Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 grudnia 2015

TOP 10 NEUTRALNYCH POMADEK

Pomadki w neutralnych kolorach, nie konkurujących z makijażem oczu to pewnie ulubione odcienie większości z nas :). Uniwersalne, pasują chyba każdemu i są idealne do lekkich, dziennych makijaży. Z drugiej strony mogą być dobrym tłem dla ciemnych czy kolorowych cieni na oczach. Choć uwielbiam mocne kolory na ustach, ciągle noszę intensywne róże, czerwienie, odcienie fioletu i burgundu, to takie pomadki w neutralnych kolorach lubię tak naprawdę równie bardzo!

Wybrałam dziesięć moich typów, pomadek po które sięgam najczęściej. Jeśli macie swoich ulubieńców wśród takich kolorów to dajcie koniecznie znać w komentarzach – z chęcią je sprawdzę i może przy okazji znajdę nowego ulubieńca :). Dzisiejszy wpis to wybór z ankiety, która była ostatnio dostępna w pasku bocznym na blogu, głosując podpowiadacie mi co mogłoby Was zainteresować!

DSCN8379

RIMMEL LASTING FINISH Airy Fairy | Pomadka w kultowym odcieniu, którą polecam prawie każdemu (zawsze mogą się zdarzyć wyjątki od reguły). Naprawdę rzadko zdarza się, żeby Airy Fairy komuś nie pasowała. To odcień zgaszonego, trochę beżowego różu, z bardzo delikatnym złotym połyskiem. Piękny odcień, nie za jasny (nie daje trupiego efektu), ale też nie za ciemny, dla mnie ideał na co dzień! Jakościowo jest bardzo dobra, kremowa i dosyć dobrze kryjąca. Gorąco Wam ją polecam jeśli jeszcze nie znacie.

94

WIBO GLOSSY TEMPTATION 5 | Jeśli szukacie ładnego nudziaka, który nie dawałby bladego “korektorowego” efektu, to musicie sprawdzić to cudo za parę groszy! Świetnie wyważony odcień ciepłego beżu (twarzowy!), połyskujące naturalne wykończenie i bardzo dobre właściwości nawilżające. Moja ulubiona cielista pomadka – niespodziewana jakość w takiej niskiej cenie.

93

GOLDEN ROSE VELVET MATTE 02 | Jak wiecie bardzo lubię matową serię pomadek Golden Rose, a ulubionym odcieniem ciągle pozostaje numer 02. To kolor troszkę ciemniejszego zgaszonego różu, niektórzy dopatrują się w nim lekko fioletowych tonów. Podkreśla usta, ale jest przygaszony i pasuje do różnych odcieni w makijażu. Ja absolutnie uwielbiam tę pomadkę! To taki odcień w stylu Kylie Jenner.

97

SLEEK MATTE ME Birthday Suit | Matowa pomadka w płynie, na którą długo polowałam (ten odcień ciągle był wykupywany). Moim zdaniem genialny kolor, beżowo-różowy, mocno zgaszony, ideał! Dla mnie ogromnym plusem jest w 100% matowe wykończenie, ale niektórym może to przeszkadzać. To nie jest mat w typie Velvet Matte od Golden Rose. Matte Me zastygają po kilku minutach na ustach i są bardzo trwałe, ale wyczuwalne i trzeba uważać przy jedzeniu, bo nierówno schodzą. Mimo to dla mnie hit :).

91

CATRICE LONGLASTING LIP PENCIL Upper Brown Side | Moje ostatnie odkrycie czyli piękny odcień jasnego, naturalnego brązu w konturówce Catrice. Kupiłam ją właściwie do poprawiania konturu ust, ale szybko okazała się też doskonała na całe usta. Jest wodoodporna dzięki czemu świetnie się trzyma, ma matowe wykończenie, nie czuć jej na ustach i oczywiście ma fajny kolor :).

96

REVLON COLORBURST LIP BUTTER Cotton Candy | Prawdziwy delikates czyli lekkie nawilżające masełko do ust Revlon – mój nowy ulubieniec. Odcień Cotton Candy nadaje minimum lekko różowego koloru, ale trochę połysku w nieco ciepłym tonie. To mój typ kiedy chcę mieć naprawdę ultra delikatnie podkreślone usta. Niech Was nie zmyli zdjęcie, pomadka wcale nie rozjaśnia ust, nie jest też perłowa, połysk jest delikatny.

92

KOBO FASHION COLOR Natural | Bardzo lubię te pomadki od Kobo w formie kredek do ust, mają przyjemną formułę i dobrą pigmentację. Najbardziej spodobał mi się odcień Natural, to znów coś w typie zgaszonego różu wymieszanego z beżem. Bardzo ładny o kremowym wykończeniu.

999

MANHATTAN SOFT MAT LIPCREAM 95M | Pomadki z Manhattanu mają konsystencję musu i zastygają na ustach do takiego aksamitnego matu. To typowy beż bez domieszki różu, w zależności od karnacji może wyglądać bardziej jak cielisty albo podchodzić pod jasny brąz. Moim zdaniem świetny, ciepły odcień, któy bardzo dobrze się nosi na ustach. Pomadki z tej serii można kupić bardzo tanio przez internet.

95

KIKO PENCIL LIP GLOSS 10 | Bardzo fajna kredka do ust w ołówku z Kiko (ta marka podoba mi się coraz bardziej!). Ma błyszczące wykończenie i ciepły odcień beżu, właściwie jest dość podobna do poprzednika z Manhattanu, ale ma w sobie nieco więcej różu. Przy mojej karnacji wygląda jak nieco ciemniejszy nudziak.

98

ISADORA JELLY KISS Bare Bliss | Cudowna pomadka w ciepłym łososiowym kolorze, niestety już niedostępna w ofercie (myślę, że gdyby była wśród stałych produktów mogłaby zostać prawdziwym hitem). Wygląda wyjątkowo lekko na ustach, ładnie połyskuje, jest doskonała na lato. Kogo bym nią nie pomalowała zawsze słyszę zachwyty i wcale się nie dziwię :).

99

Która to Wasz typ?

piątek, 3 kwietnia 2015

Ulubieńcy marca ♥

Już kwiecień, a więc najwyższa pora na podsumowanie ulubionych kosmetyków marca. Nie eksperymentowałam za bardzo z cieniami i bardziej skomplikowanym makijażem oka, ale wypróbowywałam nowe produkty do brwi :). Sprawdziłam też kilka nowych kosmetyków do pielęgnacji twarzy, ale o nich będzie innym razem.

DSCN6462

Po te kosmetyki sięgałam w marcu najczęściej. Jak zwykle nie pokazuję już produktów, które są przeze mnie sprawdzone i przewijały się na blogu wiele razy.

DSCN6463

Na początek pielęgnacja – ostatnio ulubione masło i samoopalacz. Lubię masła The Body Shop, ale wersja Wild Argan Oil ma tak świetny zapach, że moim zdaniem pobija wszystkie inne. Mogłabym mieć perfumy o takim zapachu, jest idealny, kremowy, lekko kadzidlany, boski! Właściwości też oczywiście bardzo dobre, masło jest gęste, takie jak lubię. Dobrze nawilża, ale nie pozostawia nieprzyjemnego filmu na skórze.

Drugim produktem jest samoopalacz w “psikaczu” Fake Bake Flawless. Świetny kosmetyk w swojej kategorii. Daje efekt bardzo naturalnej opalenizny i potrafi widocznie przyciemnić skórę już po jednej aplikacji. Pachnie kokosem, fajnie się nakłada i nie zostawia smug. Dla mnie jeden z najlepszych :).

DSCN6464

Z kolorówki mamy wspomniane podwójne kredki do brwi Brow Satin – nowość od Maybelline. Testowałam je codziennie i już wyrobiłam sobie o nich zdanie. Są bardzo praktyczne, mają fajne i co najważniejsze, chłodne odcienie. Bardzo podoba mi się idea 2w1, z jednej strony kredka, z drugiej cień. Nie wiem czy już pojawiły się w szafach Maybelline, ale już bardzo je polecam :).

Kolejnym fajnym produktem jest eyeliner Golden Rose z metalicznej serii. Cała linia tych eyelinerów jest godna uwagi, to jedne z najlepszych linerów jakie znam. Są bardzo kryjące, metaliczne, mają dobrą formułę, a przy tym kosztują niewiele. Spokojnie dorównują dużooo droższym eyelinerom o podobnym wykończeniu. Mam złoty, ale niedawno dostałam w prezencie też srebrny, który jest idealny na wiosnę i robi za cały makijaż :).

Trzeci produkt to nie tak dawno wprowadzony do oferty My Secret, puder prasowany Matt Fixing Powder. Zdążyłam już dobić do dna, bo używam go prawie codziennie i noszę w torebce. Puder jest zupełnie przezroczysty, daje typowo matowe wykończenie i co najważniejsze – bardzo długo trzyma mat. Na mojej mieszanej skórze fajnie się sprawdza. Godny polecenia :).

DSCN6466

W marcu trafiło do mnie też trochę nowości, z których spora część okazała się bardzo fajna, ale je będę pokazywać stopniowo :). Poniżej tylko moje pierwsze cienie z Makeup Geek, które zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Dopiero zaczynam je poznawać, ale mają super aksamitną formułę i bardzo dobrą pigmentację. Po pierwszych testach pobiły nawet cienie Inglota!

DSCN6467

A na koniec zestawienie wszystkich makijaży z marca, które mogliście oglądać na moim facebooku :).

1211

12111

czwartek, 5 marca 2015

Ulubieńcy lutego ♥

Jak co miesiąc, pora na kosmetycznych ulubieńców. W lutym, o dziwo uzbierały mi się praktycznie same ulubione kosmetyki z kolorówki. W pielęgnacji trzymałam się już sprawdzonych produktów, które na blogu przewijały się wielokrotnie, a wypróbowane nowości nie trafiły w mój gust na tyle żeby znaleźć się w dzisiejszym zestawieniu :).

DSCN5838

z11

W moim makijażu ostatnio ciągle przeważają kosmetyki Makeup Revolution. Wiele z nich bardzo polubiłam, jak np. ten wypiekany, serduszkowy róż – Blushing Hearts w odcieniu Candy Queen of Hearts. Uwielbiam rozświetlacz z tej serii, a w lutym na dobre polubiłam się z różem. Ma piękny kolor i śliczne, rozświetlające wykończenie. Bardzo podoba mi się efekt na policzkach, który jest też uniwersalny i pasuje prawie do każdego makijażu. Już nie wspomnę o słodkim opakowaniu! Polecam jeśli lubicie rozświetlające róże.

z2

W zestawieniu musiały znaleźć się jakieś produkty do ust. Tym razem jest to nowy zakup – kolejna pomadka Golden Rose z serii Velvet Matte, w odcieniu nr 22. Uwielbiam tę serię, a ostatnio intensywnie poszukuję pomadek w kolorze brązu, ale koniecznie w matowym wykończeniu. Nr 22 to bardzo ciepły brąz, przełamany czerwienią. Fajny, nietypowy kolor! Nosiłam go najczęściej :). Teraz chciałabym dorwać jeszcze mocno chłodny, matowy brąz.

Drugi produkt, który widzicie na zdjęciu to balsam do ust Vedara Exclusive Lip Balm, ze złotem. Bardzo przyjemny balsam, lubię jego konsystencję. Ładnie nawilża usta i jest dość lekki. Wyjątkowo przypadł mi do gustu też zapach, który strasznie mi się z czymś kojarzy… ale oczywiście nie mogę dojść do tego z czym.

DSCN5845 - Kopia

Małym odkryciem tego miesiąca jest transparentny puder matujący od Kobo. W ofercie marki pojawił się niedawno. Jest to najbardziej naturalnie wyglądający na skórze puder jaki znam! Widocznie matowi skórę, ale jest absolutnie niewidoczny, nie pozostawia pudrowej warstwy typowej dla prawie każdego pudru.

DSCN5846

Kolejny produkt od Makeup Revolution – paletka cieni Eyes like Angels. Jeden z najlepszych zakupów w ostatnim czasie i zdecydowanie jeden z najfajniejszych kosmetyków z mojego zmówienia MUR. Paletka ma świetną pigmentację, kolory są nietypowe i fajnie skomponowane. Bardzo lubię po nią sięgać! Szczególnie polubiłam miedziany cień, niebieski, granatowy i ciemną zieleń… ale właściwie to wszystkie są świetne. Najmniej lubię te jasne odcienie, bo są trochę słabsze.

 

Znacie coś :)?

niedziela, 1 lutego 2015

Ulubieńcy stycznia ♥

Tradycyjnie, zestawienie ulubionych kosmetyków minionego miesiąca. Co ciekawe, okazuje się, że część produktów, które tak przypadły mi do gustu w styczniu, trafiła do mnie trochę przypadkowo. Nie pierwszy raz w taki sposób trafiam na najlepsze kosmetyki.

DSCN4831

Styczeń był miesiącem wypróbowywania mojego zamówienia z Makeup Revolution, niektóre kosmetyki zupełnie się nie sprawdzają, ale kilka okazało się świetnych.

DSCN4837

  • MAKEUP REVOLUTION, I Heart Chocolate – jak już wspominałam, czekoladową paletkę kupiłam trochę z chęci posiadania słodkiego gadżetu (uwielbiam to opakowanie <3). Okazało się jednak, że to właśnie ta paletka jest najlepsza jakościowo i pięknie zgrana kolorystycznie. Ma idealne kolory na co dzień: odcienie złota, kilka brązów dobrych do modelowania powieki, dwa, boskie lekko bordowe kolory.  Zdecydowanie moja ulubiona paletka w ostatnim czasie.

DSCN4836

  • MAKEUP REVOLUTION, Blushing Hearts, Goddes of Love Highlighter – uroczy, serduszkowy rozświetlacz. Daje efekt ślicznej tafli, ale nie jest zbyt mocny, więc fajnie się sprawdza do lekkiego, dziennego makijażu. Ma ciekawy odcień, delikatnie opalizuje na brzoskwiniowo/różowo. Świetny efekt i słodkie opakowanie!
  • BENEFIT, The’re Real Mascara – ulubiony tusz. Zbiera przeróżne opinie, ale u mnie sprawdza się naprawdę dobrze. Najbardziej lubię w nim to, że przy kilku warstwach można osiągnąć mocny efekt bez sklejania i grudek.

DSCN4835

  • YVES ROCHER, Woda perfumowana Quelques Notes d’Amour – wiecie jak to jest z zapachami, czasem starannie wybrane perfumy okazują się niewypałem, bo pachną na nas jakoś inaczej albo po prostu po jakimś czasie czujemy, że to nie jest nasz zapach.. nie mówiąc już o perfumach kupionych w ciemno albo otrzymanych w prezencie! Wiele zapachów górnopółkowych zupełnie nie trafia w mój gust, a tu niespodzianka – woda z Yves Rocher! Piękny, słodki, ciepły zapach. Wiadomo, pewnie nie dla każdego, ale ja go uwielbiam :).

DSCN4838

  • WELLNESS & BEAUTY, peeling do ciała Mango i Kokos – kolejny świetny peeling z Rossmanna. Właśnie zużyłam go wczoraj. Peeling świetnie pachniał, bardzo egzotycznie. Uwielbiam mango i kokos, więc było raczej pewne, że taki duet przypadnie mi do gustu. Właściwości również bardzo fajne, drobinki takie w sam raz, nie za delikatne ani nie zbyt mocne. A to co polubiłam w nim najbardziej to fakt, że bazę stanowi mieszanka olejów (ze słodkich migdałów, słonecznikowego i z pestek mango). Dzięki temu skóra po użyciu jest lekko natłuszczona i nie wymaga już użycia balsamu (ale też nie jest nieprzyjemnie oblepiona jak po peelingach z parafiną w składzie).

DSCN4840

  • GORVITA, żel aloesowy – skusiłam się na popularny żel aloesowy, który okazał się fajnym, wielofunkcyjnym kosmetykiem, chociaż mam wrażenie, że mojej skórze nie odpowiada w 100%. Idealnie sprawdza się nałożony pod olejek na skórę, na włosy, do mieszania z maseczkami (np. glinkami). Genialnie łagodzi podrażnienia! Myślę, że warto go mieć, ale następnym razem skuszę się na podobny żel z jeszcze bardziej naturalnym składem.

DSCN4841

  • MERZ SPEZIAL, Cream Mousse Hyaluron – krem dostałam razem z suplementem Merz w prezencie mikołajkowym, nie sądziłam że spisze się aż tak dobrze :). Krem ma formę lekkiej pianki i w moim odczuciu jest idealnym połączeniem nawilżenia z lekkim natłuszczeniem. U mnie sprawdza się także pod podkład. Fajnie działa, a ja uwielbiam nakładać na skórę tę lekką piankę!
  • Korund kosmetyczny – korund chciałam już od dawna wypróbować, ale nie chciało mi się go specjalnie zamawiać. Tym razem dorzuciłam go po prostu do jakiegoś innego zamówienia, tak dla wypróbowania. Moim zdaniem jest super, trochę przypomina sodę, ale jest lepszy. Do domowej mikrodermabrazji najlepszy :). Dla niektórych na pewno może być zbyt mocny. Mieszam go z żelem aloesowym.

Znacie coś z moich ulubieńców : )?

piątek, 9 stycznia 2015

Kosmetyczne hity 2014: KOLORÓWKA

Pora na podsumowanie ulubionych kosmetyków kolorowych 2014 roku. Szczerze mówiąc wprost uwielbiam przygotowywać co roku takie zestawienie ulubieńców z kolorówki, ale z drugiej strony wybór nigdy nie jest łatwy. Mam sporo kosmetyków i wybranie nawet po kilka sztuk z każdej kategorii nie jest wcale takie proste ;).

W 2014 roku mój codzienny makijaż wyglądał zwykle bardzo podobnie i zresztą tak jak w poprzednich latach – czarna kreska i podkreślone usta. Używałam w przewadze mocnych kolorów pomadek o matowym wykończeniu. Rzadko zdarzało mi się nosić mocny, bardziej skomplikowany makijaż oczu, ale za to właśnie takie makijaże wykonywałam najczęściej na moich klientkach, które malowałam na różne okazje. W moim makijażu eksperymentowałam za to z innymi formułami cieni. Rok 2014 minął pod hasłem cieni kremowych, sypkich i w kredkach! Nowością minionego roku był dla mnie też manicure hybrydowy, wypróbowałam kilka różnych firm lakierów i testowałam trochę różnych technik na zdobienia. Oczywiście nadal uwielbiam tradycyjne lakiery... ale czasem zdradzam je z hybrydą ;).

DSCN4392

CERA: podkłady | korektory | pudry | bazy

DSCN4374

W tej kategorii wiele się nie zmieniło – pozostałam przy tym samym podkładzie, z reguły używałam też sprawdzonych pudrów (jak Anti Shine Kryolan czy Flawless Matte Lily Lolo). Na dobre polubiłam się z pudrami Paese i odkryłam kamuflaże Catrice.

  • Revlon Colorstay (cera tłusta i mieszana) – mimo wad nadal jest moim ulubionym podkładem. Do tej pory nie znalazłam niczego trwalszego i tak dobrze trzymającego matu. Nie wiem, która to już zużyta buteleczka ;). Moim zdaniem obowiązkowo do wypróbowania przy przetłuszczającej się cerze, która wymaga trochę krycia.
  • Kamuflaż Catrice – tani, a rewelacyjny produkt. Na chwilę obecną mój ulubiony korektor, którego nie mam zamiaru zmieniać. Bardzo dobrze kryjący, nie podkreślający załamań skóry. Kolejny kosmetyk, który warto wypróbować jeśli szukacie porządnego krycia.
  • Puder bambusowy i ryżowy Paese – najczęściej używane przeze mnie pudry w minionym roku. Bardzo dobre, utrzymujące długo mat, zupełnie transparentne. Nie dają mega płaskiego efektu. Fajne, wydajne i nie straszą ceną.
  • Baza matująca Stay Matte Primer, Rimmel – ulubiona baza pod inne podkłady niż Revlon Colorstay (takie które nie trzymają tak dobrze matu). Baza znacząco ogranicza przetłuszczanie się skóry, poratowała mnie przy niejednym podkładzie. Na typowo tłustej cerze daje naprawdę świetne efekty.

róże | rozświetlacze | bronzery

DSCN4376

Używałam wielu róży, rzadziej bronzerów. Po moich ulubieńcach widać, że zdecydowanie wolę chłodne, bardziej różowe odcienie. Znalazłam też bronzer ideał – Sahara Sand od Kobo, o którym już pisałam na blogu.

  • Mineralny róż Nude, Anabelle Minerals – jeden z moich ścisłych ulubieńców, kocham jego zgaszony kolor, który pasuje prawie każdemu! To też mój ulubieniec do używania na innych osobach, moim zdaniem pasuje doskonale do kolorystycznego lata, ale właściwie nie miałam jeszcze przypadku żeby komuś o jasnej cerze ewidentnie nie pasował. Bardzo polecam! Próbka jest niesamowicie wydajna.
  • Limitowany róż Punk Up The Royals (Rocking Royals) Catrice – róż ze starszej kolekcji. Kupiony trochę z przypadku, dla niecodziennego odcienia, okazał się strzałem w dziesiątkę. Lubię róże o mocnych barwach, bo można ładnie budować intensywność koloru. Wbrew pozorom potrafi wyglądać bardzo naturalnie.
  • Sypki róż Candy Girl, Lily Lolo – połyskujące cudo w cukierkowym odcieniu. Uwielbiam! Szczególnie ładnie prezentował się wiosną. Tylko dla osób, które lubią połysk na policzkach.
  • Mineralny rozświetlacz Stardust, Lily Lolo – mam sporo rozświetlaczy, ale to właśnie sypki Lily Lolo, o waniliowym, ciepłym odcieniu najczęściej lądował na kościach policzkowych osób które malowałam i moich. Cenię go za delikatny, naturalny efekt jednolitego błysku. Odcień jest bardzo uniwersalny!
  • Bronzer Sahara Sand, Kobo – tutaj nie było żadnych wątpliwości, oczywiście nowy bronzer Kobo został moim ulubieńcem w swojej kategorii. Idealny, zgaszony, chłodny odcień. Dla mnie doskonały kosmetyk :).

BRWI: pudry | kredki

DSCN4377

W makijażu brwi nie eksperymentowałam za bardzo , trzymałam się zazwyczaj wersji cień + kredka. Przy okazji odkryłam, że lepiej sprawdza się ciemniejsza kredka w bardzo oszczędnej ilości, niż pasujący odcień nakładany cięższą ręką i zamieniłam brązową kredkę na czarną od Glazel Visage. Miałam też możliwość wypróbowania pudrów do brwi Golden Rose, które przypadły mi na tyle do gustu, że stały się codziennym niezbędnikiem w makijażu :).

  • Eyebrow Powder Golden Rose – pudry do brwi sprawdzają się u mnie bardzo fajnie. Najczęściej używałam tych ciemniejszych kolorów.
  • Kredka Glazel Visage – do podkreślania dolnej linii brwi. Czarna, ale twardawa, więc nie daje zbyt intensywnego efektu. Oprócz kredki Glazel Visage używałam też bardzo dobrej z Essence i idealnej do lekkiego, naturalnego podkreślenia brwi z Provoke dr Irena Eris.

OCZY: bazy | kredki | eyelinery

DSCN4378

Udało mi się znaleźć kilka naprawdę świetnych kosmetyków, właściwie wszystkie to odkrycia 2014 roku :).

  • Eyeshadow Primer Provoke – bardzo dobra baza z niezwykle praktycznym gąbeczkowym aplikatorem. Bardzo lubię za delikatną kremową formułę (zupełnie inną niż w wielu bazach w słoiczkach) i za dodatek pigmentu, który wstępnie wyrównuje koloryt powieki.
  • Kredka Milk, Nyx – słynna kredka Nyx w białym kolorze. Od dawna chciałam ją wypróbować, ale wcześniej dostęp do marki był utrudniony i trzeba byłoby zamawiać przez internet. Kredka zdecydowanie godna polecenia dla wszystkich eksperymentujących z makijażami. Mocno podbija kolory cieni i jest po prostu doskonała pod wszystkie jasne i kolorowe makijaże.
  • Kredki do oczu Kiko – nie używam za często kredek w makijażu, ale kredki Kiko mogłyby to zmienić. Bardzo miękkie, super napigmentowane, nie tracą koloru przy rozcieraniu. Używanie tych kredek to po prostu przyjemność. Warto się skusić :).
  • Kredka Scandaleyes Rimmel w odcieniu Bronze – lubię kredki z tej serii, a Bronze był najczęściej używaną przeze mnie kredką w poprzednim roku. To średni brąz połyskujący na złoto, dobry do szybkiego podkreślenia oka w codziennym makijażu. Kupiona za grosze w jakiejś drogerii internetowej. Trwała i miękka.
  • Metallic eyeliner, Golden Rose – kolejny hit od Golden Rose to metaliczne eyelinery. Ciężko znaleźć taki produkt w droższych markach, a tutaj dostajemy taki kosmetyk za niewiele ponad 10zł. Mocno kryjący, mocno metaliczny, trwały liner o pięknym efekcie. Ja skusiłam się na złoty.
  • Crystal eyeliner, Essece – cudowny duochromowy eyeliner znów za nieduże pieniądze. Przepięknie wygląda nałożony na czarną kreskę. Mój odcień to Blue Heaven i moim zdaniem ten jest najlepszy.
  • Gel eyeliner, Rimmel – w zestawieniu musiał znaleźć się także czarny klasyk. W tym roku rządził żelowy liner Rimmel, bardzo dobry i bardzo trwały produkt. Ma kremową, wręcz maślaną formułę.

cienie prasowane

DSCN4379

Trzy najczęściej używane przeze mnie cienie prasowane to jak widać jasne odcienie idealne do wykończenia makijażu, albo po prostu do zastosowania na całą powiekę i duetu z kreską.

  • Cień pojedynczy Make Up Studio 421 – mój ulubiony matowy cień w cielistym kolorze. Takie kolory przydają się w co drugim makijażu, a ten cień jest dodatkowo mocno kryjący i ładnie się rozciera. Dla mnie numer jeden.
  • Liquid Metal Gold’n Roses, Catrice – piękny cień Catrice w kolorze różowego złota. Jeśli też lubicie takie kolory to warto go mieć, jest świetny! Nie wykluczone, że dam się skusić także na inne kolory z tej serii.
  • Nect, Emite Me Up – to z kolei mój ulubiony jasny cień rozświetlający. Daje bardzo subtelny efekt, bardziej satynowy niż perłowy, więc nigdy nie obawiam się zbyt świecącego wykończenia.

DSCN4380

Do moich ulubionych cieni prasowanych nadal należą oczywiście wkłady Inglota i paletki Sleek. W ostatnim roku przestałam już kupować Sleeka, bo podrożał a palety które wychodziły nie wzbudzały we mnie większych emocji albo po prostu odcienie mi się dublowały. Jeśli Sleek wypuści coś nowego, naprawdę ładnego to pewnie się skuszę, ale na chwilę obecną czuję się bardziej kuszona innymi markami ;). W ubiegłym roku najczęściej sięgałam chyba po Oh So Special i cudowną Vintage Romance.

cienie sypkie | kremowe | w kredce

DSCN4382

Jak wyżej wspomniałam, w minionym roku najczęściej sięgałam po cienie w kremie, moje ulubione cienie sypkie i odkryłam też poniekąd cienie w kredkach.

  • Star Dust, My Secret – uwielbiam cienie sypkie My Secret. Nie są to bardzo mocne pigmenty, przypominają raczej połyskujące pyłki, ale dzięki temu świetnie nadają się do lekkich makijaży. Mam kilka kolorów, z których najbardziej polecam biały nr 1, rozświetlające 4 i 5, oraz cudny, czekoladowy brąz nr 6. Jeśli jeszcze ich nie znacie to polecam się skusić, kosztują niewiele a sprawdzają się bardzo fajnie.
  • Pigmenty Essence – niestety wycofane sypkie cienie Essence. Czasem można je jeszcze dorwać w koszyczkach wyprzedażowych, w Krakowie widziałam je też ciągle w dwóch Douglasach. Kiedy je wyprzedawali kupiłam sporo kolorów i nie żałuję, są niezłe i mają ładne kolory.
  • Chocolate Fudge Cake, Lily Lolo – ten piękny sypki cień mineralny mogę polecić każdemu kto lubi nietypowe, duchormowe efekty na oczach. Cień ma ciepłą brązową bazę, a mieni się od fioletu aż po błękit. Boski!
  • Color Tattoo, Maybelline – moje ulubione cienie w kremie. Bardzo trwałe, kremowe, po prostu świetne :).  Jedne z moich ulubionych cieni w ogóle. Narzekam tylko na brak nowych kolorów w polskiej ofercie, omijają nas piękne, kolekcje limitowane. Wybór mamy niestety słaby. Do moich ulubieńców należy uniwersalny brąz On and on bronze i duochromowy Seashore Frosts.
  • Cienie w kredkach Etre Belle i Sumita – te trzy cienie w kredkach, w neutralnych kolorach były moimi ulubieńcami, solo, w roli bazy pod inne cienie, albo po prostu robiłam nimi rozmytą kreskę.

tusze do rzęs | sztuczne rzęsy

DSCN4384

Trzy tusze do rzęs, każdy z innej półki cenowej:

  • Smoky eyes, My Secret – w najniższym przedziale cenowym wygrał tusz z ogromną szczotą od My Secret. Rozmiar szczoteczki może okazać się problemem dla wielu osób, ale jak tylko się do niej przyzwyczaiłam to bardzo polubiliśmy się z tym tuszem za wyrazisty efekt i brak posklejanych rzęs.
  • Catchy Eyes, Gosh – nieco droższy tusz od Gosh, bardzo ładnie podkreślający rzęsy. Nie skleja, nie zostawia grudek i na moich rzęsach daje całkiem mocny efekt. Bardzo lubię!
  • They’re Real!, Benefit – mój hit wśród tuszy. Daje na moich rzęsach najładniejszy i najmocniejszy efekt.
  • Demi Wispies, Ardell – a kiedy tusz nie wystarcza sięgam po mój ulubiony model sztucznych rzęs Demi Wispies od Ardell. Rzęsy idealne, super miękkie, leciutkie, same się przyklejają ;).

USTA: błyszczyki | pomadki

DSCN4386

Zawsze lubiłam matowe pomadki, ale w ostatnim roku przerzuciłam się na nie w 80%. Praktycznie zupełnie zapomniałam o błyszczykach, dlatego w dzisiejszym zestawieniu tylko jeden produkt (Catrice) ma płynną formułę i typowo połyskujące wykończenie. Na pierwszy rzut te bardziej lśniące produkty.

  • Made to Stay Mission PINKpossible, Catrice – jedyny produkt dający efekt typowo mokrych ust, po który faktycznie często sięgałam. To lakier do ust od Catrice, bardzo fajny produkt, w moim odczuciu lepszy niż Rimmel Apocalips. Daje super mokry połysk, ale lekko zastyga na ustach, więc przyjemniej się go nosi. Barwi usta trochę jak tint, więc nawet jak się zje czy zetrze, wygląda dobrze. Ja używam neonowego różu, który jest absolutnie genialny :).
  • Glossy Temptation nr 5, Wibo – przypadkiem odkryty idealny nudziak! To taki trochę ciemniejszy nude, bardzo naturalny, lekko błyszczący, wspaniale się nosi.
  • Color Whispers, Oh La Lilac, Maybelline – z lekkich pomadek do moich ulubieńców nadal należy jasny, liliowy odcień Oh La Lilac.
  • Caresse L’Oreal w odcieniu Rock’n Mauve – lekka połyskująca pomadka w fajnym różowo-fioletowym kolorze. Lubię ją choć czasami mam wrażenie, że jest zbyt śliska i trochę mało trwała. Mimo wszystko lubię i często używam.

DSCN4387

  • Matte me, Sleek – płynne pomadki o całkowicie matowym wykończeniu. Na razie mam dwie i są zdecydowanym odkryciem 2014 roku.. w planach mam jeszcze dwa odcienie ;). Mega trwałe, lekko wysuszają usta (jak to maty), ale noszą się świetnie i przede wszystkim dają 100% mat i ekstremalnie mocny kolor. Moje kolory to różowo-fioletowy Fandango Purple i jaskrawa czerwień Rioja Red.
  • Pomadki MAC – uwielbiam je, mam ich trochę i nawet nie umiem wskazać ulubionego odcienia.. wszystkie są super! Ulubieniec już od kilku lat.
  • Velvet Matte, Golden Rose – matowe pomadki od Golden Rose to jedne z najczęściej używanych przeze mnie szminek. Tanie a bardzo dobre. Polecam!

pędzle

DSCN4385

  • 29 PO, Inglot – ulubieniec do rozcierania
  • Pędzel kuleczka, Essence – ulubiona super miękka kulka do blendowania
  • Pędzel typu flat top, ebay – kupiony za grosze genialnie miękki pędzelek, dobry do pudru, podkładu czy minerałów. Identyczny pędzel (ale droższy) ma Anabelle Minerals.
  • Super Kabuki, Lily Lolo – kolejny bardzo mięciutki, świetny pędzel

DSCN4388

W kategorii lakierów do paznokci niestety nie potrafię wymienić moich ulubieńców, zbyt wiele lakierów mi się podoba ;). Za to odkryciem mogę nazwać lakiery hybrydowe Semilac – jak na razie najlepsze hybrydy w rozsądnej cenie z jakimi miałam do czynienia. Mocno kryjące, pięknie błyszczące lakiery wytrzymują dwa tygodnie. Łatwo się ściągają, więc nie niszczą płytki. Bardzoooo polecam!

 

Dajcie znać czy byłybyście zainteresowane też wpisem o bublach – najgorszych kosmetykach 2014 roku, czy lepiej odpuścić i pisać o tym co dobre :D ?

wtorek, 6 stycznia 2015

Kosmetyczne hity 2014: PIELĘGNACJA

Jak co roku przygotowałam podsumowanie ulubionych kosmetyków minionego roku – na pierwszy rzut kosmetyki pielęgnacyjne. Sama bardzo lubię czytać takie wpisy na innych blogach, bo to zawsze zbiór tego na co naprawdę warto zwrócić uwagę, a nie kolejnych tylko poprawnych produktów :).

Wpis o kosmetykach pielęgnacyjnych będzie na pewno mniej ciekawy niż ten z kolorówką, który pewnie wrzucę jutro lub pojutrze. O ile uwielbiam wypróbowywać nowości z kolorowych kosmetyków, tak już w pielęgnacji zazwyczaj trzymam się sprawdzonych produktów. Nawet jeśli próbuję coś nowego to bardzo często kończy się tak, że wracam do tego co najbardziej mi odpowiadało, dlatego w dzisiejszym wpisie z pewnością zobaczycie kosmetyki, które pojawiały się już na blogu.

DSCN4286

PIELĘGNACJA TWARZY

Nowy-5

MYCIE / OCZYSZCZANIE:

  • Savon Noir, Organique – czarne mydło było najczęściej używanym przeze mnie produktem do oczyszczania skóry twarzy.  Mocno oczyszczające, w formie gęstej pasty, działa jak peeling enzymatyczny. Uwielbiam za działanie, formułę i nawet za ten specyficzny zapach. Jeśli macie mieszaną lub tłustą skórę to naprawdę warto je spróbować. Oprócz Savon Noir sięgałam często po Aleppo, ale minimalnie lepsze jest dla mnie jednak czarne mydło.
  • Pasta oczyszczająca Liście Manuka, Ziaja – tę pastę mogę bez wahania zaliczyć do kosmetycznych odkryć 2014 roku :). Moim zdaniem rewelacyjna, mocno oczyszczająca, działa trochę jak peeling, ale można używać znacznie częściej. Tania a dobra!

W ubiegłym roku wypróbowałam wiele mleczek i płynów micelarnych, ale nie znalazłam ideału, dlatego żaden nie znalazł się w zestawieniu. Skusiłam się na popularny micel z Biedronki, który okazał się naprawdę dobry, ale chyba szukam czegoś jeszcze lepszego.

Nowy-6

PEELINGI:

  • Peeling morelowy, Soraya – mimo, że wypróbowałam kilka nowych peelingów nie znalazłam niczego naprawdę bardzo dobrego. Wciąż bardzo lubię mocny zdzierak Soraya, który naprawdę widocznie oczyszcza i wygładza skórę. Do wypróbowania jeśli lubicie ostre peelingi.
  • Glinka Ghassoul – kiedy mam ochotę na delikatny, szybki peeling, wykorzystuję naturalne glinki. Najczęściej właśnie glinkę ghassoul, którą bardzo lubię. Czasem wykorzystuję do tego też glinkę zieloną.

Nowy-7

FILTRY / KREMY / OLEJKI:

  • Capital Soleil, Vichy – z początku nie byłam do niego przekonana, ale po dłuższym czasie muszę przyznać, że to naprawdę świetny filtr. Bardzo lekki, matujący, świetny pod makijaż. Choć w kolejne lato wypróbuję pewnie coś innego z czystej ciekawości, to już wiem do jakiego kremu z filtrem mogę bez wahania wracać. Capital Soleil to na pewno dobry wybór dla osób, które chcą używać filtrów, ale boją się tłustego albo białego filmu na skórze – ten zachowuje się jak lekki, matujący krem!
  • Olej śliwkowy – ulubiony olejek do twarzy. Na moją skórę działa super, a do tego pysznie pachnie marcepanem. Nie jest zbyt ciężki, nie zapycha mojej cery.

W 2014 wypróbowałam różne olejki i kilka kremów – tych drugich zdecydowanie mniej, bo z reguły lepiej sprawdza się u mnie najprostsza pielęgnacja. Miałam okazję wypróbować dwa specjalistyczne, bardzo drogie kremy, które okazały się u mnie kompletną porażką, przez dłuższy czas używałam kremu Lichtena, który okazał się dla mnie niezły, a teraz przerzuciłam się na krem w formie pianki Merz. Z olejków wypróbowałam arganowy, aloesowy, ze słodkich migdałów, z czarnuszki, czasem sięgałam też po kokosowy.

Nowy-8

MASECZKI:

  • Glinka różowa, AFP – zawsze byłam wierna glince zielonej, ale w ostatnich miesiącach zdecydowanie oczarowała mnie różowa i biała ;). Obydwie są bardzo delikatne (zresztą różowa to po części glinka biała), fajnie łagodzą skórę. Glinki to zresztą nic nowego, każdy chyba słyszał o ich świetnych właściwościach!
  • Maski algowe, Belnatur – dla mnie maski o niezwykłych właściwościach. Ich działania widać po jednym użyciu, skóra jest nawilżona, wygładzona, rozjaśniona i przyjemna w dotyku. Aktualnie mam dwa rodzaje – czarną porzeczkę i złotą maskę. Bardzo polecam :).

Od dawna praktycznie nie kupuję drogeryjnych maseczek, uważam że są dużo słabsze i nie dają zauważalnych efektów. Glinki i algi są dla mnie po prostu nieporównywalnie lepsze, dlatego nie sięgam po nic innego.

 

PIELĘGNACJA CIAŁA

Nowy-9

ŻELE / PEELINGI:

  • Żele pod prysznic, Lirene – uwielbiam żele pod prysznic tej marki. Ostatnio używałam wersji różanej i brzoskwiniowej, teraz otworzyłam Szampańską Truskawkę. Tak naprawdę każdy wariant pachnie bosko, bardzo apetycznie. Żele są gęste, wydajne, nie wysuszają skóry. Uwielbiam oczywiście głównie za zapachy ;).
  • Czekoladowy peeling, Ziaja – bardzo lubię kakaową serię Ziaji, więc nic dziwnego że w końcu skusił mnie ten peeling. Nie jest ideałem, bo mógłby być jak dla mnie trochę mocniejszy, ale generalnie odpowiada mi pod względem właściwości i zapachu.

W ostatnim czasie nie udało mi się trafić na naprawdę dobry peeling do ciała, wypróbowałam kilka, ale żaden trafił całkowicie w mój gust. Czekoladowy polubiłam najbardziej, ale szukam czegoś jeszcze lepszego :).

Nowy-10

BALSAMY / SAMOOPALACZE

  • Ciasteczkowy mus, Nacomi – genialny balsam w formie puszystej pianki o mocno natłuszczającym działaniu i apetycznym zapachu ciastek! Dla mnie absolutna rewelacja, już dawno nie trafiłam na tak świetny produkt.
  • Luxury Tan, Vita Liberata – najlepszy samoopalacz jaki miałam. Pobił mojego taniego ulubieńca z Ziaji. Po pierwsze ten samoopalacz W OGÓLE nie śmierdzi! A po drugie od razu barwi skórę, więc widać gdzie rozprowadzamy produkt. Już po jednej aplikacji odcień skóry jest znacznie ciemniejszy. Uwielbiam i polecam :)

 

DŁONIE I PAZNOKCIE

Nowy-11

  • Aloesowy krem do rąk, Wellreal – ulubiony, lekki krem do rąk. Dobrze nawilża, ale nie zostawia w ogóle lepkiej czy tłustawej warstwy, a mam na tym punkcie lekkiego hopla ;). Ma piękny, kadzidlany zapach.
  • Instant Cuticle Remover, Sally Hansen – najlepszy żel zmiękczający skórki jaki znam.
  • Cuticle Rehab, Sally Hansen – olejek w formie żelu do stosowania na skórki. Mała tubka jest bardzo poręczna, pędzelek precyzyjnie dozuje produkt, a sama formuła jest wprost idealna – natłuszczający olejek ale w formie żelu, przez co jest dużo lżejszy i bez obaw można stosować w ciągu dnia.

 

USTA

DSCN4216

Uwielbiam balsamy, masełka i pomadki ochronne do ust, dlatego nigdy nie jestem w stanie wskazać tylko jednego ulubieńca :).

  • Carmex – najlepszy dla szybkiego poratowania suchych ust. Uwielbiam od lat! Najbardziej pasuje mi wersja waniliowa i wiśniowa.
  • Pomarańczowe masełko Oleje Świata, Joanna – tłuste, gęste masło do ust o mocnym działaniu i świetnym zapachu.
  • Tisane – kolejny ulubieniec, który używam od lat. Mocno nawilżający i natłuszczający o gęstej, maślanej konsystencji. Pachnie trochę miodowo, trochę ciasteczkowo.
  • Wazelina ochronna, Flos Lek – niezastąpiona dla ochrony ust przed mrozem. Waniliowa wersja jest świetna.
  • Pomadka z peelingiem, Sylveco – świetna pomadka o działaniu dwa w jednym. Jednocześnie peelinguje i natłuszcza usta, pachnie migdałami.
  • Pomadka ochronna z filtrem, Golden Rose – o tych pomadkach pisałam niedawno, prawie wszystkie z serii okazały się dobre, ale najbardziej polubiłam wariant Suncare.

 

PIELĘGNACJA WŁOSÓW

Nowy-12

OLEJE / OLEJKI:

  • Olej ze słodkich migdałów, Etja – po wypróbowaniu wielu olejków znalazłam taki, który moje włosy bardzooo polubiły. To olej ze słodkich migdałów, który mocno wygładza moje włosy i wyraźnie poprawia ich wygląd. Zawsze wyglądają po nim dużo lepiej, nawet po jednym użyciu. Szkoda, że już mi się skończył!
  • Eliksir odżywczy Elseve, L’Oreal – w ubiegłym roku wypróbowałam wiele lekkich olejków do stosowania na końcówki włosów, ale ciągle najbardziej odpowiada mi ten z L’Oreal.

Nowya-1

FARBOWANIE / MASKI:

  • Elumen, Goldwell – moja ulubiona farba. Jedyna naprawdę trwała farba w dziwnych odcieniach jaką znam. W palecie są wszystkie czyste, podstawowe kolory. Nie zawiera amoniaku, nie śmierdzi, zostaje na włosach praktycznie na trwałe. Wymaga oczywiście odświeżania dla super intensywnego koloru, ale choć ostatni raz użyłam jej parę miesięcy temu to kolor nadal jest intensywny. Nie niszczy włosów tak jak zwykłe farby drogeryjne. Nie jest bez wad, ale nie znam niczego lepszego w niecodziennych odcieniach.
  • Maski Kallos – w kategorii masek i odżywek do włosów jak na razie wygrywa Kallos, to jemu najbliżej do ideału. Bardzo polubiłam wersję Keratin, ostatnio kupiłam Silk.

Mimo, że używałam przeróżnych masek, odżywek i szamponów, nic nie rzuciło mnie na kolana. Najbardziej polubiłam odżywkę Garnier Awokado i masło Karite, z masek wspomniany Kallos, jeśli chodzi o szampony – rokitnikowy z Natura Siberica i Ziaja do włosów przetłuszczających się.

Nowy-13

  • Szczotka z włosia dzika – moim absolutnym odkryciem jest szczotka do włosów z włosia dzika, ideał dla moich włosów. Nie ciągle w najmniejszym stopniu i potrafi rozczesać nawet włosy, z których zrobi się supełek! Wygładza i jednocześnie dodaje objętości.
  • Gumki Invisibobble – sądziłam, że to przereklamowany kawałek plastiku, ale okazało się, że te gumki są po prostu świetne. Bardzo dobrze trzymają włosy, nawet na treningu i przy tym nie ciągną.

 

Znacie coś z moich ulubieńców?