środa, 3 marca 2021

BeGlossy LOVE YOURSELF

    Już dawno żadna edycja BeGlossy nie przypadła mi do gustu tak jak ostatnia - Love Yourself. W mojej opinii to najlepsze pudełko od kilku miesięcy. Oczywiście kupiło mnie kolorówką, tym razem naprawdę fajną i konkretną! Dodatkowy plus za fakt, że w tym boxie prawie każdy produkt jest pełnowymiarowy. I za piękną oprawę graficzną.


REVERS Phenomenal Master Palette | Najmocniejszy punkt to jak dla mnie paletka cieni Revers. Jak na niedrogą markę (cena paletki to około 25zł) to wygląda bardzo estetycznie, ładny design i bardzo fajne, użytkowe kolory cieni. Wydaje mi się, że widać tu inspirację Naked Palette, ale z drugiej strony mam wrażenie, że podobnym palet jest sporo na rynku. Z tego co widzę w pudełku znalazł się jeden z dwóch wariantów kolorystycznych palety. U mnie to dziennie, neutralne odcienie, ale była też bardziej wieczorowa opcja.

PIERRE RENE Preparat do czyszczenia pędzli | Niestandardowy produkt jak na beauty box, ale praktyczny - przyda się do kufra i do domowego użytku.

TOŁPA Balsam do ciała | Balsam w pojemności travel size od Tołpy, regenerujący. Miałam kiedyś ten balsam, z tego co pamiętam był w porządku i przyjemnie pachniał.

INGRID Róż do policzków | Z kolorówki znalazł się również róż Ingrid w odcieniu Carrot Cool. Kolor to taka brzoskwinia, zdecydowanie ciepły i matowy. Uwielbiam róże, więc i ten na pewno wypróbuję. 

VOLLARE Odmładzający krem z rabarbarem | Krem w wersji pełnowymiarowej od marki Vollare. Chyba nigdy nie miałam od nich niczego z pielęgnacji, nawet nie wiedziałam, że mają kremy. Zaskoczyło mnie jednak opakowanie, które wygląda naprawdę ładnie, nie przypuszczałabym, że to tak tania marka. Liczę też troszkę, że krem będzie pachniał rabarbarem, bo uwielbiam jego zapach (a kremu póki co nie otwieram, bo mam inne do zużycia).

MARION Glow Girl maseczka | Maseczka peel off z brokatem. Faktycznie widać, że brokat jest i to na dodatek całkiem sporo, więc to chyba będzie taki bajerancki, instagramowy kosmetyk. 

WHEN BEAUTY Maska do twarzy w płachcie | W pudełku znalazła się także koreańska pielgnacja, a dokładniej jedna z dwóch masek marki When Beauty. Jeszcze od nich nic nie miałam, ale widzę że dostępne są w Hebe.

ZIOLOVE Herbatka ziołowa | Klientki VIP (a więc osoby, które mają subskrypcję pudełka dłużej niż 6 mscy) otrzymały dodatkowo jedną z dwóch herbatek Ziolove - oczyszczającą lub wzmacniającą odporność. Dla mnie to również ciekawy dodatek do zawartości, bo lubię zioła i czasem chętnie po nie sięgam zamiast herbaty. 



   Moim zdaniem pudełko wypadło bardzo dobrze, ja jestem zadowolona. Zawartość zdecydowanie na bogato, kosmetyków jest sporo i w większości to pełnowymiarowe produkty. Dla mnie największym plusem jest paletka cieni, która po prostu od raz mi się spodobała, bo ma ładną oprawę i idealne kolory do dziennych makijaży. 



środa, 3 lutego 2021

Perfumy o zapachu pierniczków? 🍭 BOUM SWEET LOLLIPOP

    Odkąd pamiętam marzyły mi się perfumy o zapachu pierniczków, słodkie, cynamonowe, z dużą ilością korzennych przypraw. Byłyby w sam raz na zimowe miesiące, a już szczególnie na grudzień. Jakiś czas temu trafiłam gdzieś w internecie na Boum Sweet Lollipop, niedrogi zapach od Jeanne Arthes, który w piramidzie nut ma piernik, watę cukrową, cynamon oraz imbir. Zbierał też dobre recenzje, więc zaryzykowałam z zakupem w ciemno. 

   Czy pachną pierniczkami? Trochę tak, czuć takie nuty, ale od razu uprzedzam, że nie jest to wiernie oddany zapach świątecznego piernika. Boum Sweet Lollipop to trochę coś innego, to zapach niesamowicie słodki, kojarzący się raczej z watą cukrową, cukrem samym w sobie albo landrynkami z nieco syntetycznym aromatem. Korzenną nutkę jednak wyraźnie czuć, szczypta cynamonu jest, choć nie na pierwszym planie. Dla mnie mają więcej z korzennych ciasteczek niż z pierników. Jeśli lubicie naprawdę słodkie zapachy to może być dobry trop. Ja od czasu do czasu mam ochotę na potężną dawkę cukru i wtedy lubię sięgać po takie kompozycje.


   Jeśli znacie Pink Sugar od Aquoliny to będzie Wam łatwo wyobrazić sobie jak pachną Boum Sweet Lollipop. To bardzo podobne klimaty z przewodnim zapachem waty cukrowej / palonego cukru. Obydwa zapachy to słodycz podkręcona maksymalnie. Moim zdaniem pachną podobnie, różnią się głównie tym, że w Pink Sugar czuć jeszcze lukrecję, a w Lollipop jest właśnie ten świąteczny dodatek w postaci przypraw, cynamonu, pomarańczy i korzennych ciastek.

Szczerze mówiąc, początkowo trochę inaczej wyobrażałam sobie ten zapach, ale nie jestem rozczarowana, bo szybko go polubiłam. Spodziewałam się chyba bardziej otulającego, przytulnego zapachu z wanilią i przyprawami, a to raczej cukrowo-landrynkowe klimaty, coś jak żelki albo cukierki o smaku pierniczków. Jak na tak tanie perfumy (100ml za mniej niż 40zł!) nie mogę narzekać także na trwałość, moim zdaniem jest  w porządku. 


Dla fanów dawki 110% cukru w cukrze, propozycja warta przetestowania :). Z dostępnością jest raczej średnio, ja tradycyjnie zamawiałam na Notino i zazwyczaj głównie tam je widuję: Boum Sweet Lollipop

Cała marka Jeanne Arthes wygląda moim zdaniem ciekawie, jest niedroga ale zbiera dobre opinie, więc mam ochotę przetestować jeszcze kilka zapachów (np. Guipure & Silk Ylang Vanille). Póki co mam jeszcze i lubię Sultane L'Eau Fatale - otulacz o zapachu przyjemnej, budyniowej wanilii.

niedziela, 17 stycznia 2021

PERFUMY: Le Bain JOOP!

   Le Bain to perfumy, które marzyły mi się od dawna chociaż nigdy nie miałam okazji ich wcześniej przetestować, więc był to klasyczny blind buy. Nie pierwszy raz popełniam zakup w ciemno, co oczywiście poprzedzone jest czytaniem wielu recenzji, ale z reguły udaje mi się o dziwo dobrze utrafić. W przypadku Le Bain pierwsze wrażenia nie były jednak obiecujące, pomyślałam wręcz że to ten pierwszy raz kiedy kompletnie nie trafiłam i będę musiała się ich pozbyć ;). Początki owszem były trudne, ale z czasem przekonałam się i teraz chętnie po nie sięgam. Warto poznać Le Bain jeśli perfumy vintage i waniliowo-balsamiczna kategoria zapachów trafiają w wasz gust. To perfumy, które zdecydowanie pasują na chłodniejsze, jesienne i zimowe miesiące.

   La Bain to kompozycja, która faktycznie kojarzy mi się kąpielowo. Są to jednak skojarzenia z łazienką vintage i wanną na nóżkach pełną gęstej piany. Tak mogłoby pachnieć w łazience sprzed lat kiedy kosmetyki do kąpieli na pewno miały inne zapachy, niekoniecznie takie do których jesteśmy teraz przyzwyczajeni ;). Le Bain pachnie zdecydowanie niewspółcześnie, ale nie są to ciężkie perfumy. Są otulające, balsamiczne i ciepłe ale niesłodkie. Wręcz przeciwnie - wiele w nich goryczy. Czuć w nich nutę gorzkiej wiśni (ponoć tonka daje taki efekt) i sporo wytrawnej wanilii. Dla mnie to taki balsamiczno-gorzki zapach. W piramidzie nut są także kwiaty, jaśmin, róża a nawet konwalia, ale albo ich nie czuję albo zlewają się w jedną całość. Za to czuję w nich coś lekko dymnego lub tytoniowego. 

   Ciekawy, zimowy zapach, zupełnie inny od współczesnych perfum. Lubię używać ich w małej ilości właśnie po kąpieli. Choć uważam, że to zapach wart poznania to jak wspomniałam początkowo mnie odrzucił za sprawą niełatwego otwarcia. Pierwsze minuty po aplikacji wody są ostre i gryzące w nos, zapach trochę jak z gabinetu dentystycznego. Kiedy ten moment minie jest już przyjemnie. Le Bain są godne uwagi, pamiętajcie jednak że to kompozycja specyficzna i naprawdę warto je przetestować przed zakupem. Na plus trwałość perfum (długo czuć je na skórze), ale na minus projekcja, czuję je jedynie z bliska.


   Po raz kolejny przekonałam się do marki Joop!, którą kojarzę jeszcze z czasów dzieciństwa. Moja mama miała dawno temu Joop! Berlin, który wtedy wydawał mi się niesamowicie mocnym zapachem, takim który potrafi dosłownie zwalić z nóg. Potem jakoś zapomniałam trochę o marce aż do czasów kiedy kupiłam piękne różano-paczulowo-malinowe Wow! for Women. Wow! jest zdecydowanie nowszym zapachem, bo z 2018 roku. Podobnie jak Le Bain to także perfumy w bardzo przystępnej cenie, bo można kupić je za mniej niż 100zł. 

Le Bain kupiłam tradycyjnie na Notino, możecie znaleźć je bezpośrednio tutaj: Notino Joop! Le Bain.




środa, 13 stycznia 2021

❄️ beGLOSSY Go to the SNOW ❄️

    Witajcie w 2021 roku :). Na początek ostatnie pudełko beGlossy Go to the Snow, które ma chyba najpiękniejszą oprawę graficzną ze wszystkich pudełek jakie pojawiły się od początku istnienia marki. Moim zdaniem ta grafika jest naprawdę ładna, zresztą spójrzcie sami. Samo pudełko oczywiście zostawię sobie do przechowywania różności, a teraz szybki przegląd zawartości.


LEADERS LABOTICA Maska w płachcie | Maseczka na tkaninie pojawiła się w trzech rodzajach. Ja trafiłam na maskę z ekstraktem z bambusa - wygładzająca i nawilżająca. Maska marki koreańskiej, tych maseczek jeszcze nie miałam, więc dla mnie coś nowego.

JOKO Pomadka do ust | Trochę z sentymentem spojrzałam na markę Joko, całe wieki nic z niej nie kupowałam, a w czasie zakupów w osiedlowych drogeriach była to jedna z moich ulubionych marek. W pudełku znalazła się pełnowymiarowa pomadka o kremowym wykończeniu, klasyczna czerwień :).

NUTKA Szampon do włosów | Z "Nutką" już się spotkałam, miałam kiedyś szampon albo odżywkę (pamiętam, że zapach był bardzo fajny). Tym razem dostaliśmy szampon w wersji hipoalergicznej (pełny wymiar) dedykowany wrażliwej skórze głowy - faktycznie SLSów brak.

CANABO Krem do rąk | Moda na kosmetyki z ekstraktem z konopi chyba nadal nie przemija. Krem do rąk Canabo ma całkiem niezły bogaty skład, pełno olejków i masło shea. Tubka duża, bo aż 100ml.

BIODERMA Preparat dermatologiczny zwężający pory | I chyba ten produkt będzie moim typem z całego pudełka, jestem go najbardziej ciekawa. Polecany jest pod makijaż aby zwęzić i nieco zatuszować rozszerzone pory. Jednocześnie ma nie blokować porów, więc brzmi jak idealna alternatywa dla silikonowej bazy. Po spojrzeniu na skład można zauważyć, że dominują silikony, więc przypuszczam że właściwie będzie to jednak rodzaj bazy silikonowej, ale większość z nich do substancje niekomedogenne (obawiam się jedynie gliceryny w składzie). Znów produkt pełnowymiarowy, na plus!

BIOTANIQUE Multi Biomask Total Eye Lift | Płatki pod oczy... nie wiem jak Wy ale ja lubię je zawsze i wszędzie. Zdarzyło mi się owszem, że płatki podrażniły mi skórę, ale był to raczej wyjątek od reguły. Dla mnie to zawsze fajny dodatek do pielęgnacji.

BIO AGADIR Serum Anti-Age | Jest to produkt VIP czyli dla wszystkich, którzy subskrybują beGlossy pół roku lub dłużej. Kolejny pełnowymiarowy produkt. Ciekawe serum, bo oparte na oleju z opuncji, a przyznam że już od dawna miałam ochotę ten olej wypróbować. Opinie ma świetne, więc szybko włączę je do mojej pielęgnacji :).


Jako prezent - bawełniane skarpetki Medicine w dwupaku. Muszę przyznać, że to jeden z najlepszych prezentów jaki pojawił się w boxach. Bardzo lubię kolorowe skarpetki, więc te też od razu mi się spodobały (szczególnie te w abstrakcyjny motyw). Lubię ogólnie Medicine, mają świetne nadruki i desenie na swoich ubraniach.


wtorek, 1 grudnia 2020

TEA ROSE Perfumer’s Workshop 🌹 Perfumy o zapachu róży

    Najbardziej różane perfumy na świecie... Tea Rose! To ciekawy, może trochę mało popularny zapach o intensywnym aromacie róż. Właściwie jednonutowy, bo kręci się tylko wokół tematu róży. Różana róża, 120% róży w róży - taki jest właśnie w skrócie Tea Rose od Perfumer's Workshop. Wielbicielom różanych zapachów może całkowicie zaspokoić chęć na kolejne różane perfumy, ale jeśli za różą nie przepadacie to z miejsca możecie sobie ten zapach darować, bo tak skoncentrowana róża raczej nie ułatwi przekonania się do tej nuty zapachowej. A tak na marginesie są to podobno jedne z ulubionych perfum Nicole Kidman i moim zdaniem świetnie do niej pasują. 


   Tea Rose to najbardziej różany zapach w mojej kolekcji. Mam też kilka innych perfum z różą w roli głównej np. Roses de Chloe, Rose Oud Yves Rocher czy Turkish Rose z Avonu, kilka różanych ale przełamanych innymi nutami: Roses Vanille od Mancery czy Perles Lalique. Żaden jednak nie jest taką kwintesencją róży jak Tea Rose! Jest to woda toaletowa, ale ma bardzo dobre parametry, utrzymuje się dłużej niż niejedna woda perfumowana. A najlepsze jest, że to kolejna tania perełka - do kupienia zwykle za około 50zł, ale aktualnie na Notino jest za 39zł aż 120ml, ogromna flacha. Link macie tutaj: Tea Rose Perfumer's Workshop.


   Tea Rose pachną jak ogromny bukiet róż. Dla mnie jest to zapach z jednej strony świeżych róż, a z drugiej różanego olejku czy konfitury różanej. Zupełnie jakby zmieszano ze sobą te wszystkie odcienie różanych zapachów. Nie dajcie się zwieść "tea" w nazwie, bo z herbatą nie mają nic wspólnego. Jak wspomniałam są to intensywne perfumy, które użyte w nadmiarze mogłyby zamęczyć. Ja uwielbiam używać ich w wietrzne dni, pięknie pachną także wiosną. Tea Rose to zapach niedzisiejszy, może się kojarzyć trochę retro, bo mało kto teraz tak pachnie jednak ja takie kompozycje bardzo lubię. 


wtorek, 24 listopada 2020

beGLOSSY Sweater Weather ❄️

    Ostatnie pudełko #beglossysweaterweather to już prawie zimowy klimat. Pomijając wnętrze, samo pudełko w sweterkowy wzór wygląda moim zdaniem świetnie i zachowam je sobie do przechowywania drobiazgów (będzie idealne na olejki lub woski zapachowe). Z kolei zawartość jest zróżnicowana, każdy kosmetyk jest właściwie z innej kategorii. Jest trochę pielęgnacji, coś z makijażu, ale też coś o ust, a nawet słodki dodatek. Wszystkie produkty z tego boxa są pełnowymiarowe.


AA Super Fruits & Herbs Peeling myjący | Peeling w wersji opuncja & amarantus. Jest to peeling myjący, a więc ma taką rzadszą konsystencję, to połączenie żelu pod prysznic i peelingu. Pachnie świetnie, bardzo orzeźwiająco, słodko, mix soczystych owoców. Jak wiecie zwracam dużą uwagę na zapachy, więc za to ma ode mnie plusa :).

BOTANIC SkinFood Multifunkcyjny krem | Z marką Botanic miałam już styczność i były to pozytywne doświadczenia, więc ciekawi mnie ten krem - przeznaczony zarówno do ciała jak i twarzy. Marka ma kosmetyki wegańskie, oparte na naturalnych składnikach i można ją dostać w Naturze. Mój krem to wersja Cannabis & Porzeczka. Ma taką klasyczną formułę, podczas rozsmarowywania się troszkę smuży, ale po chwili wchłania się całkowicie. Nawilża nieźle, przy czym nie jest też ciężki ani tłusty.  Zapach jest ładny, owocowy, ale wybija się w nim lekko jakaś chemiczna nutka.

NIVEA Peeling do ust w sztyfcie | BeGlossy zawsze odrobinę czyta mi w myślach, bo w każdym pudełku znajduję kosmetyk, który planowałam wcześniej kupić. Tak jest w przypadku peelingujących sztyftów Nivea. Z chęcią będę go testować tym bardziej, że takie peelingi w formie pomadek są dużo wygodniejsze niż te w słoiczkach.

PIERRE RENE Błyszczyk Cover Gloss | Z kolorówki mamy błyszczyk od Pierre Rene. Pigmentacja zaskakująco intensywna, bardziej przypomina mi może nawet lakier do ust niż właśnie błyszczyk. Kolor to taka przytłumiona czerwień, nie bardzo intensywna, lekko przełamana różem.

SKARB MATKI Żel do mycia rąk | Coś praktycznego na aktualny czas - żel do mycia rąk bez wody, na bazie alkoholu. Z tego co czytam ponad 60% zawartości alkoholu i producent nie nazywa go stricte żelem antybakteryjnym, więc mam wątpliwości czy można go tak stosować. Może bardziej sprawdziłby się np. jako dodatkowa ochrona po umyciu rąk?

SHEHAND Maseczka do paznokci i skórek | A to ciekawostka! Maseczka do paznokci, pierwszy raz widzę :)! Najlepsze, że forma maseczki jest równie nietypowa: to osobne nakładki na każdy palec. W składzie olejki i ekstrakty.

Jako prezent maseczka do włosów Biovax i coś słodkiego - czekolada od Chocolissimo.