poniedziałek, 3 czerwca 2019

NOTINO LOVES POLAND ROADSHOW ♥ Event z Notino!

   Dziś przychodzę do Was nietypowo, bo z zaproszeniem na event organizowany przez Notino. Teraz iperfumy zmienia się właśnie w NOTINO. Wydarzenie odbędzie się w trzech miastach:


  • KRAKÓW 7.06 piątek w godzinach 16-19 (Bonarka City Center)
  • WROCŁAW 6.06 czwartek w godzinach 17-20 (Perfumeria Wrocław)
  • KATOWICE 8.06 sobota w godzinach 13-16 (Galeria Katowicka)
Więcej o evencie na facebooku Notino - link.





   Podczas eventu szykuje się kilka atrakcji: prezent o wartości 60zł do każdego zakupu dla pierwszych 300 klientów, Notino Suprise Box dla pierwszych 100 osób, które zrobią zdjęcie sklepu i udostępnią je, darmowy makijaż z marką Lancome. Sama też planuję się pojawić oczywiście w perfumerii w Krakowie w Bonarce. Jestem bardzo ciekawa co Notino przygotuje, a swoją drogą jestem ich wierną klientką od lat (oryginalne perfumy w dobrej cenie, czego chcieć więcej;)). 

   Jestem przekonana, że większość z Was doskonale zna Notino (a dawne iperfumy), ale jeśli są tu jeszcze jakieś wyjątki to w skrócie przybliżę Wam perfumerię, która działa przede wszystkim online (www.notino.pl), ale ma również swoje perfumerie stacjonarne oraz punkty odbioru osobistego. Notino to oczywiście głównie perfumy - zarówno bestsellery, popularne zapachy jak i perfumy niszowe. Oferta jest pokaźna, a ceny dobre (ja zawsze poluję na promocje). Nigdy nie nacięłam się na perfumy co do których miałabym jakieś obiekcje w kwestii oryginalności, a kupowałam tam wiele, wiele razy. Na Notino kupicie również kosmetyki, marki tańsze i górnopółkowe. Ja z Notino zamawiałam słynny podkład Double Wear od Estee Lauder, bo kiedy jest promocja naprawdę się opłaca.


Kto się wybiera :)?

beGLOSSY "Pretty. Natural. YOU."

   Ostatni beGlossy zamiast w pudełku przyszedł do mnie niestandardowo w bawełnianym worku - fajna odmiana, chociaż pudełka po beGlossy też są super i przechowuję w nich przeróżne drobiazgi (od gumek do włosów, po kosmetyki czy nawet różne kable i ładowarki;)). "Pretty. Natural. YOU." to ostatnia edycja boxa, tym razem we współpracy z bardziej naturalnymi markami.



LOVE BEAUTY AND PLANET Szampon | Nowe marki to coś co w beauty boxach lubię najbardziej! Odkąd Love Beauty and Planet pojawiło się w Rossmannach, miałam sporą ochotę na testy, ale nie najniższe ceny i zapasy trochę mnie przystopowały. Tym bardziej ucieszyłam się, że to właśnie na tę markę zdecydowano się w tej edycji. Pełnowymiarowy szampon w wersji kokosowej pachnie obłędnie, jak woda kokosowa!

TOŁPA Balsam Urban Garden | Również pełnowymiarowy balsam, tym razem od Tołpy, którą znam ale nie w kategorii pielęgnacji ciała (zawsze miałam coś do pielęgnacji twarzy). Jest to balsam w tubie, z dodatkiem maseł (kokum, sezamowe), o przyjemnym lekkim zapachu.

AA WINGS OF COLOR Matt Fixer | Tym razem beGlossy wstrzeliło się w mój gust, bo ten matujący fixer również miałam ochotę sprawdzić ;). To produkt z dodatkiem krzemionki, którą moja przetłuszczająca się skóra bardzo lubi. Po aplikacji mgiełki faktycznie czuć różnicę! Skóra nie wydaje się jakoś mocniej matowa jak po użyciu pudru, ale od razu czuć przyjemną matową "pudrowość". Ciekawy produkt, ale producent powinien zmienić atomizer, bo psika zbyt obficie!

HIMALAYA Żel do mycia twarzy | Z marką Himalaya znam się nie od dziś, bardzo lubię ich kremy i piankę myjącą :). Teraz będę z kolei testować żel myjący do twarzy, mam nadzieję że równie dobry.

VIANEK Odżywcza pomadka ochronna | Pomadka ochronna Vianek z olejkiem z pestek moreli. Ma fajną formułę, taką jak lubię - nie zbyt topniejącą na ustach, ale też nie tępą i suchą - taką w sam raz. Pachnie super, brzoskwiniowo-morelowo :).

HIMALAYA Pasta Cinnamon | Ponownie od Himalaya miniaturka pasty do zębów o smaku cynamonowym. Już testowałam, bardzo nietypowa w smaku i jednocześnie inna niż pasty cynamonowe, które kiedyś testowałam.



środa, 1 maja 2019

NUXE Huile Prodigieuse Riche ♥ Bogatsza wersja kultowego olejku!

   Suchy olejek marki Nuxe to już kosmetyk kultowy, który ma sporą rzeszę fanek... oczywiście ze mną na czele, bo uwielbiam ten produkt od wielu lat! Polubiłam go właśnie ze względu na jego lekką formułę, nie bez przyczyny nazywany jest "suchym olejkiem" - po aplikacji dosłownie nie czuć go na skórze i w niczym nie przypomina klasycznych olejów pozostawiających na skórze mocno tłusty film. Niektórzy narzekali jednak na jego zbyt słabo natłuszczające właściwości i producent chyba postanowił wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom, bo jakiś czas temu w ofercie marki pojawiła się wersja Riche - o większym stężeniu olejków, polecana dla typowo suchej skóry. Wypróbowałam, zapach ten sam, a właściwości nawet lepsze, więc ja jestem zachwycona!

 
   Porównałam na skórze obydwie wersje olejku jednocześnie: jedną rękę posmarowałam klasycznym olejkiem, a drugą wersją Riche. Klasyczna wersja jest sporo rzadsza, błyskawicznie się wchłania, moja skóra pije ją momentalnie, a olejek prawie w ogóle nie pozostawia wyczuwalnego filmu (skóra jest aksamitna, ale nie tłusta). Z kolei nowszy olejek Riche jest znacznie gęstszy i bardziej tłusty. Nadal nie jest to tłustość jak po innych naturalnych olejach, ale na pewno jest mniej "suchy" od pierwowzoru. Wersja Riche jest bardziej otulająca, pozostawia na skórze przyjemną warstwę, aczkolwiek delikatnie tłusty film jest wyczuwalny, więc fajnie sprawdzi się na noc. Skóra jest na pewno dużo mocniej natłuszczona, więc dla problematycznej skóry suchej z całą pewnością lepszy będzie olejek Riche. Moim zdaniem obydwa warianty są bardzo fajne, lżejszy zostawię sobie na lato, a bogatszy jest idealny na zimę i po zimie, czyli właśnie teraz.

   Jeśli jeszcze nie znacie olejku Nuxe to bardzo polecam. U mnie zaczęło się od miniatury i przepadłam - ze względu na lekką formułę, cudowny zapach i właściwości. Olejek to miks różnych olejów: migdałowego, Tsubaki, macadamia, arganowego, z orzechów laskowych i innych. Z kolei zapach jest po prostu boski, choć wiem że nie każdy go lubi. Dla mnie to zapach słońca, plaży i olejku do opalania, bardzo letni, ale otulający, więc fajnie sprawdza się jesienią i zimą. Kompozycja zapachowa to podobno połączenie kwiatu pomarańczy, magnolii i wanilii, ja czuję głównie ulubioną gardenię!


   W olejku Nuxe fajne jest to, że jest bardzo wielofunkcyjnym kosmetykiem. Można stosować go na wiele sposobów:

- na całe ciało
- na twarz zamiast kremu
- do mieszania z kremami lub balsamami
- na suche miejsca, łokcie, kolana
- na włosy (do olejowania lub zabezpieczania końcówek)
- jako kilkuminutową maseczkę przed myciem twarzy
- wymieszany z żelem hialuronowym lub np. aloesowym tworzy świetne, lekkie serum
- kropelka olejku wymieszana z porcją podkładu sprawdzi się przy cerze suchej


   Olejkiem Nuxe zachwycam się na blogu nie po raz pierwszy, ale to jeden z moich topowych produktów pielęgnacyjnych :). Wracam do niego co roku i wciąż zachwycam się jego zapachem! Na marginesie posiadam również wodę perfumowaną o zapachu tego olejku <3. Próbowaliście już wersji na bogato?

piątek, 26 kwietnia 2019

SHINYBOX Beauty Queen

   Beauty Queen to marcowa edycja Shinyboxa, która pojawiła się w uroczym różowym pudełku (oczywiście przyda się na różne drobiazgi!). Tym razem zawartość zdominowały miniaturowe wersje kosmetyków, ale nie zapomniano o kolorówce, na którą przecież zawsze najbardziej czekam w beauty boxach :).


PAESE Krem DD | W beauty boxach dosyć rzadko pojawiają się podkłady lub bb/cc kremy. Nic w tym dziwnego, w końcu łatwo o nietrafiony odcień. Tym razem jednak zaryzykowano z kremem DD od Paese, który występuje w sześciu odcieniach. Mam wrażenie, że prawie zawsze kiedy dostaję gdzieś przy okazji zakupu próbkę podkładu to jest to jeden z ciemniejszych odcieni i tak niestety było tym razem - odcień Honey nijak się ma teraz do koloru mojej skóry, ale kto wie... może latem będzie dobry.

GENTLE DAY Wkładki ekologiczne | Wybór wkładek do zawartości boxa trochę mnie zaskoczył, ale z drugiej strony takie niekosmetyczne dodatki pojawiały się już nie raz. Tutaj plus, że nie są to kolejne wkładki higieniczne z jakiejś super popularnej marki, a ekologiczny produkt litewskiej firmy. Wkładki posiadają pasek anionowy.

BELL Pomadka w kredce | Poza kremem DD w pudełku znalazła się pomadka w kredce od Bell (seria HYPOallergenic). Pomadka jest produktem pełnowymiarowym i ma fajny koralowo-czerwony odcień. Pigmentacja również bardzo intensywna. Na plus!

OLIMP LABS Innovum Beauty Shot | Ciekawym dodatkiem jest kolagenowy suplement Innovum. Poza kolagenem to również mieszanka witamin. O dziwo smak ma bardzo fajny (te kolagenowe shoty są często paskudne). Słodki, pomarańczowy :). 

BIOTANIQUE Saszetki | Maska w płachcie i próbka kremu rozświetlającego od Biotanique. Próbka to żaden szał, ale maski w płachcie zawsze na tak.

SELFIE PROJECT Plastry oczyszczające na nos | Plasterki od Selfie Project. Fajnie, że w opakowaniu są cztery plastry, a nie jeden czy dwa ;).



   Pomadka Bell i maska w płachcie to w moim odczuciu najbardziej udane kosmetyki z tego boxa. Fajnie, że pojawił się także dodatek w postaci kolagenowego suplementu - lubię testować takie nowości. Jednak całe pudełko wypada w moim odczuciu trochę  "próbkowo", nie wiem jak Wy, ale ja miałam wrażenie, że kosmetyki są raczej w małych pojemnościach i trochę chyba zabrakło mi czegoś konkretniejszego do czego przyzwyczaił mnie już wcześniej Shiny.



środa, 13 marca 2019

SHINYBOX Time to Shine!

   Time to Shine to przedostatnia edycja Shinyboxa. Zwykle trochę narzekam na brak kolorówki w zawartości beauty boxów, ale nie tym razem. Shiny W Time to Shine wpadły aż dwa produkty do makijażu i dodatkowo coś pachnącego. Oczywiście pojawiła się także pielęgnacja: coś do włosów i pielęgnacji twarzy. W tej edycji znalazły się zarówno bardziej popularne jak i te mniej znane marki kosmetyczne.


GLISS KUR Szampon | Szampony w boxach nie wywołują może szczególnej ekscytacji, ale trzeba przyznać, że są bardzo praktyczne. Ja akurat w tej kwestii nie jestem zbyt wybredna i większość szamponów mi odpowiada, również te od Gliss Kur. Szampon, który znalazł się w pudełku to Purtify&Protect. Z marki Gliss Kur bardzo lubię czarną, regenerującą serię :). Tej jeszcze nie próbowałam!

DERMAGLIN Maseczka | I coś do twarzy - maseczka Dermaglin o działaniu regenerującym. Jeśli jeszcze nie znacie tych masek to mogę je Wam polecić, moim zdaniem są całkiem fajne.

CARLO BOSSI Perfumetka | Nietypowym produktem jest zapach w postaci niewielkiej perfumetki z atomizerem. Przyznam szczerze, że nie znam takich tańszych marek perfum i mam do nich zwykle raczej sceptyczne nastawienie (nie zawsze słusznie, ale często faktycznie to raczej kiepskie kompozycje). W tym przypadku niestety zapach nie trafił w mój gust ;).

BIODERMIC Maska w płachcie | Maseczki zawsze na tak, a już szczególnie te w płachcie (chyba wszyscy je lubią!). Tej maski nie znam, a nawet nie kojarzę jej w ogóle, więc tym bardziej jestem jej ciekawa. Jest to kawiorowa maska o rewitalizującym działaniu.

BELL Kremowa pomadka Secretale Nude | W Time to Shine mamy aż dwa produkty od Bell, marki może taniej, ale lubianej przeze mnie. Jeden z nich to pomadka w takim specyficznym biało-złotym opakowaniu. Kolor całkiem fajny, taki delikatny nudziak. Formuła przyjemna i bardzo kremowa.

BELL HypoAllergenic Brow Modeller Gel | Drugi kosmetyk od Bell to żel do brwi. Miałam już kiedyś taki produkt, wydaje mi się że to ten sam żel lub bardzo podobny, ale w nieco innej szacie graficznej. Dla niektórych zaletą będzie malutka, precyzyjna szczoteczka.

_ELEMENT Szampon z węglem | Rzadko się zdarza aby w pudełku znalazły się aż dwa szampony, ale tym razem mamy właśnie taki przypadek. Ja nie narzekam, bo jak wspomniałam szampon zawsze się przyda. Ten jest już z mniej popularnej marki i całkiem ciekawy, bo węglowy.

VIS PLANTIS Maska Basil Element | O włosach pomyślano potrójnie, bo mamy jeszcze maskę Vis Plantis z serii Basil Element. Fajnie, że postawiono na maskę z trochę mniej popularnej marki.



   Pudełka możecie zamawiać oczywiście na shinybox.pl.

poniedziałek, 25 lutego 2019

Perfumy: YSL BLACK OPIUM

   Dziś pod lupą perfumy - popularne Black Opium od Yves Saint Laurent, które zdążyły już dorobić się całkiem sporej ilości wariacji na swój temat. Same Black Opium też w końcu wyszły od klasycznych Opium, ale to już zupełnie odmienny zapach. W momencie kiedy Black Opium weszły kilka lat temu do sprzedaży bardzo chciałam je mieć, wydawały mi się słodkie, oryginalne, ale też nieco orientalne i takie odurzające. Potem trochę zapomniałam o nich na kilka lat i wreszcie zamówiłam sobie flakon tej zimy. Co ciekawe mój węch chyba się nieco zmienił przez ten czas, bo teraz Black Opium wcale nie wydaje mi się takim ciężkim i narkotycznym zapachem typowo na wieczór. Teraz odbieram je jako słodkie, waniliowe i z lekką nutką kawy, ale zupełnie nie przytłaczające, bo noszę je w zimowych miesiącach na dzień i wcale nie są dla mnie męczące.


   Black Opium na ten moment nie odbieram jako zapach mocno oryginalny, charakterystyczny. Jest sporo podobnych kompozycji, ale mimo to uważam, że to bardzo ładne perfumy, idealne dla fanów słodkości. Ja sięgam po nie z przyjemnością i jak wspomniałam używam ich na dzień jak i na wieczór. Dopiero z przyjściem cieplejszych miesięcy pójdą w odstawkę, bo wtedy będą już zbyt słodkie.

   Najciekawszą nutą w Black Opium jest dla mnie dodatek kawy, która pojawia się w damskich perfumach dość rzadko i chyba trudno ją sensownie do zapachu przemycić. Nie jest to dominująca nuta, ale czuję ją szczególnie niedługo po aplikacji. Przypomina słodką, mleczną kawę waniliową, nie jest to mocny zapach aromatycznej kawy prosto z puszki. Poza tym w Black Opium mamy sporo wanilii, trochę kwiatów i owoców. W tym zapachu mój nos nie rozróżnia raczej poszczególnych nut, dla mnie to po prostu jednolita kompozycja, mocno słodka, waniliowa, nieco owocowo-kwiatowa z dodatkiem wspomnianej kawy :).


   Co ciekawe nie jest to żaden kiler powalający intensywnością. Trwałość i projekcja są raczej średnie, nie wypadają ani mizernie ani nie zabijają swoją mocą. Dla mnie Black Opium to bardzo przyjemny słodki zapach na wiele okazji. W swojej kolekcji mam bardziej oryginalne kompozycje, ale nie zawsze mam ochotę na coś specyficznego. Często właśnie taki słodziak z nutą kawy umila mi dzień ;). Jeśli tak jak ja jesteście fankami słodkich zapachów to jest szansa, że trafi w Wasz gust, ale założę się, że Black Opium już dobrze znacie. Ja swoją buteleczkę kupiłam jak zawsze na www.iperfumy.pl, teraz jest w promocji więc tym bardziej się opłaca (link  -> Black Opium YSL)

wtorek, 12 lutego 2019

beGlossy NEW BEGINNING

   Pierwsze pudełko beGlossy w tym roku - "New Beginning". Zimowa oprawa graficzna i czysto pielęgnacyjna zawartość w postaci sześciu kosmetyków. W tej edycji  znalazło się coś zarówno do włosów jak i do twarzy czy pielęgnacji ciała. Mamy również rynkowe nowości (co zawsze mnie cieszy!) i coś ze specjalistycznej pielęgnacji twarzy, chyba najfajniejsze w całym boxie.


NIVEA 1-minutowa maska | W każdym boxie mogłyśmy znaleźć minutową maseczkę do twarzy Nivea. W ofercie marki jest kilka takich masek i w zależności od wariantu naszego pudełka można było trafić na któryś z rodzajów tej maski. U mnie to Urban Detox nawilżająca - i bardzo dobrze, bo nieco starszy wariant z zieloną etykietą (Urban Skin Detoks) już znam i nie za bardzo się polubiliśmy. Liczę, że nawilżający wariant będzie lepszy.

TOŁPA Tonik-serum 2w1 | W wersji travel size mamy całkiem ciekawy produkt od Tołpy. Tonik-serum brzmi interesująco, ale jeszcze go nie próbowałam (czyżby to był po prostu tonik o bardziej bogatym składzie?).

PANTENE Odżywka Hair Superfood 3 Minute Miracle | Pierwsze co przyszło mi do głowy po zobaczeniu tej nowej odżywki Pantene? Połączenie owocowych masek Hair Food Fructis z słynną 3 Minute Miracle od Aussie ;). Odżywka jest pełnowymiarowa, więc będzie można ją porządnie przetestować.

NATURE BOX Żel pod prysznic | Nie po raz pierwszy w beauty boxach pojawia się marka Nature Box. Do tej pory wypróbowałam jedynie szampon z tej linii, który byl po prostu w porządku. Miniatura żelu fajnie sprawdzi się na wyjazdach.

BIELENDA Normalizujący krem do twarzy SupremeLAB | W zależności od pudełka wymiennie pojawił się jeden z trzech kosmetyków do twarzy, coś z bardziej specjalistycznej pielęgnacji. W moim przypadku to krem Bielenda o działaniu normalizującym, z retinolem oraz kwasami (azalainowy, migdałowy, salicylowy, laktobionowy). Jest to oczywiście produkt do stosowania wyłącznie na noc, a w ciągu dnia trzeba pamiętać o filtrach. Moim zdaniem najciekawszy kosmetyk z pudełka!

TOŁPA Płyn micelarny w chusteczce | W formie dodatku saszetka z oczyszczającą chusteczką również od marki Tołpa. W sam raz do torebki albo podróżnej kosmetyczki.




   Początkowo, po rozpakowaniu pudełka, zawartość nie powaliła mnie na kolana...pomyślałam "o zupełnie średnio, nic ciekawego". Jednak po zagłębieniu się bardzo ucieszył mnie krem z Bielendy, bo to bardziej konkretna, taka apteczna pielęgnacja, a ja z chęcią wypróbuję krem z kwasami i retinolem póki jeszcze mamy zimowo-wiosenną porę roku. Oczywiście chętnie zobaczyłabym coś z kolorówki i może nie wszystko trafiło tym razem w mój gust, ale krem z Bielendy zdecydowanie uratował sytuację.


poniedziałek, 14 stycznia 2019

✰ SHINYBOX Shiny Christmas ✰

   Zanim pokażę Wam ulubieńców minionego roku chciałabym nadrobić recenzje dwóch zaległych, bo świątecznych beauty boxów, a jednym z nim jest oczywiście Shinybox. Shiny Christmas to edycja, która dotarła do mnie jeszcze przed świętami, oczywiście w odpowiedniej oprawie, więc można było jak najbardziej takie pudełko przeznaczyć dla kogoś na świąteczny prezent.


W Shiny Christmas pojawiło się kilka kosmetyków pielęgnacyjnych i niewielki dodatek kolorówki. Kilka z produktów wpisało się w zimowy klimat jak np. mydełko korzenne Allvernum o zapachu wanilii i cynamonu. To mydło już kiedyś miałam i zużyłam - pachnie pierniczkami :)! Spodobał mi się także olejek eteryczny Vera Nord, który można zastosować jako dodatek do pielęgnacji albo po prostu do kominka zapachowego. Jestem wielką fanką takich olejków, więc chętnie widziałabym je w beauty boxach nieco częściej. Mój olejek to wersja cytrynowa, której jeszcze nie próbowałam, ale pachnie przepięknie. Mamy również pastę wybielającą BlanX. Testowałam już kilka past tej marki i póki co żadna nie dała u mnie spektakularnych efektów, ale z chęcią sprawdzę i ten wariant z którym nie miałam jeszcze styczności. W pudełku pojawił się również naturalny olejek arganowy Natura Receptura, który podobnie jak olejek eteryczny można wykorzystać na wiele sposobów. Od Dr. Garndel mamy jeszcze miniaturę kremu nawilżającego na bazie kwasu hialuronowego i maseczkę Dermaglin (bardzo dobre maski). Z kolorówki tym razem jest to matowy cień do oczu Delia.



   W grudniu Shiny postawiło na różne warianty pudełek, więc równie dobrze mogliście trafić na zdecydowanie inną zawartość. Generalnie myślę, że pudełko całkiem fajne choć chyba zabrakło mi jakiejś wisienki na torcie, jakiegoś wyjątkowego produktu, np. czegoś naprawdę fajnego z kolorówki, a po świątecznym boxie zawsze spodziewamy się najwięcej. Na plus na pewno "zimowe" produkty jak olejek eteryczny czy korzenne mydło. Shinybox można zamawiać na shinybox.pl.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

TOP 10 NAJLEPSZYCH LAKIERÓW HYBRYDOWYCH ORLY

   Lakiery hybrydowe Orly GelFX znam już od dłuższego czasu i bardzo je lubię, a w minionym roku wypróbowałam całkiem sporo nowych kolorów (głównie z nowych kolekcji). To idealny moment na zupełnie subiektywne podsumowanie z najładniejszymi odcieniami lakierów tej marki. Choć zadanie nie było łatwe, wybrałam dziesięć moim zdaniem najlepszych lakierów.


1. SILKEN QUARTZ | Jeden z moich ulubionych odcieni, nie znalazłam niczego podobnego wśród hybryd żadnej innej marki. To taki łososiowy nudziak o lekko perłowym wykończeniu, jednak w przypadku hybrydy drobinki pięknie rozkładają się na płytce i nie tworzą mało estetycznych smug. Na żywo o wiele ładniejszy niż na zdjęciu, ma tylko jedną wadę - z czasem podczas noszenia zmienia trochę kolor, ciemnieje.

2. SEIZE THE CLAY | Nietypowa, nieco ceglasta czerwień. Kolor nieoczywisty, trochę przybrudzony, moim zdaniem fajny na lato i jesień. Dobra alternatywa dla osób, które nie przepadają za klasyczną czerwienią.

3. POWER PASTEL | Ultra jasny chłodny róż, bardzo mocno rozbielony. Potrzebuje trzech warstw do pełnego krycia, ale zdecydowanie polecam ten kolor fankom pasteli na paznokciach.

4. MAUVELOUS | Brudny, ciepły, herbaciany róż. To jeden z tych kolorów, które na wzorniku czy w buteleczce nie robią może szału, ale na paznokciach wyglądają bardzo ładnie i dobrze komponują się z odcieniem skóry większości osób. Bezpieczny, ale świetny odcień.

5. FOR THE FIRST TIME | Mój ukochany kolor, chłodny intensywny róż nieco przełamany fioletem (na zdjęciu wyszedł zbyt fioletowo, naprawdę bliżej mu do różu). Świetny odcień i genialnie wygląda w macie. Ja jestem wielką fanką takich różowo-fioletowych kolorów, dlatego od razu bardzo go polubiłam.

6. CASHMERE CRISIS | To taki typowy taupe, brązowo-szary kolor. Niby nic niezwykłego w dzisiejszych czasach, w buteleczce mnie nie oczarował, ale na paznokciach go uwielbiam i to szczególnie w macie!

7. BLAZING SUNSET | Idealny kolor na wakacje :). Neonowy, pomarańczowo-koralowy, naprawdę daje po oczach. Nosiłam go latem i byłam nim zachwycona.

8. PENNY LEATHER | Kolejny świetny odcień na jesień. Kojarzy mi się z kolorem kasztanów albo skórzanej sofy. Ciężko dokładnie go opisać, leży gdzieś między bordo a ciemnym brązem, taki właśnie kasztanowy, ciepły odcień. Na żywo jaśniejszy niż na zdjęciu.

9. SEA YOU SOON | Ten wesoły turkus potrzebuje trzech warstw do pełnego krycia, ale nie można mu odmówić uroku. Błękitno-turkusowy z drobinkami <3.

10. BODYGUARD | Na ostatnim miejscu (choć wcale nie gorszy od poprzedników) ląduje nie lakier hybrydowy a preparat - Bodyguard. Świetnie sprawdza się w roli bazy podkładowej przy cienkich paznokciach (to coś w stylu bazy proteinowej, wzmacniającej). Ma gęstą formułę, więc można nim nadbudować krzywą C. Bardzo go lubię i polecam!


PLUSY GELFX | Przepiękne kolory, bogaty wybór odcieni to oczywiste zalety hybryd Orly. Ja lubię je za wygodne i co dla mnie ważne - nie za szerokie pędzelki. Większość odcieni ma dobre krycie (choć zdarzają się wyjątki od reguły) i odpowiednią formułę. Wygodne są także zakrętki tych lakierów, dzięki perforacji dużo wygodniej leżą w ręce. Plusem jest także bardzo dobra trwałość, łatwe odmaczanie w acetonie, piękny połysk i bezpieczna dla paznokci formuła.

MINUSY GELFX | Lakiery mają dość rzadką konsystencję co niekoniecznie jest ich wadą, ale warto mieć to na uwadze, szczególniej jeśli preferujecie gęstsze formuły. Czasem zdarza się, że wybiórcze odcienie lekko marszczą się pod lampą przy zbyt grubej warstwie koloru (przyda się na pewno mocna lampa i oczywiście kładziemy cienkie warstwy).


środa, 2 stycznia 2019

NOWOŚĆ: Paleta rozświetlaczy od GOLDEN ROSE

   Witajcie w 2019 roku :)! Nowy rok na blogu rozpoczniemy również czymś nowym, a na dodatek błyszczącym - paletką rozświetlaczy Golden Rose, którą marka niedawno wprowadziła do oferty. Strobing Highlighter Palette, bo tak brzmi pełna nazwa palety, to zestaw trzech wypiekanych rozświetlaczy, idealnych dla wszystkich lubiących mocny błysk. Rozświetlacze o wypiekanej formule są dosyć mocno suche, ale mają jeden duży plus: w ich przypadku połysk można budować. Nałożone na sucho puchatym pędzlem dadzą nam efekt bardzo subtelnego błysku, a aplikowane na mokro zrobią nam piękną, intensywną taflę.


   W paletce znajdziemy trzy kolory rozświetlaczy o bardzo podobnym, ale jednak nie identycznym wykończeniu. Każdy z nich daje efekt gładkiej tafli połysku, ale środkowy rozświetlacz ma dodatkowo niewielką domieszkę drobinek (bez obaw, to nie brokat, ale lekkie drobinki są).

   Pierwszy z lewej to jasny, chłodny róż, który na policzkach nie wygląda jednak różowo, a po prostu bardzo jasno i "mroźnie". Myślę, że będzie najlepszy do jasnych karnacji. Środkowy odcień to typowy uniwersalny waniliowy rozświetlacz, dobry prawie dla każdego. Ostatni, ten po prawej, w opakowaniu wygląda na strasznie ciemny, wręcz jak miedziany brązer. Początkowo trochę mnie wystarczył i stwierdziłam, że pewnie nie będzie się go dało ograć w formie rozświetlacza, ale o dziwo na skórze wypada o wiele jaśniej. Taki 'rose gold' idealny dla trochę ciemniejszej cery.


   Rozświetlacze na skórze wyglądają pięknie i mają najczęściej używane odcienie dla różnych karnacji (przez do powinny się również fajnie sprawdzić w kufrze wizażysty). Obstawiam, że będą niezwykle wydajne - jak to wypiekane kosmetyki :). Koszt tej paletki to 32,90zł. Moim zdaniem to kolejny bardzo dobry produkt od Golden Rose, które osobiście bardzo lubię za fajną jakość w przystępnej cenie (i mam tutaj oczywiście na myśli moje ulubione płynne matowe pomadki <3).