czwartek, 30 września 2021

Zadig & Voltaire THIS IS HER!

    This is Her to mój ostatni zakup perfumowy i jednocześnie ulubiony zapach na tegoroczne pierwsze chłodne, jesienne dni. Ten biały, surowy flakon kusił mnie odkąd pierwszy raz jakieś kilka miesięcy temu sprawdziłam tę wodę w perfumerii. Spodobał mi się od "pierwszego wejrzenia", bo jest bardzo komfortowy, a jednocześnie charakterystyczny. Pachnie trochę jak mleko z przyprawami. Bardzo dobrze nosi mi się go właśnie na chłodniejszą pogodę do sweterków i płaszcza, bo w This is Her jest coś takiego co otula jak puchowy koc!


Nuty zapachowe to mieszanka bitej śmietany, wanilii, kasztanów, drzewa sandałowego i kaszmirowego (z dodatkiem różowego pieprzu). Dla mnie dokładnie tak pachnie This is Her: śmietankowo i waniliowo, drzewnie i przyprawowo zarazem. Z jednej strony jest to zapach łagodny, puchaty, mleczny, a z drugiej suchy i drzewny, a przy tym wiercący w nosie od różowego pieprzu. Zdecydowanie zaliczyłabym go do kategorii zapachów otulających, waniliowych, słodkich ale nie przesadnie. Do popularnych słodkich jak sam cukier perfum, jest mu bardzo daleko.

This is Her to raczej jednolita kompozycja, która nie zmienia się zbytnio w ciągu dnia. Mam wrażenie, że od początku do samego końca pachnie bardzo podobnie. Żałuję, że nie jest jeszcze intensywniejszy, choć trwałość jest u mnie w porządku, kilkugodzinna. This is Her łączy w sobie cechy, których szukam w perfumach: nosi się go łatwo i przyjemnie, do wszystkiego pasuje, a zarazem jest charaketerystyczny i nie do pomylenia.

Swój flakon tradycyjnie zamawiałam na Notino: Zadig & Voltaire This is Her 30ml. Jestem ciekawa czy kojarzycie ten zapach, bo choć jest całkiem popularny to dość długo go nie znałam. W planach mam testy reszty zapachów Zadig & Voltaire, bo po wstępnych próbach mam wrażenie, że to zdecydowanie moje klimaty. 


poniedziałek, 20 września 2021

BeGLOSSY ☀️ SUMMERTIME

    Summertime to ostatnia, jeszcze sierpniowa edycja beGlossy, zdecydowanie w letnim i kolorowym klimacie. Szata graficzna moim zdaniem bardzo estetyczna, także pudełko jak zwykle zostawiam sobie na drobiazgi. Większość kosmetyków zawartych w tej edycji to pełnowymiarowe produkty, co uważam za spory plus. Podobnie jak box z poprzedniego wpisu również Summertime jest wciąż dostępne do kupienia.


BIELENDA PROFESSIONAL 3% serum z peptydami | Z Bielendy pojawił się jeden z dwóch kosmetyków: serum z witaminą C lub właśnie serum z peptydami. Ja jestem bardzo zadowolona, że trafiło mi się serum peptydowe, bo nie próbowałam jeszcze włączyć peptydów do codziennej pielęgnacji, ale miałam na to ochotę już od dłuższego czasu. Wreszcie będzie okazja :). Za to serum z witaminą C to produkt, który bardzo lubię, ale z drugiej strony dobrze znam, bo przetestowałam kilka różnych marek i mniej więcej wiem czego mogłabym się spodziewać.

BISPOL Summer Morning | Niekosmetycznym dodatkiem do pudełka jest w tej edycji świeca zapachowa. Producent wspomina o zapachu kwiatowo-owocowym, ale dla mnie pachnie jak świeże pranie!

MBEAUTY Bąbelkowy płatek oczyszczający | Miałam bąbelkowe maseczki, ale bąbelkowy płatek? To zdecydowanie coś nowego dla mnie.

NIVEA Magnesium Dry Fresh | Antyperspirant bez soli aluminium - fajna sprawa jeśli unikamy tego składnika. Wydaje mi się, że jest to jakaś nowość od Nivea, albo wcześniej te antyperspiranty po prostu nie rzuciły mi się w oczy. Praktyczny wybór do pudełka, ale nie narzekam, antyperspirant w końcu zawsze się przyda.

RITUALS Pianka pod prysznic w formie żelu | W białym minimalistycznym opakowaniu otrzymaliśmy ciekawy produkt - piankę w formie żelu The Rituals of Sakura o zapachu kwiatu wiśni i mleka ryżowego. Jest to pełnowymiarowy kosmetyk 200ml.

LIRENE Sun Booster | Przyspieszacz opalania od Lirene w formie balsamu - dwie saszetki. W tym roku patrząc na pogodę już raczej się nie przyda, niestety... Jeśli chodzi o mnie to akurat nie skorzystam, bo na słońcu używam filtrów i raczej chowam się w cieniu, więc takie przyspieszacze niekoniecznie są dla mnie. 

BIELENDA Fresh Juice | Płyn micelarny w wersji travel size, w sam raz na wyjazdy. Wiele razy miałam ochotę wypróbować tę serię, bo wyglądała bardzo "soczyście" i zachęcająco, ale zawsze kończyło się na moim sprawdzonym płynie, także teraz będę miała okazję.




beGLOSSY 🌿 Go Green

    BeGlossy Go Green czyli wyjątkowo zielona i naturalna edycja opakowana w eko torbę zamiast klasycznego pudełka. Pomysł fajny, bo choć pudełka zawsze się przydają to materiałowa torba wielorazowa na zakupy to praktyczny i niestandardowy dla beGlossy dodatek. Wewnątrz oczywiście dominuje pielęgnacja choć znalazło się również coś z kosmetyków do makijażu. Pudełko jest wciąż dostępne do kupienia.


INELIA Vegan Mango&Zielona Herbata krem do rąk | Krem do rąk w całkiem sporej tubie 100ml. Ma lekką formułę, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej czy klejącej warstwy. Zapach jak dla mnie super, bardzo lubię zapach mango. Moim zdaniem pachnie naturalnie i soczyście, a zapach przez jakiś czas jeszcze utrzymuje się na skórze.

AA Wings of Color Mascara | So Big Full&Long Lashes Eco Mascara Natural - to pełna nazwa tuszu, który otrzymaliśmy od marki AA. Producent deklaruje naturalny skład oraz pielęgnacyjne właściwości kosmetyku. Zerknęłam na skład i faktycznie znajdziemy w nim np. kilka rodzajów olejków. Szczoteczka jest silikonowa i dość wąska.

TOŁPA All Green Żel-Olejek do mycia twarzy | Kosmetyk, który od razu mnie ucieszył to właśnie ten żel-olejek. Mam nadzieję, że fajnie się sprawdzi, ale jestem dobrej myśli, bo wiele kosmetyków tej marki dobrze wspominam. Uwielbiam myjące olejki, które emulgują w kontakcie z wodą, najlepiej mi się sprawdzają do mycia twarzy, a tego z Tołpy jeszcze nie miałam. 

CANABO Balsam do ciała z ekstraktem z konopi | Kosmetyki z dodatkami ekstraktu/olejku z konopi są teraz niesamowicie popularne, więc w tej edycji możemy wypróbować jeden z nich. Tym razem jest to balsam do ciała od marki Canabo, która już pojawiała się w beGlossy (o ile dobrze pamiętam był krem do rąk oraz krem do stóp). Balsam sprawdziłam, rozprowadza się dobrze i na mojej skórze bardzo szybko wchłania. Lekko nawilża, ale nie jest bardzo treściwy. Zapach określiłabym jako po prostu "kosmetyczny".

BIELENDA #Insta Makeup | Podkład matujący Magic Nude. Byłam go bardzo ciekawa, bo jestem fanką podkładu z Bielendy Vege Flumi (dla mnie jest świetny). Magic Nude po pierwszych testach niestety mnie nie zachwycił, ale dam mu jeszcze szansę. Jest lekki, krycie również jest raczej słabe. Lekko matuje, ale z drugiej strony na mojej mieszanej cerze bardzo szybko się wybłyszczył. Także pierwsze podejścia kompletnie bez zachwytów, jednak sprawdzę go jeszcze np. z innym pudrem.

AA Eco pianka do higieny intymnej | Praktycznie - pianka do codziennej higieny o działaniu łagodzącym podrażnienia. Polecana również dla kobiet w ciązy.

OILMEDICA Bogaty krem na noc | Krem o działaniu nawilżającym i przeciwzmarszczkowym. W składzie sporo olejów, szczególnie oleju kokosowego i ze słodkich migdałów. Dla mnie nowość, nie znam kremu ani marki.

MINT BEAUTY Tarka do pięt | Dwustronna tarka o gradacji 100/180 do ogarnięcia pięt. 






piątek, 6 sierpnia 2021

Recenzja: Henna ziołowa farba do włosów VENITA

   Z ziół do koloryzacji włosów korzystam z przerwami od kilku lat. Najczęściej wybierałam mieszanki henny i indygo (dające odcienie ciemnych brązów) lub czystego indygo. Od jakiegoś czasu używam głównie Venity z prostego powodu: ma dobry stosunek ceny do pojemności, a przy tym naturalny skład. Są to mieszanki czystych ziół (seria wegańska Venita 100% natural), a nie farby chemiczne jedynie z dodatkiem henny. 

Pudełko ma 100g i jest podzielone na dwie saszetki z proszkiem. Moim zdaniem to świetne rozwiązanie, dużo lepsze niż jak zazwyczaj jeden woreczek z henną. Jak wspomniałam Venita wypada bardzo korzystnie cenowo w stosunku do konkurencyjnych marek, bo pudełko 100g henny to koszt około 20zł, jednak często można trafić na promocje (wtedy około 15zł). Wypróbowałam Pure Indygo (czyste indygo) oraz Czarną Czekoladę (mix henny i indygo). Na moich farbowanych również chemicznie włosach, zarówno indygo jak i czekolada dały efekt przyciemnienia.

Dla mnie jednak najważniejszy jest efekt pielęgnacyjny stosowania ziół. Włosy są po nich błyszczące, odbite od nasady i występuje efekt pogrubienia (tu zwłaszcza po czystej hennie). To właśnie na pogrubieniu zależy mi najbardziej, bo moje włosy są dość cienkie. Przy regularnym stosowaniu henna się nadbudowuje i efekt jest jeszcze lepszy. Widzę u siebie różnicę na plus! Dodatkową zaletą jest odżywienie i połysk, choć zaraz po zmyciu ziół włosy są trochę przesuszone, co jest naturalnym zjawiskiem. 


Hennę/indygo rozrabiam najczęściej z wodą destylowaną i "glutkiem" lnianym (powstałym z gotowanego siemienia lnianego). Nie będę wchodziła w szczegóły techniczne jak temperatura, chelatowanie czy zakwaszanie henny, bo temat hennowania jest rozległy i nie do streszczenia w kilku zdaniach. Jest za to mnóstwo świetnych źródeł informacji: blogi o hennie, yt albo grupa fb Włosing. Przed zastosowaniem ziół zdecydowanie warto się z nimi zapoznać, bo jest to trochę bardziej skomplikowane niż instrukcja drogeryjnej farby. Szczególnie warto rozważyć kwestię indygo, którego ciężko jest się pozbyć z włosów jeśli znudzi nam się czarny kolor. Moje włosy są teraz w kolorze naturalnej czerni, ale na zdjęciu wychodzą granatowo-czarne. Ja z henny Venita i ogólnie z hennowania włosów jestem bardzo zadowolona i szczerze polecam, ale nie jest to na pewno rozwiązanie dla każdego, więc warto rozważyć wszelkie za i przeciw :).



wtorek, 27 lipca 2021

🍭 AQUOLINA Pink Sugar 🍭

    Jeden z najsłodszych zapachów jaki można sobie wyobrazić: Pink Sugar od Aquolina. Zapach z przymrużeniem oka. Są to extremalnie słodkie perfumy, które nie są przy tym nijakie i podobne do wielu popularnych teraz słodkich kompozycji. Bardzo je lubię, ale musiałam znaleźć na nie pewien sposób, bo nie sprawdzały się u mnie równie dobrze o każdej porze roku. Jest w nich coś specyficznego, palonego i lukrecjowego, przez co wcale nie pachną jak tania mgiełka dla nastolatek (co mógłby sugerować dość infantylny flakonik). Moim zdaniem Pink Sugar to zapach zdecydowanie warty poznania, ale raczej dla koneserów maksymalnej słodyczy. Przy tym to niedrogie perfumy, więc jeśli brakuje Wam solidnej dawki cukru to tu możecie ją znaleźć niewielkim kosztem.


Moje pierwsze podejście do Różowego Cukru było zimą, bo skoro to niezwykle słodki zapach to byłam przekonana, że sprawdzą się idealnie w chłodniejsze dni, zresztą jak większość ciepłych i słodkich perfum. Niestety wtedy okazały się u mnie klapą, zmęczyły mnie okrutnie. Wyszły z nich mocno palone, syntetyczne nuty, które w połączeniu z krakowskim smogiem prawie mnie zadusiły. Wtedy skojarzyły mi się z słodkim, palącym się plastikiem i trzymałam się od nich z daleka. Jednak dałam im szansę ponownie latem i to był strzał w dziesiątkę. Oczywiście nie polecam ich w najbardziej gorące i parne dni w samo południe, ale na letnie i wietrzne wieczory są świetne. Pachną wtedy jak różowa wata cukrowa z dodatkiem lukrecji :). Mają wciąż ten sam syntetyczny wydźwięk, ale pozbawiony nieprzyjemnego plastikowego akcentu.

Pink Sugar to mieszanka cukru, karmelu, waty cukrowej albo lizaków czy cukierków. Kojarzy mi się z lukrecjowymi Dumlami, bo z jednej strony jest w nich słodycz karmelu, a z drugiej specyficzna nutka lukrecji. Cena przyjazna dla portfela (100ml można kupić do 60zł), a trwałość i projekcja niczego sobie. Mój flakon to 30ml, kupowałam go na Notino: Pink Sugar Aquolina.


poniedziałek, 12 lipca 2021

BeGlossy ♡ Kolory lata

    Czerwcowa edycja beGlossy Kolory Lata pojawiła się w pudełku z taką piękną, letnią grafiką. Pudełko oczywiście zostawiam sobie na drobiazgi, jak wszystkie które wychodzą w bardziej oryginalnej oprawie graficznej. Zawartość również pozostaje w letnim klimacie (i jest mocno zróżnicowana za co plus!). Jeżeli chcielibyście zamówić to pudełko jest jeszcze cały czas dostępne w sprzedaży.


INGRID COSMETICS Mleczko & serum do twarzy | Pojawiły się dwa warianty tego produktu: serum z makiem lub rumiankiem. U mnie jest to mleczko z makiem. Ciekawy kosmetyk o formule lejącego mleczka, ale bardziej treściwe niż typowe serum. Po nałożeniu czuć mocne nawilżenie i wygładzenie, nie jest typowe olejkowe/tłuste, ale jednak dość bogate, więc lekkie natłuszczenie również czuć. Pachnie przyjemnie :). Jest to produkt pełnowymiarowy.

PIERRE RENE Pure Pigment | Z kosmetyków do makijażu tym razem jest to sypki pigment. Kosmetyk jest pełnowymiarowy, całkiem spory słoiczek. Trafiłam na bardzo ładny, ale dość trudny kolor ciemniejszego, przygaszonego błękitu. Dosyć mocno napigmentowany z połyskiem, ode mnie plus za ładny, szlachetny odcień niebieskiego, który nie wygląda tanio :).

HASK ARGAN OIL Szampon i odżywka | W formie saszetek mini wersja szamponu i odżywki o odżywiających właściwościach. Marka jest dostępna w Hebe. Format podróżny, więc zostawiam na urlopowe wyjazdy.

VOLLARE Puder sypki z glinką zieloną | A to interesujący produkt! W pierwszej chwili pomyślałam, że to glinkowa maseczka, ale jest to puder matujący z dodatkiem glinki. Jak wiadomo glinka, szczególnie zielona, świetnie matuje skórę i dobrze sprawdza się jako dodatek w pudrach. Będę testować, zwłaszcza teraz w czasie upałów :).

BIELENDA Cloud Mask | Dwie bąbelkujące maseczki od Bielendy. Ciekawiły mnie od jakiegoś czasu, ale jeszcze nie miałam okazji wypróbować, więc fajnie że znalazły się w beGlossy. Cztery różne warianty.

MYLAQ Lakier klasyczny lub hybrydowy | Kolejny produkt w dwóch wariantach. Jeszcze nie używałam lakierów tej marki. U mnie piękny jasny błękit.

REFECTOCIL Lash&Brow Booster | Klientki VIP (czyli te subskrybujące beGlossy 6mscy lub dłużej) otrzymały dodatkowo serum do brwi i rzęs od Refectocil. Bardzo jestem go ciekawa, szczególnie w porównaniu do popularnego Long4Lashes. Pełnowymiarowe opakowanie.


piątek, 18 czerwca 2021

LANCOME TRESOR

    Tresor to perfumowy klasyk, który jest mi znany dopiero od kilku lat. Co prawda został wydany już w 1990 roku, ale jakoś zupełnie mnie omijał. Zawsze kojarzyłam za to jego przeróżne nowsze flankery, których jest po prostu mnóstwo np. malinowo-różany Tresor Midnight Rose albo słodki La Nuit Tresor. Za to pierwowzór to zupełnie inna bajka od jego nowszych współczesnych wydań. Zapach zupełnie niedzisiejszy, ale w pozytywnym sensie tego słowa. Wyróżnia się wśród aktualnie popularnych perfum, ale jedocześnie nie nazwałabym go w żadnym wypadku przestarzałym. To piękne, ponadczasowe, eleganckie perfumy z klasą :).

Tresor to złożony zapach, ale gdybym musiała opisać go w dwóch słowach to powiedziałabym, że jest brzoskwiniowo-pudrowy. Składa się z mnóstwa nut, ale ja czuję w nim najbardziej brzoskwinię, różę i drzewo sandałowe, a to wszystko w pudrowej oprawie. Nie spodziewajcie się jednak soczystej, słodkiej i lekko syntetycznej brzoskwinki. W Tresor brzoskwinia jest wytrawna i przypomina zapach zapach nieobranej brzoskwini wraz ze skórką, za to w niczym nie przypomina słodkiej brzoskwini z puszki.

Jak wspomniałam, Tresor to perfumy niewspółczesne, ale piękne. Najczęściej noszę je jesienią i wiosną, ale pasują też na chłodne letnie dni. Moim zdaniem są bogate i klasyczne, kojarzą mi się ciepło i optymistycznie, ale nie infantylnie. Jest to kompozycja stworzona przez Sophię Grojsman, więc jeśli lubicie Tresor to warto sprawdzić inne perfumy od S.Grojsman gdyż czuć w nich pewien wspólny mianownik (np. Exclamation, Glorię Vanderbilt albo Diamond and Rubies od Elizabeth Taylor). Mój flakon kupowałam tradycyjnie na Notino: Tresor 30ml.  Aktualnie jest na ten zapach darmowa dostawa. Tutaj znajdziecie też bardziej współczesne odmiany Tresor-> perfumy od Lancome. Znacie klasyczny Tresor :)?


czwartek, 13 maja 2021

beGLOSSY Fruit & Flower 🥭

    Ostatnie pudełko beGlossy to zdecydowanie tematyczna edycja. Fruit & Flower, bo pod taką nazwą ukazał się box, jest wypełniony kosmetykami z motywami owocowo-kwiatowymi i zdecydowanie tych owocowych inspiracji jest w nim sporo. W moim wariancie dominuje zapach mango, który bardzo lubię w kosmetykach. W pudełku znalazło się także coś ciekawego z kosmetyków do makijażu :).


INGRID Paletka cieni | Najmocniejszy punkt tej edycji to moim zdaniem paleta cieni do powiek Ingrid. W pudełkach pojawiły się łącznie cztery warianty kolorystyczne tych palet. U mnie to Bali Hibiscus. Paletka jest piękna, dlatego poświęcę jej jeszcze więcej czasu nieco niżej.

MARION FRUTTINO Balsam Mango&Pomarańcza | Ciekawy produkt o nietypowej formule: balsam w formie żelu. Nie spotkałam się z nim wcześniej. Wygląda jak owocowy mus i pachnie tak, że ma się go ochotę zjeść! To taki soczysty, owocowy zapach, głównie czuć oczywiście mango. Wchłania się błyskawicznie i należy raczej do lekkich balsamów, nie natłuszcza i pewnie z bardzo suchą skórą sobie nie poradzi, ale używanie go to czysta przyjemność.

VOLLARE Fruity Hands | Krem do rąk w poręcznej, niewielkiej tubie, w sam raz do torebki. I znów apetyczny zapach mango, ale nie narzekam, bo naprawdę lubię tę nutę zapachową. Też raczej lekki krem, szybko się wchłania, nieco wygładza i nawilża.

BIOLIQ 35+ Antyoksydacyjne serum odbudowujące | Serum wygładzające, z myślą o pierwszych oznakach starzenia się skóry. Ma postać lekkiego kremu, szybko się wchłania a konsystencja wydaje się być dobra pod makijaż. Jest to pełnowymiarowy produkt.

CANABO Krem do stóp z czarnuszką | Sezon na sandały tuż tuż, więc mamy także coś do stóp - krem intensywnie nawilżający na spękane pięty. Od razu zaciekawiło mnie czy będzie czuć specyficzny zapach oleju z czarnuszki, ale zupełnie nie czuć (dla mnie dobrze, bo nie przepadam za tym zapachem w kremach). Pachnie bardziej jak masełko shea. W składzie sporo olejków i ekstraktów.

NATURE BOX Szampon z olejem arganowym | Kolejny pełnowymiarowy produkt to szampon od Nature Bio. Bez slsów, o działaniu odżywcznym. Dla mnie na plus - szampon zawsze się przyda.

TOŁPA Żel - peeling myjacy | Jedyny kosmetyk w mniejszej wersji to żel do twarzy od Tołpy. Bardzo lubię tę markę, więc i ten żel chętnie sobie sprawdzę tym bardziej, że na etykiecie możemy zobaczyć hasło "krótki skład - tylko 10 składników".

Poniżej zbliżenia na paletkę Ingrid. Jak wspomniałam u mnie w wersji Bali Hibiscus i był to świetny traf, bo to zdecydowanie moje kolory. To typowo ciepła kompozycja, w której znalazły się maty i perły. Cienie mają bardzo dobrą pigmentację, szczególnie błyski nabierają się jak masełko. Jedynie cień z prawego górnego rogu (taki chłodniejszy kolor) jest nieco bardziej suchy, ma inną formułę. Dwa ostatnie bordowo-wiśniowe cienie cudne, ale szkoda że dość mocno zbliżone do siebie kolorem. Pierwsze wrażenia bardzo na plus, nie sądziłam że tak przyjemne są cienie od Ingrid.




wtorek, 11 maja 2021

Nowości od AVON | Maxima i Attraction Desire

    Od czasu do czasu zamawiam coś z Avonu, a najczęściej mój wybór pada na perfumy i pomadki do ust, podobnie jak tym razem. Moim zdaniem to są dwie najlepsze kategorie z tej marki, oczywiście zdarzają się lepsze i gorsze produkty, ale generalnie to właśnie zapachy i pomadki lubię najbardziej. Ostatnio zaciekawił mnie jeden z nowszych zapachów - Attraction Desire, bo ma nutę wiśni, którą bardzo lubię w perfumach. Wzięłam również Maximę, która jest już starszym zapachem, ale nie miałam okazji jej poznać, a pamiętam że zrobiła na mnie dobre wrażenie z pachnącej kartki w katalogu.


Maxima, jak już wspomniałam, bardzo spodobała mi się wąchana z pachnącej strony w katalogu. Postanowiłam ją przetestować, tym bardziej że w nutach króluje nektarynka, a taki soczysty, nektarynkowy zapach mógłby być idealny na lato. Jednak jest to zapach raczej kwiatowo-owocowy niż stricte owocowy :). To taki mix soku owocowego z jaśminem. Perfumy z gatunku nieinwazyjnych, niezbyt ciężkich, na wiosnę czy lato. Nie będą raczej nikogo drażnić ani szokować. Nie są zbyt charakterystyczne, to taki bezpieczny, zachowawczy zapach.

Attraction Desire to słodki i nieco cięższy zapach, który pasuje mi na jesień i zimę, albo po prostu jako perfumy na wieczór. Jest taki likierowy i faktycznie czuć wiśnię, ale raczej w pierwszych minutach po rozpyleniu. Z czasem zapach staje się bardziej jaśminowy. Moim zdaniem to zdecydowanie słodka kompozycja, dla mnie właśnie bardziej otulająca, jesienno-zimowa. Myślałam, że wiśnia będzie nutą przewodnią, a w rzeczywistości stanowi raczej pierwszy akord. Na pewno nie wybitne, ale całkiem przyjemne perfumy.


Wypróbowałam także pomadki z dosyć nowych serii Creme Legend i Matte Legend. Moim zdaniem są super w swojej cenie. Mam sporo pomadek z Avonu, bardzo lubię matowe, ale też klasyczne kremowe. Nowa linia Legend też nie zawodzi: seria Creme to przyjemna masełkowata, kremowa formuła, a Matte to niewysuszający ust mat. Dla mnie pomadki na piątkę, pewnie dokupię jeszcze inne odcienie. Creme Legend to pomadka w złotym opakowaniu - u mnie odcień Adore (neutralny nude). Matte Legend to srebrne opakowanie, odcień Worthy - ciepły, bardziej ceglasty kolor. Jeśli lubicie takie odcienie to polecam :).




środa, 14 kwietnia 2021

MONOLIT nowa marka z kosmetykami dla mężczyzn 🌲

 Tym razem będzie nieco nietypowo, bo o kosmetykach do pielęgnacji dla mężczyzn nowej marki Monolit. Przyznam szczerze, że nie słyszałam o niej wcześniej, ale minimalistyczny design opakowań od razu wpadł mi w oko. Linia inspirowana jest dziką i surową stroną natury, a w produktach znajdziemy naturalne ekstrakty. Składom kosmetyków jeszcze się bliżej przyjrzymy. Marka Monolit jest dostępna w sklepie z wyselekcjonowanymi kosmetykami NUTRIDOME. Linia jest dosyć rozbudowana, można więc stworzyć dla siebie kompletny zestaw pielęgnacyjny.

   O opinię na temat kosmetyków poprosiłam mojego chłopaka, który zgodził się w przetestować większość produktów z serii. Było to dla niego coś nowego w temacie ilości kosmetyków, których miał użyć, bo na co dzień stosuje bardziej ograniczoną pielęgnację.

Pierwsze co rzuca się w oczy to oczywiście design opakowań, prosty, minimalistyczny oraz estetyczny. Moim zdaniem szczególnie efektownie wyglądają krem do golenia i balsam po goleniu w metalowych tubach. To oczywiście kwestia gustu, ale ja zawsze lubiłam takie proste, metalowe tuby w stylu kosmetyków sprzed lat. Kolejne pozytywne wrażenie to zapach, który jest spójny dla całej serii. Moim zdaniem cała linia pachnie świetnie, lekko drzewnie, niezbyt mocno i przede wszystkim nie kojarzy się z typowymi męskimi kosmetykami, które często pachną bardzo silnie i "kolońsko". Dla mnie to wręcz uniwersalna kompozycja zapachowa, bo kompletnie nie przeszkadzałaby mi w produktach dla kobiet.



   W pierwszej kolejności żel po prysznic oraz szampon, które są w podobnych buteleczkach 250ml. Żel jest wzbogacony o nawilżający ekstrakt z aloesu i łagodzący pantenol. Żel porządnie oczyszcza skórę, ale jej nie wysusza. Posiada pompkę co w przypadku mojego chłopaka zawsze jest dużym plusem, ponieważ to dla niego super wygodne rozwiązanie i od jakiegoś czasu preferuje tylko taką formę żeli. Produkt nie przesuszył skóry, przyjemnie pachnie o czym już wspominałam i generalnie jest to po prostu poprawny żel. Szampon spodobał mu się bardziej, ze względu na fakt, że jest bardzo łagodny i nie podrażnia skóry głowy w przeciwieństwie do wielu drogeryjnych szamponów, których kiedyś często używał. Zawiera co prawda slsy, ale także pantenol, prowitaminę B5 i wyciąg z rumianku, które mają kojące działanie. Szampon dobrze się pieni, nie szczypie w oczy i pozostawia włosy dobrze oczyszczone. Cena żelu jak i szamponu to 49zł.

   W zestawie znalazł się także peelingujący żel do twarzy, który dla chłopaka był zupełną nowością. Używał co prawda peelingów do ciała, ale nie miał styczności z peelingującym żelem stricte do stosowania na skórę twarzy. W składzie produktu znalazł się kwas mlekowy, który ma za zadanie z jednej strony usunąć martwy naskórek, ale też nawilżać i poprawiać koloryt cery. Dodatkowo żel zawiera puder z pestek moreli, który działa peelingująco, wygładza i oczyszcza skórę. Po kilku testach chłopak stwierdził, że żel dobrze oczyszcza skórę, ale mógłby mieć nawet więcej drobinek ścierających. Myślę, że wtedy byłby to już taki typowy peeling, a żel w takiej postaci jest troszkę delikatniejszy, aby można było stosować go do codziennej pielęgnacji. Żel kosztuje 39zł.

Następnie mój chłopak wypróbowywał produkty do golenia: krem do golenia oraz balsam po goleniu. Szczególnie przypadł mu do gustu krem do golenia, który ma gęstą, bogatą formułę. Przy tym produkcie zdecydowanie zauważył różnicę w porównaniu do jakiejś przypadkowej pianki, którą do tej pory stosował. Krem jest zdecydowanie bardziej treściwy, zawiera olejki i są one wyczuwalne w lekko tłustej konsystencji. Oparty jest przede wszystkim na oleju ze słodkich migdałów, który jest jednym z moich ulubionych olejów w pielęgnacji ciała i włosów. To olej, który moim zdaniem świetnie natłuszcza, wygładza i regeneruje przesuszoną skórę. W składzie kremu mamy również ekstrakt z jałowca i nawilżającego aloesu. Produkt sprawdził się bardzo dobrze, nie podrażniał skóry, a wręcz łagodził cerę. Jedyne co można mu zarzucić to wydajność. Ma się wrażenie, że dość szybko ubywa z opakowania. Z kolei balsam po goleniu to już o wiele lżejszy, szybko wchłaniający się produkt. 97% składu to składniki naturalne, za co trzeba mu przyznać wielki plus. Podobnie jak w kremie do golenia mamy ekstrakt z jałowca o przeciwzapalnym i antybakteryjnym działaniu. Łagodząco działa pantenol, a regenerująco i otulająco dla skóry - olej z awokado. Balsam dobrze nawilża, ale nie pozostawia wyczuwalnego filmu na skórze, co jest zdecydowanym plusem. Cena kremu do golenia to 39zł, a balsamu 59zł.

   Na sam koniec rytuału pielęgnacyjnego pozostał krem do twarzy z ekstraktem z alg Monolit przeznaczony do każdego rodzaju skóry. Krem również zamknięto w wygodnym opakowaniu z pompką. W jego przypadku mamy do czynienia z gęstszą, ale szybko wchłaniającą się formułą. Krem nie jest tłusty, ale jest treściwy (zawiera ekstrakt z alg, olej kokosowy i z awokado). Zawarta w kremie spirulina ma działać przeciwstarzeniowo i wygładzająco. Z kolei olej kokosowy natłuszcza i regeneruje, szczególnie mocno przesuszoną skórę. Krem nawilża, ale też wygładza i zmiękcza skórę. Wrażenia zdecydowanie pozytywne. Krem kosztuje 69zł.

Podsumowując- chłopak jest zadowolony i chyba większość produktów przypadła mu od razu do gustu :). Testowanie całej serii bardzo mu się spodobało i stwierdził, że będzie do nich wracał. Zazwyczaj kupował kosmetyki trochę z przypadku, nie były to zbytnio przemyślane wybory, więc tym bardziej odczuł ogromną różnicę w jakości. Z tej serii korzysta mu się znacznie przyjemniej. Ja mogę zdecydowanie pochwalić za ładny design i piękny zapach kosmetyków.

Produkty z marki Monolit są do kupienia w sklepie nutridome.pl. Możemy również dostać gotowe zestawy z myślą o prezentach, bo przypuszczam że właśnie w ten sposób są one często kupowane. Na stronie dostępne są cztery warianty zestawów: "Prysznic w męskim stylu" z żelem i szamponem, "Męska pielęgnacja" z pielęgnacją skóry twarzy, "Zarost pod kontrolą" czyli krem do golenia z balsamem oraz "Męskie niezbędniki" zawierający krem do twarzy, żel pod prysznic i żel peelingujący. Myślę, że na prezent to bardzo fajna opcja.

środa, 24 marca 2021

Test lakieru hybrydowego STARDORO + szybkie zdobienie spidergelem 🕷️

    Ostatnio testowałam kilka lakierów hybrydowych od Stardoro. Między innymi właśnie taką klasyczną, ciemniejszą czerwień, której była u mnie brakującym ogniwem pomiędzy jaskrawymi czerwieniami a bordo. Przy okazji pobawiłam się też w bardzo proste i szybkie zdobienia spider-gelem na wzorniku. Wyszło w nieco walentynkowym klimacie.


Jak wypadł test Stardoro? Marka nie jest może najbardziej popularna, ale te kolory, które testowałam przypadły mi do gustu. Z żadnym z nich nie miałam problemów typu zła formuła, marszczenie się lakieru pod lampą itp. Czerwień, którą widzicie na zdjęciach jest z kolekcji Business Red i ma numerek 11019. To bardzo ładny odcień klasycznej, ciemniejszej czerwieni. Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to krycie, ale to bardzo częsty problem z czerwieniami. Kolor jest oczywiście intensywny, ale może prześwitywać np. na przedłużonym paznokciu żelem przezroczystym. Dlatego najlepiej kłaść takie czerwienie na bazy mineralne z lekkim kolorem :). Link do tego konkretnego koloru macie ->tutaj. Generalnie jestem zadowolona i być może sprawdzę jeszcze jakieś kolory tych lakierów, tym bardziej że cena jest przystępna (od 19zł).

Zdobienie podpatrzone gdzieś w internecie jest naprawdę proste i szybkie do wykonania. Wystarczy tylko spider gel w kolorze białym i czarnym (opcjonalnie tylko czarny, w który wcieram nieco srebrnego pyłku). Kilka domalowanych serduszek przy pomocy żelu do zdobień lub dobrze napigmentowanej hybrydy. Część w wersji matowej, część w błyszczącej.



środa, 3 marca 2021

BeGlossy LOVE YOURSELF

    Już dawno żadna edycja BeGlossy nie przypadła mi do gustu tak jak ostatnia - Love Yourself. W mojej opinii to najlepsze pudełko od kilku miesięcy. Oczywiście kupiło mnie kolorówką, tym razem naprawdę fajną i konkretną! Dodatkowy plus za fakt, że w tym boxie prawie każdy produkt jest pełnowymiarowy. I za piękną oprawę graficzną.


REVERS Phenomenal Master Palette | Najmocniejszy punkt to jak dla mnie paletka cieni Revers. Jak na niedrogą markę (cena paletki to około 25zł) to wygląda bardzo estetycznie, ładny design i bardzo fajne, użytkowe kolory cieni. Wydaje mi się, że widać tu inspirację Naked Palette, ale z drugiej strony mam wrażenie, że podobnym palet jest sporo na rynku. Z tego co widzę w pudełku znalazł się jeden z dwóch wariantów kolorystycznych palety. U mnie to dziennie, neutralne odcienie, ale była też bardziej wieczorowa opcja.

PIERRE RENE Preparat do czyszczenia pędzli | Niestandardowy produkt jak na beauty box, ale praktyczny - przyda się do kufra i do domowego użytku.

TOŁPA Balsam do ciała | Balsam w pojemności travel size od Tołpy, regenerujący. Miałam kiedyś ten balsam, z tego co pamiętam był w porządku i przyjemnie pachniał.

INGRID Róż do policzków | Z kolorówki znalazł się również róż Ingrid w odcieniu Carrot Cool. Kolor to taka brzoskwinia, zdecydowanie ciepły i matowy. Uwielbiam róże, więc i ten na pewno wypróbuję. 

VOLLARE Odmładzający krem z rabarbarem | Krem w wersji pełnowymiarowej od marki Vollare. Chyba nigdy nie miałam od nich niczego z pielęgnacji, nawet nie wiedziałam, że mają kremy. Zaskoczyło mnie jednak opakowanie, które wygląda naprawdę ładnie, nie przypuszczałabym, że to tak tania marka. Liczę też troszkę, że krem będzie pachniał rabarbarem, bo uwielbiam jego zapach (a kremu póki co nie otwieram, bo mam inne do zużycia).

MARION Glow Girl maseczka | Maseczka peel off z brokatem. Faktycznie widać, że brokat jest i to na dodatek całkiem sporo, więc to chyba będzie taki bajerancki, instagramowy kosmetyk. 

WHEN BEAUTY Maska do twarzy w płachcie | W pudełku znalazła się także koreańska pielgnacja, a dokładniej jedna z dwóch masek marki When Beauty. Jeszcze od nich nic nie miałam, ale widzę że dostępne są w Hebe.

ZIOLOVE Herbatka ziołowa | Klientki VIP (a więc osoby, które mają subskrypcję pudełka dłużej niż 6 mscy) otrzymały dodatkowo jedną z dwóch herbatek Ziolove - oczyszczającą lub wzmacniającą odporność. Dla mnie to również ciekawy dodatek do zawartości, bo lubię zioła i czasem chętnie po nie sięgam zamiast herbaty. 



   Moim zdaniem pudełko wypadło bardzo dobrze, ja jestem zadowolona. Zawartość zdecydowanie na bogato, kosmetyków jest sporo i w większości to pełnowymiarowe produkty. Dla mnie największym plusem jest paletka cieni, która po prostu od raz mi się spodobała, bo ma ładną oprawę i idealne kolory do dziennych makijaży. 



środa, 3 lutego 2021

Perfumy o zapachu pierniczków? 🍭 BOUM SWEET LOLLIPOP

    Odkąd pamiętam marzyły mi się perfumy o zapachu pierniczków, słodkie, cynamonowe, z dużą ilością korzennych przypraw. Byłyby w sam raz na zimowe miesiące, a już szczególnie na grudzień. Jakiś czas temu trafiłam gdzieś w internecie na Boum Sweet Lollipop, niedrogi zapach od Jeanne Arthes, który w piramidzie nut ma piernik, watę cukrową, cynamon oraz imbir. Zbierał też dobre recenzje, więc zaryzykowałam z zakupem w ciemno. 

   Czy pachną pierniczkami? Trochę tak, czuć takie nuty, ale od razu uprzedzam, że nie jest to wiernie oddany zapach świątecznego piernika. Boum Sweet Lollipop to trochę coś innego, to zapach niesamowicie słodki, kojarzący się raczej z watą cukrową, cukrem samym w sobie albo landrynkami z nieco syntetycznym aromatem. Korzenną nutkę jednak wyraźnie czuć, szczypta cynamonu jest, choć nie na pierwszym planie. Dla mnie mają więcej z korzennych ciasteczek niż z pierników. Jeśli lubicie naprawdę słodkie zapachy to może być dobry trop. Ja od czasu do czasu mam ochotę na potężną dawkę cukru i wtedy lubię sięgać po takie kompozycje.


   Jeśli znacie Pink Sugar od Aquoliny to będzie Wam łatwo wyobrazić sobie jak pachną Boum Sweet Lollipop. To bardzo podobne klimaty z przewodnim zapachem waty cukrowej / palonego cukru. Obydwa zapachy to słodycz podkręcona maksymalnie. Moim zdaniem pachną podobnie, różnią się głównie tym, że w Pink Sugar czuć jeszcze lukrecję, a w Lollipop jest właśnie ten świąteczny dodatek w postaci przypraw, cynamonu, pomarańczy i korzennych ciastek.

Szczerze mówiąc, początkowo trochę inaczej wyobrażałam sobie ten zapach, ale nie jestem rozczarowana, bo szybko go polubiłam. Spodziewałam się chyba bardziej otulającego, przytulnego zapachu z wanilią i przyprawami, a to raczej cukrowo-landrynkowe klimaty, coś jak żelki albo cukierki o smaku pierniczków. Jak na tak tanie perfumy (100ml za mniej niż 40zł!) nie mogę narzekać także na trwałość, moim zdaniem jest  w porządku. 


Dla fanów dawki 110% cukru w cukrze, propozycja warta przetestowania :). Z dostępnością jest raczej średnio, ja tradycyjnie zamawiałam na Notino i zazwyczaj głównie tam je widuję: Boum Sweet Lollipop

Cała marka Jeanne Arthes wygląda moim zdaniem ciekawie, jest niedroga ale zbiera dobre opinie, więc mam ochotę przetestować jeszcze kilka zapachów (np. Guipure & Silk Ylang Vanille). Póki co mam jeszcze i lubię Sultane L'Eau Fatale - otulacz o zapachu przyjemnej, budyniowej wanilii.

niedziela, 17 stycznia 2021

PERFUMY: Le Bain JOOP!

   Le Bain to perfumy, które marzyły mi się od dawna chociaż nigdy nie miałam okazji ich wcześniej przetestować, więc był to klasyczny blind buy. Nie pierwszy raz popełniam zakup w ciemno, co oczywiście poprzedzone jest czytaniem wielu recenzji, ale z reguły udaje mi się o dziwo dobrze utrafić. W przypadku Le Bain pierwsze wrażenia nie były jednak obiecujące, pomyślałam wręcz że to ten pierwszy raz kiedy kompletnie nie trafiłam i będę musiała się ich pozbyć ;). Początki owszem były trudne, ale z czasem przekonałam się i teraz chętnie po nie sięgam. Warto poznać Le Bain jeśli perfumy vintage i waniliowo-balsamiczna kategoria zapachów trafiają w wasz gust. To perfumy, które zdecydowanie pasują na chłodniejsze, jesienne i zimowe miesiące.

   La Bain to kompozycja, która faktycznie kojarzy mi się kąpielowo. Są to jednak skojarzenia z łazienką vintage i wanną na nóżkach pełną gęstej piany. Tak mogłoby pachnieć w łazience sprzed lat kiedy kosmetyki do kąpieli na pewno miały inne zapachy, niekoniecznie takie do których jesteśmy teraz przyzwyczajeni ;). Le Bain pachnie zdecydowanie niewspółcześnie, ale nie są to ciężkie perfumy. Są otulające, balsamiczne i ciepłe ale niesłodkie. Wręcz przeciwnie - wiele w nich goryczy. Czuć w nich nutę gorzkiej wiśni (ponoć tonka daje taki efekt) i sporo wytrawnej wanilii. Dla mnie to taki balsamiczno-gorzki zapach. W piramidzie nut są także kwiaty, jaśmin, róża a nawet konwalia, ale albo ich nie czuję albo zlewają się w jedną całość. Za to czuję w nich coś lekko dymnego lub tytoniowego. 

   Ciekawy, zimowy zapach, zupełnie inny od współczesnych perfum. Lubię używać ich w małej ilości właśnie po kąpieli. Choć uważam, że to zapach wart poznania to jak wspomniałam początkowo mnie odrzucił za sprawą niełatwego otwarcia. Pierwsze minuty po aplikacji wody są ostre i gryzące w nos, zapach trochę jak z gabinetu dentystycznego. Kiedy ten moment minie jest już przyjemnie. Le Bain są godne uwagi, pamiętajcie jednak że to kompozycja specyficzna i naprawdę warto je przetestować przed zakupem. Na plus trwałość perfum (długo czuć je na skórze), ale na minus projekcja, czuję je jedynie z bliska.


   Po raz kolejny przekonałam się do marki Joop!, którą kojarzę jeszcze z czasów dzieciństwa. Moja mama miała dawno temu Joop! Berlin, który wtedy wydawał mi się niesamowicie mocnym zapachem, takim który potrafi dosłownie zwalić z nóg. Potem jakoś zapomniałam trochę o marce aż do czasów kiedy kupiłam piękne różano-paczulowo-malinowe Wow! for Women. Wow! jest zdecydowanie nowszym zapachem, bo z 2018 roku. Podobnie jak Le Bain to także perfumy w bardzo przystępnej cenie, bo można kupić je za mniej niż 100zł. 

Le Bain kupiłam tradycyjnie na Notino, możecie znaleźć je bezpośrednio tutaj: Notino Joop! Le Bain.




środa, 13 stycznia 2021

❄️ beGLOSSY Go to the SNOW ❄️

    Witajcie w 2021 roku :). Na początek ostatnie pudełko beGlossy Go to the Snow, które ma chyba najpiękniejszą oprawę graficzną ze wszystkich pudełek jakie pojawiły się od początku istnienia marki. Moim zdaniem ta grafika jest naprawdę ładna, zresztą spójrzcie sami. Samo pudełko oczywiście zostawię sobie do przechowywania różności, a teraz szybki przegląd zawartości.


LEADERS LABOTICA Maska w płachcie | Maseczka na tkaninie pojawiła się w trzech rodzajach. Ja trafiłam na maskę z ekstraktem z bambusa - wygładzająca i nawilżająca. Maska marki koreańskiej, tych maseczek jeszcze nie miałam, więc dla mnie coś nowego.

JOKO Pomadka do ust | Trochę z sentymentem spojrzałam na markę Joko, całe wieki nic z niej nie kupowałam, a w czasie zakupów w osiedlowych drogeriach była to jedna z moich ulubionych marek. W pudełku znalazła się pełnowymiarowa pomadka o kremowym wykończeniu, klasyczna czerwień :).

NUTKA Szampon do włosów | Z "Nutką" już się spotkałam, miałam kiedyś szampon albo odżywkę (pamiętam, że zapach był bardzo fajny). Tym razem dostaliśmy szampon w wersji hipoalergicznej (pełny wymiar) dedykowany wrażliwej skórze głowy - faktycznie SLSów brak.

CANABO Krem do rąk | Moda na kosmetyki z ekstraktem z konopi chyba nadal nie przemija. Krem do rąk Canabo ma całkiem niezły bogaty skład, pełno olejków i masło shea. Tubka duża, bo aż 100ml.

BIODERMA Preparat dermatologiczny zwężający pory | I chyba ten produkt będzie moim typem z całego pudełka, jestem go najbardziej ciekawa. Polecany jest pod makijaż aby zwęzić i nieco zatuszować rozszerzone pory. Jednocześnie ma nie blokować porów, więc brzmi jak idealna alternatywa dla silikonowej bazy. Po spojrzeniu na skład można zauważyć, że dominują silikony, więc przypuszczam że właściwie będzie to jednak rodzaj bazy silikonowej, ale większość z nich do substancje niekomedogenne (obawiam się jedynie gliceryny w składzie). Znów produkt pełnowymiarowy, na plus!

BIOTANIQUE Multi Biomask Total Eye Lift | Płatki pod oczy... nie wiem jak Wy ale ja lubię je zawsze i wszędzie. Zdarzyło mi się owszem, że płatki podrażniły mi skórę, ale był to raczej wyjątek od reguły. Dla mnie to zawsze fajny dodatek do pielęgnacji.

BIO AGADIR Serum Anti-Age | Jest to produkt VIP czyli dla wszystkich, którzy subskrybują beGlossy pół roku lub dłużej. Kolejny pełnowymiarowy produkt. Ciekawe serum, bo oparte na oleju z opuncji, a przyznam że już od dawna miałam ochotę ten olej wypróbować. Opinie ma świetne, więc szybko włączę je do mojej pielęgnacji :).


Jako prezent - bawełniane skarpetki Medicine w dwupaku. Muszę przyznać, że to jeden z najlepszych prezentów jaki pojawił się w boxach. Bardzo lubię kolorowe skarpetki, więc te też od razu mi się spodobały (szczególnie te w abstrakcyjny motyw). Lubię ogólnie Medicine, mają świetne nadruki i desenie na swoich ubraniach.