środa, 13 czerwca 2018

NAJLEPSZY FILTR NA LATO? | ANTHELIOS XL

Już niebawem lato, a więc ostatni dzwonek na pomyślenie o ochronie przeciwsłonecznej. W tym roku wiosna jest tak upalna, że kremy z filtrem wyciągałam już w kwietniu, ale brakowało mi dobrego i lekkiego kremu, który mogłabym stosować pod makijaż przy mojej mieszanej skórze. Tym razem wypróbowałam Anthelios XL SPF 50 od La Roche-Posay i nie pożałowałam, bo okazał się świetny. 

W poprzednich latach używałam najczęściej Vichy Ideal Soleil (również 50 SPF) i byłam z niego bardzo zadowolona, ale chciałam po prostu zmienić filtr, tak dla odmiany. Zależało mi, aby koniecznie była to najwyższa ochrona przeciwsłoneczna, ale także żeby krem był lekki i nietłusty, bo latem moja cera niestety mocno się błyszczy. Kupiłam więc polecany matujący krem 50 SPF z naszej polskiej Ziaji. Powiem Wam, że Ziaję generalnie lubię, ale ten filtr kompletnie się u mnie nie sprawdził, nie widziałam zupełnie matującego działania... Może nie jest to najbardziej ciężki i tłusty filtr na świecie, ale na pewno nie zaliczyłabym go do lekkich kremów. Pod makijaż okazał się klapą, więc stwierdziłam, że pora na Anthelios, który miałam kiedyś w postaci próbki i fajnie się zapowiadał.


Anthelios to cała linia pielęgnacji słonecznej od La Roche-Posay. Ja potrzebowałam wysokiego filtra do twarzy, więc wzięłam wersję bezzapachową Anthelios XL Anti-shine o działaniu matującym. Tubka ma 50ml i przypuszczam, że wystarczy mi na całe lato, ale dodam że nigdy nie używam filtrów w "przepisowej" ilości iluś tam pompek, bo moja skóra na pewno nie zdzierżyłaby takiej ilości ;). Krem ma biały kolor, ale nie bieli i nie pachnie. Początkowo może wydawać się, że wcale nie jest to produkt matujący, konsystencja jest dość gęsta i nie sprawia wrażenia jakiegoś super lekkiego kosmetyku. Jednak po chwili zastyga na skórze pozostawiając satynowo-matowy, zupełnie nietłusty film.

Także polecam - myślę, że właścicielki skóry tłustej i mieszanej będą z niego zadowolone. W porównaniu do Vichy moim zdaniem wypada podobnie. Obydwa filtry są lekkie i nie obciążają skóry. Nie mają działania jakoś intensywnie i dodatkowo matującego, ale też nie pozostawiają wyczuwalnego filmu, który powodowałby szybsze przetłuszczanie się skóry.



Myślę, że większość z Was pewnie dobrze zna Anthelios XL - to bardzo popularny produkt w swojej kategorii. A może interesowałoby Was porównanie różnych filtrów do twarzy?

Anthelios XL dostaniecie w granicach 60zł, oczywiście w aptekach, ale też online na www.iperfumy.pl (tutaj macie link do niego -> Anthelios XL Anti-Shine).

niedziela, 10 czerwca 2018

SHINYBOX Get the new look!

"Get the new look" to jeszcze majowa edycja ShinyBoxa - niezbędnik piękna, który sprawdzi się u każdej z nas, jak możemy wyczytać na stronie boxa. W tym miesiącu zawartość jest moim zdaniem taka... okej. Nie jest źle, ale mogłoby być zapewne lepiej.  Na pewno na plus duże zróżnicowanie w produktach: pielęgnacja, kolorówka a nawet zapach. Za to jestem bardzo ciekawa czerwcowego pudełka, które będzie boxem jubileuszowym - to już sześć lat Shiny! Zapowiada się ekscytująco, więc poprzeczka już na starcie jest podniesiona. Póki co jednak majowy Shiny i to co kryje w środku.


SHINYBOX GET THE NEW LOOK

MESAUDA MILANO Błyszczyk Extreme Gloss | Nowa marka w Shiny, której nie znam - Mesauda Milano. Półka cenowa zdaje się średnia (błyszczyk około 44zł). Błyszczyk też w sumie całkiem fajny, o przyjemnej formule i ładnym, delikatnym kolorze podbijającym kolor ust.

MESAUDA MILANO Kredka do ust | Z tej samej marki w pudełku znalazłam również kredkę do ust, szkoda że nie dopasowaną kolorem do błyszczyka (moja akurat w wybitnie nietrafionym kolorze, taki ciemny ziemisty brąz). Sama kredka jednak wydaje się okej, szkoda że nie jest automatyczna, bo takie zdecydowanie wolę. W standardowym boxie znalazł się jeden z produktów tej marki (subskrybentki miały możliwość wyboru dzięki ankiecie), a ja jako ambasadorka Shiny otrzymałam błyszczyk i kredkę dodatkowo.

SEACRET Chusteczki do demakijażu | Próbowaliście kiedyś chusteczek do demakijażu za ponad 100zł? Jeśli zamówiliście majowy Shiny to macie okazję! Jestem trochę w szoku, że 25 chusteczek może tyle kosztować, ale w sumie fajnie że znalazły się w boxie - gwarantuję, że przenigdy nie kupiłabym zwykłych chusteczek w takiej cenie :D.

ZIELONE LABORATORIUM Maska z glinką białą | Saszetka z maseczką (wegańską). Jako dodatek myślę, że w sam raz. Zresztą ja bardzo lubię wszelakie maseczki.

C-THRU Cosmic Aura Perfumowany Spray | Kto pamięta jeszcze C-thru :)?! Te zapachy kojarzą mi się z moim wczesnym gimnazjum, chyba jakoś wtedy miałam od nich pierwszy zapach... i już wtedy mi się nie podobał ;). Mam może malutki sentyment do tej marki, ale ich zapachy kompletnie nie trafiają w mój gust, zawsze kojarzyły mi się tanio i "bazarkowo". Cosmic Aura też niestety nie bardzo mi się podoba, choć nie jest to w żadnym wypadku jakiś śmierdziuch, a po prostu zwykła, niepodobna do niczego woń, która jedyne co przywodzi mi na myśl to niezidentyfikowaną mieszankę zapachów znad stoiska z odlewkami odpowiedników perfum. Nie myślcie jednak, że jakoś strasznie się czepiam, bo to tylko perfumowany dezodorant-mgiełka do ciała, więc nawet i taki zapach mogę zużyć, zwłaszcza że jest raczej lekki i niespecjalnie trwały ;).

NUTKA Mus pod prysznic i do kąpieli | Na koniec jeszcze jeden kosmetyk, tym razem pod prysznic. Marka to kolejna nowość dla mnie, bo o Nutce słyszę po raz pierwszy. Opakowanie żelu wygląda raczej tanio i faktycznie jest to niedrogi produkt, ale za o jak pachnie! Obłędnie! Moja wersja to gruszka z bergamotką i muszę przyznać, że ten zapach jest dla mnie mega apetyczny ^ ^.




czwartek, 7 czerwca 2018

ORLY NEON EARTH | Summer 2018 Collection

Neon Earth to nowa kolekcja na lato od marki Orly. Lakiery dostępne są zarówno w wersji klasycznej jak i hybrydowej Gel FX - u mnie zobaczycie je właśnie w tej drugiej wersji, hybrydowej. Kolekcja jest wręcz stworzona dla wielbicielek ciepłych odcieni! Tonacja lakierów kojarzą mi się z zachodem słońca, jest taka koralowo-pomarańczowo-miedziana. Nie wszystkie z odcieni są neonowe jak można by wywnioskować z nazwy. Właściwie tylko jeden z lakierów to typowy neon (swoją drogą świetny!).


ORLY NEON EARTH GEL FX

W kolekcji znalazło się sześć odcieni, z których u mnie możecie zobaczyć pięć (niestety ostatni lakier trafił mi się felerny i z tego powodu nie umieściłam go na zdjęciach). Cztery odcienie są kremowe bez drobinek, dwa mają metaliczny połysk. Lakiery hybrydowe Orly bardzo lubię i polecam, mają odpowiednią formułę i dobrze się odmaczają. Nie odpryskują, nie marszczą się pod lampą - moim zdaniem jakościowo są super i czuć różnicę pomiędzy nimi, a tańszymi hybrydami. Jeśli macie uczulenie na hybrydy, albo chcecie się go ustrzec to również z tego powodu warto się nimi zainteresować. Gel Fx to formuła 12 free, a więc bez formaldehydu, DBP czy toulenu, a te składniki mogą powodować większe ryzyko uczuleń.

SAND OF TIME | Najspokojniejszy z kolekcji, nude z domieszką brzoskwini.

AFTER GLOW | Koralowy, dość jasny i żywy kolor. Jeszcze nie neon, ale jest jaskrawy i na pewno będzie fajnie wyglądał na opalonych dłoniach.

DESERT ROSE | Przepiękny odcień ciemniejszego, ciepłego... różu? Właściwie nie mogę się zdecydować czy jest bardziej koralowy czy różowy, ale jest z całą pewnością niejednoznaczny i można różnie go odbierać w zależności od światła.

BLAZING SUNSET | Neonowy, pomarańczowo-koralowy odcień. Prawdziwa "żarówka", na lato będzie genialny!

VALLEY OF FIRE | Metaliczna miedź, ciekawa ale chyba nie do końca w moim guście. Raczej nie widzę jej u siebie na wszystkich paznokciach, ale myślę o połączeniu tego koloru z nudziakiem z tej serii.

Jak już wspomniałam w kolekcji jest jeszcze jeden odcień Moon Dust - metaliczny piaskowy beż, chyba najchłodniejszy ze wszystkich kolorów.


Pojedyncze kolory same w sobie nie są może bardzo oryginalne, ale cała kolekcja już tak - zazwyczaj jest to mix różnych żywych odcieni, ale Orly poszło w stronę jednej, ścisłej tonacji i podoba mi się taka odmiana. Z Neon Earth najbardziej podoba mi się Blazing Sunset - dający po oczach neon (zdjęcie niestety nie oddaje w ogóle jego mocy!). Jeśli gustujecie w spokojniejszych kolorach to polecam Desert Rose, nietypowy ale bardzo klasyczny odcień.


poniedziałek, 4 czerwca 2018

🍉 Pielęgnacja dłoni na lato: OWOCOWE KREMY FRUITY JUNGLE 🍉

Fruity Jungle to nowa, owocowa linia kremów do rąk Farmapol. Czy wiecie, że za tą marką stoi Herba Studio, a więc producent jednego z najpopularniejszych (i najlepszych!) balsamów do ust: Tisane? Tisane w słoiczku na pewno znajduje się w moim top 3 balsamów do ust i choć mam wrażenie, że w ostatnich latach został trochę zapomniany, to ja zawsze mam go pod ręką! Pomyślałam, że skoro jest taki dobry to i kremy do rąk nie mogą być złe i już na wstępie powiem Wam, że jeśli przykładacie dużą wagę do zapachów to te kremy mogą Wam się spodobać. Pachną obłędnie!


FARMAPOL FRUITY JUNGLE

Do wyboru mamy trzy warianty: acai, liczi i smoczy owoc. Wszystkie pachną ładnie, w sam raz na lato, bo owocowo, ale moim zdecydowanym numerem jeden jest wersja acai <3. Pachnie jak jagody! Powiem Wam, że uwielbiam ten zapach i chętnie kupiłabym balsam do ciała o takim lub podobnym zapachu (a może znacie jakieś balsamy pachnące jagodami warte polecenia?). Krem Acai polecam Wam najbardziej.

Kremy mają lekką, nietłustą formułę i błyskawicznie się wchłaniają. Taka delikatna konsystencja fajnie sprawdzi się na lato. Nie wiem jednak czy będą odpowiednie dla każdego, bo mam wrażenie, że raczej nie poradzą sobie z bardzo suchą skórą. Moja jest niewymagająca, więc są dla mnie wystarczające, ale przypuszczam, że w "ciężkich" przypadkach nawilżenie może być za słabe. Na plus zauważalne zmiękczenie skóry dłoni.



Kremy mogą Wam się również spodobać jeśli unikacie takich składników jak parabeny, silikony i parafina - ta seria ich nie zawiera. Podsumowując: to całkiem fajne, lekkie kremy o owocowych zapachach. Osobiście polecam acai <3!


czwartek, 31 maja 2018

Paleta BEAUTY LEGACY | Makeup Revolution x Maxineczka

Najgłośniejsza makijażowa premiera w ostatnim czasie? To bez wątpienia paleta Beauty Legacy, która powstała we współpracy z Makeup Revolution i Maxineczką. Paleta zawierająca dziewięć cieni do oczu oraz trzy produkty do twarzy, a to wszystko w tekturowym opakowaniu travel-friendly. Po początkowej fali zachwytów, Beauty Legacy doczekała się też wielu krytycznych opinii. Zarówno jedne jak i drugie mogą być w dużej mierze spowodowane sympatią (bądź jej brakiem) do twórców palety, ale też obietnicami "palety idealnej". Jak to faktycznie z paletą jest postaram się Wam dziś szczegółowo opisać, będą również swatche i makijaż :).


Paleta zawiera sześć cieni, rozświetlacz, róż i brązer. Produkty do twarzy to akurat najsłabsze ogniwo w Beauty Legacy. Brązer ma bardzo ładny odcień, róż jest ceglasty i intensywny więc niekoniecznie dobry dla każdego, ale największym minusem jest fakt, że dość trudno się rozcierają, więc nietrudno o plamy. Najsłabiej wypada jednak rozświetlacz, który daje bardzo słaby błysk. Oczywiście satynowe rozświetlacze też są fajne, ale w przypadku Pure Glow efekt jest zbyt delikatny - na mojej skórze prawie w ogóle go nie widać. Na jaśniejszych cerach ten rozświetlacz może okazać się też zbyt ciemny, bo lekki barwi na brzoskwiniowe tony.

Przejdźmy do cieni, bo one są zdecydowanie lepsze! Na pewno świetne są wszystkie maty, szczególnie ciemniejsze. Jasny odcień Canvas jest mega uniwersalny, a dzięki takim odcieniom jak Ash, Brick, Smoke i czarny Night jesteśmy w stanie stworzyć bazowy, neutralny makijaż. Podoba mi się, że znalazły się zarówno chłodniejsze brązy jak i te ciepłe. Ciekawym dodatkiem jest matowy Petal w burgundowym kolorze. Maty mają naprawdę fajną pigmentację, nie można narzekać. Oprócz tego mamy trzy odcienie błyszczące, z których najpiękniejszy jest oczywiście Orchid <3. To cudny fiolet opalizujący na niebiesko, przepiękny odcień, choć żałuję że pigmentacja nie jest w jego przypadku mocniejsza. Copper to taka jasna miedź, ładna i intensywna, Crystal to dla mnie trochę niewypał, bo jest dosyć słaby i ciężko się nakłada.



Jak widzicie w paletce są zarówno cienie o bardzo fajnej jakości jak i kilka słabszych. Na swatchach wypadają raczej słabo, ale za to zyskują na oku - to ten typ cieni, który słabo nabiera się na palec, a za to lepiej przenosi pędzelkiem. Generalnie to dla mnie jakość zbliżona do innych palet Makeup Revolution, które jak wiecie bardzo lubię i choć w Beauty Legacy totalnie urzekł mnie cień Orchid, to szczerze mówiąc dla mnie bardziej uniwersalne są czekoladowe palety. Niżej możecie zobaczyć jak cienie wypadły na oku: używałam oczywiście cienia Orchid, ale także Petal, Ash, Night i Canvas.


Skąd tak mieszane opinie na temat palety? Musicie pamiętać, że jest to paleta od Makeup Revolution, więc nie ma sensu spodziewać się znacznie innej jakości niż w przypadku ich pozostałych produktów. Jeśli jakość MUR Wam nie odpowiada to pewnie i ta paletka nie do końca Wam podejdzie. Ja uważam, że do tej palety trafiły po prostu różne cienie, naprawdę fajne jak i trochę słabsze. Wydaje mi się, że najbardziej rozczarować mogły się osoby, które liczyły że będzie to ta "jedyna paleta", totalnie uniwersalna, która zrobi za wszystkie kosmetyki. Jeśli podejdziecie do niej jak po prostu do normalnej palety, bez jakichś oczekiwań palety idealnej to być może stwierdzicie, że to całkiem fajna paletka. Beauty Legacy kosztuje około 50zł, więc też nie jest to mało jak na paletę MUR. Moim zdaniem akurat to dość wysoka cena za taką jakość. Jeśli paleta Wam się spodobała kolorystycznie to oczywiście ją bierzcie, ale jeśli oczekujecie profesjonalnej jakości to raczej lepiej trochę dopłacić i np. złapać na promocji palety Affect.


Jestem bardzo ciekawa jakie jest Wasze zdanie o palecie, która budzi sporo emocji! Jesteście pod jej wrażeniem czy jej zakup Was rozczarował?

czwartek, 24 maja 2018

RECENZJA: FREZARKA DO MANICURE NAIL MASTER 30W

Kilka miesięcy temu zdecydowałam się na zakup frezarki do paznokci. Wiem, że temat jest teraz bardzo chodliwy, bo coraz więcej osób decyduje się na manicure hybrydowy w domu, a frezarka bardzo ułatwia i przyspiesza jego wykonanie. Nie wybrałam żadnego z popularnych modeli frezarek, a o tym dlaczego wyjaśnię dokładnie za moment. Zależało mi na niedrogiej frezarce, bo potrzebowałam jej właściwie tylko na swój własny użytek. Z drugiej strony nie chciałam kupować frezarki bezprzewodowej (np. popularnej różowej frezarki z Aliexpress), bo pracowałam już na lepszych frezarkach i wiem, że taka jakość raczej irytowałaby mnie.

Ostatecznie padło na frezarkę Nail Master 30W - niestety nie znalazłam numeru tego modelu, a pudełko po frezarce już dawno wyrzuciłam. Miałam okazję pracować na kilku różnych frezarkach i ta choć nie była ideałem, to w swojej kategorii cenowej wypadała najlepiej. Jak wspomniałam nie chciałam wydawać na frezarkę fortuny, więc lepsze frezarki, z którymi miałam porównanie odpadły z mojej listy (np. Marathon Mighty, która jest świetna i bardzo dobrze się na niej pracuje, ale to wydatęk rzędu 500-600zł). Mocno brałam pod uwagę popularną JD700, ale również miałam możliwość ją wypróbować i powiem szczerze, że nie byłam do niej zbytnio przekonana, więc również ten model odrzuciłam. Ostatecznie wybrałam Nail Master, frezarkę na której również przez jakiś czas pracowałam i była względnie okej,choć nie tak dobra jak Marathon, wiadomo ;). Na stoisku "paznokciowym" frezarki Nail Master widywałam po 300zł, ale poszperałam w internecie i kupiłam moją frezarkę za 170zł (teraz są nawet po 150zł).


PARAMETRY: 

-30W
-płynna regulacja obrotów 4-30tys
-rączka twist-lock (wymiana frezów poprzez przekręcenie rączki jednym ruchem)
-obroty prawe i lewe
-dodatkowo w zestawie pedał oraz frezy (podstawowe)

Frezarka posiada regulację obrotów od niskich do wysokich. Możemy używać pokrętła na bazie lub podpiąć pedał (którego osobiście nigdy nie używam). Rączka frezarki waży ok 128g - dla mnie nie jest ani ciężka ani super lekka. Oczywiście wolałabym lżejszą, ale nie narzekam, ręka mnie od niej nie boli. Pracowałam kiedyś na cięższej rączce, więc ta nie wydaje mi się niekomfortowa.

Frezarka posiada również zmianę obrotów prawo-lewo. Jest to standard przy tego typu frezarkach, ale te tanie, bezprzewodowe czasem nie mają takiej opcji. Z tego względu nie zdecydowałabym się na zakup taniej frezarki bez tego przełącznika. Przydaje się on nie tylko jeśli jesteśmy leworęczni (przydaje się... ba! to mus!), ale również w sytuacjach kiedy używamy frezarki na sobie i przekręcamy dłoń w swoją stronę. Kiedy sama sobie ściągam hybrydę używam tego przełącznika bardzo często!


Nail Master nie pracuje jakoś bardzo głośno, łatwo ją również doczyścić i wygląda trochę jak telefon starego typu ^ ^. Frezy mają uniwersalną średnicę, więc pasują do wszystkich frezarek - gdyby ktoś nie wiedział. Najczęściej do zestawu dołączany jest podstawowy zestaw frezów, który niekiedy się przydaje, ale od razu warto dokupić podstawowe frezy jak ceramiczny do ściągania hybrydy/żelu. Ja używam frezarki przede wszystkim właśnie do ściągania hybryd, ale także do opracowania skórek.


Największym minusem Nail Master jest dla mnie dziwnie chodzący zatrzask na frezy twist-lock. W większości frezarek przekręcając rączkę w celu wymiany frezu usłyszymy charakterystyczne kliknięcie. Niestety nie w tej frezarce. Mechanizm działa dość opornie, często sama nie wiem czy już do końca przekręciłam rączkę i frez "siedzi" czy jeszcze nie. Wiedziałam o tym już w momencie kupowania frezarki, bo miałam z nią styczność wcześniej (i to nie z jednym egzemplarzem, więc zdawałam sobie sprawę, że nie jest to np. wada fabryczna jednego konkretnego urządzenia). Jest to trochę irytujące, czasem frezy wchodzą też opornie. Wiedziałam jednak, że coś za coś - tutaj cena była okej i sama praca na frezarce także, więc ten minus byłam w stanie jakoś przeboleć.


PLUSY:
-dobrze się na niej pracuje
-w miarę lekka rączka
-możliwość zmiany obrotów prawo-lewo
-moc wystarczająca na własny użytek
-rączka nie nagrzewa się mocno podczas pracy
-dobra jakość w stosunku do niewysokiej ceny
-łatwa w czyszczeniu

MINUSY:
-brak płynności w odbezpieczaniu frezów (twist-lock)
-brak miejsca na dodatkowe frezy
-moc zbyt mała do profesjonalnego użytku bądź pedicure

W frezarce bardzo przydałoby się miejsce na trzymanie frezów (niektóre frezarki posiadają dziurki na frezy w obudowie). Niestety frezarka nie pociągnie raczej przy pedicure - za słaba moc. Nie polecałabym jej również jako frezarki do używania w salonie kosmetycznym, moim zdaniem jest trochę za słaba. Przykładowo przy Nail Master bardzo często pracuję na wysokich obrotach, na Marathonie raczej na słabych i średnich. Jednak na własny użytek będzie moim zdaniem w zupełności wystarczająca.


Mimo tego, że wymieniłam różne minusy tej frezarki, to uważam że jest to naprawdę dobre urządzenie w tej cenie. Bardzo ułatwia pracę, więc jeśli robicie sobie hybrydy to zdecydowanie warto - frezarka długo Wam posłuży, a jej cena to zakup kilku lakierów hybrydowych! Uważam też, że dobór frezarki to w pewnej mierze również kwestia indywidualnych preferencji. Ja przykładowo jestem bardziej zadowolona z Nail Master niż z popularnej JD700.

Ja swoją frezarkę kupiłam na https://sklep.atelierbeauty.pl - nie jest to w żaden sposób post sponsorowany, ale podaję Wam linka, bo wydaje mi się, że właśnie w tym sklepie te frezarki były najtańsze. Mojej 30W już chyba nie ma, ale jest 35W i jest zdaje się prawie identyczna (za 150zł).

Jeśli macie jakieś pytania to piszcie śmiało! Jestem ciekawa czy są tu jakieś użytkowniczki tej frezarki. Ja sama szukałam o niej opinii, ale niestety wiele nie znalazłam, więc mam nadzieję, że moja recenzja się przyda. Frezarkę mam od stycznia i póki co nic złego się z nią nie działo. Osobiście jestem z niej zadowolona i kupiłabym ją ponownie gdybym miała do dyspozycji podobny budżet. Gdybym miała jednak więcej gotówki to zdecydowałabym się na Marathon.