobinek)
Crazy Aurora - to jeden z kolekcji kameleonów, piękny duochromowy odcień mieniący się od zieleni do fioletu. Lakier jest transparentny, a więc najlepiej wygląda na ciemnej bazie. U mnie na ciemniejszym fiolecie.
Austrian Clematis - chłodny, przygaszony błękit, taki "dżinsowy" odcień (bez drobinek)
Cut the jeans! - bardzo jasny pastelowy błękit o chłodnej tonacji
Fuzzy Deutzia - kremowy, waniliowy odcień
Na zdjęciach możecie zobaczyć kolory na paznokciach: powyżej od lewej Crazy Aurora na niebieskiej bazie, po środku Speedwell w towarzystwie pyłków i ombre, a po prawej Cut the Jeans w duecie z Fuzzy Deutzia.
Hybrydy Evonails zrobiły na mnie pozytywne wrażenie, fajnie się na nich pracuje, nie rozlewają się, nie mają żadnych "śmieci" które czasem pojawiają się w chińskich (i nie tylko!) hybrydach, odmaczają się w acetonie (może nie jakoś strasznie ekspresowo, ale można je normalnie usunąć). U mnie się sprawdziły, na pewno pozostaną w użytku.
Poniżej moje próby z techniką point to point na kolorach Evonails. Kropkowe zdobienia ostatnio strasznie mnie wciągnęły!
Jestem ciekawa czy miałyście styczność z hybrydami tej marki, jeśli tak to dajcie koniecznie znać co o nich sądzicie :).
Hybrydy Evonails mają po 10ml, są więc trochę większe niż popularny Semilac czy NeoNail. Cenowo za to wypadają podobnie (po 29,99zł) - nasuwa się prosty wniosek, że Evonails opłacają się bardziej. Jak to jednak jest z ich jakością? Moim zdaniem są w porządku - to dobre, kryjące hybrydy, które trzymają się na paznokciach porównywalnie to hybryd z innych marek. Nie sprawiły mi ani razu problemów przy aplikacji, nie marszczą się pod lampą, nie obkurczają, mają odpowiednią formułę. To kolejna marka, która pozytywnie mnie zaskoczyła!
Wypróbowałam pięć kolorów oraz bazę i top coat. Idąc od góry do dołu możecie zobaczyć swatche:
Speedwell - mój ulubiony, nieco rozbielony fiolet w ciepłym odcieniu (bez drobinek)
Crazy Aurora - to jeden z kolekcji kameleonów, piękny duochromowy odcień mieniący się od zieleni do fioletu. Lakier jest transparentny, a więc najlepiej wygląda na ciemnej bazie. U mnie na ciemniejszym fiolecie.
Austrian Clematis - chłodny, przygaszony błękit, taki "dżinsowy" odcień (bez drobinek)
Cut the jeans! - bardzo jasny pastelowy błękit o chłodnej tonacji
Fuzzy Deutzia - kremowy, waniliowy odcień
Na zdjęciach możecie zobaczyć kolory na paznokciach: powyżej od lewej Crazy Aurora na niebieskiej bazie, po środku Speedwell w towarzystwie pyłków i ombre, a po prawej Cut the Jeans w duecie z Fuzzy Deutzia.
Hybrydy Evonails zrobiły na mnie pozytywne wrażenie, fajnie się na nich pracuje, nie rozlewają się, nie mają żadnych "śmieci" które czasem pojawiają się w chińskich (i nie tylko!) hybrydach, odmaczają się w acetonie (może nie jakoś strasznie ekspresowo, ale można je normalnie usunąć). U mnie się sprawdziły, na pewno pozostaną w użytku.
Poniżej moje próby z techniką point to point na kolorach Evonails. Kropkowe zdobienia ostatnio strasznie mnie wciągnęły!
Jestem ciekawa czy miałyście styczność z hybrydami tej marki, jeśli tak to dajcie koniecznie znać co o nich sądzicie :).
środa, 14 czerwca 2017
WIOSENNY MANICURE z MOLLON PRO Paradise Garden
Bardzo lubię Mollon za lakiery hybrydowe (moim zdaniem jedne z najlepszych!), ale dziś mała przerwa od hybryd - wiosenny mani lakierami klasycznymi z serii Extreme z kolekcji Paradise Garden. Niedawno zdjęłam z moich paznokci żel, który nosiłam ostatnio dla dodatkowego utwardzenia. Płytka oczywiście ucierpiała, dlatego skróciłam mocno paznokcie i zrobiłam im detoks od hybryd i żelu. Nadarzyła się więc okazja żeby sprawdzić czy tradycyjne lakiery Mollona będą równie fajne co hybrydowe.
Mój mani to mix trzech pastelowych odcieni: brzoskwiniowego Oleander, baby blue Blue Linen i liliowego Heather. Jak wiadomo pastele lubią być trudne, ale te okazały się w porządku, szybko schły i przede wszystkim nie smużyły. Co też ważne nie robiły problemów z kryciem - wystarczyły dwie warstwy. Lakiery i hybrydy Mollona kupicie na sklepie online marki.
Przy okazji sprawdziłam bazę też od Mollon: Smooth Basecoat. Wygładzające bazy szczególnie lubię używać właśnie po hybrydach, bo fajnie wyrównują płytkę nawet jeśli nie jest idealnie gładka. Ta baza również się spisała, lekko wygładziła paznokcie, więc lakiery ładnie, równo siadły.
Lakiery wypadły pozytywnie, ale poprawnie, za to hybrydy już uważam za ponad przeciętne (mają bardzo dobrą formułę i są naprawdę trwałe). Oj przyznaję, że ciężko jest przestawić się na klasyczne lakiery jeśli przyzwyczai się już do hybryd!
czwartek, 8 czerwca 2017
TEST I SWATCHE: Hybrydy CUCCIO
Niedawno w moje ręce wpadła kolejna marka lakierów hybrydowych - Cuccio. Nowych marek oferujących hybrydy pojawia się coraz to więcej co zresztą wcale mnie nie dziwi biorąc pod uwagę ogromną popularność lakierów hybrydowych. Cuccio do tej pory nie znałam, ale byłam ich bardzo ciekawa, zwłaszcza że lakiery wydają się być bardziej dedykowane salonom kosmetycznym (już sama pojemność lakieru jest prawie dwa razy większa od standardowej). Sprawdziłam dwa kolory, których używałam razem z primerem, bazą i top coatem tej samej marki.
Moje odcienie są może mało wiosenne, ale za to bardzo w moim guście: Playing in Playa Del Carmen - śliwkowy fiolet i Dublin Emerald Isle - szmaragdowa zieleń o metalicznym wykończeniu. Same na pewno wiecie jak to jest z hybrydami, czasem nie wystarczy wypróbować jeden czy dwa odcienie lakierów żeby wyrobić sobie zdanie o marce, bo nierzadko się zdarza, że poszczególne kolory różnią się między sobą formułą. W przypadku tych dwóch kolorów od Cuccio odczucia mam zdecydowanie pozytywne: lakiery mają dobrą pigmentację, nie marszczą się podczas utwardzania i rozkładają się równomiernie na płytce. Formuła jest dość rzadka, więc uwaga jeśli nie jesteście wprawione - lepsze będą cienkie warstwy żeby nie zalać skórek.
Ciężko wypowiadać mi się na temat trwałości i kwestii odmaczania, bo hybrydy nosiłam na żelu (a jak wiadomo na nim wszystko świetnie się trzyma i gorzej schodzi). Zresztą na moich paznokciach większość hybryd wytrzymuje bardzo długo (dwa tygodnie), chyba że mam płytkę w gorszym stanie, cieńszą i poniszczoną - wtedy każda hybryda szybciej odpryskuje. Hybrydy Cuccio reagują normalnie na aceton, bo robiłam dodatkową próbę już nie na paznokciach.
Powyżej na zdjęciu z lewej śliwka Playing in Playa Del Carmen w połączeniu z żółtym lakierem innej marki, kolorowym żelem i holograficznym pyłkiem Indigo. Po prawej szmaragdowa zieleń Dublin Emerald Isle połączona z czernią i pyłkowym kameleonem Indigo.
Cenowo wychodzą teoretycznie drożej niż większość popularnych lakierów hybrydowych (kosztują około 80zł), ale warto wziąć pod uwagę, że buteleczki są właściwie dwa razy większe - 13ml. Cuccio znajdziecie na www.cuccio.pl. Moim zdaniem zdały test pomyślnie ;). Ciekawa jestem czy miałyście z nimi styczność?
Moje odcienie są może mało wiosenne, ale za to bardzo w moim guście: Playing in Playa Del Carmen - śliwkowy fiolet i Dublin Emerald Isle - szmaragdowa zieleń o metalicznym wykończeniu. Same na pewno wiecie jak to jest z hybrydami, czasem nie wystarczy wypróbować jeden czy dwa odcienie lakierów żeby wyrobić sobie zdanie o marce, bo nierzadko się zdarza, że poszczególne kolory różnią się między sobą formułą. W przypadku tych dwóch kolorów od Cuccio odczucia mam zdecydowanie pozytywne: lakiery mają dobrą pigmentację, nie marszczą się podczas utwardzania i rozkładają się równomiernie na płytce. Formuła jest dość rzadka, więc uwaga jeśli nie jesteście wprawione - lepsze będą cienkie warstwy żeby nie zalać skórek.
Ciężko wypowiadać mi się na temat trwałości i kwestii odmaczania, bo hybrydy nosiłam na żelu (a jak wiadomo na nim wszystko świetnie się trzyma i gorzej schodzi). Zresztą na moich paznokciach większość hybryd wytrzymuje bardzo długo (dwa tygodnie), chyba że mam płytkę w gorszym stanie, cieńszą i poniszczoną - wtedy każda hybryda szybciej odpryskuje. Hybrydy Cuccio reagują normalnie na aceton, bo robiłam dodatkową próbę już nie na paznokciach.
Powyżej na zdjęciu z lewej śliwka Playing in Playa Del Carmen w połączeniu z żółtym lakierem innej marki, kolorowym żelem i holograficznym pyłkiem Indigo. Po prawej szmaragdowa zieleń Dublin Emerald Isle połączona z czernią i pyłkowym kameleonem Indigo.
Cenowo wychodzą teoretycznie drożej niż większość popularnych lakierów hybrydowych (kosztują około 80zł), ale warto wziąć pod uwagę, że buteleczki są właściwie dwa razy większe - 13ml. Cuccio znajdziecie na www.cuccio.pl. Moim zdaniem zdały test pomyślnie ;). Ciekawa jestem czy miałyście z nimi styczność?
czwartek, 19 stycznia 2017
MANICURE HYBRYDOWY: Magnetyczna hybryda *KAMELEON*
Hej! W lakierach hybrydowych pojawiają się raz po raz kolejne nowości. Magnetyczne hybrydy na pewno już znacie, ale te magnetyczne wielowymiarowe "kameleony" zaczęły pojawiać się od niedawna... choć od dłuższego czasu są już oczywiście na aliexpresach i tym podobnych. Ciekawił mnie ten efekt, więc skusiłam się na dwa kolory, jeden jest właśnie z Ali, a drugi z Born Pretty Store. Dziś mowa właśnie o tym drugim lakierze, dającym totalnie magiczny, mieniący się efekt! Na paznokciach wygląda jak kamyczki :).
Wszystkie magnetyczne hybrydy stosuje się w podobny sposób: baza - warstwa koloru do utwardzenia - kolejna warstwa koloru (gdzie przed utwardzeniem przykładamy do paznokcia specjalny magnes, który stworzy nam ten charakterystyczny prążek) - top. Zauważyłam, że kameleonowe hybrydy magnetyczne są trochę słabo kryjące, więc dobrą opcją jest nakładanie ich na jakiś ciemny bądź czarny kolor bazowy.
Mani z dzisiejszego wpisu robiłam hybrydą nr 24 (link). Moim zdaniem wygląda świetnie :). Baza jest taka śliwkowo-fioletowa, drobinki niebieskie a pasek, który tworzy się pod wpływem magnesu taki złoto-rudy. Żałuję jedynie, że tak jak wspomniałam, nie położyłam pod spód ciemnego koloru bazowego. Hybryda była jednak nieco transparentna i potrzebowała trzech warstw, a ciemny odcień pod spodem na pewno fajnie by ją podbił.
Co do właściwości, to oprócz problemów z kryciem wszystko było okej: bezproblemowa aplikacja, dobra formuła, trwałość bez zarzutu i co ważne ściąganie również w porządku. Jeśli chcielibyście kupić to koniecznie korzystajcie z kodu na 10% zniżki KP9J61.
Ja jestem totalnie zachwycona, uwielbiam takie nietypowe kolory na paznokciach (a w wersji hybrydowej przebijają wszystko). Ostatnio testuję różne takie hybrydy za dolara, zamówiłam kilka z Ali, bo o dziwo sprawdzają się często równie fajnie co hybrydy znanych marek!
Wszystkie magnetyczne hybrydy stosuje się w podobny sposób: baza - warstwa koloru do utwardzenia - kolejna warstwa koloru (gdzie przed utwardzeniem przykładamy do paznokcia specjalny magnes, który stworzy nam ten charakterystyczny prążek) - top. Zauważyłam, że kameleonowe hybrydy magnetyczne są trochę słabo kryjące, więc dobrą opcją jest nakładanie ich na jakiś ciemny bądź czarny kolor bazowy.
Mani z dzisiejszego wpisu robiłam hybrydą nr 24 (link). Moim zdaniem wygląda świetnie :). Baza jest taka śliwkowo-fioletowa, drobinki niebieskie a pasek, który tworzy się pod wpływem magnesu taki złoto-rudy. Żałuję jedynie, że tak jak wspomniałam, nie położyłam pod spód ciemnego koloru bazowego. Hybryda była jednak nieco transparentna i potrzebowała trzech warstw, a ciemny odcień pod spodem na pewno fajnie by ją podbił.
Co do właściwości, to oprócz problemów z kryciem wszystko było okej: bezproblemowa aplikacja, dobra formuła, trwałość bez zarzutu i co ważne ściąganie również w porządku. Jeśli chcielibyście kupić to koniecznie korzystajcie z kodu na 10% zniżki KP9J61.
Ja jestem totalnie zachwycona, uwielbiam takie nietypowe kolory na paznokciach (a w wersji hybrydowej przebijają wszystko). Ostatnio testuję różne takie hybrydy za dolara, zamówiłam kilka z Ali, bo o dziwo sprawdzają się często równie fajnie co hybrydy znanych marek!
środa, 14 grudnia 2016
ORLY | MEET ME AT MULHOLLAND
Idealny zimowy lakier na grudzień to flejkowa błyskotka od Orly - Meet Me At Mulholland z kolekcji Mulholland oczywiście. Ostatnio zrobiłam sobie przerwę od hybryd i nosiłam różne błyszczące lakiery, ale Orly był z nich wszystkich chyba najładniejszy. To wyjątkowy odcień z masą przeróżnych drobinek, który ma transparentną bazę, a więc dobrze nadaje się jako top coat. Tego typu lakiery najbardziej lubię na czerni i właśnie w takim wydaniu możecie zobaczyć go na moich zdjęciach.
Lakier na pierwszy rzut oka wydaje się miedziano-brązowy, ale kiedy przypatrzymy mu się z bliska to zobaczymy też bardziej złote i różowe drobinki. Nie jest to drobny shimmer ani grubszy brokat - to takie "flejksy" czyli drobinki o nieregularnym kształcie, przypominające raczej kawałeczki folii.
Na paznokciach wygląda super! Ja akurat uwielbiam takie nietypowe lakiery naszpikowane przeróżnymi błyszczącymi dodatkami. Myślę, że będzie świetnie wyglądał na wszystkich ciemnych kolorach: fiolecie, granacie czy butelkowej zieleni. Znajdziecie go na orlybeauty.
Lakier na pierwszy rzut oka wydaje się miedziano-brązowy, ale kiedy przypatrzymy mu się z bliska to zobaczymy też bardziej złote i różowe drobinki. Nie jest to drobny shimmer ani grubszy brokat - to takie "flejksy" czyli drobinki o nieregularnym kształcie, przypominające raczej kawałeczki folii.
Na paznokciach wygląda super! Ja akurat uwielbiam takie nietypowe lakiery naszpikowane przeróżnymi błyszczącymi dodatkami. Myślę, że będzie świetnie wyglądał na wszystkich ciemnych kolorach: fiolecie, granacie czy butelkowej zieleni. Znajdziecie go na orlybeauty.
piątek, 9 grudnia 2016
NOWOŚĆ: Lakiery hybrydowe INFINILAC
Przychodzę dziś z testem nowych lakierów hybrydowych - Infinilac. Manicure hybrydowy stał się tak popularny, że pojawia się coraz to więcej nowych marek specjalizujących się w hybrydach, co zresztą wcale mnie nie dziwi. Lakiery Infinilac dopiero wkraczają na rynek, więc póki co opinii na ich temat raczej brak, więc tym bardziej chciałam właśnie o nich napisać. Jak na razie wypróbowałam jeden lakier i top-bazę 2w1. Kolorów w ofercie jest dopiero 16, ale ma pojawić się ich z czasem dużo duuużo więcej.
Lakiery kosztują nieco ponad 22zł, co jest ceną nieco niższą niż w przypadku większości popularnych hybryd (przy podobnej pojemności 7ml). Na razie można je kupić tylko na allegro - link do aukcji. Wypróbowałam wściekły, totalnie neonowy, żarówiasty róż Neon Pink nr 13. Pierwsze wrażenia pozytywne!
Takie neonowe kolory bardzo ciężko uchwycić na zdjęciach, zazwyczaj wychodzą przekłamane i dużo bardziej zgaszone. W przypadku Neon Pink było podobnie, bo u mnie wyszedł dużo cieplejszy, wręcz pomarańczowy. W rzeczywistości to ciepły neonowy róż, ale wciąż wyraźnie róż. Jego neonowa super moc też gdzieś się trochę na zdjęciach zatraciła. Zaręczam, że na żywo kolor to prawdziwa petarda, totalnie 'zakreślaczowy' odcień.
PLUSY: Po wypróbowaniu jednego odcienia ciężko wyrobić sobie zdanie na temat całej marki, więc potraktujcie moją opinię bardziej jako pierwsze wrażenia. Zdecydowanie na plus świetny odcień lakieru, dobra formuła (nie zbyt rzadka ani też nie nazbyt gęsta) i piękny połysk na paznokciach. Aplikacja bezproblemowa, hybryda nie miała tendencji do "uciekania" z wolnego brzegu czy marszczenia się w trakcie utwardzania. Dużą zaletą jest oczywiście stosunek ceny do pojemności!
MINUSY: Tak naprawdę lakier sprawdził się dobrze i nie miał większych wad. Trwałość była porównywalna do innych hybryd, oceniłabym ją jako przeciętną / w normie jak na lakier hybrydowy. Jedyne co zauważyłam to trochę trudniejsze ściąganie, ale tu też nie chciałabym wydawać ostatecznej opinii, bo na lakierze dorobiłam potem wzorek i ostatecznie na paznokciach miałam naprawdę wiele warstw lakieru (i tak naprawdę to mogło zaważyć na odmaczaniu się hybrydy).
Odczucia ogółem na plus! Fajnie było mieć na paznokciach tak neonowy odcień, który jednocześnie wyglądał idealnie (nie wiem czy pamiętacie jak klasyczne neonowe lakiery lubiły smużyć i generalnie ciężko się rozprowadzać).
niedziela, 13 listopada 2016
MOLLON MONOPHASE hybrydy jednofazowe (bez bazy i top coatu!)
Chociaż lakiery hybrydowe są ciągle super popularne i wiele osób już nie wyobraża sobie powrotu do klasycznych lakierów, to wszyscy chcieliby żeby proces nakładania hybrydy był jeszcze krótszy, a usuwanie jej z paznokci tak łatwe jak potarcie wacikiem ze zmywaczem zwyczajnego lakieru. Producenci starają się oczywiście sprostać tym wymaganiom, wypuszczając hybrydy jednofazowe, czyli takie, które nie wymagają już użycia bazy i top coatu nawierzchniowego.
Perspektywa szybszego manicure jest kusząca, ale miałam już kiedyś styczność z hybrydami jednofazowymi, które strasznie mnie rozczarowały. Były to wtedy hybrydy La Femme - strasznie słabo kryjące, szybko odpryskiwały i nie chciały się rozpuszczać w acetonie. Z tych powodów od monofazy Mollona nie oczekiwałam zbyt wiele, chociaż klasyczną serię hybryd Mollon Pro bardzo lubię. Sprawdziłam je i nie zawiodłam się, choć nie jest to też produkt idealny. Jeśli jesteście ciekawe jak wypadają takie hybrydy jednofazowe to w dalszej części wpisu możecie przeczytać co i nich sądzę (w pytaniach i odpowiedziach) oraz jak wypadły w porównaniu do tradycyjnych hybryd.
Co to są hybrydy jednofazowe? | Są to lakiery hybrydowe nie wymagające użycia bazy ani top coatu. Podobnie jak tradycyjne hybrydy wymagają oczywiście utwardzania w lampie UV lub LED.
Jak się je stosuje, jakie mają właściwości, ile kosztują? | Sposób aplikacji takiej hybrydy jest podobny jak w przypadku zwykłego lakieru hybrydowego. W identyczny sposób przygotowujemy płytkę paznokci (najpierw polerując ją bloczkiem i odtłuszczając cleanerem), tyle że pomijamy już bazę i top. Utwardzamy w lampie, ale na koniec nie musimy już przemywać lakieru. Hybrydy Mollona mają dobrą formułę i bezproblemowo rozkładają się na płytce, nie obkurczają się ani nie rozlewają. Zauważyłam jednak, że lepiej utwardzać je nieco dłużej, bo przy standardowym czasie utwardzania niektóre paznokcie nie utwardziły się idealnie (na wszelki wypadek wydłużałam czas do minuty w lampie led). W przypadku koloru, który wypróbowałam (Gisele) koniecznie były trzy warstwy do pełnego krycia. Na minus zapach, nieprzyjemny i intensywny. Cena to około 44zł za 10ml.
Jak długo utrzymują się na paznokciach? | W przypadku lakierów Monophase producent obiecuje nam 10 dni perfekcyjnego manicure czyli trochę krócej niż w wypadku zwykłej hybrydy. I faktycznie - już po 3-4 dniach powierzchnia lakieru nie była tak idealna jak to bywa przy hybrydach tradycyjnych, straciła nieco na połysku i pojawiły się mikro pęknięcia. U mnie wytrzymała około tygodnia. Po tym czasie wytarły się końcówki paznokci, powierzchnia była już nieładnie matowa i lakier nieco odchodził przy skórkach.
Czy łatwo się ściągają? | Życzyłabym sobie żeby każde hybrydy tak świetnie się odmaczały jak te! Wystarczyło ok 5 minut w acetonie (bez piłowania powierzchni pilnikiem) żeby hybryda praktycznie w całości odeszła. Wystarczyło delikatnie zeskrobać patyczkiem, wszystko odchodziło gładko i bezproblemowo.
Dla kogo będą najlepsze? | Myślę, że te hybrydy mogą być dobre dla kogoś kto chce zrobić sobie manicure hybrydowy szybko (pod warunkiem, że traficie na dobrze kryjący kolor), ale też nie oczekuje super trwałości. Moim zdaniem to taka "hybryda awaryjna". Będą też ok jeśli macie kłopoty ze ściąganiem hybryd, przy tej na bank nie uszkodzicie sobie płytki paznokci.
Jakie plusy mają hybrydy jednofazowe? | Plusem jest szybkie, nieinwazyjne, bezproblemowe ściąganie lakieru, ładne kolory w ofercie, piękny połysk po zrobieniu manicure. Pewna oszczędność związana z niekupowaniem już bazy i top coatu. Brak konieczności przemywania na koniec.
Jakie minusy mają hybrydy jednofazowe? | Intensywny zapach i gorsza trwałość. Szybsza aplikacja też w praktyce nie okazała się wcale taka super szybka, bo biorąc pod uwagę że mój odcień wymagał trzech warstw i każdą utwardzałam dodatkowo dłużej, to wcale nie zaoszczędziłam więcej czasu niż gdybym używała tradycyjnych hybryd.
Jak wypadają w porównaniu do klasycznych lakierów hybrydowych? | Chociaż Monophase od Mollona wypadły całkiem dobrze (o niego lepiej od mojej pierwszej monofazy!) to nie przekonały mnie do takiej wersji produktu. Wolę jednak zwykłe lakiery hybrydowe, które może i nakłada się nieco dłużej, ale też dłużej się trzymają. Po te hybrydy jednak też będę sięgać od czasu do czasu.
poniedziałek, 10 października 2016
Lakiery hybrydowe CLARESA: test, recenzja, swatche
Hej! W ostatnim czasie wypróbowałam nowe dla mnie lakiery hybrydowe, marki Claresa. Wiem, że wiele osób lubi trzymać się jednej marki hybryd jeśli się u nich dobrze sprawdza i ja też nie eksperymentuje aż tak bardzo z hybrydami jak z innymi typami kosmetyków. Lubię jednak sprawdzać od czasu do czasu coś innego, bo zawsze liczę że trafię na coś jeszcze lepszego! Przez moje ręce przewinęło się już sporo różnych marek, więc może warto byłoby zrobić kiedyś porównanie lakierów hybrydowych, ale dziś - Claresa.
W porównaniu do innych lakierów hybrydowych, Claresa wypada ciut taniej (26,99zł za 7ml). Odcieni jest dosyć dużo, jest w czym wybierać. Nie wiem jak z dostępnością poza internetem - nie spotkałam się z tymi hybrydami stacjonarnie, ale jeśli Wy wiecie czy gdzieś można je kupić to dajcie znać.
PIGMENTACJA i FORMUŁA | Lakiery są dobrze kryjące, standardowo potrzebują dwóch warstw do pełnego krycia. Rozprowadzają się ładnie, bezproblemowo rozkładają się na płytce. Lakiery mają wygodne pędzelki (takie typowe). Jedyne co zauważyłam, że baza Claresy lubi powodować, że pierwsza warstwa kładzionego koloru (tu już obojętnie czy Claresa czy inna hybryda) nieco się obkurcza - cofa z wolnego brzegu. Jeśli jednak zabezpieczamy wolny brzeg to nie stanowi to problemu.
EFEKT | Hybrydy oczywiście pięknie wyglądają na paznokciach, dają mocny efekt mokrego połysku. Kolory też super.
TRWAŁOŚĆ | Generalnie w porządku. Jedyne co zauważyłam to fakt, że pod koniec noszenia (czyli powiedzmy po 1,5 tygodnia) hybrydę da się podważyć z płytki paznokcia, ale nie odpryskuje ani nic z tych rzeczy. Na wymagającej płytce mojej mamy pojawił się może jeden odprysk, ale warto zauważyć, że hybrydy dowolnej marki nie trzymają się u niej jakoś rewelacyjnie. Także podsumowując, trwałość jest okej.
USUWANIE Z PAZNOKCI | Zawsze najbardziej obawiam się ściągania nowych hybryd. Czasem można trafić na coś przypominającego bardziej żel niż hybrydę i poważnie osłabić paznokcie podczas usuwania. Całe szczęście Claresa wypadła pod tym kątem bardzo pozytywnie - łatwo odmacza się w acetonie i zupełnie bezproblemowo usuwa z paznokci. Nie trzeba się obawiać piłowania i osłabienia paznokci.
Pink Lion wypróbowałam jako pierwszy. To lekko przytłumiony malinowy odcień. Ma coś z różu i czerwieni, bardzo ładny, uniwersalny, pasujący do każdego :).
Red Camel to mój ulubieniec, uwielbiam ten kolor! To przepiękny śliwkowy odcień złamany brązem. Nietypowy, jesienny i pasujący do wszystkiego <3. Nie patrzcie na mały paznokieć - dość, że jest po prostu bardzo mały to jeszcze się złamał!
Claresa zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, trwałość, pigmentacja i usuwanie lakieru wypadło na piątkę. Ciekawa jestem czy miałyście do czynienia z tą marką hybryd. Dajcie znać w komentarzach :).
W porównaniu do innych lakierów hybrydowych, Claresa wypada ciut taniej (26,99zł za 7ml). Odcieni jest dosyć dużo, jest w czym wybierać. Nie wiem jak z dostępnością poza internetem - nie spotkałam się z tymi hybrydami stacjonarnie, ale jeśli Wy wiecie czy gdzieś można je kupić to dajcie znać.
PIGMENTACJA i FORMUŁA | Lakiery są dobrze kryjące, standardowo potrzebują dwóch warstw do pełnego krycia. Rozprowadzają się ładnie, bezproblemowo rozkładają się na płytce. Lakiery mają wygodne pędzelki (takie typowe). Jedyne co zauważyłam, że baza Claresy lubi powodować, że pierwsza warstwa kładzionego koloru (tu już obojętnie czy Claresa czy inna hybryda) nieco się obkurcza - cofa z wolnego brzegu. Jeśli jednak zabezpieczamy wolny brzeg to nie stanowi to problemu.
EFEKT | Hybrydy oczywiście pięknie wyglądają na paznokciach, dają mocny efekt mokrego połysku. Kolory też super.
TRWAŁOŚĆ | Generalnie w porządku. Jedyne co zauważyłam to fakt, że pod koniec noszenia (czyli powiedzmy po 1,5 tygodnia) hybrydę da się podważyć z płytki paznokcia, ale nie odpryskuje ani nic z tych rzeczy. Na wymagającej płytce mojej mamy pojawił się może jeden odprysk, ale warto zauważyć, że hybrydy dowolnej marki nie trzymają się u niej jakoś rewelacyjnie. Także podsumowując, trwałość jest okej.
USUWANIE Z PAZNOKCI | Zawsze najbardziej obawiam się ściągania nowych hybryd. Czasem można trafić na coś przypominającego bardziej żel niż hybrydę i poważnie osłabić paznokcie podczas usuwania. Całe szczęście Claresa wypadła pod tym kątem bardzo pozytywnie - łatwo odmacza się w acetonie i zupełnie bezproblemowo usuwa z paznokci. Nie trzeba się obawiać piłowania i osłabienia paznokci.
Pink Lion wypróbowałam jako pierwszy. To lekko przytłumiony malinowy odcień. Ma coś z różu i czerwieni, bardzo ładny, uniwersalny, pasujący do każdego :).
Red Camel to mój ulubieniec, uwielbiam ten kolor! To przepiękny śliwkowy odcień złamany brązem. Nietypowy, jesienny i pasujący do wszystkiego <3. Nie patrzcie na mały paznokieć - dość, że jest po prostu bardzo mały to jeszcze się złamał!
Claresa zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, trwałość, pigmentacja i usuwanie lakieru wypadło na piątkę. Ciekawa jestem czy miałyście do czynienia z tą marką hybryd. Dajcie znać w komentarzach :).
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















































